Jak wyglądałby Wasz osobisty ranking i dlaczego?

Ściekawości pytam, bo jestem mniej więcej 5 lat do tyłu i chciałbym się tą drogą zorientować, co się wydarzyło interesującego w popularnej kinematografii.

Czasem by człowiek mimo wszystko co nowego obejrzał, a choć cenię hollywoodzki kunszt techniczny i rozmach realizacji, mam kompletnie dość sztamp scenariuszowych a nadmiar pustej akcji nuży i męczy już prawie tak, jak "głębokie filmy o znojnym paleniu papierosa" czyli "kino dla krytyków".

Reżyseria: Peyo

Napisał/a: Plankton zniknięty tymczasowo lub bezterminowo(Wolfwind) widział Kolega Wątkotwórca "GATTACĘ"? "Impostora"?

Widział. Dość się podobało, choć jeśli chodzi o to drugie, odczuwam narastające znużenie ekranizacjami Dicka przez ich mnogość.

Reżyseria: Peyo

"Impostor" wspaniały - jeśli wygra PiS, to Polska będzie wyglądać identycznie, jak Ziemia w tym filmie.

Napisał/a: Pref de Zoo

Również rodzi się pytanko, CKM zachwycać się jedną, genialną/dobrą rolą aktora w filmie religijnym, gdy ów zazwyczaj grywa w pornolach albo takich tam.
Kazus M. Rourke'a. Albo von Triera - ten na co dzień robi porno dla kobiet.
Żeby zobrazować lepi: będzie Kulega opklaskiwać hucznie pianistę, któren zgwałcił publicznie owieczkę sąsiadki i wiadomo o tem wszem i wobec? A koncert był niezwykle udany - dodam.
Albo: będzie Kulega opklaskiwać hucznie muzyka, któren jest homoseksualistą i publicznie się z takimi pod rękę prowadza oraz na koncertach (genialnych muzycznie - zaznaczmy kółeczkiem) promuje te i inne, prawda, zachowania?

To są bardzo ciekawe123 pytania.


No właśnie - mniejsza o Passoliniego tylko o to, że coś w formie pięknego jest niemoralne. Oczywiście należy to odrzucić, choć ja w przypadku akurat "Dziewczyny" nie widziałem powodu;) Oczywiście potem idą niuansiki, że generalnie całe dzieło i reżyser oraz jego przesłanie jest ok ale przez przypadek wziął aktorkę lekko się prowadzącą. To są problemy! :) Ja sam, był moment i w zasadzie cały czas cenię, uwielbiałem Brando ale wiadomo, w życiu osobistym lewak i buc, ale co zrobić - geniusz aktorski! Podobnie albo nawet bardziej Kinski (ten to dosłownie brał udział w filmach na p). A z mojego poletka (dizajn) patrzę sobie jakiś czas temu na internecie na jakieś smaczne dizajny aż tu nagle penis z czekolady! Piękny, odlany z formy itd, super etui, sprzedawają wysylkowo itd haha jakie śmieszne i jak doskonale wyegzekwowane ale... po co. Tfurca przekroczył tu pewną granicę i to należy zdemaskować i pacnąć go w choćby internetowo w ucho, żeby sobie nie myślał, że jest taki zabawny!

STOP - źle to ująłem:) To o ten blog o dizajnie mi chodziło, że wplótł pomiędzy zacne rzeczy taki wytwór, a zmyliła go jakość/forma/"fajność".

Child 44 z Tomkiem Twardochem i Szwedką Noomi Rapace. Kino z najwyższej półki! Choć temat pięknie zrobiony już w Obywatelu X.

Nie częstość lub gwałtow­ność uderzeń jest siłą, lecz celność, powiedział Balzak.

Jak dotąd obejrzałem dwa ze wspomnianych:

1. Snajper

Film zrobiony bardzo solidnie, który niczym szczególnym mnie nie porwał czy zainteresował, ani co do formy, ani co do treści, pomimo mojego zamiłowania do filmów wojennych. Jest to więc typowy "film dobry, ale nie do mnie". W zasadzie podsumować tak mógłbym wszystko, co dotąd widziałem Eastwooda. Zajmują go sprawy, które niezbyt zajmują mnie.

2. Grawitacja

Fenomenalny. Jest to w zasadzie film trzech aktorów: Bullock, Clooney (przelotnie) i fizyka. Wszyscy się spisują, być może zwłaszcza fizyka. Sceny z rojem odłamków nomen omen wymiatają, ale nie rozmachem, tylko zimną grozą prostej bezkompromisowości i autentyzmem, a to rzadki wybór w Hollywood i chwała za to. To chyba właśnie zderzenie fizyki z człowiekiem i tym, co w człowieku intymnego napędza film fabularnie, albo raczej przykuwa do fabuły uwagę widza. Dziwne, na jakie wręcz metafizyczne tory może zagnać myśli widza prosta, surowa, pozbawiona efekciarstwa żonglerka wektorami sił i ruchu, czy może raczej to, jak te wektory żonglują człowiekiem, ale i vice versa. Pięknie całość podkreśla muzyka będąca swoistym narratorem, skutecznym dyrygentem nastroju.

Dramaturgia wciskająca, choć zarys fabuły bardzo skromny. Prosty, doskonały pomysł, kapitalne wykonanie, które wycisnęło z niego więcej, niż się wydawało możliwe. Przy tym film spójny, w zasadzie pozbawiony zupełnie mu zbędnych tanich chwytów dramatyzujących czy udziwnień, epatowania którymi ma się tak dość. On nie tyle zawiera świetne sceny, co sam jako całość jest takową jedną, płynną sceną. Swoiste iaido kinematografii.

Merytorycznie przekonujący, co rzadkie, acz nie mnie pytajcie, na ile realistyczny de facto. Nawet, jeśli nie bardzo - nic nie szkodzi.

Obawiałem się, czy nie będzie nudny, a tymczasem jak dla mnie okazał się znacznie ciekawszy i bardziej poruszający od rozmaszystych filmów o podboju kosmosu typu Apollo 13 czy przegadanych dramatów.

Z tchnących czymś podobnym w jakimś stopniu kojarzę tylko Sunshine, który momentami osiągał to, co tu jest obecne cały czas.

Najpewniej daleko nie każdy odnajdzie w tym filmie dla siebie tyle dobrego, ile ja, proszę więc mocno wziąć na wzgląd subiektywny charakter doznań, acz każdemu życzę, by w jakimś filmie tyle znalazł.

Reżyseria: Peyo

@Rydygier

Bardzo eleganckie recenzje!

Z Eastwoodem też mam problem - niby "wielkim (również) reżyserem jest" ale jakoś przeemocjonowane są te jego filmy. Czyli ma takie mniej przyswajalne (przykładowo "Million Dollar Baby") i takie utrafione w moje gusta ("True Crime" czy "Midnight in the Garden of Good and Evil").

Co do "Grawitacji" to obawiam się, że u mnie obowiązuje kawałek recenzji Kolegi z poprzedniego filma - "film dobry, ale nie do mnie" ;) Ale podzielam zachwyt nad sceną deszczu meteorytów (oraz kręciołą;) i muzyką (zwłaszcza nią!) w podkładzie! Sprawdza się tu powiedzenie, że nieraz warto zobaczyć film dla jednej sceny. Choć mi się nie udało!! Dobrze, że ta scena była na smiuteńkim początku;)

Ano tak to jest z filmami. Idźmy jednak dalej:

3. Gra Tajemnic

Film o Turingu i jego zmaganiach z Enigmą w Bletchley Park. Ukazany Turing jest praktycznie imbecylem jeśli chodzi o tzw. inteligencję społeczną. Interesujące jest obserwować, jak to rzutuje na relacje z ludźmi i jak z tym walczy dla dobra ich wspólnej pracy. Fakt ułomności w połączeniu z wysokim ogólnym IQ ma go czynić idealnym łamaczem szyfrów, bo całe życie zmaga się z szyframi, jakimi są dla niego nawet najprostsze relacje międzyludzkie.

Sceptyczny wobec nie dość efektywnych metod kolegów Turing udowadnia wbrew prawie wszystkim, że wie lepiej. Pomimo oporów szefostwa, niczym konstruktor Trurl, konstruuje swoją Maszynę Do Rozwiązywania Problemów mającą robić z grubsza to samo, za to szybciej, a opartą o dokonania polskich matematyków.

Poznajemy też moralne dylematy odnośnie takiego korzystania z odszyfrowanych informacji by ukryć przed Niemcami fakt złamania kodu Enigmy.

Ogólnie można wynieść, że gdyby nie Adolf Hitler być może nie byłoby ani Rebelyi ani komputerów w obecnym kształcie w ogóle w myśl klasycznego powiedzenia, że potrzeba matką wynalazków. Film ukazuje też oględnie doniosłość roli informacji i jej mądrego wykorzystania na wojnie, a wreszcie niegłupio zauważa, że najistotniejszy wkład w szeroko pojęty rozwój ludzkości bywa udziałem osób lekceważonych i pogardzanych.

Skojarzenia z Pięknym Umysłem całkiem na miejscu. Uważny widz spostrzeże dobrych parę myków pożyczonych z tamtego filmu. Przy tym Gra Tajemnic nie jest jakąś kalką, a Piękny Umysł uważam za film lepszy. Może wdzięczniejsza historia, może pokazana w bardziej intrygujący sposób. Trochę też szkoda, że scenarzysta uznał za konieczne pochylić się nad Orientacją Turinga, dobrze, że bez obrazków i że nie uczynił z niej osi filmu. W każdym razie wedle filmu miała ona niebagatelny wpływ na bieg życiorysu matematyka.

Podobał się, ale nie zachwycił - czołówka przeciętności.

4. Ocalony

Solidnie zrobiona, trzymająca poziom "żołnierska opowieść" na faktach, bez szalonych fajerwerków, niczym się nie wybijająca ani nie rozczarowująca, z racji fabuły i realiów Afganistanu ciut podobna do Special Forces. Film będący w zamyśle upamiętnieniem i hołdem żołnierzom skupia się na pokazywaniu biegu wydarzeń pojedynczej operacji "track down and kill" i jedynie bardzo zdawkowo przemyca coś ponad to, wliczając zarysowanie postaci. Taka decyzja powoduje, że ciężko wczuć się i przejąć losem żołnierzy, bo ledwie ich znamy i nie za bardzo zdążymy poznać. Co w tym filmie najciekawsze to chyba fakt, że tytułowy ocalony pozostaje takowym dzięki zdeterminowanej postawie miejscowej ludności gotowej bronić go do śmierci przed Talibami. Pouczające też jest patrzeć, jak z pozoru nieźle zaplanowana operacja wykonywana przez elitę elit sypie się kompletnie w zderzeniu z przyczynowo-skutkowym nawarstwieniem paru drobnych komplikacji, pozornie błahych czynników niezależnych i jednego wyboru moralnego. Jak zespół super wyszkolonych komandosów SEAL poradzi sobie w nieoczekiwanym starciu z przeważającą liczebnie bandą Talibów z byle kałachami i RPG walczącą na własnym, takim, nie innym podwórku? Można się domyślić.

Tu z kolei pobrzmiewają echa Blackhawk Down (nawet jest drugoplanowy Bana), analogicznie będące tylko echami, nie kalką i analogicznie nie czyniące z Ocalonego filmu tak dobrego, jak Helikopter w Ogniu, którego przewaga polega głównie na użyciu ambitniejszych wizualnych środkach wyrazu, na większym polu dla gry aktorskiej i nieco mocniejszym przywiązaniu widza do bohaterów.

Ocena jak wyżej.

Reżyseria: Peyo

Łoł - podziwiam Kolegi solidność (że obejrzy wszystkie polecone movies). Poczekam na moje (tzn. te co ja znam), żeby się przymierzyć;)

Napisał/a: Rydygier Jest to więc typowy "film dobry, ale nie do mnie". W zasadzie podsumować tak mógłbym wszystko, co dotąd widziałem Eastwooda.

A "Bez przebaczenia" widziałeś? Bo ja od tego zacząłem i się uzależniłem;]
Czasem wyżej, czasem niżej, ale generalnie dobrze go oceniam.

Przeklęty mąż, który pokłada nadzieję w człowieku

Napisał/a: key4tee_comże obejrzy wszystkie polecone movies

E, tak to nie. Kilka sobie tylko wybrałem. W najbliższym czasie raczej nie więcej, niż jeszcze trzy (Interstellar, Wróg Numer Jeden, Furia), bo Birdmana chyba jednak nie zmęczę, a do pozostałych na dziś nie mam dostępu. W dalszej przyszłości nie wiadomo, ale raczej nie wszystkie, bo nie wszystkie z polecanych mi odpowiadają.

Napisał/a: gienekA "Bez przebaczenia" widziałeś?

Raz chyba widziałem w telewizji. X lat temu, mało pamiętam, raczej nie ciągnie mnie, by oglądać znów, ale może kiedyś spróbuję. To już bardziej Tombstone byłoby z westernów, do których lubię wracać - dla kilku scen. 3.10 do Yumy (remake) też dobry.

Reżyseria: Peyo

Napisał/a: Mak

Napisał/a: Turon„Żyć”
Skoro jesteśmy przy kinie Septentrionów, to zgłaszam ów dramat, hm… sensacyjny?... jako dowód na tezę, że dla stworzenia obrazu wybitnego wcale nie trzeba tysięcy statystów, efektów specjalnych, ani budżetu na 200 milionów baksów. Wystarczy tylko (taaak, „tylko”…) pomysł oraz talent twórców.
Mamy tu film raptem dwóch aktorów (plus pięciu epizodycznych, z arcyważnym trzecioplanowym epizodem alkoholika-degenerata zachowującego człowieczeństwo w ludzkim piekle). Jest jeszcze pies, który odegra niespodziewanie jedną z kluczowych scen. Oraz wymarłe miasto ze zdewastowaną świątynią, krzyże na grobach znikające wśród trawy, jako symbol upadku cywilizacji. I wreszcie wiatr, pojawiający się jak u Kurosawy (albo u tego argentyńskiego reżysera, com jego godność właśnie se zapomniał, psia kostka…).
Całość trwa ledwie ciut ponad godzinę, i uważam ją za wielkie kino. Co oznacza, że zapewne nie nadaje się dla każdego widza, a może nawet nie dla większości.
https://www.youtube.com/watch?v=4dnlAj1LlHc
>

Obejrzalem zachecony opisem i powiem tak: film nakrecony istotnie zrecznie, ale malo odkrywczy. Biorac pod uwage tresc mogl spokojnie sie zamknac w pol godziny. Generalnie troche szkoda czasu na to.

Trudno, widać mam spaczony gust.

А с поpтpета бyдет yлыбаться нам Железный Феликс

5. Interstellar

Świetne widowisko SF, dobry film.

Plan A czy plan B?
Gdy karta słaba, ale stawką jest przetrwanie ludzkości, czy godzi się odejść od stolika z uwagi na miłość do bliskich?
Czy opuszczenie bliskich dla dobra ludzkości to miłość bardziej oświecona, mądrzejsza, mniej egoistyczna, dojrzalsza, czy też jej zwyrodnienie tracące z horyzontu osobę?
A może to fałszywa alternatywa?
Co łączy Czarną Dziurę z jajkiem-niespodzianką?
Czy na pewno 90% szczerości i 75% humoru to optimum?
Kto pomaga ludzkości i czemu w taki sposób?

Nie wiem, czy Interstellar jest tak dobry jak Odyseja Kosmiczna. W każdym razie nawiązuje walkę o wejście do tej ligi, a mnie osobiście wciągnął bardziej. Efektywnie łączy rozmach kreślony zasłużenie pamiętnymi scenami i bieg historii skupionej na losach pojedynczych osób, więc wciągającej emocjonalnie.

Interstellar nie jest filozoficznie genialny, ale pozwala widzowi wynieść kobiałkę refleksji bez nachalnego dydaktyzmu.

Gra aktorska i dialogi ogólnie OK, przy czym jestem mało czuły na te aspekty. Wiem, że się tego czepiano. Wobec rozmachu wizji zaledwie "OK" stanowi i tak negatywny dysonans. Film ambicjami rozbudza apetyt na coś więcej, a nic więcej tu nie ma.

Wcale pomysłowa fabuła, nie unikająca niestety pewnych sztamp, której o dziwo grzebanie w czasie mimo wszystko przynosi ciut więcej korzyści niż szkód. Oprzeć na tym opowieść i nie polec - to jest sztuka. Moim zdaniem jednak dokonano jej. Choć nieodmiennie problematyczna żonglerka czasem stanowi osnowę fabuły, nie jest sednem jej sensu - to nie jest film o podróżach w czasie.

Powody do czepiania się zawsze są. To jak zwykle subiektywne. Kto nie potrafi ich przełknąć, ten polegnie i zatrzyma się na etapie narzekania, że szklanka w 20% pusta.

Reżyseria: Peyo

6. Furia

Takie filmy wojenne lubię. Udana kombinacja nieprzesadnej, acz bardzo solidnej widowiskowości i niemiałkiego przekazu w dobrych proporcjach. Przy tym jak dla mnie to, co najlepsze, jest przekazywane obrazem i muzyką, nie dialogami, które są OK i tyle, z tym zastrzeżeniem, że ciut ich za wiele na mój gust (co najmniej znacząco skróciłbym całą scenę "zabawy w dom").

Oto schyłek wojny, gdzie koniec już rychły i nieunikniony, opór irracjonalny, a każda śmierć tym bardziej bezsensowna.

Nie ma euforii. Jest cicha groza, gdy odarte z militarnego sensu szaleństwo Hitlera i fanatyków z SS odsłania swe demoniczne oblicze w bezsensownej, nienawistnej zapiekłości gotowej pociągnąć za sobą w otchłań wszystko i wszystkich. Kraj ludzi wieszających za tchórzostwo dzieci, które nie chcą walczyć.

Oto załoga Shermana, wyczerpani psychicznie weterani kilku lat walk, o człowieczeństwie tak wyblakłym od okrucieństw wojny, że wydaje się, jakby o włos, w każdej chwili mieli zamienić się w bestie nie lepsze od tych, z którymi walczą. Żołnierze, którzy w godzinie ostatecznego wyboru zdają egzamin z moralnego heroizmu.

Parę scen kapitalnych - batalistyka wysokiej próby, zwłaszcza walka z Tygrysem wgniata - koncertowo prowadzone dynamizm i napięcie. Scena krótka, ale wręcz ikoniczna - gdy żołnierze obserwują, jak masa lotnictwa alianckiego napotyka nikły opór Luftwaffe, całość pokazana samymi smugami na niebie. Wszystkie te sceny w doskonałej symbiozie z muzyką, świetnie budującą niesamowity nastrój. Inna, tchnąca grozą, przez krótkość łatwa do przeoczenia scena - maszerujący batalion SS, jakby upiorów odartych z człowieczeństwa, napędzanych desperacką zawziętością bijącą z ich pieśni.

Te i podobne sceny czynią z solidnego filmu wojennego coś więcej, coś wybitnego.

Reżyseria: Peyo

7. Wróg Numer Jeden

Ni mniej, ni więcej, tylko film o łapaniu Bin Ladena. Lata żmudnej pracy wywiadu, tajne więzienia, przesłuchania all inclusive, wzloty, błędy i upadki, wszystko zwieńczone ukazaną w detalu operacją likwidacji Wroga Numer Jeden. Centralną postacią filmu jest agentka CIA będąca swoistym oddolnym spiritus movens całego polowania, oddana mu całkowicie, nie wahająca się nawet szantażować sceptycznych przełożonych, byleby tylko zrealizować swoją idee fixe: dopaść Osamę Bin Ladena.

Jeśli chodzi o przekaz, jest to jeden z tych filmów, które takowego nie zawierają. Skupia się on w całości na przedstawieniu toku wydarzeń. Nie wkłada w usta postaci żadnych szczególnych przesłań czy morałów. Nikogo nie maluje sztucznie na czarno, nikogo nie odziewa w lśniącą zbroję.

Jeśli ktoś takie filmy lubi - polecam. Ja średnio gustuję, acz założywszy jakąś tam zbieżność scenariusza z faktami można raz obejrzeć choćby po to, by dowiedzieć się, jak to wszystko wyglądało od kuchni.

--------------

OK. To tyle. Podsumowując - z wielu propozycji wybrałem siedem. Spośród nich zdecydowanie większe wrażenie od reszty zrobiły na mnie kolejno: Grawitacja, Furia, Interstellar. Do pięciu brak dwu, więc może jeszcze kiedyś zrobię drugie podejście, wciąż parę tytułów intryguje.

Reżyseria: Peyo

Napisał/a: Rydygieracz założywszy jakąś tam zbieżność scenariusza z faktami

Mnie dopiero ten film uświadomił (wcześniej mi to jakoś umknęło), że cała akcja na terenie domu BL trwała prawie 40 minut! W związku z tym mam pytanie, jaki był deal z Pakistańczykami, że chłopaki mogli sobie tyle czasu skakać i strzelać przez nikogo poważnego nie niepokojeni?

Akurantnie szemrywajoncy mniło jak strumyszek

W filmie o żadnym dealu mowy nie było. Specjalsi wlecieli na nielegalu a la stealth, monitorowano siły reagowania pakistańczyków i gdy wreszcie wystartowały pakistańskie myśliwce, wynieśli się w pośpiechu.

Reżyseria: Peyo

Napisał/a: Rydygier

6. Furia

Takie filmy wojenne lubię. Udana kombinacja nieprzesadnej, acz bardzo solidnej widowiskowości i niemiałkiego przekazu w dobrych proporcjach. Przy tym jak dla mnie to, co najlepsze, jest przekazywane obrazem i muzyką, nie dialogami, które są OK i tyle, z tym zastrzeżeniem, że ciut ich za wiele na mój gust (co najmniej znacząco skróciłbym całą scenę "zabawy w dom").

Oto schyłek wojny, gdzie koniec już rychły i nieunikniony, opór irracjonalny, a każda śmierć tym bardziej bezsensowna.

Nie ma euforii. Jest cicha groza, gdy odarte z militarnego sensu szaleństwo Hitlera i fanatyków z SS odsłania swe demoniczne oblicze w bezsensownej, nienawistnej zapiekłości gotowej pociągnąć za sobą w otchłań wszystko i wszystkich. Kraj ludzi wieszających za tchórzostwo dzieci, które nie chcą walczyć.

Oto załoga Shermana, wyczerpani psychicznie weterani kilku lat walk, o człowieczeństwie tak wyblakłym od okrucieństw wojny, że wydaje się, jakby o włos, w każdej chwili mieli zamienić się w bestie nie lepsze od tych, z którymi walczą. Żołnierze, którzy w godzinie ostatecznego wyboru zdają egzamin z moralnego heroizmu.

Parę scen kapitalnych - batalistyka wysokiej próby, zwłaszcza walka z Tygrysem wgniata - koncertowo prowadzone dynamizm i napięcie. Scena krótka, ale wręcz ikoniczna - gdy żołnierze obserwują, jak masa lotnictwa alianckiego napotyka nikły opór Luftwaffe, całość pokazana samymi smugami na niebie. Wszystkie te sceny w doskonałej symbiozie z muzyką, świetnie budującą niesamowity nastrój. Inna, tchnąca grozą, przez krótkość łatwa do przeoczenia scena - maszerujący batalion SS, jakby upiorów odartych z człowieczeństwa, napędzanych desperacką zawziętością bijącą z ich pieśni.

Te i podobne sceny czynią z solidnego filmu wojennego coś więcej, coś wybitnego.

Furia.

Trudno mi ocenić ten film. Mimo, że nawet mi się podobał, to jednak kilka iście Amerykanskich zabiegów sprawia, że zamiast wspominać dobre wojenne kino mam przed oczami gwiezdne wojny i SS-Kretinkopf-Komando. Dlaczego Gwiezdne Wojny? Łatwo będzie osobom po seansię się domyślić. Minowicie skąd ten pomysł z dwoma kolorami pocisków karabinowych? Miałem wrażenie, że Brad zaraz zeskoczy z czołgu rozlegnie się legendarne bżżżżżyyyytttt i będzię pięknym świetlnym bagnetem odbiłał lecące w jego kierunku kule. Co do Kretinkopf-komando to tutaj Panowie twórcy ostro popłynęli. Większych idiotów z SS czy Wehrmachtu robili tylko propagandziści od 4 pancernych. Ostrzał zamknietego czołgu z mg-olców, schmeisserów przy akompaniamencie "weiter!!!! Schneller!!!" po prostu bezcenny. Dialogi jak słusznie pisał przedmówca momentami przydługie. Cóż film a la 300 i jeśli weźmiemy na to poprawkę to da się to oglądać.

Napisał/a: Roberto Hongo

Napisał/a: Rydygier

6. Furia

Takie filmy wojenne lubię. Udana kombinacja nieprzesadnej, acz bardzo solidnej widowiskowości i niemiałkiego przekazu w dobrych proporcjach. Przy tym jak dla mnie to, co najlepsze, jest przekazywane obrazem i muzyką, nie dialogami, które są OK i tyle, z tym zastrzeżeniem, że ciut ich za wiele na mój gust (co najmniej znacząco skróciłbym całą scenę "zabawy w dom").

Oto schyłek wojny, gdzie koniec już rychły i nieunikniony, opór irracjonalny, a każda śmierć tym bardziej bezsensowna.

Nie ma euforii. Jest cicha groza, gdy odarte z militarnego sensu szaleństwo Hitlera i fanatyków z SS odsłania swe demoniczne oblicze w bezsensownej, nienawistnej zapiekłości gotowej pociągnąć za sobą w otchłań wszystko i wszystkich. Kraj ludzi wieszających za tchórzostwo dzieci, które nie chcą walczyć.

Oto załoga Shermana, wyczerpani psychicznie weterani kilku lat walk, o człowieczeństwie tak wyblakłym od okrucieństw wojny, że wydaje się, jakby o włos, w każdej chwili mieli zamienić się w bestie nie lepsze od tych, z którymi walczą. Żołnierze, którzy w godzinie ostatecznego wyboru zdają egzamin z moralnego heroizmu.

Parę scen kapitalnych - batalistyka wysokiej próby, zwłaszcza walka z Tygrysem wgniata - koncertowo prowadzone dynamizm i napięcie. Scena krótka, ale wręcz ikoniczna - gdy żołnierze obserwują, jak masa lotnictwa alianckiego napotyka nikły opór Luftwaffe, całość pokazana samymi smugami na niebie. Wszystkie te sceny w doskonałej symbiozie z muzyką, świetnie budującą niesamowity nastrój. Inna, tchnąca grozą, przez krótkość łatwa do przeoczenia scena - maszerujący batalion SS, jakby upiorów odartych z człowieczeństwa, napędzanych desperacką zawziętością bijącą z ich pieśni.

Te i podobne sceny czynią z solidnego filmu wojennego coś więcej, coś wybitnego.

Furia.

Trudno mi ocenić ten film. Mimo, że nawet mi się podobał, to jednak kilka iście Amerykanskich zabiegów sprawia, że zamiast wspominać dobre wojenne kino mam przed oczami gwiezdne wojny i SS-Kretinkopf-Komando. Dlaczego Gwiezdne Wojny? Łatwo będzie osobom po seansię się domyślić. Minowicie skąd ten pomysł z dwoma kolorami pocisków karabinowych? Miałem wrażenie, że Brad zaraz zeskoczy z czołgu rozlegnie się legendarne bżżżżżyyyytttt i będzię pięknym świetlnym bagnetem odbiłał lecące w jego kierunku kule. Co do Kretinkopf-komando to tutaj Panowie twórcy ostro popłynęli. Większych idiotów z SS czy Wehrmachtu robili tylko propagandziści od 4 pancernych. Ostrzał zamknietego czołgu z mg-olców, schmeisserów przy akompaniamencie "weiter!!!! Schneller!!!" po prostu bezcenny. Dialogi jak słusznie pisał przedmówca momentami przydługie. Cóż film a la 300 i jeśli weźmiemy na to poprawkę to da się to oglądać.

Tak na marginesie to polecam "Na tyłach wroga" jeśli już jesteśmy przy amerykańcach na szkopskim terenie.

Uf, dobrze, że nie oglądam Gwiezdnych Wojen. Zupełny brak takich skojarzeń.

Taktyki esesmanów można tu częściowo bronić o tyle, że mieli bodaj coś ze dwa panzerfausty, których użyli najpierw, ze średnim skutkiem, i szlus. W ostrzale zamkniętego czołgu z MG mogło chodzić o to, by pozostał zamknięty (załoga zestresowana i mniej widzi), ergo łatwiej podejść na tyle blisko, by pokryć dymem, próbować czegoś z granatami itepe + zawsze to też jakaś minimalna szansa trafienia w wizjer. A błędy i marne wykonanie? Cóż. Nie każdy jest Napoleonem. Ja bym dał się "odeprzeć", a wobec braku efektywnego uzbrojenia bym czołg ominął szerokim łukiem i tylko snajpera bym zasadził, by poczekał, aż się wróg ośmieli wyjrzeć. Oni woleli atakować, aż się w czołgu skończy amunicja.

Z kolei błędem załogi było zostawienie zapasu amunicji do kaemów na zewnątrz. Błędy rzecz ludzka.

No, "Na Tyłach Wroga" widziałem. Furia znacznie bardziej mi się podobała. Tyły nudne w sumie, o ile pamiętam. Się tam szlajali przez te tyły, szlajali aż doszli, czy co tam było na końcu. :)

Reżyseria: Peyo

Napisał/a: Rydygier

Uf, dobrze, że nie oglądam Gwiezdnych Wojen. Zupełny brak takich skojarzeń.

Taktyki esesmanów można tu częściowo bronić o tyle, że mieli bodaj coś ze dwa panzerfausty, których użyli najpierw, ze średnim skutkiem, i szlus. W ostrzale zamkniętego czołgu z MG mogło chodzić o to, by pozostał zamknięty (załoga zestresowana i mniej widzi), ergo łatwiej podejść na tyle blisko, by pokryć dymem, próbować czegoś z granatami itepe + zawsze to też jakaś minimalna szansa trafienia w wizjer. A błędy i marne wykonanie? Cóż. Nie każdy jest Napoleonem. Ja bym dał się "odeprzeć", a wobec braku efektywnego uzbrojenia bym czołg ominął szerokim łukiem i tylko snajpera bym zasadził, by poczekał, aż się wróg ośmieli wyjrzeć. Oni woleli atakować, aż się w czołgu skończy amunicja.

Z kolei błędem załogi było zostawienie zapasu amunicji do kaemów na zewnątrz. Błędy rzecz ludzka.

No, "Na Tyłach Wroga" widziałem. Furia znacznie bardziej mi się podobała. Tyły nudne w sumie, o ile pamiętam. Się tam szlajali przez te tyły, szlajali aż doszli, czy co tam było na końcu. :)

Na taka jednostkę z jaka zmagała się załoga Furii musiał przypadać choć jeden moździerz lub miotacz ognia. Granaty dymne plus miotacz ognia i mamy pieczoną Pitę nadziewaną Bradem z sosem załogowym. Z resztą jak niszczyc czolgi i to za dnia doskonale widac tutaj:

https://www.youtube.com/watch?v=PrM7YQsDIJw

Jeśli chodzi o Gwiezdne Wojny to wyjasnienie tutaj:

https://www.youtube.com/watch?v=b8tyPsNrvjc

Ogólnie ten Film nie jest zły. Jednak uśmiech po nim pozostaje, a w zestawieniu z tematyką to raczej nie powinno tak być.

Napisał/a: Roberto HongoCóż film a la 300 i jeśli weźmiemy na to poprawkę to da się to oglądać.

+300

Akurantnie szemrywajoncy mniło jak strumyszek

Napisał/a: Roberto HongoNa taka jednostkę z jaka zmagała się załoga Furii musiał przypadać choć jeden moździerz lub miotacz ognia.

Życzliwie załóżmy, że stracili np. razem z ciężarówką albo byli niedozbrojeni, bo 45-ty i w ogóle.

Napisał/a: Roberto HongoZ resztą jak niszczyc czolgi i to za dnia doskonale widac tutaj:

No niezłe...

Napisał/a: Roberto HongoJeśli chodzi o Gwiezdne Wojny to wyjasnienie tutaj:

https://www.youtube.com/watch?v=b8tyPsNrvjc

Ogólnie ten Film nie jest zły. Jednak uśmiech po nim pozostaje, a w zestawieniu z tematyką to raczej nie powinno tak być.

:)

Ups... :(

Reżyseria: Peyo

No dobra zmieńmy temat.

Jako, że polecamy filmy z ostatniego pięciolecia. W pierwszej piątce widzę "Dziewczynę z tatuażem" Davida Finchera. Dobra muzyka, ciekawy klimat, fajnie dobrane postacie no i lepsze niż książka (ponoć rzadkość). Oczywiście ze względu na pewną, hmmm powiedzmy obrzydliwość film zdecydowanie nie dla wszystkich. Moim zdaniem jednak godny polecenia.

Napisał/a: Roberto Hongo W pierwszej piątce widzę "Dziewczynę z tatuażem" Davida Finchera.

Mojem skromnem zdaniem wprowadzanie mocy magicznych do kryminału dyskwalifikuje kryminał. Co innego w horrorze.

Akurantnie szemrywajoncy mniło jak strumyszek

Nie zauważyłem tam żadnych magicznych mocy. Co ma kolega na myśli?

Napisał/a: Roberto HongoNie zauważyłem tam żadnych magicznych mocy. Co ma kolega na myśli?

Główna bohaterka niewątpliwie rozporządza magicznymi mocami hackowania.

Akurantnie szemrywajoncy mniło jak strumyszek

Łomatkoycórko, przeca całe " Millenium" to wata y mydło. Za filmy się nawet nie brałem, książki mię wystarczyli.

A co z to "Furio"? Bo ja, jak zobaczyłem se kiedy w kiosku, rze to Furie dajo do jakiej gazety, to nawet chciałem zanabyć, ale jak se zobaczyłę, ten no, trejler i sceny bitewne na jutiubje, to mię się odechciało. A tu Kolega Rydygier pisze, rze, uważa,rze ok. To może ja jeszcze ten, no, reewaluuję.

Content invalid

Napisał/a: Plankton zniknięty tymczasowo lub bezterminowo(Wolfwind)

Łomatkoycórko, przeca całe " Millenium" to wata y mydło. Za filmy się nawet nie brałem, książki mię wystarczyli.

A co z to "Furio"? Bo ja, jak zobaczyłem se kiedy w kiosku, rze to Furie dajo do jakiej gazety, to nawet chciałem zanabyć, ale jak se zobaczyłę, ten no, trejler i sceny bitewne na jutiubje, to mię się odechciało. A tu Kolega Rydygier pisze, rze, uważa,rze ok. To może ja jeszcze ten, no, reewaluuję.

Napisałem, że film lepszy niż książka. Najpierw widziałem D z T Finchera. Potem przebrnąłem przez książkę, a następnie przez Szwedzką wersję. Wszystko przy ekranizacji Finchera wypadło beznadziejnie.

Jak kolega wyprze pamięć o Gwiezdnych Wojnach i nastawi się na czystą rozrywkę (w niektórych scenach dosłownie) to będzie ok.

Napisał/a: Plankton zniknięty tymczasowo lub bezterminowo(Wolfwind) ale jak se zobaczyłę, ten no, trejler i sceny bitewne na jutiubje, to mię się odechciało. A tu Kolega Rydygier pisze, rze, uważa,rze ok. To może ja jeszcze ten, no, reewaluuję.

Z tym, że dla mnie OK również poniekąd z uwagi na sceny bitewne, więc... Mię tam doświadczenie uczy, że jeśli z jednej strony mam dziwne przeczucie, że film mi się nie spodoba, a z drugiej mi go polecają, to zwykle sprawdza się dziwne przeczucie. Subiektywne to są sprawy straszliwie w każdym razie.

Reżyseria: Peyo

Napisał/a: Plankton zniknięty tymczasowo lub bezterminowo(Wolfwind) Łomatkoycórko, przeca całe " Millenium" to wata y mydło

Kolega brutalnie, ale w punkt. Finczer to pewnie najlepsza z wszystkich opcji, bo szwedzka wersja to już totalny usypiacz i nie dałem rady, a książkę już tylko kartkowałem, żeby sprawdzić, czy autor też postawił na magiczne moce. No i też.

Akurantnie szemrywajoncy mniło jak strumyszek

nie będzie pięciu ale mające jakąś iskrę/ikrę
nie mają być lepsze od Waszych, ale uzupełniać tablicę
-Labirynt, Hugh Jackman, Jake Gyllenhaal
-Dystrykt 9, reż Neill Blomkamp
-Nietykalni, Francois Cluzet, Omar Sy
-Incepcja, Leonardo DiCaprio,
-Jestem Bogiem, Bradley Cooper, Robert De Niro
-oba Sherlocki, Robert Downey Jr, Jude Law
-jakby jeszcze odpuścić 1 rok: Uprowadzona, Liam Neeson

na razie starczy

"Harry Potter i Bursztynowa Komnata", Wielka Brytania, rok produkcji 2015 A.D

Kolejna część przygód Harry'ego Pottera, tym razem dziejąca się w kontynentalnej Europie pełnej czarów, inkwizytorów, ciepłego piwo i tanich latających mioteł. W filmie przeszkadza dosłownie wszystko: uboga scenografia rodem z "Wiedźmina" z 2001 roku, maniera aktorska zmanierowanych aktorów, przewidywalny scenariusz, antymugolski rasizm głównego bohatera. Scena walki z muzułmańskimi imigrantami rzucającymi fireballe w Czarnecki Tower Hamlets bardziej nuży niż wciąga. Nawiązania do Tolkiena nieudolne i niepotrzebne - zmumifikowane zwłoki Legolasa w szkolnej pracowni? WTF? Film ratuje jak zwykle ponadprzeciętny Alan Rickman i Zbigniew Zamachowski, jako elf relegowany ze szkoły za nimfonekromancję. Do zapomnienia.

Napisał/a: Gnębon Puczymorda

Napisał/a: Plankton zniknięty tymczasowo lub bezterminowo(Wolfwind) Łomatkoycórko, przeca całe " Millenium" to wata y mydło

Kolega brutalnie, ale w punkt. Finczer to pewnie najlepsza z wszystkich opcji, bo szwedzka wersja to już totalny usypiacz i nie dałem rady, a książkę już tylko kartkowałem, żeby sprawdzić, czy autor też postawił na magiczne moce. No i też.

Generalnie w całej trylogii jest dziesięć scen, naprzemiennie:

1. Ktoś wykorzystuje seksualnie Salander.
2. Salander kogoś hackuje.
3. Blomquist chodzi, myśli i nie może wymyślić.
4. Bo godzinach rozkmin,redakcji "Millenium" udaje się opublikować jakieś lewackie bzdety jako nius stulecia.
5. Jacyś szpiedzy/mordercy/ gangsterzy/ psychopaci z dupy urwani, mordują kogoś w STraszny Sposób, żeby trochę pchnąć akcję do przodu.
6. Blomquist przelatuje Erykę
7. Blomquist myśli o tym kogo by tu jeszcze przelecieć
8. Ktoś wysyła maila, Niezwykle IStotnego 350 stron później.
9. Straszni szpiedzy, psychopaci,etc. spotykają się w Mrocznym Miejscu,by wymieniać się planami przejęcia Władzy Nad Światem i robić "sasasasasasa".
10. Pojawiają się jakieś kompletnie randomowe postacie, które znikają jak sen jaki złoty, gdy tylko wykażą swoją antysystemowość.

Aha, czasami ktoś jeszcze wykorzystuje seksualnie Salander.

A jak już Skandynawia i kryminały, to polecam szewdzką ekranizację cyklu Mankella o Wallanderze.

Content invalid

Napisał/a: Plankton zniknięty tymczasowo lub bezterminowo(Wolfwind)

Napisał/a: Gnębon Puczymorda

Napisał/a: Plankton zniknięty tymczasowo lub bezterminowo(Wolfwind) Łomatkoycórko, przeca całe " Millenium" to wata y mydło

Kolega brutalnie, ale w punkt. Finczer to pewnie najlepsza z wszystkich opcji, bo szwedzka wersja to już totalny usypiacz i nie dałem rady, a książkę już tylko kartkowałem, żeby sprawdzić, czy autor też postawił na magiczne moce. No i też.

Generalnie w całej trylogii jest dziesięć scen, naprzemiennie:

1. Ktoś wykorzystuje seksualnie Salander.
2. Salander kogoś hackuje.
3. Blomquist chodzi, myśli i nie może wymyślić.
4. Bo godzinach rozkmin,redakcji "Millenium" udaje się opublikować jakieś lewackie bzdety jako nius stulecia.
5. Jacyś szpiedzy/mordercy/ gangsterzy/ psychopaci z dupy urwani, mordują kogoś w STraszny Sposób, żeby trochę pchnąć akcję do przodu.
6. Blomquist przelatuje Erykę
7. Blomquist myśli o tym kogo by tu jeszcze przelecieć
8. Ktoś wysyła maila, Niezwykle IStotnego 350 stron później.
9. Straszni szpiedzy, psychopaci,etc. spotykają się w Mrocznym Miejscu,by wymieniać się planami przejęcia Władzy Nad Światem i robić "sasasasasasa".
10. Pojawiają się jakieś kompletnie randomowe postacie, które znikają jak sen jaki złoty, gdy tylko wykażą swoją antysystemowość.

Aha, czasami ktoś jeszcze wykorzystuje seksualnie Salander.

A jak już Skandynawia i kryminały, to polecam szewdzką ekranizację cyklu Mankella o Wallanderze.

Trudno się nie zgodzić. Ja po obejrzeniu DzT Finchera, próbowałem przebrnąć przez te Szwedzkie cegły ale w polowie drugiej części się poddałem. Mimo wszystko dzięki temu, że adaptacja D.F'a odstaje od tego wszystkiego i jednoczesnie wyciąga wszystko co najlepsze to uważam ją za dobry film.

Wiem, że odbiegam od wątku bo napiszę o filmie, którego nie widziałem stąd nie mogę go nikomu polecić. Widziałem za to zwiastun, a produkcja łapie się w ramy czasowe wątkotwórcy więc uznałem, że można o niej napisać.

Chciałem zapytać czy ktokolwiek widział to... to coś?

https://www.youtube.com/watch?v=nOwKCuFbwx0

Ze swojej strony polecę A-jeo-ssi.

Ekranizację Maxa Payne'a powinni też robić Koreańczycy, zdecydowanie wyszłoby im to lepiej niż holiłudowi.

Mi przychodzą do głowy tylko 3 ponadprzeciętne filmy do głowy:
Avengers:Age of Ultron
Birdman
Labour Day

"Aresztujcie mnie" - moze nie najciekawszy, ale ciekawy
Francuski - z taka ładna aktorka (teraz juz starsza) , co kiedys grala
tez w dobrym filmie "Szuani"

Ktoś wspominał już może Lego Przygoda?

Napisał/a: Unknown_UserEuropa Report

Kolejny SF, znów z naciskiem na S. Thriller naukowy, z ciekawie zarysowanym wątkiem głównym, motywem katastrofy daleko (naprawdę daleko) od domu... Film raczej z mniejszym budżetem, ale dający radę.

To w ogóle idzie dostać poza Amazon itp? W internetach znalazłem jeden jedyny egzemplarz. Po niemiecku.

Reżyseria: Peyo

Napisał/a: RydygierTo w ogóle idzie dostać poza Amazon itp?

A w sklepie Hamster Kolega szukał? Albo w sieciówce o nazwie Torrent?

Akurantnie szemrywajoncy mniło jak strumyszek

Nie używam takich wynalazków. Jeśli nie ma w regularnych sklepach online, ostatecznie na allegro - to nie ma.

Reżyseria: Peyo

Napisał/a: RydygierNie używam takich wynalazków.

Racje moralne czy lęki technologiczne? Pytam, bo nie wiem, czy namawiać, czy dać sobie spokój.

Akurantnie szemrywajoncy mniło jak strumyszek

Dać spokój. :)

Reżyseria: Peyo

8. Łowca

Doskonały film. Z rodzaju bliskiego realiom, czyli nawet, jeśli tak nigdzie w życiu nie było, to spokojnie być mogło.

Ostatni egzemplarz zwierza gatunku uznanego za wymarły. Bezwzględna korporacja gotowa na wszystko, byleby posiąść jego cenne tkanki i uniemożliwić to konkurencji. No i tytułowy łowca, najmita, który wśród odludnych plenerów Tasmanii wobec narastającego dylematu moralnego dojrzewa do słusznego wyboru, a w ostatnim, nieuchwytnym tygrysie tasmańskim zdaje się z czasem dostrzegać obraz samego siebie. Po mojemu świetna, oszczędna rola Dafoe.

Akcja toczy się niespiesznie, fajerwerków nie ma, pościgów ani dudu, strzałów ledwie parę, ale mimo braku frenetycznej akcji, a raczej dzięki temu, film nie męczy ani nie nudzi. Wciąga, wzrusza i urzeka. Bo mądrze zajmuje się tym, co najciekawsze, tym, co dzieje się w człowieku i z człowiekiem unikając tanich sztuczek fabularnych i ogranych banałów.

Ameryki "Łowca" nie odkrywa, ale to mądre i refleksyjne kino dla dojrzałego widza. Przesuwam ten film na miejsce... drugie w moim rankingu.

Reżyseria: Peyo

Dodam, że w filmie główny bohater ogląda na lapku autentyczne nagrania wideo tygrysa tasmańskiego.

Św. Józefie, dziękuję za opiekę i proszę o dalszą!

Czas strasznie szybko zasuwa- co sobie przypomnę jakiś tytuł do podrzucenia, okazuje się, że ma grubo ponad pięć lat....

stopka rozmiar 45

9. Ex machina

Kolejny film o AI. W fantastyce AI z reguły ludzkości zagraża, rzadziej wspomaga względnie, w fabułach co bardziej naiwnych, daje lekcję moralności i człowieczeństwa. Opowieści te stanowią ekspresję naszej refleksji, głębszej, lub częściej płytkiej, o tym, co w koncepcji AI nas fascynuje a czego się lękamy. Czym AI byłaby a czym nie? Co ją definiuje? Czym wobec tego jest człowieczeństwo, a czym nie?

Głównym problemem tej tematyki jest nieunikniony syndrom "gdyby babcia miała wąsy" któremu często towarzyszy syndrom "chybionego sedna". Siłą rzeczy zakłada się, że AI będzie tym-a-tym (moim zdaniem z reguły błędnie) i na takim a priori buduje się fabułę/morał/przesłanie. Wartość przesłania z racji owego a priori jest delikatnie mówiąc problematyczna.

Nie inaczej jest z "Ex machina". Co odróżnia ten film od reszty, to kameralność oraz pogłębiona i podana dość bezpośrednio, w sposób bardziej wyekstrahowany refleksja z paroma wcale ciekawymi rodzynkami - pytaniami bodaj dotąd w filmach nie zadawanymi. Również to, że AI okazuje się być czymś w rodzaju doskonale amoralnej osoby, samoświadomego zwierzęcia o ludzkiego poziomu intelekcie i woli ale odmiennych motywacjach. Ani przyjaznym, ani intencjonalnie wrogim, ale mimo pozorów w istocie obcym i przez to groźnym. I być może w filmie, który ani mnie specjalnie wciągnął, ani się specjalnie spodobał, ten fakt jest najciekawszy.

Film nie emocjonuje zbytnio. Dynamikę generowanego nastroju można w moim przypadku opisać jako łagodną równię pochyłą w całości nieco poniżej stanu neutralnego. Coś w stylu "przygnębionej zadumy".

Jeśli kogoś interesuje tematyka AI, zaś akcji i rozmachu nie wymaga, może sobie obejrzeć. Na moim podium film nie ma czego szukać, bo nie tego ja szukam w filmach. Gdyby choć dostarczana refleksja była przełomowa... Ale nie jest. Przynajmniej zauważa, że cały ten "test Turinga" to o kant d... potłuc.

Co ciekawe, choć do końca dotrwałem nie bez małych trudności, film nie jest rozczarowaniem, bo dokładnie coś takiego podpowiadała mi intuicja.

Reżyseria: Peyo

10. Kapitan Phillips

Kolejny dobry film. Oparta na faktach historia próby uprowadzenia kontenerowca przez somalijskich piratów. Bardzo rzetelnie oparta. Daje okazję poznać nieco prozę pracy na statkach (bliskie mi to w pewnym paradoksalnym sensie, mój śp. Tata był mechanikiem okrętowym i tej połaci jego życia praktycznie nie poznałem, stąd z zainteresowaniem zaglądam za tego rodzaju kulisy), ale też rzucamy okiem na niewesołe podłoże piractwa w tamtym regionie. Co ciekawe, ludzie w tym filmie zachowują się jak ludzie, nie jak bohaterowie filmu, i tyczy się to również piratów, którzy choć ewidentnie czynią zło, nie są mocą tego faktu spłaszczeni do sztampowych szwarccharakterów. Mamy detalicznie oddany, świetnie pokazany dwurundowy pojedynek kontenerowca z motorówkami piratów - bodaj najlepsze sceny w filmie, udało się wydobyć wiele dramaturgii nie rezygnując z realizmu. Kolejnym mocnym punktem jest świetna, tytułowa rola Toma Hanksa. Grany przez niego kapitan zaskakuje pomysłowością i udowadnia, że kontenerowiec nie jest bynajmniej łatwym do opanowania łupem, choć przecież bezbronny. Na koniec film ukazuje równie szczegółowo wojskową operację odbicia kapitana z rąk somalijczyków.

Reżyseria: Peyo

30 lat nie byłem w kinie, jest to dowód, ze nic interesujacego w tej dziedzinie sie nie wydarzyło.

Moim zdaniem jest to dowód na coś innego, w tym konkretnym przypadku, ale...

Do meritum:

Dystans

Za filmwebem: Przetrzymywany w opuszczonej syberyjskiej elektrowni artysta zleca karłom-telepatom kradzież tytułowego przedmiotu.

Surrealizm, pastisz Tarkowskiego Stalkera - przyznam, że choć z początku miałem mieszane uczucia - po obejrzeniu wyklarowały się. Film jest świetny :)

Mój system RPG Science Fiction www.glebiaprzestrzeni.pl

Napisał/a: Rydygier10. Kapitan Phillips

Kolejny dobry film. Oparta na faktach historia próby uprowadzenia kontenerowca przez somalijskich piratów. Bardzo rzetelnie oparta

"Crew members: ‘Captain Phillips’ is one big lie"
http://nypost.com/2013/10/13/crew-members-deny-captain-phillips-heroism/

Niestety filmy "oparte na faktach" zazwyczaj wypaczają prawdziwą historię. Dlatego zawsze podchodzę do nich z dystansem.

“You need Power, only when you want to do something harmful otherwise Love is enough to get everything done.” Charlie Chaplin

Napisał/a: Unknown_UserDystans

Za filmwebem: Przetrzymywany w opuszczonej syberyjskiej elektrowni artysta zleca karłom-telepatom kradzież tytułowego przedmiotu.

Surrealizm, pastisz Tarkowskiego Stalkera - przyznam, że choć z początku miałem mieszane uczucia - po obejrzeniu wyklarowały się. Film jest świetny :)

Ciekawe...

Napisał/a: Tadeusz ZakrzewskiNiestety filmy "oparte na faktach" zazwyczaj wypaczają prawdziwą historię. Dlatego zawsze podchodzę do nich z dystansem.

Słusznie, choć niekoniecznie zawsze "niestety". Do wszystkiego w ogóle należy podchodzić z dystansem, w tym i do oskarżeń o kłamstwo. "Na faktach" =/= "sama prawda" nawet, gdy okiem laika oparto rzetelnie. No i to Hollywood - co to za film bez bohatera.

Reżyseria: Peyo

Napisał/a: Unknown_User

Moim zdaniem jest to dowód na coś innego, w tym konkretnym przypadku, ale...

Do meritum:

Dystans

Za filmwebem: Przetrzymywany w opuszczonej syberyjskiej elektrowni artysta zleca karłom-telepatom kradzież tytułowego przedmiotu.

Surrealizm, pastisz Tarkowskiego Stalkera - przyznam, że choć z początku miałem mieszane uczucia - po obejrzeniu wyklarowały się. Film jest świetny :)

No i co w związku z tym? Świat stal sie lepszy? Lekarstwo na raka wymyslono? Surrealizm, dupalizm, zawracanie głowy i marnowanie czasu na bzdury

ale kazdy kolejny film, to jeden film mniej dzielacy nas od ponownego przyjscia Chrystusa ;k

Napisał/a: Anzelm zawracanie głowy i marnowanie czasu na bzdury

Dokładnie co jest marnowaniem czasu na bzdury? Ten film o karłach, surrealizm, cała kinematografia albo w ogóle tzw. kultura i rozrywka czy wręcz wszystko poza ora et labora?

Reżyseria: Peyo

Napisał/a: Rydygier

Napisał/a: Anzelm zawracanie głowy i marnowanie czasu na bzdury

Dokładnie co jest marnowaniem czasu na bzdury? Ten film o karłach, surrealizm, cała kinematografia albo w ogóle tzw. kultura i rozrywka czy wręcz wszystko poza ora et labora?

No dokładnie kolega trafił w punkt. Ta cała kultura i sztuka to wytwórnia pedałów, narkomanów, alkoholików,hipochondryków, rozwodników, pedofili, egotyków, neurasteników, cudzołozników i frustratów, którzy na siłe staraja sie zainteresowac innych swoimi problemami po pretekstem uprawianej działalnosci.

Napisał/a: Anzelm

Napisał/a: Rydygier

Napisał/a: Anzelm zawracanie głowy i marnowanie czasu na bzdury

Dokładnie co jest marnowaniem czasu na bzdury? Ten film o karłach, surrealizm, cała kinematografia albo w ogóle tzw. kultura i rozrywka czy wręcz wszystko poza ora et labora?

No dokładnie kolega trafił w punkt. Ta cała kultura i sztuka to wytwórnia pedałów, narkomanów, alkoholików,hipochondryków, rozwodników, pedofili, egotyków, neurasteników, cudzołozników i frustratów, którzy na siłe staraja sie zainteresowac innych swoimi problemami po pretekstem uprawianej działalnosci.

?

Kardynał Lafranc wyświęcił czterech arcybiskupów, czym wypisał się z Kościoła.

Napisał/a: Anzelm Ta cała kultura i sztuka to wytwórnia pedałów, narkomanów, alkoholików,hipochondryków, rozwodników, pedofili, egotyków, neurasteników, cudzołozników i frustratów, którzy na siłe staraja sie zainteresowac innych swoimi problemami po pretekstem uprawianej działalnosci.

Osobistą styczność mam jednostkową i tu zupełnie opis nie pasuje, ale słyszałem, że wśród artystów sporo odchyleńców. Ale raz, że to bardziej oni, choć nie tylko oni, tworzą kulturę, w tym zwłaszcza sztukę, niż odwrotnie, choć przeca zgapiają od się, idą z nurtami itp. więc jakieś sprzężenie zwrotne zachodzi też. Dwa - zapewne daleko nie wszyscy popadają w opisane mizerie. Trzy - sztuka i kultura są czymś bardzo cennym i pożytecznym człowiekowi, a zdolność ich tworzenia jednym ze wspaniałych darów Stwórcy i jedną ze wznioślejszych form, w jakich Stwórca zaprasza człowieka do swojego dzieła.

Reżyseria: Peyo

Bez reguł (Unthinkable) z 2010 roku, więc jeszcze się załapał, a w związku z ostatnimi wydarzeniami w Paryżu jak najbardziej na czasie. Z samego opisu (Dwójka agentów stara się odnaleźć bomby podłożone przez byłego eksperta nuklearnego) film nie wydaje się szczególnie oryginalny, ale akcja skupia się na czymś innym. Nie chcę zdradzać na czym, żeby nie zepsuć efektu zaskoczenia (choć to można łatwo znaleźć w opisach filmu). Podpowiem jedynie, że obraz raczej nie dla wrażliwych.
Mocną stroną jest świetna rola S.L. Jacksona.

Napisał/a: Padremac
Mocną stroną jest świetna rola S.L. Jacksona.

+ bonus, Jackson "hackuje" klepiąc na klawiaturze losowe znaki, co zresztą jest wyraźnie pokazane :D

Totalna rebelia wzbiera w nas przeciwko ostatecznemu buntowi. Całkowite odrzucenie demokratycznej doktryny jest ostatnim i skromnym refugium dla ludzkiej wolności. W naszych czasach rebelia jest albo reakcyjna, albo jest obłudną i tanią farsą.

Napisał/a: Padremac Podpowiem jedynie, że obraz raczej nie dla wrażliwych.

oględnie mówiąc :)

Kardynał Lafranc wyświęcił czterech arcybiskupów, czym wypisał się z Kościoła.

Postanowiłem się wpisać, bo wczoraj oglądałem dzięki AleKino+ jedyny, nie licząc Bondów czy innych Hobbitów, film nakręcony w ostatniej pięciolatce - Omar.
Dziełko traktuje o miłości - a jako, że akcja rozgrywa się na okupowanych terenach Palestyny, jest to miłość tragiczna.
Akcja jest wartka. Para protagonistów bardzo atrakcyjna fizycznie (o ile mogę ocenić urodę mężczyzny). Tytułowego Omara gra Adam Bakri a jego ukochaną piękna Leem Lubany z brwiami, jak pomrowy wielkie (a może czarniawe?). Akcja jest wartka. Zdjęcia ładne. Montaż ciekawy, lecz nie wydziwiony. Małym minusem jest przewidywalne zakończenie. Ale polecam.

Dzięki Unii wszystko rośnie w górę. Rozwijamy gospodarkę i kulturę.

Napisał/a: Rydygier

10. Kapitan Phillips

Kolejny dobry film. Oparta na faktach historia próby uprowadzenia kontenerowca przez somalijskich piratów. Bardzo rzetelnie oparta. Daje okazję poznać nieco prozę pracy na statkach (bliskie mi to w pewnym paradoksalnym sensie, mój śp. Tata był mechanikiem okrętowym i tej połaci jego życia praktycznie nie poznałem, stąd z zainteresowaniem zaglądam za tego rodzaju kulisy), ale też rzucamy okiem na niewesołe podłoże piractwa w tamtym regionie. Co ciekawe, ludzie w tym filmie zachowują się jak ludzie, nie jak bohaterowie filmu, i tyczy się to również piratów, którzy choć ewidentnie czynią zło, nie są mocą tego faktu spłaszczeni do sztampowych szwarccharakterów. Mamy detalicznie oddany, świetnie pokazany dwurundowy pojedynek kontenerowca z motorówkami piratów - bodaj najlepsze sceny w filmie, udało się wydobyć wiele dramaturgii nie rezygnując z realizmu. Kolejnym mocnym punktem jest świetna, tytułowa rola Toma Hanksa. Grany przez niego kapitan zaskakuje pomysłowością i udowadnia, że kontenerowiec nie jest bynajmniej łatwym do opanowania łupem, choć przecież bezbronny. Na koniec film ukazuje równie szczegółowo wojskową operację odbicia kapitana z rąk somalijczyków.

Próbowałem oglądać, ale wiązka granatów rzucona przez burtę kontenerowca przez załogę mogłaby skrócić ten film o 90 minut. Granatów nie było, więc wyłączyłem telewizor.

Granaty na kontenerowcu? Hm.

A Kolega na ich miejscu (cywil, nie żołnierz, życie, nie gra komputerowa), mając granaty, by je rzucał przez burtę w stronę łodzi pełnej uzbrojonych piratów? W sensie odważyłby się Kolega? Jest tam scena, jak w podobnej okoliczności członek załogi próbuje poprawić wąż lejący wodę. Tam widać, jakie to "trywialne". No ten jeden może by rzucił. Gdyby miał.

Właśnie najciekawsze chyba w całym filmie było to, jak statek się broni w zasadzie nie mając czym. Jak dla mnie - najlepiej zrobione sceny.

Problem raczej w tym, że skoro wedle Kolegi film powinien trwać 90 minut krócej i został wyłączony pod byle pretekstem, znaczy ogólnie nudny i nie podszedł. W pełni zrozumiałe.

Reżyseria: Peyo

Poprawianie węża było bez sensu, bo poprawiający narażał się na ostrzał łodzi znajdującej się w pewnej odległości od okrętu. Potem już łódź znajdowała się na dole, tuż przy burcie okrętu, bo piraci musieli zarzucić drabinę. Dwadzieścia granatów przerzuconych przez burtę przez 10 ludzi załogi załatwiłoby sprawę. Nawet nie musieliby się wychylać.

Powiem więcej. Salwa artylerii pokładowej załatwiłaby sprawę bez ryzyka, zanim piraci w ogóle zbliżyliby się na tyle, by skutcznie strzelać.

Ja chyba bym wyłączył film jako wyjątkowo bzdurny, okrasiwszy wpierw scenę perlistym chichotem, gdyby 10 ludzi załogi załatwiło sprawę granatami przez burtę.

Reżyseria: Peyo

Dla mnie bzdurne były te zraszacze i ostrzeliwanie piratów flarami.

Ale Kolega rozumie, że to statek cywilny, nie okręt, bez uzbrojenia, granatów itp? Którego załogę stanowią przypadkowi cywile na jednorazowych kontraktach nie dostający pieniędzy za heroizm w boju? Realizm faktyczny i psychologiczny czyni absurdalnym Kolegi scenariusz.

Wyjąwszy wystarczający sam w sobie problem braku granatów na pokładzie, Kolega weźmie sobie w wyobraźni prześledzi logiczne kroki, jakie załoga musiałaby podejmować od początku sytuacji, by zwieńczyć ją zabawą w grenadierów. To były sekundy "okna" o którym Kolega pisze - zaczepianie drabiny. Zawczasu nie było wiadomo, gdzie zaczepią. Pierwszym krokiem było schowanie załogi w bezpiecznym miejscu. Już to odpada. Trza by ich zamiast tego wyposażyć w nieistniejące granaty i skierować w taki punkt statku, z którego dotarliby na czas w dowolny punkt obu burt.

Nie widzi Kolega absurdu sytuacji, w której grupa niezgranych, niewyszkolonych cywilów działa jak specjalsi jacyś?

Że według mnie statki cywilne powinny posiadać na pokładzie niezabójcze środki obrony typu granaty hukowe, gaz łzawiący czy co tam jeszcze, a załogi powinny umieć tego użyć to osobna rzecz. No, ale film jest na faktach. Notabene jednym z faktów jest i to, że ludzie nie zachowują się doskonale racjonalnie. Strzelanie racami zbyt racjonalne nie było... chyba, żeby wpierw spuścili w kilwater trochę paliwa... :)

Zraszacze chyba akurat w miarę OK. Z fabuły wynika, że to jakaś standardowa procedura. W każdym razie lepiej, że są, niż gdyby ich nie było. Gdy dobrze ustawione, mogą szybko zapełnić wodą małą łajbę. A jeśli dają odpowiednio duże ciśnienie...

Reżyseria: Peyo

Obejrzałem kolejny film zrobiony w ciągu ostatnich pięciu lat. Skusiła mnie cena 4,99 zł i osoba Brata Pita, który zagrał w nim rolę główną. Chciałbym napisać krótką recenzję.

Film wyreżyserował Dawid Ajer, twórca „Szybcy i wściekli”, „Bogowie ulicy”, „Dzień próby”; na podstawie scenariusza Dawid Ajer, twórcy „Legion samobójców”, „Sabotaż”.

W roli głównej wystąpił Brat Pit („Troja”, „Joe Black”), Szyja Lebef („Transformers”, „Transformers 2”, „Transformers 3”, „Transformers vs obcy”, „Transformers vs predator”, „Transformers vs mechagodzilla”) i Logan Lerman („Charlie”, „Efekt motyla”).

Muzykę napisał Steven Price II, autor ścieżki dźwiękowej m.in. do „Grawitacja”.

Widziałem lepsze.

Dzięki Unii wszystko rośnie w górę. Rozwijamy gospodarkę i kulturę.

Napisał/a: Kotoōshū Katsunori Widziałem lepsze.

Nuale isz Brata zabijo to jusz mug Kulega dopedzieć. Janek zawsze cuś zezdradzywa iszby zachęcywać Kuleżeństwo do osobisty weryfikancji czysz tem razem cuś popierniczeł czy nie.

Akurantnie szemrywajoncy mniło jak strumyszek

Napisał/a: Kotoōshū Katsunori Chciałbym napisać krótką recenzję.

Faktycznie szortpress. Czyli STAR WORLD WAR 2 średnie dla recenzanta. A w kategorii filmy za 5 zł też? :)

Brata zabijajo. Drugi główny bohater przerzywa. Trupów wincy, niż w Commando.

W kategorii za 5 zł to nieźle, bo kupiłem jeszcze drugi - "Niezwykle poszukiwany człowiek" czy jakoś tak, z Phillipp Seymour Hoffmann, znanym między innymi z "Duży Lebowski" i z "Misja niemożliwa". Tam mnie skusił jeszcze scenarzysta (czy też autor książki, na której scenopis oparto), czyli Le Carre - bardzo podobały mi się ekranizacje jego wcześniejszych powieści, zwłaszcza "Mała doboszka" z Dianne Keaton i Klaus Kinski.
Reżyser chyba jednak inspirował się dziełem pt. "Sen" wspominanego w sąsiednim wątku Andy Warchoł.

Dzięki Unii wszystko rośnie w górę. Rozwijamy gospodarkę i kulturę.

Napisał/a: Kotoōshū Katsunori Phillipp Seymour Hoffmann

Poza "Zapachem Kobiety" to dla mnie znany z tego że nie żyje.

Napisał/a: Roberto Hongo

Napisał/a: Kotoōshū Katsunori Phillipp Seymour Hoffmann

Poza "Zapachem Kobiety" to dla mnie znany z tego że nie żyje.

Kolega sobie Hazardzistę albo Wątpliwość obejrzy.

“You need Power, only when you want to do something harmful otherwise Love is enough to get everything done.” Charlie Chaplin

Z ostatniej 5-latki polecam mocno "Wojownika", naprawdę przyjemne kino.

"Coherence". Niezwykle przyjemne zaskoczenie, nie spodziewałem się tak dobrego kina.

Napisał/a: Swanson"Coherence". Niezwykle przyjemne zaskoczenie, nie spodziewałem się tak dobrego kina.

Ściągłem, obejrzyłem, żaływam.

Akurantnie szemrywajoncy mniło jak strumyszek

Napisał/a: Gnębon Puczymorda (troszkie czynny)

Napisał/a: Swanson"Coherence". Niezwykle przyjemne zaskoczenie, nie spodziewałem się tak dobrego kina.

Ściągłem, obejrzyłem, żaływam.

Przykro mi, że się Kolega rozczarował. Jak dla mnie świetna ekranizacja kota Schrödingera :)

Napisał/a: SwansonJak dla mnie świetna ekranizacja kota Schrödingera :)

Chiba żartywa Kulega. Pszeca tam bełkot beł zapodawany. Z rzeczonem kotem sytuancja nie zaposiadywała żadnego zezwionzku. Raczy wszysko beło jak z bajki dla dziecków.

Nuale nie to mie zez absmakowało bosz wew w kącu to filmoza ino brak kąceptu. Samo pierdzielenie czy po czy to ja zniese na forumnie jednakowosz od filmozy oczekawam czeguś wiency.

Akurantnie szemrywajoncy mniło jak strumyszek

Napisał/a: Gnębon Puczymorda (troszkie czynny)

Napisał/a: SwansonJak dla mnie świetna ekranizacja kota Schrödingera :)

Chiba żartywa Kulega. Pszeca tam bełkot beł zapodawany. Z rzeczonem kotem sytuancja nie zaposiadywała żadnego zezwionzku. Raczy wszysko beło jak z bajki dla dziecków.

Nuale nie to mie zez absmakowało bosz wew w kącu to filmoza ino brak kąceptu. Samo pierdzielenie czy po czy to ja zniese na forumnie jednakowosz od filmozy oczekawam czeguś wiency.

Mnie tam odpowiadało bardzo, koncept też mi się spodobał, pod względem faktu, jak łatwo przychodzi nam odrzucić otaczającą nas rzeczywistość z najzwyczajniej błahego powodu (w końcu sam fakt, że bohaterowie podróżowali pomiędzy różnymi wariantami rzeczywistości i tym samym w różnych konfiguracjach spotykali się w kolejnych jej wersjach stał się źródłem tak wielkiego wewnętrznego strachu, że eM zdecydowała się zrobić to, co zrobiła na końcu tej opowieści).

Anyway, rozumiem, że Kolega po prostu nie przepada za tego rodzaju kinem, sam np. nie rozumiem zachwytów nad "dziełami" Woody'ego Allena, bo jeszcze nie zdarzyło mi się obejrzeć żadnego filmu w jego reżyserii, który nie byłby wybitnie nudnym i trywialnym jednocześnie.

Polecam w takim razie Koledzie A-jeo-ssi, jeśli Kolega nie widział, zaposiadywa dużo akcji i bardzo mnie smakowało :)

Był to jeden z niewielu filmów, które obejrzałem w ciągu ostatnich pięciu lat (choć nakręcony był nieco wcześniej). Znakomita gra. Piękne kobiety. Subtelny dowcip. Wartka akcja. Ciepło bijące z ekranu (nawet LED). Jedz i pij kobito i muczino Anga Lee.

Dzięki Unii wszystko rośnie w górę. Rozwijamy gospodarkę i kulturę.

Napisał/a: Swansonstał się źródłem tak wielkiego wewnętrznego strachu, że eM zdecydowała się zrobić to, co zrobiła na końcu tej opowieści

Ja to zrozumiełem isz ona se na kącu wybierywa zez zimno premedytancjom najpszyjemniejszo rzeczywistość, dzie wszyskie so dla siebie sempatyczne, nie kuco sie, nie wiedzo isz sie zdradzywali i tem podobne.

Napisał/a: Swansonsam np. nie rozumiem zachwytów nad "dziełami" Woody'ego Allena

Przyznawam isz mniał Udy pare wpadków kiedysz sie nadymieł iszby zrobieć "dzieło" nuale nie czeba oglondawać wszyskiego.

Udy to je tysz sempatyczne kino użytkowe. Pare razy sie na niem obśmiałem. Pare razy sie odprężełem wienc i lekramancji nie wniesam.

Napisał/a: SwansonPolecam w takim razie Koledzie A-jeo-ssi

Obejrzełem, zezpuściełem wode zapomnienia.

Akurantnie szemrywajoncy mniło jak strumyszek

Metro Manila z 2013. Naprawdę niezłe kino. Połączenie thrillera sensacyjnego z dramatem społecznym. Rolnik z żoną i dziećmi, nie mogąc się utrzymać z pracy na roli, przenosi się do Manili z nadzieją na lepszy los.
Film brytyjski, ale kręcony na Filipinach, z filipińskimi aktorami grającymi po filipińsku. Polecam, bo nie było go chyba w Polsce w dystrybucji, a niedawno pojawiły się nieoficjalne napisy.

George Costanza: I have a bad feeling that whenever a lesbian looks at me they think “That’s why I’m not a heterosexual.”

Oto moje top5:
Nietykalni (2011)
Wilk z Wall Street (2013)
Interstellar (2014)
Zaginiona dziewczyna (2014)
Grand Budapest Hotel (2014)
Z tego co widziałam, 2016 ma przynieść dużo ciekawych nowości - reżyserzy nie śpią... :) Będzie super!

Napisał/a: Maja PikulikZaginiona dziewczyna (2014)

Pszeca to gupie beło. Raz jo zabili na śmierć, potym jo znowusz porwieli. A polucjanty ino jo sucheli i wew szyćko wierzywali.

Akurantnie szemrywajoncy mniło jak strumyszek

Napisał/a: Maja PikulikBędzie super!

Mnóstwo westernów, filmów plaszcza i szpady, filmów z żaglowcami (ale nie takich, jak "Piraci z Karaibów", raczej jak "Pan i władca na końcu świata" albo "Moby Dick") inteligentnych i ciekawych filmów historycznych z różnych epok, zarówno przygodowych, jak i poważnych ( na poziomie "Irzech Muszkieterów" czy "Powrotu Robin Hooda" Lestera, bądź też "Faraona" czy "Lwa w zimie")
Czekam z niecierpliwością!

stopka rozmiar 45

A "Jack Strong"? Dobre, takie tam, chała?

Reżyseria: Peyo

Obejrzałem Kpt. Phillipsa. Fajne oglądadło, ale najbardziej mi się podobała scena ze związkowcem.

Dzięki Unii wszystko rośnie w górę. Rozwijamy gospodarkę i kulturę.

Obejrzeliśmy wczoraj film (ponownie nie nakręcony w ciągu ostatnich 5 lat, nawet nie w ciągu 20, ale jeden z nielicznych obejrzanych przeze mnie) czeskiego reżysera Jana Sveraka. Sveracy to podobny duet, jak u nas Machulscy. Syn reżyseruje a ojciec - Zdenek - gra (główne zazwyczaj) role w filmach syna. Od starego Machulskiego jest o tyle lepszy, że jego aktorstwo jest na wyższym poziomie a dodatkowo jeszcze pisze znakomite scenariusze. Wcześniej widziałem oskarowego Kolę, oraz wzruszającą i widowiskową mieszankę filmu wojennego i melodramatu - Ciemnoniebieski świat.
Wczorajszy film jest z nich wszystkich najstarszy - zrealizowano go w 1994. W roli głównej zobaczymy syna słynnego reżysera Milosza Formana - Petra. Filmu opisać się nie da. Nie da się również go zaszufladkować do żadnego gatunku. No, może od biedy do bizarre, albo do kategorii "czeski film". Wspaniałe i przaśne zarazem efekty specjalne, piękne kobiety, humor na najwyższym poziomie - to wszystko sprawia, że film przewyższa inne, nieco podobne, arcydzieło "Being John Malkovich". Dodajmy do tego wartość edukacyjną. Widz ma szansę zobaczyć pracę telewizji od kuchni. A scena ze ślimakami to już w ogóle majstersztyk. Kto, oglądając film, siedzi na krześle, spada z niego.
Film nosi tytuł Akumulator 1.

Korzystając z okazji spytam: za pierwszej komuny leciał parę razy w telewizorze taki film, czechosłowacki, a może sowiecki, ale raczej to pierwsze, o dziewczynie w wieku szkolnym, która potrafiła wydłużać rękę. Nie pamiętacie tytułu?

Dzięki Unii wszystko rośnie w górę. Rozwijamy gospodarkę i kulturę.

Obejrzałem dziś Lone Survivor - zdecydowanie mnie nie zachwycił. Jakiś czas temu widziałem francuski film o bardzo podobnym scenariuszu, z tym, że tam oddział ratował piękną dziennikarkę. Muszę przyznać, że nie pierwszy raz Żabojady biją Jankesów na głowę.

Dzięki Unii wszystko rośnie w górę. Rozwijamy gospodarkę i kulturę.

Jeżeli chodzi o współczesne francuskie kino to świetne są "Na moich ustach", "W rytmie serca" i "Prorok" Audiarda. Rewelacyjne filmy. Gorąco polecam. Niestety dwa ostatnie obrazy są dużo słabsze.

W ogóle współczesne europejskie kino bije jankeskie na głowę. Z takimi twórcami jak Haneke, Sorrentino, Zwiagincew czy Audiard właśnie w szranki mógłby stanąć chyba tylko Terrence Malick. No i może jeszcze Wes Anderson.

“You need Power, only when you want to do something harmful otherwise Love is enough to get everything done.” Charlie Chaplin

Napisał/a: Kotoōshū Katsunori Obejrzałem dziś Lone Survivor - zdecydowanie mnie nie zachwycił. Jakiś czas temu widziałem francuski film o bardzo podobnym scenariuszu, z tym, że tam oddział ratował piękną dziennikarkę. Muszę przyznać, że nie pierwszy raz Żabojady biją Jankesów na głowę.

Ten francuski to pewnie "Forces spéciales" vel "Terytorium Wroga"? Faktycznie, lepsze.

Reżyseria: Peyo

Do filmów sensacyjnych dorzucam Jacka Reachera i ostatnie Mission Impossible. Z sci-fi podobał mi się jeszcze Raport mniejszości i Ja robot. Trzy pierwsze z Tomem Cruisem. Nie wiem czemu tak :p
Wątek świetny - będę korzystać garściami. Zaczynam od Grawitacji.
Edycja: Tylko te sensacyjne są z ostatnich pięciu lat jednak :)

Gdy wstąpię do nieba Ty tam jesteś, gdy zejdę w śmierć tam Cię znajdę

By ktoś miał dzieci, poleca się anonimowy film pt. Sekrety Morza. Jest bardzo wysublimowany plastycznie ilustrowaną ścieżką dźwiękową opartą na bardzo prostej, lecz uroczej pioseneczce.
Tu macie próbkę:
https://www.youtube.com/watch?v=dlXp5vJr8zI
Film opowiada (chyba) o tragedii utraty ukochanej osoby i zachowaniach pozostałych przy życiu członków rodziny.
Nie dostaniemy oczopląsu. Twórcy nie są idolami Tatu "Nas nie daganiat"

Dzięki Unii wszystko rośnie w górę. Rozwijamy gospodarkę i kulturę.

Napisał/a: Kotoōshū Katsunori By ktoś miał dzieci, poleca się anonimowy film pt. Sekrety Morza.

Dodałem sobie jakiś czas temu ten film do kolejki – mimo że dzieciów nie mam – ale kraje produkcji to prawdziwy antycywilizacyjny combos*. Czy to jakiś nieludzki humanizm? ;)

* Tzn. to zarzut skądinąd śmieszny, bo niemalże wszystkim krajom można wystawić tę etykietkę, ale w przypadku kina dziecięcego czy familijnego ideolo takich dzieł bywa bardziej męczące.

Nie stwierdzono żadnej ideologii. Może za mało czujny byłem.

Dzięki Unii wszystko rośnie w górę. Rozwijamy gospodarkę i kulturę.

Napisał/a: Kotoōshū Katsunori Nie stwierdzono żadnej ideologii. Może za mało czujny byłem.

Okultys i magia zaciemniające przekaz, a do tego zrzędliwa, oddalona od idealnego, czyli naturalnego, stanu babcia, którą otaczały religijne rekwizyty – od różańca po święte obrazki. Warto zauważyć, że baśniowy świat jest czarujący i, jakkolwiek dziwnie by to brzmiało, prawdziwy, wszakże nadprzyrodzone przenika się z tym, co ziemskie, tymczasem religia to jeno zatęchłe obrazki: martwa rekwizytornia. Zaiste, za mało czujny był kolega!

Poza tym bajeczka jest piękna pod względem wizualnym i ma cudowną oprawę muzyczną.

UWAGA SPOILER!
Nie, nie. To się nie działo naprawdę. To była alegoria. Matka zmarła podczas porodu. Syn winił za to siostrę i chciał, żeby ona też zmarła. Nie było żadnego okultyzmu ani żadnej magii. Babcia była jak nasze babcie. A skoro nie była szwarccharakterem i kochała syna i wnuki to i religijne artefakty nie były powodem wpisu do różowej księgi.
p.s. Podobieństwo tego mitycznego zaklętego bohatera do ojca nieprzypadkowe.

Film wzruszający.

Dzięki Unii wszystko rośnie w górę. Rozwijamy gospodarkę i kulturę.

Copyright © 2011 Rebelya.pl Wszelkie prawa zastrzeżone.