Jak wyglądałby Wasz osobisty ranking i dlaczego?

Ściekawości pytam, bo jestem mniej więcej 5 lat do tyłu i chciałbym się tą drogą zorientować, co się wydarzyło interesującego w popularnej kinematografii.

Czasem by człowiek mimo wszystko co nowego obejrzał, a choć cenię hollywoodzki kunszt techniczny i rozmach realizacji, mam kompletnie dość sztamp scenariuszowych a nadmiar pustej akcji nuży i męczy już prawie tak, jak "głębokie filmy o znojnym paleniu papierosa" czyli "kino dla krytyków".

Cymbał brzmiący

Obejrzałem film Petera Weira pt. Niezwyciężony. Jestem idolem reżysera - Petera Weira. (jak to się movie) Uwielbiam jego Piknik pod wiszącą skałą, Gallipoli, Rok niebezpiecznego życia, Świadka i Bez lęku. Fajny był Hydraulik. Pozostałe filmy z jego twórczości, które miałem okazję zobaczyć mniej mi się podobały, lecz i tak odsetek dobrych jest niezły.
Dodatkową zachętą było, że głównym bohaterem, pozytywnym i heroicznym, był polski oficer. Niestety film okazał się gniotem. Mimo, że marsz przez bezludzia nie obfituje w dramatyczne zwroty akcji, jednak skoro był sześcioipółtysiącakilometrowy kilkanaście takich momentów powinno się wykreować. Film był nudny. Jedyny jasny punkt to Ed Harris, którego jeszcze nie widziałem w źle zagranej roli.
Na koniec filmu dowiedziałem się, że był współfinansowany przez polski instytut sztuki filmowej. To kolejny kamyczek do ogródka kultury "patriotycznej" finansowanej z podatków.
A potem przeczytałem w wiki, że autor książki, która posłużyła za kanwę scenariusza, nie przeszedł sam tej drogi a przywłaszczył sobie historię innego gościa, który też ją sobie zmyślił. Kłamstwa. Wszędzie kłamstwa.

Dzięki Unii wszystko rośnie w górę. Rozwijamy gospodarkę i kulturę.

Wyszło lub wychodzi w tym roku coś nowego a obiecującego? Jak dotąd moją uwagę zwróciły tylko wyświetlane już "Nienawistna Ósemka" i "Zabójczyni", ale po prawdzie oba łatwo mogą się okazać rozczarowaniem.

Cymbał brzmiący

Dzieje Dory ma na filmwebie wyższą notę, niż Dzieje Nemo. To może być dobra rekomendacja, bo Nemo był świetny.

Dzięki Unii wszystko rośnie w górę. Rozwijamy gospodarkę i kulturę.

Napisał/a: Kotoōshū Katsunori

Obejrzałem film Petera Weira pt. Niezwyciężony. Jestem idolem reżysera - Petera Weira. (jak to się movie) Uwielbiam jego Piknik pod wiszącą skałą, Gallipoli, Rok niebezpiecznego życia, Świadka i Bez lęku. Fajny był Hydraulik. Pozostałe filmy z jego twórczości, które miałem okazję zobaczyć mniej mi się podobały, lecz i tak odsetek dobrych jest niezły.
Dodatkową zachętą było, że głównym bohaterem, pozytywnym i heroicznym, był polski oficer. Niestety film okazał się gniotem. Mimo, że marsz przez bezludzia nie obfituje w dramatyczne zwroty akcji, jednak skoro był sześcioipółtysiącakilometrowy kilkanaście takich momentów powinno się wykreować. Film był nudny. Jedyny jasny punkt to Ed Harris, którego jeszcze nie widziałem w źle zagranej roli.
Na koniec filmu dowiedziałem się, że był współfinansowany przez polski instytut sztuki filmowej. To kolejny kamyczek do ogródka kultury "patriotycznej" finansowanej z podatków.
A potem przeczytałem w wiki, że autor książki, która posłużyła za kanwę scenariusza, nie przeszedł sam tej drogi a przywłaszczył sobie historię innego gościa, który też ją sobie zmyślił. Kłamstwa. Wszędzie kłamstwa.

Cóż, Ossendowski wysoko zawiesił poprzeczkę.

Napisał/a: Kotoōshū Katsunori ma na filmwebie wyższą notę

Nuale czynaście lat temusz publika beła wiency wymagajonca. Tera ciemne ludzie szysko obejrzo. Bylesz skakeło i piszczeło.

Akurantnie na chorobowem

Cymbał brzmiący

Napisał/a: Rydygier

https://youtu.be/tFMo3UJ4B4g

Może...


Ho, ho... Villeneuve... no może, może.

Napisał/a: RydygierNo, "Na Tyłach Wroga" widziałem. Furia znacznie bardziej mi się podobała. Tyły nudne w sumie, o ile pamiętam. Się tam szlajali przez te tyły, szlajali aż doszli, czy co tam było na końcu. :)

Co kto lubi i jaki ma nastrój. Mnie się obydwa podobały, ale i jeden, i drugi obejrzałbym w odpowiednich, różnych okolicznościach. :) "Saints and Soldiers" są, imho, lepsi wewnętrznie (teksty, historie ludzi), a "Furia" bardziej widowiskowa.
Przy czym pamiętajmy, co porównujemy: debiutantów i stare wygi holiłódzkie.

Św. Józefie, dziękuję za opiekę i proszę o dalszą!

Napisał/a: Kotoōshū Katsunori

A jak koledzy tacy oblatani w filmach, to podłączę się z pytaniem (z ciekawości). Nakręcili w ciągu ostatnich 5 lat film, w którym jest scena, gdzie bohater uczestniczy we mszy św./modli się (wsęsie że tak regularnie, planowo)? Nie historyczny, nie biograficzny, dziejący się współcześnie. Może być sci-fi (-:

Hue, "Byliśmy żołnierzami". Ale nie pamiętam roku. edyt: 2002, to odpada.
Faktem jest niemal całkowity brak chrześcijańskich wzorców codziennego zachowania. No, czasami pojawia się modlitwa przed korytkiem. Bo wiadomo, korytko najważniejsze i pomodlić się trzeba, żeby brzuszek nie bolał i się nie zatruło, i żeby dobrze się trawiło.

Św. Józefie, dziękuję za opiekę i proszę o dalszą!

Do listy dochodzą inni.
"Sicario", no bardzo dobre kino, bardzo. Jak na kino akcji i sensacji o narkotykach i polowaniu na baronów, to nie wiem, czy coś lepszego widziałem. Brolin, Del Toro, Blunt - cała trójka wymiata. Tylko nie wolno z dziećmi oglądać.
"The Giver" - sci-fi, Jeff Bridges, Meryl Streep. Taki dla całej rodziny, ale ciekawe wątki, przede wszystkim próba budowy świata bez uczuć.
Wymieniałem już "The International"? Ach, to z 2009. Wielka szkoda. Genialne kino akcji, dramatu, sensacji i kryminału. FBI, CIA, Interpol, włoska mafia, producenci i handlarze bronią, a wielki bank inwestycyjny w środku z wynajętym przezeń zabójcą. Clive Owen w pomiętym płaszczu, z podkrążonymi oczami - inspektor Interpolu próbujący latami dopaść ów bank.

Św. Józefie, dziękuję za opiekę i proszę o dalszą!

Napisał/a: Rydygier

Wyszło lub wychodzi w tym roku coś nowego a obiecującego? Jak dotąd moją uwagę zwróciły tylko wyświetlane już "Nienawistna Ósemka" i "Zabójczyni", ale po prawdzie oba łatwo mogą się okazać rozczarowaniem.

Ósemka taka se, tzn. b. fajne klimaty i widowisko, i przykuwa, i w ogóle, ale tarantinowska masa krwi. Rzeźnia ogólnie.
"Zabójczyni" - zacząłem oglądać, się zobaczy. To kino chińskie dla Chińczyków. Sporo poezji i dłużyzny. Zamiast "ty w morde kopany jeżozwierzu" - "kwiat lotosu drży ze strachu i niesmaku, gdy przechodzisz obok".

Św. Józefie, dziękuję za opiekę i proszę o dalszą!

Też polecam "Sicario", jeszcze "Pokój" mocno wbija w fotel. O tym filmie jeszcze się myśli po wyjściu z kina.

Napisał/a: Rydygier

Wyszło lub wychodzi w tym roku coś nowego a obiecującego? Jak dotąd moją uwagę zwróciły tylko wyświetlane już "Nienawistna Ósemka" i "Zabójczyni", ale po prawdzie oba łatwo mogą się okazać rozczarowaniem.

Dodaję:
"Łowca i Królowa lodu" - po tym, jak w "Łowcy i Królewnie Śnieżce" ta druga odmawiała "Ojcze nasz" w niewoli, jestem fanem obu części. Dobre, epickie, kolorowe historie z mitologią;
"Ave Cezar" - b. zgrabna komedia Coenów, Clooney, Brolin, Tatuum, niepotrzebne cyrki z filmu o żołnierzu/ setniku, który był obecny przy Ukrzyżowaniu;
"Piąta fala" - sci-fi, dobrze się oglądało, inwazja obcych, ale nie jest wybitny;
"Przyczajony Tygrys, Ukryty Smok: Miecz Przeznaczenia" - no jasne, że dla każdego fana pierwszego tygryska;
"13 Hours: The Secret Soldiers of Benghazi" - świetne kino ekumeniczne. Tzn. odpowiedni goście są po odpowiedniej stronie działka, najlepiej typu Vulcan. :))) Na faktach. Do czego porównać? Mieszanka "Black Hawk Down" i innych takich. Ogląda się b. fajnie;
"Wiedźma. Opowieść z Nowej Anglii" - b. dobry horror, ale nie dla dzieci. Nie wiedzieć czemu. :) Na faktach, tzn. niektóre frazy wypowiadane przez bohaterów są wzięte z akt sądowych i takich tam;
"Psy mafii" albo "Triple 9" - wyczapisty dramat kryminalny, z moimi ulubionymi Caseyem Affleckiem i Woodym Harelsonem. :)
"Zaproszenie" - tylko jeden znany aktor, dobry thriller, cały czas czujesz, że coś wisi w powietrzu, ale nie wiadomo co. :)

Św. Józefie, dziękuję za opiekę i proszę o dalszą!

O, dzięki, będziem sukcesywnie obczajać.

Cymbał brzmiący

To i ja się uzewnętrznię i podzielę ekstatycznym uniesieniem po filmie, który obejrzałem nie tak dawno temu, w maju bodajże, mianowicie po „Makbecie” z Fassbenderem i Cotillard. Zupełnie nie spodziewałem się, że po tej ekranizacjii będę zbierać się z podłogi. Dla mnie to najlepszy zachodniacki film z ostatnich lat – z tych, które widziałem oczywiście, bo może pojawiły się perełki przebijające i to. Tak czy siak ostatnich takich podnieceń doświadczyłem, kiedy sobie przyswajałem klasykę w 2013 r.

To „Makbet” nieuwspółcześniony, nawiązujący do pierwowzoru, nie tylko formą, tj. deklamacyjną, koturnową grą aktorów, ale i duchem. I to drugie czyni go dla mnie tak wspaniałym, a przy tym, paradoksalnie, świeżym. Dlaczego? Ano dlatego, że pomimo jego mhroczności i pojawiającej się w nim zbrodni punktem odniesienia czyni wielkie pytania i wielkie odpowiedzi; te wielkie pytania i wielkie odpowiedzi, niekoniecznie formułowane wprost, ale wyczuwalne, które każdy może odnaleźć i u Szekspira. I o winę, i o karę, i o wolną wolę, i sumienie, krótko mówiąc, mamy dla tych działań perspektywę moralną, nie śmiem mówić, że metafizyczną. Jakaż to świeżość po tych wszystkich materialistycznych interpretacjach historii i dziejów ludzkich, którymi raczy się nas w ostatnich latach, a którym zresztą, w imię rzekomo zdroworozsądkowego przypominania, że nigdy nie było Starych, Dobrych Czasów, ulegają nawet niektórzy rebelyanci. W tym filmie nie ma Starych, Dobrych Czasów, bo tych oczywiście nigdy nie było (zgadzam się), jest w nim zbrodnia, jest żądza władzy, jest nawet neuroza, ale nie ma też banalnego redukcjonizmu: a bo pane, ludzie to kurwy, intryganty, jeno chucie im w głowie. Fajnie to widać na przykładzie porównania z grafomańskim "GoT", który przecież podejmuje skądinąd podobny temat. W nim mamy redukcję wręcz absurdalną, sprowadzającą ludzików do sumy instynktów, pewnych deterministycznych odruchów ich spaczonej natury – ta konstatacja służy za początek i koniec interpretacji, wypełnia definicję tego, co się zwie "człowiekiem". Dla jego działań nie ma odniesienia na innej płaszczyźnie, choćby winy i kary, to jeno taki bardziej rozwinięty zwierzak. No a "Makbet", film przecież mhroczny, nieuciekający od przedstawiania zbrodni, gorzki w wielu fragmentach, a jednak kiedym go chłonął, to tak, jakbym łapał haust świeżego powietrza, bo napychaniu się smrodem z szamba*.

Podobała mi się gra aktorska. Fassbendera lubię – dobrze pokazał "uzależnianie" się od przepowiedni, nakręcanie się, zblazowanie władzą (scena na uczcie jest fantastyczna), Cotillard mogła to rozegrać banalnie, bo rola zaprasza do banalnej interpretacji, tj. zagrania pretensjonalnej femme fatale, która stroi srogie miny, szczęśliwie uczyniła swoją postać bardziej neurotyczną, niepapierową.

Zdjęcia... cóż, od początku można sycić oczy, ale to, co działo się na koniec... No, nie widziałem od dawna niczego lepszego. Będę wracać do tego filmu na pewno. Po obejrzeniu poleciałem na filmłeba, dodałem do ulubionych, postawiłem 9 i zorientowałem się, że to pierwsze 9, jakie wystawiłem jakiemukolwiek filmowi od 2 lat.

* Bawi mnie opinia, która pojawiła się na PCh, chyba o J. Wolaka, że to bzidki film, bo naturalistyczny. To znowu odchył w drugą stronę, nie materialistyczną, tylko interpretującą średniowiecze w kolorach tęczy. Tymczasem "Makbet" z 2015 r. jest brutalny, owszem, ale przy tym wielki, bynajmniej nie naturalistyczny w rozumieniu właśnie redukcjonistycznym. To jakaś absurdalna, moim zdaniem, pomyłka w interpretacji.

Nie wiem, czy ten film trafił w jakieś moje czułe struny, czy jak, no ale ochy i achy, jak widać powyżej. Nie wiem też, czy komuś z koleżeństwa mógłby się spodobać. Wśród znajomych widziałem stonowane oceny – i u tych "ą", "ę", i u tych od "Chłopców z ferajny". Nie wiem, może to kwestia formy? Tak czy inaczej, uzewnętrzniłem się.

Swojo szoso, ja nie mam pewności, jaka w tym zasługa twórcy tego filmu, a jaka Szekspira, dość powiedzieć, że zaraz po obejrzeniu trzymała się mnie jedna refleksja: "Jaki to był wielki twórca".

Szekspir, znaczy się.

Napisał/a: Pref de Zoo

Napisał/a: Kotoōshū Katsunori

A jak koledzy tacy oblatani w filmach, to podłączę się z pytaniem (z ciekawości). Nakręcili w ciągu ostatnich 5 lat film, w którym jest scena, gdzie bohater uczestniczy we mszy św./modli się (wsęsie że tak regularnie, planowo)? Nie historyczny, nie biograficzny, dziejący się współcześnie. Może być sci-fi (-:

Hue, "Byliśmy żołnierzami". Ale nie pamiętam roku. edyt: 2002, to odpada.
Faktem jest niemal całkowity brak chrześcijańskich wzorców codziennego zachowania. No, czasami pojawia się modlitwa przed korytkiem. Bo wiadomo, korytko najważniejsze i pomodlić się trzeba, żeby brzuszek nie bolał i się nie zatruło, i żeby dobrze się trawiło.

W zeszłym roku był "Forsaken" (jak ktoś już o nim pisał, to przepraszam, umkło mi). To western jest, czyli trudno mówić o współczesności; jednakowoż porusza on pewne problemy ponadczasowe, albo wręcz bardzo na czasie (jak poczucie winy za spowodowanie strat ubocznych wśród przypadkowych cywilów). Jednym z ważniejszych wątków jest kryzys wiary u głównego bohatera, nieźle pokazany.
Co do samego filmu - oszczędny budżetowo (podejrzewam, że lwią część dutków pochłonęły honoraria obu Sutherlandów i Demi Moore). Ktoś znów będzie jojczył, że przewidywalny do bólu - niewątpliwie cały obraz jest jednym wielkim cytatem z historii westernu, od motywu przybysza-jeźdźca znikąd, weterana zrażonego do zabijania, który znów zmuszony będzie sięgnąć po broń, dalej: bezkarnych bandytów terroryzujących miasteczko, takoż nieśmiertelnej, stale powracającej w westernach sceny usuwania drzewa-zawalidrogi (pomysł wzięty bodaj z powieści Schaefera), aż po starą miłość, która nie rdzewieje.
Jest bez fajerwerków, zdarzają się uproszczenia i naiwności, tym niemniej całość oglądało mi się bardzo sympatycznie. Z pewnością nie jestem obiektywny - trudno mi być obiektywnym, mając Jacka Bauera w roli głównej, Jona Cassara na stanowisku reżysera, no i jeszcze coś z gatunku western.
Z drugiej strony, apropo łesternów, spodziewałem się wiele po "Nienawistnej ósemce", która rzeczywiście dostarczyła masę fajerwerków, jednakowoż sceny upokorzenia Syna Białego Rasisty, zmuszonego do (excusez le mot) obciągania zwycięskiemu Black Power, albo finałowe Wieszanie sprawiły, że po projekcji dominującym uczuciem było u mnie obrzydzenie. Gadaniem o pastiszu tego się nie wytłumaczy. Często wracam do obejrzanych filmów, zapewne na "Forsakena" łypnę jeszcze kiedyś okiem; na "Nienawistną 8-kę" - na pewno nie.

А с поpтpета бyдет yлыбаться нам Железный Феликс

Uo, "Forsaken" - genialna klisza! Piękny film. Dla całej rodziny z dziećmi nieco starszymi, bo chyba tam krwi trochę jest.
Ma Turoń rację, tak ten film opisywałem znajomkom gdzieś - składa się z westernowych schematów, a jednak... No i fajne jest to, że ojca i syna w filmie grają ojciec i syn w realu. Całkiem nieźle im to wychodzi, aż się zastanawiałem, czy tam jakieś prywatne sprawy między nimi też nie były załatwiane. :)))

Św. Józefie, dziękuję za opiekę i proszę o dalszą!

Napisał/a: Pref de Zoo

"Zaproszenie" - tylko jeden znany aktor, dobry thriller, cały czas czujesz, że coś wisi w powietrzu, ale nie wiadomo co. :)

Właśnie obejrzałem i śmiało polecam. Atmosfera od początku gęsta i cały czas gęstnieje. Trochę tylko szkoda, że jak już się rozrzedzi to tak zostaje. W bardzo podobnym klimacie jest też wcale nie gorszy Dar (The Gift 2015).

Napisał/a: Pref de ZooUo, "Forsaken" - genialna klisza! Piękny film. Dla całej rodziny z dziećmi nieco starszymi, bo chyba tam krwi trochę jest.

Jes, jes, jes! Jes to słuszna koncepcja.
Owóż w łońskim tygodniu, w ramach oczekiwania (pełnego niepokoju i złych przeczuć, co tu wiele gadać) na nowy wariant "7 wspaniałych", co ma nastąpić za kilka tygodni, zapuściłem ja nowemu pokoleniu Turoństwa wersję kanoniczną z Roku Pańskiego 1960. A potem, siłą rozpędu, obejrzeli jeszcze Dżonołejnowe: "Wielkiego Jake'a", "El Dorado" i "Chisuma". Nawiasem y apropo w tym ostatnim są mocne akcenty religijne - chybaś u Wielkiego Dżona kiełkował już proces nawrócenia?
Nuale, ad rem, odbiór wśród moich małolatów był bardzo dobry. Podobnie odpaliłem im tego lata stare japońskie Godzille, jeszcze serię pierwszą Showa, tę z lat 1954-1975. Spodziewałem się śmichów-chichów z efektów specjalnych sprzed 50 czy 60 lat. Owszem, śmichy (zasłużone) też byli, ale jednak oglądali z zaciekawieniem.

Napisał/a: Pref de Zooten film opisywałem znajomkom gdzieś - składa się z westernowych schematów, a jednak... No i fajne jest to, że ojca i syna w filmie grają ojciec i syn w realu. Całkiem nieźle im to wychodzi, aż się zastanawiałem, czy tam jakieś prywatne sprawy między nimi też nie były załatwiane. :)))

W samey rzeczy, oba Sutherlandowie pokazali koncertowo, że za darmo hajsu nie biorą. Nu, choć płacz Młodego w kościele mógłby być ociupinkę bardziej rozdzierający, przeca była to scena kluczowa, niemal równie ważna jak finałowa wymiana ognia.
Dyć Jack..., pardą, Kefir S. wcześniej pokazał po wielokroć, że momenty depresyjno-suicydalno-duszoszczipatielnyje ma obcykane do perfekcji:
https://www.youtube.com/watch?v=SS90bzfywBQ

А с поpтpета бyдет yлыбаться нам Железный Феликс

Cloverfield Lane 10!!! Ale rewelacyjne połączenie horroru z gatunkiem science fiction! To było coś!

“You need Power, only when you want to do something harmful otherwise Love is enough to get everything done.” Charlie Chaplin

Przełęcz Ocalonych by Mel Gibson

https://youtu.be/lTqe2ajkYfo

?

Cymbał brzmiący

Napisał/a: Rydygier?

Internety twierdzą, że rewelacyjny. Kiedyż recenzja na R. by JBo?

Cymbał brzmiący

Nic specjalnego. Mocno przereklamowany...

“You need Power, only when you want to do something harmful otherwise Love is enough to get everything done.” Charlie Chaplin

“You need Power, only when you want to do something harmful otherwise Love is enough to get everything done.” Charlie Chaplin

"Przełęcz ocalonych" nie umywa się do "Jestem mordercą" Pieprzycy. Dla mnie jest to najlepszy polski film od czasu "Róży" Smarzowskiego.

“You need Power, only when you want to do something harmful otherwise Love is enough to get everything done.” Charlie Chaplin

No i jak tam, ktoś już widział Arrival vel Nowy Początek?

Cymbał brzmiący

Akuratnież wczora obejrzałam, Rydygierze.
Ogólne wrażenie jest pozytywne – jest nawet jakiś sajens, kilka zaskakujących momentów; nie przesadzono z FX.
Trochę nie poradzono sobie z obcymi (macki) i koncepcją komunikacji z nimi (dopiero po trzech dniach bohaterka wpada na pomysł pisania im znaków).

Generalnie kino bardzo kobiece, uczuciowe, pacyfistyczne.
Chyba jednak "Kontakt" z Foster był ciekawszy. Odświeżę sobie na dniach, to potwierdzę lub zaprzeczę.

Napisał/a: św. Gnębą potykejoncy sie zez inwalido piekielno

Napisał/a: Kotoōshū Katsunori ma na filmwebie wyższą notę

Nuale czynaście lat temusz publika beła wiency wymagajonca. Tera ciemne ludzie szysko obejrzo. Bylesz skakeło i piszczeło.

Gnembon miał racyję. Dori jest wtórna. Może jeden dwa momenty, ale nic ciekawego. Przy Nemo nawet nie stała.

Dzięki Unii wszystko rośnie w górę. Rozwijamy gospodarkę i kulturę.

Furia (2014)

"Tylko prawda jest ciekawa"

A czy oglądał ktoś "Czerwonego Żołwia"?
https://www.youtube.com/watch?v=Sw7BggqBpTk

Nie no, Furia była słaba. Na początku strasznie przeklinali i udawali jakichś okropnych typów. W sumie nie wiadomo po co, bo to nijak się miało do reszty filmu. Zresztą Furię już wcześniej recenzowałem.

Dzięki Unii wszystko rośnie w górę. Rozwijamy gospodarkę i kulturę.

183 Metry Strachu (2016)
Człowiek Który Poznał Nieskończoność (2015)
Jason Bourne (2016)
Planeta Singli (2016)
Koneser (2013) - jeden z najlepszych filmów jakie oglądałem

"Tylko prawda jest ciekawa"

Nie jest to film co prawda, ale miniserial.

Stranger Things - 8 odcinków, wyprodukowane w 2016 przez Netflix.

Niby prosta historia w klimacie grozy Kinga, ale tak klimatyczna, świetnie poprowadzona - nie da się oderwać :)

Mój system RPG Science Fiction www.glebiaprzestrzeni.pl

Kol. kol. Gienek i Kpt. Chmurka polecali Szpiega. Przyłanczam się. Film jest przesycony fabułą. Można powiedzieć, że każdy strzegół bez wyjątku jest niezwykle warzny. I trzeba obejrzeć ze dwa razy, żeby załapać ocb.
Zazwyczaj nie zachwycam się obsadą, bo uważam rze i tak dobra gra jest zasługą reżysera. Ale tutaj zaprawdę jest na co patrzeć: Hurt (Jan), Oldman, Firth, Strong, Hinds, Cumberbatch i nowy Pan Jezus - Hardy.

Dzięki Unii wszystko rośnie w górę. Rozwijamy gospodarkę i kulturę.

Księgowy (2016) - dobry
Exodus: Bogowie i królowie (2014) - może być
Wyspa skazańców (2010) - może być
Żywioł. Deepwater Horizon (2016) - dobry

"Tylko prawda jest ciekawa"

Napisał/a: Roberto CarlosKsięgowy 2016 - dobry

Akurantnie obejrzełem i nie spodobeł mie sie.

Lubie jak mje rerzyser dawa szanse uwierzeć troszkie wew to co mje pokazywa. A tu beła ino bajka jak wew Bądzie czegusz sie nie spodziewełem.

Akurantnie na chorobowem

Film pod tytułem Księgowy dostał Oscara. Był nakręcony przez Raya McKinnona, tranera w Big Mike'u i szefa kampanii Homera Stokesa w Bracie, gdzie jesteś. Ray zagrał też tytułową rolę.
Niestety, jedyna wersja, którą umiałem znaleźć to na youtube, niestety bez napisów. Nie wie ktoś może, jak podłożyć napisy, choćby angielskie pod ten film?

Dzięki Unii wszystko rośnie w górę. Rozwijamy gospodarkę i kulturę.

Nualesz Kulega muwi o krutkiem ksiengowem a my muwiemy o dugiem.

Akurantnie na chorobowem

Oczywiście!

Dzięki Unii wszystko rośnie w górę. Rozwijamy gospodarkę i kulturę.

Nie trza mi pięciu - jeden a dobry bym se na sylwka ściągnął i zapuścił...

Napisał/a: jurciopanjeden a dobry bym se na sylwka

Alesz isz skikejo i szczelajo czylisz siedzo i filozujo?
Obejrzyłem krutkiego ksiengowego. Pszyjemny.

Akurantnie na chorobowem

Napisał/a: św. Gnębą potykejoncy sie zez inwalido piekielnoAlesz isz skikejo i szczelajo czylisz siedzo i filozujo?
Obejrzyłem krutkiego ksiengowego. Pszyjemny.

Raczej strzelają skakając! Słowem trafiony-zatopiony! Dziś se odpalę. Za dużo wiedział ten księgowy?... Nie mów!! Sam sprawdzę. Afleck ostatnimi czasy kitu nie wstawia, jeno trzeba wymazać z pamięci Pearl Harbor;)

Widzę, że w większości panowie komentują i "męskie" filmy przeważają w ofercie.

To zmienię trochę klimat i powiem, że obejrzałam niedawno "Planetę singli" i jest to bardzo dobry polski film - nie wielkie arcydzieło, ale całkiem nieźle zrobiona rozrywka, która dodatkowo jest - o dziwo - całkiem przyzwoita w wymowie, pomijając obowiązkowy epizod homoseksualny, bez którego nie ma chyba mowy o żadnym "nowoczesnym" filmie.

Ale poza tym wymowa bardzo OK i przyjemnie się ogląda, jak ktoś szuka rozrywki na dzisiejszy wieczór, to polecam.

+ Niech w naszych czynach odbija się to, co przez wiarę jaśnieje w duszach.

od 2012 to "polowanie", "wolny strzelec", "steve jobs", "syn szawła" i "big short"

"Kobiecość" filmu mnie nie odstrasza ale, że "polski" to już tak:) Polski tylko jeśli najdalej z połowy lat 80-ych!

Napisał/a: jurciopan"Kobiecość" filmu mnie nie odstrasza ale, że "polski" to już tak:)

Na zachętę powiem, że reżyserem jest Mitja Okorn (Słowak, zdaje się), a scenariusz pisali: Sam Akina, Jules Jones, Mitja Okorn, Łukasz Światowiec i Michał Chaciński ;)

PS.
Też nie przepadam za nowymi polskimi filmami.

+ Niech w naszych czynach odbija się to, co przez wiarę jaśnieje w duszach.

Napisał/a: Teofila (w podróży)a scenariusz pisali: Sam Akina, Jules Jones, Mitja Okorn, Łukasz Światowiec i Michał Chaciński ;)

no jak w troje skecze szlifowali to musi być dobrze! Czuję, że jak już bym to oglądał (koniecznie z kompanią albo po jakichś rozweselaczach) to bym się chechrał, choćby i z głupoty:)

Napisał/a: św. Gnębą potykejoncy sie zez inwalido piekielno Napisał/a: jurciopan
jeden a dobry bym se na sylwka

Alesz isz skikejo i szczelajo czylisz siedzo i filozujo?
Obejrzyłem krutkiego ksiengowego. Pszyjemny.


noooo! Myślałem, że już wszystkie takie filmy wyoglądałem, a nowych nie kręcą! Dzięki!

wpis kontrolny

stopka rozmiar 45

Albo na przykład ma być takie coś:

https://youtu.be/RuIpAD2ccOo

Czyli arturiańskie fantasy dla kolejnego pokolenia.

Artystycznie zapewne nie na temat, ale jeśli nie okaże się porowatą kiszką, być może na swój sposób będzie całkiem obłym, ludycznym oglądadłem.

Cymbał brzmiący

ostatnio lubię spokojne filmy, przy których mogę odpocząć. bardzo podobały mi się "Sekretne życie Waltera Mitty" i "Witajcie na Hawajach" (Aloha) z genialną sceną "męskiego dialogu".
Niezła była klisza "zapachu kobiety" - "Ashby" z Michałem Rurką. I "Maggie" z brodatym Shwarzeneggerem, film o odchodzeniu.
Zupełnie dziwny, hungarski film "Lisa, lisia księżniczka" z dużą dawką jpop-u z lat 60.(?) .
O, i "Czarownica" (Malefica) z tragicznie przetłumaczonym imieniem gł. bohaterki, co niestety wyklucza go z filmów dla młodej młodzieży - a szkoda bo to film bardzo ciepły i jeden z dwóch gdzie lubię A. jolie (drugi to "Turysta")
No i na koniec "Obrońcy galaktyki" (szop kryminalista i Groot Diesel) z uniwersum "Firefly"
Lekkie, łatwe i do oddychania - takie mam gustibusy.

Doktor Strange 2016 - dobry

"Tylko prawda jest ciekawa"

Napisał/a: Rydygier

No i jak tam, ktoś już widział Arrival vel Nowy Początek?


Tak. Do tego filmu można podejść na dwa fronty. Jak na czyste SF - nie udał się przez (spoilery).
Ale jak na dramat obyczajowy o bardzo dobrej wymowie moralizatorskiej, z tłem SF - super! 8 gwiazdek właśnie za te aspekty moralne.

Emerald City - znów serial, tym razem 10 odcinków (7 za nami) - wreszcie ciekawie opowiedziana historia OZ w klimacie mrocznym, nawet już nie baśniowym. Dobre, naprawdę dobre.

Dr Strange - jak na blockbustery Marvela i DC (które uwielbiam), ten wybija się ponad średnią - i to znacznie!

Mój system RPG Science Fiction www.glebiaprzestrzeni.pl

"Łotr 1. Gwiezdne wojny - historie".Bardzo im się udało.Czułem się jak za dzieciaka oglądając w kinie "Imperium kontratakuje",a takiego wrażenia nie miałem na innych "nowych" Gwiezdnych Wojnach.

Z ostatnio widzianych filmów, fanom kina wojennego z nieczęsto braną na warsztat historią w tle (Kongo) polecam The Siege of Jadotville.

Cymbał brzmiący

John Wick (2014) - może być
47 Roninów (2013) - dobry
Lion. Droga do domu (2016) - dobry

"Tylko prawda jest ciekawa"

Obejrzałem w internacie film "Bernadetta. Cud w Lourdes". Film jak film. Jest to jeden z tych obrazów, które bardzo przyjemnie się ogląda, w którym niełatwo wskazać słabe strony, fałszywą grę aktorską, śmieszne eFeXy, a jednak nie zapadający w pamięci na długo i z pewnością nie taki, które można zaliczyć do wybitnych. Z pewnością urodą wyróżnia się młodziutka aktoreczka grająca tytułową rolę. Ale ja o czym innym. Swego czasu do białości rozpalała nasze ulubione forum polemika kol. kol. eMJota i Gnębona dotycząca szczątków świętej. MJ twierdził, że cudownie się nie psują a Gnębon, że to tylko zasługa sprawnej mumifikacji. Po obejrzeniu filmu weszłem na wikipedię poczytać o heroinie i tam zobaczyłem następujący text:
Bishop Gauthey of Nevers and the Church exhumed the body of Bernadette Soubirous on 22 September 1909, in the presence of representatives appointed by the postulators of the cause, two doctors and a sister of the community. They claimed that although the crucifix in her hand and her rosary had both oxidized, her body appeared incorrupt — preserved from decomposition.
...
The Church exhumed the corpse a second time on 3 April 1919. A doctor who examined the body noted, "The body is practically mummified, covered with patches of mildew and quite a notable layer of salts, which appear to be calcium salts. ... The skin has disappeared in some places, but it is still present on most parts of the body."
...
Three years later in 1928, Doctor Comte published a report on the exhumation of Blessed Bernadette in the second issue of the Bulletin de I'Association medicale de Notre-Dame de Lourdes.

"I would have liked to open the left side of the thorax to take the ribs as relics and then remove the heart which I am certain must have survived. However, as the trunk was slightly supported on the left arm, it would have been rather difficult to try and get at the heart without doing too much noticeable damage. As the Mother Superior had expressed a desire for the Saint's heart to be kept together with the whole body, and as Monsignor the Bishop did not insist, I gave up the idea of opening the left-hand side of the thorax and contented myself with removing the two right ribs which were more accessible. ... What struck me during this examination, of course, was the state of perfect preservation of the skeleton, the fibrous tissues of the muscles (still supple and firm), of the ligaments, and of the skin, and above all the totally unexpected state of the liver after 46 years. One would have thought that this organ, which is basically soft and inclined to crumble, would have decomposed very rapidly or would have hardened to a chalky consistency. Yet, when it was cut it was soft and almost normal in consistency. I pointed this out to those present, remarking that this did not seem to be a natural phenomenon."

Również i w innych źródłach można przeczytać o cudownym zachowaniu jej ciała. Choćby tutaj
http://www.apokalipsa.info.pl/artykuly/bernadetta_soubirous_lourdes.htm

To jak w końcu jest?

Dzięki Unii wszystko rośnie w górę. Rozwijamy gospodarkę i kulturę.

Napisał/a: Kotoōshū Katsunori a Gnębon, że to tylko zasługa sprawnej mumifikacji.

Nualesz ja tam nie polemizełem dowodamy zes Wiary i Rozumu ino linkełem albosz cycełem zes internatów teksta zes epoki cusz światki widzieli jak ekskumoweli.

A widzieli świento zmuminfikowano a nie żadno nienaruszono zepsuciem jak objawieł emjotys.

Tera nieumim tegusz wynajść na forumnie. Admininsztrancja wypierdzieleła?

Chibasz cuś zestond cycełem:

http://www.catholicpilgrims.com/lourdes/bb_bernadette_body.htm

Akurantnie na chorobowem

Copyright © 2011 Rebelya.pl Wszelkie prawa zastrzeżone.