" Una est columba mea, perfecta mea"

wyniknęło w innym wątku:

Napisał/a: a philokalist - Filioquist

Napisał/a: vita romanaObawiam sie, ze dozyjemy tej 1 światowej religii, ale nie rozpoznamy w niej juz chrzescijanstwa

a po czym można rozpoznać Kościół Chrystusowy?

co czyni katolika?

uważasz się za katolika? czyli za kogo? co Ciebie czyni katolikiem?

I find your lack of faith disturbing

Napisał/a: Gaspares Więc jeśli nie rozum / intelekt / wstawić ekwiwalent; – to co? Co jest wedle Kólegi do zbawienia Koniecznie potrzebne?

to nie jest "wedle mnie" - "rozum / intelekt / wstawić ekwiwalent" po prostu nie może być konieczny do zbawienia - bo jeśli uznamy przeciwnie, co wówczas np. ze zbawieniem dzieci przed używaniem rozumu itp.?

Napisał/a: Gaspares Kólega pisze o miłości, miłowaniu.. ale zaraz zjawi się jakiś mądry, który nam wytłómaczy, że kochanie, jak i wierzenie, o które właściwie chodzi, to jest akt woli. Akt ściśle z rozumem powiązany.. I co wtedy?

niech mi ta mądra osoba powie ze swojej mądrości co ze zbawieniem dzieci przed używaniem rozumu itp.?

I find your lack of faith disturbing

Napisał/a: vanitas

Napisał/a: Executor Bycie ochrzczonym i uznawanie zwierzchności papieża.
Hmmm. To wI-IV wieku nie było katolików (poza Rzymem - bo tam zwierzchność uważali)?

zależy jak rozumieć zwierzchność, rozumienie się pogłębia, a nowe sytuacje i konteksty ujawniają nowe wymiary znaczeniowe niezmiennych prawd - to fakt, bez względu na to jakby się to komuś nie kojarzyło z obroną SV II (niektórym się wszystko kojarzy)

I find your lack of faith disturbing

a monroeist - Filioquist wrote :to nie jest "wedle mnie" - "rozum / intelekt / wstawić ekwiwalent" po prostu nie może być konieczny do zbawienia - bo jeśli uznamy przeciwnie, co wówczas np. ze zbawieniem dzieci przed używaniem rozumu itp.?

Ba, co ze zbawieniem obłąkanych? Co ze zwątpieniem osób, które rodzą się z defektem mózgu? (Nie, nie ironizuję)

καρδίαν καθαρὰν κτίσον ἐν ἐμοί ὁ θεός καὶ πνεῦμα εὐθὲς ἐγκαίνισον ἐν τοῖς ἐγκάτοις μου

Napisał/a: Gaspares

a monroeist - Filioquist wrote :to nie jest "wedle mnie" - "rozum / intelekt / wstawić ekwiwalent" po prostu nie może być konieczny do zbawienia - bo jeśli uznamy przeciwnie, co wówczas np. ze zbawieniem dzieci przed używaniem rozumu itp.?

Ba, co ze zbawieniem obłąkanych? Co ze zwątpieniem osób, które rodzą się z defektem mózgu? (Nie, nie ironizuję)

...dzieci nienarodzonych

tak, to nie żarty, to są pytania, na które "mądra osoba" byłaby łaskawa odpowiedzieć z wysokości swojej filozoficznej teorii

I find your lack of faith disturbing

a monroeist - Filioquist wrote :...dzieci nienarodzonych

Przyznam bez kozery, że nie wiem. I że to byłaby najuczciwsza odpowiedź.. Nie mam zielonego pojęcia, jak odrodzić z wody i Ducha kogoś, kto się jeszcze na ten świat nie narodził..

καρδίαν καθαρὰν κτίσον ἐν ἐμοί ὁ θεός καὶ πνεῦμα εὐθὲς ἐγκαίνισον ἐν τοῖς ἐγκάτοις μου

tak czy owak - nie ma potrzeby zgłębiać się w skrajne przypadki

wystarczy teologicznie przyjąć, że zbawienie dotyczy człowieka rozumianego jako istota potrzebująca zbawienia

można też założyć, że taka istota potrzebująca zbawienia posiada również zdolność odpowiedzi na dar Bożej Miłości, jeśli uznamy, że taka odpowiedź jest potrzebna do zbawienia, że człowiek nie jest jedynie pasywnym "przedmiotem zbawianym"

wziąwszy pod uwagę, że Kościół zawsze i wszędzie wierzył, że dzieci ochrzczone wolne od uczynkowego grzechu ciężkiego (przykład w 100% bez kontrowersji) są zbawione, po prostu nie możemy przyjąć, że jest to odpowiedź, która wymaga używania rozumu, zgoda?

I find your lack of faith disturbing

Napisał/a: Gaspares ?

Niewiele. PO 4 stuleciu Kościół przestał być "lokalny" - wtedy Kościół Rzymski zaczął być "widoczny"

Kyrie eleison!!!
"Czy jednak Syn Człowieczy znajdzie wiarę na ziemi, gdy przyjdzie?"
Wpis ten usunąłem

a monroeist - Filioquistwziąwszy pod uwagę, że Kościół zawsze i wszędzie wierzył, że dzieci ochrzczone wolne od uczynkowego grzechu ciężkiego (przykład w 100% bez kontrowersji) są zbawione, po prostu nie możemy przyjąć, że jest to odpowiedź, która wymaga używania rozumu, zgoda?

Kościół przez większość swego dwutysięcznego istnienia te dzieci nie tylko chrzcił, ale i bierzmował i regularnie, jak pełnoprawnych chrześcijan komunikował. Bez używania rozumu. Toć dopiero zagwozdka.

vanitas scripsit :Niewiele. Po 4 stuleciu Kościół przestał być "lokalny" - wtedy Kościół Rzymski zaczął być "widoczny"

To wcześniej wegetował w jakiejś izolacji?

καρδίαν καθαρὰν κτίσον ἐν ἐμοί ὁ θεός καὶ πνεῦμα εὐθὲς ἐγκαίνισον ἐν τοῖς ἐγκάτοις μου

Napisał/a: vanitas

Napisał/a: Gaspares ?

Niewiele. PO 4 stuleciu Kościół przestał być "lokalny" - wtedy Kościół Rzymski zaczął być "widoczny"

?
a św. Ignacy Antiocheński kiedy, do kogo i o kim pisał w superlatywach?

I find your lack of faith disturbing

Napisał/a: Gaspares Kościół przez większość swego dwutysięcznego istnienia te dzieci nie tylko chrzcił, ale i bierzmował i regularnie, jak pełnoprawnych chrześcijan komunikował. Bez używania rozumu. Toć dopiero zagwozdka.

zagwozdka czy nie - wzmacnia mój argument

I find your lack of faith disturbing

A katoliczkę? Czy nie powinno się również po ubiorze?

Zauważam więcej niż na dwa palce. I rozpuszczone włosy, zgroza. ;)

"Nada te turbe...Sólo Dios basta."

Napisał/a: Gaspares To wcześniej wegetował w jakiejś izolacji?
Tak. Był rozproszony po całym ówczesnym świecie - ale zajmowały go sprawy głównie lokalne. Spraw "ogólnokościelnych" nie było wiele.

Napisał/a: a philokalist - Filioquista św. Ignacy Antiocheński kiedy, do kogo i o kim pisał w superlatywach?
Nulla regula sine exepicone. Były teżnp. listy św. Klemensa - ale to było na marginesie świadomości ówczesnych chrześcian.

Kyrie eleison!!!
"Czy jednak Syn Człowieczy znajdzie wiarę na ziemi, gdy przyjdzie?"
Wpis ten usunąłem

Napisał/a: Nadia_Oriana A katoliczkę? Czy nie powinno się również po ubiorze?
po certyfikacie koszerności wydawanym przez pewnego byłego forumowicza (tego którego pokazywali nawet w TVNie)

Kyrie eleison!!!
"Czy jednak Syn Człowieczy znajdzie wiarę na ziemi, gdy przyjdzie?"
Wpis ten usunąłem

Napisał/a: Nadia_Oriana A katoliczkę?

po tym, że we wszystkim jest posłuszna mężowi ;-)

I find your lack of faith disturbing

Napisał/a: Nadia_Oriana Zauważam więcej niż na dwa palce. I rozpuszczone włosy, zgroza. ;)

Izabela ma jaśniutki gors pod szyję. Koleżanka dała się ponieść oczekiwaniom. ;)

Napisał/a: Zima

Napisał/a: Nadia_Oriana Zauważam więcej niż na dwa palce. I rozpuszczone włosy, zgroza. ;)

Izabela ma jaśniutki gors pod szyję. Koleżanka dała się ponieść oczekiwaniom. ;)

Izabela tak, ale Joanna nie. Wprawdzie wisior nieco zasłania, ale jednak dekolt niebrawarystyczny.

"Nada te turbe...Sólo Dios basta."

I koniecznie wklejcie zdjęcia.

Kyrie eleison!!!
"Czy jednak Syn Człowieczy znajdzie wiarę na ziemi, gdy przyjdzie?"
Wpis ten usunąłem

Napisał/a: vanitas

I koniecznie wklejcie zdjęcia.

No właśnie były, ale nie było ich widać. Musiałam poszukać na innych stronach i zadziałało. W międzyczasie napisał Kolega swój komentarz i wiedziałam, że nie widział Kolega zdjęcia.

"Nada te turbe...Sólo Dios basta."

Napisał/a: TeKaeN Te teorie to ja znam, szkoda, że się kupy nie czymajo. ;-)

Nie chciałem, aby moja wypowiedź sugerowała, że liturgia frankońska była czymś zupełnie obcym. Nowy ryt zawierał elementy tradycji gallikańkiej i rzymskiej, które do niego dodano. Chciałem zwrócić uwagę na to, że w Rzymie nie reformowano ryty rzymskiego. Po wprowadzeniu nowego rytu były takie miejsca w Rzymie, gdzie zdarzało się jeszcze sprawować Mszę w starym rycie rzymskim. Z niego całkowicie zrezygnowano. Stopniowo reformowano hybrydę galijsko-rzymską, której ostateczną formą była Tridentina.

Napisał/a: Ernest_Zacny

Napisał/a: Zima +1 Przecież inaczej nie byłoby różnicy między grzechem ciężkim a taką ekskomuniką, do zniesienia której wystarcza sakrament pokuty.

Zgadzam się z Koleżanką w tym, że sam grzech ciężki nie odrywa automatycznie od wspólnoty Kościoła. Jednak uporczywe trwanie w tym grzechu stopniowo odłącza od Kościoła.
Nie mówiąc już o grzechach przeciwko Duchowi Świętemu...

Napisał/a: Zima Opuszczenie mszy św. ma taki sam skutek jak aborcja?

Stałe i dobrowolne nieoddawanie czci Bogu, objawiające się zawinionym nieuczestniczeniem we mszach świętych, może przynieść wręcz gorszy skutek niż aborcja...

W kontekście przynależności do Kościoła? Bo wcześniej była mowa o tym, że grzech ciężki wyklucza z Kościoła, ale nie ma problemu, bo sakrament pokuty jest dla wykluczonych i z powrotem włącza do Kościoła. W takim ujęciu nie widać różnicy między grzechem ciężkim zaciągającym ekskomunikę i nie.

A koledze wątkotwórcy zdaje sie wiszę odpowiedzi na kilka postów- tylko że zanim ją zredagowałem - dochodziły nowe, a jak dopisałem cośna nie - kolejne. I tak w koło. :-)

Kyrie eleison!!!
"Czy jednak Syn Człowieczy znajdzie wiarę na ziemi, gdy przyjdzie?"
Wpis ten usunąłem

Napisał/a: Nadia_Oriana Wprawdzie wisior nieco zasłania, ale jednak dekolt niebrawarystyczny.

Dlatego ze wstydu przysłoniła! Wszystko się zgadza. ;)

Napisał/a: vanitas

A koledze wątkotwórcy zdaje sie wiszę odpowiedzi na kilka postów- tylko że zanim ją zredagowałem - dochodziły nowe, a jak dopisałem cośna nie - kolejne. I tak w koło. :-)

ale jeszcze nie kręcimy się w koło, chyba? może ktoś sprostuje :-))

I find your lack of faith disturbing

"Po tym poznają, żeście uczniami moim, jeśli będzie się wzajemnie miłowali".

Miłość nie jest kochana

Napisał/a: Zima sakrament pokuty jest dla wykluczonych

Sakrament pokuty jest dla upadłych, uznających swój grzech. Wykluczeni z Kościoła (ekskomunika) to najczęściej ludzie dotknięci pychą, którzy mają wręcz wolę trwania w swoim stanie. Gdy się jednak opamiętają, to przez ten sam sakrament pokuty również mogą powrócić do Kościoła.

Napisał/a: Zima W takim ujęciu nie widać różnicy między grzechem ciężkim zaciągającym ekskomunikę i nie.

Pewnie ma Koleżanka rację.

Napisał/a: Mir Masej

"Po tym poznają, żeście uczniami moim, jeśli będzie się wzajemnie miłowali".

+1
To samo pomyślałam.

"Odpowiadaj dobrem na zło, a zniszczysz w podłym człowieku zadowolenie ze zła." Lew Tołstoj

Napisał/a: Anika

Napisał/a: Mir Masej

"Po tym poznają, żeście uczniami moim, jeśli będzie się wzajemnie miłowali".

+1
To samo pomyślałam.

tak...

http://rebelya.pl/forum/watek/64461/

ale to znaczy, że jest bardzo kiepsko

nie widać za bardzo ani Kościoła ani katolików

I find your lack of faith disturbing

Uniwersytety trzeciego wieku miały już stuletnią tradycję.

Napisał/a: Mir Masej

"Po tym poznają, żeście uczniami moim, jeśli będzie się wzajemnie miłowali".

Mt 5, 44-47. ;)

pytanie na hablilitacje.
i pewnie taka powstała.

nasamprzód trzeba kilka załozeń zrobić
po jaka choinke sobie tym glowe zaśmiecać
? ! ? ? ? ! ?

zamiast bzdurych rozwazań proponuje koledze modlitwę w mojej intencji - bardzo bardzo się przyda.
pzdr

pytanie na hablilitacje.
i pewnie taka powstała.

nasamprzód trzeba kilka załozeń zrobić
po jaka choinke sobie tym glowe zaśmiecać
? ! ? ? ? ! ?

zamiast bzdurych rozwazań proponuje koledze modlitwę w mojej intencji - bardzo bardzo się przyda.
pzdr

Napisał/a: Horn

po jaka choinke sobie tym glowe zaśmiecać

"po co" to niewłaściwe pytanie :-)

z miłości :-)

I find your lack of faith disturbing

Napisał/a: a philokalist - Filioquist"po co" to niewłaściwe pytanie :-)

z miłości :-)

z milości?

niby do kogo.

nie czaje tej nowomowy.

pamietaj proszę o Zdrowaś Maryjo w mojej intencji ...

Napisał/a: Horn z milości?niby do kogo.

do swojego
ego?

"Nie bądź sługą tego świata."

Przecież istotą jest jak to definiuje Pan Jezus:
"Po tym jak się miłujecie poznają żeście uczniami moimi."
A jako przykład podaje niesformalizowanego wyznawcę, który jako jedyny zasługiwał na miano CZŁOWIEKA (bliźniego) czyli: miłosiernego samarytanina.

Cała ta formalna (bez znaczenia czy katolicka) reszta, to tylko INSTRUMENTY wzglednie prostego i skutecznego osiągnięcia tego co powyżej.
Obawiam się, że mamy czas gdzie dziwki, ćpuny i złodzieje wyprzedzają katolików w drodze do nieba. I nad tym warto z utalitarnych przyczyn się pochylić.

albo względnie trudnego i nieskutecznego

I find your lack of faith disturbing

@Horn, Instruktor

jak to do kogo? do Niej, do Piękna :-)

I find your lack of faith disturbing

Napisał/a: Staruszek_DrzacyObawiam się, że mamy czas gdzie dziwki, ćpuny i złodzieje wyprzedzają katolików w drodze do nieba.

a dziwki i ćpuny to nie katolicy?

"Nie bądź sługą tego świata."

się instruktor nie denerwuje

I find your lack of faith disturbing

albo względnie trudnego i nieskutecznego
-----------------------------

Kolega swoje. To nie tak.
Środki są doskonałe, a więc proste i skuteczne.
Dlaczego więc zamiar nie spełnia się? Bo ŁASKA, nie sroka, na kołku nie siada.
Naród może okazać się NIE GODNY.
Jak się sprawy w Polsce potoczą?
Dobrze, że jeszcze ludzie do spowiedzi chodzą, choć to zdaje się tylko relikt i głównie na ścianie wschodniej.

NIEGODNY
Na to wygląda.

jak to do kogo? do Niej, do Piękna
--------------

Tym mnie Kol. ujął.
W istocie Piękno doskonałe, bezgrzeszne to uosobienie Dobra. Ona cała Piękna.

taaaak! :-)

"perfecta mea" :-)

I find your lack of faith disturbing

Prawdziwy katolik to ktoś taki, kto usilnie stara sie wyciągnąć belkę ze swojego oka.

Napisał/a: a philokalist - Filioquist

ale to znaczy, że jest bardzo kiepsko

nie widać za bardzo ani Kościoła ani katolików

Kościół Chrystusowy już tak ma, że często jest ukryty, czego przykładem jest wielu świętych, którzy za życia zazwyczaj odbierali przykrości, cierpienia i wzgardę od innych. A że nam, większości, do tej świętości jakoś daleko... Z własnym grzechem walczy się najtrudniej. Trwajmy w Łasce Bożej i przy Prawdzie.

Napisał/a: Zima

Napisał/a: Mir Masej

"Po tym poznają, żeście uczniami moim, jeśli będzie się wzajemnie miłowali".

Mt 5, 44-47. ;)

Clue: "jak Ja was umiłowałem".

Miłość nie jest kochana

Napisał/a: Mir MasejKościół Chrystusowy już tak ma, że często jest ukryty, czego przykładem jest wielu świętych, którzy za życia zazwyczaj odbierali przykrości, cierpienia i wzgardę od innych.

zgadza się, zatem coś nie działa jak powinno

bo Chrystus Pan wielokrotnie podkreślał, że Jego Kościół ma być widoczny, a nie ukryty

Napisał/a: Mir MasejClue: "jak Ja was umiłowałem".

mamy w PŚ więcej wskazówek, na czym na polegać "miłowanie wzajemne"
"miłowanie wzajemne" znaczy w poczuciu "bycia razem", tj. w poczuciu bycia miłowanym we wspólnocie z racji fundamentalnej decyzji osób o "byciu razem", co do istoty tak jak w małżeństwie, tylko zakres wspólnego życia jest nieidentyczny, oczywiście nie tak totalny jak w małżeństwie, ale co do istoty chodzi o to samo, "póki śmierć nas nie rozdzieli"

to wymiar formy, można powiedzieć
a w wymiarze treściowym - w aspekcie pozytywnym chodzi o uczynki miłości - "Jeden drugiego brzemiona noście i tak wypełniajcie prawo Chrystusowe" a w negatywnym - o cierpliwość - "z całą pokorą i cichością, z cierpliwością, znosząc siebie nawzajem w miłości"

I find your lack of faith disturbing

Jeśli bowiem miłujecie tych tylko, którzy was miłują, jakaż za to dla was wdzięczność? Przecież i grzesznicy miłość okazują tym, którzy ich miłują. I jeśli dobrze czynicie tym tylko, którzy wam dobrze czynią, jaka za to dla was wdzięczność? I grzesznicy to samo czynią. Jeśli pożyczek udzielacie tym, od których spodziewacie się zwrotu, jakaż za to dla was wdzięczność? I grzesznicy grzesznikom pożyczają, żeby tyleż samo otrzymać. Wy natomiast miłujcie waszych nieprzyjaciół, czyńcie dobrze i pożyczajcie, niczego się za to nie spodziewając. A wasza nagroda będzie wielka, i będziecie synami Najwyższego; ponieważ On jest dobry dla niewdzięcznych i złych.

na początek wystarczyłoby miłowanie wzajemne, ale nawet i tego nie ma

I find your lack of faith disturbing

Napisał/a: Gaspares Przyznam bez kozery, że nie wiem. I że to byłaby najuczciwsza odpowiedź.. Nie mam zielonego pojęcia, jak odrodzić z wody i Ducha kogoś, kto się jeszcze na ten świat nie narodził..

Ależ żaden problem - skoro jest poczęty to można, bo i grzech pierworodny zaciągnął. Mówienie o narodzinach jako początku człowieka jest w Objawieniu metaforyczne, wynika z nawyków percepcyjnych ówczesnych ludzi, które trwają w sumie i dziś. Dopiero obecnie wiemy, że narodziny w życiu człowieka zmieniają nie aż tak wiele.
Napisał/a: a philokalist - Filioquistwziąwszy pod uwagę, że Kościół zawsze i wszędzie wierzył, że dzieci ochrzczone wolne od uczynkowego grzechu ciężkiego (przykład w 100% bez kontrowersji) są zbawione, po prostu nie możemy przyjąć, że jest to odpowiedź, która wymaga używania rozumu, zgoda?

Właśnie naszła mnie wątpliwość nad tą powszechną wiarą, a nawet dogmatem, jeśli nim jest. Otóż jakim sposobem część ludzi nie miałaby możliwości zawalić swojego zbawienia, a część miałaby? Wtedy albo coś z tą tezą jest nie tak, albo zbawienie takich ludzi jest w istocie czymś innym niż zbawienie ludzi używających rozumu...

Zachowaj Porządek, a Porządek zachowa Ciebie

Napisał/a: Ks. Marek RadomskiKrótko: w Polsce nie ma Kościoła. Są ludzie religijni - bardziej lub mniej, ale nie stanowiący Kościoła.

I find your lack of faith disturbing

W sumie odpowiedź na to pytanie wydaje mi się dość prosta.
Kim jest chrześcijanin? Naśladowcą Chrystusa.
Kim jest kościół Chrystusowy? To kościół, który nasladuje Chrystusa.

Czy taki kościół ma jednego zwierzchnika? Owszem - Chrystusa.
Jakie powinien mieć poglądy taki kościół? Takie jak Chrystus. Powinien być zapatrzony w Chrystusa we wszystkim - nieraz dziecinnie, nieraz może nawet nieudolnie, ale też z dziecięcą ufnością, bez zastrzeżeń i własnych "ulepszeń" - powinien we wszystkim naśladować Chrystusa. JEśli tak nie jest, to nie jest to kościół Chrystusowy.

Można długo się zastanawiać, czy ramy tego kościoła powinny być wyznaczane przez ramy organizacji kościelnej, czy raczej przez przynależność poszczególnych osób w zgodzie z własnym sumieniem. Ale chciałbym podkreślić samo naśladowanie Chrystusa jako podstawowe kryterium przynależności do Niego.
A o tym, jak bardzo naśladowanie JEzusa jest związane z chrześcijaństwem, mogę polecić artykuł: http://www.biblijny.net/artykuly/jak-korzystac-z-kola-ratunkowego.html

no dobra, ponawiam pytanie

I find your lack of faith disturbing

"Rzekła do Niego kobieta: «Panie, widzę, że jesteś prorokiem. Ojcowie nasi oddawali cześć Bogu na tej górze, a wy mówicie, że w Jerozolimie jest miejsce, gdzie należy czcić Boga». Odpowiedział jej Jezus: «Wierz Mi, kobieto, że nadchodzi godzina, kiedy ani na tej górze, ani w Jerozolimie nie będziecie czcili Ojca. Wy czcicie to, czego nie znacie, my czcimy to, co znamy, ponieważ zbawienie bierze początek od Żydów. Nadchodzi jednak godzina, owszem już jest, kiedy to prawdziwi czciciele będą oddawać cześć Ojcu w Duchu i prawdzie4, a takich to czcicieli chce mieć Ojciec. Bóg jest duchem: potrzeba więc, by czciciele Jego oddawali Mu cześć w Duchu i prawdzie»" (J 4, 19-24).

Kościół Chrystusowy można rozpoznać po Miłości i prawdzie. Kościół Katolicki wyróżnia prawdziwość doktryny i po tym go można rozpoznać - a prawdziwego katolika po wyznawaniu tej doktryny i miłości. Skojarzyło mi się to z "obrazem i podobieństwem" - że przez tę głoszoną prawdę Kościół jest obrazem Boga, ukazuje Go, a przez Ducha - Miłość - Jego podobieństwem...

A po czym rozpoznać Ducha Świętego? Może po Jego owocach (jeżeli tak zinterpretujemy słowa św. Pawła):

"Owocem zaś ducha jest: miłość, radość, pokój, cierpliwość, uprzejmość, dobroć, wierność, łagodność, opanowanie. Przeciw takim [cnotom] nie ma Prawa6" (Ga 5, 22-23).

Oczywiście zawsze można postawić pytanie, po czym rozpoznać samą miłość (pierwszy owoc) - ale czy miłość rozpoznaje się po czymś innym czy raczej bezpośrednio?

Bardzo proszę o modlitwę za mnie i z całego serca za nią dziękuję!

A swoją drogą jakie to prawdziwe i w drugą stronę!

Owocem grzechu jest: obojętność i nienawiść, smutek, niepokój (strach), niecierpliwość, opryskliwość lub arogancja, złość (gniew), niewierność, ostrość - bezlitosność (okrucieństwo), nieopanowanie...

Bardzo proszę o modlitwę za mnie i z całego serca za nią dziękuję!

Napisał/a: Mała Mi czy miłość rozpoznaje się po czymś innym czy raczej bezpośrednio?

miłość rozpoznaje się po miłowaniu

Napisał/a: Mała Mi prawdziwość doktryny i po tym go można rozpoznać - a prawdziwego katolika po wyznawaniu tej doktryny

a co to znaczy "wyznawać doktrynę"? i jaką?

weźmy przykład Filioque - podstawowa różnica między katolickim i prawosławnym wyznaniem wiary - czy może różnica bez znaczenia i kwestia bez znaczenia...?

czy dla statystycznego katolika a choćby i katolickiego kapłana "i Syna" ma w ogóle jakiekolwiek znaczenie dla jego tożsamości?

I find your lack of faith disturbing

Napisał/a: Filioquist czy dla statystycznego katolika a choćby i katolickiego kapłana "i Syna" ma w ogóle jakiekolwiek znaczenie dla jego tożsamości?

W sensie statystycznym - ma.

To katolicy są solą ziemi, to oni przemieniają świat na chwałę Bożą.

Może taki Felek czy Wacek to nie za bardzo, ale reszta ich braci w wierze i tak robi więcej, niż cała reszta nie-filiokwistów i anty-sakramentowców razem wziętych.

Napisał/a: Filioquist a co to znaczy "wyznawać doktrynę"? i jaką?

weźmy przykład Filioque - podstawowa różnica między katolickim i prawosławnym wyznaniem wiary - czy może różnica bez znaczenia i kwestia bez znaczenia...?

czy dla statystycznego katolika a choćby i katolickiego kapłana "i Syna" ma w ogóle jakiekolwiek znaczenie dla jego tożsamości?

Wydaje mi się, że musi mieć, bo chyba każdy prawdziwy chrześcijanin myśli o Trójcy Świętej i nawet jakoś Ją sobie siłą rzeczy symbolicznie wizualizuje... I katolik widzi wtedy trzy nierozerwalnie złączone elementy - nie wiem natomiast, co widzi prawosławny, dlatego trudno mi tak naprawdę powiedzieć, czy i jakie ma to znaczenie. Ale dopiero zdałam sobie sprawę, jak bardzo sama tego nie rozumiem... W Wikipedii ("Filioque", 2.1 - strona katolicka) piszą coś takiego:

"Papieska Rada do spraw Popierania Jedności Chrześcijan oświadczyła niedawno, że rzeczywiście byłoby herezją, gdyby pochodzenie od Syna skojarzyć z greckim słowem ἐκπορεύεσθαι (ekporeusthai) tekstu Symbolu konstantynopolitańskiego, nie jest zaś herezją, jeśli wyrazi się je łacińskim terminem procedere, którego greckim odpowiednikiem jest προϊέναι (Proijenai), którego używali także niektórzy Ojcowie greccy[15]",

odsyłając w tym przypisie do anglojęzycznych dokumentów ("Por. Papieska Rada do spraw Popierania Jedności Chrześcijan The Greek and the Latin Traditions regarding the Procession of the Holy Spirit (ang.). Alternatywny adres tego samego dokumentu" - linki się nie kopiują), przy czym internetowe słowniki odmawiają mi przetłumaczenia greckich słów z powyższego cytatu, tym niemniej zwróciło to moją uwagę na ów paradoks, że Duch Święty pochodzi od Ojca i Syna, podczas gdy Syn pochodzi od Ojca - wydaje mi się, że to może w powszechnym katolickim ujęciu umykać... Zastanawiają mnie też słowa z pewnej telewizyjnej rozmowy z jakimś księdzem o św. Maksymilianie Marii Kolbem (mam nadzieję, że ich nie przekręcam): że według św. Maksymiliana Duch Święty jest Poczęciem Syna z Ojca i Maryja jako Jego (Ducha Świętego) Oblubienica przyjmuje Jego imię: Niepokalane Poczęcie... Mnie to przekonuje, ale w jakim sensie w takim ujęciu Duch Święty pochodzi od Syna?

Bardzo proszę o modlitwę za mnie i z całego serca za nią dziękuję!

Po spożywaniu Ciała Pańskiego i uważaniu biskupa Rzymu za swojego patriarchę.

Zachowaj Porządek, a Porządek zachowa Ciebie

Dla mnie najprostszy "test" jest następujący:
1. Eucharystia
2. Najświętsza Maryja Panna
3. Biskup Rzymu

Jeśli brakuje jednego z tych elementów, to sprawa jest jasna.

"Naród kroczący w ciemnościach ujrzał światłość wielką; nad mieszkańcami kraju mroków światło zabłysło" (Iz 9,1).

Napisał/a: x.decompostela

3. Biskup Rzymu

Jeśli brakuje jednego z tych elementów, to sprawa jest jasna.

Ups.

Napisał/a: Baloun

Napisał/a: x.decompostela

3. Biskup Rzymu

Jeśli brakuje jednego z tych elementów, to sprawa jest jasna.

Ups.

w Avignon też był bp Rzymu

I find your lack of faith disturbing

Napisał/a: Mała Mi "Papieska Rada do spraw Popierania Jedności Chrześcijan oświadczyła niedawno, że rzeczywiście byłoby herezją, gdyby pochodzenie od Syna skojarzyć z greckim słowem ἐκπορεύεσθαι (ekporeusthai) tekstu Symbolu konstantynopolitańskiego, nie jest zaś herezją, jeśli wyrazi się je łacińskim terminem procedere, którego greckim odpowiednikiem jest προϊέναι (Proijenai), którego używali także niektórzy Ojcowie greccy[15]",

czy to są akademickie spory o znaczenie terminów określonej historycznej filozofii czy może na przykład bł. Jan van Ruusbroec jest dla Papieskiej Rady do spraw Popierania Jedności Chrześcijan heretykiem?

I find your lack of faith disturbing

u greków Trójca zdaje się jakby "rozgrywać" w jakiejś "boskiej czasoprzestrzeni", gdzie "coś z czegoś wypływa w określonym porządku", nie mogę się oprzeć wrażeniu, że to jakaś skaza hellenistycznego sposobu myślenia - tego samego, który zrodził gnostycyzm i kabałę z ich "kosmicznymi epopejami"

nie żebym twierdził, że łacińskie myślenie nie ma swoich skaz, owszem ma

I find your lack of faith disturbing

Napisał/a: Filioquist czy to są akademickie spory o znaczenie terminów określonej historycznej filozofii czy może na przykład bł. Jan van Ruusbroec jest dla Papieskiej Rady do spraw Popierania Jedności Chrześcijan heretykiem?

Ja nie wiem - a Kolega jak uważa? Chodzi o to, że on używał tego błędnego ponoć terminu?

Napisał/a: Filioquist u greków Trójca zdaje się jakby "rozgrywać" w jakiejś "boskiej czasoprzestrzeni", gdzie "coś z czegoś wypływa w określonym porządku", nie mogę się oprzeć wrażeniu, że to jakaś skaza hellenistycznego sposobu myślenia - tego samego, który zrodził gnostycyzm i kabałę z ich "kosmicznymi epopejami"

Jest to jakieś wyjaśnienie... Ja nie rozumiem tego sporu o Filioque - chociaż niedawno pisałam coś innego... Rozumiem, że według katolicyzmu Ojciec rodzi Syna jako Tego, od którego pochodzi ten sam Duch Święty - ale jak to właściwie jest według prawosławia?

Napisał/a: Filioquist nie żebym twierdził, że łacińskie myślenie nie ma swoich skaz, owszem ma

A jakie - chodzi o to, że Syn i Ojciec wydają się od siebie niezależni?

Bardzo proszę o modlitwę za mnie i z całego serca za nią dziękuję!

Napisał/a: Filioquist Msza trydencka

Msza jest święta, nie trydencka. Co najwyżej może być odprawiona w nadzwyczajnym rycie rzymskim.

Joanna d’Arc: "Niech rycerze walczą, a Bóg da zwycięstwo".

Napisał/a: ppłk Hugon Babel

Napisał/a: Filioquist Msza trydencka

Msza jest święta, nie trydencka. Co najwyżej może być odprawiona w nadzwyczajnym rycie rzymskim.

uwaga nie do mnie, cytowałem vanitas, co jasno wynika z moich wpisów, w jednym miejscu opuściłem cudzysłów, przeoczenie

I find your lack of faith disturbing

Napisał/a: Mała Mi Ja nie wiem - a Kolega jak uważa? Chodzi o to, że on używał tego błędnego ponoć terminu?

Doctor Divinus Ecstaticus nie miał prawdopodobnie najmniejszego pojęcia o żadnych greckich terminach

ale to co pisał na podstawie nauczania Kościoła i własnego doświadczenia duchowego nie da się pogodzić z żadną grecką koncepcją pochodzenia Ducha Świętego

czy zatem jest on heretykiem dla wysokiej papieskiej rady?

Napisał/a: Mała Mi jak to właściwie jest według prawosławia?

to kwestia odrębna, ale co najważniejsze tutaj drugorzędna, istotne jest to, czy katoliccy święci i wierni minionych wieków wyznawali herezję

Napisał/a: Mała Mi jakie

temat również na odrębną dyskusję

I find your lack of faith disturbing

Napisał/a: Mała Mi "Papieska Rada do spraw Popierania Jedności Chrześcijan oświadczyła niedawno, że rzeczywiście byłoby herezją, gdyby pochodzenie od Syna skojarzyć z greckim słowem ἐκπορεύεσθαι (ekporeusthai) tekstu Symbolu konstantynopolitańskiego, nie jest zaś herezją, jeśli wyrazi się je łacińskim terminem procedere, którego greckim odpowiednikiem jest προϊέναι (Proijenai), którego używali także niektórzy Ojcowie greccy[15]"

Napisał/a: Filioquist istotne jest to, czy katoliccy święci i wierni minionych wieków wyznawali herezję

Nie znając nawet tłumaczenia przytaczanych tu greckich terminów, nie jestem w stanie nic sensownego napisać, ale chciałabym chociaż zrozumieć. O ile się nie gubię, to albo łacińskie "procedit" Symbolu konstantynopolitańskiego jest błędne, albo papieska rada błędnie podaje jego grecki odpowiednik, albo znaczenia obydwu greckich terminów się nie różnią, albo Kolegi pytanie może dotyczyć tylko świętych i wiernych sprzed rzeczonego soboru - czy tak? Którą wersję Kolega przyjmuje?

Napisał/a: Filioquist Napisał/a: Mała Mi
jak to właściwie jest według prawosławia?

to kwestia odrębna, ale co najważniejsze tutaj drugorzędna

Ale przecież Kolega spytał:

Napisał/a: Filioquist a co to znaczy "wyznawać doktrynę"? i jaką?

weźmy przykład Filioque - podstawowa różnica między katolickim i prawosławnym wyznaniem wiary - czy może różnica bez znaczenia i kwestia bez znaczenia...?

czy dla statystycznego katolika a choćby i katolickiego kapłana "i Syna" ma w ogóle jakiekolwiek znaczenie dla jego tożsamości?

Napisał/a: Filioquist Napisał/a: Mała Mi
jakie

temat również na odrębną dyskusję

Jak wyżej:)

A swoją drogą - czy zechciałby Kolega może przybliżyć poniższe?

Napisał/a: Filioquist miłość rozpoznaje się po miłowaniu

Bardzo proszę o modlitwę za mnie i z całego serca za nią dziękuję!

Napisał/a: Mała Mi Którą wersję Kolega przyjmuje?

dla mnie stanowisko rady, że w istocie naukę katolicką należy rozumieć jako zgodną z nauką greków oznacza wyrzucenie poza ortodoksję nauczania licznych świętych, w tym Augustyna i Tomasza, a także trynitarnej mistyki bł. Jana , przy czym nie jest to kwestia jakiegoś nieporozumienia - tego nauczania nie da się rozumieć zgodnie z nauką greków

nie da się i nie należy, ponieważ jak już pisałem tylko Filioque rozumiane na sposób łaciński od Augustyna daje metafizyczną podstawę miłości jako dynamicznej - "żywej" - jedności, na czym opiera się realnie wszystko - teologia, eklezjologia, antropologia, sakramentologia

nie ma innej, realnej podstawy

tylko jakieś majaczenia o energiach i kontemplacja pępka na górze Atos

Napisał/a: Mała Mi Ale przecież Kolega spytał:

a w pytaniach Koleżanki kryje się odpowiedź - "nie nie ma" - skoro osoba zaangażowana i poszukująca niczego z tego nie rozumie, to oznacza niezbicie, że jedna z podstawowych prawd wiary i specyficznie katolicka nie ma żadnego znaczenia dla tożsamości katolika i to katolika by tak rzec "wyższej jakości"

Napisał/a: Mała Mi czy zechciałby Kolega może przybliżyć poniższe?

wyraża się w konkretnym pragnieniu i w konkretnym działaniu

po czym poznać, że człowiek kocha drugiego człowieka?

po tym samym miłość człowieka do Boga

I find your lack of faith disturbing

Filioque stanowi podstawę metafizycznego pojęcia miłości

to Filioque wypełnia sensem to, że miłość jest niepodzielną jednością

BTW z perspektywy bajdurzeń wysokiej rady heretykiem był choćby i św. JP II by nie sięgać w daleko w przeszłość

tu jest cytat:
http://rebelya.pl/forum/watek/82170/

w ogóle ciekawy wątek, wielu się na mnie rzucało a ja trochę się z nimi droczyłem (w formie, bo treść podtrzymuję)

I find your lack of faith disturbing

Napisał/a: Filioquist stanowisko rady, że w istocie naukę katolicką należy rozumieć jako zgodną z nauką greków

Nie jestem pewna, czy to takie stanowisko... Mowa tam jest o "niektórych ojcach grecckich".

Napisał/a: Filioquist a w pytaniach Koleżanki kryje się odpowiedź - "nie nie ma" - skoro osoba zaangażowana i poszukująca niczego z tego nie rozumie, to oznacza niezbicie, że jedna z podstawowych prawd wiary i specyficznie katolicka nie ma żadnego znaczenia dla tożsamości katolika

Wcale nie taka zaangażowana i nie tak znowu poszukująca niestety...

Napisał/a: Filioquist i to katolika by tak rzec "wyższej jakości"

więc może lepiej by tak nie rzec i nie czynić z tego niezbitego dowodu natury ogólnej. A osoba nie potrafi zrozumieć greckiego pojęcia Trójcy Świętej, dlatego osobie trudno poczynić porównanie - nie ma innego niż katolickie pojęcia o Niej.

Bardzo proszę o modlitwę za mnie i z całego serca za nią dziękuję!

może mi Koleżanka wierzyć - zaangażowana i poszukująca, zatem "by tak rzec wyższej jakości"

I find your lack of faith disturbing

:)

Wyższej jakości jest ten katolik, który prawdziwie kocha - on żyje misterium Trójcy Przenajświętszej, choćby zdawał się nic z niego nie rozumieć (jak młoda św. Bernadetta Soubirous). A katolicy, myślę, nie wiedzą po prostu, jak to jest u prawosławnych - jak może być inaczej niż w katolicyzmie. Ja też przez chwilę się pogubiłam i zdawało mi się, że to musi być inne ujęcie tego samego - jakoś nie mieściło mi się w głowie pojęcie Osoby Boskiej, od której nie pochodzi Duch Święty... Ale przecież On jest osobną Osobą, więc teraz znowu greckie pojęcie wydaje mi się trochę jaśniejsze - a co za tym idzie, również słowa:

Napisał/a: Filioquist Filioque wypełnia sensem to, że miłość jest niepodzielną jednością

(dobrze, że jest Kolega tu na forum:).

Bardzo proszę o modlitwę za mnie i z całego serca za nią dziękuję!

Napisał/a: Filioquist wyraża się w konkretnym pragnieniu i w konkretnym działaniu

W pragnieniu dobra dla drugiego człowieka?

Wiem, że te pytania wydają się bardzo naiwne, ale właśnie przestało być to dla mnie takie proste...

Napisał/a: Filioquist po czym poznać, że człowiek kocha drugiego człowieka?

po tym samym miłość człowieka do Boga

Albo odwrotnie - miłość człowieka do człowieka po miłości Boga do człowieka i podobieństwie do tej Boskiej miłości...

Bardzo proszę o modlitwę za mnie i z całego serca za nią dziękuję!

Napisał/a: Filioquist w Avignon też był bp Rzymu

+1
Jak jaki kataklizm tektoniczny obróci Lacjum w perzynę, to będzie np. biskup Rzymu w Krakowie. Kiedyś był już projekt biskupa Rzymu w Monachium, przy okazji podboju Państwa Kościelnego przez Piemont stający się Zjednoczoną Italią.

Zachowaj Porządek, a Porządek zachowa Ciebie

cóż, obecnie prędzej w Krakowie niż w Monachium, niewątpliwie

I find your lack of faith disturbing

Napisał/a: Filioquist skoro osoba

Wątpię, żeby moje głupie pytania i z palca wyssane mądrości były reprezentatywne dla wiernych naszego Kościoła...

Napisał/a: Filioquist niczego z tego nie rozumie, to oznacza niezbicie, że jedna z podstawowych prawd wiary i specyficznie katolicka nie ma żadnego znaczenia dla tożsamości katolika

Całkowita racja - co do mnie.

Napisał/a: Filioquist tu jest cytat:
http://rebelya.pl/forum/watek/82170/
>

Bardzo dziękuję!

Napisał/a: Filioquist w ogóle ciekawy wątek

Tak.

Napisał/a: Filioquist cóż, obecnie prędzej w Krakowie niż w Monachium, niewątpliwie

:)

Bardzo proszę o modlitwę za mnie i z całego serca za nią dziękuję!

Napisał/a: Filioquist u greków Trójca zdaje się jakby "rozgrywać" w jakiejś "boskiej czasoprzestrzeni", gdzie "coś z czegoś wypływa w określonym porządku"

"Który z Ojca jest zrodzony przed wszystkimi wiekami"...

Napisał św. Jan Paweł II:To tchnienie nie jest rodzeniem.

Czym zatem jest zrodzenie - Boską energią?...

Napisał/a: Filioquist Napisał/a: Mała Mi
jakie

temat również na odrębną dyskusję

Proszę, niech Kolega napisze...

Bardzo proszę o modlitwę za mnie i z całego serca za nią dziękuję!

Spotkałem się kiedyś z takim prawosławnym wyjaśnieniem, że "Duch pochodzi od Ojca", a "Syn jest przez Ojca zrodzony". Do dziś nie łapię tego rozróżnienia, bo na chłopski rozum (tak, wiem, chłopski rozum nie jest w teologii szczególnie skutecznym narzędziem, choć z drugiej strony Mt 11, 25 i Łk 10, 21) skoro "Ojciec (z)rodzi(ł) Syna", to przecież "Syn pochodzi od Ojca", czyż nie? W jakiś sposób dla braci prawosławnych pochodzenie Syna od Ojca jest różne od pochodzenia Ducha od Ojca. Jakąś próbą pogodzenia "łacinników" i "greków" jest formuła "pochodzi od Ojca przez Syna", ale moim zdaniem jest to tylko lingwistyczny wybieg, który niczego nie wyjaśnia, a wręcz miesza. Co ciekawie, cały ten spór mógł zostać zażegnany już dawno temu: na soborach w Lyonie (XIII w.) i Florencji (XV w.) wyjaśniono kwestie sporne i wypracowano formuły, które były do przyjęcia dla obu stron. Niestety ze względów politycznych ustalenia te zostały później zanegowane i odrzucone przez Wschód (to tak w baaardzo dużym skrócie i uproszczeniu).
Jeśli mówimy, że Duch Święty jest uosobioną Miłością między Ojcem i Synem, to jasne jest, że pochodzi od Ojca i Syna, w przeciwnym razie (Ojciec jest jedynym źródłem Ducha) podważalibyśmy wzajemność miłosnej relacji Ojca i Syna.
Je suis filioquist. 😉

bonum ex integra causa, malum ex quocumque defectu

napiszę wkrótce

I find your lack of faith disturbing

:)

[Inwalido zadowolony, dajże i mnie się ucieszyć!]

Bardzo proszę o modlitwę za mnie i z całego serca za nią dziękuję!

Napisał/a: Mała Mi W pragnieniu dobra dla drugiego człowieka?

w pragnieniu tego, co dobre i w czynieniu dobra, w dobrych uczynkach

klasyka

Napisał/a: Mała Mi Czym zatem jest zrodzenie

oznacza generację z siebie bytu tej samej natury - w tym przypadku "Bóg z Boga"

analogicznie można by powiedzieć, że Bóg "myśli" i że zrodzone Słowo to "myśl" Boga o sobie samym

natomiast stworzenie jest myślą o "kimś innym"

Napisał/a: Mała Mi niech Kolega napisze

słabością myślenia łacińskiego jest tendencja do faktycznego podporządkowania teologii określonej filozofii - koncepcje filozoficzne stają się probierzem prawidłowości twierdzenia teologicznego

i pragnienie wyjaśnienia "jak" wszystkiego

a teologia jest dyskursem autonomicznym, który jest spójny wewnętrznie i chodzi w nim o prawdę - o "co" a nie o "jak"

pragnienie dopowiedzenia wszystkiego po ludzku, wyjaśnienia "co" i "jak" wszystkiego w zgodności z określoną "racjonalną" filozofią ma skutek przeciwny - dochodzimy do momentów, kiedy tracimy spójność, ponieważ ludzka "racjonalność", choćby filozoficzna, nie ogarnia całości rzeczywistości Bożej, i wtedy mówimy o paradoksach, że to są "tajemnice", zamieniamy prawdę wiary w absurdy, a to są jedynie problemy, które sami tworzymy i jeśli odrzucimy próby filozoficznego "racjonalnego" ujednoznacznienia praw wiary i wyjaśnienia wszystkiego "jak" po ludzku - wówczas dopiero ukazują się nam jej rzeczywiste tajemnice nie jako problem dla rozumu, ale przeciwnie - jako źródło oświecenia naszego ludzkiego ograniczonego pojmowania przez naocznie doświadczaną intuicję prawdy - nie odkrywanej a objawionej - "to musi być prawda i wówczas wszystko się zgadza"

I find your lack of faith disturbing

Kol. Filioquist bardzo OK. Właśnie takie podejście miałem na myśli, pisząc w innym aktualnym wątku "Nie rozumiem, ale przyjmuję" i wyjaśniając "Próbuję zrozumieć, ile się da, ale gdy dochodzę do granicy mojego zrozumienia, to staram się w pokorze przyjąć to, czego nie rozumiem, a nie odrzucać ze względu na moje niezrozumienie."

bonum ex integra causa, malum ex quocumque defectu

Napisał/a: Filioquist pragnienie dopowiedzenia wszystkiego po ludzku, wyjaśnienia "co" i "jak" wszystkiego w zgodności z określoną "racjonalną" filozofią ma skutek przeciwny

Zgoda, o ile tylko nie będziemy słów Kolegi odczytywać w ten sposób, że niczego, co dotyczy Boga, nie jesteśmy w stanie ogarnąć rozumem. Ale oczywiście są granice tego poznania.

Napisał/a: Filioquist Napisał/a: Mała Mi
niech Kolega napisze

:)

Napisał/a: Filioquist słabością myślenia łacińskiego jest tendencja do faktycznego podporządkowania teologii określonej filozofii - koncepcje filozoficzne stają się probierzem prawidłowości twierdzenia teologicznego

i pragnienie wyjaśnienia "jak" wszystkiego

a teologia jest dyskursem autonomicznym, który jest spójny wewnętrznie i chodzi w nim o prawdę - o "co" a nie o "jak"

pragnienie dopowiedzenia wszystkiego po ludzku, wyjaśnienia "co" i "jak" wszystkiego w zgodności z określoną "racjonalną" filozofią ma skutek przeciwny - dochodzimy do momentów, kiedy tracimy spójność, ponieważ ludzka "racjonalność", choćby filozoficzna, nie ogarnia całości rzeczywistości Bożej, i wtedy mówimy o paradoksach, że to są "tajemnice", zamieniamy prawdę wiary w absurdy, a to są jedynie problemy, które sami tworzymy i jeśli odrzucimy próby filozoficznego "racjonalnego" ujednoznacznienia praw wiary i wyjaśnienia wszystkiego "jak" po ludzku - wówczas dopiero ukazują się nam jej rzeczywiste tajemnice nie jako problem dla rozumu, ale przeciwnie - jako źródło oświecenia naszego ludzkiego ograniczonego pojmowania przez naocznie doświadczaną intuicję prawdy - nie odkrywanej a objawionej - "to musi być prawda i wówczas wszystko się zgadza"

Myślę, że ma Kolega rację.

Napisał/a: Filioquist Napisał/a: Mała Mi
Czym zatem jest zrodzenie

oznacza generację z siebie bytu tej samej natury - w tym przypadku "Bóg z Boga"

Dalej nie bardzo rozumiem, dlaczego pochodzenie Ducha Świętego nie jest generacją z siebie bytu tej samej natury... Ale pogodziłam się z tym na razie;)

Napisał/a: Filioquist analogicznie można by powiedzieć, że Bóg "myśli" i że zrodzone Słowo to "myśl" Boga o sobie samym

Oczywiście, zapomniałam o tym... Może więc Duch Święty jest Wolą Boga? Stworzenie na obraz i podobieństwo Boże ma oznaczać rozum i wolę, a św. Augustyn pisał, że obrazem czy może jakby obecnością Ojca w człowieku jest pamięć, Syna intelekt, a Ducha wola...

Napisał/a: Filioquist natomiast stworzenie jest myślą o "kimś innym"

Rzeczywiście...

Napisał/a: Filioquist miłość rozpoznaje się po miłowaniu

Napisał/a: Filioquist wyraża się w konkretnym pragnieniu i w konkretnym
działaniu

Napisał/a: Filioquist w pragnieniu tego, co dobre i w czynieniu dobra, w dobrych uczynkach

klasyka

Czy "wyraża się pragnieniu i działaniu" oznacza, że stanowi coś więcej niż pragnienie i działanie?

"W pragnieniu tego, co dobre" - jak to wygląda w przypadku miłości do człowieka, co jest tym dobrem? Sam Kolega zwrócił kiedyś uwagę, że miłości definiowanej jako samą chęć dobra dla drugiego nie można odnieść do miłości do Boga, a czy miłość do człowieka może być czymś jakościowo różnym od tamtej? Myślę, że miłość jest uznaniem w czymś, kimś dobra, wartości bezwzględnej - "Miłością spłacam ci mój nieskończony dług za to, czym jesteś" (Rabindranath Tagore/Thakur). Jeżeli miłość oblubieńcza, małżeńska jest na obraz i podobieństwo Trójcy Świętej, to może i inna miłość do człowieka ma być w pewien sposób na wzór tej oblubieńczej? W miłości oblubieńczej druga osoba stanowi wartość sama w sobie, a kochanie jest raczej łaską niż zasługą. Napisano:

"I gdybym rozdał na jałmużnę całą majętność moją,
a ciało wystawił na spalenie2,
lecz miłości bym nie miał,
nic bym nie zyskał".

W końcu drugie przykazanie miłości jest osobnym przykazaniem, nazwanym PODOBNYM do pierwszego (to podobieństwo bardzo podkreślała w głębokim wewnętrznym oświeceniu św. Teresa z Lisieux, ale nie zrozumiałam dobrze, co miała na myśli i nie pamiętam - twierdziła zresztą, że nie potrafi wyrazić...) - czymś więcej niż tylko sposobem wypełniania tego pierwszego przez filantropię. "Jak siebie samego" - a w sobie widzi się jednak wartość bezwzględną, to coś więcej niż pragnienie dobra dla siebie. I jest w tym właśnie pewna wzajemność, jest wzór Trójcy Przenajświętszej - to nie jest miłość za nic, wartością są same osoby, a nie tylko miłość - w przeciwnym razie stosunek do drugiego człowieka ciągle pozostaje przedmiotowy, zresztą skąd ta miłość ma się tak naprawdę brać? To jest widzenie w człowieku obrazu i podobieństwa Boga, niezależnie jak zniszczonego. Ta jakby cześć [cześć, nie część] wydaje mi się ważniejsza, a w każdym razie uprzednia wobec "dobrej woli" - to z niej rodzi się bezinteresowne pragnienie dobra DLA kogoś, a nie tylko w kimś czy poprzez kogoś. Miłości nie można nakazać. "Światłem ciała..." itd.:) "Widzę ludzi, bo gdy chodzą, dostrzegam ich niby drzewa"... (Mk 8,24).

To oczywiście brzmi dosyć banalnie, ale w praktyce jest chyba niezwykle trudne, a raczej, powiedziałabym, po ludzku nieosiągalne - wymagające owego cudu przejrzenia... A wtedy staje się może łatwe. Ja na przykład nie potrafię kochać... Ale przeczuwam, myślę, że tak właśnie jest.

Bardzo proszę o modlitwę za mnie i z całego serca za nią dziękuję!

"Ja na przykład nie potrafię kochać." - ?

I find your lack of faith disturbing

Że może nie tyle nie potrafię, ile nie chcę? Może. Po prostu WIDZĘ, że nie kocham.
"Widzę ludzi, bo gdy chodzą, dostrzegam ich niby drzewa"...

Bardzo proszę o modlitwę za mnie i z całego serca za nią dziękuję!

Widocznie się nie staram (albo za mało): "Lecz wy starajcie się o większe dary: a ja wam wskażę drogę jeszcze doskonalszą" (1 Kor 12,31).

EDYTA:

Tak, to prawda - nie starałam się O TO...

Bardzo proszę o modlitwę za mnie i z całego serca za nią dziękuję!

O głupoty "się starałam" (że niby): "czystość" moralną, "życie duchowe" (śmiechu warte: intelekt + uczucia) - wysublimowane przyjemności... I poradzenie sobie z własną chorą psychiką - czyli o przetrwanie. A ludzie tylko mi przeszkadzali...

Stanisław Barańczak

Gdyby nie ludzie, gdyby nie istnieli
tak natrętnie, ze swoim łupieżem, paranoją,
wystrzępionymi spodniami, antysemityzmem,
kłopotami w pracy, trwałą ondulacją, skłonnością
do uproszczeń i zadyszki, gdyby wcale
nie trzeba ich było poznawać, przecierających zamglone
okulary, wycierających zamaszyście
buty straszne dziś błoto, ocierających
bezsilną łzę, gdyby nie otwierali przed każdym
tak od razu swoich otłuszczonych serc i wyszmelcowanych teczek
z przetartymi na zgięciach papierami chwileczkę
gdzie ja podziałem to zaświadczenie, gdyby
w ogóle ich nie było, tych zanadto
takich samych i nadmiernie
odmiennych światów z podwyższonym
ciśnieniem, z wygórowanymi
żądaniami panie musisz mi pomóc, zbyt głośno
mówiących, zbyt naocznie
żywych, zbyt dotkliwie
ludzkich,

o ile łatwiej by się mówiło nic co ludzkie nie jest

Bardzo proszę o modlitwę za mnie i z całego serca za nią dziękuję!

Napisał/a: Mała Mi Tak, to prawda - nie starałam się O TO...

Życzę powodzenia na dalszéj części drogi chrześcijanki. Dziś jest niedziela "quasi modo geniti infantes" ("niczym nowo narodzone niemowlęta"; odnosi się to po piérwsze do ochrzczonych w Wielkanoc), niedziela Miłosierdzia Bożégo. Tradycyjny introit (za stroną "Divinum officium"):
"Quasi modo géniti infántes, allelúia: rationabiles, sine dolo lac concupíscite, allelúia, allelúia allelúia."
Od wpisu w Twoim wątku imieninowym również ja się za Ciebie, Weroniko, modliłem. Mam nadzieję, że już mogę powoli wygaszać swoję aktywność na téj części murów Świętégo Miasta — chyba, że Ty powiész, że daléj potrzebujesz dużo modlitwy. Liczę téż na pewną wzajemność ;)

inna wyszukiwarka, inne mapy, inna poczta
"Та тверда у нас залога й козаки як стій, і надія наша в Бога й в Діві Пресвятій."

Z całego serca dziękuję!!!

NIE MASZ POJĘCIA, Xiążę, jak bardzo potrzebuję modlitwy... Jak pożałowania godny jest mój stan.

Mój potencjał wstawienniczy, że się tak wyrażę, jest co najmniej znacznie ograniczony (dlatego jestem raczej ostrożna ze stawianiem + w wątkach modlitewnych) - ale będę się za Ciebie modlić.

Bardzo proszę o modlitwę za mnie i z całego serca za nią dziękuję!

Napisał/a: Mała Mi Stanisław Barańczak

Dobre, bliskie.

Napisał/a: Mała Mi "Widzę ludzi, bo gdy chodzą, dostrzegam ich niby drzewa"

Właśnie. Przynajmniej ostatnio coraz bardziej mi takie status quo przeszkadza. Chwała Bogu i za to.

Od "zawsze" towarzyszy mi poczucie cenności czasu życia, zdenerwowanie, gdy marnuję. "Marnuję na ludzi", przeszkadzają, rozpraszają, włażą w życiorys, drażnią, stresują oczekiwaniami, odciągają od tego, co dla mnie "ważne". Poczucie cenności czasu słuszne, ale może wreszcie zmienia się pogląd na to, co jest tym marnowaniem, a co nie. Oby.

Ciekawa rzecz, nie da się tego sztucznie przyspieszyć, pójść skrótem, to nie kwestia prostego "aha" na czyjeś perswazje. Do kolejnych etapów się dojrzewa w pewnym niepomijalnym czasie, tempem, które może wydawać się absurdalnie powolne zważywszy na teoretyczną prostotę celu. Może się to zdać stagnacją, daremnością środków mienionych skutecznymi, marnowaniem na nie czasu. Można niecierpliwić się sobą, chcieć od razu, próbować od razu tylko po to, by rzucić wszystko w kąt wobec porażki. Dlaczego to trwa i trwa? Czy cokolwiek się dzieje? Otóż owszem, trwa, bo najwyraźniej musi i dzieje się nawet, gdy nie widać, gdy korzysta się z łask właśnie na tyle, na ile jest się zdolnym.

Reżyseria: Peyo

Tak, to jest ciekawe! Nawet własne perswazje na niewiele się zdają wobec tego braku głębokiego wewnętrznego przekonania... Może to jest problem osób, w których rozwoju psychicznym nastąpiło jakieś rozdwojenie - jakby umysł oddzielił się od serca albo serce pękło na pół... A może właśnie takie osoby są naturalnie predysponowane do religijności? Bo co innego pozostaje wobec szklanej ściany oddzielającej od świata? I może, "kręcąc się w kółko", po spiralnych okrążeniach od całego wszechświata dochodzimy wreszcie do bliźniego...

W tym 8 rozdz. Ew. wg św. Marka o niewidomym jest ciekawy wątek wsi:

"22 Potem przyszli do Betsaidy. Tam przyprowadzili Mu niewidomego i prosili, żeby się go dotknął. 23 On ujął niewidomego za rękę i wyprowadził go poza wieś. Zwilżył mu oczy śliną, położył na niego ręce i zapytał: «Czy widzisz co?» 24 A gdy przejrzał, powiedział: «Widzę ludzi, bo gdy chodzą, dostrzegam ich niby drzewa». 25 Potem znowu położył ręce na jego oczy. I przejrzał [on] zupełnie, i został uzdrowiony; wszystko widział teraz jasno i wyraźnie. 26 Jezus odesłał go do domu ze słowami: «Tylko do wsi nie wstępuj!»".

A "wszystko widział teraz jasno i wyraźnie" kojarzy mi się z tym (przy wszystkich oczywistych różnicach kontekstowych):

"Teraz widzimy jakby w zwierciadle, niejasno;
wtedy zaś [zobaczymy] twarzą w twarz:
Teraz poznaję po części,
wtedy zaś poznam tak, jak i zostałem poznany3" (1 Kor 13,12).

Bardzo proszę o modlitwę za mnie i z całego serca za nią dziękuję!

drzewa?

żeby rzeczywiście zobaczyć człowieka, wpierw trzeba rzeczywiście zobaczyć drzewo

I find your lack of faith disturbing

To już chyba zbyt wysoki poziom abstrakcji i skrótu myślowego dla mnie:)

Bardzo proszę o modlitwę za mnie i z całego serca za nią dziękuję!

Napisał/a: Filioquist drzewa?

żeby rzeczywiście zobaczyć człowieka, wpierw trzeba rzeczywiście zobaczyć drzewo

Leopold Staff

Wysokie drzewa

O, cóż jest piękniejszego niż wysokie drzewa,
W brązie zachodu kute wieczornym promieniem,
Nad wodą, co się pawich barw blaskiem rozlewa,
Pogłębiona odbitych konarów sklepieniem.

Zapach wody, zielony w cieniu, złoty w słońcu,
W bezwietrzu sennym ledwo miesza się, kołysze,
Gdy z łąk koniki polne w sierpniowym gorącu
Tysiącem srebrnych nożyc szybko strzygą ciszę.

Z wolna wszystko umilka, zapada w krąg głusza
I zmierzch ciemnością smukłe korony odziewa,
Z których widmami rośnie wyzwolona dusza...
O, cóż jest piękniejszego niż wysokie drzewa!

EDYTA:

Ułożyłam sobie swego czasu taką parafrazę (nawiązując do swoich samotnych wieczornych spacerów
w pewnym pięknym i nadzwyczaj spokojnym miejscu, które zapewne Kolega zna, w latach, kiedy mieszkałam w owym magicznym mieście):

O, cóż jest piękniejszego nad stare cmentarze,
kojące utrudzone wchodzących w nie twarze!
Chłodne, kamienne krzyże w świata mroku
inaczej, niż świat ten daje, dają - pokój...

I teraz się zastanawiam, które spojrzenie jest bliższe prawdy:)

@ Rydygier

Kolegi nowa stopka jest dla mnie równie zagadkowa, jak awatar, ale chwała Bogu za zmianę tamtej!
I za moment tej zmiany, bo radość dzielona z człowiekiem się mnoży...

EDYTA 2:

Zapamiętałam z "O naśladowaniu Chrystusa" takie zdanie:
O, cóż jest piękniejszego nad czyste oczy człowieka?

Ciekawe7, jeśli tak mnie pamięć zwodzi - nie wiem, co się stało z moją papierową wersją ani w czyim była tłumaczeniu, a w internecie znajduję tylko takie:

"Cóż spokojniejszego, jak oko człowie­ka, który ma serce proste? (tłum. x. A. Jełowicki);
"Cóż spokojniejszego nad proste spojrzenie?" (tłum. Anna Kamieńska)

- i są one poprawne: "Quid simplici oculo quietius?" oraz uzasadnione kontekstem:

"Albowiem dopóki mię zatrzymuje rzecz jaka, nie mogę swobodnie wzlecieć ku Tobie. Ten pragnął swobodnie wzlecieć ku Tobie, który mówił: "któż mi da skrzydeł jak gołębicy? a będę latał i odpoczywał".
Cóż spokojniejszego, jak oko człowie­ka, który ma serce proste? I cóż swo­bodniejszego, jak ten, który niczego nie pożąda na ziemi?" (ks. III, rozdz. XXXI, par. 1).

Chyba, że to jeszcze inny fragment, w co wątpię.

Ale i tak mam rację - "cóż jest piękniejszego nad czyste oczy człowieka" to JEST prawda:)

EDYTA 3:

A może to w Filokalii było? Tak mi się teraz wydaje...

Bardzo proszę o modlitwę za mnie i z całego serca za nią dziękuję!

Napisał/a: Mała Mi ale chwała Bogu za zmianę tamtej!

Nie nadinterpretowujmy na wyrost, nie mówmy hop. Ale może faktycznie coś się ruszy w temacie, doświadczam ostatnio w moim życiu zadziwiających subtelnością a przy tym doniosłością skutków posunięć Bożej ofensywy. Nie wiem, czy nie zmarnuję, nie wiem, dokąd to jest prowadzone, ale dzieje się.

Napisał/a: Mała Mi Kolegi nowa stopka jest dla mnie równie zagadkowa, jak awatar

:) To z parafii żartów wysoce abstrakcyjno-absurdalnych, miewam takie ciągoty. Sam nie potrafiłbym konkretnie objaśnić, skąd i dlaczemu, a jednak czemuś tak, nie inaczej. Mam tylko przypuszczenia.

Reżyseria: Peyo

:)

Napisał/a: Mała Mi Kolegi nowa stopka jest dla mnie równie zagadkowa, jak awatar

I jak nick zresztą też:) (wiem, kim był Ludwik Rydygier).

Bardzo proszę o modlitwę za mnie i z całego serca za nią dziękuję!

Nick nie jest specjalnie znaczący. Gdy go wybierałem dawno temu, wiedziałem tylko o Rydygierze - butnym Niemcu, co go Wanda nie chciała, i to odeń pomysł, bo dobrze mi imię brzmiało. Alias się utrwalił na tyle, że to w zasadzie moje ogólnosieciowe oficjalne miano. Ludwikowi zawdzięczam szpital i ulicę mojego imienia. Ze znanych żył-był jeszcze niejaki Aleksy, ale przemilczmy. Cóż. Proza prawdy nie dorasta do fasady zagadkowości, może więc powinienem był ją utrzymać... :)

Reżyseria: Peyo

@ Rydygier

:)

Napisał/a: Filioquist żeby rzeczywiście zobaczyć człowieka, wpierw trzeba rzeczywiście zobaczyć drzewo

Drzewo poznania dobra i zła? Drzewo życia? Drzewo krzyża?

A tak w ogóle: "pożądliwość oczu", czyli żądza wiedzy (1 J 2,16) - taki kontrapunkt dla "światłem ciała jest oko" (Mt 22-23; Łk 34-36)...

"(...) wąska droga, która prowadzi do życia" (Mt 7,14). Człowiek zaraz myśli, że droga stroma albo śliska, albo że kamienista, albo że pod górkę - a ona po prostu jest WĄSKA... Nie zbaczać na lewo, nie zbaczać na prawo, nie rozglądać się. A ja się obijam od ściany do ściany, wyżej, niżej, a drogi jednym palcem stopy nie dotknęłam...

* * *

nie dlatego

że mam tylko jedno jedyne życie
że mogłoby mnie nie być

że utraciłem wiarę w dalekim dzieciństwie
że nie przestałem być wierny

że czytam ze wstydem swe niedawne wiersze
że błądzę w nich jak w zgliszczach zarosłych przez śnieg

że nie chciałem współkłamać
że nie chcę mówić półprawdy

że nicość grzebie w moich listach i papierach
że odciska na nich swoją tłustą rękę

że zaledwie przeczuwam czym jesteś

nie dlatego
uczę się

milczeć

"Uczę się"... "(...) takie, co to zawsze się uczą, a nigdy nie mogą dojść do poznania prawdy" (2 Tm 3,7).
Jak Achilles, który nie dogoni żółwia...

Napisał/a: undefinedIt takes a Iong time far a mouse to realize he's in a trap, but once he does, something inside him never stops trembling.

"Poznacie prawdę, a prawda was wyzwoli" - prawda o pułapce?

A jeszcze to właśnie przeczytałam (http://rebelya.pl/forum/watek/83850/?page=2 ):

Napisał/a: Filioquist Napisał/a: Ernest Zacny

Napisał/a: Filioquist [referując dyskutowane stanowisko]:
drogą do zbawienia jest żałowanie a nie miłowanie

Fałszywa opozycja, przecież Kolega wie.
Że jak trwamy w miłosierdziu, to w końcu następuje przemiana fazowa i pyk, jest radość duszy i spokój serca. No, miłość.

do następnego grzechu, to nie miłość, co najwyżej wdzięczność, "miłość" do dobrodzieja, wybawcy, a głównie błogość poczucia bezpieczeństwa

a nie miłość

miłość rodzi się z poznania

Ja bym powiedziała, że poznaje się w doświadczeniu miłosierdzia... Jednak:

"Będą okazywać pozór pobożności, ale wyrzekną się jej mocy" (2 Tm 3,5).
"(...) ludzie o spaczonym umyśle, którzy nie zdali egzaminu z wiary" (2 Tm 3,8).

Z drugiej strony na tamto pada w owej dyskusji dość dobra odpowiedź zamykająca cytowany wątek...

Bardzo proszę o modlitwę za mnie i z całego serca za nią dziękuję!

Copyright © 2011 Rebelya.pl Wszelkie prawa zastrzeżone.