...na tle rebelyowej kultury, smaku i inteligencji. Ale kuźwa, nie rozumiem, i nie pojmuję, choć sam kocham turystyczno-rekreacyjne łażenie po górach, co najmniej raz w roku jestem w Tatrach, by łazić, ale nie rozumiem, poszlil na własne ryzyko, wiedzą, że na szali stawiają życie, z punktu widzenia katolickiego to jest ryzykanckie szafowanie dobrem otrzymanym od Boga, to jest pogoń za bożkiem pięknej, ekscytującej przygody, za adrenaliną, ale za tym idzie zlekceważenie Boga. A teraz widze, Koleżeństwo bardzo pięknie się wzrusza, modli i niepokoi. Ale przecież: mają co chcieli. Nie odmawiam im modlitwy (+) ale ten sport raczej zasługuje na krytykę niż uznanie.

O znalazłem (wywiad ciekawy, ale w zasadzie, to co w książce):

Mógł się pan ograniczyć do słów gratulacyjnych, jednak dość dyskretnie podkreślił pan, kto tak naprawdę był pierwszy.

Proszę pani, gdym chciał, tobym w ogóle nie uznał jego korony, bo przecież on na Everest wchodził z dodatkowym tlenem! A to według mnie łamie zasady prawdziwego himalaizmu.

Całość:
http://www.national-geographic.pl/traveler/artykuly/pokaz/kukuczka-byl-bez-szans/

@Zachar - co do Messnera i tlenu na Evereście też były wątpliwości. Swoją drogą Messner bardzo nie ok - jego zachowanie względem Kukuczki. Po prostu facet doskonale rozumiał że Kukuczka jest znacznie lepszy od niego i nie mógł tego znieść.


Ktoś pana wyprzedził...

Messner: Nie w snach. W tych z Güntherem ciągle jesteśmy najlepszymi wspinaczami Europy. I nikt nam nie może podskoczyć.

Ot cały Reinhold:) Ja bym go spytał czemu ani razu zimą nie spróbował, skoro "nie miał już wyzwań" he, he,he...

Napisał/a: Zachar

co do tlenu, to "polska szkoła" przewidywała jego użycie tylko na Evereście. Tak też, jako na jedyny z 14 wszedł na niego np Kukuczka. Ortodoksi stylu alpejskiego i tu idą bez. Wytknął, to Kukuczce, jeśli można tak powiedzieć, nawet całkiem niedawno Mesner

Heretycy i inkwizytorzy,

Jeno oficjalnych anatem nie mają, a jedynie dosrywają sobie za plecami w wywiadach.

I wyszło na to, że jak nie wiadomo o co chodzi to chodzi o tlen...

Napisał/a: LatarnikOt cały Reinhold:) Ja bym go spytał czemu ani razu zimą nie spróbował, skoro "nie miał już wyzwań" he, he,he...

Sorry, ale jakoś z pyszna się wg mnie nosi ten cały Messner. Przeczytałem 1 stronę tego wywiagu z NGT i mam blok przed dalszą częścią.

Porządek jest rozmieszczeniem równych i nierównych rzeczy z wyznaczeniem odpowiedniego dla każdego z nich miejsca.

No niestety - Reinhold to przypadek kliniczny. Jego mimo wszystko też góry nauczyły pokory - wiedział kiedy sobie odpuścić. Acz językiem macha do dziś.
Ksiądz poczyta Jerzego Kukuczkę ("Na szczytach świata"). To wywiad rzeka - acz z tego pana bije wielkość w prawie każdym zdaniu. To był człowiek który dokonywał niemożliwego i przesuwał granice ludzkich możliwości.
Albo Andrzej Zawada - polecam książkę "Lider". To jest historia wielkości.

Napisał/a: Zoob Męskość to najpierw odpowiedzialność, a nie "dzikość serca".

+5

Napisał/a: Latarnik Acz językiem macha do dziś.
W tym wywiadzie NGT pojawiło się zdanie, że "nie wierzy w nic". Aż mnie wstrząsło.

Napisał/a: LatarnikJego mimo wszystko też góry nauczyły pokory
Zawsze to coś.
Biorę pod uwagę to, że stracił brata i w skrajnym wycieńczeniu w sumie, szukał go.

Porządek jest rozmieszczeniem równych i nierównych rzeczy z wyznaczeniem odpowiedniego dla każdego z nich miejsca.

Reinhold Reinholdem, ale w srodowisku ogolnie panuje zawisc. Niby tak jak wszedzie, bo to tylko ludzie, ale jednak mierzi bardziej, bo "czlowiek gor" i te wszystkie zasady ze szlachetnoscia sie kojarza.
Tu ksiadz zobaczy, szczegolnie od 06:06 do 09:50.
http://www.youtube.com/watch?v=ViitKrGmemE

"Nada te turbe...Sólo Dios basta."

Bardzo ciekawa dyskusja - pomimo gorących emocji, obelg, a nawet prób zamykania innym ust. Cenne, że zdania są proporcjonalnie podzielone i nie ma 'huzia na Józia!'. Natomiast ośmieszanie współrozmówców - w miejsce rzeczowych odpowiedzi - odczytuję jako brak argumentów.

@Nadia - zawiść na pewno jest jakaś, ale bez przesady. Ten psycholog niby miał rację, ale jednak nie miał - Wanda była owszem nielubiana, ale tu chodziło bardziej o nią samą a nie jej dokonania. Nawet na filmie jej towarzysz wspomina że była "trudnym człowiekiem".
Co do podważania dokonań - przechodził to też Kukuczka, więc nie ma tak, że jej nie chciano uznać bo kobieta, a innym uznawano bez problemu.
Film widziałem przed chwilą pierwszy raz - świetny, a matka wzruszająca...
I jeszcze jedno - Carlosa Carsoilo w czasie jednej z wypraw Kukuczka sprowadził tak oszołomionego, że nie wiedział co się dzieje i bez niego zginąłby na pewno. Pięknie się odwdzięczył kilka lat później Wandzie (jeśli historia o spodniach jest prawdziwa, a pewnie jest bo od kogo moglibyśmy ją znać jeśli nie od niego samego).

Napisał/a: Nadia_Oriana Tu ksiadz zobaczy, szczegolnie od 06:06 do 09:50.

Smutne to. Ale tacy właśnie jesteśmy jako ludzie. Tutaj to chyba jeszcze dochodzi fakt męskiej dumy, pogardliwego traktowania kobiet, które z natury mają lepsze predyspozycje do walki z samymi sobą, w sensie pokonywania ograniczeń, słabości własnych, etc.

To jedno. Ale jest jeszcze druga sprawa: geniusze cierpią, gdyż są nierozumiani...

Porządek jest rozmieszczeniem równych i nierównych rzeczy z wyznaczeniem odpowiedniego dla każdego z nich miejsca.

Napisał/a: LatarnikI jeszcze jedno - Carlosa Carsoilo w czasie jednej z wypraw Kukuczka sprowadził tak oszołomionego, że nie wiedział co się dzieje i bez niego zginąłby na pewno. Pięknie się odwdzięczył kilka lat później Wandzie (jeśli historia o spodniach jest prawdziwa, a pewnie jest bo od kogo moglibyśmy ją znać jeśli nie od niego samego).

A co to za historia?
A co do trudnego charakteru: każdy, kto by identyfikował zmasakrowane ciało rodzica ma prawo mieć trudny charakter.
http://wspinanie.pl/serwis/201205/07wanda-rutkiewicz.php

Porządek jest rozmieszczeniem równych i nierównych rzeczy z wyznaczeniem odpowiedniego dla każdego z nich miejsca.

Historia ze spodniami jest w filmie - Wanda prosiła schodzącego Carlosa o spodnie puchowe które ułatwiłyby jej przebiwakowanie. Sama miała co prawda, ale jemu nie były już potrzebne, a jej mogłyby uratować życie. Odmówił.

Przeczytałem - faktycznie.. nie wiedziałem. Acz miała wtedy 29 lat - to chyba nie przyczyna trudnego charakteru. Zresztą nie winię jej specjalnie za to - miała bardziej pod górkę niż mężczyźni, i bez charakteru jak taran niewiele by osiągnęła niezależnie od predyspozycji. Wanda ok.

Jedno mnie uderza - pomijając już himalaizm - że grząskość zaczyna się wtedy, kiedy pasja przeradza się w fanatyzm, a gdy idzie o sporty - kiedy radość i satysfakcja zaczynają być wypierane przez "ducha" wyczynu. Wtedy pojawia się chemia, nielegalne dopały, etc.

W niemałym szoku byłem, jak się dowiedziałem, że viagra bywa używana przez sportowców wcale nie w celu poprawienia erekcji.

Porządek jest rozmieszczeniem równych i nierównych rzeczy z wyznaczeniem odpowiedniego dla każdego z nich miejsca.

Księże Marku - jeszcze raz polecam "Na szczytach świata". Tam Kukuczka mówi między innymi o dopingu w himalaizmie. Który - nie ma co ukrywać - nie był i zapewne nie jest od niego wolny.

O!Strzyczkowski dziś zapodaje na 3 PR w "Za a nawet przeciw" o wpinaczce.

teraz.

Porządek jest rozmieszczeniem równych i nierównych rzeczy z wyznaczeniem odpowiedniego dla każdego z nich miejsca.

Napisał/a: Ks Marek Radomskikiedy pasja przeradza się w fanatyzm

Myślę, że te słowa służyć mogą za komentarz tej tragedii.

Proszę pani, gdym chciał, tobym w ogóle nie uznał jego korony, bo przecież on na Everest wchodził z dodatkowym tlenem! A to według mnie łamie zasady prawdziwego himalaizmu.

Czyli wszyscy ci pierwsi zdobywcy Himalajów i innych Andow nie byli true bo wchodzili z tlenem. Zaiste jak czytam takie teksty to mam ochotę przyznać rację tym co sugerują, że wchodzenie na tak wysokie szczyty bez tlenu podpada pod zbyteczne i nieumiarkowanie szafowanie własnym życiem.

Strzelając do katechonów przyspieszasz Paruzję!

W zasadzie to najuczciwiej byłoby podzielić górołazów na dwie kategorie; beztlenowców i tlenowców. Nie byłoby takich problemów. Tylko tacy jak Messner zaraz wymyślą, że można wchodzić zimą bez czapki...

Messnera nie warto słuchać - facet ma manię wielkości. Prawda jest taka, że pierwsi zdobywcy używali tlenu bo nie wiedzieli że można inaczej, poza tym byli tam pierwsi i przede wszystkim za to im chwała. Potem próbowano nowych dróg, a kiedy się te wyczerpały, zaczęto wchodzić bez tlenu - kolejny krok na drodze podboju gór. Następny krok uczynili Polacy - podbój gór zimą.

Napisał/a: ArsenTylko tacy jak Messner zaraz wymyślą, że można wchodzić zimą bez czapki...

Napisał/a: Groza Symetrii że wchodzenie na tak wysokie szczyty bez tlenu podpada pod zbyteczne i nieumiarkowanie szafowanie własnym życiem.

I to jest właśnie ludzka głupota - stawianie sobie wyzwań, które wyzwalają adrenalinę, która jak wszystko w nadmiarze - szkodzi.

Jest takie powiedzonko: Pan Bóg daje a diabeł dodaje.

Pan Bóg daje człowiekowi dar odwagi pokonywania wysokości, lodowców, etc - a diabeł dodaje: zrób to bez tlenu, zrób to na czas, zrób to sam, etc.

Porządek jest rozmieszczeniem równych i nierównych rzeczy z wyznaczeniem odpowiedniego dla każdego z nich miejsca.

Latarniku,a nie widzicie różnicy pomiędzy chodzeniem zimą-to jest jakaś jakość inna,a chodzeniem bez tlenu? Ja to pierwsze doskonale rozumiem,sam łaziłem w zimie,żeby wyjść w zimie.Natomiast,słabo mi się mieści argument"nie biorę takiego czy innego ekwipunku bo nie".

“The Church is a perpetually defeated thing that always outlives her conquerers.” Hilaire Belloc

Napisał/a: Plankton Drążący Rebelkę(Wolfwind) Natomiast,słabo mi się mieści argument"nie biorę takiego czy innego ekwipunku bo nie".

Mnie się całkiem nie mieści. Ale dla tych ludzi istnieje tzw. obciach i z tym nic się nie da zrobić. Tlen to obciach i już. Zresztą skarpety do sandałów to też przecież obciach. No ale sandałów nie wymyślili Eskimosi...

Napisał/a: Ks Marek RadomskiI to jest właśnie ludzka głupota - stawianie sobie wyzwań, które wyzwalają adrenalinę, która jak wszystko w nadmiarze - szkodzi.

Jest takie powiedzonko: Pan Bóg daje a diabeł dodaje.

Pan Bóg daje człowiekowi dar odwagi pokonywania wysokości, lodowców, etc - a diabeł dodaje: zrób to bez tlenu, zrób to na czas, zrób to sam, etc.

Cieszę się, że Ksiądz w końcu zrozumiał, co cały dzień probowałem wyjaśnić, a za co założył wątek z wnioskiem o odcięcie mi internetu :))

"Któż jak Bóg" Krucjata Różańcowa za Ojczyznę
[W mojej plonkownicy znajdują się: sqnx, Lew Syjonu, Łukasz Pol, Latarnik, Camino, Wolfwind, Gaspares ]

Wolfindzie, to może ja żeglarski przykład dam. Jest różnica między opłynięciem świata łodzią wyposażoną w motor a dajmy na to katamaranem? Po jakiego diabła zatem regaty na wiatr jak można na motor? Zapewne szybciej i bezpieczniej.
Ja tego nie rozumiem zupełnie, że uparli się nie zabierać ekwipunku w postaci motoru do łodzi:D

Napisał/a: Latarnik

Wolfindzie, to może ja żeglarski przykład dam. Jest różnica między opłynięciem świata łodzią wyposażoną w motor a dajmy na to katamaranem? Po jakiego diabła zatem regaty na wiatr jak można na motor? Zapewne szybciej i bezpieczniej.
Ja tego nie rozumiem zupełnie, że uparli się nie zabierać ekwipunku w postaci motoru do łodzi:D

No właśnie, trochę to nie tak.
Bo ja rozumiem wyjście bez tlenu, nie rozumiem niemania tlenu w ogóle.
Analogia z silnikiem, jest średnio trafiona- bo silnik, primo nie decyduje o życiu tak jak tlen w górach.
Jeżeli płynie Kolega nawet samotnie, bez silnika i połamie Koledze maszty- to Kolega nie umarł jeszcze. Można próbować coś postawić na kikucie, wzywać pomocy, dryfować etc. Nie ma kwestii życie/smierć w ciągu minut.
Po drugie, silniki są, w rezerwie właśnie. Na Volvo Ocean Race, uznawanych ( słusznie!) za najbardziej hardkorowe regaty offshorowe na świecie, na których pływają najlepsi z najlepszych-utki mają zaplombowane silniki. Oczywiście, odpalenie takowego oznacza wycofanie z etapu,ale jako skiper nie miałbym problemu z wyborem pomiędzy etapem a życiem mojej załogi.

Nie wiem, mnie uczyli ( a uczyli mnie kapitanowie ze Starej Dobrej Polskiej Szkoły), że do morza mam mieć szacunek i pokorę, że nie zawsze będę panować nad sytaucją i że za brawurę morze karze.

“The Church is a perpetually defeated thing that always outlives her conquerers.” Hilaire Belloc

No to chyba trochę tak.
Kto nie ma tlenu w ogóle? Na wyprawach zwykle jest tlen do celów ratunkowych. Owszem, nie niesie się go na szczyt, bo tu każdy kilogram waży w takich warunkach, i niesienie tlenu przy jednoczesnym nie korzystaniu z niego zmniejsza szasne na wyjście na szczyt i - uwaga - przez to że spowalnia wspinacza, powoduje większe zagrożenie życia (np z uwagi na możliwą zmianę pogody).
Tlen jest w bazie i w obozach - na Broad Peaku też na pewno go mieli.
Z górami identycznie jak uczyli kolegę na morzu - do gór trzeba mieć szacunek i pokorę. Widzę tu sporo analogii:)

Napisał/a: Latarnik

Historia ze spodniami jest w filmie - Wanda prosiła schodzącego Carlosa o spodnie puchowe które ułatwiłyby jej przebiwakowanie. Sama miała co prawda, ale jemu nie były już potrzebne, a jej mogłyby uratować życie. Odmówił.

Nie demonizowałbym Carlosa Carsolio. Próba obciążenia go jakąkolwiek odpowiedzialnóścią za śmierć Wandy Rutkiewicz jest dziwną akrobacją (z czego wynika?). Pani Wanda źle oceniła sytuację i poniosła tego konsekwencje (noc w tzw "strefa śmierci", bez namiotu, śpiwora, maszynki ani wody, w słabej formie fizycznej) Wielcy też popełniają błędy.
Sprawa spodni to są słowa samego Carsolio, więc naiwnym jest stwierdzenie, że ten człowiek - ostatni świadek opowiadałby o tym, jak to nie dał "zbędnych" spodni Polce.

Wg Bernardette McDonald "Ucieczka na szczyt" str 309 sytuacja wyglądała następująco (zapewne w oparciu o słowa samego Carsolio)

"Po trzech godzinach schodzenia, na wysokości około ośmiu tysięcy trzystu metrów natknął się na Wandę. Wykopała niewielką jamę w śniegu pod przewieszoną skałą. Skuliła się tam, próbując utrzymać ciepło. Noc była zimna, powietrze przejrzyste, wiał lekki wietrzyk.
- Wanda, wszystko w porządku? - zapytał Carlos, oświetlając lampą jej twarz
- Tak, tylko odpoczywam. Idę powoli, odpoczę tu chwilę i wejdę na górę jutro. Chcę tylko trochę wody, masz?
Gdy Carlos przykucnął, zobaczył w oczach Wandy determinację. Namawiał ją, żeby zmieniła decyzję.
- Powinnaś zejść. Stąd jest jeszcze długa droga - parę godzin na szczyt.
Słuchaj, śnieg jest głęboki, a grań nie jest łatwa. Wodę wypiłem już dawno. Przepraszam.
Proszę Cię zejdź ze mną.
- Nie. Zostaję. Poczekam na słońce i ruszę. Dam radę.
Carlos widział, że cała się trzęsie pod plachtą biwakową.
-Nie chcę jeszcze raz tu wracać. Zimno mi. Czy mogę pożyczyć twoje puchowe
spodnie? tylko na tę noc?
- Przykro mi, nie mam żadnych innych. Potrzebuję ich. Sam ledwo żyję. Chodź ze mną, razem dotrzemy do czwartego obozu, jutro do trzeciego. Tam czegoś się napijemy.
Odmówiła.
- Opowiedz mi jak wygląda grań - poprosiła
(...)
- Nie martw się - powiedziała. - Zobaczymy się niżej. Ja tylko trochę odpocznę a potem wejdę na szczyt..."

Fenomenalna książka. Dzięki tej pozycji zafascynowałem się himalaizmem polskim. Być może częśc z państwa znajdzie tam odpowiedzi na stawiane pytania.
Jeden z rozmówców wspomniał o Wojtku Kurtyce - piękny człowiek, najlepsza odpowiedź na "po co? dlaczego?"

Jeżeli książka nie jest tym medium, które do państwa najsilniej przemawia mam coś równie dobrego, komplementarnego ze słowem pisanym ale jakże w innej formie.

Dokument o polskim himalaiźmie, produkcji discovery historia. Rzecz na poziomie, interesująco nakreślone sylwetki najlepszych polskich himalaistów. (8 odcinków, daję link do pierwszego)

http://www.dailymotion.com/video/xwwarh_himalaiyci-odc-1-8-wyprawy-1939-1980_travel#.UT6Kzje_GyE

Napisał/a: Lorkanin

"Dokładnie 25 lat temu (06.03.1988) Berbeka doszedł do przedwierzchołka i spędził noc biwakując poza obozem. Wtedy mu się cudem udało uratować,"

no i pewnie teraz też będzie cud, bo koleś uznał, że jest Bogiem i żadne niebezpieczeństwa mu niestraszne.
powtarzam, to jest klasyczny przykład arogancji i braku pokory

Wybaczy pan panie Lorkanin moją poufałość, ale jest pan dziś moim ulubieńcem.
Z takimi zdolnościami ekstrapolacji przyjmie pana każdy fundusz inwestycyjny.
W Polsce to jakiś zatrzęsienie bóstw.
Kubica uznał, że jest bogiem, arogant i brak mu pokory (tramwajem jedzić, a nie autem panie Kubica)
Włoszczowska kolejna,
Kapitan Tadeusz Wrona -, Ikar, znów Słońce kusi.

Jeno Leszek Miler pokorna owca do helikoptera już nie wsiądzie.

@Prozelita, ja nie obciążam Carlosa o śmierć Wandy, tylko chodziło mi o pewnego rodzaju solidarność. Pewnie że nie powinna iść w górę choćby bez śpiwora (albo w ogóle w takiej formie). Natomiast te spodnie nie były mu niezbędne - schodząc nic by mu się nie stało aż do obozu, a tam zapewne miał śpiwór do rozgrzania, w każdym razie zapewne by nie umarł czy też nie dostał odmrożeń. Może zresztą i też przesadzam -bo ostatecznie Wanda powinna się dobrze wyekwipować albo nie iść - chyba że np rozerwała sobie spodnie o czym nie wsponiała Carlosowi. Ale w takim razie powinna schodzić.
Wanda to trudny przypadek do analizy -swego rodzaju fascynujący bo w kobiecym himalaizmie była ona i długo długo nic przez wiele wiele lat. A przy tym trudny człowiek, samotny, nielubiany, ale z błyskiem geniuszu. No i nie da się ukryć - baba która zawstydziła niejednego (a w zasadzie większość) chłopów. I pierwszy obywatel Polski na Mount Evereście:)

Zoob ok,
wyczynowy himalaizm totalnie nie ok

A już lamenty i modlitwy nad facetami, którzy popełnili coś na podobieństwo samobójstwa w imię jakiegoś pogańskiego "ducha sportu" czy tam "ducha przygody" to jest jawna kpina.

Napisał/a: ProzelitaWybaczy pan panie Lorkanin moją poufałość, ale jest pan dziś moim ulubieńcem.
Z takimi zdolnościami ekstrapolacji przyjmie pana każdy fundusz inwestycyjny.
W Polsce to jakiś zatrzęsienie bóstw.
Kubica uznał, że jest bogiem, arogant i brak mu pokory (tramwajem jedzić, a nie autem panie Kubica)
Włoszczowska kolejna,
Kapitan Tadeusz Wrona -, Ikar, znów Słońce kusi.

Za Sommerem: "zimą w Karakorum nie ma przebacz. Rok temu zginęło 60 proc. atakujących wierzchołek, a w tym roku – 50 procent."

wyścigi rowerowe i samochodowe nie są tak śmiertelne.

A ja gdzieś natknąłem się na taką listę:
> Polscy himalaisci którzy zginęli na osmiotysięcznikach:
> 1974 Lhotse (Stanisław Latallo)
> 1975 Broad Peak (Andrzej Sikorski, Marek Kęsicki, Bohdan Nowaczyk)
> 1978 Makalu (Andrzej Młynarczyk)
> 1982 K2 (Halina Kruger-Syrokomska)
> 1982 Makalu (Tadeusz Szulz)
> 1983 Manaslu (Stanisław Jaworski)
> 1985 Lhotse (Rafał Cholda)
> 1985 Nanga Parbat (Piotr Kalmus)
> 1985 Broad Peak (Barbara Kozłowska)
> 1986 Kangchenjunga (Andrzej Czok)
> 1986 K2 (Tadeusz Piotrowski)
> 1986 K2 (Wojciech Wróż)
> 1986 K2 (Dobrosława Miodowicz-Wolf)
> 1987 Lhotse (Czesław Jakiel)
> 1988 Makalu (Ryszard Kołakowski)
> 1989 Mount Everest (Eugeniusz Chrobak, Mirosław Dąsal, Mirosław Gardzielewski, Andrzej Heinrich, Wacław Otręba)
> 1989 Lhotse (Jerzy Kukuczka)
> 1992 Kangchenjunga (Wanda Rutkiewicz)
> 1992 Manaslu (Sylwia Domowska)
> 1999 Mount Everest (Tadeusz Kudelski)
> 2003 Mount Everest (Jan Krzysztof Liszewski)
> 2009 Dhaulagiri (Piotr Morawski)
> 2013 Broad Peak (Maciej Berbeka, Tomasz Kowalski)
+++

30 osób przez niemal 40 lat. Broad Peak to 1/5 ofiar polskiego himalaizmu.

Porządek jest rozmieszczeniem równych i nierównych rzeczy z wyznaczeniem odpowiedniego dla każdego z nich miejsca.

Że pojadę staropolszczyzną; kwiat polskiego rycerstwa...

http://www.youtube.com/watch?v=nv74PlGh6j0

+++

Copyright © 2011 Rebelya.pl Wszelkie prawa zastrzeżone.