„W moim życiu osobistym bardzo wiele razy widziałem miłosierne oblicze Boga, Jego cierpliwość – mówił Ojciec Święty. – Widziałem też w tak wielu ludziach odwagę wejścia w rany Jezusa ze słowami: Panie, jestem tutaj, przyjmij moje ubóstwo, ukryj w swoich ranach mój grzech, obmyj go swoją krwią. I zawsze widziałem, że Bóg to czynił: przyjmował, pocieszał, obmywał, miłował. Drodzy bracia i siostry, pozwólmy się otulić miłosierdziem Boga; zaufajmy Jego cierpliwości, która zawsze daje nam czas; miejmy odwagę wrócić do Jego domu, zamieszkać w ranach Jego miłości, pozwalając Mu nas kochać, spotkać Jego miłosierdzie w sakramentach. Poczujemy wtedy Jego czułość, Jego objęcia i także my sami będziemy bardziej skłonni do miłosierdzia, cierpliwości, przebaczenia, miłości”.

http://pl.radiovaticana.va/news/2013/04/07/ingres_papie%C5%BCa_franciszka_do_katedry_na_lateranie:_ukryjmy_si%C4%99_/pol-680617

"Któż jak Bóg" Krucjata Różańcowa za Ojczyznę
[W mojej plonkownicy znajdują się: sqnx, Lew Syjonu, Łukasz Pol, Latarnik, Camino, Wolfwind, Gaspares ]

O tym samym, przedsoborowo.
"Głos Karmelu", rok V, nr 3, marzec 1931.
>>Syn Boży stał się Pielgrzymem na tej ziemi, abyśmy wstępując w Jego ślady, tym
łatwiej znaleźli drogę, wiodącą do Ojczyzny niebieskiej. Wszystko, co wycierpiał w
przyjętej na się naturze ludzkiej, objawić nam miało nieskończoną Jego miłość i otworzyć
zdrój Boskiego Jego miłosierdzia. Przepowiednia proroka Izajasza: "z radością czerpać
będziecie wodę u źródeł Zbawiciela", w całej sile słowa, wypełniła się dla ludzkości.
Wszyscy dostęp mamy do Ran Jezusowych. Tu odnajduje dusza wierząca nieskończone
zasługi Jezusa Chrystusa, a tym samym dobra utracone, przeobfitość łask skarbca
niebieskiego. Rany Zbawiciela są tymi tajemniczymi "szczelinami skalnymi", do których
Pan zaprasza duszę słowami pieśni Salomonowej: "Przyjdź gołębico moja, przyjdź do
szczelin skalnych". Szczęśliwa ona, jeśli w pokornej ufności w tym bezpiecznym
schronieniu trwać będzie – nie dosięgną jej tutaj wichry i burze zepsutego świata i moce
piekielne nie zdołają wydrzeć jej błogiego pokoju, którego tu w obfitości zażywa.
Błogosławieństw i łask, wypływających z Najświętszych Ran Chrystusowych,
doświadczali na sobie, w wysokiej mierze, przyjaciele Pańscy. Oto jak się wyraża święty
Bernard, Doktor Kościoła. "Z ufnością czerpię z Ran Pana, czego tylko mi braknie, gdyż
obfite miłosierdzie mieści się w nich... Tymi szczelinami ssać mogę miód ze skały i olej z
najtwardszego kamienia, to znaczy, że zakosztować mi wolno «jak słodkim jest Pan». Przez
Rany Ciała Jego, otwarty dla nas zdrój zmiłowania, w którym nas nawiedził «początek z
wysokości»". – Innym znów razem tak woła tenże Doktor Kościoła: "Zaprawdę nigdzie nie
znajduję większego bezpieczeństwa i pokoju, jak w Ranach Zbawiciela. W nich przebywając
nie zubożeję, dopóki On w miłosierdzie obfitować nie przestanie, gdyż dostęp mam wolny
do skarbca Boskiego; słabnąć nie będę, bo lekarstwa najlepsze w nich mi zgotowane; śmierci
samej się nie lękam, będąc u źródeł żywota!".
Długie wieki przed świętym Bernardem, wyznaje Augustyn święty: "Kiedy mię myśl
zła nagabuje, zwracam się do Ran Chrystusowych, gdy ogień zmysłowości mię przenika,
zagaszam go wspomnieniem Ran Chrystusowych i we wszystkich mych cierpieniach i
przeciwnościach nie znalazłem skuteczniejszego środka, jak Rany Chrystusowe. W nich
spoczywam bezpiecznie i spokojnie, bez lęku i troski". I święta nasza Matka Teresa,
Reformatorka Karmelu, cudowną moc Ran Zbawiciela na sobie doświadczyła. Widokiem
Ran Swoich pocieszał ją Pan, gdy w smutku i opuszczeniu dusza jej się znajdowała.
I zaiste, czy jest co bardziej dodającego odwagi, jak widok cierpień które za nas
poniósł Boski nasz Zbawiciel? –
Rany Jezusa są znamieniem Jego zwycięstwa. Z tej przyczyny zachował święte Blizny
w chwalebnym Swym Ciele i pokazywał je niejednokrotnie po zmartwychwstaniu uczniom
swoim, na znak odniesionego triumfu. Są one zatem dla nas zachętą i wymownym bodźcem,
by się nie lękać trudu i wysiłku krótkiej, skądinąd, walki, po której nas czeka wieczna radość
i chwała zdobytego zwycięstwa. Choćby się srożył przeciwko nam wróg zbawienia, mocą
Ran przenajświętszych zawstydzony, cofać się będzie. W żywocie świętego Kamila de Lellis
czytamy, że udając się razu pewnego drogą morską z Neapolu do Genui, znajdował się wraz
z całą załogą, wskutek szalejącej burzy, we wielkim niebezpieczeństwie. Podróżni tracili już
całkiem nadzieję ocalenia. Wtedy uklęknąwszy święty Kamil zaczął się modlić do
przenajświętszych Ran Zbawiciela. Zaledwie skończył swą modlitwę, a wichry ucichły,
burza ustała i okręt, wśród ogólnej radości szybował dalej bezpiecznie po cichym morzu.
Niejedną duszę spotkał los podobny. Uwiedziona przez złego ducha, byłaby padła
niechybnie ofiarą rozszalałej przeciwko niej burzy – lecz oto z ufnością schroniła się do
otwartych Ran Zbawcy, znajdując w nich pomoc i ratunek. Mocą Ran Chrystusowych
odniosła zwycięstwo, z którego całą wieczność radować się będzie.
Ponieważ z Najświętszych Ran Jezusowych promienieje nieskończona Jego ku nam
miłość, ponieważ ukryte w nich są niezmierzone skarby łask, dlatego Święci Pańscy
wszystkich wieków gorącym czcili Je nabożeństwem. Jakże chętnie powtarzała święta
Gertruda następującą modlitwę: "Wypisz, o najmiłosierniejszy Panie, przenajdroższą Krwią
Swą, Rany Twoje w mym sercu, bym w nich wyczytać umiała boleść i miłość Twoją. Niech
pamięć o nich nigdy się w mym sercu nie zaciera i budząc we mnie współczucie z Męką
Twoją, niech rozpala ogień Boskiej Twej miłości". Odmawiając przez czas dłuższy
powyższą modlitwę, zrozumiała Święta, z objawienia Bożego, że istotnie wyrył Pan w jej
sercu Boskie Swe Rany i że ta łaska odebraną jej już być nie miała. Wyznała także, że
osobliwe łaski udzielał jej Zbawiciel ilekroć wierszami psalmu 102 "Benedic anima mea
Domino" (Błogosław duszo moja Panu), Rany Jego nabożnie pozdrawiała. Osobliwym, a
zapewne nader miłym Bogu sposobem czciła Rany Chrystusowe Błogosławiona Franciszka
Ambosia, Karmelitanka, zmarła r. 1485, kiedy jeszcze na świecie przebywała, będąc
księżniczką Bretanii, zapraszała każdego piątku pięciu ubogich do stołu, obdarzając nadto
każdego z nich pięcioma monetami.
Rany Jezusowe wywierały, jak już wspomnieliśmy, głębokie wrażenie na Świętej
Naszej Matce Teresie. Jak wielce Je czciła, wnioskujemy z wyrażonego przez nią życzenia,
by te przenajświętsze Rany były niejako "duchownym herbem" jej córek, a Pan z
widocznym upodobaniem, naznaczał niejednokrotnie tym świętym piętnem, spośród dzieci
Karmelu, uprzywilejowane swe sługi i służebnice. Były one nieraz widoczne, a nieraz ukryte
dla oka ludzkiego, tak jak np. u czcigodnego Ojca Dominika a Jesu Maria, u czcigodnej
Matki Teresy (Marchockiej), u naszej "małej Arabki", s. Marii od Jezusa Ukrzyżowanego
(jak czytelnikom "Głosu Karmelu" wiadomo z poprzednich sprawozdań), u Matki Pauli-
Marii od Jezusa, ze znakomitego rodu Centurionich, (siostry czcigodnego O. Jana-Marii od
świętego Józefa, byłego prowincjała prowincji polskiej, późniejszego prokuratora
generalnego). Czcigodna ta Karmelitanka, której zwłoki spoczywają w Karmelu w
Gmunden, osobliwe żywiła nabożeństwo do Ran Zbawiciela. Przez te najsłodsze Rany
uprosiła sobie pięć łask następujących: 1) Wytrwanie w przyjaźni Bożej. 2) Wypełnienie
Woli Bożej. 3) Gorejącą miłość Bożą. 4) Wzrost chwały Bożej na ziemi. 5) Zbawienie wielu
dusz.
Święty Klemens Hofbauer, syn świętego Alfonsa, ułożył piękną modlitwę na
pozdrowienie Ran Jezusowych. Oto jego słowa: "Bądźcie pozdrowione, najzbawienniejsze
Rany Pana mojego Jezusa Chrystusa, we wszechmocy Ojca, który nam Je dał. Bądźcie
pozdrowione w mądrości Syna, który Je wycierpiał. Bądźcie pozdrowione w dobroci Ducha
Świętego, który w nich i przez nie dokonał dzieła Zbawienia, ukrywam się w Was, polecam
się Wam, zanurzam się w Was, by przez Was od wszelkiego złego zachowanym być".
Rany Jezusowe są naszą tarczą obronną w chwili skonania, jak o tym czytamy w
żywocie świętego Gabriela od Matki Boskiej Bolesnej. Wielki ten czciciel i miłośnik Maryi,
uprzywilejowane Jej dziecię, kuszony na łożu śmierci poruszeniem miłości własnej, uciekł
się do Ran Jezusowych, powtarzając za świętym Bernardem to rzewne wezwanie: "Vulnera
tua, merita mea" czyli "Panie, Rany Twoje – zasługami moimi, innych nie posiadam", i
bronią tą skuteczną odparł pociski nieprzyjaciela.
I w najnowszych czasach, Pan chcąc wznowić nabożeństwo do Ran Swoich, objawia
jego korzyści pokornej Siostrze konwersce Zakonu Nawiedzenia Najświętszej Panny,
siostrze Marii-Marcie Chambon, zmarłej w roku 1907 w Chambéry we Francji. Boski
Zbawiciel zlecił jej rozszerzać i rozpowszechniać to nabożeństwo, nauczył ją nawet
odmawiania osobliwej koronki ku uczczeniu tych Ran Przenajświętszych (1). Oto, według
zeznań Siostry Marii Marty, niektóre obietnice Boskiego Mistrza związane z czcią Ran Jego:
"Ilekroć ofiarujecie
niezmierzony".
Ojcu
zasługi
świętych
Ran
moich,
zyskujecie
skarb
"Ojciec mój ma osobliwe upodobanie w ofiarowaniu Mu Mych świętych Ran, oraz i
Boleści Mej najsłodszej Matki. Tym ofiarowaniem oddajecie Mu należną, nieskończoną
cześć"...
"Każde słowo wymówione ku czci mych Świętych Ran, sprawia mi radość
niewypowiedzianą. Liczę je wszystkie".
"Zanurz twe sprawy w moich Ranach, a będą miały wartość".
"Udzielę wszystko, o co mię kto prosić będzie przez moje święte Rany. Trzeba
rozszerzać to nabożeństwo" (z żywotu S. M. Marty str. 38).
"Moje Rany pokryją wasze przewinienia" (ibidem).
"Najświętsze Rany zapewniają dobrą śmierć" (str. 40).
"Przy chorych trzeba często powtarzać ten akt strzelisty: O mój Jezu, przebaczenia i
miłosierdzia przez zasługi Twoich świętych Ran" (300 dni odpustu za każdym razem).
"Jeżeli doznajecie jakiej przykrości, włóżcie ją czym prędzej w moje Rany, a ból się
uciszy" itd. (W broszurce Siostra Maria Marta Chambon i Najświętsze Rany Zbawiciela,
wydanej z zezwoleniem władz kościelnych).
Ponieważ sam Boski Zbawiciel pragnie, byśmy cześć Jego Najświętszym Ranom
oddawali, zbyteczne są dalsze nasze zalecenia, skoro wiemy że tym nabożeństwem radość
sprawić możemy Panu naszemu, a duszę własną wzbogacić niezliczonymi łaskami
niebieskimi.
Ufam Ci Jezu, kocham bez granic,
Boś tyle za nas wycierpiał Ran,
Boś Ty nas nędznych ukochał – za nic –
Dobro najwyższe, Bóg nasz i Pan!
P. Rupertus (Graz)

Tak !

Napisał/a: trzynasty

O tym samym, przedsoborowo.
"Głos Karmelu", rok V, nr 3, marzec 1931.
>>Syn Boży stał się Pielgrzymem na tej ziemi, abyśmy wstępując w Jego ślady, tym
łatwiej znaleźli drogę, wiodącą do Ojczyzny niebieskiej. Wszystko, co wycierpiał w
przyjętej na się naturze ludzkiej, objawić nam miało nieskończoną Jego miłość i otworzyć
zdrój Boskiego Jego miłosierdzia. Przepowiednia proroka Izajasza: "z radością czerpać
będziecie wodę u źródeł Zbawiciela", w całej sile słowa, wypełniła się dla ludzkości.
Wszyscy dostęp mamy do Ran Jezusowych. Tu odnajduje dusza wierząca nieskończone
zasługi Jezusa Chrystusa, a tym samym dobra utracone, przeobfitość łask skarbca
niebieskiego. Rany Zbawiciela są tymi tajemniczymi "szczelinami skalnymi", do których
Pan zaprasza duszę słowami pieśni Salomonowej: "Przyjdź gołębico moja, przyjdź do
szczelin skalnych". Szczęśliwa ona, jeśli w pokornej ufności w tym bezpiecznym
schronieniu trwać będzie – nie dosięgną jej tutaj wichry i burze zepsutego świata i moce
piekielne nie zdołają wydrzeć jej błogiego pokoju, którego tu w obfitości zażywa.
Błogosławieństw i łask, wypływających z Najświętszych Ran Chrystusowych,
doświadczali na sobie, w wysokiej mierze, przyjaciele Pańscy. Oto jak się wyraża święty
Bernard, Doktor Kościoła. "Z ufnością czerpię z Ran Pana, czego tylko mi braknie, gdyż
obfite miłosierdzie mieści się w nich... Tymi szczelinami ssać mogę miód ze skały i olej z
najtwardszego kamienia, to znaczy, że zakosztować mi wolno «jak słodkim jest Pan». Przez
Rany Ciała Jego, otwarty dla nas zdrój zmiłowania, w którym nas nawiedził «początek z
wysokości»". – Innym znów razem tak woła tenże Doktor Kościoła: "Zaprawdę nigdzie nie
znajduję większego bezpieczeństwa i pokoju, jak w Ranach Zbawiciela. W nich przebywając
nie zubożeję, dopóki On w miłosierdzie obfitować nie przestanie, gdyż dostęp mam wolny
do skarbca Boskiego; słabnąć nie będę, bo lekarstwa najlepsze w nich mi zgotowane; śmierci
samej się nie lękam, będąc u źródeł żywota!".
Długie wieki przed świętym Bernardem, wyznaje Augustyn święty: "Kiedy mię myśl
zła nagabuje, zwracam się do Ran Chrystusowych, gdy ogień zmysłowości mię przenika,
zagaszam go wspomnieniem Ran Chrystusowych i we wszystkich mych cierpieniach i
przeciwnościach nie znalazłem skuteczniejszego środka, jak Rany Chrystusowe. W nich
spoczywam bezpiecznie i spokojnie, bez lęku i troski". I święta nasza Matka Teresa,
Reformatorka Karmelu, cudowną moc Ran Zbawiciela na sobie doświadczyła. Widokiem
Ran Swoich pocieszał ją Pan, gdy w smutku i opuszczeniu dusza jej się znajdowała.
I zaiste, czy jest co bardziej dodającego odwagi, jak widok cierpień które za nas
poniósł Boski nasz Zbawiciel? –
Rany Jezusa są znamieniem Jego zwycięstwa. Z tej przyczyny zachował święte Blizny
w chwalebnym Swym Ciele i pokazywał je niejednokrotnie po zmartwychwstaniu uczniom
swoim, na znak odniesionego triumfu. Są one zatem dla nas zachętą i wymownym bodźcem,
by się nie lękać trudu i wysiłku krótkiej, skądinąd, walki, po której nas czeka wieczna radość
i chwała zdobytego zwycięstwa. Choćby się srożył przeciwko nam wróg zbawienia, mocą
Ran przenajświętszych zawstydzony, cofać się będzie. W żywocie świętego Kamila de Lellis
czytamy, że udając się razu pewnego drogą morską z Neapolu do Genui, znajdował się wraz
z całą załogą, wskutek szalejącej burzy, we wielkim niebezpieczeństwie. Podróżni tracili już
całkiem nadzieję ocalenia. Wtedy uklęknąwszy święty Kamil zaczął się modlić do
przenajświętszych Ran Zbawiciela. Zaledwie skończył swą modlitwę, a wichry ucichły,
burza ustała i okręt, wśród ogólnej radości szybował dalej bezpiecznie po cichym morzu.
Niejedną duszę spotkał los podobny. Uwiedziona przez złego ducha, byłaby padła
niechybnie ofiarą rozszalałej przeciwko niej burzy – lecz oto z ufnością schroniła się do
otwartych Ran Zbawcy, znajdując w nich pomoc i ratunek. Mocą Ran Chrystusowych
odniosła zwycięstwo, z którego całą wieczność radować się będzie.
Ponieważ z Najświętszych Ran Jezusowych promienieje nieskończona Jego ku nam
miłość, ponieważ ukryte w nich są niezmierzone skarby łask, dlatego Święci Pańscy
wszystkich wieków gorącym czcili Je nabożeństwem. Jakże chętnie powtarzała święta
Gertruda następującą modlitwę: "Wypisz, o najmiłosierniejszy Panie, przenajdroższą Krwią
Swą, Rany Twoje w mym sercu, bym w nich wyczytać umiała boleść i miłość Twoją. Niech
pamięć o nich nigdy się w mym sercu nie zaciera i budząc we mnie współczucie z Męką
Twoją, niech rozpala ogień Boskiej Twej miłości". Odmawiając przez czas dłuższy
powyższą modlitwę, zrozumiała Święta, z objawienia Bożego, że istotnie wyrył Pan w jej
sercu Boskie Swe Rany i że ta łaska odebraną jej już być nie miała. Wyznała także, że
osobliwe łaski udzielał jej Zbawiciel ilekroć wierszami psalmu 102 "Benedic anima mea
Domino" (Błogosław duszo moja Panu), Rany Jego nabożnie pozdrawiała. Osobliwym, a
zapewne nader miłym Bogu sposobem czciła Rany Chrystusowe Błogosławiona Franciszka
Ambosia, Karmelitanka, zmarła r. 1485, kiedy jeszcze na świecie przebywała, będąc
księżniczką Bretanii, zapraszała każdego piątku pięciu ubogich do stołu, obdarzając nadto
każdego z nich pięcioma monetami.
Rany Jezusowe wywierały, jak już wspomnieliśmy, głębokie wrażenie na Świętej
Naszej Matce Teresie. Jak wielce Je czciła, wnioskujemy z wyrażonego przez nią życzenia,
by te przenajświętsze Rany były niejako "duchownym herbem" jej córek, a Pan z
widocznym upodobaniem, naznaczał niejednokrotnie tym świętym piętnem, spośród dzieci
Karmelu, uprzywilejowane swe sługi i służebnice. Były one nieraz widoczne, a nieraz ukryte
dla oka ludzkiego, tak jak np. u czcigodnego Ojca Dominika a Jesu Maria, u czcigodnej
Matki Teresy (Marchockiej), u naszej "małej Arabki", s. Marii od Jezusa Ukrzyżowanego
(jak czytelnikom "Głosu Karmelu" wiadomo z poprzednich sprawozdań), u Matki Pauli-
Marii od Jezusa, ze znakomitego rodu Centurionich, (siostry czcigodnego O. Jana-Marii od
świętego Józefa, byłego prowincjała prowincji polskiej, późniejszego prokuratora
generalnego). Czcigodna ta Karmelitanka, której zwłoki spoczywają w Karmelu w
Gmunden, osobliwe żywiła nabożeństwo do Ran Zbawiciela. Przez te najsłodsze Rany
uprosiła sobie pięć łask następujących: 1) Wytrwanie w przyjaźni Bożej. 2) Wypełnienie
Woli Bożej. 3) Gorejącą miłość Bożą. 4) Wzrost chwały Bożej na ziemi. 5) Zbawienie wielu
dusz.
Święty Klemens Hofbauer, syn świętego Alfonsa, ułożył piękną modlitwę na
pozdrowienie Ran Jezusowych. Oto jego słowa: "Bądźcie pozdrowione, najzbawienniejsze
Rany Pana mojego Jezusa Chrystusa, we wszechmocy Ojca, który nam Je dał. Bądźcie
pozdrowione w mądrości Syna, który Je wycierpiał. Bądźcie pozdrowione w dobroci Ducha
Świętego, który w nich i przez nie dokonał dzieła Zbawienia, ukrywam się w Was, polecam
się Wam, zanurzam się w Was, by przez Was od wszelkiego złego zachowanym być".
Rany Jezusowe są naszą tarczą obronną w chwili skonania, jak o tym czytamy w
żywocie świętego Gabriela od Matki Boskiej Bolesnej. Wielki ten czciciel i miłośnik Maryi,
uprzywilejowane Jej dziecię, kuszony na łożu śmierci poruszeniem miłości własnej, uciekł
się do Ran Jezusowych, powtarzając za świętym Bernardem to rzewne wezwanie: "Vulnera
tua, merita mea" czyli "Panie, Rany Twoje – zasługami moimi, innych nie posiadam", i
bronią tą skuteczną odparł pociski nieprzyjaciela.
I w najnowszych czasach, Pan chcąc wznowić nabożeństwo do Ran Swoich, objawia
jego korzyści pokornej Siostrze konwersce Zakonu Nawiedzenia Najświętszej Panny,
siostrze Marii-Marcie Chambon, zmarłej w roku 1907 w Chambéry we Francji. Boski
Zbawiciel zlecił jej rozszerzać i rozpowszechniać to nabożeństwo, nauczył ją nawet
odmawiania osobliwej koronki ku uczczeniu tych Ran Przenajświętszych (1). Oto, według
zeznań Siostry Marii Marty, niektóre obietnice Boskiego Mistrza związane z czcią Ran Jego:
"Ilekroć ofiarujecie
niezmierzony".
Ojcu
zasługi
świętych
Ran
moich,
zyskujecie
skarb
"Ojciec mój ma osobliwe upodobanie w ofiarowaniu Mu Mych świętych Ran, oraz i
Boleści Mej najsłodszej Matki. Tym ofiarowaniem oddajecie Mu należną, nieskończoną
cześć"...
"Każde słowo wymówione ku czci mych Świętych Ran, sprawia mi radość
niewypowiedzianą. Liczę je wszystkie".
"Zanurz twe sprawy w moich Ranach, a będą miały wartość".
"Udzielę wszystko, o co mię kto prosić będzie przez moje święte Rany. Trzeba
rozszerzać to nabożeństwo" (z żywotu S. M. Marty str. 38).
"Moje Rany pokryją wasze przewinienia" (ibidem).
"Najświętsze Rany zapewniają dobrą śmierć" (str. 40).
"Przy chorych trzeba często powtarzać ten akt strzelisty: O mój Jezu, przebaczenia i
miłosierdzia przez zasługi Twoich świętych Ran" (300 dni odpustu za każdym razem).
"Jeżeli doznajecie jakiej przykrości, włóżcie ją czym prędzej w moje Rany, a ból się
uciszy" itd. (W broszurce Siostra Maria Marta Chambon i Najświętsze Rany Zbawiciela,
wydanej z zezwoleniem władz kościelnych).
Ponieważ sam Boski Zbawiciel pragnie, byśmy cześć Jego Najświętszym Ranom
oddawali, zbyteczne są dalsze nasze zalecenia, skoro wiemy że tym nabożeństwem radość
sprawić możemy Panu naszemu, a duszę własną wzbogacić niezliczonymi łaskami
niebieskimi.
Ufam Ci Jezu, kocham bez granic,
Boś tyle za nas wycierpiał Ran,
Boś Ty nas nędznych ukochał – za nic –
Dobro najwyższe, Bóg nasz i Pan!
P. Rupertus (Graz)

Nie o tym samym. Nabożeństwo do Ran Chrystusa a Miłosierdzie Boże to jednak tylko częściowo pokrywające się tematy. Chce Kolega przedsoborowo na ten temat - polecam Dzienniczek Św. Faustyny.

Ausculta et parvenies.

@ trzynasty - dzięki!

W ranach Twoich ukryj mnie. / Intra tua vulnera absconde me.

Vetus melius est / Jeśli na FR jakiś link nie działa, to należy go skopiować i wkleić do paska adresu przeglądarki

Napisał/a: Martinus

Napisał/a: trzynasty

O tym samym, przedsoborowo.
")

Nie o tym samym. Nabożeństwo do Ran Chrystusa a Miłosierdzie Boże to jednak tylko częściowo pokrywające się tematy. Chce Kolega przedsoborowo na ten temat - polecam Dzienniczek Św. Faustyny.

Nie przypadkowo "objawienia" s. Faustyny Kowalskiej jeszcze w latach 50-tych były zakazane jako nienadprzyrodzone, niekościelne i niebezpieczne dla wiary. Tak było praktycznie do pontyfikatu Wojtyłowego, który sytuację dokładnie odwrócił, nie licząc się z poprzednimi orzeczeniami Magisterium. Zaś wystarczy mieć choćby trochę wyczucia teologicznego, żeby zauważyć, że te wypociny Kowalsko-Sopoćkowe to blef kompromitujący katolicyzm.

Napisał/a: leo maNie przypadkowo "objawienia" s. Faustyny Kowalskiej jeszcze w latach 50-tych były zakazane jako nienadprzyrodzone, niekościelne i niebezpieczne dla wiary. Tak było praktycznie do pontyfikatu Wojtyłowego, który sytuację dokładnie odwrócił, nie licząc się z poprzednimi orzeczeniami Magisterium. Zaś wystarczy mieć choćby trochę wyczucia teologicznego, żeby zauważyć, że te wypociny Kowalsko-Sopoćkowe to blef kompromitujący katolicyzm.

Jakbym racjonalistę czytał. Wyobrazi sobie Kolega, że Chrystus dał władę Janowi Pawłowi II do takiej, a nie innej decyzji. Katolik wierzy, że taką władzę otrzymał również i Jan Paweł II. Kolega w to wierzy? wierzy w to co powinien wierzyć kazdy katolik?

"Któż jak Bóg" Krucjata Różańcowa za Ojczyznę
[W mojej plonkownicy znajdują się: sqnx, Lew Syjonu, Łukasz Pol, Latarnik, Camino, Wolfwind, Gaspares ]

Napisał/a: leo ma

Napisał/a: Martinus

Napisał/a: trzynasty

O tym samym, przedsoborowo.
")

Nie o tym samym. Nabożeństwo do Ran Chrystusa a Miłosierdzie Boże to jednak tylko częściowo pokrywające się tematy. Chce Kolega przedsoborowo na ten temat - polecam Dzienniczek Św. Faustyny.

Nie przypadkowo "objawienia" s. Faustyny Kowalskiej jeszcze w latach 50-tych były zakazane jako nienadprzyrodzone, niekościelne i niebezpieczne dla wiary. Tak było praktycznie do pontyfikatu Wojtyłowego, który sytuację dokładnie odwrócił, nie licząc się z poprzednimi orzeczeniami Magisterium. Zaś wystarczy mieć choćby trochę wyczucia teologicznego, żeby zauważyć, że te wypociny Kowalsko-Sopoćkowe to blef kompromitujący katolicyzm.


Boszzz... wypowiedź Magisterium dotyczyła wadliwie przetłumaczonego dzieła!

"Patrz więc, aby światło które jest w tobie nie było ciemnością" (Łk 11,35)

Napisał/a: Michał Jemioł

Napisał/a: leo maNie przypadkowo "objawienia" s. Faustyny Kowalskiej jeszcze w latach 50-tych były zakazane jako nienadprzyrodzone, niekościelne i niebezpieczne dla wiary. Tak było praktycznie do pontyfikatu Wojtyłowego, który sytuację dokładnie odwrócił, nie licząc się z poprzednimi orzeczeniami Magisterium. Zaś wystarczy mieć choćby trochę wyczucia teologicznego, żeby zauważyć, że te wypociny Kowalsko-Sopoćkowe to blef kompromitujący katolicyzm.

Jakbym racjonalistę czytał. Wyobrazi sobie Kolega, że Chrystus dał władę Janowi Pawłowi II do takiej, a nie innej decyzji. Katolik wierzy, że taką władzę otrzymał również i Jan Paweł II. Kolega w to wierzy? wierzy w to co powinien wierzyć kazdy katolik?

A to ciekawe. Bo ja "r" nie czytam. Ale wiem, że takie afery jak ta Kowalsko-Sopoćkowo-Wojtyliańska to istna pożywka dla tych, którzy tylko czekają, żeby mieć powód do szydzenia z katolicyzmu. Katolicyzm to nie papizm, a tym bardziej nie wojtylianizm.
Nawet jeśli JPII był legalnie wybranym papieżem, to nie otrzymał on władzy papieskiej po to, żeby przeforsować swoje prywatne poglądy czy nadrobić krakowskie kompleksy. Taka jest wiara katolicka odnośnie urzędu papieskiego. Nadużycie urzędu, zwłaszcza tak jaskrawe, godzi w ten urząd i tym samym we wiarę katolicką.

Napisał/a: leo ma Nadużycie urzędu, zwłaszcza tak jaskrawe, godzi w ten urząd i tym samym we wiarę katolicką.

Napisał/a: wojtek

Napisał/a: leo ma

Napisał/a: Martinus

Napisał/a: trzynasty

O tym samym, przedsoborowo.
")

Nie o tym samym. Nabożeństwo do Ran Chrystusa a Miłosierdzie Boże to jednak tylko częściowo pokrywające się tematy. Chce Kolega przedsoborowo na ten temat - polecam Dzienniczek Św. Faustyny.

Nie przypadkowo "objawienia" s. Faustyny Kowalskiej jeszcze w latach 50-tych były zakazane jako nienadprzyrodzone, niekościelne i niebezpieczne dla wiary. Tak było praktycznie do pontyfikatu Wojtyłowego, który sytuację dokładnie odwrócił, nie licząc się z poprzednimi orzeczeniami Magisterium. Zaś wystarczy mieć choćby trochę wyczucia teologicznego, żeby zauważyć, że te wypociny Kowalsko-Sopoćkowe to blef kompromitujący katolicyzm.


Boszzz... wypowiedź Magisterium dotyczyła wadliwie przetłumaczonego dzieła!

Tak jakby do pontyfikatu Wojtyły w Watykanie siedziały same debile, które nie potrafiły sobie załatwić nawet poprawnego tłumaczenia. Zresztą: Kto zrobił to rzekomo wadliwe tłumaczenie? Przecież przygotowanie materiału dla Stolicy Apostolskiej to sprawa biskupa miejsca. Jeśli przygotowane w latach 50-ych tlłumaczenie było wadliwe, to Wojtyła był dość długo biskupem w Krakowie, żeby je poprawić. Albo tego nie zrobił, albo zrobił, lecz to nie miało znaczenia.

Napisał/a: leo ma

Napisał/a: wojtek

Napisał/a: leo ma

Napisał/a: Martinus

Napisał/a: trzynasty

O tym samym, przedsoborowo.
")

Nie o tym samym. Nabożeństwo do Ran Chrystusa a Miłosierdzie Boże to jednak tylko częściowo pokrywające się tematy. Chce Kolega przedsoborowo na ten temat - polecam Dzienniczek Św. Faustyny.

Nie przypadkowo "objawienia" s. Faustyny Kowalskiej jeszcze w latach 50-tych były zakazane jako nienadprzyrodzone, niekościelne i niebezpieczne dla wiary. Tak było praktycznie do pontyfikatu Wojtyłowego, który sytuację dokładnie odwrócił, nie licząc się z poprzednimi orzeczeniami Magisterium. Zaś wystarczy mieć choćby trochę wyczucia teologicznego, żeby zauważyć, że te wypociny Kowalsko-Sopoćkowe to blef kompromitujący katolicyzm.


Boszzz... wypowiedź Magisterium dotyczyła wadliwie przetłumaczonego dzieła!

Tak jakby do pontyfikatu Wojtyły w Watykanie siedziały same debile, które nie potrafiły sobie załatwić nawet poprawnego tłumaczenia. Zresztą: Kto zrobił to rzekomo wadliwe tłumaczenie? Przecież przygotowanie materiału dla Stolicy Apostolskiej to sprawa biskupa miejsca. Jeśli przygotowane w latach 50-ych tlłumaczenie było wadliwe, to Wojtyła był dość długo biskupem w Krakowie, żeby je poprawić. Albo tego nie zrobił, albo zrobił, lecz to nie miało znaczenia.

Kolega udaje, że nie wie jakie trudności dotykały Kościół w Polsce w latach 50-tych? Karol Wojtyła został biskupem pomocniczym 28 września 1958, a nota zabraniająca została wydana 6 marca 1959. Więc nie był dość długo biskupem żeby móc wiele tu zrobić tak jak Kolega sugeruje!

Po za tym to nie Watykan załatwiał tłumaczenie. O tym niżej.

Co do samego Dzienniczka : ( http://www.faustyna.pl/index.php?option=com_content&task=view&id=279&Itemid=61&limit=1&limitstart=1#wiecej )

" „Dzienniczek” w rękopisie – to sześć zeszytów o różnej objętości, gęsto zapisanych po obydwu stronach (łącznie 477 kart). Na początku każdego zeszytu, z wyjątkiem czwartego, Siostra Faustyna napisała swoje imię zakonne oraz jakąś sentencję o miłosierdziu Bożym, np. „Miłosierdzie Boże w duszy mojej” albo: „Miłosierdzie Pańskie na wieki wyśpiewywać będę”. Rękopis nie zawiera żadnych poprawek czy skreśleń; nawet wówczas, gdy Autorka opuściła literę, powtórzyła jakieś słowo lub napisała je z błędem, to niczego nie poprawiła. Tylko słowa Pana Jezusa, na polecenie ks. Sopoćki, zaznaczyła podkreślając je ołówkiem. W oryginalnych zeszytach jest kilka pustych stron, które najwidoczniej Autorka pozostawiła, by coś dopisać i uzupełnić, ale potem do nich nie wróciła. Nie numerowała też stron w swym rękopisie. Ze względów praktycznych paginację po śmierci Autorki wprowadzili o. Józef Andrasz SJ i s. Ksawera Olszamowska ZMBM, zaznaczając numery stron ołówkiem. Rękopis jest w bardzo dobrym stanie, nie ma w nim żadnych uszkodzeń; brakuje w zasadzie tylko jednej strony, która została wyrwana przez niewiadomego sprawcę, co zostało zaznaczone w wydaniu książkowym. "

" Pisząc „Dzienniczek”, Siostra Faustyna liczyła się z ewentualnością je- go publikacji „dla pociechy dusz”, ale pragnęła, by nastąpiło to po jej śmierci. Dlatego swoje zapiski opatrzyła kartką o następującej treści: Jezus. Tych brulioników i notatek, które tu są, nikomu czytać nie wolno – wpierw musi je przejrzeć ojciec Andrasz albo ks. Sopoćko – ze względu [na to], że są [w nich] pisane tajemnice sumienia. Wolą Bożą jest, aby to wszystko było podane duszom dla pociechy. Samych brulioników nie trzeba dawać siostrom do czytania, ale po przedruku, wyjąwszy Przełożonych. Kraków, dzień re- kolekcji, 3 IV 1938 r. s. Faustyna”. "

"Po śmierci Siostry Faustyny jej zapiski pozostały w Zgromadzeniu. Zgodnie z wolą Autorki były pilnie strzeżone, a dostęp do nich miały tylko przełożone (przełożona generalna i prze- łożona domu krakowskiego) oraz jej spowiednicy. Na polecenie matki generalnej Michaeli Moraczewskiej zeszyty zostały przepisane przez s. Ksawerę Olszamowską, niestety nie- ściśle i nienaukowo. Prywatne maszynowe odpisy zawierały wiele błędów, opuszczeń czy źle odczytanych lub poprawionych wyrazów. Trudność w poprawnym przepisywaniu tekstu stanowił też styl Autorki, która nieraz w tym samym zdaniu przechodziła od własnych słów do cytowania słów Jezusa, co w rękopisie zaznaczyła ołówkiem, a w odpisach pomijano i w ten sposób zdania były nie tylko nie- zrozumiałe, ale trąciły herezją. Dla przykładu: na str. 161 rękopisu czytamy: Przyobiecał Bóg wielką łaskę szczególnie tobie i wszystkim – którzy głosić będą o tym wielkim miłosierdziu Moim. Zdanie to bez zaznaczenia (podkreślenia) słów Jezusa jest co najmniej niejasne, ale może też być rozumiane w taki sposób, że Bóg obiecał wielką łaskę tym, którzy będą głosić wielkie miłosierdzie Autorki, co, oczywiście, jest herezją. Ten nie- autentyczny tekst „Dzienniczka” przetłumaczono nawet na język włoski i to tłumaczenie było jednym z powodów wydania w 1959 roku Notyfikacji Stolicy Apostolskiej zabraniającej szerzenia kultu Miłosierdzia Bożego w formach przekazanych przez Siostrę Faustynę. "

" Dla potrzeb procesu informacyjnego zmierzającego do wyniesienia Siostry Faustyny na ołtarze dokonano drugiego odpisu „Dzienniczka” z oryginału. Tekst dzieła nie tylko został przepisany z oryginału, ale także dokładnie skolacjonowany przez o. Izydora Borkiewicza OFMConv i s. Beatę Piekut ZMBM w czasie procesu informacyjnego. Z niego dokonano tłumaczenia na język francuski. To tłumaczenie wraz z odpisem „Dzienniczka” poświadczonym przez Kurię Metropolitalną w Krakowie 19 października 1967 roku oraz fotokopiami rękopisu zostało dołączone do Akt Procesu Informacyjnego i przesłane do Rzymu.
Ten odpis „Dzienniczka” opatrzony przypisami i indeksami, opracowanymi pod kierunkiem wicepromotora wiary w Procesie Informacyjnym o. Jerzego Mrówczyńskiego i s. Beaty Piekut ZMBM został przesłany do Rzymu na ręce postulatora generalnego w procesie beatyfikacyjnym o. Antoniego Mruka SJ, aby pod jego kierunkiem dzieło mogło ukazać się w druku. Po raz pierwszy „Dzienniczek” w języku polskim ukazał się w druku w 1981 roku w Rzymie, następnie w Polsce. To wydanie stanowiło i stanowi podstawę do wszystkich tłumaczeń tego dzieła na języki obce. Jeśli nawet tłumaczenie przygotowywane jest z innego przekładu, to zawsze jest ono sprawdzane z wydaniem w języku oryginalnym. "

"Patrz więc, aby światło które jest w tobie nie było ciemnością" (Łk 11,35)

Napisał/a: wojtek

Napisał/a: leo ma

Napisał/a: wojtek

Napisał/a: leo ma

Napisał/a: Martinus

Napisał/a: trzynasty

O tym samym, przedsoborowo.
")

Nie o tym samym. Nabożeństwo do Ran Chrystusa a Miłosierdzie Boże to jednak tylko częściowo pokrywające się tematy. Chce Kolega przedsoborowo na ten temat - polecam Dzienniczek Św. Faustyny.

Nie przypadkowo "objawienia" s. Faustyny Kowalskiej jeszcze w latach 50-tych były zakazane jako nienadprzyrodzone, niekościelne i niebezpieczne dla wiary. Tak było praktycznie do pontyfikatu Wojtyłowego, który sytuację dokładnie odwrócił, nie licząc się z poprzednimi orzeczeniami Magisterium. Zaś wystarczy mieć choćby trochę wyczucia teologicznego, żeby zauważyć, że te wypociny Kowalsko-Sopoćkowe to blef kompromitujący katolicyzm.


Boszzz... wypowiedź Magisterium dotyczyła wadliwie przetłumaczonego dzieła!

Tak jakby do pontyfikatu Wojtyły w Watykanie siedziały same debile, które nie potrafiły sobie załatwić nawet poprawnego tłumaczenia. Zresztą: Kto zrobił to rzekomo wadliwe tłumaczenie? Przecież przygotowanie materiału dla Stolicy Apostolskiej to sprawa biskupa miejsca. Jeśli przygotowane w latach 50-ych tlłumaczenie było wadliwe, to Wojtyła był dość długo biskupem w Krakowie, żeby je poprawić. Albo tego nie zrobił, albo zrobił, lecz to nie miało znaczenia.

Kolega udaje, że nie wie jakie trudności dotykały Kościół w Polsce w latach 50-tych? Karol Wojtyła został biskupem pomocniczym 28 września 1958, a nota zabraniająca została wydana 6 marca 1959. Więc nie był dość długo biskupem żeby móc wiele tu zrobić tak jak Kolega sugeruje!

Po za tym to nie Watykan załatwiał tłumaczenie. O tym niżej.

O jakie trudności chodzi, które by przeszkadzały biskupowi krakowskiego w sporządzeniu poprawnego tłumaczenia i przesłania go razem z oryginałem do Rzymu?
Chodzi o to, co biskup a potem kardynał Wojtyła do 1978 r. zrobił dla sprawy i z jakim skutkiem. Od 1959 do 1978 r. miał dość czasu, żeby dostarczyć do Watykanu poprawne tłumaczenie WRAZ z oryginałem (kopią), żeby w Watykanie można było także samodzielnie zajrzeć do oryginału.
Już samo pierwotne opieranie się na jakichś rzekomych odpisach i trzymanie rzekomego właściwego oryginału w ścisłej tajemnicy (jakby chodziło o jakiś niesamowity tajemny skarb), jest conajmniej dziwne. Jeśli tak było, to by oznaczało, że Stolica Apostolska została przez ówczesnego biskupa miejsca (poprzednika Wojtyły) po prostu oszukana i dała się oszukać. I to można i trzeba było natychmiast wyjaśnić. Albo oszustwem jest to, co się stało w tej sprawie za pontyfikatu JPII.
Ponadto tłumaczenie na francuski jest także dziwne, gdyż francuski nigdy nie był językiem oficjalnym w Watykanie, a jest zarówno dość różny od polskiego jak też bardzo nieprecyzyjny zwłaszcza w wyrażeniach potocznych.
Fakty są więc jednoznaczne: Nawet jeśli zakaz z 1959 r. był o tyle błędny, że oparty na fałszywym materiale, to aż do 1981 r. nie udało się Wojtyle przekonać Stolicy Apostolskiej odnośnie tej błędności. Musiał dopiero nadużyć władzy papieskiej, żeby zrobić po swojemu.

Nadużyć? W sensie dajmy na to Jan XXIII zakazując nie nadużył, a Jan Paweł II zezwalając nadużył?
To w końcu co ten papież może a czego nie może, u kroćset.

Strzelając do katechonów przyspieszasz Paruzję!

Napisał/a: Groza Symetrii

Nadużyć? W sensie dajmy na to Jan XXIII zakazując nie nadużył, a Jan Paweł II zezwalając nadużył?
To w końcu co ten papież może a czego nie może, u kroćset.

Zadaniem Stolicy Apostolskiej jest wydawanie ostatecznych orzeczeń w takich sprawach jak objawienia prywatne (choć zwykle wystarczają orzeczenia biskupa miejsca, których zadaniem jest wydawanie orzeczeń odnośnie tego typu wydarzeń na ich terenie). Sam fakt wydawania takowych orzeczeń nie jest nadużyciem. Ale dane orzeczenie jest nadużyciem, jeśli nie spełnia określonych warunków czy wykracza poza normy i zasady Kościoła.

Jakie to są niby warunki?

Strzelając do katechonów przyspieszasz Paruzję!

Jakie to są niby warunki?

Strzelając do katechonów przyspieszasz Paruzję!

Napisał/a: Groza Symetrii

Jakie to są niby warunki?

Przedmiotem badania i w rezultacie orzeczenia są:
1. wiarygodność osoby
2. okoliczności
3. treść.
Dana osoba otrzymująca objawienie prywatne nie musi być osobiście święta, ale musi być wiarygodna w przekazie tego objawienia, tzn. musi być wykluczone kłamanie tudzież mamienie szatańskie.
Okoliczności muszą odpowiadać celowi i godności działania Bożego, czyli zbawieniu dusz (a nie np. dobrobytowi doczesnemu).
Treść musi być zgodna z Objawieniem publicznym, czyli wiarą katolicką czyli Magisterium Kościoła, przynajmniej tym nieomylnym, tym samym z powszechną Tradycją Kościoła, która jest istotnym przekaźnikiem Objawienia.

Kryteriami są:
1. zgodność z Objawieniem publicznym, czyli prawdami wiary katolickiej,
2. zastosowanie reguł rozeznawania duchów (zawartych w pismach świętych Pańskich oraz Doktorów Kościoła).

Badanie odbywa się w procesie kanonicznym, czyli ustalonym przez prawo kościelne, zasadniczo na poziomie diecezjalnym. Tylko w wyjątkowych przypadkach sprawę bada Stolica Apostolska, przy czym jej orzeczenia mają rangę najwyższą.
Jest to proces typu sądowego, czyli bezstronne badanie wszystkich dokumentów oraz świadków.

W aferze łagiewnickiej doszło faktycznie do obalenia osądu Stolicy Apostolskiej z 1959 r. Okoliczności sprawy, tzn. fakt, że obalenie to dokonane zostało podczas jednego tylko pontyfikatu, oraz przez osobę, która miała osobisty interes w tym obaleniu, są niebywałe dotychczas w historii Kościoła. Zakaz został przez jedną osobę zamieniony w nakaz. Jest więc poważny problem wiarygodności. Albo zakaz był fałszywy, albo nakaz jest fałszywy. Okoliczności zmiany zakazu w nakaz przemawiają na korzyść zakazu.
Dochodzą oczywiste dla każdego owoce:
- treść "dzienniczka", która jest nagminnie banalna, teologicznie mizerna jeśli nie wręcz heretycka, polegająca głównie na wychwalaniu zakonnicy Faustyny oraz jej posłannictwa, czyli wbijaniu w pychę i kult tej osoby,
- faktyczne częste zastąpienie spowiedzi wielkanocnej, czyli we Wielkim Tygodniu, przez spowiedź przed "świętem miłosierdzia"
- faktyczne zepchnięcie i zapominanie o Bożej sprawiedliwości, która jest nieoddzielna od Bożego miłosierdzia.

Osobą rozstrzygającą w sprawach wiary i moralności i niepodlegającą ludzkiemu osądowi jest Papież, a nie uzurpujący sobie to prawo "papieże" w stylu leo ma. Jeżeli leo ma wątpliwości mogę zacytować ponownie konstytucję Pastor aeternus, lub bullę Unam Sanctam

"Któż jak Bóg" Krucjata Różańcowa za Ojczyznę
[W mojej plonkownicy znajdują się: sqnx, Lew Syjonu, Łukasz Pol, Latarnik, Camino, Wolfwind, Gaspares ]

Napisał/a: Michał Jemioł

Osobą rozstrzygającą w sprawach wiary i moralności i niepodlegającą ludzkiemu osądowi jest Papież, a nie uzurpujący sobie to prawo "papieże" w stylu leo ma. Jeżeli leo ma wątpliwości mogę zacytować ponownie konstytucję Pastor aeternus, lub bullę Unam Sanctam

Bzdura. Nieomylne są jedynie orzeczenia ex cathedra odnośnie wiary i moralności, które orzekają odnośnie Objawienia publicznego. Akty prawne, nawet jeśli pochodzą od papieża, podlegają osądowi każdego katolika w świetle właśnie nieomylnych prawd wiary i moralności.
W sprawie łagiewnickiej, czyli odnośnie objawienia prywatnego, zachodzi sprzeczność aktów prawnych. W takich przypadkach tym bardziej uprawniona i uzasadniona jest krytyka.

kolejny sedek się przypałętał?

"Kolega swoich pieniędzy już i tak nie zobaczy. Teraz walka idzie to, kto je będzie wydawał i na co. "
gen. Mgła

No i cóż z tego. Skoro nie są to akty nieomylne to nie jest niczym dziwnym, że jeden papież uznał, że jego poprzednik się pomylił.

Swoją drogą Jan XXIII także św. o. Pio mocno całkiem sekował. Cosik nie lubił mistycyzmu mam wrażenie.
Ale cóż postanowienia sądowe MU nie są - kanonizacje jak najbardziej. A kanonizacje św. Faustyny i św. o. Pio dla niesedeków winny zamknąć tę dysputę.

Strzelając do katechonów przyspieszasz Paruzję!

Napisał/a: Groza Symetrii Skoro nie są to akty nieomylne to nie jest niczym dziwnym, że jeden papież uznał, że jego poprzednik się pomylił.

tym bardziej, że w międzyczasie uporządkowano dokumentację

"Kolega swoich pieniędzy już i tak nie zobaczy. Teraz walka idzie to, kto je będzie wydawał i na co. "
gen. Mgła

Napisał/a: leo maBzdura. Nieomylne są jedynie orzeczenia ex cathedra odnośnie wiary i moralności, które orzekają odnośnie Objawienia publicznego. Akty prawne, nawet jeśli pochodzą od papieża, podlegają osądowi każdego katolika w świetle właśnie nieomylnych prawd wiary i moralności.
W sprawie łagiewnickiej, czyli odnośnie objawienia prywatnego, zachodzi sprzeczność aktów prawnych. W takich przypadkach tym bardziej uprawniona i uzasadniona jest krytyka.

Krytyka zgoda i owszem ale na zasadzie przyjmuję to co papież naucza, ale mam swoje zdanie. Przykładowo przyjmuję zgodę Papieża do przyjmowania Pana Jezusa do rąk, ale uważam z mojego punktu widzenia, że było lepiej gdyby. Jednak swojego zdanienia nigdy nie stawiając ponad słowo Papieża, któremu w kwestiach wiary i moralności mamy być ulegli wolą i rozumem., w tych sprawach Papież nie podlega ludzkiemu osądowi. Więc mozna sobie gdybać, ale nigdy nie wolno swojego zdania stawiać ponad zdanie Papieża.

"Któż jak Bóg" Krucjata Różańcowa za Ojczyznę
[W mojej plonkownicy znajdują się: sqnx, Lew Syjonu, Łukasz Pol, Latarnik, Camino, Wolfwind, Gaspares ]

Napisał/a: Groza Symetrii

No i cóż z tego. Skoro nie są to akty nieomylne to nie jest niczym dziwnym, że jeden papież uznał, że jego poprzednik się pomylił.

Swoją drogą Jan XXIII także św. o. Pio mocno całkiem sekował. Cosik nie lubił mistycyzmu mam wrażenie.
Ale cóż postanowienia sądowe MU nie są - kanonizacje jak najbardziej. A kanonizacje św. Faustyny i św. o. Pio dla niesedeków winny zamknąć tę dysputę.

Aha. Gdy brakuje merytorycznych argumentów, to walnąć jak granatem epitetem "sedek" i po sprawie. Widać sekta wojtyliańska nie znosi, gdy ktoś przytacza jedynie zwykłą naukę katolicką, której można się dowiedzieć w każdym solidnym podręczniku teologii.

Jest zasadnicza różnica między sprawą św. o. Pio i łagiewnicką. Sprawa o. Pio trwała przez dziesięciolecia, a postawa Roncalliego była wyjątkowo wroga. Nie można tego powiedzieć ogólnie o postawie Stolicy Apostolskiej, dokładnie Świętego Oficjum, do którego kompetencji takie sprawy należały. O. Pio nigdy nie został ukarany czy zakazany przez Św. Oficjum, choć Roncalli już jako kardynał był jego osobistym wrogiem.
W sprawie łagiewnickiej postawa Św. Oficjum była stale taka sama, aż do pontyfikatu Wojtyły. Jest jedynie zbiegiem okoliczności, że zakaz miał miejsce za pontyfikatu Roncalliego. Zresztą było to tylko potwiedzenie orzeczenia biskupa miejsca i nie ma nic wspólnego z osobistym zaangażowaniem Roncalliego.

Na koniec: Nie ma dogmatu, że kanonizacje są nieomylne. Nawet jeśli większość teologów tak niegdyś sądziła, to odnosiło się to do procedury według zasad wyłożonych przez papieża Benedykta XIV. Po Vat2 reguły procesowe znacznie zmieniono. Tym samym nieomylność tych kanonizacji jest bardzo wątpliwa.

Napisał/a: leo magdy ktoś przytacza jedynie zwykłą naukę katolicką

Se kolega katolicyzmem geby nie wyciera

"Kolega swoich pieniędzy już i tak nie zobaczy. Teraz walka idzie to, kto je będzie wydawał i na co. "
gen. Mgła

Napisał/a: Michał Jemioł

Napisał/a: leo maBzdura. Nieomylne są jedynie orzeczenia ex cathedra odnośnie wiary i moralności, które orzekają odnośnie Objawienia publicznego. Akty prawne, nawet jeśli pochodzą od papieża, podlegają osądowi każdego katolika w świetle właśnie nieomylnych prawd wiary i moralności.
W sprawie łagiewnickiej, czyli odnośnie objawienia prywatnego, zachodzi sprzeczność aktów prawnych. W takich przypadkach tym bardziej uprawniona i uzasadniona jest krytyka.

Krytyka zgoda i owszem ale na zasadzie przyjmuję to co papież naucza, ale mam swoje zdanie. Przykładowo przyjmuję zgodę Papieża do przyjmowania Pana Jezusa do rąk, ale uważam z mojego punktu widzenia, że było lepiej gdyby. Jednak swojego zdanienia nigdy nie stawiając ponad słowo Papieża, któremu w kwestiach wiary i moralności mamy być ulegli wolą i rozumem., w tych sprawach Papież nie podlega ludzkiemu osądowi. Więc mozna sobie gdybać, ale nigdy nie wolno swojego zdania stawiać ponad zdanie Papieża.

Sposób przyjmowania Komunii św. to NIE jest sprawa osobistego punktu widzenia czy własnego zdania. To jest sprawa aktu prawnego, który należy osądzać według prawd wiary katolickiej.
Każdy katolik, tzn. uznający prawdy wiary katolickiej, ma do tego prawo i obowiązek. Katolicyzm to nie sekciarski zamordyzm. Konkretnie: można i należy mieć jednoznaczny osąd odnośnie zezwolenia na Komunię św. dołapną, właśnie z powodu wiary katolickiej. Jednak: o ile to zezwolenie jest legalne, należy się do niego stosować, tzn. uznać, że odpowiedzialność ponosi osoba, która legalnie zezwoliła.

Podległość papieżowi obowiązuje gdy
1. orzeka nieomylnie ex cathedra w sprawach wiary i moralności
2. naucza w zgodzie ze stałym nauczaniem Kościoła, czyli zgodnie z Tradycją
3. wydaje zgodne z tymi orzeczeniami akty prawne, np. w sprawach objawień prywatnych
4. wydaje akty czysto administracyjne wynikające z urzędu, np. nominacje biskupie.

Oczywiście pozostaje problem stwierdzenia prawomocności i charakteru tych orzeczeń i aktów.
W przypadku 1. sprawa jest oczywista, gdyż charakter nieomylny musi być jednoznacznie zadeklarowany.
W przypadku 2. wystarczy znajomość dokumentów poprzedniego Magisterium. Gdy zachodzi wprost sprzeczność, należy trzymać się poprzedniego Magisterium.
W przypadku 3. wystarczy zastosować katechizmowe prawdy wiary. Tego typu akty prawne są o tyle wiążące, o ile mają związek z prawdami wiary (czyli Objawienia publicznego), ale nie ma obowiązku wierzenia nawet w uznane przez papieża i zgodne z wiarą katolicką objawienia prywatne.
W przypadku 4. nie ma potrzeby uciekania się do prawd wiary, gdyż chodzi o decyzje czysto administracyjne, i tym samym nie zachodzi ograniczenie ich obowiązywania (zakładając, że są one same w sobie legalne, tzn. wydane prawomocnie przez prawowitą osobę) .

Jednak zacytuję poraz kolejny

"Dlatego nauczamy i wyjaśniamy, że Kościół rzymski, z rozporządzenia Pana posiada nad wszystkimi innymi [kościołami] pierwszeństwo zwyczajnej władzy, oraz że ta jurysdykcyjna władza biskupa Rzymu, która jest rzeczywiście biskupia, jest bezpośrednia: wobec niej obowiązani są zachować hierarchiczne podporządkowanie i prawdziwe posłuszeństwo pasterze i wierni wszelkiego obrządku i godności, każdy z osobna i wszyscy razem, i to nie tylko w sprawach wiary i moralności, ale także w kwestiach dotyczących dyscypliny i kierowania Kościołem rozproszonym po całym świecie; w ten sposób, żeby - przez zachowanie jedności zarówno wspólnoty, jak i wyznawania tej samej wiary z biskupem Rzymu - Kościół Chrystusa był jedną owczarnią wokół jednego najwyższego pasterza. [18] To jest nauka prawdy katolickiej, od której nikt nie może odstąpić bez utraty wiary i zbawienia."Pastor aeternus

"Któż jak Bóg" Krucjata Różańcowa za Ojczyznę
[W mojej plonkownicy znajdują się: sqnx, Lew Syjonu, Łukasz Pol, Latarnik, Camino, Wolfwind, Gaspares ]

Napisał/a: Michał Jemioł

Jednak zacytuję poraz kolejny

"DPastor aeternus

Nie wystarczy mantrować, lecz trzeba rozumieć i umieć zastosować.


Konstytucja dogmatyczna Pastor aeternus w tym miejscu powtarza tylko wcześniejsze nieomylne nauczanie Koscioła na ten temat

"Jeśli więc ziemska władza zejdzie z właściwej drogi, sądzona jest przez władzę duchową, zaś gdy niższa władza duchowa zbłądzi, wtedy niższa władza jest sądzona przez wyższą. Lecz jeśli najwyższa władza zbłądzi, to może być ona sądzona jedynie przez Boga, nie zaś przez człowieka, jak poświadcza Apostoł: "Człowiek duchowy osądza wszystko, lecz sam przez nikogo nie jest sądzony".
"Władza ta, mimo iż dana jest człowiekowi i jest sprawowana przez człowieka, nie jest władzą ludzką lecz władzą boską, daną słowem z ust Bożych Piotrowi i potwierdzoną Piotrowi i jego następcom przez samego Chrystusa, którego Chrystus nazwał Skałą. Pan bowiem powiedział Piotrowi: "Cokolwiek zwiążesz na ziemi" etc. Każdy więc, kto się sprzeciwia tej władzy tak zarządzonej przez Boga, sprzeciwia się zarządzeniom Bożym, chyba że wymyśla, jak manichejczycy, że istnieją dwa początki. To uważamy za fałszywe i heretyckie, ponieważ według świadectwa Mojżesza Bóg stworzył niebo i ziemię "na początku", a nie "na początkach".

Toteż oznajmiamy, twierdzimy, określamy i ogłaszamy, że posłuszeństwo każdej istoty ludzkiej Biskupowi Rzymskiemu jest konieczne dla osiągnięcia zbawienia."

"Któż jak Bóg" Krucjata Różańcowa za Ojczyznę
[W mojej plonkownicy znajdują się: sqnx, Lew Syjonu, Łukasz Pol, Latarnik, Camino, Wolfwind, Gaspares ]

Napisał/a: Michał Jemioł

"

Na takiej samej zasadzie Pismo św. mówi: "Nie ma Boga"...

Przy takim poziomie wiedzy teologicznej i umiejętności myślenia trudno się dziwić, jak wielu katolików ląduje np. u "świadków jehowy".
A inni na takich samych zasadach urządzają się w strukturach kościelnych.
No bo myślenie może bardzo zaboleć. W dodatku wtedy takie środowiska jak "racjonalista" czy "nie" goebelsa stanu wojennego byłyby bezrobotne i skazane na wymarcie z braku pożywki.

No tak, zapomnieliśmy, że chrześcijaństwo jest religią dla filozofów i innych mózgowców.

καρδίαν καθαρὰν κτίσον ἐν ἐµοί, ὁ Θεός, καὶ πνεῦµα εὐθὲς ἐγκαίνισον ἐν τοῖς ἐγκάτοις µου

Napisał/a: leo maNie wystarczy mantrować, lecz trzeba rozumieć i umieć zastosować.

Tu jest wszystko jasno określone

"wierni wszelkiego obrządku i godności, każdy z osobna i wszyscy razem, "

wobec władzy papieża

"nie tylko w sprawach wiary i moralności, ale także w kwestiach dotyczących dyscypliny i kierowania Kościołem"

"obowiązani są zachować hierarchiczne podporządkowanie i prawdziwe posłuszeństwo"

Trzeba być albo analfabetą, albo świadomie udawać że jest tu napisane coś zupełnie innego

"Któż jak Bóg" Krucjata Różańcowa za Ojczyznę
[W mojej plonkownicy znajdują się: sqnx, Lew Syjonu, Łukasz Pol, Latarnik, Camino, Wolfwind, Gaspares ]

Napisał/a: Gaspares

No tak, zapomnieliśmy, że chrześcijaństwo jest religią dla filozofów i innych mózgowców.

Prawdziwe chrześcijaństwo, czyli katolicyzm, jest religią dla wszystkich, także dla ludzi inteligentnych. Wykluczenie tych ostatnich trąci sektą. I służy interesom wrogów prawdziwego chrześcijaństwa.

Napisał/a: Michał Jemioł

Napisał/a: leo maNie wystarczy mantrować, lecz trzeba rozumieć i umieć zastosować.

Tu jest wszystko jasno określone

"wierni wszelkiego obrządku i godności, każdy z osobna i wszyscy razem, "

wobec władzy papieża

"nie tylko w sprawach wiary i moralności, ale także w kwestiach dotyczących dyscypliny i kierowania Kościołem"

"obowiązani są zachować hierarchiczne podporządkowanie i prawdziwe posłuszeństwo"

Trzeba być albo analfabetą, albo świadomie udawać że jest tu napisane coś zupełnie innego

Kto kiedy udawał?

W tym wątku fajnie widać jak szczera wiara i miłość do Kościoła rozjaśnia i porządkuje umysł.

Napisał/a: leo maKto kiedy udawał?

Kolega pisząc te słowa

Napisał/a: Michał Jemioł żeby zauważyć, że te wypociny Kowalsko-Sopoćkowe to blef kompromitujący katolicyzm.

Nazwał decyzję Namiestnika Chrystusa, wobec której jest zobowiązany
"zachować hierarchiczne podporządkowanie i prawdziwe posłuszeństwo" blefem kompromitującym katolicyzm

"Któż jak Bóg" Krucjata Różańcowa za Ojczyznę
[W mojej plonkownicy znajdują się: sqnx, Lew Syjonu, Łukasz Pol, Latarnik, Camino, Wolfwind, Gaspares ]

blef, bluff [wym. blef]
1. «postępowanie obliczone na wprowadzenie kogoś w błąd»

"Któż jak Bóg" Krucjata Różańcowa za Ojczyznę
[W mojej plonkownicy znajdują się: sqnx, Lew Syjonu, Łukasz Pol, Latarnik, Camino, Wolfwind, Gaspares ]

Czyli tym jednym zdaniem wymówił posłuszeństwo Papieżowi, o którym mówi Konstytucja Pastor aeternus i dogmat z bulli Unam Sanctam

"Któż jak Bóg" Krucjata Różańcowa za Ojczyznę
[W mojej plonkownicy znajdują się: sqnx, Lew Syjonu, Łukasz Pol, Latarnik, Camino, Wolfwind, Gaspares ]

oczywiście takie wymówienie posłuszeństwa nie jest obłożone ekskomuniką na mocy prawa jak to jest w przypadku wypowiedzi dogmatycznych w ktore mamy wierzyć, jednak wymówił Kolega posłuszeńswo nauczaniu, któremu jest obowiązany posłuszeństwo rozumu i woli.

"Któż jak Bóg" Krucjata Różańcowa za Ojczyznę
[W mojej plonkownicy znajdują się: sqnx, Lew Syjonu, Łukasz Pol, Latarnik, Camino, Wolfwind, Gaspares ]

Napisał/a: Michał Jemioł

Kolega widocznie założył swoją prywatną sektę wojtyliańską. Z satysfakcją przyjmuję wykluczenie z niej.

Kan. 752 - Wprawdzie nie akt wiary, niemniej jednak religijne posłuszeństwo rozumu i woli należy okazywać nauce, którą głosi Papież lub Kolegium Biskupów w sprawach wiary i obyczajów, gdy sprawują autentyczne nauczanie, chociaż nie zamierzają przedstawić jej w sposób definitywny. Stąd wierni powinni starać się unikać wszystkiego, co się z tą nauką nie zgadza.

"Któż jak Bóg" Krucjata Różańcowa za Ojczyznę
[W mojej plonkownicy znajdują się: sqnx, Lew Syjonu, Łukasz Pol, Latarnik, Camino, Wolfwind, Gaspares ]

Napisał/a: leo maKolega widocznie założył swoją prywatną sektę wojtyliańską. Z satysfakcją przyjmuję wykluczenie z niej.
Kolega jednoznacznie łamie kanon 752 KPK nazywając decyzje Papieża blefem kompromitującym katolicyzm.

"Któż jak Bóg" Krucjata Różańcowa za Ojczyznę
[W mojej plonkownicy znajdują się: sqnx, Lew Syjonu, Łukasz Pol, Latarnik, Camino, Wolfwind, Gaspares ]

Pisz do mnie na Berdyczów.

Napisał/a: leo maPisz do mnie na Berdyczów.

Kolega się pytał w którym miejscu łamie Konstytucję dogmatyczną Pastor aeternus, to Koledze pokazałem.

"Któż jak Bóg" Krucjata Różańcowa za Ojczyznę
[W mojej plonkownicy znajdują się: sqnx, Lew Syjonu, Łukasz Pol, Latarnik, Camino, Wolfwind, Gaspares ]

Napisał/a: leo ma

Fakty są więc jednoznaczne: Nawet jeśli zakaz z 1959 r. był o tyle błędny, że oparty na fałszywym materiale, to aż do 1981 r. nie udało się Wojtyle przekonać Stolicy Apostolskiej odnośnie tej błędności. Musiał dopiero nadużyć władzy papieskiej, żeby zrobić po swojemu.

Zakaz z 1959 r. został zdjęty przez KNW 15 IV 1978 r., czyli jeszcze za Pawła VI (AAS 70 (1978) s. 350).

Vetus melius est / Jeśli na FR jakiś link nie działa, to należy go skopiować i wkleić do paska adresu przeglądarki

Copyright © 2011 Rebelya.pl Wszelkie prawa zastrzeżone.