Publiczna dyskusja na temat zwalczania chuligaństwa na stadionach i absurdalne sposoby naprawy polskiej sceny kibicowskiej przez rząd skłoniły mnie do głębszej refleksji. Czuję się o tyle upoważniony do zabrania głosu, że na mecze piłkarskie uczęszczam regularnie od 1987 roku, a na pierwszy wyjazd pojechałem w 1993 roku. Obecnie prowadzę Stowarzyszenie Klub Kibiców Niepełnosprawnych, które poza aktywizacją osób z niepełnosprawnością ma na celu również promowanie pozytywnych wzorców kibicowania. Nie wiem, jak obraz tego, co się zdarzyło w Bydgoszczy odebrał przeciętny widz telewizyjny. Wiem natomiast, jakie były następstwa tych wydarzeń. I paradoksalnie – jeżeli zajścia z finału Pucharu Polski naprawdę wywołały narodowe poruszenie, to oznacza, że reformacja polskiej sceny kibicowskiej ma się bardzo dobrze. Że proces, który rozpoczął się parę lat temu, przyniósł wymierne efekty. Zapewne wielu ta teza zdziwi. Spróbuję więc ją udowodnić.
Gdy w 1993 roku pojechałem na mecz Polska-Anglia do Chorzowa, wydawało mi się, że ktoś mnie teleportował na front drugiej wojny światowej. Cały stadion się bił. Na trybunach niemal wyłącznie flagi klubowe. To było piekło. W ostatnich 10-ciu latach kilkanaście razy byłem na meczach naszej reprezentacji. Pełne trybuny, stadion wyłącznie w biało-czerwonych barwach, rozśpiewany i wesoły tłum. Jeżeli ktoś nie dostrzega zmian, to znaczy, że nie chce ich dostrzec. Bydgoszcz, kończy się mecz, murawę zalewają fani Legii Warszawa. Wiadomo już, że ligowy sezon warszawiakom nie wyszedł. Niespodziewanie pojawiła się szansa na europejskie puchary. Sam finał nie układa się, rywal prowadzi 1:0. Udaje się jednak doprowadzić do remisu. O wszystkim zdecydują rzuty karne. Dla kibiców piłkarskich to szczyt emocji. Karne wygrywa Legia i na murawę wbiega tłum rozentuzjazmowanych fanów. Jest to o tyle łatwe, że nie ma płotu i przede wszystkich ochrony zagradzającej drogę do płyty boiska. I tu przyznam się do słabości – sam bym zapewne pobiegł, gdyby to Śląsk wygrał finał. Czy jestem bandytą? I teraz małe porównanie. Na przełomie XX i XXI wieku, gdy koszykarski Śląsk seryjnie zdobywał mistrzostwo Polski (prezesem był Grzegorz Schetyna), za każdym razem trybuny przenosiły się na parkiet. Wtedy nazywało się to świętowaniem wspólnie z zawodnikami.
Pójdę o krok dalej – otóż w niemieckiej Bundeslidze piłki ręcznej tradycją jest, iż po meczu publiczność wbiega na parkiet. Wróćmy jednak do Bydgoszczy. Co zrobili kibice Legii po tym, jak wbiegli na murawę? Otóż nic nie zrobili! A co mogli? Pobiec kilka metrów dalej, do kibiców za którymi nie przepadają. Okazja do konfrontacji wymarzona. Brak płotów, brak ochrony, pokaźna grupa – normalnie jakby ktoś to ustawił. Tymczasem do niczego nie doszło. Fani Legii wrócili na swoje miejsca. Dwa dni później premier podziękował im za ich wstrzemięźliwość zamknięciem stadionu. Stadionu, na którym mimo braku ogrodzeń nikt po murawie nie biega, który jest bardzo bezpieczny, i na którym panuje wyjątkowa atmosfera. Niemal zupełnie zniknęły bluzgi a ich wodzirej niedawno dostał zakaz wstępu za incydent (pobił piłkarza). No właśnie, został ukarany, zgodnie z obowiązującym prawem. Czego zatem jeszcze oczekujemy? Żeby na stadionie było cicho? Bo bezpieczniej na Łazienkowskiej już nie będzie.
W Bydgoszczy nie było oczywiście tak całkiem miło i przyjemnie. Paru gości w niebieskich bluzach pobiegało sobie za nieliczną ochroną. Kompletny bezsens. Jeszcze paru innych sfrustrowanych typów wyrywało jakieś kable i krzesełka. Potępiam stanowczo. Tylko uwaga, to potępia 90 procent kibiców. Przykładem niech będą kibice Śląska, którzy tego typu patologiczne zachowania (niszczenie infrastruktury stadionowej i miejskiej) piętnują. Pół roku temu Stowarzyszenie Wielki Śląsk pokryło koszty naprawy uszkodzonego tramwaju. Kibice sami zaczynają pilnować porządku. To źle? Co się jeszcze zmieniło? Na te „niebezpieczne” stadiony masowo uczęszczają osoby niepełnosprawne, które nawet jeżdżą na wyjazdy. We Wrocławiu (i nie tylko) panuje trend, że ubliżanie przeciwnikowi jest oznaką słabości. I te bluzgi pojawiają się coraz bardziej sporadycznie. Jeśli wciąż ktoś nie dostrzega zmian w funkcjonowaniu sceny kibicowskiej…
Wiele Stowarzyszeń, różne organizacje promujące pozytywne wzorce kibicowania, zmiana warty wśród kibiców – coraz więcej osób wykształconych i aktywnych zawodowo. Ci, którzy siedzą w temacie dostrzegają poprawę. Przykład Wrocławia i stadionu bezpiecznego, gdzie na każdy mecz przychodzą dzieci, kobiety i mnóstwo osób niepełnosprawnych. Poza tym zielone i rozśpiewane trybuny. Jak to porównać do obrazu tego stadionu kilka lat wstecz? Nie twierdzę, że proces przemian polskich kibiców się zakończył. Powiem więcej, według wielu socjologów on się nigdy nie skończy. Podobnie jak w idealizowanej Anglii, w której wciąż raz na jakiś czas ktoś dostaje w głowę, czy we Włoszech, Francji, że o Bałkanach nie wspomnę. Niech nikt się nie łudzi, że z futbolowych stadionów świata zupełnie zniknie agresja. Futbol to religia, a ta wywołuje konflikty. Wielu tego faktu nie zrozumie, ale też nie każdy obywatel musi być religijny. Agresję trzeba zwalczać, ale też trzeba mieć świadomość, że sport to emocje, a dla niektórych całe życie. Dlatego śmieszą mnie wypowiedzi tych, którzy dziś w mediach wymądrzają się w temacie walki ze stadionowym chuligaństwem. Szanowni nieświadomi, czasy chuliganki się już skończyły. Teraz zdarzają się incydenty, które – niestety, będą się zdarzać również w przyszłości.
Premier chciał zabłysnąć. Tylko źle zaczął. Marny pokaz siły lub niewiedza. Nie wiadomo, co gorsze. Dziś na scenie kibicowskiej jest naprawdę coraz mniej do poprawiania. Są kary, zakazy, wyposażona w odpowiednie narzędzia policja. Ale przede wszystkim są sami kibice, którzy swoich konfliktów nie rozstrzygają na stadionach i którzy patrząc na frekwencję, zaczynają przyciągać kolejnych nowych fanów. Może premier po prostu chciałby te zasługi przypisać swojemu rządowi. Łapcie winnych, od nas się odczepcie. Stadion zamknęliście dla mnie, moich 70 koleżanek i kolegów z Klubu Kibiców Niepełnosprawnych oraz kilkunastu tysięcy prawdziwych fanów piłki. Nie zapomnimy tego podczas wyborów…
PawełP
http://www.fanslask.pl/?p=5621
Jeszcze Polska nie zginęła / Isten, áldd meg a magyart