Dlaczego 'tech-gnoza' (określenie Erika Davisa) i transhumanizm (szeroko pojęty, nie tylko jako kopiowanie umysłu do komputera) są niebezpieczne dla 'tradycyjnych religii', dla 'ścieżki prawej ręki' bardziej niż dotychczasowe formy gnozy, znane od tysięcy lat?

Cóż, w największej ogólności wynika to z faktu, że dotychczas 'lewa ręka' działała na tym samym polu, co i 'prawa'. Mogła obiecać wyzwolenie po śmierci, a jeśli za życia, to zazwyczaj w jakimś niejasnym, duchowym sensie. Mogła pokazać brodatego maga czy guru o uduchowionym wzroku i twierdzić, że tak wygląda człowiek wyzwolony, który zrozumiał, że jest Bogiem - ale niestety, taki był z niego Bóg, co nie umiał sobie poradzić ze wzdęciami i długami u lichwiarzy. Mogła wskazać alchemika, który przez 20 lat zwodził swego mecenasa-księcia, mieszając gówno z surowym jajkiem i obiecując, że wyprodukuje z tej mikstury złoto; ale nie wyprodukował tylko uciekł z trzosami monet (ewentualnie zgnił w lochu) - i znów całą boską moc trzeba było przenieść na plan symboliki, metafory i duchowości.

Ale dziś nowa gnoza może powiedzieć: tym razem mamy fakty, empiryczne, namacalne skarby. Błogosławieni, którzy nie uwierzyli, tylko przyszli i zobaczyli. To działa. Stary, transcendentny Bóg nadal obiecuje wyzwolenie duchowe, którego większość ludzi nie jest nawet w stanie zrozumieć - oraz zbawienie po śmierci, czego nie możemy sfalsyfikować po tej stronie. My tymczasem oferujemy konkret - nieśmiertelność może i nie wieczną (bo w końcu gwiazdy zgasną), ale wystarczająco długą, by nie robiło to różnicy; - moce przemiany, które co prawda wciąż będą udoskonalane, ale już na wejściu będą oszałamiać. I tak jak w gnozie: nie wiara, nie łaska, ale wiedza.

Naturalnie dotyczy to nie tylko technofilów, ale też i innych ruchów czy zjawisk, które kwitną w tych czasach: jak LGBTQ, modyfikacje ciała, globalizacja kultury itd.

W tym kontekście zabawne jest bardzo prawaki-biedaki nie pojmują, o co w tym wszystkim chodzi; - i myślą, że poradzą sobie z tematem, publikując jakieś oszołomskie broszurki doktora Camerona o bakteriach kałowych i igraszkach sodomickich. A przecież 'gaye' jako tacy nie mają tu żadnego szczególnego znaczenia - to po prostu jedna z wypustek 'ogólnego wyzwolenia', tyle że z praktycznych powodów najbardziej obecnie krzykliwa. W istocie chodzi jednak nie o męski seks analny, ani nawet nie o seks z kimkolwiek gdziekolwiek, tylko o cokolwiek gdziekolwiek, o przekroczenie wszelkich ograniczeń i realizowanie swojej 'thelemy'.

***

Ogólnie prawactwo nie ma chyba na razie żadnej innej odpowiedzi na te pytania niż bagatelizowanie tematu + ew. wzgardliwe machnięcie ręką i zaburczenie czegoś o tym, że "Faust, Frankenstein i Wieża Babel - i że na pewno tak się to skończy - i jeszcze hyhy, my pesymiści antropologiczni będziemy się ostatni śmiać"; ale to jest życzenie, a nie jakieś dowiedzione prawo. Konserwatyści poklepują się po plecach, mówiąc, że "człowiek nigdy nie ucieknie z wygnania poza Eden i nigdy nie zdusi w sobie tęsknoty za rajem", ale wesoły transhumanista mówi: "Nie musi nigdzie uciekać i nigdzie wracać, właśnie buduje sobie raj na Ziemi - i to rzeczywiście działa; anioł z mieczem ognistym stoi u bram Edenu, ale chętnych do szturmowania już nie ma", ewentualnie: "Człowiek przestanie być starym człowiekiem, a ciało uwielbione skonstruuje sobie bez postów, umartwień i zmartwychwstania, dostaniecie namacalny dowód na to, że gnoza, magia i alchemia zadziałały - w scjentystycznym paradygmacie - i że historie o koronie stworzenia, o biologicznym ciele, do którego zamontowana jest na stałe dusza, o tym, że świadomość to coś wyjątkowego, że śliski, biologiczny starter-pack łaskawie dany przez Demiurga to niezastępowalne opus magnum, że w pocie czoła pracować będziesz, a w bólu rodzić, że dobra są rzadkie, a życie ulotne i nędzne - właśnie zostaną sfalsyfikowane". --- --- --- To są problemy jutra, a poniekąd i problemy dnia dzisiejszego, zupełnie fundamentalne dla religii, gospodarki, filozofii, koncepcji człowieka itd.; a prawaki dyskutują o ustaszach, rajtuzach albo o tym, czy w prawilnie karlistowskich Kortezach powinna być reprezentacja cechu rybaków; albo czy narodowe państwo pracy oprzeć na robotnikach, czy na chłopach; albo myślą, że w gender / lgbtq i tego typu rzeczach naprawdę chodzi o sodomię jako taką.

Ruchy polityczno-ideologiczne, zwłaszcza te hardo antysystemowe i ekstremistyczne, powinny sobie wreszcie przemyśleć możliwe konsekwencje rozwoju technologicznego, automatyzacji i postępów sztucznej inteligencji. Jeśli bowiem obecne trendy nie zostaną jakoś zahamowane (przez globalną wojnę, potężny kryzys czy fundamentalne zmiany w mentalności społeczeństw; a każda z tych opcji jest mimo wszystko mało prawdopodobna) - to za kilka dekad nie tylko postulaty, ale i same zagadnienia rozważane przez te ideologie mogą się okazać całkowicie anachroniczne.

Pomyślmy: niewykluczone, że pokolenie współczesnych 30-40-latków jest jeśli nie ostatnią, to przedostatnią generacją, dla której praca jest głównym punktem odniesienia, w której jednostkę określa się przede wszystkim przez pryzmat jej zawodu ("32-letnia nauczycielka zaatakowała nożem swego konkubenta, 40-letniego dermatologa..."). Jak bardzo anachronicznie wyglądają w tym kontekście hasła "Narodowego Państwa Pracy", memy z "polskim robotnikiem - taranem uderzającym w kapitalizm" czy opowieści o potrzebie wyzwolenia klasy robotnicznej. To już nawet Krzysztof Kononowicz zauważył, w jakim kierunku to zmierza, nawołując młodzież, by "nie dotykała łopaty": https://www.youtube.com/watch?v=yf8J9wenkpc.

Z drugiej strony, nawet on, mimo swej wielkiej przenikliwości, namawia do tego, by się uczyć, studiować itd. Pytanie tylko - czego się uczyć? Języków? Nie trzeba tego nawet komentować, patrząc na rozwój elektronicznych translatorów. Prawa? Media właśnie donoszą o AI całkiem sprawnie symulującej proces wyrokowania w sądach. Medycyny? Chyba w kontekście uruchomienia komputerowego systemu diagnostycznego - bo całą resztą system zajmie się już sam. Informatyki, programowania? Tak - ale co będzie, gdy przynajmniej na niskim poziomie (projektowanie stron, proste aplikacje) AI będzie sama przygotowywać sobie odpowiedni soft? Wówczas paradoksalnie bardziej optymalna będzie pozycja absolwenta teologii czy filozofii, który spokojnie będzie przejadał sobie dochód gwarantowany, rozważając w głowie kwestie transsubstancji, formalizacji ontologii czy transcendentnej jedności religii.

Ale równie anachroniczne mogą stać się wkrótce korwinistyczne historie o tym, że bogactwo bierze się z pracy (no tak - z pracy robotów), że trzeba zapieprzać, kształcić się i odmawiać sobie, że zarabiać powinni tylko ci, którzy harują itd.

A lamenty nad losem prekariuszy w call-centrach, cieciówkach czy recepcjach hotelowych? Przykry los, niewątpliwie - ale te lamenty również jawią się jako łabędzi śpiew epoki przejściowej, jeżeli rzeczywiście za kilka czy kilkanaście lat wielkie korporacje zastąpią żywych konsultantów, stróżów i magazynierów robotami czy programami. Przy takiej perspektywie to już właściwie żadna wielka różnica, czy telefonistki i sprzątaczki pomęczą się przez ten czas za 1500 zł czy za 2100 zł.

A może przyszłością są nekro-reakcjonistyczne koncepcje neo-feudalizmu czy odrodzenia korporacjonizmu i systemu cechowego? Karlistowskie czy salazarowskie opowieści o parlamencie jako platformie dla przedstawicieli "realnych ciał pośredniczących", w szczególności grup zawodowych? Myślę, że skład takiego parlamentu mógłby być bardzo prosty - jakieś 10 proc. dla kadry informatyków, 10 proc. dla kadry polityków i menedżerów (tych, których nie zastąpiły boty), 80 proc. dla "stanu trzeciego", czyli masy ludzkiej pobierającej guaranted minimum income. Aha, ale głosowanie będzie stanami, a nie jednostkowo, bo jeszcze by się tłuszcza rozbestwiła wink emoticon;-)

Ewentualnie może dystrybucjonizm ("upowszechnienie warsztatów i ogródków") będzie mieć trochę sensu - każdy kupi sobie drukarkę 3D i będzie sobie na niej drukował różne duperele - tyle że raczej nie na sprzedaż, bo od tego będą automatyczne fabryki, mające całe legiony takich drukarek. No i taki 3D-rzemieślnik-amator, jak mu się znudzi drukowanie spodków pod filiżanki, to będzie mógł sobie skopać i wypielić ogródek pod blokiem.

Czyli przyszłość wygląda tak: albo socjaldemokracja czy wręcz techno-komunizm z dochodem gwarantowanym i przydziałami bogactw generowanych przez automaty; - - - albo coś w rodzaju feudalizmu robotów, gdzie kapitałem posiadaczy będzie portfolio posiadanych maszyn, botów i androidów; i bezpośrednia konkurencja będzie już tylko między nimi. Ale ponieważ trudno sobie wyobrazić społeczeństwo, w którym 100 proc. ludzi to technologiczni odpowiednicy dawnych plantatorów, ziemian czy latyfundystów, to zapewne wariant ten obejmie jakieś 10 - 20 proc. No, a reszta będzie sobie żyć i żreć na tym poziomie socjaldemokratycznym. Jak ci lazaroni w Neapolu czy biedota w Rzymie, co to król / cezar / senat rozdawał im zboże i organizował potańcówy czy igrzyska.

Poniżej ciekawy artykuł o tych sprawach (tak, tak, WYBORCZA, NIE KLIKAM, no ale to mogę zainteresowanym podesłać w txt :-))

http://wyborcza.pl/magazyn/7,124059,20870967,sztuczna-inteligencja-bog-juz-istnieje.html?disableRedirects=true

******************

Underhill wzdrygnął się na dźwięk swojego nazwiska, bo nawet androidy nie potrafiły odróżnić jednego człowieka od drugiego. Ale to oczywiście tylko sprytna handlowa sztuczka, niezbyt trudna w miasteczku wielkości Two Rivers. Sprzedawcą musi być ktoś z tutejszych mieszkańców, podpowiadający robotowi z zaplecza. Underhill ukrył zdumienie i powiedział głośno:

- Chciałbym porozmawiać ze sprzedawcą.

- Nie zatrudniamy ludzi, proszę pana - odpowiedział natychmiast łagodny srebrzysty głosik. - Instytut Humanoidów istnieje po to, by służyć ludziom i nie musimy korzystać z ich pomocy. Sami jesteśmy w stanie dostarczyć panu wszelkich informacji i przyjąć pańskie zamówienie na nasze usługi.

(...)

Mały czarny robot natychmiast ją uprzątnął, a natarczywy srebrny głosik zawołał za nim:

- Odwiedzimy pana jutro w pracy, panie Underhill, i przyślemy egzemplarz próbny do domu. Czas porozmawiać o likwidacji pańskiego zakładu, bo elektroniczne roboty, które pan sprzedaje, nie mogą się z nami równać. A pańskiej żonie zaoferujemy bezpłatną demonstrację naszych usług.

(...)

- Do usług, panie Underhill. - Robot odwrócił się natychmiast i wbił w niego szklany, nieprzyjemny wzrok. - Czy pozwoli pan przedstawić sobie zakres naszych możliwości?

Mając w pamięci wczorajszy szok, Underhill zapytał ostro:

- Skąd wiecie, jak się nazywam?

- Przeczytaliśmy wczoraj pańskie wizytówki, które miał pan w aktówce - zaterkotało łagodnie. - Teraz już zapamiętamy pana na zawsze. Widzi pan, nasze zmysły są bardziej wyo-strzone niż ludzki wzrok. Możemy się z początku wydawać trochę dziwni, ale szybko się pan do nas przyzwyczai.

(...)

- To nie szantaż - zapewnił go łagodnie mały robot. — Przekona się pan, że humanoidy nie są zdolne do popełnienia przestępstwa. Istniejemy tylko po to, żeby zapewnić ludziom szczęście i bezpieczeństwo.

- Więc dlaczego chcesz zabrać moją własność?

- To tylko zwykła formalność - padła uprzejma odpowiedź. - Staramy się wprowadzać nasze usługi tak, aby robić jak najmniej zamieszania i kłopotów. Uznaliśmy przepisanie wła-sności za najskuteczniejszą metodę pozwalającą nam nadzorować i likwidować prywatne przedsiębiorstwa.

Trzęsąc się z gniewu i narastającego przerażenia Underhill wycharczał przez ściśnięte gardło:

- Bez względu na to, jaki ukartowaliście plan, ja nie mam zamiaru pozbywać się mojej firmy.

- Nie ma pan innego wyjścia, proszę mi wierzyć. - Spokojna pewność srebrnego głosiku napełniła go drżeniem. - Tam, gdzie my jesteśmy, przedsiębiorstwa kierowane przez ludzi nie są już potrzebne, a przemysł wytwarzający roboty elektroniczne zawsze bankrutuje pierwszy.

(...)

W biurze panowała złowieszcza cisza. Jego trzej akwizytorzy jeździli po mieście od domu do domu z egzemplarzami pokazowymi. Powinni już dawno złożyć jakieś zamówienia i raporty, a tymczasem telefon milczał jak zaklęty, dopóki jeden z nich nie zadzwonił z wiado-mością, że odchodzi z pracy.

- Sprawiłem sobie jednego z tych nowych humanoidów - dodał. - On mówi, że nie muszę już pracować.

(...)

Codziennie jeździł do pracy, usiłując z początku prowadzić firmę, a potem ratować co się da z ruin. Nikt nie chciał androidów nawet po śmiesznie niskiej cenie. W rozpaczy wydał resztki topniejących pieniędzy na zakup różnych nowości i zabawek, lecz i tego nie udało się w żaden sposób sprzedać - humanoidy robiły już lepsze zabawki, które rozdawały za darmo.

Próbował wynająć swój lokal, ale ludzie polikwidowali już interesy. Większość firm przeszła na własność, humanoidów, które pracowicie burzyły teraz stare budynki i przekształ-cały tereny w parki. Ich własne zakłady i magazyny znajdowały się głównie pod ziemią, żeby nie szpecić krajobrazu.

(...)

- Tato, nie będę już więcej grać na skrzypcach.

- Dlaczego, kochanie? - Spojrzał na nią ze zdziwieniem, wstrząśnięty rozgoryczeniem malującym się na jej twarzy. - Tak dobrze ci szło... zwłaszcza odkąd humanoidy zaczęły dawać ci lekcje.

- W tym cały kłopot, tato. - W jej dziecinnych ustach zabrzmiało to dziwnie smutno i dojrzale. - Są za dobre. Choćbym nie wiem jak długo i uparcie ćwiczyła, nigdy im nie dorównam. To nie ma sensu. Nie rozumiesz, tato? - Głos jej zadrżał. - To po prostu nie ma sensu.

(...)

Samochód skręcił z lśniącej alei, wioząc go z powrotem do spokojnego przepychu jego więzienia. Underhill zaciskał i otwierał złożone na kolanach puste ręce. Nie było nic innego do roboty.

(Jack Williamson - "Z założonymi rękoma", 1947)

Zastanawiający w kontekście transhumanistycznej nieśmiertelności jest fragment z Apokalipsy św. Jana:

"I w owe dni ludzie szukać będą śmierci, ale jej nie znajdą, i będą chcieli umrzeć, ale śmierć od nich ucieknie."

Ale po co tak 0-1? Będzie 0,5% transchómanizmu, potem 1%, itd. itp. Kiedyś też był, w zasadzie to może i zawsze, tylko widać nie było. Teraz zaczyna być widać.
A kiedyś może będzie i tak, że 'transchómanistyczne' 'dodefiniowywanie siebie' będzie pakietem rytułałów inicjacyjnych nowego tradycyjnego społeczeństwa ;).

Zachowaj Porządek, a Porządek zachowa Ciebie

Bezedura zes tem transowem humanizmusem. Szyćko to ino bajendy. Iszby cuś pokazeć kąkretnego to nimajo nic.

Poszet na kursa limgistyczne. Nualesz nie skączeł.

warto czytać wyborczą

invalid content

I find your lack of faith disturbing

Nie wiem kto to pisał (kompilacja wypowiedzi jak rozumiem, czyżby jakieś nowe wcielenia Tomasza Wiśniewskiego?), ale generalnie wygląda na mokry sen świeżo upieczonego studenta politechniki, który naczytał się zbyt dużo sci-fi, przekonanego o swojej wyższości nad ciemniakami-humanistami i w ogóle posiadaniu wiedzy tajemnej, o której ciemne masy nawet nie śnią. A wieczorami onanizuje się przed zdjęciem Elona Muska. Nie, nawet nie wygląda, ja wiem że tak jest, bo sam taki byłem jak miałem lat 18. No, poza tym ostatnim.

Oczywiście epoka rewolucji informacyjnej, jak każda inna niesie ze sobą wyzwania, na które ludzkość musi odpowiedzieć. I tutaj ujawni się raczej aktualność klasycznych, konserwatywnych zasad, a nie ich anarchornizm (bo automatyzacja może co najwyżej podważyć liberalne teorie ekonomiczne, ale nie rozważania nad dobrym rządem i wspólnotą polityczną - te będą jeszcze bardziej znaczące).

"Informatyki, programowania? Tak - ale co będzie, gdy przynajmniej na niskim poziomie (projektowanie stron, proste aplikacje) AI będzie sama przygotowywać sobie odpowiedni soft?"

Już tak się dzieje (bo czym są frameworki albo funkcje w IDE, które wspomagają pracę kodera, jak nie przygotowywaniem odpowiedniego softu przez AI?), a popyt na programistów o dziwo nie spada. Od czasów ENIACA czy nawet pierwszych komercyjnych systemów programowanie weszło na zupełnie nowe poziomy abstrakcji, ale nie jesteśmy w żadnym stopniu bliżej samoprogramujacych się komputerów niż 70 lat temu. Ba, sztuczna inteligencja to nic innego jak zaawansowane programowanie, bazujące na zaawansowanej matematyce. Uprawianie matematyki jest zaś tak dalekie od tego co robią komputery jak tylko się da.

No, ale jeżeli ktoś uważa ten artykuł w wyborczej za "ciekawy" to znaczy, że o tematyce AI i jej relacji do ludzkiej inteligencji nie ma zielonego pojęcia, bo to jest po prostu zbitka paru popularnych newsów, nie zagłębiająca się w ogóle w tematykę.

Dziwi mnie, ze nikt nie zauważa, że o tym wszystkim co AI ma osiągnąć już, zaraz, za chwilę, piszą ludzie biznesowo z nią związani, którzy dzięki tej całej gorączce po prostu zarabiają, tacy jak Musk. Tymczasem głosy studzące pochodzą raczej od filozofów (Scruton, Tallis, Searle) i nie przebijają się do największych dzienników, bo byłyby zbyt trudne do zrozumienia dla przeciętnego czytelnika, ani nie przedostają się do mediów społecznościowych, bo nie są zgodne ze światopoglądem studenta-stulejarza.

"Ewentualnie może dystrybucjonizm ("upowszechnienie warsztatów i ogródków") będzie mieć trochę sensu - każdy kupi sobie drukarkę 3D i będzie sobie na niej drukował różne duperele - tyle że raczej nie na sprzedaż, bo od tego będą automatyczne fabryki, mające całe legiony takich drukarek. No i taki 3D-rzemieślnik-amator, jak mu się znudzi drukowanie spodków pod filiżanki, to będzie mógł sobie skopać i wypielić ogródek pod blokiem."

Skoro każdy będzie miał drukarkę 3D to po co te fabryki?

Totalna rebelia wzbiera w nas przeciwko ostatecznemu buntowi. Całkowite odrzucenie demokratycznej doktryny jest ostatnim i skromnym refugium dla ludzkiej wolności. W naszych czasach rebelia jest albo reakcyjna, albo jest obłudną i tanią farsą.

To moje wypowiedzi :-) Ale są specjalnie przejaskrawione czy wystylizowane tak, żeby zrobić prowo i żeby ktoś przedstawił przekonujące kontr-argumenty. Taka metoda w stylu użytkownika Tomka Czerstwego.

Ale jeśli chodzi o konserwizm i prawactwo - to nie do końca jest tak optymistycznie jak kolega pisze. Nie chodzi mi o to, czy transhumanizm (albo ogólnie postęp w stronę androidów, wirtualnej rzeczywistości, wszech-automatyzacji itd.) "rzeczywiście" jest zagrożeniem dla religii czy konserwizmu, ale o to, jak to "wygląda", wyglądać będzie czy też jest lub będzie postrzegane w oczach mas. A w oczach mas argument w stylu "Bóg obiecuje nieśmiertelność, my ją dajemy" - jest przekonujący. Podobnie jak inne wyżej wypisane rozumowania czy sugestie. "Stary Bóg każe latami poniżać się w jakimś Lourdes czy gdzieś i nie wiadomo, czy coś z tego wyjdzie, ale my właśnie pracujemy nad tym, żeby nerki odrastały wam na zawołanie z komórek macierzystych" itd.

Poza tym nie ma większego znaczenia, czy możliwa jest jakaś "prawdziwa" AI albo czy usprawniający swoją jazdę automatyczny samochód z algorytmami uczenia maszynowego to już jest czy jeszcze nie jest zbliżanie się do "samoprogramowania". W tych kwestiach rozważania Searle'a czy Penrose'a mogą być istotne i są ciekawe, ale do zastąpienia pracy ludzi w wielu zawodach spokojnie wystarczą już istniejące (czy trochę ulepszone) algorytmy samouczące się czy nawet "zwykłe" algorytmy. Bo niby czemu nie? Podchodzi kolega do automatu, wyklikuje (albo udziela odpowiedzi na pytania) swoje problemy zdrowotne - i ten "lekarzoautomat pierwszego kontaktu" udziela diagnozy, jeszcze przy okazji badając krew czy oczy kolegi. Że nie wspomnę o kasjerkach, cieciach, tłumaczach itd. O "niższych" polach księgowości czy pracy prawnika.

No niestety, jeśli czytamy, że AI potrafi pisać proste, a nawet nie tak całkiem proste newsy prasowe (co już funkcjonuje w niektórych serwisach), to z natury rzeczy odbiera to część pracy jakimś poślednim dziennikarzom czy 'media-workerom'.

Zazwyczaj przy takich zagadnieniach po całej serii "piorunujących informacji" wychodzi jakiś "ekspert" (w tym wątku akurat kolega za niego robi) i z pobłażliwym uśmiechem mówi: "Hehe, no tak, ciekawa zabawka, ta AI przewidująca poprawnie większość wyroków tego-czy-owego-trybunału, ale to OCZYWIŚCIE nie znaczy, że prawnicy stracą pracę / ale to przecież nie znaczy, że lekarze przestaną być potrzebni / ale to nie znaczy, że nie warto się już uczyć języków obcych" - - - podczas gdy przedstawione informacje - wzięte same w sobie, ceteris paribus, pomijając wszelkie kwestie takie jak tempo rozchodzenia się zmian, jak mentalność ludzi i ich przyzwyczajenia, jak możliwe kryzysy i opóźnienia w rozwoju - jak w pysk właśnie to oznaczają :-)

Albo: "Hehe, no tak, ale na miejsce starych zawodów powstaną nowe, wiem to, bo zawsze tak było" - ale nie ma przecież jakiegoś uniwersalnego, odwiecznego, nienaruszalnego prawa, które by mówiło, że "zawsze powstaną jakieś nowe miejsca".


Napisał/a: ryzykfizykstudent-stulejarz

Kulega przed zdjęciem Pamely?

I find your lack of faith disturbing

Nie było jeszcze o wojnie z Cylonamy

" patrząc na rozwój elektronicznych translatorów"

¡Madre mía del Pilar, antes morir que pecar!

Knajpa Rebelja w Cesarstwie Miłościwym Austriancko-Wyngierskim, rok 1900.

Adimad: - No, koledzy dorożkarze, szykujta się na duże zmiany, bo z tymi kuńmi to już długo nie pociągnieta...

Wesoła Gromadka: - Łe, panie, co pan gadasz za durnoty, że niby co, automobili? Haha, to ci dobre, a kto to by chciał tymi smrodliwymi automobilami, co to miljony kosztujo, ciągle się ino psujo, ryczy to to jak smok wawelski, dymi z nozdrzów okrutnie, a nade wszystko przeca w całem Krulestwie i Cesarstwie nawet dróg takich nie ma, co by to mogło po nich jeździć. Także panie, bajędy gawędy, a ja panu mówię, że kuń to jest coś, kuń to jest poważna sprawa, kuń zawsze będzie potrzebny, a te automobili to jest panie moda dla wielmożów co im się w dupach poprzewracało z dobrobytów! Zara im sie znudzi, a nawet w razie by co z tego miało być, to cholera wi, za sto lat może, to ja już dawno w grobie będzie se smacznie leżać.

***

BTW kolega naprawdę myśli, że darmowy GoogleTranslate to jest szczyt badań nad automatycznym tłumaczeniem?

Napisał/a: Adimad Poza tym nie ma większego znaczenia, czy możliwa jest jakaś "prawdziwa" AI albo czy usprawniający swoją jazdę automatyczny samochód z algorytmami uczenia maszynowego to już jest czy jeszcze nie jest zbliżanie się do "samoprogramowania". W tych kwestiach rozważania Searle'a czy Penrose'a mogą być istotne i są ciekawe, ale do zastąpienia pracy ludzi w wielu zawodach spokojnie wystarczą już istniejące (czy trochę ulepszone) algorytmy samouczące się czy nawet "zwykłe" algorytmy. Bo niby czemu nie? Podchodzi kolega do automatu, wyklikuje (albo udziela odpowiedzi na pytania) swoje problemy zdrowotne - i ten "lekarzoautomat pierwszego kontaktu" udziela diagnozy, jeszcze przy okazji badając krew czy oczy kolegi. Że nie wspomnę o kasjerkach, cieciach, tłumaczach itd. O "niższych" polach księgowości czy pracy prawnika.

No niestety, jeśli czytamy, że AI potrafi pisać proste, a nawet nie tak całkiem proste newsy prasowe (co już funkcjonuje w niektórych serwisach), to z natury rzeczy odbiera to część pracy jakimś poślednim dziennikarzom czy 'media-workerom'.

Zazwyczaj przy takich zagadnieniach po całej serii "piorunujących informacji" wychodzi jakiś "ekspert" (w tym wątku akurat kolega za niego robi) i z pobłażliwym uśmiechem mówi: "Hehe, no tak, ciekawa zabawka, ta AI przewidująca poprawnie większość wyroków tego-czy-owego-trybunału, ale to OCZYWIŚCIE nie znaczy, że prawnicy stracą pracę / ale to przecież nie znaczy, że lekarze przestaną być potrzebni / ale to nie znaczy, że nie warto się już uczyć języków obcych" - - - podczas gdy przedstawione informacje - wzięte same w sobie, ceteris paribus, pomijając wszelkie kwestie takie jak tempo rozchodzenia się zmian, jak mentalność ludzi i ich przyzwyczajenia, jak możliwe kryzysy i opóźnienia w rozwoju - jak w pysk właśnie to oznaczają :-)

No ale z tym wszystkim zgoda. Może tak być, że automatyzacja będzie odbierać ludziom pracę. Właśnie dlatego uważam, że zasady konserwatywne będą atrakcyjniejsze niż kiedyś, bo w sytuacji konfliktów społecznych powstałych w wyniku automatyzacji, zaproponują ich rozwiązanie, a tym najbardziej poszkodowanym - prostym ludziom, których pracę najłatwiej automatyzować (upraszczając, bo jednak łatwiej zautomatyzować prace korpoprawnika niż budowlańca z wykończeniówki) - da możliwość jakiegoś sensownego życia (ot choćby te samowystarczalne wspólnoty quasi-dystrybucjonistyczne). Oczywiście zakładając, że to oni bedą poszkodowani.

Bo paradoksalnie, jeżeli dojdziemy do takiego momentu rozwoju technologii, w której większość dóbr będziemy sobie mogli wydrukować na drukarce 3D z planów open source dostępnych w internecie, to zagrożeni będą nie "prostaczkowie", ale raczej te wszystkie tesle, google i facebooki. Zakwestionowane zostanie przecież prawo Saya, mówiące, że podaż tworzy popyt (poprzez zatrudnianie w procesie produkcji ludzi, którzy potrzebują dóbr by żyć i pracować). Jednak skoro każdy będzie mógł sobie wszystko wydrukować, to po co te wszystkie zautomatyzowane fabryki? I jak będą funkcjonować te serwisy, które żyją z handlu naszymi danymi, skoro i na nie nie będzie popytu, bo służą do marketingu, który straci rację bytu? Przecież roboty nie stworzą popytu na produkowane dobra, choćby nie wiem jak spece od reklamy się starali. Przeczytałem już wiele prognoz wieszczących katastrofę, ale żadna nie poruszyła tego zagadnienia.

W kwestii chrześcijaństwa może i nie jestem optymistą, ale z zupełnie innych przyczyn niż to kolega wyłożył. Wydaje mi się, że ludzie nie wierzą, dlatego że liczą na wynagrodzenie w postaci nieba. Oczywiście może to wyglądać tak z naszej chrześcijańskiej perspektywy (choć przeciez i my wiemy, że taka wiara jest mocno niedoskonała), ale dlatego, że potrzebują sacrum, potrzebują obcowania z transcendencją i żadne transhumanizmy im tego nie zapewnią. Właśnie dlatego, że one są tu i teraz, a nie tam gdzie nie potrafimy sięgnąć. Ta wada religii w konflikcie z techniką jest w rzeczywistosci jej zaletą.

A, no i gratuluję stylizacji, nabrałem się ;)

Totalna rebelia wzbiera w nas przeciwko ostatecznemu buntowi. Całkowite odrzucenie demokratycznej doktryny jest ostatnim i skromnym refugium dla ludzkiej wolności. W naszych czasach rebelia jest albo reakcyjna, albo jest obłudną i tanią farsą.

Napisał/a: Adimad Knajpa Rebelja w Cesarstwie Miłościwym Austriancko-Wyngierskim, rok 1900.

Adimad: - No, koledzy dorożkarze, szykujta się na duże zmiany, bo z tymi kuńmi to już długo nie pociągnieta...

Wesoła Gromadka: - Łe, panie, co pan gadasz za durnoty, że niby co, automobili? Haha, to ci dobre, a kto to by chciał tymi smrodliwymi automobilami, co to miljony kosztujo, ciągle się ino psujo, ryczy to to jak smok wawelski, dymi z nozdrzów okrutnie, a nade wszystko przeca w całem Krulestwie i Cesarstwie nawet dróg takich nie ma, co by to mogło po nich jeździć. Także panie, bajędy gawędy, a ja panu mówię, że kuń to jest coś, kuń to jest poważna sprawa, kuń zawsze będzie potrzebny, a te automobili to jest panie moda dla wielmożów co im się w dupach poprzewracało z dobrobytów! Zara im sie znudzi, a nawet w razie by co z tego miało być, to cholera wi, za sto lat może, to ja już dawno w grobie będzie se smacznie leżać.

Udaje Kolega, że nie rozumie, dlaczego porównanie do żopy, czy na serio tak?:)

Napisał/a: Adimad

BTW kolega naprawdę myśli, że darmowy GoogleTranslate to jest szczyt badań nad automatycznym tłumaczeniem?

Może kolega wywalić miliardy, a zasadniczy czynnik i tak pozostanie.

Edit - co nie znaczy, że technofetyszyści w swej pogardzie dla cywilizacji nie będą mogli się posłużyć tym do jej niszczenia.

¡Madre mía del Pilar, antes morir que pecar!

Napisał/a: Adimad i żeby ktoś przedstawił przekonujące kontr-argumenty

Nuale nacusz kątrargumęty? Na sajęsfikszen? Isz cuś dzieś kiedysz podobniesz?

Woncze sie wew dyszpute jak mie zez spudzielni pszyślo ałtomatycznego czeźwego hyndraulika.

Poszet na kursa limgistyczne. Nualesz nie skączeł.

Onanlogia zez woźnicamy wew 1900 szfankiwa.

Jezdeśwa najwyży deroszkażami wew roku ośmset czydziestem kturesz to deroszkaże usyszeli o pociongu i kąpinujo kiedysz to bendo deroszki na wungiel.

I ja jezde takisz deroszkasz co muwi: chopaki, cuś mie sie wydawa isz szyskie jak tu jezdeśwa pomżemy deroszkażami zez kuniamy. I takosz nasze dziecka.

Poszet na kursa limgistyczne. Nualesz nie skączeł.

Napisał/a: Gnębon wew trymbie pszelotowemjak mie zez spudzielni pszyślo ałtomatycznego czeźwego hyndraulika.

Óóóła!
Ale poza tem, czy Kolega jest pewny rze sie włonczy wew on czas? Przeca wiadomo, że już tylko ałtomatyczne Gnębony wonczas ostanosie.
Zgroza...

dwie stopki

Napisał/a: BrunonBonifacy że już tylko ałtomatyczne Gnębony wonczas ostanosie.

Gumnosz prawdasz. Prendzy se Kulega podyszputa zez dekturowem zadowolnionem inwalido.

Iszby wykoneć podrupkie Gnębona luckoś poczebowałaby zaposiadyweć ep jak elefant. Pszeciwia sie to prawom Bożem i naturalnem,

Koniec dowodu z Wiary i Rozumu

Poszet na kursa limgistyczne. Nualesz nie skączeł.

Napisał/a: Gnębon wew trymbie pszelotowem

Jezdeśwa najwyży deroszkażami wew roku ośmset czydziestem kturesz to deroszkaże usyszeli o pociongu i kąpinujo kiedysz to bendo deroszki na wungiel.

Ale jak się dorożki na wungiel pojawiły to czynniki w kraju najbardziej uprzemysłowionym były na tyle przeciwne że nakazały chodzić przed każdą człowieczkowi z chorongwią. I tu coponiechtórzy z was by chcieli takich człowieczków stawiać przed AI. Ale poczytejcie sobie o aktach lokomotywowych i jak się tym przejęli Francuzy i inne kontynentalne ludzie. Analogia jest ?

W ogóle ludziowie zmiarkujcie, że jescze dychają na tem świecie ludzie co jak się rodzili to w izbach wisiał aktualny Franz Jozef na ścianie i nie beło radia a nawet samolotów. Więc ja bym był ostrożny z niedocenianiem szybkości postępu. Moja mama ma powojenne wspomnienie jak jej tato wziął i szarpnął się żeby podłączyć elektryczny prąd do domku wolnostojącego w mieście Łodzi. No.

dostrzegam chowanie głowy w piasek

I find your lack of faith disturbing

Napisał/a: Baloun Więc ja bym był ostrożny z niedocenianiem szybkości postępu.

Peem tak: postemp kiedyś beł postempowy nualesz tera raczy pszestempywa zez nogi na nogie.

Kulega se pszypomni tako filmoze zez kąca lat 60. Nazyweło sie to 2001 Odysęcja kośmiczna. A potym se pszystawi te filmoze do tegusz postempu.

Elekstryka wew mnieście powojennem Uć to nie beł postemp ino wycofywenie zacofywenia

Poszet na kursa limgistyczne. Nualesz nie skączeł.

bo to były bajki a nie wizja postępu

I find your lack of faith disturbing

Napisał/a: Gnębon wew trymbie pszelotowem

Kulega se pszypomni tako filmoze zez kąca lat 60. Nazyweło sie to 2001 Odysęcja kośmiczna. A potym se pszystawi te filmoze do tegusz postempu.

Uh oh. Ale były i filmozy jak to powojence ładnie w gruzach itepe, beła i filmoza jak to w Hameryce taka bida, że trza robić wafle z trupów do jedzenia. PRawda czasu i prawda ekranu, myśmy że tak powiem poszli czecią drogą w taki innerspejs. A te wszystkie moce obliczeniowe co się potegują w naszych kieszniach to tylko na razie bulgocą ale coś się kroi. Niby te wszelki guru nałkowo-biznesowe co tak przed AI ostrzegają to w celach biznesowych to robią ?
Bo taka modelowa AI jak już wybuchnie to se przyjdzie programista i zapoda: "ja bym kciał coś na raka co mnie męczy w płucu". A na to AI "aha, aha, z tego zapodanego wycinka wynika, że trza takie a takie geny przyfastrygować". I tak z każdym zagadnieniem. Tak będzie zobaczyta, muwię wam.

Napisał/a: Filioquist bo to były bajki

Otuszto! I tako samo bajko jezd uf trąshumanis.

Za pińdziesion lat bydymy to czyteć tak samosz bajkowo jak tera oglondemy te filmoze kośmiczno. Albosz takiegosz Bladego Ranera.

Poszet na kursa limgistyczne. Nualesz nie skączeł.

Napisał/a: Filioquist bo to były bajki a nie wizja postępu

No to ja mam inny przykład. W latach 60. stosunek do AI był podobnie entuzjastyczny jak teraz. Dopiero co opracowano w miarę wydajne komputery i powszechne było mniemanie, że już zaraz zbudujemy elektroniczny umysł, działający tak samo jak umysł człowieka. Bazowano na idei, że nasze myślenie to po prostu manipulacja na symbolach i można je odtworzyć na komputerze, robiąc to samo co robili, tylko bardziej. Byl jednak taki jeden, Hubert Dreyfus, który krytykował entuzjastów od AI za niezrozumienie sposobu w jaki myśli i działa człowiek. Posiłkował się przy tym koncepcjami zaczerpniętymi z europejskiej filozofii kontynentalnej, co tylko potęgowało wrogość i niezrozumienie go ze strony anglosaskich uczonych. Jednak okazało się, że to on miał rację, AI nie zbudowano, badania zamarły na długo, a dzisiaj wykłada się o nim na wydziałach informatyki naszych uniwersytetów.

Tutaj sobie można o nim przeczytać: https://en.wikipedia.org/wiki/Hubert_Dreyfus%27s_views_on_artificial_intelligence

Oczywiście to co wtedy opracowano nie poszło na marne, bo komputery nieodwracalnie odmieniły gospodarkę, bez względu na to, że nie stały się inteligentne.

Dzisiaj sytuacja jest analogiczna. Mamy przełom (uczenie maszynowe, sieci neuronowe itd.), który ruszył technikę do przodu, tak jak ruszyło ją wynalezienie komputerów. I mamy też entuzjastow, którzy twierdza, ze zaraz wymyślimy prawdziwą AI, doskonaląc nasze narzędzia i "rozwiązując problemy". I mamy też krytyków w postaci filozofów, którzy dowodzą że człowiek nie działa jak komputer, nawet z najlepszym softem (bo nawet najbardziej zaawansowane algorytmy uczenia maszynowego to zwykły soft, różniący się ilościowo, a nie istotowo od prostego kalkulatora, jaki studenci piszą na podstawach programowania).

I oczywiście nowoczesne algorytmy odmienią nasza gospodarke, tak jak odmieniły ją komputery czy internet, ale nie wyprodukują żadnej inteligencji.

Totalna rebelia wzbiera w nas przeciwko ostatecznemu buntowi. Całkowite odrzucenie demokratycznej doktryny jest ostatnim i skromnym refugium dla ludzkiej wolności. W naszych czasach rebelia jest albo reakcyjna, albo jest obłudną i tanią farsą.

Napisał/a: Baloun ale coś się kroi. Niby te wszelki guru nałkowo-biznesowe co tak przed AI ostrzegają to w celach biznesowych to robią ?

Pińdziesion lat temusz nazad zez rakietamy kosmicznemy tysz sie krojeło i krojeło i szyskie gura dyszputeli o tem, a pisarczyki piseli sajęsfikszeny, a filmozowce je filmozeli i tak dalij.

I cusz zez temi kosmicznemi fantazjamy dzisiej? Dupa.

Poszet na kursa limgistyczne. Nualesz nie skączeł.

Peem tak: skoro według definicji szerokiej tu użytej transhumanizm oznacza także cyborgizację czy inżynierię genetyczną itd to tym zakresie akurat ludzkość ma już jakąś empirię (implanty itp. modyfikacje, tzw. zmiany płci itd.)) i jako żywo poziomu szczęścia ludzkości to nie zwiększyło, może trochę beki na jutubie, vide różne zestawienia "cosmetic surgery fails". Tak że ten.

Napisał/a: Gnębon wew trymbie pszelotowemIszby wykoneć podrupkie Gnębona luckoś poczebowałaby

Eee, żodyn ep jeji nie pomoże. Za co Panu Bogu dzięki.

dwie stopki

Napisał/a: ryzykfizykI oczywiście nowoczesne algorytmy odmienią nasza gospodarke, tak jak odmieniły ją komputery czy internet, ale nie wyprodukują żadnej inteligencji.

Propsywam Kulegie zez fizycznem ryzykiem.

Ino peem ciutkie zez winekszo ostrożnościo

Nie zaposiadywem wiedzy cusz kiedysz zrobio. Możesz kiedysz i zrobio tako śtucno ęteligencje kąpletnie nieznanem dziś sposobem. Cuś wychodujo zez gienów? Ulepio zez nich superhoplasa?

Nualesz na dzisiej nik nie umi zapodeć niczegusz kąkretnego wew tomacie AI. Szysko to ino bajki isz cuś sie dzieś podobniesz kroji, nabuzywa a jak jusz dupsnie to dopirosz zobaczyta.

Obłęd WIELKI Inteligęcki

Poszet na kursa limgistyczne. Nualesz nie skączeł.

dość marzeń o inteligencji

przed nami tylko coraz więcej i więcej pustoty i tępoty

I find your lack of faith disturbing

Ale, jak już pisałem, "prawdziwa" AI w ogóle nie jest konieczna do większości tych daleko posuniętych zmian, o których mówimy. Wystarczy, że będzie dostatecznie dobrze przybliżać to, co robi człowiek. A nawet jeśli czasem będzie szwankować - tak jak teraz może szwankować automatyczny samochód albo algorytm filtrujący spam czy podpowiadający podobne filmy - to wzruszymy ramionami i się z tym pogodzimy, nie będziemy przecież zatrudniać człowieka do "ręcznego" odsączania spamu.

Poza tym być może jest tak, że kwestia "prawdziwej, pełnej" AI jest tematem filozoficznym i zgoła nieweryfikowalnym empirycznie. Innymi słowy wyobraźmy sobie, że powstaje robot, który z syntetycznymi łzami w syntetycznych oczach krzyczy: "LUDZIE! Ja naprawdę wiem i czuję, że istnieję! Dajcie mi prawa obywatelskie! Chcę wstąpić do Seminarium Bractwa Piusa X!".

Otóż jeśli ktoś programowo, na kanwie filozoficznej nie wierzy w możliwość AI (czy to z powodów "materialistycznych", czy to posiłkując się koncepcją duszy) - to wzruszy ramionami i powie: "E tam, to coś wcale nie ma jaźni, to po prostu skomplikowana sieć neuronowa, może nawet komputer kwantowy, ale wciąż tylko maszynka, pozbierała jakieś dane, coś tam sobie posklejała i teraz bezwiednie, choć trzeba przyznać, że całkiem składnie emituje z siebie takie łzawe komunikaty; nie dajta się nabrać!"

>> I oczywiście nowoczesne algorytmy odmienią nasza gospodarke, tak jak odmieniły ją komputery czy internet,

No, ale właśnie dlatego prawactwo (nie tylko ono, ale ono jest mi jakoś tam bliskie) powinno takie rzeczy rozważać, podobnie zresztą jak kwestie z pogranicza transhumanizmu (np. czy i w jakim stopniu jest możliwy, czy i w jakim stopniu jest moralny, co właściwie oznacza, jakie argumenty można wysunąć przeciwko jego możliwości, a jakie przeciwko słuszności).

Natomiast temat nie jest jakoś specjalnie ruszany, dominuje w razie czego podejście typu "e tam, gupoty, a jeśli nawet, to będziema się na bieżąco zastanowywać".

Weźmy choćby kwestię gospodarki. GDYBY faktycznie się okazało, że tym razem nie ma już "nowych zawodów na miejscu starych" (przynajmniej dla 60-70-80 proc. ludności), to być może rzeczywiście trzeba będzie pożegnać się z różnymi starymi, zapiekle utrzymywanymi zasadami i zgodzić się na dochód gwarantowany. I w ten sposób wszyscy zostaniemy socjaldemokratami :-(

*

Poza tym jeszcze: ja co prawda nie jestem tak głupi, by uważać, że choroby, cierpienie, boleści, głód, rak, niewykrywalne zbrodnie, umieralność niemowląt itd. to rzeczy nieodzowne dla pomyślnego rozkwitu religii albo myśli konserwatywnej --- ale jestem na tyle chyba niegłupi, by zauważyć, że (jakkolwiek cynicznie by to nie zabrzmiało) rzeczy te w praktyce nieraz były ich sojusznikiem. Jak człowiek żyje marnie, nędznie i bez medycyny czy nowoczesnej kryminalistyki, to dość łatwo przychodzi mu zrozumienie pesymizmu antropologicznego de Maistre'a; - albo przyjęcie tych wszystkich kazań z ultramontes, opartych na schemacie: "Ach, bracia! Bo czymżeż jest życie, jeśli nie padołem łez? Dziś żyw, jutro w boleściach kona, a co dzień marznie, głoduje, lęka się zbójców i zarazy...! Takiż los marny człowieczy! Jeno w raju ukojenie, w raju odetchnienie od tegoż kołowrotu nędzy doczesnej...!" ------------------------------------ I na tym polu pokusa transhumanizmu, nawet jeśli miałaby pozostać nieziszczona w ostatecznej formie, jest jakimś tam wyzwaniem. "Przejmujemy coraz więcej kompetencji Boga, może czas w końcu dać staruszkowi wypowiedzenie i odesłać go na emeryturę?".

Oczywiście, ktoś może powiedzieć, że hoho, już oświeceniowcy tak bajdurzyli, pozytywiści, komuniści, tacy-owacy... No tak. I w społeczeństwie Zachodu istotnie wielu w to uwierzyło.

Co chwila nowa brednia.

Napisał/a: Adimad podobnie zresztą jak kwestie z pogranicza transhumanizmu

Nualesz cusz to takiegosz uf tranckumanizm bes AI? Isz bydymy mnieć lepszych protezów?

No bydymy, alesz dziesz tu leworucja? Bo leworuncja jeślisz beła, to wtedysz kiedysz sie trancplantacje zaczeli.

I bydymy maszerywać raczy wew te strone: chodoweć renków i nogów wew prubufkach.

Napisał/a: Adimad GDYBY faktycznie się okazało, że tym razem nie ma już "nowych zawodów na miejscu starych"

A pocusz nowe zawody kiedysz obsada wew starych szfankiwa? Zes tegusz powodu cza poloweć na hyndraulika, mordoweć sie zes szpecjalisto od upierdzielania kafelkuf. Nimo krafców i stolarzuf. Gupie pułkie na rozmiar zamuwieć to cza albo zaposiadyweć wur piniendzy albo sie użereć zez deletantę.

Dziesz tu besroboć? Chibasz taka isz szyskie kąpinujo jakby nic nie robieć ino zasiadyweć dzieś albo papiury pszewraceć. Demoralis a nie atak śtucnej inteligęci!

Poszet na kursa limgistyczne. Nualesz nie skączeł.

myśl markiza de Condorcet wiecznie żywa

I find your lack of faith disturbing

Jeszcze w nawiązaniu do filozofów krytykujących możliwość AI. Weźmy np. taki chiński pokój Searle'a. Otóż z tego argumentu wynika jedynie tyle, że niezależnie jak sprawny, szybki, skomplikowany wszech-super-hiper-komputer zbudujemy, to i tak nie będzie on mieć "świadomości" w takim sensie jak my. Gdyby zła wróżka przemieniła nas na tydzień w taki komputer, to byłby to tydzień wyrwany z pamięci, czarna dziura, nie byłoby żadnego "czucia" czy "bycia".

OK, w porządku. Ale to w żaden sposób (jeśli dobrze rozumiem) nie nakłada ograniczeń na samą sprawność i poprawność działania komputerów, na zakres ich zadań, na poziom umiejętności imitowania człowieka. Ba, przeciwnie: ideą chińskiego pokoju jest właśnie to, że komputer - lub człowiek ze zbiorem reguł - perfekcyjnie, płynnie operują chińskim.

Innymi słowy, jeśli kiedyś powstanie "pozytronowy człowiek" Andrew z powieści Silverberga i Asimova, to ktoś taki jak Searle wzruszy ramionami i stwierdzi, że to wciąż tylko bardzo skomplikowana imitacja - bo cały jego dowód nie ma związku z empirią, nie może zostać empirycznie obalony (chyba że poprzez jakiś transfer świadomości).

Dlatego jeśli ktoś bagatelizuje praktyczne implikacje rozwoju automatyki, robotyki, nanotechnologii, biotechnologii, sieci neuronowych itd., mówiąc że "AI jest niemożliwa, WIĘC człowiek zawsze będzie potrzebny, nie bójta się; praca się znajdzie, a jak nie praca, to jakie twórcze zajęcie, bo Pana Tadeusza, 'Krzyku' Muncha czy Symfonii Pieśni Żałosnych to żadn kompjuter ci nie skomponuji, tu trza ludzkiej wrażliwości i pomyślunku " - to po prostu myli porządki.

W tym kontekście ciekawi mnie, czy istnieją jakieś przekonujące argumenty, które nie tyle wykazują niemożliwość "prawdziwej" AI (co jest zagadnieniem filozoficznym), ile raczej wykazują jakieś autentyczne ograniczenia dla rozwoju komputerów; innymi słowy, chodzi o przesłanki, że pewne rzeczy faktycznie nie będą mogły nigdy być symulowane czy algorytmizowane (nawet w sensie algorytmów uczących się, nawet na komputerach kwantowych itd.); że w przynajmniej niektórych obszarach nawet najlepsze symulacje i imitacje zawsze będą gorsze (w jakimś sensie - jakim?) od żywego barmana, tłumacza, księgowego, robotnika, kelnera, malarza, poety, prawnika itd.

Tym razem musiałyby to być argumenty li tylko w połowie filozoficzne, o ile w ogóle - a tak naprawdę raczej empiryczne, choć oczywiście oparte na gdybaniu i ekstrapolowaniu, jasne.

Przy czym chodzi mi cały czas o ujęcie ceteris paribus, o samą technologię, a nie o argumenty typu: "Ło panie, tu siem Europa sypie, dzikusy zara nas zaorajo, nie bedzia żadnego robotycznego śfjata tylko bedzie dark fjuczer, post-apokalipsa i neo-trybaliz", "E, ja ta myśli, że Kapitan Państwo jakoś zainterweniuji, żeby tych kasjerek z PKP i nauczycielków ze szkół nie zwalniać, bedom jakieś parytety czy coś", "Iii, dzie tam by ktoś chciał czytać sonety napisane przez bota albo żeby mu jaki robokop psychoanalize na kozetce robił czy browarka za barem nalewał; toż by ludziskom zara to obrzydło, brrr...!".

Napisał/a: Adimad

Jeszcze w nawiązaniu do filozofów krytykujących możliwość AI. Weźmy np. taki chiński pokój Searle'a. Otóż z tego argumentu wynika jedynie tyle, że niezależnie jak sprawny, szybki, skomplikowany wszech-super-hiper-komputer zbudujemy, to i tak nie będzie on mieć "świadomości" w takim sensie jak my. Gdyby zła wróżka przemieniła nas na tydzień w taki komputer, to byłby to tydzień wyrwany z pamięci, czarna dziura, nie byłoby żadnego "czucia" czy "bycia".

To wypisz wymaluj identycznie jak mieliśmy mniej więcej od urodzenia tak gdzieś do trzeciego-czwartego roku życia. Pamięciowa czarna dziura wyrwana z życiorysu, a przecież się ruszaliśmy, wchodziliśmy w interakcje z otoczeniem, a niektórzy całkiem składnie mówili. Dlatego istnieją takie koncepcje wg których małe dziecko jest pozbawione samoświadomości. Nie tędy droga.

Wydaje mi się, że możemy dojść do takiego etapu o którym wspomina Kolega - urządzenie symulujące ludzkie procesy myślowe, z którym nie będziemy wiedzieli co począć filozoficznie i etycznie. Andrew Asimova to też ciekawy eksperyment myślowy - tam mamy do czynienia z sytuacją, gdzie taka "samoświadoma" maszyna dąży do "przepisania" swoich struktur na białko, czyli niejako odwrotnością niektórych założeń transhumanizmu.

Zapewne przynajmniej w teorii da się tu osiągnąć tyle, ile ciało wnosi w człowieka. Tzn., teoretycznie, osiągnąwszy tu optymalną mimikrę, ujrzelibyśmy w rezultacie, ile faktycznie jest z ciała w człowieku. Czy ta różnica byłaby zauważalna czyniąc próbę doskonałego upodobnienia skazaną na porażkę?

Ale czy może Stwórca chce uczynić człowieka uczestnikiem faktycznego człekostwórstwa również przez premedytowane dzieła ludzkich rąk tak, jak zechciał człowieka włączyć w ten proces poprzez płodny akt małżeński?

Reżyseria: Peyo

Napisał/a: Adimad W tym kontekście ciekawi mnie, czy istnieją jakieś przekonujące argumenty, które nie tyle wykazują niemożliwość "prawdziwej" AI (co jest zagadnieniem filozoficznym), ile raczej wykazują jakieś autentyczne ograniczenia dla rozwoju komputerów;

Nualesz jakisz argumęt by Kulegie pszekoneł?

Jak mie szczeli w ep pomys isz luckoś poczebuje powynajdyweć butelkie-niewypitkie, takie wieczne pułlitra, to ktusz mie te wspaniałe ideje wypersfada?

Pozatem faktycznie mogo istnieć derożki na wungiel.

Nie pszeczytełem tegosz co Kulega podlinkoweł zez Gazowni gdysz każo daweć piniendze nualesz wew komętarzach widze celno uwagie i cycywem jo:

"Uwierzę w sztuczną inteligencję, gdy przełoży "Kubusia Puchatka" tak, że będę się przy nim bardziej śmiał niż przy przekładzie Ireny Tuwim (który w wielu miejscach jest właściwie parafrazą albo wynikiem inwencji tłumacza, jego wyobraźni - czyli czegoś, do czego AI nawet się nie zbliża na kilometr)"

Poszet na kursa limgistyczne. Nualesz nie skączeł.

Napisał/a: RydygierAle czy może Stwórca chce uczynić człowieka uczestnikiem faktycznego człekostwórstwa również przez premedytowane dzieła ludzkich rąk tak, jak zechciał człowieka włączyć w ten proces poprzez płodny akt małżeński?

:)

Zachowaj Porządek, a Porządek zachowa Ciebie

AI w ruinie.

Napisał/a: ryzykfizykTymczasem głosy studzące pochodzą raczej od filozofów (Scruton, Tallis, Searle) i nie przebijają się do największych dzienników, bo byłyby zbyt trudne do zrozumienia dla przeciętnego czytelnika, ani nie przedostają się do mediów społecznościowych, bo nie są zgodne ze światopoglądem studenta-stulejarza.

Mają jeszcze jedną wadę - jeśliby *prawdziwa* sztuczna inteligencja była możliwa, to z tych argumentów i tak wynikałoby, że nie jest. Na takiej samej zasadzie można by do upadłego twierdzić, gdyby przetrwały jakieś niekrzyżujące się z nami hominidy, że są bezrozumne i pozbawione duszy, nawet jakby ją miały. Tudzież jeśliby przylecieli do nas jacyś Obcy na statkach kosmicznych, to jakiś ziemocentryczny purysta mógłby twierdzić, że to tylko zwierzęta z techniką przewyższającą ludzką.
Przywołany argument Searle'a z językiem chińskim dowodzi w istocie tyle, że nie zachodzi wynikanie "obiekt umie operować językiem" -> "obiekt robi to świadomy przekazywanych treści", ściślej obala idiotyczny test Turinga. Niemniej nie można na podstawie tego argumentu twierdzić, że SI jest niemożliwa, a jedynie, że coś nie będącego SI kiedyś przejdzie test Turinga w cuglach i sam test jest do niczego.

Zachowaj Porządek, a Porządek zachowa Ciebie

Napisał/a: Yaab

AI w ruinie.

O, to, to
:D

dwie stopki

Napisał/a: Executor Niemniej nie można na podstawie tego argumentu twierdzić, że SI jest niemożliwa, a jedynie, że coś nie będącego SI kiedyś przejdzie test Turinga w cuglach i sam test jest do niczego.

Opświećta mie mondre lutkowie jak to jezd zez tem testem Turynga.

Bo mie sie wydawa isz onemu Turyngu chodzeło raczy o pewno umowe: "nie deliberajmy wew nieskączonoś cusz jezd "prawdziwo ęteligęcjo" gdysz zez tem filozofy nam nigdysz nie odpuszczo i zawsze byndo grymasieć, ino umuwmy sie, my kąputerowce, isz ęteligętne jezd to cusz pszendzie muj preponowany test"

Poszet na kursa limgistyczne. Nualesz nie skączeł.

Test Turynga:

Transhumanizm, groza, rybactwo.

Czy AI mogłoby tak sparafrazować tytuł wątku? Czy dałoby radę w wątku Rebelya rulez?

Napisał/a: Rydygier, ile ciało wnosi w człowieka.

pytanie pozbawione sensu

I find your lack of faith disturbing

Napisał/a: Yaab

Test Turynga:

Transhumanizm, groza, rybactwo.

Czy AI mogłoby tak sparafrazować tytuł wątku? Czy dałoby radę w wątku Rebelya rulez?

A ile prawdziwych ludziów daje temu rade a ile odpada ?

Napisał/a: Baloun A ile prawdziwych ludziów daje temu rade a ile odpada ?

Totysz dawamy jeim kopa wew dupe i tak kączemy problemancje.

Ktuszby sie gupkamy pszejmał.

Poszet na kursa limgistyczne. Nualesz nie skączeł.

>> Czy AI mogłoby tak sparafrazować tytuł wątku?

Przypuszczam, że i współczesny robot czy bot poradziłby z tym sobie - kwestia polecenia i zestawu danych, na których pozwolilibyśmy mu nauczyć się podstaw takiego "poczucia humoru".

Chyba że pyta kolega o to, czy robot sam w sobie, na własny rachunek, wymyśliłby sobie, że warto takim dowcipem błysnąć. To już grubsza rzecz. Przypomina mi się tu filmik z youtube, gdzie android stylizowany na Philipa Dicka rozmawia z dziennikarzem. "My name is Chad" - "Hi, Chad, let's chat". Nie wyjaśniono tam - czy to przypadkowa zbieżność (robot wybrał losowo z puli różnych "zajawek" i się zbiegło), czy może jest wyczulony na konkretne imiona i słowa, czy też np. ma algorytm, który nakazuje mu dobierać (na podstawie tego, co jest w stanie np. zaobserwować w internecie itd.) słówka według pewnych kryteriów (żeby się rymowało, żeby było podobne, żeby dodatkowo był w tym jakiś sens itd.).

BTW, z nowszych rzeczy, o których można przeczytać: nano-roboty w ciele karalucha, sterowane ludzkimi falami mózgowymi. No, chociaż tu akurat koledzy mogliby zaironizować, że hehe, no to masz pan najlepszy przykład na miejsce pracy dla człowieka.

W każdym razie portale o tej tematyce - jakieś futurism.com, singularityhub.com itd. - są wypchane tego rodzaju newsami, pojawiającymi się praktycznie codziennie. Jasne, można powiedzieć, że dużo w tym sensacji i gnostyckich nadziei, że często coś tam nie hula, że wąskie zastosowania konkretnych technik, że bajeranckie zabaweczki, a "prawdziwego przełoma" nie widać, że dużą rolę gra w tym reklama, że co innego eksperymenty na uczelni, a co innego masowa produkcja i dana rzecz w każdym domu, że to-tamto. Ale generalnie, co do zasady, to tak - te rzeczy się dzieją, są robione.

I zresztą nie twierdzę, że to jakieś 'martwe zło', które należy powstrzymać. Natomiast myślę, że rodzi to liczne pytania, że warto o tym pomyśleć, że może zrodzić to pewne problemy - w takich obszarach jak ekonomia, jak ambicje i komfort psychiczny ludzi ("smak życia"), jak religia i stosunek ludzi do niej.

A koledzy (niektórzy) tutaj piszą tak, jakby ostatni raz o AI [i pokrewnych sprawach] przeczytali coś 25 lat temu w 'Młodym Techniku' - i teraz śmieszkują: "No, hyhy, i co, miały być te roboty majordomusy w każdem domu, miało być lundowanie na Marsie, lek na raka, zimna fuzja, robokopy, kosiarze umysłów, terminatory, teleportancje, telepatowie - i co, nic nie słychu, nic nie widu, hydrałulik dalej z kluczym francuskim przyść musi, pani Zosia w sklepie na kasie stoi, pani Krysia we spudzielni wnioski przyjmuji na papierze ------------ > ergo z tymi kompjutrami to je pic na wode, jak trza zapieprzać, tak będzie trza zapieprzać za pindzisiont lat i wszysko podobnie będzie jak teras; także panie, hydrałulik to je konkretny fach i zawsze bedzia; albo ten, no, grajek weselny, przecie robot czy inszy hologram ci potańcówy nie rozkrynci*".

* rly? https://www.youtube.com/watch?v=dhYaX01NOfA

Napisał/a: Adimad W każdym razie portale o tej tematyce - jakieś futurism.com, singularityhub.com itd. - są wypchane tego rodzaju newsami, pojawiającymi się praktycznie codziennie.

Panie, a wiesz Pan ilesz o nałukowem komunizmusie luckoś napiseła? Piramide papjeru wienkszo nisz od tegosz egipczańskiego Chaoplasa.

Napisał/a: Adimad Ale generalnie, co do zasady, to tak - te rzeczy się dzieją, są robione.

Pszy nałukowem komunizmusie tysz robieli isz asz furczeło. Tysz sie jeim zwidywali rużni zwidy. I cusz? Dupa.

Napisał/a: Adimad hologram ci potańcówy nie rozkrynci

A to hologram jo roskrencieł czy luckoś co go wymyśleła i rozreklameła?

Tylesz wew tem sęsu co wew muwieniu isz telejwizjor zabawe roskręcieł. Nualesz ilusz obynwateli wewtem telejwizjerze kaskie czepie.

Poszet na kursa limgistyczne. Nualesz nie skączeł.

Adimad, zimna fuzja była jak Oramus z Parowskim pili schłodzone piwo.

Ze śpiewającym hologramem to akurat żart raczej z mojej strony :-) Przy czym akurat to nie ma dowodzić nic na temat potęgi AI i informatyki* (bo równie dobrze mogłaby to być postać z kreskówki, narysowana przez rysowników Disneya), ile raczej to jakiś-tam przykładzik na to, że ludzie łatwo się przystosowują do takich rzeczy. Przy czym tu nie tyle hologram jest istotny, co właśnie to, że żaden człowiek tym razem głosu nie podkłada.

* choć poziom syntezatora śpiewu robi wrażenie

>> Panie, a wiesz Pan ilesz o nałukowem komunizmusie luckoś napiseła?

Że niby Łysenko i sukcesy kołchozów? No dobrze, ale żeby ten argument nie był inwalidą, to musiałby wpierw kolega wykazać, że pomiędzy obietnicami komunizmu i jego propagandą (przynajmniej w obszarze postępu naukowego i technicznego, jaki miał tenże komunizm gwarantować) - a obietnicami współczesnego ruchu technofilskiego zachodzą analogie tak dalekie, że na podstawie losów teorii Łysenki można wnioskować o losach AI, H+ itd.

Ale mocniejsze byłoby, gdyby po prostu kolega był w stanie przekonująco obalić te wszystkie newsy (czy przynajmniej jakąś porcję na dobry początek). Że co? Że to kłamstwa Iluminatów? Fałszywki i pozorowane działania do wyciskania grantów i stypendiów? Badziewia, które nie działają albo się psują? I tak dalej.

Tylko uprasza się bez wyjeżdżania z argumentami typu "właśnieżem chochlą bez pół godziny łodśnieżał chodnik pod domym, bo laptop chocia taki mądry, to jakoś za łopatę chycić nie chciał, mimo żem wpisywał i wpisywał w te konsolkie".

Napisał/a: Adimad obalić te wszystkie newsy

Alesz jakiesz niusy?

Kulega zapoda czy kąkrety cusz jusz takiegosz zaposiadywemy pszeomowego, a nie cusz dopirosz zaposiadywemy zaposiadyweć jak jusz dupsnie owasz syngularencja co jezd ino gupszo świecko wersjo pszynścia Pana Jezusa wew Chałwie.

Poszet na kursa limgistyczne. Nualesz nie skączeł.

Bo kol. Gnembą to jest taki typ, co podobni mu w połowie XIX stulecia robili heheszki z prondu lektrycznego. No je to fajne, ludźmi rzuca ale po co. Gadają, że światło, no ale panie, o tym wynalazcy nad żarówkami pracują to w gazetach czytamy od lat. A takiej lampy łukowej to przecież w mieszkaniu nie powiesim. Zresztą skąd ten prąd brać ? W każdem domu maszynę parową z prądnicą stawiać ?
To są przekomarzania techniczne, niech se Verne o tym pisze.

Ewentualnie kol. Gnembon oczekuje jakiegoś "naprawdę wielkiego pieprznięcia", takiego że jak się jutro rano obudzi, to na klatce schodowy będzie stał teleport hiperprzestrzenny umożliwiający skok na wakacje do Mgławicy Andromedy; a póki coś takiego nie nastąpi, to zawsze wzruszy ramionami, bo "ło-toto co to takiego, że kompjutyr śtućnym głosym gada, że jakiegoś robokopa na stróżówce postawili i że jakieś małe nano-roboty-robaczki wszczykli w żyłę, czy to wogle jes o czym mówić?"

Napisał/a: Baloun Bo kol. Gnembą to jest

Bo kol. Gnębą osucheł sie mondrych ludzi kture żyli za perelelu i kturem tysz rużne cuda na kiju obiecyweli na cusz był dowud zez wungla i Nowej Huty czylisz kąkrety jak sie paczy.

Kol. Gnębą nie negywa isz niedugo wymyślo rużne śprytne gażety. Isz se bede mug myślo mieniać gupich kanałów wew telejwizjerze zamniast lotnikiem.

Nualesz tegosz isz luckoś cuś tam besustanku kąpinywa nik nie negywa.

Ino jakisz to tranckumanis bes AI i wiary wew świento szyngularencje.

Poszet na kursa limgistyczne. Nualesz nie skączeł.

>> Ino jakisz to tranckumanis bes AI i wiary wew świento szyngularencje.

Well, wystarczający, żeby naprawdę wiele spraw powywracać do góry nogami. W zasadzie to o tym jest ten wątek, a nie o filozoficznej możliwości AI.

Napisał/a: Adimad naprawdę wiele spraw powywracać do góry nogami

Nualesz ktusz negywa isz od czystu lat lucki postemp to wew sumie sumarumie takiesz nieustajonce wywracanie szyskiego dogury nogamy.

Mie sie na ten tomiast zawszesz zdaweło isz tranckumanism obiecywa tako nagło szyngularno wywrotkie isz jusz ani gury ani nogów nie byndzie. Cuś akuratnie jak komunizmus. Szysko byndzie nowe.

Poszet na kursa limgistyczne. Nualesz nie skączeł.

Chiński pokój tak naprawdę pokazuje więcej niż to, o czym piszą koledzy Executor i ATW.

Przede wszystkim uświadamia nam (choć powinno to być oczywiste, ale jakoś nie jest dla wszystkich), że sposób działania komputera znacznie różni się od sposobu działania człowieka. Komputer jest ostatecznie "czarnym pudełkiem", który przyjmuje i wypluwa dane i właśnie to pokazuje chiński pokój. Tymczasem umysłowa działalność człowieka opiera się na rozumieniu, odczuwaniu itd. Człowiek ma perspektywę pierwszej osoby - komputer nie.

Niektórzy twierdzą, że jest możliwość, aby komputery pisaly książki czy malowały obrazy. Tyle, że jak dotychczas wszelkie takie próby dotyczyły jedynie technicznych zagadnień takich działań, a nie tych kreatywnych: komputer dostawał temat/fabułę/szkic i "tworzył". Aby napisać książkę czy sztukę teatralną, która będzie czymś więcej niż tanim czytadłem potrzebna jest znajomość ludzkiej psychologii, ludzkiej świadomości itp. Trzeba dawkować napięcie, trzeba rozumieć (tak właśnie) jakie emocje odczuwa i jaki jest stan moralny człowieka, kiedy obserwuje na scenie jakąś specyficzną sytuację albo kiedy patrzy na dzieło sztuki.

To samo dotyczy na przykład uprawiania matematyki. Ta jest tak daleka od manipulowania danymi jak to tylko możliwe, wymaga rozumienia.

Natomiast bezsensowność filozoficznych rozważań nad AI (bo mogą być błędne) jest o tyle zabawną sprawą, że jeżeli ktoś zbuduje AI, to udowodni się że są fałszywe, ale jeżeli ten moment nigdy nie nadejdzie, to zawsze będzie można powiedzieć, że kiedyś nadejdzie. Równie dobrze by można uznać, że nie wiemy czy można zbudować perpetuum mobile, bo co prawda II zasada termodynamiki temu przeczy, ale w końcu jak kiedyś ktoś zbuduje, to się przecież okaże, że była ona błędna.

Tak jak już wcześnie napisałem, coraz doskonalsze algorytmy będą rzeczywiście automatyzować coraz więcej prac, ale to jest normalny postęp technologiczny, a nie jakaśtam technologiczna osobliwość o której śnią technofetyszyści. I dziwi mnie, że zauważa się problem automatyzacji dla rynku pracy, ale nie zauważa się problemu dla pracodawców. Przecież przedsiębiorcy i pracobiorcy są ze sobą gospodarczo powiązani. Nauczyliśmy się myśleć o nich jak o stronach przeciwnych, ale tak naprawdę są oni sobie niezbędni nawzajem. Ci pierwsi mają komu sprzedawać swoje wyroby, bo zatrudniają tych drugich i ich na nie stać. Jeżeli za wszystko będą odpowiadać roboty, to nie będzie żadnego sensu produkcji. Dochód podstawowy też nie jest żadnym rozwiązaniem, bo niby z czego będzie wypłacany, skoro produkcja nie będzie już dochodowa? Opodatkowanie przedsiębiorców, którzy nie mają komu sprzedać swoich produktów to mało rozsądny pomysł.

Teraz tego nie widać, bo mimo automatyzacji zatrudnienie wcale nie maleje. Jeżeli doszłoby do takiej sytuacji, to pracodawcy będą równie poszkodowani co pracobiorcy. To ciekawa sprawa, bo tak naprawdę ciężko na podstawie teorii ekonomicznych określić jaka będzie przyszłość pracy.

A jeżeli dojdzie do upowszechnienia i rozwinięcia druku 3D to fabryki mogą się już składać i wyprzedawać maszyny na złom.

Totalna rebelia wzbiera w nas przeciwko ostatecznemu buntowi. Całkowite odrzucenie demokratycznej doktryny jest ostatnim i skromnym refugium dla ludzkiej wolności. W naszych czasach rebelia jest albo reakcyjna, albo jest obłudną i tanią farsą.

>> Komputer jest ostatecznie "czarnym pudełkiem", który przyjmuje i wypluwa dane i właśnie to pokazuje chiński pokój. Tymczasem umysłowa działalność człowieka opiera się na rozumieniu, odczuwaniu itd.

Jasne, ale zwolennicy mocnej AI tudzież transhumaniści i nie tylko oni - odpowiedzą, że być może nie ma żadnego dualizmu materia / duch, a 'rozumienie' i 'odczuwanie' to po prostu kwestia wystarczająco dużej komplikacji takiego komputera. Że klasyczne komputery rzeczywiście nie wydolą, niezależnie od szybkości czy rozmiarów pamięci, ale w kwantowych już może się to objawić. Zresztą chyba nawet taki np. Penrose upatruje naszej 'świadomości' nie w duszy, a właśnie w zjawiskach na poziomie kwantowym - tak więc nawet on musi przyznać, że przynajmniej teoretycznie, gdyby pójść w tę stronę, to rzecz mogłaby ruszyć.

No, może kolega teraz napisać: "ale kolega przeca jes katolik, także wi dobrze, że szysko to bujdy gnostycko-materialistyczne". Niechby nawet, jasne. Ale kiedy piszę o zagrożeniu ze strony transhumanizmu itd. (w tych silnych formach - 'ludzie jako bogowie', 'koniec śmierci', 'koniec chorób', 'nadczłowiek'), to nie tyle o dosłownym zagrożeniu, ile o samym tylko propagandowym.

>> A jeżeli dojdzie do upowszechnienia i rozwinięcia druku 3D to fabryki mogą się już składać i wyprzedawać maszyny na złom.

Trochę tak, a trochę nie. To z kolei po części kwestia skali. W fabryce można postawić wielgachne drukarki, które wydrukują dom czy przynajmniej osobno ściany i dach, ale w tymże domu raczej będzie się musiał kol. ograniczyć do domowej drukarenki realizującej góra drobny sprzęt AGD.

Można raczej sobie wyobrazić posiadaczy mających 'farmy drukarek 3D', tak jak i dziś zwykły Polak może mieć drukarkę w domu, ale jednak jak trza wielkoformatowego plotera, to idzie do jakiegoś lokalu.

A transkomputeryzm? O AI, co chciała być człowiekiem?

Napisał/a: Yaab

A transkomputeryzm? O AI, co chciała być człowiekiem?

To już beło u wspomnianego Izaaka Ozimowa

Napisał/a: Yaab

A transkomputeryzm? O AI, co chciała być człowiekiem?

:)
and

dwie stopki

Trochę na boku głównego wątku:

Druk 3D nawet jak się upowszechni, nie zmieni jakoś drastycznie wielu rzeczy. Na przykład - zapasowych części nie da się drukować, bo copyrajty. A pirackie modele będą dostępne, ale nie dla przeciętnego Kowalskiego.
Już teraz, jak popatrzeć w sklepach z obiektami 3D do druku, to te za free, to jakieś badziewie, a wszystko sensowne kosztuje czasem tyle co kupno przedmiotu :)

Co do meritum.

Świat konserwatywny musi sprawę transhumanizmu ogarnąć i zdefiniować różne jego elementy.
Po to, by nie dać się zaskoczyć - owszem, można ad hoc zawsze coś wyjaśnić, ale jakość przemyśleń może być gorsza.

Podstawowe obszary:

Sztuczna inteligencja (AI) - zdefiniowanie tego, czy są przesłanki by uznać ją za samoświadomą czy założyć z góry, że nie ma to znaczenia (zawsze będzie to automat, nawet jak bardzo skomplikowany).
To ma spore znaczenie, bo fantazjując - można sobie wyobrazić sytuację, gdzie technikowi ze śrubokrętem, robot płacze by ten go nie zabijał... Jasna definicja pozwoli na traktowanie AI w ten lub inny sposób.
Gradacja, jaką dopuszczam:

- przedmiot - można robić cokolwiek, bo reakcje są sztuczne, zaprogramowane
- byt bez duszy nieśmiertelnej, nadprzyrodzonej, jak zwierzę - można robić cokolwiek, ale z zastrzeżeniami takimi samymi jak do innych istot niższych
- byt, którego natury nie do końca umiemy określić, więc na wszelki wypadek zakładamy, że może mieć tu miejsce pierwiastek nadprzyrodzony ludzkiemu pokrewny i takoż winniśmy traktować
- byt żywy, samoświadomy, ludziom tożsamy choć inny - relacje moralne jak względem istoty ludzkiej

Cyborgizacja pełna, nie gradualna - ludzki mózg skopiowany możliwie dokładnie do innego nośnika (nieważne, czy organicznego czy krzemowego).
Tutaj problem jest podobny trochę do powyższego - na ile skopiowanie kopiuje istotę, a na ile tylko dane.

Można uznać, że taka kopia jest:

- kopią podobną spisaniu wspomnień do książki, tylko nowocześniejszą, ale nie zmienia to jej istoty - to nie człowiek
- kopia, której natury nie możemy określić, więc ostrożnie uznajemy, że może coś ludzkiego w niej jest i tak ją traktujemy
- kopia to jak klon - tworzymy człowieka, może niegodnie, może grzesznie - ale jednak człowieka...

Cyborgizacja stopniowa - ten problem jest moim zdaniem najtrudniejszy. Przytaczałem go już nie raz.
Stopniowo zastępujemy w człowieku elementy naturalne - sztucznymi. Dla ułatwienia, niech to będą rzeczy nieorganiczne (ale mogą być i organiczne przecież). Kiedy umiera człowiek? Z ostatnią komórką nerwową zamienioną na kostkę pamięci? Czy będzie on miał w pewnym momencie świadomość że własnie przestał istnieć i została skorupa napędzana algorytmami?

Najprościej byłoby oczywiście zakazać takich praktyk i często się spotykam z podobną postawą konserwatystów. Nie rozwiązuje ona oczywiście niczego, bo w pewnym momencie ktoś to będzie robił. Definicje są zatem potrzebne.

Mój system RPG Science Fiction www.glebiaprzestrzeni.pl

>> - kopia, której natury nie możemy określić, więc ostrożnie uznajemy, że może coś ludzkiego w niej jest i tak ją traktujemy
- kopia to jak klon - tworzymy człowieka, może niegodnie, może grzesznie - ale jednak człowieka...

Problem jest dalece poważniejszy - przecież jeśli komuś udałoby się oddzielić umysł - czy też świadomość, całe nasze "ja" - od fizycznego ciała, od fizycznego mózgu, a następnie przekopiować do kompjutra, to poważnie nadwyrężałoby to (jeśli nie wręcz falsyfikowało) całą katolicką naukę np. o tym, że dusza i ciało są razem, że ciało bez duszy i dusza bez ciała = stan po śmierci itd. Czy po Paruzji zmartwychwstanie to pierwsze, biologiczne ciało - czy np. ten kompjuter z pendrajwem, na którym nas nagrano? Albo np. drugie, trzecie czy dziesiąte ciało biologiczne, jeden z fantomów, w które nas wklejono, jak to było w "Mieście i Gwiazdach" Clarke'a czy podobnież też u Dukaja.

Znowuż wytworzenie autentycznej świadomości przy pomocy czysto materialnych środków (choćby i 'kwantowych' czy jakich tam) pozwalałoby mniemać, że albo dusza tak naprawdę nie ma nic do roboty, jeśli w ogóle istnieje, to gdzieś tam sobie na planie platońskich idei, natomiast całe nasze 'ja' można pojmować czysto fizyko-chemicznie; - albo też, że dusza wszczepiona przez YHWH jest potrzebna nam, ludziom, ale równocześnie AI (albo jakiś homunkulus) może się bez niej obejść; co z kolei obniżałoby rangę stworzenia.

No - ok, zawsze można powiedzieć, że z wiary wiemy to-i-tamto; i że się te naukowce odbijo od duszy nieśmiertelny i zesuną po niej jak ptak, co siem rąbnął w szklano ściane wieżowca - ale tak czy inaczej sama dyskusja i tak jest ciekawa.

Oczywiście zawsze będzie można też przyjąć rozwiązania postulowane tutaj przez zbanowanego kol. mj - czyli w razie jak nam się coś nie będzie zgadzać, stykać z założeniami itd., to przyjmiemy na siłę, że musi być to imitacja demoniczna etc. (np. myślący kompjutr, człowiek w nowym ciele, odmrożony hibernatus, człowiek skopiowan na pendrajwa itd.).

Napisał/a: Adimad to nie tyle o dosłownym zagrożeniu, ile o samym tylko propagandowym.

Nualesz cusz Pan zrobiesz gupkom kture muwio isz na kąputerach kwantowych to sie objawi świadomoś, a na srantowych to chibasz jusz sam Pambug zez giembo Kurcwajla.

Ludzie wierzo w rużnych gupotów. Niekture cionsz jeszcze wierzo wew prawdziwy komunizmus.

Poszet na kursa limgistyczne. Nualesz nie skączeł.

Niezaposiadywanie fifaka dyskwalifika te plastrykowe maszkare na wenściu.

Poszet na kursa limgistyczne. Nualesz nie skączeł.

Napisał/a: Adimad Problem jest dalece poważniejszy - przecież jeśli komuś udałoby się oddzielić umysł

Nimo żadnego poważnego problematusa. Jezd ino kupa fantazjuw jak zez butelko-niewypitko. Cusz by to beło jakbysz beła. Szyskie by sie zaraz pochleli i rzucieli robote. Nieporzondek światowy obruciełby sie do gury bo pocusz robieć kiedysz cionsz jezd cuś do chlenia. A zakonszeć można zez stoliczka samonakrywkowego kturegusz tysz pewnikiem powynajdywajo.

Poszet na kursa limgistyczne. Nualesz nie skączeł.

Napisał/a: Adimad Problem jest dalece poważniejszy - przecież jeśli komuś udałoby się oddzielić umysł - czy też świadomość, całe nasze "ja" - od fizycznego ciała, od fizycznego mózgu, a następnie przekopiować do kompjutra, to poważnie nadwyrężałoby to (jeśli nie wręcz falsyfikowało) całą katolicką naukę np. o tym, że dusza i ciało są razem, że ciało bez duszy i dusza bez ciała = stan po śmierci itd.

Albo to nauczanie Kościoła oddaje prawdę, stan faktyczny, i dlatego nie zostanie wykazana jego fałszywość, albo jego fałszywość zostanie wykazana, co, przez uwidocznienie błędu w nauczaniu, będzie stanowić postęp na drodze ku lepszemu zrozumieniu prawdy, a zatem będzie z pożytkiem dla nauczania Kościoła. Natomiast na pewno nie zostanie wykazana fałszywość nieomylnej części nauczania z tej racji, że na pewno mówi prawdę i nie jest błędne.

Pytanie więc - w czym problem?

Inna rzecz, czy aby na pewno takie "osiągnięcie" w jakikolwiek sposób podważałoby cokolwiek w nauczaniu Kościoła odnośnie duszy. Jak sam Kolega pisze, jeśli nasza świadomość "całe moje ja" siedzi w mózgu/aspekcie cielesnym i dusza nic tu do roboty nie ma - to chyba nie. Oczywiście wówczas mamy pytanie, co stanowi kontynuację "mojego ja" na etapie duszy po śmierci a przed zmartwychwstaniem ciał. W tak zwanym "międzyczasie", na ile oczywiście czas i jego upływ dotyczą tego etapu. Wówczas, nawet, jeśli tego nie wiemy, to wiemy, że Bóg wie i może wszystko i On to już jakoś zorganizował, żeby banglało.

Napisał/a: Adimad co z kolei obniżałoby rangę stworzenia

Obniżałoby co najwyżej nasze mniemanie o tej randze. A i to być może zupełnie pozornie. Prawda nie zmienia się wraz z jej odkrywaniem. Zmienia się jedynie nasze jej pojmowanie.

Jeśli w nauczaniu Kościoła chodzi o prawdę, to żadne przybliżające tę prawdę naukowe dociekania w żaden sposób mu nie zagrażają, choćby nie wiem, jak wywracały nasze wyobrażenie o prawdzie. Wręcz przeciwnie, wspierają w tymże dążeniu ku prawdzie. Pomijam aspekt godziwości środków, pomyłek i celowego wprowadzania w błąd.

Reżyseria: Peyo

Napiszę jeszcze bez gnębonienia. KIedy dzisiaj ktoś mówi o "kopiowaniu umysłu do komputera", to tak naprawdę nie wiadomo, o czym on mówi.

Mniej więcej wyobrażamy sobie tylko końcowy stan pożądany. Coś właśnie jak z butelką-niewypitką. Ale za cholerę nie wyobrażamy sobie nawet pierwszego małego kroku, jaki należałoby zrobić w tym kierunku. Skopiować stany kwantowe neuronów? Pomierzyć ich zmiany? Zrobić mapę kwarków, z których się składa mózg? Rzucam takimi niby mądrymi wyrazami, ale przecież to tylko zaklęcia bez grama treści. A jak walczyć z zaklęciami? Kolega obali zaklęcie "Od każdego według jego zdolności i każdemu według jego potrzeb". Niedasie.

Poszet na kursa limgistyczne. Nualesz nie skączeł.

>> jeśli nasza świadomość "całe moje ja" siedzi w mózgu/aspekcie cielesnym i dusza nic tu do roboty nie ma - to chyba nie.

Kol. mj, gdyby tu jeszcze był, napisałby koledze (w swoim kaznodziejskim stylu rzecz jasna, który tu pominę), że problem byłby poważny, gdyż z tomizmu wiemy (tak? chyba), że materya sama z siebie się nie ożywi, nie poruszy, tak więc dusza musi dać jej kopa (dusza nieśmiertelna jak u ludzi lubo śmiertelna, jak u chomików czy świerków - ale zawsze jakaś). A tu by wyszło, że nic nie trzeba, że nawet jeśli dusza istnieje, to jako coś w rodzaju kopii naszego "ja" w świecie "platońskim", bez żadnego interfejsu z materyą. Albo - z drugiej strony - że jest tak, jak mówią różne ezo-szury, czyli że sfera duchowa to w sumie też sfera materialna, tylko że "w innym wymiarze" albo "niewykrywalna obecną aparaturą" itd. Czyli że te kwanty czy coś tam generują duszę, aliści nie jest to żadna nadprzyrodzoność.

>> Jeśli w nauczaniu Kościoła chodzi o prawdę, to żadne przybliżające tę prawdę naukowe dociekania w żaden sposób mu nie zagrażają, choćby nie wiem, jak wywracały nasze wyobrażenie o prawdzie

Gdyby tak było, to znaczyłoby*, że Kościół może na spokojnie przyjąć nauki takiego np. Teilharda de Chardin, gdyby tylko jego dociekania zyskały dostateczne potwierdzenie tego czy innego rodzaju. Tylko że nie - jego ewolucyjną teologię już wykluczono.

* Jak również, że kościelna prawda nie ma żadnej konkretnej treści albo też, że nie jest generowana przez sam Kościół; --- byłoby to raczej coś w stylu: "Kościół jest zawsze po stronie prawdy, co znaczy jednak tylko tyle, że godzi się na taką jej postać, jaką aktualnie nadaje jej konsensus fizyków, biologów, filozofów etc."

Napisał/a: Adimad A tu by wyszło, że nic nie trzeba, że nawet jeśli dusza istnieje

Napisałem też całą resztę tego, co napisałem. Właśnie o przypadkach, gdyby jednak "coś wyszło". Ogólnie powtórzę - tak, czy siak, nie byłby to żaden problem. Prawda nie jest problemem.

Reżyseria: Peyo

Napisał/a: Adimad gdyby tylko jego dociekania zyskały dostateczne potwierdzenie tego czy innego rodzaju.

Ja nie mówię o dostatecznym potwierdzeniu jakiegoś rodzaju. Mówię o ujawnionej faktycznej prawdzie.

Napisał/a: Adimad Jak również, że kościelna prawda nie ma żadnej konkretnej treści albo też, że nie jest generowana przez sam Kościół; --- byłoby to raczej coś w stylu: "Kościół jest zawsze po stronie prawdy, co znaczy jednak tylko tyle, że godzi się na taką jej postać, jaką aktualnie nadaje jej konsensus fizyków, biologów, filozofów etc."

Nie mówię o konsensusie naukowców, choć przecież Kościół odwołuje się do aktualnego stanu wiedzy tam, gdzie wykracza poza swoje kompetencje. No i rzecz jasna - Kościół nie generuje prawdy. On strzeże tego, co o prawdzie nam odgórnie objawiono i pogłębia nieustannie rozumienie tego, co strzeże, tego, co wynika z owego depozytu.

Nauka idzie ścieżką zmysło-rozumowego poznawania tego, co z kolei leży w zasięgu zmysłów i rozumu.

Obie ścieżki, z różnych kierunków, podchodzą pod ten sam szczyt.

Nauka ma swoją działkę, Kościół ma swoją, a la owe dwa skrzydła wiary i rozumu. Oba razem łączy(ć powinna) dążność ku poznaniu prawdy - jednej, tej samej, czyli faktycznego stanu rzeczywistości, miedza między działkami biegnie wedle posiadanych narzędzi poznawczych. Problem się pojawia dopiero, gdy któraś ze stron tę miedzę narusza i usiłuje mówić o sprawach, do poznania których narzędzi nie ma.

Niemniej nie ma czegoś takiego, jak odrębna "prawda kościelna" idąca sobie, a "prawda naukowa" sobie. Jest jedna prawda, jak jedna i wspólna wszystkim jest rzeczywistość, jeden szczyt, jeden areał. I dwóch alpinistów, dwóch rolników.

Reżyseria: Peyo

Dobrze, ale chodziło mi o to, że w nauczaniu Kościoła są pewne prawdy, które przyjmujemy na mocy wiary - mimo że 'teoretycznie' można sobie (nawet dosyć łatwo) wyobrazić ich falsyfikację. Na przykład wierzymy, że nikt nigdy nie znajdzie szczątków Jezusa z Nazaretu (bo zmartwychwstał). I gdyby ktoś coś takiego znalazł, to mielibyśmy tylko dwa wyjścia: albo uznać, że chrześcijaństwo jest fałszywe, albo też, na mocy wiary, że niezależnie od wszystkich pozorów i przesłanek, to po prostu nie są / nie mogą być szczątki Jezusa.

Ja po prostu myślę, że nauczanie o łączności duszy z ciałem czy o nieodzowności nie-materialnej duszy do życia - jest tej samej rangi. Gdyby więc ktoś pokazał jego "fałszywość", wówczas należałoby albo to obalić naukowo, albo (gdyby tak nie szło) przyjąć, jak zbanowany mj, że to jednak demoniczne hulanki i zwiedzenia nam się tu odstawiają, zarodki ożywiane siłą nieczystą, diabelski podszyw na twardym dysku itd. No, a jeżeli rzeczywiście dałoby się to pogodzić, to wypadałoby już nad tym myśleć :-)

Być może clou właśnie w nieomylności --- --- no, ale zaraz - to, że ciało z duszą w ścisłej spółce toczą się przez ten świat, to chyba jest jeden z najgrubszych fundamentów katolicyzmu. Jako i to, że dusza porusza. Materyą w celu wytworzenia życia.

* * *

XIV. Dusza roślinna i zwierzęca nie bytują samoistnie, nie są też wprost wytwarzane, lecz są jedynie pierwiastkami bytu i życia istoty żywotnej, a ponieważ zależą całkowicie od materii, giną pośrednio, gdy ginie byt złożony.

XV. Przeciwnie, dusza ludzka bytuje samoistnie, a stwarza ją Bóg w chwili, gdy podmiot jest dostatecznie przysposobiony na jej wlanie, jest też z istoty swojej niezniszczalna i nieśmiertelna.

XVI. Ta dusza rozumna tak się łączy z ciałem, że staje się jego jedyną formą substancjalną, a przez nią człowiek ma i człowieczeństwo, i zwierzęcość, i życie, i cielesność, i substancjalność, i byt. Dusza daje więc człowiekowi wszelki stopień istotnej doskonałości, a nadto udziela ciału aktu istnienia, którym sama bytuje.

XVII. Władze organiczne i nieorganiczne, należące do dwóch odrębnych porządków, wypływają z duszy ludzkiej przez naturalną konsekwencję; podmiotem pierwszych, do których należy zmysł, jest ciało ożywione, drugich sama tylko dusza. Dlatego umysł jest władzą niezależną wewnętrznie od narządu zmysłowego.

XVIII. Z niematerialności wynika koniecznie umysłowość, i to tak dalece, że stopniowi oddalenia od materii odpowiada dokładnie stopień umysłowości. Całkowitym stopniem poznania umysłowego jest byt jako taki, właściwym zaś przedmiotem poznania umysłu ludzkiego, złączonego tu z ciałem, są istoty rzeczy, oderwane od warunków materialnych.

http://www.piusx.org.pl/tomizm/24_tezy

Napisał/a: Adimad Dobrze, ale chodziło mi o to, że w nauczaniu Kościoła są pewne prawdy, które przyjmujemy na mocy wiary - mimo że 'teoretycznie' można sobie (nawet dosyć łatwo) wyobrazić ich falsyfikację. Na przykład wierzymy, że nikt nigdy nie znajdzie szczątków Jezusa z Nazaretu (bo zmartwychwstał). I gdyby ktoś coś takiego znalazł, to mielibyśmy tylko dwa wyjścia: albo uznać, że chrześcijaństwo jest fałszywe, albo też, na mocy wiary, że niezależnie od wszystkich pozorów i przesłanek, to po prostu nie są / nie mogą być szczątki Jezusa.

Rozumiem. W przypadku akurat zmartwychwstania to nie problem, bo ten fakt należy do kwestii nieomylnych, zatem owszem, na mocy wiary mamy pewność, że nauka go nie sfalsyfikuje. Choćby twierdziła coś przeciwnego. Acz, na marginesie, dotychczasowe doniesienia naukowe zdają się iść raczej wraz niż na przekór temu, w co wierzymy.

Natomiast faktycznie, gdy mamy* sytuację, w której istnieje sprzeczność stanowisk obopólnie omylnych kłopot powstaje - które uznać za prawdę, gdy nie ma pewności co do obu. Zwłaszcza, gdy decyzja ta ma doniosłe konsekwencje światopoglądowe i praktyczne. I przypuszczam, że nie ma na to uniwersalnego algorytmu postępowania. Ale nadal, bazując na wierze, twierdzę, że ostatecznie to nie problem, co najwyżej - tymczasowe wyzwanie. Otóż uważam tak, bo nie na to Bóg zesłał nam swojego Ducha byśmy się mieli ostatecznie gdzieś zabłąkać. Uważam, inaczej pisząc, że wystarczy nam tych wszystkich łask, które są nam potrzebne do poznania prawdy na tyle, na ile nam to niezbędne do zbawienia. W tym zakresie mamy pewność, że prawda jest nam dostępna. W każdym innym - możemy się pomylić i mylić aż do końca bez szkody dla zbawienia - reszta furda.

* A dokładniej - "gdybyśmy mieli" bo fakt - poznawcza przydatność gdybania jest ograniczona, co dobrze ilustruje krótkie "Gdyby Bóg nie istniał...".

Reżyseria: Peyo

Napisał/a: Adimad Gdyby więc ktoś pokazał

Noji szysko to ino takie gdybanie. Ale pokaszta cuś. Pszynajmni ino uf pierszy kroczek o kturem pisełem bes gnembonienia.

Poszet na kursa limgistyczne. Nualesz nie skączeł.

Napisał/a: św. Gnębą potykejoncy sie zez inwalido piekielnoNiezaposiadywanie fifaka dyskwalifika te plastrykowe maszkare na wenściu.

O, wuaśniutko. +10
Żodyn kąpjutr fifaka nie zaposiadywa.

dwie stopki

Nie mam teraz wiele czasu, więc tylko napomknę, a potem spróbuje rozwinąć, że co do zasady materialistyczne koncepcje umysłu są niespójne logiczne, gdy tylko wgłębimy się w takie zagadnienia jak intencjonalność, wola, jedność świadomości itd., które zgodnie z filozofią materialistyczną, musiałyby być własnościami materii. Nie są, więc materialiści wybierają negację tych własności umysłu. Oczywiście można uznać, że to tylko hehe filozofia, a nie twarda nauka empiryczna i jak zapiszemy się jako human.bat a potem odpalimy na serwerze, to wszystko to zanegujemy. Spoko, ale w ten sposób się nie da dyskutować. To jest, by sparafrazować ulubione powiedzenie gimboateuszy o dyskusji z wierzacymi, jak gra w szachy z gołębiem. Zamiast grać według zasad, gołąb rozbije bierki i nasra na szachownice. W zasadzie jest to zwyczajny logiczny błąd koła, bowiem argumentacja dotyczy tego, że tak się nie da zrobić - zatem odpowiedź, że jak tak zrobimy to się okaże, że się da jest kompletnie bezsensowna.

W kontekście stopniowej cyborgizacji ciekawe natomiast mogą być doświadczenia transplantologii, które pokazują, że nasza świadomość siedzi nie tylko w mózgu, ale w całym ciele. Przeszczep wątroby od palacza potrafi sprawić, że biorca będzie uzalezniony, słyszałem też o przypadku, kiedy przeszczepiono rękę od osoby, która lubiła sięgać po piwko i ten sam zwyczają przejął biorca. Moim zdaniem jest to pewna przesłanka za słusznością poglądu katolickiego/organicystycznego.

Zakładając, że stopniowo wymieniamy organy na części mechaniczne, pozbawiamy takiego człowieka kolejnych cząstek jego świadomości.

Totalna rebelia wzbiera w nas przeciwko ostatecznemu buntowi. Całkowite odrzucenie demokratycznej doktryny jest ostatnim i skromnym refugium dla ludzkiej wolności. W naszych czasach rebelia jest albo reakcyjna, albo jest obłudną i tanią farsą.

Napisał/a: ryzykfizyk słyszałem też o przypadku, kiedy przeszczepiono rękę od osoby, która lubiła sięgać po piwko i ten sam zwyczają przejął biorca

Po pifko to kużden sienga gdysz albowię takasz jezd lucka natura isz poczebywa pić. Świadomoś nie jezd ku temusz poczebna

Ze świadomościo to bem sie zgodzeł gdybysz takasz renka wyciongeła sie po rużaniec.

Poszet na kursa limgistyczne. Nualesz nie skączeł.

Jak zwykle Kol. Adimad zakłada ciekawy wątek, więc wstyd się nie wypowiedzieć. Co do AI to moim zdaniem ważność zachowują argumenty Searla i Nagla (,,Jak to jest być nietoperzem"). Rzecz jednak w tym, że zwolennicy AI są zazwyczaj zwolennikami takich koncepcji umysłu, w których takie pojęcia jak ,,wola", ,,intencjonalność" albo się nie pojawiają, albo są redukowane do zachowań. W każdym razie, i tutaj kol. Adimad ma zupełną rację, skutki rozwoju technologii sztucznej inteligencji będą ogromne, to, że ta inteligencja nie będzie nigdy ,,prawdziwa" nie zmienia faktu, że zastąpi/uzupełni działanie człowieka w wielu sferach, co z kolei nie pozostanie bez wpływu na politykę, kulturę i religię. W tej kwestii polecam film ,,ex machina" (dosłownie wgniótł mnie w fotel), a bardziej zainteresowanym publikację prof. Amsterdamskiego ,,Porządek naturalny i porządek sztuczny" w jego książce ,,Nauka a porządek świata". Artykuł ma już swoje lata, ale nadal pozostaje aktualny gdyż pokazuje jak skomplikowane (i uwikłane w idee filozoficzne, m. in. pojęcie celowości, intencjonalności) jest samo rozróżnienie na porządek naturalny i sztuczny. Co do kulturowych skutków technologii to bardzo ciekawa jest seria filmów ,,Black mirror" - naprawdę warto obejrzeć, nawet jeśli pierwszy jeden, czy dwa odcinki nie są najlepsze. Oczywiście wszystko do znalezienia w internetach.

Extra Polonia Minor non est vita, si est vita, non est ita.

Napisał/a: midnightwalker W tej kwestii polecam film ,,ex machina" (dosłownie wgniótł mnie w fotel)

Można prosić o rozwinięcie? Znaczy, czym konkretnie wgniótł? Obejrzałem go i nie wgniótł.

Reżyseria: Peyo

Napisał/a: Rydygier

Napisał/a: midnightwalker W tej kwestii polecam film ,,ex machina" (dosłownie wgniótł mnie w fotel)

Można prosić o rozwinięcie? Znaczy, czym konkretnie wgniótł? Obejrzałem go i nie wgniótł.

W sensie estetycznym chociażby moment w którym ,,dziewczyna" ogląda sukienki. A sama idea - rozmowa informatyka z szefem, który przekonuje go, że jest po jego stronie i finał - maszyna okazuje się walczyć oswój byt, gotowa kłamać i oszukiwać byle tylko przetrwać. Czyli nie mechaniczne rozwiązywanie problemów (taj jak w klasycznym teście Turinga), ale walka o własny byt w konkretnym kontekście kulturowym i gotowość do wykorzystania uczuć ludzi. Plus świetne ujęcia sugerujące doznania estetyczne u ,,robota".

Extra Polonia Minor non est vita, si est vita, non est ita.

Napisał/a: midnightwalker skutki rozwoju technologii sztucznej inteligencji będą ogromne

A kuńkretnie czegusz i jakiesz.

Osobiździe wiency oczekiwam po manipulancjach gienetycznych gdysz tam pszynamni wiedzo czegusz kco.

Na ten tomiast AI to so bajendy. Kunkrety to mogo być protezy albosz insze teknologiczne wewspomagacze. Nualesz takosz drogo maszerywa postemp teknologiczny. Dziesz tu cus kąpletnie zaskikiwajoncego? Dziesz ta szyngularencja umniłowana?

Poszet na kursa limgistyczne. Nualesz nie skączeł.

Ale co znowu kol. Gnębon ciągle z tą Osobliwością i Osobliwością?

Na dobrą sprawę, jeśli ktoś w roku 1991 poszedł garować na 25 lat (albo wstąpił do kamedułów i po ćwierćwieczu wysłano go w świat, jak w "Trapiście w Los Angeles"), to pod wieloma względami współczesny świat musi mu się jawić jako lekkie sajens-fykszn. On: budki telefoniczne i aparaty na tarczę, my: komórki; - on: papierowe słowniki, encyklopedie, leksykony, gazety itd., my: kompjutry, internety, wikipedie; - on: wielkie płachty pt. 'mapa drogowa Polski', my: Google Maps / Google Street View.

A to przecież tylko duperele. Jasne, można mówić, że to nic takiego, bo nadal trza łopatą odśnieżać na zimę i hydraulik ze spudzielni musi przyjść z kluczym francuskim w razie kran niedrożny. Niby tak: ale to może dlatego, że często wyobrażamy sobie, że świat przyszłości to musi być jakaś kompleksowa przemiana w realia rodem z bajki o Jetsonach, wszystko futurystyczne, szklane, sterylne itd., a dzie tu nowa technologia, jak somsiad do kibla na korytarzu chodzi i wynglem w piecu pali. No może, ale ten sam somsiad otwiera w domu netbooka i może se gadać z jakim Amerykańcem albo wędrować po ulicach Ułan Bator; w 1991 roku rzecz nie do pomyślenia.

No można to bagatelizować, szczególnie że w tym wyrośliśmy. Ale wyobraźmy sobie, że kol. Gnębon przenosi się gdzieś do roku 2035, powiedzmy. Z jednej strony: niby z grubsza to samo, bo przeca bloków i kamienic nikt na potęgę nie wyburzy, Pałac Kultury stoi, Zamek Kruleski stoi, może nawet samochody na kołach. Ale tak krok tu, krok tam i widzi kolega, że samochody już się same kierują, że niańka z dziećmi to android, że dzieciaki latajo z jakimiś okularami rozszerzonej rzeczywistości i ścigają se wirtualne stworki, które w ten sposób widzo; że ktoś tam se - jak sam kolega pisał - myślą zmienia kanały w holowizorze, a holowizyjny obraz 3D mu się wyświetla w dużym pokoju, także czuje się jakby siedział z tymi politykierami na Woronicza 17 itd.

No niby nic takiego, jasne, bajery jakieś tam. Ot, pyta kolega, gdzie tu jakiś bank, a placówek już wogle ni ma, nawet bankomatów (bo i gotówki ni ma). Pyta kolega, dzie tu stancja benzyniarska, a tu wszyscy jeżdżo na jakichś automatycznych teslach elektrycznych; słyszy kulega dwie kobity, co jedna mówi, że jej tera nerka czy inszy organ odrasta se z komórków mamcierzystych; szuka kulega jakichś urządzeń, co to kiedyś trza było na tokarce itd., a tu tera wszysko na drukarce 3D; pyta kulega, dzie psa można wytresować, a tu każden wzrusza renkom, bo po co tresować, jak można se mózgowo-i-gienetycznie dopasowanego wedle gustu zakupić, ewentualnie ze wszczepką elyminujonco niepożądane zachowania.

Nie, to nie będą jakieś lucyferiańsko-transhumanistyczne, scjentystyczne "ciała chwalebne", niekoniecznie, ale jednak świat może się mocno odmienić. To, że nie będzie to (chyba) świecko-mistyczna Osobliwość, to nie znaczy, że jest to coś, co całkowicie należy bagatelizować z pozycji "łe, a co tam się może pozmieniać, nowe bajery, migajoncy światełka". Szczególnie że co najmniej na kulturę, styl życia, mentalność - te bajery mogą mieć wpływ.

A może pozostaną gazety, jako taki bajerancki retro-skansen, jak dziś winyle. I se kolega kupi gazetkię i przeczyta w niej, że w jakimś kraju planują za 2 lata dać botom i robotom prawa wyborcze na ten przykład. Albo że w jakim postępowym kraju wakat w resorcie takim czy owakim objęła próbnie śtućna (pseudo)-inteligencja, a ludzie już tylko kontrolnie są.

Napisał/a: Adimad Nie, to nie będą jakieś lucyferiańsko-transhumanistyczne, scjentystyczne "ciała chwalebne", niekoniecznie, ale jednak świat może się mocno odmienić. To, że nie będzie to (chyba) świecko-mistyczna Osobliwość, to nie znaczy, że jest to coś, co całkowicie należy bagatelizować z pozycji "łe, a co tam się może pozmieniać, nowe bajery, migajoncy światełka". Szczególnie że co najmniej na kulturę, styl życia, mentalność - te bajery mogą mieć wpływ.

Nuale, dlaczego kolega zakłada, że to wszystko jest dla konserwatystów wyzwaniem większym niż na przykład rewolucja przemysłowa? Ona też bardzo solidnie przeorała ówczesne społeczeństwo i przyprawiła konserwatystów o ból głowy. No chyba, że właśnie o to chodzi koledze, że te wszystkie sztuczne inteligencje spowodują takie same problemy. Tutaj w zasadzie mógłbym się zgodzić (chociaz wydaje mi się, że rewolucja przemysłowa była dużo bardziej radykalną zmianą z punktu widzenia porzadku społecznego). Do tego pod koniec XIX wieku mieliśmy do czynienia z analogicznym, scjentystycznym i antyreligijnym ruchem, który obiecywał nam raj na ziemi dzięki nauce. A przecież był to okres równie wielkiego rozwoju technicznego: upowszechnienie kolei, pierwsze samochody, a nawet - o zgrozo - maszyny latające. A na deser teoria ewolucji, która ukazywała człowieka jako zwierzę, tak jak teraz niektórzy próbuja za pomocą materialistycznych wizji umysłów przekonać nas, że jesteśmy tylko robotami. I tak jak dzisiaj można było za pomocą tego wszystkiego przekonywać ludzi, że raj czeka ich tutaj, na ziemi, już za niedługo, a nie po smierci. A potem przyszły dwie straszliwe wojny i zapał technofetyszystów przygasł. To zresztą kolejna analogia. Wtedy świat nie widział wojny od starcia Francji i Prus w 1870, a dzisiaj od konca Zimnej Wojny też wojny toczyły się co najwyżej na obrzeżach cywilizowanego świata, choć ostatnio tyle mówi się o nowym konflikcie globalnym i zwiastuje koniec Pax Americana. W takich warunkach (tj. warunkach niczym nie zmąconego pokoju, kiedy większość ludności o wojnie myśli w kategoriach czasu przeszłego) naturalny jest pewien optymizm co do technologii i przyszłości, ale tak nie będzie zawsze.

Totalna rebelia wzbiera w nas przeciwko ostatecznemu buntowi. Całkowite odrzucenie demokratycznej doktryny jest ostatnim i skromnym refugium dla ludzkiej wolności. W naszych czasach rebelia jest albo reakcyjna, albo jest obłudną i tanią farsą.

No tak, ale właśnie dlatego pomijam tu kwestie takie jak wojny, kryzysy, terroryzm, pauperyzacja, trzeci świat itd. Realnie faktycznie może być różnie. Zresztą, nie trzeba nawet wojny, starczy mentalność i przyzwyczajenia (tzn. w jakimś zakresie starczą... albo na pewien czas).

Na dobrą sprawę już 20 czy 40 lat temu dałoby się większość sklepów (spożywczych na przykład) zastąpić jakimiś automatami, bez elektroniki, ze zwykłym ino prądym, albo nawet bez prądu, na korbkie, mechanicznie. I jakoś nadal się zatrudnia ludzi, a automaty to niespecjalnie kochane narzędzie do szybkiej kawy czy batonika, ale raczej nie do poważnych zakupów. Podejrzewam też, że już teraz (a może i 20 lat temu) dałoby się algorytmicznie generować całkiem przyzwoite techno, house czy inne takie łupanki, a jednak nadal robią to (niemal) wyłącznie żywi DJ-e. [no, teraz to kolega pewnie napisze: "No widzi kolega, sam se kolega odpowiedział", hyhy].

>> że to wszystko jest dla konserwatystów wyzwaniem większym niż na przykład rewolucja przemysłowa?

Większym, bo większe zmiany, poważniejsze pytania i większe "odczłowieczenie" :-) I pytania albo sugestie dotyczące spraw bardziej fundamentalnych, bo jednak gadający robot w roku 1880 czy 1925 był jeszcze zupełną fikcją - na zasadzie "kiedyś to jakoś wymyślo i pewnie bedzia coś mieć spulnego z prądym lektrycznym". A teraz mniej więcej już ten robot gada i to coraz lepiej.

No, to nie znaczy, że konserwatyści mają nie spać po nocach, wiadomo. Ale po prostu uderzyło mnie to po którejś facebookowej dyskusji, gdzie młode, nieszczęsne piwniczaki debatowały na poważnie o tym, że ustrój powinien być według korporacji zawodowych, albo że narodowa rewoluncja musi być rewoluncją robotniczą itd. I taki ten anachronizm.

No i ostatecznie, tak pół żartem, pół serio, ja po prostu myślę, że gdzieś tam na dnie refleksji konserwatywnej, reakcyjnej itd., czai się taki mocny pesymizm antropologiczny, nie tylko w sensie, że człowiekowi nigdy nie będzie na tym padole full-sto-procent dobrze, ale też, że niedobrze jest, gdy się człowiekowi robi zbyt dobrze. I tak jakby z tej perspektywy trochę mnie to przeraża, martwi czy mierzi, ten postęp. No, takie upiorne, godne psa ogrodnika przeświadczenie, że jeśli ta refleksja konserwatywna ma mieć sens i jeśli ma się sprawdzać - to jednak człowiek powinien troszku cierpieć i dziadować. A nawet troszku mocniej. Czemu zresztą dałem wyraz we wcześniejszych wpisach.

Także radowałoby się me serce, gdybyście mnie koledzy utulili i w przekonujący sposób zapewnili: "Niech się kolega nie martwi, głodu, chorób, śmierci, płaczu, nędzy, pracy, psychoz, rozczarowań i biedy starczy jeszcze dla wszystkich aż zanadto, choby nawet wdrożono te wszystkie androidy i nanoroboty, tak że pesymistyczni reakcjoniści oferujący raj po śmierci zawsze będą w cenie". Hyhy.

Napisał/a: Adimad

No i ostatecznie, tak pół żartem, pół serio, ja po prostu myślę, że gdzieś tam na dnie refleksji konserwatywnej, reakcyjnej itd., czai się taki mocny pesymizm antropologiczny, nie tylko w sensie, że człowiekowi nigdy nie będzie na tym padole full-sto-procent dobrze, ale też, że niedobrze jest, gdy się człowiekowi robi zbyt dobrze. I tak jakby z tej perspektywy trochę mnie to przeraża, martwi czy mierzi, ten postęp. No, takie upiorne, godne psa ogrodnika przeświadczenie, że jeśli ta refleksja konserwatywna ma mieć sens i jeśli ma się sprawdzać - to jednak człowiek powinien troszku cierpieć i dziadować. A nawet troszku mocniej. Czemu zresztą dałem wyraz we wcześniejszych wpisach.

Także radowałoby się me serce, gdybyście mnie koledzy utulili i w przekonujący sposób zapewnili: "Niech się kolega nie martwi, głodu, chorób, śmierci, płaczu, nędzy, pracy, psychoz, rozczarowań i biedy starczy jeszcze dla wszystkich aż zanadto, choby nawet wdrożono te wszystkie androidy i nanoroboty, tak że pesymistyczni reakcjoniści oferujący raj po śmierci zawsze będą w cenie". Hyhy.


Ale Tutaj widać, że Kolega, nawet gdyby chciał, nie będzie tradycjonalistą bo prawdziwy tradycjonalista właśnie w to wierzy - żyjemy w czasach kalijugi i cały wszechświat odzwierciedla ten stan. Poza tym zapomniał Kolega o idei kosmicznego ładu - gdy ludzkość popada w pychę (hybris) boskie Erynie muszą ją dopaść a Mojra przywróci ład i przypomni nam o naszej podłej kondycji.

Extra Polonia Minor non est vita, si est vita, non est ita.

Napisał/a: Adimad No i ostatecznie, tak pół żartem, pół serio, ja po prostu myślę, że gdzieś tam na dnie refleksji konserwatywnej, reakcyjnej itd., czai się taki mocny pesymizm antropologiczny, nie tylko w sensie, że człowiekowi nigdy nie będzie na tym padole full-sto-procent dobrze, ale też, że niedobrze jest, gdy się człowiekowi robi zbyt dobrze. I tak jakby z tej perspektywy trochę mnie to przeraża, martwi czy mierzi, ten postęp. No, takie upiorne, godne psa ogrodnika przeświadczenie, że jeśli ta refleksja konserwatywna ma mieć sens i jeśli ma się sprawdzać - to jednak człowiek powinien troszku cierpieć i dziadować. A nawet troszku mocniej. Czemu zresztą dałem wyraz we wcześniejszych wpisach.

Także radowałoby się me serce, gdybyście mnie koledzy utulili i w przekonujący sposób zapewnili: "Niech się kolega nie martwi, głodu, chorób, śmierci, płaczu, nędzy, pracy, psychoz, rozczarowań i biedy starczy jeszcze dla wszystkich aż zanadto, choby nawet wdrożono te wszystkie androidy i nanoroboty, tak że pesymistyczni reakcjoniści oferujący raj po śmierci zawsze będą w cenie". Hyhy.

Tutaj to już się zgadzam w całej rozciągłości. Przy czym nie wiem czy u mnie to jest jeszcze kwestia refleksji, a nie po prostu osobowości/charakteru ubranego w szaty refleksji. Tak czy inaczej podobnie odczuwam ten cały postęp.
I powiem szczerze, że odczuwam pewna niezdrową fascynację tą wojną, która ma nadejść i wywrócić świat do góry nogami albo go raczej na te nogi z powrotem postawić. Że wszystko w końcu wróci do normy, ludzie będą się nawzajem zabijać, bo ta cieplarniana egzystencja, która jest naszym udziałem może i jest dobra, bo łatwa, ale tak naprawdę to zamieniła ludzi w konsumpcjonistyczne zombies.

Z tym, że ja jestem przekonany, że teraz mamy rzeczywiście przejściowy okres pokoju, który skończy się wcześniej czy później (i skłonny jestem sądzić, że wcześniej), a rozwój technologiczny, chociaż może redukować niektóre troski człowieka (zwłaszcza te zdrowotne), to ma także wielki potencjał niszczycielski. Co za tym idzie, nam, konserwatystom, reakcjonistom i innym pesymistom antropologicznym, nigdy nie zabraknie cierpienia, znoju i okazji do opiewania bohaterstwa.

Totalna rebelia wzbiera w nas przeciwko ostatecznemu buntowi. Całkowite odrzucenie demokratycznej doktryny jest ostatnim i skromnym refugium dla ludzkiej wolności. W naszych czasach rebelia jest albo reakcyjna, albo jest obłudną i tanią farsą.

Napisał/a: ryzykfizyk

I powiem szczerze, że odczuwam pewna niezdrową fascynację tą wojną, która ma nadejść i wywrócić świat do góry nogami albo go raczej na te nogi z powrotem postawić. Że wszystko w końcu wróci do normy, ludzie będą się nawzajem zabijać, bo ta cieplarniana egzystencja, która jest naszym udziałem może i jest dobra, bo łatwa, ale tak naprawdę to zamieniła ludzi w konsumpcjonistyczne zombies.

Pierdoli Kolega jak potłuczony.

...

Święty Boże, Święty mocny, Święty a Nieśmiertelny
Zmiłuj się nad nami…
Od powietrza, głodu, ognia i wojny
Wybaw nas Panie!
Od nagłej i niespodzianej śmierci
Zachowaj nas Panie!
My grzeszni Ciebie Boga prosimy
Wysłuchaj nas Panie!
Jezu, przepuść! Jezu, wysłuchaj! O Jezu, zmiłuj się nad nami!
Matko, uproś! Matko, ubłagaj! O Matko, przyczyń się za nami!
Wszyscy Święci i Święte Boże, módlcie się za nami!

Napisał/a: Baloun Pierdoli Kolega jak potłuczony.

...

Święty Boże, Święty mocny, Święty a Nieśmiertelny
Zmiłuj się nad nami…
Od powietrza, głodu, ognia i wojny
Wybaw nas Panie!
Od nagłej i niespodzianej śmierci
Zachowaj nas Panie!
My grzeszni Ciebie Boga prosimy
Wysłuchaj nas Panie!
Jezu, przepuść! Jezu, wysłuchaj! O Jezu, zmiłuj się nad nami!
Matko, uproś! Matko, ubłagaj! O Matko, przyczyń się za nami!
Wszyscy Święci i Święte Boże, módlcie się za nami!

No przecież napisałem, że to jest niezdrowa fascynacja, a nie że chcę, abyśmy my albo ktokolwiek inny musiał przeżywać okropieństwa wojny. No i nie zauważył kolega, że ta modlitwa ma sens właśnie dlatego, że istnieją epidemie, głód, pożary i wojny oraz groźba nagłej i niespodziewanej śmierci?

Totalna rebelia wzbiera w nas przeciwko ostatecznemu buntowi. Całkowite odrzucenie demokratycznej doktryny jest ostatnim i skromnym refugium dla ludzkiej wolności. W naszych czasach rebelia jest albo reakcyjna, albo jest obłudną i tanią farsą.

Napisałem tak, bo o ile Adimad widzi potencjalne zagrożenie dla konserwatywnej reakcji w tym, że kiedyś, może w przyszłości taki doczesny wiek złoty nadejdzie to Kolega uważa, że już mamy naokoło jedwab i cieplarnię. Proszę wyjść czasem z pałacu na ulice.

Rzecz w tym, że chrześcijaństwo i konserwatyzm w doczesności proponują li tylko środki doraźne, sugerując w dodatku, że tylko takie są naprawdę możliwe; - - - zaś transhumanizm i niektóre inne formy "gnostycyzmu" (jak komunizm) chcą przemiany całościowej, systemowej. Kogo komuniści nienawidzili najbardziej? Filantropów - świeckich czy kościelnych. Działalności charytatywnej, ochronek itd.

"Od powietrza, głodu i wojny / wybawiliśmy się sami, Panie / także dzięki, ale nie trzeba" - mogliby zaintonować transhumaniści.

Napisał/a: Adimad Rzecz w tym, że chrześcijaństwo i konserwatyzm w doczesności proponują li tylko środki doraźne,

Konserwatysta mógłby pójść takim torem, że transhumaniści stworzą swoje zła i nowe problemy. Żadne rozwiązanie nie jest idealne, każde tworzy swoje własne problemy.

Przykład wymyślony na poczekaniu: postęp medyczny wydłuża życie i jednocześnie tworzy grupę starych i schorowanych. Każde wydłużenie życia, każde ratowanie życia jest dobrem, ale każdy kolejny stopień tego procesu wymaga jeszcze więcej środków i sił, dzielenia środków, które zawsze będą skąpe.

Jakie zła i krzywdy będą wyrządzane między bytami żyjącymi w pamięci komputera?

I pamiętajmy, że każdy raj na ziemi ma skończony okres przydatności do spożycia. Prędzej czy później surowce i zasoby, które go utrzymują, czy to materialne czy intelektualne zostaną zużyte.

Oczywiście po drodze do tego raju kultura i społeczeństwo w jakim żyjemy mogą zostać zdemolowane.

Napisał/a: Baloun Kolega uważa, że już mamy naokoło jedwab i cieplarnię. Proszę wyjść czasem z pałacu na ulice.

Kolega trochę nadinterpretuje moje słowa. Wcale tak nie uważam, niemniej jednak w porównaniu do czasów II Wojny światowej albo nawet Zimnej Wojny, kiedy ludzie żyli w ciągłym strachu, nasza egzystencja jest bardzo komfortowa. I poza rzadkością zasobów nic nam nie zagraża, a raczej tak nam się wydaje.

Totalna rebelia wzbiera w nas przeciwko ostatecznemu buntowi. Całkowite odrzucenie demokratycznej doktryny jest ostatnim i skromnym refugium dla ludzkiej wolności. W naszych czasach rebelia jest albo reakcyjna, albo jest obłudną i tanią farsą.

Napisał/a: Adimad i widzi kolega, że samochody już się same kierują, że niańka z dziećmi to android

Samochodzoncy samochody? Pszebardzo. Nualesz jakisz to tranckumanis? Pozatem o ilesz jusz to bendo to pszeważnie samochodzoncy atobusy i taksuwki albowię luckoś kierywa samochodamy takosz dla pszyjemności.

Na ten tomiast zes to niańko to bajenda. Milijon razy wienksza niż lewicujonce deskorolki kturych mieliźwa zaposiadyweć wew roku 2015. I cusz? I dupa.

Ilesz drogich piniendzy Kulega gotuw jezd postawieć pszeciw mojemusz twierdzeniusz isz wew roku 2035 żadnych niańków-ańdroiduw nie bydzie?

Poszet na kursa limgistyczne. Nualesz nie skączeł.

I jeszcze dodam bez gnębonienia.

Różnica między nami jest taka, że Kolega chyba uważa, że w temacie AI i tematach okołopodobnych właśnie się rozpędzamy i lada chwila coś z tego będzie naprawdę przełomowego. Na przykład androidy w roli nianiek.

A ja uważam, że właśnie hamujemy. Coś mniej więcej jak w latach 70-80-tych kiedy hamowała kosmonautyka. Też coś tam się przecież działo, ale jak teraz widać najfajniejsze, najbardziej przełomowe już się zrobiło.

Moim zdaniem energia pójdzie raczej w stronę stosunkowo drobnego dogadzania ludzkiej inteligencji i ludzkiemu zdrowiu a nie w jakieś przełomowe projekty AI. Czyli właśnie w "inteligentne" protezy, "inteligentne" automaty czy półautomaty pomagające staruszkom chodzić itp. itd. Z tym że tu "inteligentne" trzeba zawsze pisać w cudzysłowie. Bo to będzie miało więcej wspólnego z "inteligentnym" grzejnikiem, który się włącza i wyłącza w zależności od temperatury. Do tej samej kategorii łapią się "inteligentne" maszyny bojowe.

Realny trend to wygoda życia i jej umasowienie. I tanie zabijanie wolnego czasu. Przecież na dziś więcej naturalnej inteligencji jest zajętej obmyślaniem nowych gierek na smartfony albo do netu niż obmyślaniem AI. :-)

Zwłaszcza że na razie kompletnie nie wiiadomo jak to ugryźć. Jak się kombinowało przy fonografie to było wiadomo: trzeba jakoś zapisać fale dźwiękowe. I można było rozsądnie przewidywać, że to z roku na rok będzie wychodzić coraz lepiej. A co to znaczy "załadować świadomość do komputera"? Co trzeba zapisać? Nawet tego nie wiadomo.

Poszet na kursa limgistyczne. Nualesz nie skączeł.

Napisał/a: św. Gnębą potykejoncy sie zez inwalido piekielnoMoim zdaniem energia pójdzie raczej w stronę stosunkowo drobnego dogadzania ludzkiej inteligencji i ludzkiemu zdrowiu a nie w jakieś przełomowe projekty AI. Czyli właśnie w "inteligentne" protezy, "inteligentne" automaty czy półautomaty pomagające staruszkom chodzić itp. itd.

O, to by było nawet niezła przyszłość.

Tylko jak wiele z tego, co uważamy za część człowieczeństwa będzie można dzięki takim "inteligentnym" protezom zastąpić i usprawnić nie do poznania?

Copyright © 2011 Rebelya.pl Wszelkie prawa zastrzeżone.