Obejrzałem wszystkie 4 sezony Sons of Anarchy. Miszczostwo. Boardwalk Empire i Deadwood też obejrzane i podobały się. Możecie coś ciekawego polecić w podobnym klimacie?

Napisał/a: Dedurion Jestem po trzecim sezonie...

Lepiej bym tego nie ujął, szczególnie zgadzam się z omówieniem rozmowy Petrowa z Underwoodem w odcinku szóstym. Ale w jednym punkcie widzę rzecz inaczej - kluczowy dla słabości tej serii jest nie odcinek szósty, lecz trzeci. By to/się wyjaśnić, zacznę trochę od końca.

Napisał/a: Dedurion Podobało mi się również to, jak przedstawiono narastające bariery między Claire i Frankiem, wycofywanie się tej pierwszej z ich relacji – bez słów, bez gestów, a jednak zauważalne. Oczywiście można się spierać, na ile prawdopodobna była taka wolta w jej relacjach z Frankiem i w spojrzeniu na jego osobę, mimo wszystko ten wątek, główny jakby nie patrzeć, dał radę. A dał radę przede wszystkim dzięki grze Spacey'ego i Wright.

Dla mnie ten wątek jest zupełnie nieprzekonujący. Mam wrażenie, że scenarzyści postanowili zrobić z Claire postać analogiczną do Skyler White z Breaking Bad. Chodzi mi o konstrukcję fabularną, a nie konkretne rzeczy = o postać, która własną agendą pierdzieli, za przeproszeniem, posunięcia głównego bohatera. Że bohater jest zły, ale jednocześnie lubiany przez publiczność, to taka przeciwbohaterka staje się w masowym (bo są też inne - choćby o nachyleniu feministycznym - opowiadające się za nią) odbiorze najbardziej znienawidzoną postacią. Problem w tym, że Skyler była prawdopodobna psychologicznie - normalna żona dowiaduje się, że jej normalny mąż normalny nie jest, i zaczyna wariować. U Claire za grosz nie da się takiego uzasadnienia przeprowadzić - od początku bierze udział we Frankowych działaniach, wie mniej lub bardziej, jak sprawy się mają, i akceptuje to. Wolta z odcinka szóstego jest zupełnie irracjonalna w logice serialu i konstrukcji postaci Underwoodów. W tej logice gamonia z więzienia powinien raczej odwiedzić seryjny samobójca - przy akceptacji obojga Underwoodów zresztą.

W tej logice (serialu, fabuły) mieści się również ostateczne wystawienie Petrowa przez Underwooda w odcinku trzecim. Wprowadzenie do fabuły Pussy Riot niczego tu nie zmienia, byłoby co najwyżej ukłonem w stronę politycznej poprawności, ale nie decydowałoby jeszcze o słabości serii jako takiej. Ot, zgrzyt. Kluczowy jest jednak dla mnie teledysk Pussy Riot w trakcie napisów końcowych. To już jest wprost deklaracja odautorska, a nie element świata fabularnego. Trochę jakby twórcy powiedzieli "opowieść opowieścią, ale prawda, dobro i co tam jeszcze są takie a takie" i teraz to będzie decydować o rozwoju fabuły. Słowem - z antycznej tragedii lub choćby przeciętnej powieści realistycznej nagle robi się powiastka dydaktyczna czy romans dla pensjonariuszek albo inny produkcyjniak.

Po czymś takim odcinek szósty i wszystkie opisane przez Kolegę słabości to już tylko prosta konsekwencja tej deklaracji. W takim układzie logiczna staje się też wolta Claire - ale nie mamy tu już do czynienia z dotychczasową logiką serialu, tylko z logiką moralitetu. Dziedzic założył ochronkę dla biednych dzieci, bo kocha Marcysię, Stach doniósł na bumelanta, bo uświadomił sobie konieczność dziejową, a Claire staje w prawdzie, bo się gamoń obwiesił. Morzna? Morzna. Ale nie warto.

"według mnie" - fajna fraza, która wyeliminowałaby jakieś 70% forumowych napinek w zarodku

Trzeci sezon House of Cards jest po prostu ******. I niech każdy sobie wpisze pasujące mu literki. Ja zacząłbym od "ch".

Underwood przeistoczył się z makiawelicznego gracza w jakiegoś prowincjalnego pyskacza, który przemienia w proch wszystko czego się dotknie. Nie chodzi nawet o to, że cały świat stanął przeciwko niemu, bo to raczej wzmogłoby mój apetyt na wielki finał w czwartym sezonie, ale raczej o to, że to taka ciamajda bez perspektyw. Na jaki pomysł nie wpadnie, to plan runie, na kogo nie postawi, to ten go zdradzi (za przeproszeniem bez mydła).
Jeszcze te jego "genialne" pomysły. Po takim arcy graczu oczekiwałbym czegoś wciskającego w fotel, a tu zawsze odgrzewane kotlety. Underwood rozwiązuje problemy na dwa sposoby, albo wysyła ludzi by podliczyli głosy i przekonali kogo trzeba, albo wyciąga z kieszeni jakiś zapomniany przepis pozwalający mu na wszystko. W tym sezonie skorzystał z deus ex machina dwa razy. Posadzenie żony na stołku i wysłanie wojsk ONZ na Bliski Wschód. W poprzednim sezonie też się to zdarzyło, no ale raz można było wybaczyć.
Jeszcze te jego reformy i wiara, że dzięki nim zdziała cuda.

Clair trafnie podsumował powyżej Camino. Co prawda na obronę jej wątku można by zacytować wyjątki z poprzednich sezonów. Miała już swoje słabości, polityczne zdrady i przejawy ludzkich uczuć. Można by to traktować jako ewolucję postaci w nowym kierunku, ale zrobione zostało to jakoś nieudacznie. Żal.

Dżenderowe wrzutki trudne do zniesienia. Jestem przyzwyczajony, że każda głównościekowa twórczość musi być jakoś napiętnowana politycznie, ale tutaj nachalność jest wręcz przesadna.

Generalnie mam nadzieje, że czwarty sezon będzie ostatnim, bo już ten ledwo zmęczyłem.

Better dead than red

Beznadziejny ten trzeci sezon, nuda i pedalstwo na każdym kroku

Napisał/a: pasożyt społeczny

Generalnie mam nadzieje, że czwarty sezon będzie ostatnim, bo już ten ledwo zmęczyłem.

Kolega ogląda z obowiązku? Przyzwoicie płacą?

stopka rozmiar 45

Napisał/a: kundel1

Napisał/a: pasożyt społeczny

Generalnie mam nadzieje, że czwarty sezon będzie ostatnim, bo już ten ledwo zmęczyłem.

Kolega ogląda z obowiązku? Przyzwoicie płacą?

Kulega wstał lewą nogą, że szuka zaczepki w niemalże samo południe?

Better dead than red

Jakiej zaczepki? Sam przez kilka lat zarabiałem na chleb przy posprodukcji dwóch dennych seriali- żeby wyłapać detale do wymaskowania, musiałem odcinek oglądnąć, wyciąć odpowiednie ujęcia, po wymaskowaniu sprawdzić. Za pieniądze, w godzinach pracy- w sumie przez te lata przynajmniej 500 odcinków. Moja bezpośrednia przełożona podbierając pracę przed wysłaniem do kolaudacji oglądnęła wszystkie odcinki obu seriali, czyli jakieś 1200+1400 oczywiście w ramach obowiązków zawodowych za pieniądze. I proszę sobie wyobrazić setki tysięcy ludzi w Polsce oglądały te gnioty z własnej, nieprzymuszonej woli i za darmo, jeszcze w dodatku poprzerywane reklamami.
Ja już tam nie pracuję, ale na miejsce tych dwóch seriali kręcą teraz dwa jeszcze bardziej denne i moja koleżanka kierowniczka musi (?- nie wiem na pewno, ale teraz o przyzwoicie płatną pracę niełatwo) oglądać dalej każdy odcinek- na szczęście za pieniądze.
Przez te parę lat prywatnie nie oglądałem seriali wogóle, teraz nadrabiam bardzo wybiórczo zaległości, ale już nie potrafię i nie chcę oglądać dłuższych niż kilkuodcinkowe, za jednym jedynym wyjątkiem Rzymu, którego chyba też nie zobaczyłbym w całości, gdyby nie pewność, że 22 drugi odcinek jest ostatnim i więcej już nie ma.

stopka rozmiar 45

@kundel1

Wybacz myślałem, że mi dokuczasz :)
Oglądam oczywiście za darmo, po amatorsku. Zawsze się człowiek łudzi, że skoro nakręcili dwa niezłe sezony, to mimo spadku formy w końcu odbiją od dna.

Better dead than red

Napisał/a: pasożyt społeczny

Z nowości polecam "Better Call Saul", czyli spin-off "Breaking Bad". Rasowy dramat z elementami czarnego humoru. Lektura obowiązkowa dla fanów BB.
Znajomość Breaking Bad nie jest obowiązkowa, ale różne smaczki wpływają na klimat opowieści.

Jestę bardzo mile zaskoczony. Obawiałem się, że będzie Saul Goodman w roli brudnego adwokata a tu okazuje się, że jest to dość wielowymiarowa postać, która powoli acz nieuchronnie przechodzi na 'złą' stronę.

りす いす れべるや!!!

Napisał/a: Piankowy Jestę bardzo mile zaskoczony. Obawiałem się, że będzie Saul Goodman w roli brudnego adwokata a tu okazuje się, że jest to dość wielowymiarowa postać, która powoli acz nieuchronnie przechodzi na 'złą' stronę.

Wielowymiarowość postaci Saula Goodmana, a właściwie Jamesa McGilla, przyprawiła mnie o taki dysonans poznawczy, że do teraz nie wiem, czy to, co widziałem, było dobre, czy przeciwnie – przeciętne. Obie postaci dzięlą może nie lata świetlne, ale wystarczająco dużo, żeby takiego dysonansu się nabawić. Tłumaczyć to można tylko – i tak pewnie trzeba – umieszczeniem Saula w „Breaking Bad” na drugim planie. Siłą rzeczy sprowadzono go tylko do śliskiego dawcy zabawnych bon motów. No ale tak czy siak, wrażenie przepaści wielkości kanionu Kolorado zostaje.

Według mnie do powtórnej wolty dochodzi zbyt szybko, tj. zbyt szybko McGill wraca do starych nawyków. Nie sądziłem, że to powiem kiedykolwiek w kontekście jakiegokolwiek serialu, bo jestem z tych, co uważają, że lepiej krócej niż dłużej, ale to był materiał na dwa sezony. Mówię o ponownym przeobrażaniu się Jamesa w krętacza.

---

Oglądał ktoś z koleżeństwa „Hannibala”? Ujdzie, czy lepiej zachować w sercu nieskalane innymi naleciałościami wspomnienie A. Hopkinsa?

Napisał/a: Dedurion Siłą rzeczy sprowadzono go tylko do śliskiego dawcy zabawnych bon motów. No ale tak czy siak, wrażenie przepaści wielkości kanionu Kolorado zostaje.

Ej, no nie. Im dalej w las, tym bardziej wychodzi z niego w sumie dość przyzwoity facet, z kulminacją w przedostatnim (albo przed-przedostanim) odcinku.

Napisał/a: Dedurion Według mnie do powtórnej wolty dochodzi zbyt szybko, tj. zbyt szybko McGill wraca do starych nawyków.

Ja wiem? Przez cały sezon się szarpie, a potem w zasadzie dopiero zdrada sprawia, że postanawia - acz bez podjęcia konkretnych kroków, bo sezon się skończył - zostać krętaczem.

Z seriali do polecenia:
- jest "Daredevil", widziałem jeden odcinek, poprawny, zobaczymy co będzie dalej.
- w tym tygodniu był finałowy odcinek "Justified" - jedno z najlepszych zakończeń, spokojnie może iść w szranki z "Breaking Bad" i "The Shield". Jeśli ktoś jeszcze nie oglądał serialu, bardzo polecam.
- Pojawił się - rok temu - pilot dziwnego serialu, "Hand of God". Nie mam pojęcia, jak to oceniać, jak się pojawią następne, to pewnie dam szansę.

画蛇添足

Napisał/a: Otis Tarda - jest "Daredevil", widziałem jeden odcinek, poprawny, zobaczymy co będzie dalej.

O. Nie wiedziałem, że kolega jest komiksiarzem.

りす いす れべるや!!!

Po 4 odcinkach Daredevila - bardzo polecam.

Strzelając do katechonów przyspieszasz Paruzję!

Jak lubicie daredevila to koniecznie trza se ściągnąć ten oto storyarc z lat 80:

http://en.wikipedia.org/wiki/Born_Again_(comics)
W Polszy dostępne w ramach WKKM:

http://www.komiks.gildia.pl/komiksy/wielka-kolekcja-komiksow-marvela/20

りす いす れべるや!!!

Napisał/a: Otis Tarda Ej, no nie. Im dalej w las, tym bardziej wychodzi z niego w sumie dość przyzwoity facet, z kulminacją w przedostatnim (albo przed-przedostanim) odcinku.

Nie odniosłem wtedy takiego wrażenia. Owszem, od pewnego momentu na tle Walta i jego szaleństw brzmiał jak głos rozsądku, najmocniej – w moim odczuciu – wybrzmiało to, kiedy sugerował White'owi (po tym, jak ten uporał się bodajże z Gusem), że może jednak warto by było wrócić do normalnego życia. Nawet wtedy jednak czułem, że bardziej było to podyktowane może nie tyle tchórzostwem, ile jakąś formą oportunizmu, w każdym razie nie przywoitością w swej istocie. Saul chciał, żeby Walt wreszcie "przycichł", bo jego szaleństwo było nieprawdopodobnie ekspanywne i destruktywne dla otoczenia. Obawa o własną skórę dała więc o sobie znać przede wszystkim. Tak to wtedy sobie wytłumaczyłem, chociaż w pierwszym odruchu byłem nawet pozytywnie zaskoczony.

Napisał/a: Piankowy O. Nie wiedziałem, że kolega jest komiksiarzem.

Bo nie jestem. Znaczy się, jest parę rzeczy które lubię, ale nieprzesadnie.

Napisał/a: Dedurion Nie odniosłem wtedy takiego wrażenia.

A ja tak :D. Choć faktycznie, głównie jest to "na tle" - bo i tło jest zupełnie niefajne.

画蛇添足

Justified - jeden z moich ulubionych seriali... :(

The Americans w tym sezonie to równy, dobry poziom. Louie wrócił. IMHO takie filmy kręciłby Woody Allen, gdyby obecnie był nadal w formie z końca lat 70-tych. Rewelacja, choć częściowo niebrawarystyczna. Vikings w tym sezonie wymiata od strony technicznej. Bitwa o Paryż z ostatniego odcinka chyba lepsza od tego co możemy zobaczyć w GoT.
Z nowości - Poldark. Saga w starym stylu, ale nakręcona jak najlepiej się obecnie da (Banished i Indian Summer nie ta klasa). Końcówka XVIII wieku, Do Kornwalii wraca z wojny amerykańskiej Ross Poldark i zastaje zrujnowaną posiadłość po śmierci ojca i ukochaną zaręczoną ze swoim kuzynem. Bardzo dobrze się ogląda.
Fortitude - klimatyczny serial. Akcja dzieje się na kole podbiegunowym. Kryminał, który przeradza się w horror. Dla mnie OK, choć to nie wszystkim zagrało. IMHO najgorzej jest z zakończeniem, gdzie nie ma ani domknięcia większości wątków ani jakiegoś wielkiego cliffhangera. Chyba za późno dowiedzieli się o pewnym 2 sezonie.

George Costanza: I have a bad feeling that whenever a lesbian looks at me they think “That’s why I’m not a heterosexual.”

Napisał/a: Ernst LodzFortitude - klimatyczny serial. Akcja dzieje się na kole podbiegunowym. Kryminał, który przeradza się w horror. Dla mnie OK, choć to nie wszystkim zagrało. IMHO najgorzej jest z zakończeniem, gdzie nie ma ani domknięcia większości wątków ani jakiegoś wielkiego cliffhangera. Chyba za późno dowiedzieli się o pewnym 2 sezonie.

O! Horror w wersji serialowej to jest coś, co by mnie bardzo interesowało. Próbowałem ze „Stain” i zakończyłem po pierwszym odcinku, próbowałem z „The Walking Dead" i też zakończyłem po pierwszym odcinku. Chyba na horyzoncie nie widać niczego zimnego, nie epatującego fajerwerkami i niegwałcącego czystości gatunkowej wtrętami rodem z kina familijnego albo dramatu obyczajowego – a jeśli już, to w stosownych proporcjach.

Napisał/a: Dedurion

Napisał/a: Ernst LodzFortitude - klimatyczny serial. Akcja dzieje się na kole podbiegunowym. Kryminał, który przeradza się w horror. Dla mnie OK, choć to nie wszystkim zagrało. IMHO najgorzej jest z zakończeniem, gdzie nie ma ani domknięcia większości wątków ani jakiegoś wielkiego cliffhangera. Chyba za późno dowiedzieli się o pewnym 2 sezonie.

O! Horror w wersji serialowej to jest coś, co by mnie bardzo interesowało. Próbowałem ze „Stain” i zakończyłem po pierwszym odcinku, próbowałem z „The Walking Dead" i też zakończyłem po pierwszym odcinku. Chyba na horyzoncie nie widać niczego zimnego, nie epatującego fajerwerkami i niegwałcącego czystości gatunkowej wtrętami rodem z kina familijnego albo dramatu obyczajowego – a jeśli już, to w stosownych proporcjach.

American Horror Story. Kazdy sezon opowiada inną historię.

りす いす れべるや!!!

Dzięki!

Napisał/a: Dedurion

Napisał/a: Ernst LodzFortitude - klimatyczny serial. Akcja dzieje się na kole podbiegunowym. Kryminał, który przeradza się w horror. Dla mnie OK, choć to nie wszystkim zagrało. IMHO najgorzej jest z zakończeniem, gdzie nie ma ani domknięcia większości wątków ani jakiegoś wielkiego cliffhangera. Chyba za późno dowiedzieli się o pewnym 2 sezonie.

O! Horror w wersji serialowej to jest coś, co by mnie bardzo interesowało. Próbowałem ze „Stain” i zakończyłem po pierwszym odcinku, próbowałem z „The Walking Dead" i też zakończyłem po pierwszym odcinku. Chyba na horyzoncie nie widać niczego zimnego, nie epatującego fajerwerkami i niegwałcącego czystości gatunkowej wtrętami rodem z kina familijnego albo dramatu obyczajowego – a jeśli już, to w stosownych proporcjach.

Ale to bardziej kryminał niż horror. Taki trochę kingowski horror robi się pod koniec serialu.

Napisał/a: Piankowy

American Horror Story. Kazdy sezon opowiada inną historię.

Ale jeśli już to pierwszy i drugi sezon. Następne to fabularna tragedia. Pierwsze 2, choć nie mistzowskie, to da się obejrzeć i są w miarę OK.

George Costanza: I have a bad feeling that whenever a lesbian looks at me they think “That’s why I’m not a heterosexual.”

Obejrzałem „True Detective”. Spodobało mi się prowadzenie filmu na dwóch płaszczyznach czasowych – teraźniejszej (relacja i zeznania) i przeszłej (relacjonowane wydarzenia). Do siódmego odcinka, w którym to w obrębie czasu terażniejszego bohaterowie od relacjowania przeszli w sferę działań. Niby można się było tego spodziewać, ale jak na mój gust odbyło się to przy pomocy tak bezobcesowych maźnięć pędzlem. innymi słowy, tak skrótowo, że nie dałem sobie rady dobrze tego przyswoić. Mówię zarówno o ponownym zejściu się obu detektywów, jak i rozwiązaniu kryminalnej zagadki.

Nadal nie wiem, jak McConaughey to zagrał. Nadal nie potrafię go sobie wyobrazić w tej roli, jakkolwiek dziwnie by to nie brzmiało. A i Woody bardzo ok.

Jest nowy sezon "Turn", serialu AMC o szpiegach podczas rewolucji amerykańskiej. Moim zdaniem - niezłe, jeśli ktoś lubi takie klimaty.

画蛇添足

Nadal nie wiem, jak McConaughey to zagrał. Nadal nie potrafię go sobie wyobrazić w tej roli, jakkolwiek dziwnie by to nie brzmiało.

Ja mam odwrotnie. Nie umiem sobie wyobrazić jak on zagrał te wszystkie poprzednie role.
I zgadzam się. Zakończenie wydaje się nadmiernie przyspieszone.

Strzelając do katechonów przyspieszasz Paruzję!

Napisał/a: Groza Symetrii Ja mam odwrotnie. Nie umiem sobie wyobrazić jak on zagrał te wszystkie poprzednie role.

Tak gwoli dopowiedzenia – pomyślałem, że może to być jednak nieczytelne – mój komentarz był naturalnie wyrazem aprobaty dla gry Mateusza. I nie jest tego w stanie zmienić nawet to, że niektóre jego kwestie są pretensjonalne, a może nawet godne dorastającego licealisty. Ale to odczucia marginalne, rzadkie. W istocie nie mogę sobie przypomnieć postaci tak mrocznej (jakież to zdewaluowane słowo, heh); mrocznej przez okrutną, autentyczną zapaść duchową i pustkę, a przy tym ukryty gdzieś bardzo głęboko głód wartości. Mhrocznych postaci jest bowiem wiele, ale takich nie, a jeszcze tak zagranych – całkiem niewiele. Koniec końców wypada to bardzo naturalnie, bardziej właśnie przez samą grę aktorską niż wypowiadane kwestie (chociaż i one mają znaczenie).

Napisał/a: Groza Symetrii I zgadzam się. Zakończenie wydaje się nadmiernie przyspieszone.

Uwaga, będzie spojler:

Największy myk, wręcz siedmiomilowy sus, dokonał się dzięki kasecie, którą Rust zdobył ni stąd ni zowąd kiedyś tam – bo to taki przecież świetny włamwycz był. Kaseta uwiarygodnia w banalny sposób Rusta w oczach Marty'ego, a przy okazji popycha kryminalną zagadkę maksymalnie do przodu. Odczułem to jako olbrzymi skrót.

Koniec spojlera.

Ale jak słusznie zauważa autorka w tym omówieniu – http://www.academia.edu/7383016/Southern_noir_Detektyw_ – nie historia zbodni i nie scenariusz są istotą noir, czy też w tym wypadku southern noir.

---

Obejrzałem też pierwszy odcinek „American Horror Story”. Spora obfitość scen, w których rzeczywistość miesza się z nierzeczywistością. Właściwie to cały czas. Nie wiem, czy widziałem coś takiego w jakichś horrorach.

Ale nie o tym chciałem. Taka ciekawostka skojarzeniowa. Czołówka pierwszej serii „American Horror Story” skojarzyła mi się z czołówką pewnego thrillera z lat 90. Ciekawe, czy u kogoś jeszcze takie skojarzenie może się pojawiło. I czy w ogóle ktoś domyśli się, o jaki film mi chodzi.

Czołówka z AHS: https://www.youtube.com/watch?v=2c3VVJb562Y

allo allo

czarna żmija

“You need Power, only when you want to do something harmful otherwise Love is enough to get everything done.” Charlie Chaplin

To ja oczekiwałem szturmu z odpowiedziami, a tu cisza! Wrzucam więc czołówkę, która skojarzyła mi się z sekwencją otwierającą odcinki pierwszej serii „American Horror Story”: https://www.youtube.com/watch?v=-k2gsEI34CE

Życie jest za krótkie, żeby je poświęcać na oglądanie seriali.

stopka rozmiar 45

Z luźnych seriali, które lecą w tv oglądam jedynie "Nie rób scen" na TVNie i "Prawo Agaty".

"Fargo", mocno i bez przynudzania. Poniekąd i z humorem. Wciąga.

καρδίαν καθαρὰν κτίσον ἐν ἐμοί ὁ θεός καὶ πνεῦμα εὐθὲς ἐγκαίνισον ἐν τοῖς ἐγκάτοις μου

Wayward Pines.
Autor ostro ciął z Miasteczka Twin Peaks, Archiwum X i czego tam jeszcze. Wyszedł solidny miks.

"według mnie" - fajna fraza, która wyeliminowałaby jakieś 70% forumowych napinek w zarodku

Dolina Krzemowa na razie 2 sezony, polecam

Napisał/a: Gaspares

"Fargo", mocno i bez przynudzania. Poniekąd i z humorem. Wciąga.

Oglądając pierwszy odcinek miałem nieodparte wrażenie, że za filmem stoją bracia Cohen. I nie chodzi o wspólny tytuł Fargo. Końcowe napisy i bach Cohenowie są jednymi z producentów. Nie wiem czy dam radę obejrzeć sezon do końca :).

Ps 127,3-5

Warto. Nie jest nie wiadomo jak hardkorowo. A bodaj w ósmym odcinku jest mały przeskok akcji.

καρδίαν καθαρὰν κτίσον ἐν ἐμοί ὁ θεός καὶ πνεῦμα εὐθὲς ἐγκαίνισον ἐν τοῖς ἐγκάτοις μου

Miałem ograniczyć popkalczer do minimum, ale robię wyjątek dla serialu Detektyw. Jeżeli ktoś przegapił, HBO nadaje już drugi sezon, wczoraj w polskiej mutacji kanału wyemitowano trzeci odcinek. Bez Rusta i redneckich klimatów to już nie jest to samo, ale wciąż warto oglądać.

Aufrechter Mensch; geschleudert in das All, Orkan im Haar, bleich, einsam, nackt.

Preußak schrieb :ale robię wyjątek dla serialu Detektyw

O ile pierwszy sezon był spoko i na wysokim poziomie, to oglądając drugi, miałem wrażenie, jakbym trafił na jakieś Sin CIty, tyle że w kolorze. I mam lekki zgrzyt.

καρδίαν καθαρὰν κτίσον ἐν ἐμοί ὁ θεός καὶ πνεῦμα εὐθὲς ἐγκαίνισον ἐν τοῖς ἐγκάτοις μου

Napisał/a: Gaspares

Preußak schrieb :ale robię wyjątek dla serialu Detektyw

O ile pierwszy sezon był spoko i na wysokim poziomie, to oglądając drugi, miałem wrażenie, jakbym trafił na jakieś Sin CIty, tyle że w kolorze. I mam lekki zgrzyt.

Sin City nie byłoby złe (choć drugie Sin City było). Na razie to drugi Detektyw wygląda, jakby ktoś się za dużo późnego Lyncha z jeszcze późniejszym Jarmushem naoglądał. No i za cliffhanger "ale to były gumowe kule" to się powinno na pierwszym roku scenopisarstwa bić na gołą dupę.

Edyta: dziś doczytałem, że wspomniane przeze mnie Wayward Pines robi M. Night Shyamalan i mi się brakujące echa ułożyły.

"według mnie" - fajna fraza, która wyeliminowałaby jakieś 70% forumowych napinek w zarodku

Napisał/a: CaminoWayward Pines robi M. Night Shyamalan
brzmi wielce zachęcająco, dzięki za info

Ps 127,3-5

Gaspares napisał: jakbym trafił na jakieś Sin CIty, tyle że w kolorze. I mam lekki zgrzyt.

Porównanie do SC to strzał w dziesiątkę, też miałem takie niejasne skojarzenie, ale nie potrafiłem ubrać go w słowa. I też mam lekki zgrzyt, ale mimo wszystko na razie ogląda się dobrze.

Camino napisał: No i za cliffhanger "ale to były gumowe kule" to się powinno na pierwszym roku scenopisarstwa bić na gołą dupę.

Hehe, napisał to Kulega jakieś dziesięć minut przed tym, jak zacząłem oglądać trzeci odcinek, ale zdążyłem przeczytać. Nic, sam się o to prosiłem.

Aufrechter Mensch; geschleudert in das All, Orkan im Haar, bleich, einsam, nackt.

Napisał/a: CaminoNo i za cliffhanger "ale to były gumowe kule" to się powinno na pierwszym roku scenopisarstwa bić na gołą dupę.

W sumie to mogła go nawet Melisandra wskrzesić. Poziomem by nie odbiegało. A co do skojrzeń, to rozumiem to z Lynchem, ale prosiłbym o przybliżenie analogii z Jarmuschem.

No i chyba wreszcie będą nadrabiać z wątkiem gejowskim. Tęskniliśmy!

---

Pierwszy sezon celował w psychologię, której towarzyszyły doskonałe pejzaże mentalne, drugi chce łapać kilka srok za ogon, co przy eksponowaniu intrygi wypada chaotycznie, a nawet przeciętnie.

Naiwni jak dzieci. Dobry serial z istoty rzeczy ma tylko jeden "sezon".

stopka rozmiar 45

Napisał/a: kundel1

Naiwni jak dzieci. Dobry serial z istoty rzeczy ma tylko jeden "sezon".

"True Detective" w drugim sezonie przedstawia inną historię, inny temat i innych bohaterów, których grają inni aktorzy.

A tak w ogóle klopsiki w sosie pomidorowym z ryżem uber alles.

Czy będzie godne polecenia, to się zobaczy, niemniej:

https://youtu.be/JoIRNja8pMc

(nowe odcinki fiu-fiu fiu-fiu fiu-fiuuu się robią)

Cymbał brzmiący

Napisał/a: Dedurion

Napisał/a: kundel1

Naiwni jak dzieci. Dobry serial z istoty rzeczy ma tylko jeden "sezon".

"True Detective" w drugim sezonie przedstawia inną historię, inny temat i innych bohaterów, których grają inni aktorzy.

A tak w ogóle klopsiki w sosie pomidorowym z ryżem uber alles.

Zatem jest to zupełnie inny serial, któremu producent z powodów marketingowych nadal tytuł tego, który dobrze się sprzedawał.

Klopsiki i sos pomidorowy są ohydne.

stopka rozmiar 45

Z nowości to Mr.Robot wygląda świetnie.
http://youtu.be/npnTXEgxpuQ
Spisek grupy ludzi rządzących światem, złe banki, Evil Corporation a główny bohater to introwertyczny haker, który próbuje z nimi walczyć. Niby banał i klisza ale pilot jest rewelacyjny. Ciekawe jak cały sezon się rozwinie. Niemniej polecam każdemu.

Druga z nowości zasługujących na uwagę to brytyjskie Humans.
http://youtu.be/XpjJbaXqwyI
Świat w którym za większość prac odpowiadają androidy. Każda rodzina stara się mieć taką "gosposię", są robonikami, prostytutkami, opiekunkami społecznymi itd. Okazuje się, że część androidów zaczyna się zachowywać jak prawdziwi ludzie. Takie trochę dickowskie tematy w stojącym na wysokim poziomie brytyjskim serialowym wykonaniu. Świetnie się ogląda, b.dobrze zrealizowane.

Dla kundel1: Mr.Robot: 10 odcinków (wyemitowano 2) Humans: 8 odcinków (wyemitowano 4)

George Costanza: I have a bad feeling that whenever a lesbian looks at me they think “That’s why I’m not a heterosexual.”

Zztem jest to zupełnie inny serial, któremu producent z powodów marketingowych nadal tytuł tego, który dobrze się sprzedawał.

Zasadniczo jest to ten sam serial który od początku miał mieć taką formę. I nie jest to nowość w tej dziedzinie.

Strzelając do katechonów przyspieszasz Paruzję!

Napisał/a: Groza Symetrii

Zztem jest to zupełnie inny serial, któremu producent z powodów marketingowych nadal tytuł tego, który dobrze się sprzedawał.

Zasadniczo jest to ten sam serial który od początku miał mieć taką formę. I nie jest to nowość w tej dziedzinie.

Bywają seriale, które są pewnie jeszcze dziwniejsze dla kundel1. Ja od kilku miesięcy w wolnych chwilach przypominam sobie The Twilight Zone z 1959 roku. Na razie obejrzałem około 50 odcinków i w każdym inni bohaterowie, inne historie, inni aktorzy itd. a ta sama nazwa ;)

George Costanza: I have a bad feeling that whenever a lesbian looks at me they think “That’s why I’m not a heterosexual.”

Napisał/a: Preußak Hehe, napisał to Kulega jakieś dziesięć minut przed tym, jak zacząłem oglądać trzeci odcinek, ale zdążyłem przeczytać. Nic, sam się o to prosiłem.

Nawet się chwilę zawahałem przed napisaniem, ale uznałem, że w tym przypadku to nie strata :)

Napisał/a: Dedurion W sumie to mogła go nawet Melisandra wskrzesić. Poziomem by nie odbiegało. A co do skojrzeń, to rozumiem to z Lynchem, ale prosiłbym o przybliżenie analogii z Jarmuschem.

Melisandra jest przynajmniej umocowana w fabule - gumowe kule to już typowy deus ex ano :)
A skojarzenie z Jarmuschem głębokie nie jest - leniwa fabuła.

Napisał/a: Ernst LodzZ nowości to Mr.Robot wygląda świetnie.
http://youtu.be/npnTXEgxpuQ
Spisek grupy ludzi rządzących światem, złe banki, Evil Corporation a główny bohater to introwertyczny haker, który próbuje z nimi walczyć. Niby banał i klisza ale pilot jest rewelacyjny. Ciekawe jak cały sezon się rozwinie. Niemniej polecam każdemu.

Potwierdzam. Lewacki sznyt można znieść, by znów cieszyć się charakterystycznym szurem z Pacyfiku (który to takoż polecam, jeśli ktoś przypadkiem przegapił po Bandzie Braci).

Napisał/a: Ernst LodzDruga z nowości zasługujących na uwagę to brytyjskie Humans.

A to chętnie zobaczę. Z futurystycznych klimatów brytyjskich mam na rozkładzie jeszcze Black Mirror.

"według mnie" - fajna fraza, która wyeliminowałaby jakieś 70% forumowych napinek w zarodku

Napisał/a: Camino

A to chętnie zobaczę. Z futurystycznych klimatów brytyjskich mam na rozkładzie jeszcze Black Mirror.

Humans spokojnie mogłoby być po skróceniu jednym z odcinków Black Mirror. Też bliska przyszłość, też raczej mroczna i niosąca zagrożenia. Klimat i wykonanie mniej więcej na podobnym poziomie.

George Costanza: I have a bad feeling that whenever a lesbian looks at me they think “That’s why I’m not a heterosexual.”

Napisał/a: Groza Symetrii

Zztem jest to zupełnie inny serial, któremu producent z powodów marketingowych nadal tytuł tego, który dobrze się sprzedawał.

Zasadniczo jest to ten sam serial który od początku miał mieć taką formę. I nie jest to nowość w tej dziedzinie.

Cwaniaki. Nie tylko sprzedają seriale w pakietach, ale od razu produkują. A Kolega wierzy naiwnie, że to ten sam serial.

stopka rozmiar 45

Napisał/a: Ernst Lodz

Napisał/a: Groza Symetrii

Zztem jest to zupełnie inny serial, któremu producent z powodów marketingowych nadal tytuł tego, który dobrze się sprzedawał.

Zasadniczo jest to ten sam serial który od początku miał mieć taką formę. I nie jest to nowość w tej dziedzinie.

Bywają seriale, które są pewnie jeszcze dziwniejsze dla kundel1. Ja od kilku miesięcy w wolnych chwilach przypominam sobie The Twilight Zone z 1959 roku. Na razie obejrzałem około 50 odcinków i w każdym inni bohaterowie, inne historie, inni aktorzy itd. a ta sama nazwa ;)

W czasach, kiedy połowy z was jeszcze nie było na świecie, a ja oglądałem prawie każdy serial, jaki był dostępny, mówiło się na takie zjawisko "cykl filmowy", analogicznie, jak nikt nikt używał określenia "sezon", tylko "seria". Jedna literka różnicy, ale znaczenie inne. Serial "Czterej pancerni i pies" miał trzy serie. Pamiętam jeszcze emisję pierwszych ośmiu odcinków, kiedy serial kończył sie dotarciem do Bałtyku. Reszta była dokręcona pózniej.

stopka rozmiar 45

Trzeci sezon Vikingów raczej ok, Sherlock w wersji BBC z 2010, ogląda się przyjemnie, tylko odcinki za długie

Tu jest krótko i na temat

https://youtu.be/hw9RIcgckxw

"Nurse Jackie", czyli nowojorska pielęgniarka. Niekoniecznie "dr House w spódnicy", azaliż skojarzenia są.

"Ty się nie wymądrzaj. Ty się módl!"

No i jak wrażenia po czwartym odcinku „Detektywa”, a dokładniej mówiąc – po jego ostatnich piętnastu minutach?

Jak sobie przypomnę dziesiątki policyjniaków, w których mundurowi, nierzadko w pojedynkę, gładko ściągają liczniejszych przestępców i moje utyskiwanie na realizm rzeczonych scen, to się dziwię moim pretensjom za brak realizmu w wyemitowanym wczoraj odcinku. No ale jednak dziwne mi się to wydało.

Czwarty odcinek obejrzę dopiero jutro i może się wypowiem. Na wszelki wypadek proszę, że by kolega nie pisał nic więcej ;-)

Aufrechter Mensch; geschleudert in das All, Orkan im Haar, bleich, einsam, nackt.

Napisał/a: Dedurion

No i jak wrażenia po czwartym odcinku „Detektywa”, a dokładniej mówiąc – po jego ostatnich piętnastu minutach?

Jak sobie przypomnę dziesiątki policyjniaków, w których mundurowi, nierzadko w pojedynkę, gładko ściągają liczniejszych przestępców i moje utyskiwanie na realizm rzeczonych scen, to się dziwię moim pretensjom za brak realizmu w wyemitowanym wczoraj odcinku. No ale jednak dziwne mi się to wydało.

Pełna zgoda ze wszystkim.
Zasmucił, ale nie zadziwił, mnie wątek poboczny młodego.
O reszcie, jak kol. Preussak da sygnał.

"według mnie" - fajna fraza, która wyeliminowałaby jakieś 70% forumowych napinek w zarodku

Tych, którzy nie oglądają i nie widzieli czwartego odcinka „Detektywa” nie zachęcam do czytania poniższego.

Napisał/a: CaminoZasmucił, ale nie zadziwił, mnie wątek poboczny młodego.

Na razie bez publicystyki, jak chociażby miało to miejsce w „HoC”, co więcej, w obecnym momencie mogłoby to być rozegrane dwojako: źródłem rozterek i słabości trauma wojenna i pogubienie, a tym samym – o zgrozo! – nieszczęsny wątek zostałby umieszczony w dewiacyjno-patologicznym kontekście. Jak na standardy produkcji zachodnich byłoby to może nie ewenementem, ale przykładem mniej przyjaznego (bardziej rzetelnego moim zdaniem) przedstawienia uwikłania w pewne praktyki i skłonności. Ale oczywiście nadal można przedstawić bóldup młodego jako wynik heteronormatywnej opresyjności. A obawiam się, że rozmowa z dziewczyną nie zamyka tego wątku.

Camino napisał:O reszcie, jak kol. Preussak da sygnał.

Proszę się mną nie przejmować, po prostu nie będę tu zaglądał aż do obejrzenia czwartego odcinka ;-)

Aufrechter Mensch; geschleudert in das All, Orkan im Haar, bleich, einsam, nackt.

Przecież kolega zagląda :D

Dedurion napisał:Przecież kolega zagląda :D

To silniejsze ode mnie, ale teraz jestem już po czwartym odcinku i mogę czytać bezpiecznie.

1. Końcówka odcinka: na początku sekwencji poważnie obawiałem się, że zobaczę typowy dla holiłudu pokaz Mocy Podwójnego Chromosomu i nasza wilczyca rozwali całą bandę Meksykanów przy biernym udziale męskiej części zespołu. Na szczęście nie doszło aż do takiej żenady, ale i tak nie jest dobrze. Po pierwsze, scena totalnej rozwałki jest przerysowana aż do granic karykatury, wygląda, jakby scenarzyści za bardzo przejęli się pochwałami graczy komputerowych za scenę zajazdu w murzyńskiej dzielnicy w pierwszym sezonie i koniecznie chcieli zrobić serialową wersję Call of Duty. Po drugie, to jest jeszcze głupszy zwisacz z klifu niż wcześniejszy pomysł z gumowymi kulami. Przecież po takiej masakrze śledztwo powinno trafić zamknięte, a dowodzący akcją wylecieć ze służby. No nic, ciekawe, jak z tego wybrną, może rzeczywiście nasi dzielni policjanci przyłączą się do gangstera, co sugerowałaby jedna ze wcześniejszych scen.

Poza wszystkim, gdzie ci gliniarze mieli kaski?

Ale żeby nie było za dużo zrzędzenia, przyznam, że bardzo spodobało mi się ostatnie ujęcie. Panienka i pijaczyna rozglądają się się po pobojowisku i dostają delirki, za to nasz weteran Afganistanu stoi na wyprostowanych nogach i spokojnie chowa pistolet do kabury. Normalnie jak Clint Eastwood i Charles Bronson razem wzięci.

A skoro już mowa o naszym Spartiacie...

2. Na razie nie wiem, co sądzić o wątku dewiacji Woodrugha. Albo mamy tutaj zwykłe potępienie tzw. siedzenia w szafie albo jest to kolejny etap gotowania żaby - żeglując po anglojęzycznych internetach nie raz natknąłem się na sugestie, żeby nie pokazywać postaci pederastów w sposób wyidealizowany i jednostronny, czyli w domyśle sugerować normalność przez nienormalność, różne wady i mroczne strony osobowości.

Inna sprawa, że jakoś nie mam ochoty na głośne wyrażanie swojego niesmaku. Po prostu przyjąłem do wiadomości, że jest to produkt kultury stworzonej przez obcą cywilizację. Widocznie jestem znieczulony na wtręty oficerów politycznych, w końcu czytałem niejedną peerelowską książkę i oglądałem niejeden film kręcony pod rządami Adolfa ;-)

3. Podobno to jest drugi odcinek serialu "True Detective", zatem pytam, gdzie jest Cthulhu? Gdzie podział się element nadprzyrodzony i okultystyczny? Na razie oprócz dziwnych okaleczeń na ciałach ofiar zbrodniarza i niepokojącej postaci w masce nic takiego nie ma (no, może jeszcze figurki w domu głównej bohaterki).

Aufrechter Mensch; geschleudert in das All, Orkan im Haar, bleich, einsam, nackt.

Ja polecę The Walkind Dead oraz nowość Fear od the Walking Dead - również bardzo fajny, pokazujący jak doszło do epidemii... A z innych klimatów to The Suits :)

Jedno słowo: Narcos!

"według mnie" - fajna fraza, która wyeliminowałaby jakieś 70% forumowych napinek w zarodku

Napisał/a: Camino

Jedno słowo: Narcos!

Dobry jest. Zostały mi jeszcze dwa odcinki do zakończenia. Ale oczywiście mój czuły "antylewacki" marker reaguje w niektórych momentach; narrator nie unika pewnej ironii, kiedy wspomina o antykomunistycznej orientacji Reaganowskiej Ameryki, inna sprawa, że dzieli się nią z nami, tj. tą ironią – tak dla równowagi – również w innych momentach, np. podczas prezentacji sojuszu narkobaronów z komuszkami. W pierwszym odcinku ten sposób narracji bardzo mi nie podszedł, ale już w kolejnych coraz bardziej się do niegoj przyzwyczajałem; obecnie taką metodę opowiadania poczytuję sobie za jedną zalet tego serialu.

Ta sieczka na sędziach została trochę po macoszemu przedstawiona, na chybcika; niby cały odcinek temu poświęcono, ale jakby bez zaakcentowania jak tragiczne i bezprecedensowe wydarzenie to było, no i z równomiernym rozłożeniem odpowiedzialności na narkobaronów i komuchów.

Ale tyle z perspektywy ideowej – jakiegoś bardzo wyraźnego epatowania poglądami nie ma. Gra aktorska jest dobra, wydaje się, że film wiernie przedstawia wydarzenia (niektóre trochę dramatyzuje) – sprawdzam sobie na ogół informacje w internecie na bieżąco, czyli po każdym obejrzanym odcinku – co ważne widzę w tym filmie zdrową równowagę, albo inaczej: odpowiednie proporcje. Pozytywni bohaterowie nie chodzą w nimbie świetości i nie promieniują cnotami, ale jednocześnie nie zostali celowo naznaczeni jakimś stygmatem zdegenerowania (ot chociażby tak, jak w drugiej serii "True Detective", o której mowa była wyżej), z kolei czyny Escobara są przedstawione bez efekciarskich filtrów (a w dzisiejszej popkulturze często jest odwrotnie): są godne potępienia, chociaż pojawiają się sceny, dzięki którym nie zapominamy, że to jednak człowiek za tym stał, a nie potwór. Ogólnie podoba mi się to, jak pokazywane są postacie w tym serialu. Przynajmniej do tej pory.

No i sama Kolumbia.

Trochę mnie martwi, że ma powstać druga seria – oby nie zrobił się z tego tasiemiec.

Napisał/a: Dedurion sprawdzam sobie na ogół informacje w internecie na bieżąco, czyli po każdym obejrzanym odcinku

Hehe, myślałem, że tylko ja tak mam.

Ze wszystkim wyżej zgoda. Dodam do aktorów - może kogoś to zachęci - że Escobara gra główny bohater Tropa de Elite, a jednego z DEA-ków - książę Oberyn. Szczególnie ten pierwszy dla mnie był miłym zaskoczeniem, bo tam miał rolę mistrzowską. No i jak ktoś lubi hiszpański w wersji południowoamerykańskiej, to będzie miał ucztę.

"według mnie" - fajna fraza, która wyeliminowałaby jakieś 70% forumowych napinek w zarodku

Tymczasem zaczął się drugi sezon "Fargo". I trzyma w miarę równy poziom.

καρδίαν καθαρὰν κτίσον ἐν ἐμοί ὁ θεός καὶ πνεῦμα εὐθὲς ἐγκαίνισον ἐν τοῖς ἐγκάτοις μου

Napisał/a: Camino

Napisał/a: Dedurion sprawdzam sobie na ogół informacje w internecie na bieżąco, czyli po każdym obejrzanym odcinku

Hehe, myślałem, że tylko ja tak mam.

Ze wszystkim wyżej zgoda. Dodam do aktorów - może kogoś to zachęci - że Escobara gra główny bohater Tropa de Elite, a jednego z DEA-ków - książę Oberyn. Szczególnie ten pierwszy dla mnie był miłym zaskoczeniem, bo tam miał rolę mistrzowską. No i jak ktoś lubi hiszpański w wersji południowoamerykańskiej, to będzie miał ucztę.

Konkretnie w wersji kolumbijskiej.

Medeżin

Specyficzny sposób używania 'usted'

Meksykański hiszpański i tak jest najlepszy, ale to mie sie podobało.

りす いす れべるや!!!

Napisał/a: Kacper Borowski

Ja polecę The Walkind Dead oraz nowość Fear od the Walking Dead - również bardzo fajny, pokazujący jak doszło do epidemii... A z innych klimatów to The Suits :)

6 sezon fajny póki co.

A z innych to oczywiście Arrow i The Flash.

りす いす れべるや!!!

Napisał/a: Gaspares

Tymczasem zaczął się drugi sezon "Fargo". I trzyma w miarę równy poziom.

To samo dotyczy The Affair, Manhattan, The Knick, The Leftovers. Też drugie sezony się zaczęły i też dobry, równy poziom trzymają, No i coś dla wielbicieli Evil Dead - dzisiejszy pilot Ash vs Evil Dead jest świetny, Identyczny klimat jak trylogia Raimiego.

George Costanza: I have a bad feeling that whenever a lesbian looks at me they think “That’s why I’m not a heterosexual.”

Napisał/a: Piankowy Konkretnie w wersji kolumbijskiej.

Nie odróżniam nawet hiszpańskiego od portugalskiego, a co dopiero takie niuanse. Wszystko to jednak brzmi świetnie (Salud to mój ulubiony odcinek BB).

Napisał/a: Piankowy A z innych to oczywiście Arrow i The Flash.

Poziom (fabularny, dialogowy, wizualny) Arrowa w jednym obrazku.

Gotham jest kilka długości przed tymże i Fleszem (tu trochę ratuje psychopata na wózku).

"według mnie" - fajna fraza, która wyeliminowałaby jakieś 70% forumowych napinek w zarodku

Wspaniałe Stulecie!

Content invalid

Nie widziałem aby ktoś to wcześniej przytaczał : Peaky Blinders. Świetna rola Cililian'a Murphy'ego. Czekam obecnie na premierę trzeciego sezonu.

Napisał/a: CaminoPoziom (fabularny, dialogowy, wizualny) Arrowa w jednym obrazku.
Gotham jest kilka długości przed tymże i Fleszem (tu trochę ratuje psychopata na wózku).

No wiadomo Arrow jest słaby ale fajny dla fanów gatunku, wlasnie dlatego ze pojawia sie Deathstroke, Ra's Al Ghul, Kanarki etc. etc. ;-) Trzeba na to brac poprawkę.

Gotham swietny. Wizualnie chyba najładniejszy serial jaki kiedykolwiek widziałem. Bardzo klimatyczny. Czuć Gotham.

Ash vs Evil Dead też daje radę, imho pierwsze 4 odcinki troche zmienny poziom prezentują ale poziom autoparodii i głupich tekstów jest naprawdę świetny.

Jessica Jones, ktora pojawila sie na Netflixie tydzien temu też wydaje sie byc fajna (widzialem na razie jeden odcinek). Seria komiksowa Alias, w której występowała to jedna z moich ulubionych serii.

りす いす れべるや!!!

"Jessica Jones" zapowiada się jak "Daredevil" na ciężkim kacu.
Propsuję.

Strzelając do katechonów przyspieszasz Paruzję!

Też chcę spróbować Jessiki Jones, tylko nigdy nie mam czasu. Tymczasem obejrzałem pilota serialu "River" - niby kolejny serial o ześwirowanym glinie (chociaż ten tutaj chyba jest już schizofrenikiem pełną gębą), ale jakoś wciąga.

"To nie elity oderwały się od rzeczywistości - to rzeczywistość oderwała się od elit."

Napisał/a: Soteriologiczny Kunktator

"Jessica Jones" zapowiada się jak "Daredevil" na ciężkim kacu.
Propsuję.

Głównie to jeden wielki product placement dwu koncernów alkoholowych. Choć pomysł na promocję taniej łyski na pewno warto docenić.

"według mnie" - fajna fraza, która wyeliminowałaby jakieś 70% forumowych napinek w zarodku

Napisał/a: Camino

Napisał/a: Soteriologiczny Kunktator

"Jessica Jones" zapowiada się jak "Daredevil" na ciężkim kacu.
Propsuję.

Głównie to jeden wielki product placement dwu koncernów alkoholowych. Choć pomysł na promocję taniej łyski na pewno warto docenić.

Nie no bez jaj JJ to fajna bohaterka. Wykorzystanie Patsy czyli jednej z najstarszych postaci z uniwersum Marvela też jest na propsie. No i Luke Cage.

りす いす れべるや!!!

Napisał/a: niewidzący Oglądając pierwszy odcinek miałem nieodparte wrażenie, że za filmem stoją bracia Cohen. I nie chodzi o wspólny tytuł Fargo. Końcowe napisy i bach Cohenowie są jednymi z producentów. Nie wiem czy dam radę obejrzeć sezon do końca :).

Skończyłem wczoraj oglądać pierwszą serię „Fargo” i również towarzyszyło mi nieodparte wrażenie obcowania z typowo Coenowskim dziełem, tj. takim, które za sprawą pewnych sugestii, wtrąceń czy obrazów umieszcza film oparty skądinąd na realistycznym porządku w ramach jakiejś alegorii. Oczywiście nie mniej ważny – może nawet najważniejszy dla tego wrażenia – jest pierdyliard trupów i akcenty humorystyczne.

Serial zasadniczo mi się spodobał, głównie za sprawą zdjęć, zimowego klimatu, gry aktorskiej, muzyki, ale wspomniana alegoryczność, głównie skumulowana w postaci Lorne'a Malvo, czasami wydawała mi się wybiegiem ułatwiającym twórcom naginanie, hmm, praw logicznych, fizycznych i inszych. Te pomysły z obklejaniem taśmami, ucieczkami to z tego miejsca, to z innego...

Jeszcze refleksja: jak to zwykle bywa – i nie mówię teraz o samym świecie przedstawionym w serialu, ale również o wyborze twórców – łatwiej (dzisiaj?) uwierzyć człowiekowi w zło wcielone niż Boga; inaczej mówiąc, odniesieniem dla zła czy też jego źródłem może być personifikowane zło, ale już dobro takiego odpowiednika w Bogu nie ma, choćby nawet alegorycznie przedstawionemu czy pośrednio. Jest nieobecny w przeciwieństwie do tego złego. Zakończenie, jak mniemam, miało zresztą być przystemplowaniem prawd głoszonych mimochodem, tj. głównie czynami, przez Malvo.

Ambasador G'Kar scripsit :
miser Gaspares scripseram :Tymczasem zaczął się drugi sezon "Fargo". I trzyma w miarę równy poziom.

To samo dotyczy The Affair, Manhattan, The Knick, The Leftovers.

The Knick i The Affair faktycznie wciągają. Ten drugi z początku zdawał się wlec, jak coś w stylu babskiego romansidła, ale nabrał tempa, zwłaszcza odkiedy się z tego zrobił kryminał. Wybieg z róznymi perspektywami narracji nieźle wyszedł.

καρδίαν καθαρὰν κτίσον ἐν ἐμοί ὁ θεός καὶ πνεῦμα εὐθὲς ἐγκαίνισον ἐν τοῖς ἐγκάτοις μου

A ja sobie obejrzą "Ja Klaudiusz".

“You need Power, only when you want to do something harmful otherwise Love is enough to get everything done.” Charlie Chaplin

Napisał/a: Piankowy Nie no bez jaj JJ to fajna bohaterka. Wykorzystanie Patsy czyli jednej z najstarszych postaci z uniwersum Marvela też jest na propsie. No i Luke Cage.

Napisał/a: Piankowy No wiadomo Arrow jest słaby ale fajny dla fanów gatunku, wlasnie dlatego ze pojawia sie Deathstroke, Ra's Al Ghul, Kanarki etc. etc. ;-) Trzeba na to brac poprawkę.

Ano właśnie - w obu takie rzeczy mi się podobają, więc oba zaliczyłbym do "słaby, ale fajny dla fanów gatunku". Podobnie jak Flasha i - dzięki jednemu z ostatnich arołów, bo wcześniej mi umknął - Johna Constantine'a.

Napisał/a: Piankowy Gotham swietny. Wizualnie chyba najładniejszy serial jaki kiedykolwiek widziałem. Bardzo klimatyczny. Czuć Gotham.

A tu pełna zgoda.

Jeszcze sobie podglądam:
Quantico - taka mocna przeciętna, im dalej w sezon, tym gorzej,
The Last Kingdom - dla fanów Wikingów, im dalej w sezon, tym lepiej.

"według mnie" - fajna fraza, która wyeliminowałaby jakieś 70% forumowych napinek w zarodku

Wraz z końcówka drugiego sezonu The Affair stwierdzam, że to jest świetnie zrobiona rzecz. Z początku obawiałem się babskiego przynudzającego romansidła, ale zastosowanie podwójnej perspektywy sprawiało, że chciało się zobaczyć, jak te same wydarzenia wyglądają oczyma dwóch różnych postaci.

Z czasem romantyczno-romansowe smęcenie ustępuje zagadce kryminalnej, której zakończenia nie dało się przewidzieć aż do zakończenia ostatniego odcinka 2go sezonu, gdzie robi się z tego porządna tragedia. I co? I boję się tylko, by scenarzystom coś nie odwaliło przy sezonie III.

Co jeszcze z plusów? Warto oglądać i patrzeć, jakim dupkiem jest główny bohater, żeby nie powielać jego postawy. Serio, pouczający dupek.

καρδίαν καθαρὰν κτίσον ἐν ἐμοί ὁ θεός καὶ πνεῦμα εὐθὲς ἐγκαίνισον ἐν τοῖς ἐγκάτοις μου

Zaciekawił mnie The Affair, jednak po piątej seks scenie w pierwszym odcinku wymiękłem. Dalej jest tak samo? Bo przyznam, że odcinkek Pilot mnie odrzucił.

Ps 127,3-5

Od połowy I sezonu jest już względnie spokojnie.

καρδίαν καθαρὰν κτίσον ἐν ἐμοί ὁ θεός καὶ πνεῦμα εὐθὲς ἐγκαίνισον ἐν τοῖς ἐγκάτοις μου

Dopiero od połowy? Nie dam rady.

Ps 127,3-5

καρδίαν καθαρὰν κτίσον ἐν ἐμοί ὁ θεός καὶ πνεῦμα εὐθὲς ἐγκαίνισον ἐν τοῖς ἐγκάτοις μου

Piszą, że, tadam, Netflix w Polsce. Pierwszy miech za darmo jakoby bez zobowiązań. Ale ponoć póki co polskojęzyczna oferta bardzo mizerna ilościowo. Mają coś ciekawego z seriali dla Polaków?

Cymbał brzmiący

Nie jestem idolem seriali i wielu ich nie widziałem, ale chciałbym polecić jeden wyjątkowy (nie wiem, czy już ktoś wyżej go nie polecał). Nosi tytuł "Branded". Opowiada historię amerykańskiego żołnierza usuniętego (jak się domyślacie niesłusznie) z armii za tchórzostwo.
W roli tytułowej wystąpił słynny Chuck Connors - mierzący 198 cm aktor i wybitny sportowiec. Jeden spośród zaledwie tuzina atletów, którzy występowali w czasie swojej kariery zarówno w NBA jak i NFL. Jako ciekawostkę dodam, że był nawet przedstawiony gensekowi Breżniewowi.
Każdy odcinek otwierała tytułowa - wspaniała - piosenka https://www.youtube.com/watch?v=uV-7D4io1Rs

Nie od rzeczy będzie dodać, że większość odcinków napisał Arthur Digby Sellers.

Film można obejrzeć na youtube

Dzięki Unii wszystko rośnie w górę. Rozwijamy gospodarkę i kulturę.

Naiwni jak dzieci. Dobry serial z istoty rzeczy ma tylko jeden "sezon".

Praca z polskimi serialami kolegę spaczyła.

Strzelając do katechonów przyspieszasz Paruzję!

Gra o tron chyba właśnie jumpnęła sharka: dlaczego w zasadzie oni bronią ciała Jona? jak dwie siksy teleportowały się na statek, żeby zabić młodego dzidą? kto tam bazgrze na murach miasta wezwania w obcym języku? Wszystko da się jakoś tam uzasadnić, ale serio, nie było nikogo, kto przez rok nie zorientowałby się, że, ej, to się nie klei za cholerę?

"według mnie" - fajna fraza, która wyeliminowałaby jakieś 70% forumowych napinek w zarodku

Młody był na statku? Nie pamiętam już poprzedniego sezonu:-D Do powyższego dodam jeszcze, że te dwie laseczki poszły zabijać kolesia w jakiejś komnacie czy kajucie wyposażone we włócznię i dwumetrowy bat - idealna broń do walki w pomieszczeniach. Jakby gówniarz był mądry, to by nic nie robił, tylko czekał, aż same sobie tym zęby powybijają.

"To nie elity oderwały się od rzeczywistości - to rzeczywistość oderwała się od elit."

Gra o tron chyba właśnie jumpnęła sharka: dlaczego w zasadzie oni bronią ciała Jona?

Mam wrażenie, że po prostu go zabrali co by nie leżał na śniegu, a nawet bez ciała musieliby rozważyć czy pójść na ostre z Thornem.
To jeszcze od biedy ujdzie.

jak dwie siksy teleportowały się na statek, żeby zabić młodego dzidą?

DORNE. Czy trzeba czegoś więcej. W sumie nie dziwię się, że reżyserzy postanowili w miarę szybko całe Dorne znukować, bo to już sezon temu był wielki rak.
W ogóle czasowo to się kupy nie trzyma - na Murze mamy tę samą noc kiedy ginie Jon, a w tym czasie Jaime odbywa dwumiesięczny rejs do Królewskiej Przystani. Co więcej Myrcella umiera zaraz po opuszczeniu brzegów Dorne, a Jaime zamiast od razu wrócić i powiesić Żmijowe Bękarcice, płynie do KL, po drodze odprawia Trystana innym statkiem, na który dostają się Snejki (nie wiem czy to w KL czy już w Dorne, bo jest to bez sensu). A Doranowi tylko liścik wysyła, coby ten wiedział o Myrcelli i dał się zabić. CO ZA RAK.

kto tam bazgrze na murach miasta wezwania w obcym języku?
-------------------------------------------
A to już wcześniejsze uproszczenie z IV sezonu.

Strzelając do katechonów przyspieszasz Paruzję!

Jakby gówniarz był mądry, to by nic nie robił, tylko czekał, aż same sobie tym zęby powybijają.
--------------------------
Powiem po prawdzie, kanoniczna Nymeria by pewnie wzięła sztylet, ale w sumie książkowa Obara miała dokładnie taki charakter, że poszłaby ze swoją włócznią walczyć choćby w kanałach.

Strzelając do katechonów przyspieszasz Paruzję!

The Knick i Vinyl - świetne są .

Hmm.

Paolo Sorrentino, który zdobył Oscara za fenomenalne „Wielkie piękno” opowie o konserwatywnym papieżu Lennym Belardo, który przybiera imię Piusa XIII-ego. Dokonujący konserwatywnej kontrrewolucji amerykański papież zderza się w Watykanie z mocnym liberalnym skrzydłem kardynałów. „Nikt, nawet Watykan, nie jest przygotowany na to, jak twardogłowy potrafi być nowy ojciec święty.”- mówił rok temu o scenariuszu jego autor Tony Grison

https://www.youtube.com/watch?v=pE-YmhfuhiA

Spodziewam się wszystkiego najgorszego. Po cichu liczę na - niechcący - trochę dobrego.

Nieco uzupełniając redakcyjny wątek: http://rebelya.pl/forum/watek/84457/. Jak można było wyczuć z kwestii zombie, sądzę, że seriale (czy tam szerzej popkultura) nie tylko "wyrażają ducha czasów", ale i w dużym stopniu go kreują. Rambo nie powstałby bez Reagana, ale i Reagana nie byłoby bez Ramba. Przynajmniej takiego, jaki był.

Spodziewam się, że zapowiadany serial będzie czymś w rodzaju papieskiego House of Cards - niby odsłaniającego kulisy, tym razem Watykanu. Gdzie tu nadzieja? Jeśli główna postać będzie takim samym antybohaterem jak Underwood i zyska podobną popularność wśród widzów, to długofalowo jest szansa na taką samą nieświadomą akceptację przez nich jego "konserwatywnych" poglądów ;)

"według mnie" - fajna fraza, która wyeliminowałaby jakieś 70% forumowych napinek w zarodku

Napisał/a: CaminoJeśli główna postać będzie takim samym antybohaterem jak Underwood i zyska podobną popularność wśród widzów, to długofalowo jest szansa na taką samą nieświadomą akceptację przez nich jego "konserwatywnych" poglądów ;)

Raczej materiał na trochę memów i gifów.

W zeszłym piątek Netflix wypuścił 4ty sezon Orange Is the New Black. Bez bicia przyznaję, że serial zacząłem oglądać bez przekonania, bo w końcu co w więziennym życiu może zapełnić fabułę na trzy i więcej sezonów? Okazało się, że mało wiem o życiu, a produkcja po prostu wciągnęła.

Typowy leberyant powie zaraz zakrzyknie, że to lewactwo y lesbijstwo skumulowane. A już w ogóle złem y patologią przedstawiać więźniów jako postaci pozytywne. Kij z nim. Ten serial to bajeczka, miejscami śmieszna do bólu, chwilami dojmująco groteskowa. Ale z pewnością nie nazwałbym tego płytką komedyjką. USańce to jednak zmyślni ludzie, na inżynierii społecznej się znają. Nawet w popkulturowej bajce roi się od tematów trudnych, poważnych, niewygodnych. I nie o lesbijstwo, ćpuństwo, dżender i aborcjoniSSm tu chodzi. Rasizm, przemoc czy to między więźniarkami, czy ze strony strażników. Problem starszych więźniarek i w ogóle śliski temat osób z zaburzeniami psychicznymi za kratkami. Nawet kwestie społeczne; wyzysk, machloje i prywatyzacja. Młodym i wrażliwym korwinistom nie polecam.

Fabuła nie zostawia czasu na nudę. Sezon da się połknąć dwoma, trzema haustami. Bez paru wolt i nieoczekiwanych zwrotów murowane; przewidywalności śladowe ilości. Pewne postacie można pokochać, znienawidzić i pokochać znowu w przeciągu kilku odcinków. Do tego scenarzyści zręcznie wykorzystali efekt Joffreya Baratheona: jeśli na myśl o wrednych strażnikach i sukowatej naczelniczce z pierwszych sezonów nóż się w kieszeni otwierał, teraz należałoby sięgnąć po broń gładkolufową. No i ostatni odcinek wyczerpujący klasyczną definicję mocnego finału: "Do ciężko pracującej ciałem kobiety, to teraz rok muszę czekać, żeby się dowiedzieć, co z tego wyjdzie?!"

https://youtu.be/c6O9rfoz0f8

καρδίαν καθαρὰν κτίσον ἐν ἐμοί ὁ θεός καὶ πνεῦμα εὐθὲς ἐγκαίνισον ἐν τοῖς ἐγκάτοις μου

Cztery nierówne pozycje:

1. Strange Things. O tym serialu wszędzie powiedziano już wszystko. Polecam tego allegrowicza.

2. Muszkieterowie. Serial kostiumowy bardzo luźno czerpiący z powieści Dumasa. Scenarzysta prawdopodobnie z lekkim upośledzeniem - można się spokojnie odprężyć, śledząc jego jego multikulti wersję dziejów Francy, Ładna choreografia w większości bezsensownych pojedynków. Smutny Atos jest smutny.

3. Marco Polo. Serial dryfujący z wolna od historycznego po kostiumowy. Przyjemny w oglądzie, świetna rola Benedicta Wonga w roli chana, dla fanów miły akcent w postaci Michelle Yeoh (chyba transakcja wiązana Netflixa, który w tym roku wypuścił też sequel Przyczajonego tygrysa). Tuwiańsko-gardłowa oprawa muzyczna bardzo ok. Niebrawarystyczny. Mocny głos w sprawie imigracji, acz stereotypy aż trzeszczą.

4. Narcos 2. Już jest.

"według mnie" - fajna fraza, która wyeliminowałaby jakieś 70% forumowych napinek w zarodku

Narcos 2 rządzi.

Wciągnąłem, nomen omen, 5 odcinków. Wagner Moura jest absolutnie genialny jako Pablito. Ciekawy wątek Limona okazujący jak łatwo i prawie przypadkowo mozna było sie wkręcić.

Jedyne co to mie sie wydawało ze prawacka bojówka AUC powstała pozniej ale to detal dla fetyszystów.

りす いす れべるや!!!

Mourą jaram się od Elitarnych. No i dobrze wiedzieć, że Kolumbia też miała swojego prof. Rzeplińskiego.

"według mnie" - fajna fraza, która wyeliminowałaby jakieś 70% forumowych napinek w zarodku

Napisał/a: CaminoStrange Things. O tym serialu wszędzie powiedziano już wszystko. Polecam tego allegrowicza.

No nie wiem. Obejrzałem i tak: fajna rola Komendanta Policji, powiedzmy, że ciekawe posłuchać sobie wew filmie The Clash, Petera Gabriela czy Joy Division. Więcej plusów nie pamiętam.

Ps 127,3-5

Copyright © 2011 Rebelya.pl Wszelkie prawa zastrzeżone.