21.10.2011

Niepoprawne Radio PL i Parafia Świętego Augustyna w Cork mają zaszczyt zaprosić wszystkich tych którym bliskie są problemy misji, na pokaz filmu Piotra Zarębskiego "Posłańcy Pana Boga". więcej

21.10.2011

- czyli porządki w krainie dyktatury matołów. więcej

21.10.2011

http://images01.bebzol.com/data/201110/34707-2c71a3b644c26697cd5d29d2110610c9.jpgi dlaczego bawi mnie to podobnie jak wyniki ostatnich wyborów. Nie będzie to dyskusja o tym czy Bóg istnieje. Raczej o tym jakich ma przeciwników. Krąży to ostatnio wśród innych, nasilających się ataków na Kościół w Polsce.Wywołuje uśmiech politowania. Ot jeden cyrkowiec przy pomocy półprawd, znając ograniczenia intelektualne swojej widowni, decyduje się na truizmotwórstwo. A gawiedź łyka te kluchy bezkrytycznie i się oblizuje. Zobaczcie w jakim kontekście ujęte jest słowo miłosierdzie. Ta Boża cecha, która nawet u Bułhakowa irytuje demiurga-szatana. Człowiek myślący logicznie zretrospekcjonowałby sobie ten występ i pozostał zdziwiony. Z czego tu kpimy? Z czego się śmiejemy. Tworząc nas na swój obraz zadał więcej trudu sobie niż nam. W swoim miłosierdziu Bóg wskazał nam drogę jak dobrze żyć na Ziemi i jak uniknąć kary po śmierci. W swoim miłosierdziu pozostawił na wolną wolę, swobodę decyzji. I co najważniejsze poprzez Swego Syna przekazał nam łaskę przebaczenia i możliwość odkupienia win. Bardzo prostą, czasem aż zbyt prostą możliwość. Więc gdzie jest tak groźba nieuchronnego piekła?Dużo ostatnio pojawia się w mediach ludzi, którzy popełnili błąd. I z tego błędu zrobili swój atrybut. Obnoszą się z nim wpierając radosnemu i przyzwyczajonemu do prowokacji tłumowi, że to nie śmierdzi, nie jest brzydkie, nie budzi odrazy, bo to ludzkie. Dobro też jest ludzkie, ale widocznie zbyt trudno się do tego dobra przyznać. Co robi tłum? W swoim konformizmie nagle "dorośleje". Wciska na twarz "dojrzałe" zrozumienie jak sześciolatek papierosa i twierdzi, jestem dorosły, myślę tak jak inni. Od dłuższego czasu forsuję swoją tezę, że nasze relacje z Bogiem to relacje dziecka z rodzicem. Dziecka które czasem powinno wykonać polecenie bez zrozumienia, bo do zrozumienia dlaczego musi dorosnąć. Rodzic stara się, żeby jego dziecko dorosło i zrozumiało, bo dla niego irytujące jest stałe ograniczanie mu wolnej woli. Niemożliwe jest wytłumaczenie bez przyswojenia przez dziecko pewnych pojęć. Tak samo jak matka, pozwala raz upartemu dziecku dotknąć gorącego garnka, aby uniknąć tragedii, tak samo Bóg pozostawia nam możliwość grzeszenia. Matka wie, że mały bąbelek na palcu i trochę płaczu to naprawdę mała cena za spokój i uniknięcie pilnowania dziecka na każdy kroku, co nie pozwala mu dorosnąć.Inaczej jest ze śmiercią. Małe dzieci, dodatkowo napasione bajkami, nie pojmują śmierci. Dla nich wypadek samochodowy to zdarzenie. Tutaj matka nie może zastosować ogniowej terapii. Musi tłumaczyć i liczyć na zrozumienie. Czy tłumaczy? Sądząc z widowni tego żałosnego pana, niewiele matek tłumaczy. Sądząc po zachowaniu ludzi na ulicach, niewiele matek tłumaczy. Skarżą się, ze tłumaczenie nie działa, jest nastolatkiem, prawie dorosłym, swój rozum ma.Na pewno dojrzał już na tyle, że może sam o wszystkim decydować, bez żadnych ram? Czy istnieje na świecie człowiek, który dojrzał na tyle? Według mnie nie istnieje. Więc dlaczego wmówiono ludziom, że kończąc osiemnaście lat z automatu mogą przestać się rozwijać bo dostali już całą mądrość tego świata?Matki się skarżą, że nie działa, więc co działa? "Pamiętasz jak dotknąłeś gorącego garnka? Wypadek boli jeszcze bardziej"Czy Bóg cię zniewala przykazaniami? Czy jak kradniesz, cudzołożysz, nie święcisz dnia świętego spotyka cię natychmiastowa kara? Może piorun strzela z nieba? Nie? Więc co? Jednak Bóg pozwala, masz wolną wolę? Ty gdybyś rządził, karałbyś natychmiast. Tak wygodniej. Szybciej się tresuje.Problem w tym że rodzic dziecka nie tresuje tylko wychowuje.A co jeśli nie ma Boga? Czy przykazania w jakimś stopniu cię ograniczają? Czy ci przeszkadzają?Skąd w ludziach się bierze ta nagła chęć deewangelizowania innych? Czy mają z tego jakąś korzyść.Uwaga, uderzam teraz nisko, poniżej pasa.Wojujący ateiści i agnostycy dzielą się na zdolnych głupców (tych jest mniejszość) i inteligentnych gnojków. Ci drudzy są tak naprawdę zbuntowanymi, ale wciąż wierzącymi ludźmi, którzy przyciągając do swoich wymysłów coraz więcej ludzi, rzucają Bogu wyzwanie: "I co? Skarzesz tych wszystkich ludzi, którzy dali się mi omotać na piekło? Przecież to ubodzy prostaczkowie, którzy ulegli moim słowom. A moje słowa pozwoliłeś mi wypowiedzieć bo mam wolną wolę. I co teraz, skoro ich do piekła nie weźmiesz, a moje czyny nie odbiegają od ich czynów, to ja piekła muszę uniknąć" Tak naprawdę występ tego clowna jest poleceniem. Macie robić to co ja chce. Nie macie wolnej woli. Mogę was dowolnie zmanipulować a wy będziecie myśleć tak jak ja chcę.Widzowie nie dostrzegają, że pozbawieni zostają wyboru. Prosty, chwytliwy tekst, którym można zabłysnąć przy piwie, został im wdrukowany. Tłumy łatwowiernych, prostych do sterowania kretynów rosną. A ich przeświadczenie o własnej inteligencji również. więcej

20.10.2011

Jako fundamentalista katolicki z pewną podejrzliwością czytałem najnowszy numer czasopisma polskich neopogan. Spodziewałem się bluźnierstw i demonicznych klimatów. Periodyk jednak zawiera w sobie wiele ciekawych artykułów o historii i ideach neopogan. więcej

20.10.2011

Niedawno na łamach "Rzeczpospolitej" ukazał się krótki wywiad z panią prof. Katarzyną Chałasińską-Macukow, Przewodniczącą Konferencji Rektorów Akademickich Szkół Polskich. Wywiad dotyczył obowiązku podpisywania przez uczelnie umów ze studentami. więcej

20.10.2011

Szanowni Państwo, z przyjemnością informujemy, iż dnia 22 października o godzinie 18.00 prezes UPR dr Bartosz Józwiak weźmie udział w debacie pt.: "Prawica po wyborach", którą organizują: redakcja portalu polacy-online.pl i Stowarzyszenie Koliber. więcej

20.10.2011

Posłużę się metaforą... więcej

19.10.2011

Kupiłem tę książkę dawno temu, długo przed wydaniem przez Znak kolejnej książki Grossa, zachęcony jakąś przeczytaną przy obiedzie prasową recenzją. Kilkanaście tygodni po zakupie Polska doświadczyła tego, co było punktem wyjścia dla akcji powieści, czyli lotniczej katastrofy z udziałem Prezydenta. Nie mogłem się jakoś do niej zabrać. więcej

19.10.2011

Wstęp Duch ekumenizmu zmienia oblicze ziemi, ostatnio dotarł nawet do książek podróżniczych, a wraz nimi trafia pod strzechy ludu Bożego. Taka na przykład książka Rio Anaconda Wojciecha Cejrowskiego przedstawia szamaństwo w niesłychanie pozytywnym świetle, jako miłą Bogu religię naturalną, wynikającą z samej natury ludzkiej, przyrody, całego otaczającego świata. A duchy i moce, które szaman przyzywa, są to według autora dobre moce i anioły Boże, które wszędzie są przecież obecne. Szamani stosują "dobrą" białą magię, przy czym unikają mocy złych i zwalczają je. Oznacza to w takim razie, że chrześcijanie mogą (a może nawet powinni) oddawać się pod wpływ szamanów, bo w niczym to nie koliduje to z ich chrześcijańskim korzeniem. Ekumenizm pana podróżnika Cejrowskiego sięga zresztą jeszcze dalej, bo próbuje sprzedać nam pogląd, że szamanizm to jest taka (nawet lepsza) odmiana chrześcijaństwa, którą należy chronić przed destrukcyjnym wpływem tego ostatniego. Dlatego nie ma sensu kierować misji do wiosek indiańskich, bo tam wszystko jest w najlepszym religijnym porządku, po prostu zamiast księży mamy tam szamanów, którzy przywołują ducha, którym jest przecież Duch Święty (wszędzie obecny przecież), a Pachamama to Bóg Stworzyciel. Tak więc mniej więcej wszystko się zgadza. Ale czy aby na pewno te szamańskie duchy są dobre? No i właściwie po co powstał Kościół święty razem z sakramentami Bożymi? Do tej pory nauczano, że szamanizm to nic innego jak przywoływanie demonów, a więc coś kompletnie przeciwstawnego wierze chrześcijańskiej. W dalszej części będę starał się udowodnić ten wydawałoby się oczywisty pogląd, że szamanizm to nie jest chrześcijaństwo. Żyjemy jednak w czasach, kiedy wszelkie oczywistości zostały podważone i trzeba włożyć dużo wysiłku, aby znowu stały się oczywiste. Zastanówmy się najpierw co się kryje za nazwą "religia naturalna"? Czy szamani odkrywają obiektywne prawidła duchowej rzeczywistości, tak jak np. podróżnicy odkrywają nieznane lądy? Jeżeli tak jest, to musimy potwierdzić podstawowy dogmat ekumenizmu, że Boga można poznać w w wielu różnych religiach, a przynajmniej - załóżmy dla potrzeb tego artykułu - w chrześcijaństwie i w szamanizmie. Historia religii Po upadku w grzech zmieniła się natura człowieka, przestał on być duchowy, a został ubrany w "zwierzęce skóry", co oznacza cielesność (dokładniej - podatność na cierpienie i rozkład oraz śmiertelność). Był to upadek na poziom natury zwierząt. Obraz Boży w człowieku uległ zamazaniu. Świat duchowy człowieka też uległ ogromnej degradacji, ze stanu widzenia Boga i Aniołów, człowiek popadł w duchową ślepotę, ograniczając się wyłącznie do zmysłów materialnych. Nie oznacza to jednak, że w tym stanie nie mógł czcić Boga i pozostać Mu wiernym. Przecież Adam musiał dobrze pamiętać swoją rajską młodość i opowiadać swoim dzieciom o Bożej doskonałości i świętości. Wiemy to z przykładu Abla, a także wielu innych, którzy podobali się Bogu. Z tekstu Starego Testamentu wiemy, że ludzie ci czcili Boga, składali Mu ofiary i te były Mu przyjemne. A więc pomimo upadku Adama jego potomkowie mogli oddawać cześć prawdziwemu Bogu. Jednak zdecydowana większość ludzi odeszła od tego kultu miłego Bogu. Zaczęły powstawać religie, które rozpalały Jego gniew. Co to za kulty? Wydaje się, że ślepy duchowo człowiek zaczął traktować różne rzeczy stworzone jako bogów, w tym również i demony, stwory duchowe, które zawładnęły tym światem. Tak więc równolegle obok siebie istniały dwa kulty, zasadniczo różne, które można by nazwać "naturalnymi", w sensie, że powstały "samoistnie", bez ingerencji Boga. Jednak jeden był wspomnieniem natury doskonałej, rajskiej, drugi był już efektem natury upadłej w grzech. Trzeba teraz zwrócić uwagę, że kult zły z czasem, do potopu, wyparł niemal całkowicie kult dobry, i na ziemi pozostało jedynie to, co jest obrzydliwością w oczach Jahwe. Z wyjątkiem jednego Noego, który stał się protoplastą i drugim praojcem ludzkości, z którym Bóg zawarł przymierze. Jednak tuż po potopie ludzie zapragnęli zbudować wieżę Babel, za co Bóg pomieszał im języki i rozproszył po całej ziemi. Czyli wszystko zaczęło się od początku - natura upadła znowu podniosła swoją głowę. Po tym fakcie następuje bardzo ważne wydarzenie - wybranie Abrahama i zawarcie z nim przymierza. Tutaj już mamy do czynienia z wyraźną ingerencją Boga, a więc trudno nazwać to kultem "naturalnym". Oczywiście nie umniejsza to prawości i wiary naszego Patriarchy, jednak jest to wybranie, objawienie, wyraźna ingerencja Boga w dzieje świata. Następuje po tym chyba pierwsze nadprzyrodzone, tzn. nadnaturalne działanie Boga - to znaczy pierwszy cud - oto niepłodna Sara w podeszłym wieku, kiedy jej łono było już przekwitłe, urodziła syna obietnicy, Izaaka. Znamy tę historię i nie trzeba jej tutaj opowiadać, ważne jest, że prawdziwy kult Boży stał się kultem objawionym, przestał więc posiadać cechy "naturalne". Pismo Święte opisuje dalej rozwój tego kultu. Następnym ważnym wydarzeniem, było pojawienie się Mojżesza i nadanie Prawa. Właściwie od tego momentu wszelkie zewnętrzne wobec Izraela religie i kulty były pogańskie. Tekst Starego Testamentu aż roi się od przestróg dawanych Izraelowi, aby przenigdy nie uczestniczył w kultach pogańskich, czy to w Egipcie, czy to ludów wypędzonych z Ziemi Obiecanej, czy też Syryjczyków, Persów, Babilończyków, czy wreszcie Greków. Można tu przypomnieć walkę Mojżesza z mędrcami i czarownikami egipskimi, albo wrzucenie trzech młodzieńców do pieca w Babilonie za to, że nie chcieli pokłonić się złotemu posągowi. "Nie będziesz miał cudzych bogów obok Mnie! Nie będziesz czynił żadnej rzeźby ani żadnego obrazu tego, co jest na niebie wysoko, ani tego, co jest na ziemi nisko, ani tego, co jest w wodach pod ziemią! Nie będziesz oddawał im pokłonu i nie będziesz im służył, ponieważ Ja Pan, twój Bóg, jestem Bogiem zazdrosnym, który karze występek ojców na synach do trzeciego i czwartego pokolenia względem tych, którzy Mnie nienawidzą. Okazuję zaś łaskę aż do tysiącznego pokolenia tym, którzy Mnie miłują i przestrzegają moich przykazań." (Wyj 20, 3-6) A więc proces wypierania dobrego kultu złymi religiami "naturalnymi" nie zakończył się bynajmniej do potopu, ale dalej miał miejsce na ziemi, i być może trwać on będzie aż do całkowitego zniknięcia kultu prawdziwego Boga. Powstaje pytanie: dlaczego ludzie tak łatwo zamieniają kult prawdziwy na nieprawdziwy? Dlaczego naturalni ludzie zawsze w końcu wybierają diabła? Odpowiedź jest dość prosta: po upadku i wygnaniu z raju najbliższą człowiekowi, i właściwie jedyną duchowością dla niego dostępną, jest duchowość upadłych aniołów. Kiedy człowiek stracił Boga z pola widzenia, ogarnęły go ciemności, te ciemności, których władcą jest diabeł. To, co można było o Bogu powiedzieć, można było wywieść na podstawie piękna i porządku panującego w kosmosie, jednak nie było to wystarczające do zbudowania kultu opartego o prawdziwą wiedzę i rozumienie. Poza tym grzech mieszkający w ciałach i sercach ludzkich dodatkowo przekreślał możliwość jakiegokolwiek poznania Boga. Takie jest prawo duchowe - grzech nie może poznać tego, co święte, śmiertelne nie może poznać tego, co wieczne, ciemność nie widzi światła. Zła religia wypiera dobrą, gdyż jest dużo bardziej agresywna i ekspansyjna. Kain zabija Abla, a nie na odwrót. Człowiek grzechu upodabnia się do diabła, który jest krzykliwy, bezczelny, nachalny, wzbudzający lęk, arogancki, kłótliwy, okrutny i mściwy. Człowiek niestety łatwo daje się zastraszyć, przede wszystkim dlatego, że nie zna prawdy i nie rozumie świata, który wydaje mu się potężny i straszny, boi się też bólu i śmierci. W takiej sytuacji może dużo poświęcić, aby tylko przestać się bać i jakoś obłaskawić straszną rzeczywistość. Jest za to gotów poświęcić nawet własną wolność. Bo tak jest po prostu łatwiej, nie trzeba podejmować decyzji i nie trzeba za nic brać odpowiedzialności. Zauważmy, że diabeł rządzi poprzez oszustwo, strach i zniewolenie, człowiek nie znający prawdy łatwo rezygnuje z wolności i podobieństwa Bożego i daje się zwieść złudnym mirażom, dającym mu namiastkę prawdziwej religii, czyli namiastkę prawdy. Człowiek "naturalny" (upadły) w tej sytuacji bierze fałsz za prawdę, sztuczki za cuda, z każdą niezwykłością z którą się spotyka biegnie natychmiast do szamana. Oczywiście nie ma co śmiać się z głupoty i naiwności ludzi naturalnych, gdyż dokładnie tak samo funkcjonuje człowiek współczesny w Europie i Ameryce. Uwierzy we wszystko, jeżeli tylko będzie podane w odpowiedniej oprawie (szacowne wydawnictwo, znany ekspert, modna teoria, ogólnie szanowany autorytet itp.) Pogaństwo posiada dla człowieka nieodparty urok. Kto nie chciałby posiadać magicznych mocy, kto nie chciałby umieć latać, czytać w myślach, przepowiadać przyszłości, leczyć choroby? Kto nie chciałby mieć władzę nad mocami przekraczającymi zwyczajne moce ludzkie? Wiadomo przecież, że jak jest susza, to koniecznie trzeba sprowadzić deszcz. A to jest takie proste. Wystarczy znać parę zaklęć, dobrze je wypowiedzieć, przywołać ducha, który będzie spełniał wszystkie nasze życzenia. Dzięki magii uda się nam zapanować nad każdym duchem. Dzięki magii zapanujemy nad całą ziemią. To tylko kwestia odpowiednich słów i rytuałów. A jeżeli duch każe coś mu ofiarować, no to trzeba ofiarować. Jest to taki handel duchowy, jednak nie jest on do końca uczciwy. Człowiek jest tak zbudowany, że do osiągnięcia celu (władzy, bogactwa, mądrości, nawet powodzenia u kobiet) potrafi dużo poświęcić. Przy tym nigdy nie ma dość, nigdy nie stanie w miejscu zadowolony z tego, co posiada, bo ciągle chce mieć więcej i więcej. Dlatego właśnie pogaństwo wygrało z kultem prawdziwego Boga. Gdyż pogaństwo ofiaruje wszystko, co człowiek chce … oczywiście jako iluzję i do czasu. Poza tym człowiek w świecie pogańskim funkcjonuje jako mały element całości, który determinowany jest przez siły od niego potężniejsze, co znakomicie zwalnia go od wszelkiej odpowiedzialności za swoje czyny. Wiara w kłamstwo Przyjrzyjmy się teraz czemuś bardziej konkretnemu. W książce Cejrowskiego szamani dużo mówią o wierze, na przykład jako koniecznym elemencie działania leczenia, lub szerzej, stosowania magii. W jednym momencie nawet szaman porównuje wiarę chrześcijańską do wiary w jego moc. Czy jest to ta sama wiara? Czy wiara chrześcijańska może też być wiarą w działanie magii? Czy wiara w każdy dowolny zabobon jest tak samo dobra? Wydaje się, że mamy tutaj do czynienia z ogromnym nieporozumieniem. Najpierw trzeba zdać sobie sprawę z rzeczy oczywistej, że wiara nie jest sama w sobie dobra ani zła, najważniejsze w wierze jest to, w co się wierzy! Ktoś np. wierzy w ufoludki, i uważa tę wiarę za bardzo rozsądną. Ba, te ufoludki mu się mogą pokazywać i nawet leczyć (patrz Seraphim Rose, Prawosławie a religia przyszłości, rozdział VI Znaki z Niebios). Inny ktoś wierzy w teorię ewolucji i śmieje się z każdego, kto nie chce w nią wierzyć. Taki Cejrowski na przykład wierzy szamanom i bardzo podziwia ich magię. A jeszcze ktoś inny wierzy w Chrystusa Boga, Zbawiciela ludzi. Czy wszystkie te wiary są tym samym? No chyba nie. A więc wiara jest to pewna moc (tak to sobie nazwijmy), którą posiada każdy człowiek, i każdy człowiek może tę swoją moc ulokować tam, gdzie mu się podoba. Ta moc wiary jest naturalną mocą człowieka i jest zależna od jego woli. To, że wiara jest naturalną mocą człowieka, można łatwo udowodnić za pomocą doświadczeń z tak zwanym efektem placebo. Polegają one na tym, że zamiast lekarstwa podaje się pewnej liczbie pacjentów placebo, czyli substancję całkowicie neutralną (np. rozwór soli fizjologicznej) i obserwuje się zawsze u pewnej liczby pacjentów działanie takie, jakby rzeczywiście dostali oni lekarstwo. A więc wiara, w tym wypadku wiara w moc lekarstwa (mówiąc jeszcze inaczej - silna sugestia), zdolna jest sama w sobie wyleczyć człowieka. I jest to fakt naukowy, a nie żadne czary mary. I teraz tę naturalną moc wiary zabierają szamani i każą tę wiarę pokładać w siłę ich magii, stosują przy tym różne techniki manipulacji i sugestii (pewnie też hipnozy), i w ten sposób omamiają człowieka. Krótko mówiąc oszukują i kłamią od samego początku walcząc w ten sposób o ludzką wiarę. Bo im większa wiara ludzi, tym większa jest też ich moc szarlatańska, i coraz większa władza nad nimi. Proste. Trzeba więc dobrze sobie zapamiętać, że moc wiary źle ulokowana może obrócić się przeciwko samemu człowiekowi. Wiara chrześcijańska jest zupełnie innego rodzaju. Tutaj ta naturalna moc człowieka ulokowana jest w Bogu, i wtedy (tylko wtedy!) może zamienić się w moc nadprzyrodzoną. Wiara jest tutaj światłem dla duszy, daje jej pokój i ciszę. A kiedy jeszcze poprzez modlitwę, skruchę i ascezę oczyścimy nasze serce z grzechu, Wiara staje się niczym innym jak Boską energią, która zdolna jest czynić prawdziwe cuda, dzięki łasce możemy posiąść dar proroctwa, uzdrawiania, nauczania, wskrzeszania martwych, wypędzania nieczystych duchów. Gdybyśmy mieli taką Wiarę, to powiedzielibyśmy górze, aby rzuciła się w morze, i stałoby się tak. Może ktoś teraz powiedzieć, że przecież jednak Chrystus również czynił cuda uprzednio pytając o wiarę, czyli tak jak szamani. Otóż wiele cudów Chrystus uczynił wcale nie pytając o wiarę, ba, nawet wtedy kiedy tej wiary nie było. No bo jak zapytać o wiarę głuchoniemego? Albo opętanego przez złego ducha? Podobnie nikt nie oczekiwał cudu w Kanie Galilejskiej. Tak też było kiedy uleczył ślepego od urodzenia. Chrystus rozmnożył chleby, kiedy nikt tego się nie spodziewał. Wskrzesił Łazarza, kiedy siostra jego mówiła, że już cuchnie. Uciszył burzę na jeziorze wprawiając w zdumienie wszystkich Apostołów. Prawdą jest, że niektóre cuda Chrystus uczynił podkreślając konieczność wiary. Na przykład: "Gdy wszedł do domu, niewidomi przystąpili do Niego, a Jezus ich zapytał: Wierzycie, że mogę to uczynić? Oni odpowiedzieli Mu: Tak, Panie! Wtedy dotknął ich oczu, mówiąc: Według wiary waszej niech wam się stanie!" (Mt 9, 28-29) Zauważmy jednak, że szamani nie mówią: - Według waszej wiary niech się wam stanie. Oni zawsze zwracają uwagę ludzi na ich wielką moc czarnoksięską, i zawsze mówią: - To JA potrafię dokonać tego i tamtego! Wydaje mi się, że Chrystus podkreśla tutaj wielką wagę współpracy wiary ludzkiej z Bogiem. Co pokazuje ważność samego człowieka i jego wolnej woli. Lęk Tak samo jak różni się wiara w magię i Wiara w Królestwo Boże, tak samo różni się strach przed magią i strach Boży. Strach przed czarnoksiężnikiem jest lękiem przed nieznaną potęgą, która może nas zniszczyć. Lęk taki jest wyjątkowo destrukcyjny, paraliżujący, działający zniewalająco, wymuszający bierność i poczucie bezradności. Strach Boży jest zupełnie czymś innym, to przede wszystkim pamięć o swoich grzechach i świadomość swojej niedoskonałości i nieczystości przed Bogiem. Ten strach nie paraliżuje, a raczej skłania do pokuty, pokory, skruchy, płaczu, nieustannej modlitwy. Wydaje się, że lęk, obok fałszywej wiary, to główny napęd magii. Zresztą jedno wypływa z drugiego, gdyż wiara w kłamstwo musi wyzwalać lęk, gdyż kłamstwo ma za swój fundament pustkę nierzeczywistości. Kto uwierzy w moc pustki, ten już nigdy nie zazna spokoju, gdyż nie ma dokąd uciec. Cejrowski wcale nie ukrywa, że lęk to nieodłączny element magii. Regułą jest, że Indianie bardzo boją się swojego szamana. Są przekonani, że szaman może w chwili zdenerwowania lub gniewu zrobić z nimi coś strasznego, na przykład zamienić w szczura, albo pomieszać im zmysły, aż do obłędu. Każda czynność magiczna pomyślana jest jako wzbudzająca lęk. Lęk jest też bardzo skutecznym sposobem zawładnięcia człowiekiem. Co ciekawe sami szamani doznają też uczucia lęku, i to, jak pisze Cejrowski, przede wszystkim w obecności innych szamanów (lub osób, które uważają za szamanów). Jest to niesłychanie ciekawe zjawisko. Na swój użytek wytłumaczyłem to tym, że szamani najbardziej boją się dekonspiracji, że tak naprawdę cała ich magia opiera się właśnie na silnej sugestii i lęku, i nie ma podstaw w obiektywnej rzeczywistości. Któż to kłamstwo może zdemaskować, jak nie inny szaman. Dlatego tak się boją jeden drugiego. Dla porządku trzeba napisać, że w chrześcijaństwie lęk, zwłaszcza silny irracjonalny strach jest likwidowany w stopniu proporcjonalnym do zaawansowania w drodze duchowej prowadzącej do Boga, który jest miłością. Święci chrześcijańscy, Aniołowie, Bogurodzica - nie wzbudzają w nikim lęku, nawet w małych dzieciach. Warto przypomnieć tutaj słowa świętego Jana Teologa: "W miłości nie ma lęku, lecz doskonała miłość usuwa lęk, ponieważ lęk kojarzy się z karą. Ten zaś, kto się lęka, nie wydoskonalił się w miłości." (1 J 4, 18) Moc szamana Cała ta książka Cejrowskiego może być traktowana jako popularyzacja szamaństwa, nawet jego pochwała jako religii naturalnej, nieomalże ekologicznej, która nie ucieka się do żadnych skomplikowanych reguł, a skutecznie działa. Patrząc pod względem formalnym mamy w tej książce zestaw przeróżnych przechwałek szamanów, czego to oni nie potrafią zrobić, natomiast brak jest jakichś na to dowodów. Jest to bardzo charakterystyczne dla wszelkich metod magicznych - wytwarzana jest pewna specyficzna atmosfera niesamowitości, grozy i sensacji, za którą tak naprawdę nic nie stoi. Nie ma potwierdzenia w faktach, lub relacji ludzi wiarygodnych. Dla porównania wyobraźmy sobie Jezusa Chrystusa, który by w Świątyni opowiadał, czego to On może dokonać, i jakie wspaniałe znaki zdolny jest zademonstrować. Być może miałby wielu wiernych słuchaczy poddających się "czarowi" tych opowiadań. Chrystus jednak nigdy nie roztaczał wokół Siebie atmosfery tajemniczości i sensacji, wszystko czynił jawnie i nauczał publicznie. Tak samo święci nigdy nie opowiadali bajek o swojej potędze, tylko czynili cuda niejako mimochodem, bez sensacji i rozgłosu, zabraniając przy tym, aby im przypisywać jakąś moc, bo przypisywać ją należy zawsze Samemu Bogu. Co więcej, ta moc czynienia cudów obecna w chrześcijaństwie nie jest jakimś istotnym składnikiem wiary, wręcz przeciwnie, gdyż chrześcijanin bardzo mocno musi być osadzony w realności swojej natury (upadłego w grzech człowieka) i zobowiązany jest przede wszystkim do niesienia krzyża, do walki z grzechem w samym sobie, a wszelkie "cudowności" i "moce" mogą w tym tylko przeszkadzać. Chrześcijaństwo to przede wszystkim droga duchowa wiodąca do Boga, natomiast szamanizm nie jest żadną drogą, gdyż nastawiony jest na doraźne interwencje, gdy pojawiają się jakieś problemy cielesne i duchowe, tzw. boleści. Szamaństwo nie jest drogą, gdyż nie prowadzi ludzi do poznania Boga, chociażby dlatego, że sztuczki szamanów trzymane są w najgłębszej tajemnicy i przekazywane są tylko "wybranym" następcom. A więc ta cudowna moc chowana jest, wbrew nauczaniu Ewangelii, pod korcem (czy nie dlatego, że inaczej by nie działała?). Ale czym właściwie jest ta moc szamanów? Czy ona w ogóle istnieje, czy jest jednym wielkim picem i fotomontażem? Tak jak na przykład przepowiadanie pecha. Pewnie jakaś tam moc jest, jednak moc ta ma przedziwną właściwość - najpierw musisz uwierzyć, że ona istnieje. A więc jest to moc oparta bardziej na strukturze umysłu i ducha, czyli może być czymś w rodzaju indywidualnych lub zbiorowych halucynacji. Jednak są ludzie, którzy twardo obstają przy tym, że moc ta rzeczywiście i obiektywnie działa, na przykład potrafi leczyć ludzi. No cóż, jak już wcześniej mówiłem, wiara ludzka nieraz jest wystarczającą mocą do wyleczenia. Poza tym być może naprawdę szamani mogą leczyć, ale powstaje pytanie, za jaką cenę? Pierwsza rzecz to wiara, potem obrzęd inicjacji i oddanie się pod władzę nie wiadomo kogo. Jest to cena zbyt wysoka, gdyż Chrystus naucza: "Cóż bowiem za korzyść odniesie człowiek, choćby cały świat zyskał, a na swej duszy szkodę poniósł? Albo co da człowiek w zamian za swoją duszę?" (Mt 16, 25) W naszym cywilizowanym świecie też jest mnóstwo tzw. uzdrowicieli, i oni podobno posiadają jakieś tam moce. Myślę, że te moce pochodzą z tego samego źródła, co szamańskie. I być może nawet potrafią leczyć jakichś ludzi, którzy w nie uwierzą. Jednak ja staram się trzymać od nich z daleka i wszystkich namawiam do tego samego. Dlaczego? Jak zapewnia Cejrowski, czary podporządkowane są fizyce, działa w nich zasada zachowania energii, co oznacza, że nic nie dostajemy za darmo, że zawsze istnieje jakaś cena za wyzdrowienie. A zapłata tej ceny może być dużo gorsza niż sama choroba. A jakie są te "źródła" szamańskiej mocy? Jeżeli odrzucimy pochodzenie Boskie, pozostaje już tylko jedno źródło mocy duchowej, a tym źródłem może być tylko diabeł. A dlaczego odrzucamy Boskie pochodzenie owych mocy? Wyżej wymieniłem już mnóstwo przyczyn: stosowanie zabronionej przez Boga magii (patrz m.in. Wyj 22, 17; Pwt 18, 10-12; Kpł 19, 31; 20, 6; Dz 8, 9-20; 16, 16-18; 19, 19), atmosfera fałszu, tajemniczości, lęku, skłonność upadłego człowieka do pogaństwa. Zastanówmy się teraz bardziej nad ogólną "teologią" szamaństwa. Teologia szamaństwa by Wojciech Cejrowski Wszystko, co żyje ma w sobie odrobinę Mocy … ślady zostawione przez Pachamamę. Ta Moc powoduje, że pestka pęka i wypuszcza korzeń. Taka mała pestka, ale mieści w sobie korzeń, który jest dużo większy od niej samej. Jak? Ano tak, że rośliny czerpią z ziemi. Zwierzęta też, I ludzie. W ogóle wszystko jest zbudowane z ziemi. Każda rzecz i każde życie. Pachamama sprawia, że gromadzimy coraz więcej materii, a razem z materią nabieramy też mocy. Każda roślina zawiera jej cząstkę i Czarownik uczy się rozpoznawać, która cząstka do czego pasuje. (…) Czarownik zawsze najpierw stosuje materię. Dopiero, kiedy Moc ukryta w materii okaże się zbyt mała, woła mocne duchy lub prosi o Moc Pachamamy. Słuchałem tej jego … teologii z wielkim zainteresowaniem. Była bardzo bliska naszej; nie identyczna, ale na tyle bliska, by zadziwić niejednego misjonarza. I te jego jakże trafne intuicje na temat świata materialnego … Po pierwsze: nigdy nie mieszajmy tego, co stworzone, z tym co nie jest stworzone, a więc rozdzielmy moce naturalne od nadnaturalnych mocy Bożych (nadprzyrodzonych). Dalej zgódźmy się, że wszelka moc naturalna nie pochodzi od Boga. Jest przez Niego oczywiście stworzona i w tym sensie oczywiście pochodzi, ale nie pochodzi od Niego bezpośrednio, inaczej mówiąc, nie jest Jego energią. Poza tym każda moc naturalna (stworzona) może być dla człowieka dostępna, to znaczy nie jest jakąś tajemnicą dostępną tylko dla wybrańców. Moc wzrostu rośliny od pestki jest mocą naturalną, moc lecznicza pewnych ziół to też jest moc naturalna, nie ma sensu mówić o ukrytej w nich mocy Bożej, gdyż moc Boża jest zawsze niestworzona. Jest to następne prawo duchowe - to co niestworzone przynależy tylko do natury Boga. Stąd prosty wniosek - w materii (w ziemi) nie kryje się Boska energia (moc Pachamamy). Moc Boża ma naturę duchową. A więc ziółka mają moc nie dzięki jakimś mocom szamańskim, tylko z samej swojej natury. Czy magia w tym wypadku nie polega na tym, że podajemy ziółka, a potem mówimy, że tylko my umiemy skutecznie ich używać dzięki naszej mocy? Przecież możemy też zastosować inną taktykę - powiedzmy ludziom otwarcie, które ziółka stosuje się na to, i na tamto. Nie powinno być w tym żadnej wiedzy tajemnej. Jednak okazuje się, że jest to pilnie strzeżony sekret szamanów, którzy boją się, by ludzie nie utracili wiary w ich iluzje i moc. Kiedy kończy się moc ziół, wtedy zaczyna się magia. Co to właściwie jest ta magia? Wedle definicji Wikipedii, jest to "ogół wierzeń i praktyk opartych na przekonaniu o istnieniu sił nadprzyrodzonych, które można opanować za pomocą odpowiednich zaklęć i czynności." Teraz pytanie dotyczy tych "sił nadprzyrodzonych", co to za jedne? Na przykład czy są to siły pochodzące od Boga? Jeżeli tak, to czy można siły Boże opanować za pomocą odpowiednich zaklęć i czynności? Chrześcijaństwo daje na tak postawiony problem odpowiedź zdecydowanie negatywną: sił Bożych nikt nie może opanować w jakikolwiek sposób. Siły te (energie) przynależą do wiecznej, niestworzonej i niezmiennej natury Boga i jako takie nie mogą nagle stać się "ujarzmione" przez kogokolwiek, nawet przez największych świętych, nie mówiąc już o czarownikach. To co człowiek może uzyskać, to tylko pewne zbliżenie się do Boga postępując na drodze duchowej, przede wszystkim na drodze całkowitego wyrzeczenia się tego świata, ascezy, modlitwy, przestrzegania przykazań Bożych jako duchowych drogowskazów, przede wszystkim przykazania miłości Boga i bliźniego. Ale to nie jest żadna magia. To zbliżanie się do Boga powoduje przemianę człowieka, przebóstwienie, jednak jego natura pozostaje wciąż taka sama. To co nas może zainteresować, to fakt, że gdy człowiek dotrze do stanu kontemplacji Boga, może on otrzymać dary Ducha Świętego. Dary te należą już do porządku niestworzonego, wiecznego, i w jakiś, dla nas niewytłumaczalny i niepojęty, sposób łączą się z naszą naturą ludzką. Te dary to dar proroctwa, dar leczenia chorych, dar rozumienia Pisma i nauczania, dar wyrzucania złych duchów, wskrzeszania zmarłych itp. Ważne jest, że dostępne są one tylko i wyłącznie po uprzednim oczyszczeniu serca i po wysiłku ascezy duchowej i cielesnej. Jest to następne prawo duchowe absolutnie niepodważalne i niezachwiane. Chrześcijaństwo więc nie jest magią. To nie my mamy władzę nad mocami Bożymi, ale kiedy pełnimy Jego wolę, Bóg może udzielić nam Swojej mocy. Ideałem jest jak największa rezygnacja z własnej woli, na rzecz Bożej woli obecnej w naszym życiu. Jeżeli jakiś święty człowiek czyni cuda, to zawsze sam usuwa się w cień pokazując przede wszystkim Boga i Jego miłosierdzie. A sam o sobie mówi jak o niegodnym grzeszniku. A z całą pewnością nie wymawia strasznych zaklęć, nie wpada w trans, nie faszeruje się jakimiś narkotykami. Coraz bliżej jesteśmy odpowiedzi na pytanie o naturę "sił nadprzyrodzonych", którymi stara się zawładnąć magia. Niech nas nie zmyli stosowanie nazw "dobra" czy też "biała" magia, gdyż każda magia jest z zasady paktowaniem z diabłem. W tym paktowaniu oczywiście nie chodzi o walkę z grzechem, ale o konkretne moce, które chcemy mieć natychmiast. I tak zaklęcie jest przywołaniem diabła i rozkazaniem mu, aby użyczył nam części swojej mocy, lub sam wykonał, o co go poprosimy. Oczywiście nie za darmo. No bo dlaczego diabeł miałby nam pomagać? Otóż to, on chce zawsze coś w zamian. To jest jeszcze następna różnica pomiędzy działaniem Bożym a diabelskim. Bóg działa z miłości do ludzi, całkowicie bezinteresownie, chociażby z tego powodu, że Sam jest absolutnie doskonały. On może uratować największego grzesznika tylko na podstawie jego skruchy. Tak właśnie uczynił z rozbójnikiem, który umiał dostrzec niezasłużoną kaźń Chrystusa, w przeciwieństwie do swojej sprawiedliwej zasłużonej całym grzesznym życiem kary. A więc diabeł w zamian za magię żąda ofiar. Cóż takiego może mu dać na przykład taki indiański szaman, który przecież niewiele posiada? Bardzo dużo. Przede wszystkim samego siebie. Biedni szamani Sam Cejrowski przyznaje, że szamani opłacają swoją sztukę chorobą psychiczną, najczęściej w postaci schizofrenii. Czy dobre drzewo może przynosić takie owoce? Czy słyszeliśmy kiedyś o świętym, który wpadł w chorobę psychiczną? A więc koszty uprawiania magii są ogromne. Ale to nie koniec. Właśnie przy pomocy szamanów diabeł rządzi całym plemieniem, on decyduje właściwie o wszystkim, o wyjściu na polowanie, o terminie sadzenia, o przeprowadzce całej wioski na nowe miejsce. Najważniejsze jest to, że trzyma całą społeczność w zabobonnym strachu przed całym otaczającym światem. Szeregowy Indianin nic nie uczyni bez wróżb szamana, bez jego przepowiedni nie wyjdzie nawet z szałasu na polowanie. Tak więc cała ta magia jest super oszustwem, to nie szaman ma moc i wizje, tylko diabeł podporządkował sobie poprzez takich opętańców całe społeczności. To diabelskie działanie właśnie blokuje Indianom dostęp do obiektywnej rzeczywistości, oraz do prawdziwej religii. Bo jedyną religią prawdziwie naturalną (wynikającą z natury człowieka stworzonego na obraz i podobieństwo Boże) jest chrześcijaństwo. Oczywiście ludziom, którzy nie znają chrześcijańskich prawd wiary musi wystarczać ich własna natura zaopatrzona w sumienie. Tylko pod jednym warunkiem - bez magii. Bo magia jako totalna iluzja atakuje podstawowe, naturalne widzenie świata oraz moralny osąd, co jest dobre, a co złe. Poza tym magia ogranicza wolność ludzi poprzez dyktaturę zabobonów i strachu przed własnym cieniem. Nieprawdą jest to co pisze Cejrowski, że to Bóg stworzył czary. Albo że "czary istnieją i są wpisane w fizykę naszego świata od chwili jego stworzenia". Jeżeli ustalimy sobie, że zło nie pochodzi od Boga, to jasne też będzie, że i magia od Niego nie pochodzi. Jeżeli On rzeczywiście stworzył czary, to dlaczego równocześnie zabrania ich stosowania? Ciekawe, że dla Cejrowskiego kategoryczny zakaz Boga stosowania magii i czarów to właściwie tylko potwierdzenie ich realności i … zaproszenie do wiary w nie. No to jak w końcu, dlaczego Bóg zabronił czarować? Czy przez zazdrość, żebyśmy nie byli jako bogowie? Powód jest bardzo prosty - czary są samobójstwem dla duszy ludzkiej. Magia z samej definicji przywołuje zaklęciami duchy, które są wrogie wobec Boga i nas samych. Magia to nic innego jak zaproszenie do opętania przez demony. Do tego właśnie służy wpadanie w trans, narkotyki, zaklęcia, aby jak najszerzej otworzyć drzwi duszy dla ojca wszelkiego kłamstwa. Czy można zrobić coś bardziej kretyńskiego? I co mamy w zamian? Strach, i trochę miraży naszej potęgi i mocy. Dlaczego nikt nie chce pomóc tym biednym ludziom? Misja Znakiem naszych czasów jest kompletna nieporadność chrześcijan wobec tych pierwotnych religii "naturalnych". Co oznacza, że stan naszej wiary jest alarmująco słaby. Taki Cejrowski, deklarujący się jako katolik, jest szamaństwem wprost zachwycony. Widzi w nim uproszczoną wersję chrześcijaństwa, trzeba dodać, że wersję dużo bardziej atrakcyjną niż skostniałe nauki katechizmu. Dla niego Bóg to to samo co Pachamama, a Duch Pocieszyciel przebywa w materii dokładnie według indiańskich wierzeń. Szkoda jeszcze, że zaklęć nie zrównuje z siłą Bożego Logosu, ot, byłaby cała Trójca Święta. Co więcej, Cejrowski zamiast walczyć o uwolnienie tych ludzi spod władania demonów, bardzo romantycznie walczy o zachowanie ich religii i kultury, aby trwały jak najdłużej nieskażone zachodnią cywilizacją. Dlatego starannie zaciera ślady, aby żaden misjonarz przybłęda nie zniszczył tak wspaniałej, naturalnej religii, czyli indiańskiego szamaństwa. Gdy się uważnie temu przyjrzymy, to odkryjemy, że oznacza to totalny upadek cywilizacji chrześcijańskiej. Dla zachowania "niewinności" i "naturalności" Indian chronimy ich przed Chrystusem, czyli przed zgubnym wpływem chrześcijaństwa (w domyśle nauka Ewangelii pozbawia prostych ludzi niewinności). Cejrowski naśmiewa się z misjonarzy, którzy zaczynają swoją pracę od zakładania Indianom majtek. I pewnie ma rację. Ale pytanie jest, czy naprawdę nie potrzebują oni ewangelizacji? Oczywiste jest, że potrzebują, ale wymaga to przede wszystkim prawdziwej wiary, a tą trudno dziś uświadczyć. Przecież wszyscy ludzie stworzeni są na obraz i podobieństwo Boga, dlatego też wszyscy ludzie mają niepowtarzalną szansę stać się dziećmi Bożymi. Postarajmy się to dobrze zrozumieć, jak dużo dobra dla wszystkich ludzi, w tym także dla Indian, zawartych jest w nauce Ewangelii. Jest to Prawda która wyzwala. Jest to wolność, która zrywa wszelkie okowy strachu i zniewolenia. Jest to Najwyższe Dobro, jakie moglibyśmy sobie tylko wyobrazić. Jest to Mądrość Najwyższa. Jest to też siła niezwyciężona, wszechmogąca. Jest to Świętość i Światłość oświecająca każdego człowieka. Jest to nasz Ojciec Niebieski. Dlaczego mielibyśmy pozbawiać tych biednych ludzi Wcielonego Dobra? Jeżeli są oni jak dzieci, to trzeba im tłumaczyć jak dzieciom, jak są prości, to trzeba przemawiać prosto i nieuczenie, jak są naturalni, trzeba im mówić o utraconej prawdziwej naturze i jak można ją odzyskać. Nie przez magię, nie przez narkotyki, trans, czy inne szamańskie misteria, tylko przez oczyszczenie serca z namiętności i upodobnienie się do świętości Bożej Trójcy. Trzeba mówić, że głównym ich wrogiem nie jest wąż i jaguar, nie jest też biały człowiek, ale demony, które przywołują ich szamani. Trzeba im uświadomić tę prawdę, że Chrystus jest dużo potężniejszy od wszelkich szamanów i diabłów razem wziętych, których potrafi unicestwić jednym Swoim oddechem. Trzeba im uświadomić, że mają wolną wolę, i jeżeli tylko zechcą, to mogą już teraz, od dzisiaj, rozpocząć nowe życie bez strachu, bez władzy demonów, w czystości i prawdziwej prostocie. Nowe życie bez końca, bo Chrystus z miłości do człowieka pokonał śmierć. Jeżeli tylko zechcą... Oczywiście napotkamy na ogromny opór, ale misjonarze muszą być gotowi na wszystko. Tak jak Apostołowie, którzy musieli staczać wiele potyczek, wiele walk i pojedynków, aby w końcu zrobić jeden mały wyłom w monolicie pogaństwa. Z Bożą pomocą można dokonać rzeczy niemożliwych. Naturalnie największy opór będzie stawiał szaman. Ale tak było zawsze, także pogaństwa najbardziej zawzięcie bronili pogańscy kapłani i magowie. Czytaliśmy przecież w Dziejach Apostolskich jakie to pojedynki staczali Apostołowie z kapłanami Artemidy Efeskiej, albo z Szymonem Magiem. Tradycja opowiada o wielu takich potyczkach z czarnoksiężnikami. Kiedy w Rzymie Szymon Mag wznosił się na niebo, Święty Piotr widząc pomagające mu demony pomodlił się, i mag runął na ziemię zabijając się. Podobne potyczki staczał również święty Jan Apostoł w Efezie. I wielu innych, wspomnę jeszcze tylko świętego Patryka w Irlandii, który również mocą Bożą walczył z czarami druidów. No dobrze, ktoś powie teraz, że my nie mamy mocy Apostołów. Może i nie mamy, ale każdy z wierzących ma jakąś tam moc swojej wiary, może nawet niewielką jak ziarnko gorczycy. Walczmy więc tak, jak umiemy, stosownie do sił, które mamy od Boga. Seraphim Rose w książce Prawosławie a religia przyszłości opisywał zdarzenie, kiedy jakiś jogin ukazywał swoje sztuczki przed turystami z Zachodu, i jak zwykła cicha modlitwa Jezusowa wszystko mu popsuła. Wystarczyło, że jeden wierzący chrześcijanin pomodlił się w myśli, aby czary jogina przestały działać. Najgorsze ze wszystkiego jest złożenie broni. Tak jak to ma miejsce w przypadku Cejrowskiego, któremu nawet do głowy nie przyszło, że może komuś zaofiarować prawdę Ewangelii. Jest w tym coś niesłychanie pesymistycznego i smutnego. Bo i mnie do głowy przyszło, że może i lepiej, że Cejrowski nie głosił Indianom Chrystusa, gdyż w jego wykonaniu brzmiałoby to co najmniej nieszczerze, jak zwykła hipokryzja. Trudno jest przecież głosić coś, w co samemu się nie za bardzo wierzy. Trzeba by więc zacząć od ewangelizacji Cejrowskiego. Zakończenie Chrystus zastanawiał się, czy znajdzie wiarę, kiedy przyjdzie powtórnie na ziemię. Okazuje się niestety, że proces wypierania prawdziwej religii znów się rozpoczął i postępuje w zastraszającym tempie. Rzeczywiście, coraz mniej ludzi wierzy w Ewangelię. Ten proces wypierania jest tym bardziej smutny, że tym razem Chrystus dał nam moc stąpania po wężach i żmijach, dał nam oręż do obrony przed nieprzyjacielem, a jednak chrześcijaństwo zanika bardzo szybko. Trzy wieki prześladowań nic nie zaszkodziły chrześcijaństwu, a wręcz je umocniły, a więc obecny upadek jest wyłącznie naszą winą, naszej letniej wiary. Ten proces wypierania nie polega na tym, że chrześcijanie są jakoś specjalnie prześladowani. Oni sami porzucają bezpieczny i czysty dom Ojca, i pakują się w nory demonów. Kusi ich to co zwykle: moc, bogactwo, przyjemność, władza itp. Oczywiście dają się nabrać i niczego i tak nie osiągną. Kłamstwo w dzisiejszym świecie jest wszechobecne. Nasz świat pod względem duchowym coraz bardziej przypomina wielką indiańską wioskę. Mamy lud, którym rządzą jacyś wodzowie-kacykowie, oraz mamy szamanów władającymi mediami, którzy roztaczają przed nami miraże swej potęgi. Z jednej strony obiecują złote góry, z drugiej wzbudzają grozę. Z jednej strony mamy "pokój i bezpieczeństwo", z drugiej totalną kontrolę i przemoc. Wydaje się, że niedługo religia wolności, czyli chrześcijaństwo, zniknie zupełnie z planety, a na jej miejscu wygodnie rozsiądzie się największy szaman, antychryst. Czy popędzimy do niego wszyscy, na czele z Cejrowskim, na uroczystą inicjację nadania nam znamienia, czyli naszego nowego imienia? więcej

19.10.2011

Wstęp Duch ekumenizmu zmienia oblicze ziemi, ostatnio dotarł nawet do książek podróżniczych, a wraz nimi trafia pod strzechy ludu Bożego. Taka na przykład książka Rio Anaconda Wojciecha Cejrowskiego przedstawia szamaństwo w niesłychanie pozytywnym świetle, jako miłą Bogu religię naturalną, wynikającą z samej natury ludzkiej, przyrody, całego otaczającego świata. A duchy i moce, które szaman przyzywa, są to według autora dobre moce i anioły Boże, które wszędzie są przecież obecne. Szamani stosują "dobrą" białą magię, przy czym unikają mocy złych i zwalczają je. Oznacza to w takim razie, że chrześcijanie mogą (a może nawet powinni) oddawać się pod wpływ szamanów, bo w niczym to nie koliduje to z ich chrześcijańskim korzeniem. Ekumenizm pana podróżnika Cejrowskiego sięga zresztą jeszcze dalej, bo próbuje sprzedać nam pogląd, że szamanizm to jest taka (nawet lepsza) odmiana chrześcijaństwa, którą należy chronić przed destrukcyjnym wpływem tego ostatniego. Dlatego nie ma sensu kierować misji do wiosek indiańskich, bo tam wszystko jest w najlepszym religijnym porządku, po prostu zamiast księży mamy tam szamanów, którzy przywołują ducha, którym jest przecież Duch Święty (wszędzie obecny przecież), a Pachamama to Bóg Stworzyciel. Tak więc mniej więcej wszystko się zgadza. Ale czy aby na pewno te szamańskie duchy są dobre? No i właściwie po co powstał Kościół święty razem z sakramentami Bożymi? Do tej pory nauczano, że szamanizm to nic innego jak przywoływanie demonów, a więc coś kompletnie przeciwstawnego wierze chrześcijańskiej. W dalszej części będę starał się udowodnić ten wydawałoby się oczywisty pogląd, że szamanizm to nie jest chrześcijaństwo. Żyjemy jednak w czasach, kiedy wszelkie oczywistości zostały podważone i trzeba włożyć dużo wysiłku, aby znowu stały się oczywiste. Zastanówmy się najpierw co się kryje za nazwą "religia naturalna"? Czy szamani odkrywają obiektywne prawidła duchowej rzeczywistości, tak jak np. podróżnicy odkrywają nieznane lądy? Jeżeli tak jest, to musimy potwierdzić podstawowy dogmat ekumenizmu, że Boga można poznać w w wielu różnych religiach, a przynajmniej - załóżmy dla potrzeb tego artykułu - w chrześcijaństwie i w szamanizmie. Historia religii Po upadku w grzech zmieniła się natura człowieka, przestał on być duchowy, a został ubrany w "zwierzęce skóry", co oznacza cielesność (dokładniej - podatność na cierpienie i rozkład oraz śmiertelność). Był to upadek na poziom natury zwierząt. Obraz Boży w człowieku uległ zamazaniu. Świat duchowy człowieka też uległ ogromnej degradacji, ze stanu widzenia Boga i Aniołów, człowiek popadł w duchową ślepotę, ograniczając się wyłącznie do zmysłów materialnych. Nie oznacza to jednak, że w tym stanie nie mógł czcić Boga i pozostać Mu wiernym. Przecież Adam musiał dobrze pamiętać swoją rajską młodość i opowiadać swoim dzieciom o Bożej doskonałości i świętości. Wiemy to z przykładu Abla, a także wielu innych, którzy podobali się Bogu. Z tekstu Starego Testamentu wiemy, że ludzie ci czcili Boga, składali Mu ofiary i te były Mu przyjemne. A więc pomimo upadku Adama jego potomkowie mogli oddawać cześć prawdziwemu Bogu. Jednak zdecydowana większość ludzi odeszła od tego kultu miłego Bogu. Zaczęły powstawać religie, które rozpalały Jego gniew. Co to za kulty? Wydaje się, że ślepy duchowo człowiek zaczął traktować różne rzeczy stworzone jako bogów, w tym również i demony, stwory duchowe, które zawładnęły tym światem. Tak więc równolegle obok siebie istniały dwa kulty, zasadniczo różne, które można by nazwać "naturalnymi", w sensie, że powstały "samoistnie", bez ingerencji Boga. Jednak jeden był wspomnieniem natury doskonałej, rajskiej, drugi był już efektem natury upadłej w grzech. Trzeba teraz zwrócić uwagę, że kult zły z czasem, do potopu, wyparł niemal całkowicie kult dobry, i na ziemi pozostało jedynie to, co jest obrzydliwością w oczach Jahwe. Z wyjątkiem jednego Noego, który stał się protoplastą i drugim praojcem ludzkości, z którym Bóg zawarł przymierze. Jednak tuż po potopie ludzie zapragnęli zbudować wieżę Babel, za co Bóg pomieszał im języki i rozproszył po całej ziemi. Czyli wszystko zaczęło się od początku - natura upadła znowu podniosła swoją głowę. Po tym fakcie następuje bardzo ważne wydarzenie - wybranie Abrahama i zawarcie z nim przymierza. Tutaj już mamy do czynienia z wyraźną ingerencją Boga, a więc trudno nazwać to kultem "naturalnym". Oczywiście nie umniejsza to prawości i wiary naszego Patriarchy, jednak jest to wybranie, objawienie, wyraźna ingerencja Boga w dzieje świata. Następuje po tym chyba pierwsze nadprzyrodzone, tzn. nadnaturalne działanie Boga - to znaczy pierwszy cud - oto niepłodna Sara w podeszłym wieku, kiedy jej łono było już przekwitłe, urodziła syna obietnicy, Izaaka. Znamy tę historię i nie trzeba jej tutaj opowiadać, ważne jest, że prawdziwy kult Boży stał się kultem objawionym, przestał więc posiadać cechy "naturalne". Pismo Święte opisuje dalej rozwój tego kultu. Następnym ważnym wydarzeniem, było pojawienie się Mojżesza i nadanie Prawa. Właściwie od tego momentu wszelkie zewnętrzne wobec Izraela religie i kulty były pogańskie. Tekst Starego Testamentu aż roi się od przestróg dawanych Izraelowi, aby przenigdy nie uczestniczył w kultach pogańskich, czy to w Egipcie, czy to ludów wypędzonych z Ziemi Obiecanej, czy też Syryjczyków, Persów, Babilończyków, czy wreszcie Greków. Można tu przypomnieć walkę Mojżesza z mędrcami i czarownikami egipskimi, albo wrzucenie trzech młodzieńców do pieca w Babilonie za to, że nie chcieli pokłonić się złotemu posągowi. "Nie będziesz miał cudzych bogów obok Mnie! Nie będziesz czynił żadnej rzeźby ani żadnego obrazu tego, co jest na niebie wysoko, ani tego, co jest na ziemi nisko, ani tego, co jest w wodach pod ziemią! Nie będziesz oddawał im pokłonu i nie będziesz im służył, ponieważ Ja Pan, twój Bóg, jestem Bogiem zazdrosnym, który karze występek ojców na synach do trzeciego i czwartego pokolenia względem tych, którzy Mnie nienawidzą. Okazuję zaś łaskę aż do tysiącznego pokolenia tym, którzy Mnie miłują i przestrzegają moich przykazań." (Wyj 20, 3-6) A więc proces wypierania dobrego kultu złymi religiami "naturalnymi" nie zakończył się bynajmniej do potopu, ale dalej miał miejsce na ziemi, i być może trwać on będzie aż do całkowitego zniknięcia kultu prawdziwego Boga. Powstaje pytanie: dlaczego ludzie tak łatwo zamieniają kult prawdziwy na nieprawdziwy? Dlaczego naturalni ludzie zawsze w końcu wybierają diabła? Odpowiedź jest dość prosta: po upadku i wygnaniu z raju najbliższą człowiekowi, i właściwie jedyną duchowością dla niego dostępną, jest duchowość upadłych aniołów. Kiedy człowiek stracił Boga z pola widzenia, ogarnęły go ciemności, te ciemności, których władcą jest diabeł. To, co można było o Bogu powiedzieć, można było wywieść na podstawie piękna i porządku panującego w kosmosie, jednak nie było to wystarczające do zbudowania kultu opartego o prawdziwą wiedzę i rozumienie. Poza tym grzech mieszkający w ciałach i sercach ludzkich dodatkowo przekreślał możliwość jakiegokolwiek poznania Boga. Takie jest prawo duchowe - grzech nie może poznać tego, co święte, śmiertelne nie może poznać tego, co wieczne, ciemność nie widzi światła. Zła religia wypiera dobrą, gdyż jest dużo bardziej agresywna i ekspansyjna. Kain zabija Abla, a nie na odwrót. Człowiek grzechu upodabnia się do diabła, który jest krzykliwy, bezczelny, nachalny, wzbudzający lęk, arogancki, kłótliwy, okrutny i mściwy. Człowiek niestety łatwo daje się zastraszyć, przede wszystkim dlatego, że nie zna prawdy i nie rozumie świata, który wydaje mu się potężny i straszny, boi się też bólu i śmierci. W takiej sytuacji może dużo poświęcić, aby tylko przestać się bać i jakoś obłaskawić straszną rzeczywistość. Jest za to gotów poświęcić nawet własną wolność. Bo tak jest po prostu łatwiej, nie trzeba podejmować decyzji i nie trzeba za nic brać odpowiedzialności. Zauważmy, że diabeł rządzi poprzez oszustwo, strach i zniewolenie, człowiek nie znający prawdy łatwo rezygnuje z wolności i podobieństwa Bożego i daje się zwieść złudnym mirażom, dającym mu namiastkę prawdziwej religii, czyli namiastkę prawdy. Człowiek "naturalny" (upadły) w tej sytuacji bierze fałsz za prawdę, sztuczki za cuda, z każdą niezwykłością z którą się spotyka biegnie natychmiast do szamana. Oczywiście nie ma co śmiać się z głupoty i naiwności ludzi naturalnych, gdyż dokładnie tak samo funkcjonuje człowiek współczesny w Europie i Ameryce. Uwierzy we wszystko, jeżeli tylko będzie podane w odpowiedniej oprawie (szacowne wydawnictwo, znany ekspert, modna teoria, ogólnie szanowany autorytet itp.) Pogaństwo posiada dla człowieka nieodparty urok. Kto nie chciałby posiadać magicznych mocy, kto nie chciałby umieć latać, czytać w myślach, przepowiadać przyszłości, leczyć choroby? Kto nie chciałby mieć władzę nad mocami przekraczającymi zwyczajne moce ludzkie? Wiadomo przecież, że jak jest susza, to koniecznie trzeba sprowadzić deszcz. A to jest takie proste. Wystarczy znać parę zaklęć, dobrze je wypowiedzieć, przywołać ducha, który będzie spełniał wszystkie nasze życzenia. Dzięki magii uda się nam zapanować nad każdym duchem. Dzięki magii zapanujemy nad całą ziemią. To tylko kwestia odpowiednich słów i rytuałów. A jeżeli duch każe coś mu ofiarować, no to trzeba ofiarować. Jest to taki handel duchowy, jednak nie jest on do końca uczciwy. Człowiek jest tak zbudowany, że do osiągnięcia celu (władzy, bogactwa, mądrości, nawet powodzenia u kobiet) potrafi dużo poświęcić. Przy tym nigdy nie ma dość, nigdy nie stanie w miejscu zadowolony z tego, co posiada, bo ciągle chce mieć więcej i więcej. Dlatego właśnie pogaństwo wygrało z kultem prawdziwego Boga. Gdyż pogaństwo ofiaruje wszystko, co człowiek chce … oczywiście jako iluzję i do czasu. Poza tym człowiek w świecie pogańskim funkcjonuje jako mały element całości, który determinowany jest przez siły od niego potężniejsze, co znakomicie zwalnia go od wszelkiej odpowiedzialności za swoje czyny. Wiara w kłamstwo Przyjrzyjmy się teraz czemuś bardziej konkretnemu. W książce Cejrowskiego szamani dużo mówią o wierze, na przykład jako koniecznym elemencie działania leczenia, lub szerzej, stosowania magii. W jednym momencie nawet szaman porównuje wiarę chrześcijańską do wiary w jego moc. Czy jest to ta sama wiara? Czy wiara chrześcijańska może też być wiarą w działanie magii? Czy wiara w każdy dowolny zabobon jest tak samo dobra? Wydaje się, że mamy tutaj do czynienia z ogromnym nieporozumieniem. Najpierw trzeba zdać sobie sprawę z rzeczy oczywistej, że wiara nie jest sama w sobie dobra ani zła, najważniejsze w wierze jest to, w co się wierzy! Ktoś np. wierzy w ufoludki, i uważa tę wiarę za bardzo rozsądną. Ba, te ufoludki mu się mogą pokazywać i nawet leczyć (patrz Seraphim Rose, Prawosławie a religia przyszłości, rozdział VI Znaki z Niebios). Inny ktoś wierzy w teorię ewolucji i śmieje się z każdego, kto nie chce w nią wierzyć. Taki Cejrowski na przykład wierzy szamanom i bardzo podziwia ich magię. A jeszcze ktoś inny wierzy w Chrystusa Boga, Zbawiciela ludzi. Czy wszystkie te wiary są tym samym? No chyba nie. A więc wiara jest to pewna moc (tak to sobie nazwijmy), którą posiada każdy człowiek, i każdy człowiek może tę swoją moc ulokować tam, gdzie mu się podoba. Ta moc wiary jest naturalną mocą człowieka i jest zależna od jego woli. To, że wiara jest naturalną mocą człowieka, można łatwo udowodnić za pomocą doświadczeń z tak zwanym efektem placebo. Polegają one na tym, że zamiast lekarstwa podaje się pewnej liczbie pacjentów placebo, czyli substancję całkowicie neutralną (np. rozwór soli fizjologicznej) i obserwuje się zawsze u pewnej liczby pacjentów działanie takie, jakby rzeczywiście dostali oni lekarstwo. A więc wiara, w tym wypadku wiara w moc lekarstwa (mówiąc jeszcze inaczej - silna sugestia), zdolna jest sama w sobie wyleczyć człowieka. I jest to fakt naukowy, a nie żadne czary mary. I teraz tę naturalną moc wiary zabierają szamani i każą tę wiarę pokładać w siłę ich magii, stosują przy tym różne techniki manipulacji i sugestii (pewnie też hipnozy), i w ten sposób omamiają człowieka. Krótko mówiąc oszukują i kłamią od samego początku walcząc w ten sposób o ludzką wiarę. Bo im większa wiara ludzi, tym większa jest też ich moc szarlatańska, i coraz większa władza nad nimi. Proste. Trzeba więc dobrze sobie zapamiętać, że moc wiary źle ulokowana może obrócić się przeciwko samemu człowiekowi. Wiara chrześcijańska jest zupełnie innego rodzaju. Tutaj ta naturalna moc człowieka ulokowana jest w Bogu, i wtedy (tylko wtedy!) może zamienić się w moc nadprzyrodzoną. Wiara jest tutaj światłem dla duszy, daje jej pokój i ciszę. A kiedy jeszcze poprzez modlitwę, skruchę i ascezę oczyścimy nasze serce z grzechu, Wiara staje się niczym innym jak Boską energią, która zdolna jest czynić prawdziwe cuda, dzięki łasce możemy posiąść dar proroctwa, uzdrawiania, nauczania, wskrzeszania martwych, wypędzania nieczystych duchów. Gdybyśmy mieli taką Wiarę, to powiedzielibyśmy górze, aby rzuciła się w morze, i stałoby się tak. Może ktoś teraz powiedzieć, że przecież jednak Chrystus również czynił cuda uprzednio pytając o wiarę, czyli tak jak szamani. Otóż wiele cudów Chrystus uczynił wcale nie pytając o wiarę, ba, nawet wtedy kiedy tej wiary nie było. No bo jak zapytać o wiarę głuchoniemego? Albo opętanego przez złego ducha? Podobnie nikt nie oczekiwał cudu w Kanie Galilejskiej. Tak też było kiedy uleczył ślepego od urodzenia. Chrystus rozmnożył chleby, kiedy nikt tego się nie spodziewał. Wskrzesił Łazarza, kiedy siostra jego mówiła, że już cuchnie. Uciszył burzę na jeziorze wprawiając w zdumienie wszystkich Apostołów. Prawdą jest, że niektóre cuda Chrystus uczynił podkreślając konieczność wiary. Na przykład: "Gdy wszedł do domu, niewidomi przystąpili do Niego, a Jezus ich zapytał: Wierzycie, że mogę to uczynić? Oni odpowiedzieli Mu: Tak, Panie! Wtedy dotknął ich oczu, mówiąc: Według wiary waszej niech wam się stanie!" (Mt 9, 28-29) Zauważmy jednak, że szamani nie mówią: - Według waszej wiary niech się wam stanie. Oni zawsze zwracają uwagę ludzi na ich wielką moc czarnoksięską, i zawsze mówią: - To JA potrafię dokonać tego i tamtego! Wydaje mi się, że Chrystus podkreśla tutaj wielką wagę współpracy wiary ludzkiej z Bogiem. Co pokazuje ważność samego człowieka i jego wolnej woli. Lęk Tak samo jak różni się wiara w magię i Wiara w Królestwo Boże, tak samo różni się strach przed magią i strach Boży. Strach przed czarnoksiężnikiem jest lękiem przed nieznaną potęgą, która może nas zniszczyć. Lęk taki jest wyjątkowo destrukcyjny, paraliżujący, działający zniewalająco, wymuszający bierność i poczucie bezradności. Strach Boży jest zupełnie czymś innym, to przede wszystkim pamięć o swoich grzechach i świadomość swojej niedoskonałości i nieczystości przed Bogiem. Ten strach nie paraliżuje, a raczej skłania do pokuty, pokory, skruchy, płaczu, nieustannej modlitwy. Wydaje się, że lęk, obok fałszywej wiary, to główny napęd magii. Zresztą jedno wypływa z drugiego, gdyż wiara w kłamstwo musi wyzwalać lęk, gdyż kłamstwo ma za swój fundament pustkę nierzeczywistości. Kto uwierzy w moc pustki, ten już nigdy nie zazna spokoju, gdyż nie ma dokąd uciec. Cejrowski wcale nie ukrywa, że lęk to nieodłączny element magii. Regułą jest, że Indianie bardzo boją się swojego szamana. Są przekonani, że szaman może w chwili zdenerwowania lub gniewu zrobić z nimi coś strasznego, na przykład zamienić w szczura, albo pomieszać im zmysły, aż do obłędu. Każda czynność magiczna pomyślana jest jako wzbudzająca lęk. Lęk jest też bardzo skutecznym sposobem zawładnięcia człowiekiem. Co ciekawe sami szamani doznają też uczucia lęku, i to, jak pisze Cejrowski, przede wszystkim w obecności innych szamanów (lub osób, które uważają za szamanów). Jest to niesłychanie ciekawe zjawisko. Na swój użytek wytłumaczyłem to tym, że szamani najbardziej boją się dekonspiracji, że tak naprawdę cała ich magia opiera się właśnie na silnej sugestii i lęku, i nie ma podstaw w obiektywnej rzeczywistości. Któż to kłamstwo może zdemaskować, jak nie inny szaman. Dlatego tak się boją jeden drugiego. Dla porządku trzeba napisać, że w chrześcijaństwie lęk, zwłaszcza silny irracjonalny strach jest likwidowany w stopniu proporcjonalnym do zaawansowania w drodze duchowej prowadzącej do Boga, który jest miłością. Święci chrześcijańscy, Aniołowie, Bogurodzica - nie wzbudzają w nikim lęku, nawet w małych dzieciach. Warto przypomnieć tutaj słowa świętego Jana Teologa: "W miłości nie ma lęku, lecz doskonała miłość usuwa lęk, ponieważ lęk kojarzy się z karą. Ten zaś, kto się lęka, nie wydoskonalił się w miłości." (1 J 4, 18) Moc szamana Cała ta książka Cejrowskiego może być traktowana jako popularyzacja szamaństwa, nawet jego pochwała jako religii naturalnej, nieomalże ekologicznej, która nie ucieka się do żadnych skomplikowanych reguł, a skutecznie działa. Patrząc pod względem formalnym mamy w tej książce zestaw przeróżnych przechwałek szamanów, czego to oni nie potrafią zrobić, natomiast brak jest jakichś na to dowodów. Jest to bardzo charakterystyczne dla wszelkich metod magicznych - wytwarzana jest pewna specyficzna atmosfera niesamowitości, grozy i sensacji, za którą tak naprawdę nic nie stoi. Nie ma potwierdzenia w faktach, lub relacji ludzi wiarygodnych. Dla porównania wyobraźmy sobie Jezusa Chrystusa, który by w Świątyni opowiadał, czego to On może dokonać, i jakie wspaniałe znaki zdolny jest zademonstrować. Być może miałby wielu wiernych słuchaczy poddających się "czarowi" tych opowiadań. Chrystus jednak nigdy nie roztaczał wokół Siebie atmosfery tajemniczości i sensacji, wszystko czynił jawnie i nauczał publicznie. Tak samo święci nigdy nie opowiadali bajek o swojej potędze, tylko czynili cuda niejako mimochodem, bez sensacji i rozgłosu, zabraniając przy tym, aby im przypisywać jakąś moc, bo przypisywać ją należy zawsze Samemu Bogu. Co więcej, ta moc czynienia cudów obecna w chrześcijaństwie nie jest jakimś istotnym składnikiem wiary, wręcz przeciwnie, gdyż chrześcijanin bardzo mocno musi być osadzony w realności swojej natury (upadłego w grzech człowieka) i zobowiązany jest przede wszystkim do niesienia krzyża, do walki z grzechem w samym sobie, a wszelkie "cudowności" i "moce" mogą w tym tylko przeszkadzać. Chrześcijaństwo to przede wszystkim droga duchowa wiodąca do Boga, natomiast szamanizm nie jest żadną drogą, gdyż nastawiony jest na doraźne interwencje, gdy pojawiają się jakieś problemy cielesne i duchowe, tzw. boleści. Szamaństwo nie jest drogą, gdyż nie prowadzi ludzi do poznania Boga, chociażby dlatego, że sztuczki szamanów trzymane są w najgłębszej tajemnicy i przekazywane są tylko "wybranym" następcom. A więc ta cudowna moc chowana jest, wbrew nauczaniu Ewangelii, pod korcem (czy nie dlatego, że inaczej by nie działała?). Ale czym właściwie jest ta moc szamanów? Czy ona w ogóle istnieje, czy jest jednym wielkim picem i fotomontażem? Tak jak na przykład przepowiadanie pecha. Pewnie jakaś tam moc jest, jednak moc ta ma przedziwną właściwość - najpierw musisz uwierzyć, że ona istnieje. A więc jest to moc oparta bardziej na strukturze umysłu i ducha, czyli może być czymś w rodzaju indywidualnych lub zbiorowych halucynacji. Jednak są ludzie, którzy twardo obstają przy tym, że moc ta rzeczywiście i obiektywnie działa, na przykład potrafi leczyć ludzi. No cóż, jak już wcześniej mówiłem, wiara ludzka nieraz jest wystarczającą mocą do wyleczenia. Poza tym być może naprawdę szamani mogą leczyć, ale powstaje pytanie, za jaką cenę? Pierwsza rzecz to wiara, potem obrzęd inicjacji i oddanie się pod władzę nie wiadomo kogo. Jest to cena zbyt wysoka, gdyż Chrystus naucza: "Cóż bowiem za korzyść odniesie człowiek, choćby cały świat zyskał, a na swej duszy szkodę poniósł? Albo co da człowiek w zamian za swoją duszę?" (Mt 16, 25) W naszym cywilizowanym świecie też jest mnóstwo tzw. uzdrowicieli, i oni podobno posiadają jakieś tam moce. Myślę, że te moce pochodzą z tego samego źródła, co szamańskie. I być może nawet potrafią leczyć jakichś ludzi, którzy w nie uwierzą. Jednak ja staram się trzymać od nich z daleka i wszystkich namawiam do tego samego. Dlaczego? Jak zapewnia Cejrowski, czary podporządkowane są fizyce, działa w nich zasada zachowania energii, co oznacza, że nic nie dostajemy za darmo, że zawsze istnieje jakaś cena za wyzdrowienie. A zapłata tej ceny może być dużo gorsza niż sama choroba. A jakie są te "źródła" szamańskiej mocy? Jeżeli odrzucimy pochodzenie Boskie, pozostaje już tylko jedno źródło mocy duchowej, a tym źródłem może być tylko diabeł. A dlaczego odrzucamy Boskie pochodzenie owych mocy? Wyżej wymieniłem już mnóstwo przyczyn: stosowanie zabronionej przez Boga magii (patrz m.in. Wyj 22, 17; Pwt 18, 10-12; Kpł 19, 31; 20, 6; Dz 8, 9-20; 16, 16-18; 19, 19), atmosfera fałszu, tajemniczości, lęku, skłonność upadłego człowieka do pogaństwa. Zastanówmy się teraz bardziej nad ogólną "teologią" szamaństwa. Teologia szamaństwa by Wojciech Cejrowski Wszystko, co żyje ma w sobie odrobinę Mocy … ślady zostawione przez Pachamamę. Ta Moc powoduje, że pestka pęka i wypuszcza korzeń. Taka mała pestka, ale mieści w sobie korzeń, który jest dużo większy od niej samej. Jak? Ano tak, że rośliny czerpią z ziemi. Zwierzęta też, I ludzie. W ogóle wszystko jest zbudowane z ziemi. Każda rzecz i każde życie. Pachamama sprawia, że gromadzimy coraz więcej materii, a razem z materią nabieramy też mocy. Każda roślina zawiera jej cząstkę i Czarownik uczy się rozpoznawać, która cząstka do czego pasuje. (…) Czarownik zawsze najpierw stosuje materię. Dopiero, kiedy Moc ukryta w materii okaże się zbyt mała, woła mocne duchy lub prosi o Moc Pachamamy. Słuchałem tej jego … teologii z wielkim zainteresowaniem. Była bardzo bliska naszej; nie identyczna, ale na tyle bliska, by zadziwić niejednego misjonarza. I te jego jakże trafne intuicje na temat świata materialnego … Po pierwsze: nigdy nie mieszajmy tego, co stworzone, z tym co nie jest stworzone, a więc rozdzielmy moce naturalne od nadnaturalnych mocy Bożych (nadprzyrodzonych). Dalej zgódźmy się, że wszelka moc naturalna nie pochodzi od Boga. Jest przez Niego oczywiście stworzona i w tym sensie oczywiście pochodzi, ale nie pochodzi od Niego bezpośrednio, inaczej mówiąc, nie jest Jego energią. Poza tym każda moc naturalna (stworzona) może być dla człowieka dostępna, to znaczy nie jest jakąś tajemnicą dostępną tylko dla wybrańców. Moc wzrostu rośliny od pestki jest mocą naturalną, moc lecznicza pewnych ziół to też jest moc naturalna, nie ma sensu mówić o ukrytej w nich mocy Bożej, gdyż moc Boża jest zawsze niestworzona. Jest to następne prawo duchowe - to co niestworzone przynależy tylko do natury Boga. Stąd prosty wniosek - w materii (w ziemi) nie kryje się Boska energia (moc Pachamamy). Moc Boża ma naturę duchową. A więc ziółka mają moc nie dzięki jakimś mocom szamańskim, tylko z samej swojej natury. Czy magia w tym wypadku nie polega na tym, że podajemy ziółka, a potem mówimy, że tylko my umiemy skutecznie ich używać dzięki naszej mocy? Przecież możemy też zastosować inną taktykę - powiedzmy ludziom otwarcie, które ziółka stosuje się na to, i na tamto. Nie powinno być w tym żadnej wiedzy tajemnej. Jednak okazuje się, że jest to pilnie strzeżony sekret szamanów, którzy boją się, by ludzie nie utracili wiary w ich iluzje i moc. Kiedy kończy się moc ziół, wtedy zaczyna się magia. Co to właściwie jest ta magia? Wedle definicji Wikipedii, jest to "ogół wierzeń i praktyk opartych na przekonaniu o istnieniu sił nadprzyrodzonych, które można opanować za pomocą odpowiednich zaklęć i czynności." Teraz pytanie dotyczy tych "sił nadprzyrodzonych", co to za jedne? Na przykład czy są to siły pochodzące od Boga? Jeżeli tak, to czy można siły Boże opanować za pomocą odpowiednich zaklęć i czynności? Chrześcijaństwo daje na tak postawiony problem odpowiedź zdecydowanie negatywną: sił Bożych nikt nie może opanować w jakikolwiek sposób. Siły te (energie) przynależą do wiecznej, niestworzonej i niezmiennej natury Boga i jako takie nie mogą nagle stać się "ujarzmione" przez kogokolwiek, nawet przez największych świętych, nie mówiąc już o czarownikach. To co człowiek może uzyskać, to tylko pewne zbliżenie się do Boga postępując na drodze duchowej, przede wszystkim na drodze całkowitego wyrzeczenia się tego świata, ascezy, modlitwy, przestrzegania przykazań Bożych jako duchowych drogowskazów, przede wszystkim przykazania miłości Boga i bliźniego. Ale to nie jest żadna magia. To zbliżanie się do Boga powoduje przemianę człowieka, przebóstwienie, jednak jego natura pozostaje wciąż taka sama. To co nas może zainteresować, to fakt, że gdy człowiek dotrze do stanu kontemplacji Boga, może on otrzymać dary Ducha Świętego. Dary te należą już do porządku niestworzonego, wiecznego, i w jakiś, dla nas niewytłumaczalny i niepojęty, sposób łączą się z naszą naturą ludzką. Te dary to dar proroctwa, dar leczenia chorych, dar rozumienia Pisma i nauczania, dar wyrzucania złych duchów, wskrzeszania zmarłych itp. Ważne jest, że dostępne są one tylko i wyłącznie po uprzednim oczyszczeniu serca i po wysiłku ascezy duchowej i cielesnej. Jest to następne prawo duchowe absolutnie niepodważalne i niezachwiane. Chrześcijaństwo więc nie jest magią. To nie my mamy władzę nad mocami Bożymi, ale kiedy pełnimy Jego wolę, Bóg może udzielić nam Swojej mocy. Ideałem jest jak największa rezygnacja z własnej woli, na rzecz Bożej woli obecnej w naszym życiu. Jeżeli jakiś święty człowiek czyni cuda, to zawsze sam usuwa się w cień pokazując przede wszystkim Boga i Jego miłosierdzie. A sam o sobie mówi jak o niegodnym grzeszniku. A z całą pewnością nie wymawia strasznych zaklęć, nie wpada w trans, nie faszeruje się jakimiś narkotykami. Coraz bliżej jesteśmy odpowiedzi na pytanie o naturę "sił nadprzyrodzonych", którymi stara się zawładnąć magia. Niech nas nie zmyli stosowanie nazw "dobra" czy też "biała" magia, gdyż każda magia jest z zasady paktowaniem z diabłem. W tym paktowaniu oczywiście nie chodzi o walkę z grzechem, ale o konkretne moce, które chcemy mieć natychmiast. I tak zaklęcie jest przywołaniem diabła i rozkazaniem mu, aby użyczył nam części swojej mocy, lub sam wykonał, o co go poprosimy. Oczywiście nie za darmo. No bo dlaczego diabeł miałby nam pomagać? Otóż to, on chce zawsze coś w zamian. To jest jeszcze następna różnica pomiędzy działaniem Bożym a diabelskim. Bóg działa z miłości do ludzi, całkowicie bezinteresownie, chociażby z tego powodu, że Sam jest absolutnie doskonały. On może uratować największego grzesznika tylko na podstawie jego skruchy. Tak właśnie uczynił z rozbójnikiem, który umiał dostrzec niezasłużoną kaźń Chrystusa, w przeciwieństwie do swojej sprawiedliwej zasłużonej całym grzesznym życiem kary. A więc diabeł w zamian za magię żąda ofiar. Cóż takiego może mu dać na przykład taki indiański szaman, który przecież niewiele posiada? Bardzo dużo. Przede wszystkim samego siebie. Biedni szamani Sam Cejrowski przyznaje, że szamani opłacają swoją sztukę chorobą psychiczną, najczęściej w postaci schizofrenii. Czy dobre drzewo może przynosić takie owoce? Czy słyszeliśmy kiedyś o świętym, który wpadł w chorobę psychiczną? A więc koszty uprawiania magii są ogromne. Ale to nie koniec. Właśnie przy pomocy szamanów diabeł rządzi całym plemieniem, on decyduje właściwie o wszystkim, o wyjściu na polowanie, o terminie sadzenia, o przeprowadzce całej wioski na nowe miejsce. Najważniejsze jest to, że trzyma całą społeczność w zabobonnym strachu przed całym otaczającym światem. Szeregowy Indianin nic nie uczyni bez wróżb szamana, bez jego przepowiedni nie wyjdzie nawet z szałasu na polowanie. Tak więc cała ta magia jest super oszustwem, to nie szaman ma moc i wizje, tylko diabeł podporządkował sobie poprzez takich opętańców całe społeczności. To diabelskie działanie właśnie blokuje Indianom dostęp do obiektywnej rzeczywistości, oraz do prawdziwej religii. Bo jedyną religią prawdziwie naturalną (wynikającą z natury człowieka stworzonego na obraz i podobieństwo Boże) jest chrześcijaństwo. Oczywiście ludziom, którzy nie znają chrześcijańskich prawd wiary musi wystarczać ich własna natura zaopatrzona w sumienie. Tylko pod jednym warunkiem - bez magii. Bo magia jako totalna iluzja atakuje podstawowe, naturalne widzenie świata oraz moralny osąd, co jest dobre, a co złe. Poza tym magia ogranicza wolność ludzi poprzez dyktaturę zabobonów i strachu przed własnym cieniem. Nieprawdą jest to co pisze Cejrowski, że to Bóg stworzył czary. Albo że "czary istnieją i są wpisane w fizykę naszego świata od chwili jego stworzenia". Jeżeli ustalimy sobie, że zło nie pochodzi od Boga, to jasne też będzie, że i magia od Niego nie pochodzi. Jeżeli On rzeczywiście stworzył czary, to dlaczego równocześnie zabrania ich stosowania? Ciekawe, że dla Cejrowskiego kategoryczny zakaz Boga stosowania magii i czarów to właściwie tylko potwierdzenie ich realności i … zaproszenie do wiary w nie. No to jak w końcu, dlaczego Bóg zabronił czarować? Czy przez zazdrość, żebyśmy nie byli jako bogowie? Powód jest bardzo prosty - czary są samobójstwem dla duszy ludzkiej. Magia z samej definicji przywołuje zaklęciami duchy, które są wrogie wobec Boga i nas samych. Magia to nic innego jak zaproszenie do opętania przez demony. Do tego właśnie służy wpadanie w trans, narkotyki, zaklęcia, aby jak najszerzej otworzyć drzwi duszy dla ojca wszelkiego kłamstwa. Czy można zrobić coś bardziej kretyńskiego? I co mamy w zamian? Strach, i trochę miraży naszej potęgi i mocy. Dlaczego nikt nie chce pomóc tym biednym ludziom? Misja Znakiem naszych czasów jest kompletna nieporadność chrześcijan wobec tych pierwotnych religii "naturalnych". Co oznacza, że stan naszej wiary jest alarmująco słaby. Taki Cejrowski, deklarujący się jako katolik, jest szamaństwem wprost zachwycony. Widzi w nim uproszczoną wersję chrześcijaństwa, trzeba dodać, że wersję dużo bardziej atrakcyjną niż skostniałe nauki katechizmu. Dla niego Bóg to to samo co Pachamama, a Duch Pocieszyciel przebywa w materii dokładnie według indiańskich wierzeń. Szkoda jeszcze, że zaklęć nie zrównuje z siłą Bożego Logosu, ot, byłaby cała Trójca Święta. Co więcej, Cejrowski zamiast walczyć o uwolnienie tych ludzi spod władania demonów, bardzo romantycznie walczy o zachowanie ich religii i kultury, aby trwały jak najdłużej nieskażone zachodnią cywilizacją. Dlatego starannie zaciera ślady, aby żaden misjonarz przybłęda nie zniszczył tak wspaniałej, naturalnej religii, czyli indiańskiego szamaństwa. Gdy się uważnie temu przyjrzymy, to odkryjemy, że oznacza to totalny upadek cywilizacji chrześcijańskiej. Dla zachowania "niewinności" i "naturalności" Indian chronimy ich przed Chrystusem, czyli przed zgubnym wpływem chrześcijaństwa (w domyśle nauka Ewangelii pozbawia prostych ludzi niewinności). Cejrowski naśmiewa się z misjonarzy, którzy zaczynają swoją pracę od zakładania Indianom majtek. I pewnie ma rację. Ale pytanie jest, czy naprawdę nie potrzebują oni ewangelizacji? Oczywiste jest, że potrzebują, ale wymaga to przede wszystkim prawdziwej wiary, a tą trudno dziś uświadczyć. Przecież wszyscy ludzie stworzeni są na obraz i podobieństwo Boga, dlatego też wszyscy ludzie mają niepowtarzalną szansę stać się dziećmi Bożymi. Postarajmy się to dobrze zrozumieć, jak dużo dobra dla wszystkich ludzi, w tym także dla Indian, zawartych jest w nauce Ewangelii. Jest to Prawda która wyzwala. Jest to wolność, która zrywa wszelkie okowy strachu i zniewolenia. Jest to Najwyższe Dobro, jakie moglibyśmy sobie tylko wyobrazić. Jest to Mądrość Najwyższa. Jest to też siła niezwyciężona, wszechmogąca. Jest to Świętość i Światłość oświecająca każdego człowieka. Jest to nasz Ojciec Niebieski. Dlaczego mielibyśmy pozbawiać tych biednych ludzi Wcielonego Dobra? Jeżeli są oni jak dzieci, to trzeba im tłumaczyć jak dzieciom, jak są prości, to trzeba przemawiać prosto i nieuczenie, jak są naturalni, trzeba im mówić o utraconej prawdziwej naturze i jak można ją odzyskać. Nie przez magię, nie przez narkotyki, trans, czy inne szamańskie misteria, tylko przez oczyszczenie serca z namiętności i upodobnienie się do świętości Bożej Trójcy. Trzeba mówić, że głównym ich wrogiem nie jest wąż i jaguar, nie jest też biały człowiek, ale demony, które przywołują ich szamani. Trzeba im uświadomić tę prawdę, że Chrystus jest dużo potężniejszy od wszelkich szamanów i diabłów razem wziętych, których potrafi unicestwić jednym Swoim oddechem. Trzeba im uświadomić, że mają wolną wolę, i jeżeli tylko zechcą, to mogą już teraz, od dzisiaj, rozpocząć nowe życie bez strachu, bez władzy demonów, w czystości i prawdziwej prostocie. Nowe życie bez końca, bo Chrystus z miłości do człowieka pokonał śmierć. Jeżeli tylko zechcą... Oczywiście napotkamy na ogromny opór, ale misjonarze muszą być gotowi na wszystko. Tak jak Apostołowie, którzy musieli staczać wiele potyczek, wiele walk i pojedynków, aby w końcu zrobić jeden mały wyłom w monolicie pogaństwa. Z Bożą pomocą można dokonać rzeczy niemożliwych. Naturalnie największy opór będzie stawiał szaman. Ale tak było zawsze, także pogaństwa najbardziej zawzięcie bronili pogańscy kapłani i magowie. Czytaliśmy przecież w Dziejach Apostolskich jakie to pojedynki staczali Apostołowie z kapłanami Artemidy Efeskiej, albo z Szymonem Magiem. Tradycja opowiada o wielu takich potyczkach z czarnoksiężnikami. Kiedy w Rzymie Szymon Mag wznosił się na niebo, Święty Piotr widząc pomagające mu demony pomodlił się, i mag runął na ziemię zabijając się. Podobne potyczki staczał również święty Jan Apostoł w Efezie. I wielu innych, wspomnę jeszcze tylko świętego Patryka w Irlandii, który również mocą Bożą walczył z czarami druidów. No dobrze, ktoś powie teraz, że my nie mamy mocy Apostołów. Może i nie mamy, ale każdy z wierzących ma jakąś tam moc swojej wiary, może nawet niewielką jak ziarnko gorczycy. Walczmy więc tak, jak umiemy, stosownie do sił, które mamy od Boga. Seraphim Rose w książce Prawosławie a religia przyszłości opisywał zdarzenie, kiedy jakiś jogin ukazywał swoje sztuczki przed turystami z Zachodu, i jak zwykła cicha modlitwa Jezusowa wszystko mu popsuła. Wystarczyło, że jeden wierzący chrześcijanin pomodlił się w myśli, aby czary jogina przestały działać. Najgorsze ze wszystkiego jest złożenie broni. Tak jak to ma miejsce w przypadku Cejrowskiego, któremu nawet do głowy nie przyszło, że może komuś zaofiarować prawdę Ewangelii. Jest w tym coś niesłychanie pesymistycznego i smutnego. Bo i mnie do głowy przyszło, że może i lepiej, że Cejrowski nie głosił Indianom Chrystusa, gdyż w jego wykonaniu brzmiałoby to co najmniej nieszczerze, jak zwykła hipokryzja. Trudno jest przecież głosić coś, w co samemu się nie za bardzo wierzy. Trzeba by więc zacząć od ewangelizacji Cejrowskiego. Zakończenie Chrystus zastanawiał się, czy znajdzie wiarę, kiedy przyjdzie powtórnie na ziemię. Okazuje się niestety, że proces wypierania prawdziwej religii znów się rozpoczął i postępuje w zastraszającym tempie. Rzeczywiście, coraz mniej ludzi wierzy w Ewangelię. Ten proces wypierania jest tym bardziej smutny, że tym razem Chrystus dał nam moc stąpania po wężach i żmijach, dał nam oręż do obrony przed nieprzyjacielem, a jednak chrześcijaństwo zanika bardzo szybko. Trzy wieki prześladowań nic nie zaszkodziły chrześcijaństwu, a wręcz je umocniły, a więc obecny upadek jest wyłącznie naszą winą, naszej letniej wiary. Ten proces wypierania nie polega na tym, że chrześcijanie są jakoś specjalnie prześladowani. Oni sami porzucają bezpieczny i czysty dom Ojca, i pakują się w nory demonów. Kusi ich to co zwykle: moc, bogactwo, przyjemność, władza itp. Oczywiście dają się nabrać i niczego i tak nie osiągną. Kłamstwo w dzisiejszym świecie jest wszechobecne. Nasz świat pod względem duchowym coraz bardziej przypomina wielką indiańską wioskę. Mamy lud, którym rządzą jacyś wodzowie-kacykowie, oraz mamy szamanów władającymi mediami, którzy roztaczają przed nami miraże swej potęgi. Z jednej strony obiecują złote góry, z drugiej wzbudzają grozę. Z jednej strony mamy "pokój i bezpieczeństwo", z drugiej totalną kontrolę i przemoc. Wydaje się, że niedługo religia wolności, czyli chrześcijaństwo, zniknie zupełnie z planety, a na jej miejscu wygodnie rozsiądzie się największy szaman, antychryst. Czy popędzimy do niego wszyscy, na czele z Cejrowskim, na uroczystą inicjację nadania nam znamienia, czyli naszego nowego imienia? więcej