Dlaczego 'tech-gnoza' (określenie Erika Davisa) i transhumanizm (szeroko pojęty, nie tylko jako kopiowanie umysłu do komputera) są niebezpieczne dla 'tradycyjnych religii', dla 'ścieżki prawej ręki' bardziej niż dotychczasowe formy gnozy, znane od tysięcy lat?

Cóż, w największej ogólności wynika to z faktu, że dotychczas 'lewa ręka' działała na tym samym polu, co i 'prawa'. Mogła obiecać wyzwolenie po śmierci, a jeśli za życia, to zazwyczaj w jakimś niejasnym, duchowym sensie. Mogła pokazać brodatego maga czy guru o uduchowionym wzroku i twierdzić, że tak wygląda człowiek wyzwolony, który zrozumiał, że jest Bogiem - ale niestety, taki był z niego Bóg, co nie umiał sobie poradzić ze wzdęciami i długami u lichwiarzy. Mogła wskazać alchemika, który przez 20 lat zwodził swego mecenasa-księcia, mieszając gówno z surowym jajkiem i obiecując, że wyprodukuje z tej mikstury złoto; ale nie wyprodukował tylko uciekł z trzosami monet (ewentualnie zgnił w lochu) - i znów całą boską moc trzeba było przenieść na plan symboliki, metafory i duchowości.

Ale dziś nowa gnoza może powiedzieć: tym razem mamy fakty, empiryczne, namacalne skarby. Błogosławieni, którzy nie uwierzyli, tylko przyszli i zobaczyli. To działa. Stary, transcendentny Bóg nadal obiecuje wyzwolenie duchowe, którego większość ludzi nie jest nawet w stanie zrozumieć - oraz zbawienie po śmierci, czego nie możemy sfalsyfikować po tej stronie. My tymczasem oferujemy konkret - nieśmiertelność może i nie wieczną (bo w końcu gwiazdy zgasną), ale wystarczająco długą, by nie robiło to różnicy; - moce przemiany, które co prawda wciąż będą udoskonalane, ale już na wejściu będą oszałamiać. I tak jak w gnozie: nie wiara, nie łaska, ale wiedza.

Naturalnie dotyczy to nie tylko technofilów, ale też i innych ruchów czy zjawisk, które kwitną w tych czasach: jak LGBTQ, modyfikacje ciała, globalizacja kultury itd.

W tym kontekście zabawne jest bardzo prawaki-biedaki nie pojmują, o co w tym wszystkim chodzi; - i myślą, że poradzą sobie z tematem, publikując jakieś oszołomskie broszurki doktora Camerona o bakteriach kałowych i igraszkach sodomickich. A przecież 'gaye' jako tacy nie mają tu żadnego szczególnego znaczenia - to po prostu jedna z wypustek 'ogólnego wyzwolenia', tyle że z praktycznych powodów najbardziej obecnie krzykliwa. W istocie chodzi jednak nie o męski seks analny, ani nawet nie o seks z kimkolwiek gdziekolwiek, tylko o cokolwiek gdziekolwiek, o przekroczenie wszelkich ograniczeń i realizowanie swojej 'thelemy'.

***

Ogólnie prawactwo nie ma chyba na razie żadnej innej odpowiedzi na te pytania niż bagatelizowanie tematu + ew. wzgardliwe machnięcie ręką i zaburczenie czegoś o tym, że "Faust, Frankenstein i Wieża Babel - i że na pewno tak się to skończy - i jeszcze hyhy, my pesymiści antropologiczni będziemy się ostatni śmiać"; ale to jest życzenie, a nie jakieś dowiedzione prawo. Konserwatyści poklepują się po plecach, mówiąc, że "człowiek nigdy nie ucieknie z wygnania poza Eden i nigdy nie zdusi w sobie tęsknoty za rajem", ale wesoły transhumanista mówi: "Nie musi nigdzie uciekać i nigdzie wracać, właśnie buduje sobie raj na Ziemi - i to rzeczywiście działa; anioł z mieczem ognistym stoi u bram Edenu, ale chętnych do szturmowania już nie ma", ewentualnie: "Człowiek przestanie być starym człowiekiem, a ciało uwielbione skonstruuje sobie bez postów, umartwień i zmartwychwstania, dostaniecie namacalny dowód na to, że gnoza, magia i alchemia zadziałały - w scjentystycznym paradygmacie - i że historie o koronie stworzenia, o biologicznym ciele, do którego zamontowana jest na stałe dusza, o tym, że świadomość to coś wyjątkowego, że śliski, biologiczny starter-pack łaskawie dany przez Demiurga to niezastępowalne opus magnum, że w pocie czoła pracować będziesz, a w bólu rodzić, że dobra są rzadkie, a życie ulotne i nędzne - właśnie zostaną sfalsyfikowane". --- --- --- To są problemy jutra, a poniekąd i problemy dnia dzisiejszego, zupełnie fundamentalne dla religii, gospodarki, filozofii, koncepcji człowieka itd.; a prawaki dyskutują o ustaszach, rajtuzach albo o tym, czy w prawilnie karlistowskich Kortezach powinna być reprezentacja cechu rybaków; albo czy narodowe państwo pracy oprzeć na robotnikach, czy na chłopach; albo myślą, że w gender / lgbtq i tego typu rzeczach naprawdę chodzi o sodomię jako taką.

Napisał/a: Adimad Tato, nie będę już więcej grać na skrzypcach.

Jak powynajdyweli wew dziewińćnastem wieku pjanole to tysz sie muwieło isz fortepianisty zara straco robote albowię pszeca nik tak ruwno i szypko jak takasz maszynka nieczegusz nie wypianiza.

I cusz? Dupa.

Poszet na kursa limgistyczne. Nualesz nie skączeł.

Napisał/a: św. Gnębą potykejoncy sie zez inwalido piekielno

Napisał/a: Adimad Tato, nie będę już więcej grać na skrzypcach.

Jak powynajdyweli wew dziewińćnastem wieku pjanole to tysz sie muwieło isz fortepianisty zara straco robote albowię pszeca nik tak ruwno i szypko jak takasz maszynka nieczegusz nie wypianiza.

I cusz? Dupa.

No i wiela Kulega zna fortepianistów ? Bo dawniej każdy jeden w lepszym towarzystwie potrawił plumkać, śpiewać y grać na skrzypkach. Tudzież rysować i szkicować. A w każdej knajpie i saloonie stało pjanino do grania i socjalizowania się. Teraz w 90% wszystko leci z puszki no chyba, że kwartet smyczkowy na weselu u dr Kluczyka.

Poza tem pianola faktycznie była zapewne tylko jako-taką imitacją, obrażającą rozum i godność co bardziej muzykalnego człowieka*. Ale w opowiadaniu Williamsona humanoidy naprawdę wycinają na skrzypcach lepiej niż humany właściwe. Teraz to jeszcze niemożebne, ale kiedyś...? Poza tym większości ludzi nie jest potrzebna jakaś perfekcyjna, stuprocentowa dokładność. Tak jak i dziś są tacy, co to zarzekają się, że ni ma to jak placek ręcznie walcowany czerstwymi dłońmi jakiegoś ekologiczno-tradycyjnego kuchcika, to jest panie smak dzieciństwa, a nie te fabryczne piekarnie, albo że żadna maszyna nie zastąpi modystki wygniatającej kapelusza w swoim małym zakładziku. Ale takich ludzi jest niewielu (klientów i rzemieślników), a poza tym podejrzewam, że przynajmniej w niektórych branżach ma to więcej wspólnego z wmawianiem sobie czegoś niż z autentycznymi przewagami.

* Upadeg takiego luźnego, salonowego, rodzinnego muzykowania to raczej skutek rozpowszechnienia się zapisu muzyki - pastuszek nie musi już ciumkać w fujarkę, może sobie włączyć techno z odtwarzacza mp3. Tak czy inaczej, to też rodzaj zgłupienia, jak też i przeładowania informacją - dawniej muzyka z konieczności była wydarzeniem (ktoś musiał się pojawić, kto potrafił coś zagrać, musiał zechcieć zagrać, konieczny był instrument, jak się ze 2 - 3 razem instrumenty zebrało, to już była grubsza sprawa itd.), dzisiaj nawet ręki nie trzeba wyciągać, żeby się nachapać. Ma to swoje plusy, no pewnie. Ale jednak i minusy.

Napisał/a: Baloun No i wiela Kulega zna fortepianistów ? Bo dawniej każdy

Jeszcze miej znam lokajuw wew rebelyach zez śrybnemy szamerunkamy mimosz isz nik maszynki do lokajenia nie wynales.

Nualesz ktusz wie czy lokai sie nie wruco. Pszeca mnusfo szyskiego luckoś zaposiadywa guwnie zez poczeby prestyżu

To so procesy niepszewidywalni!

Jakosz napisełem wew popszedniem wpisie.

Poszet na kursa limgistyczne. Nualesz nie skączeł.

Napisał/a: Adimad Ale takich ludzi jest niewielu (klientów i rzemieślników),

A ktusz powyzabrania iszby jejich beło wiency?

Cusz zez tegusz isz ałtomatoły byndo robieć pińcet obuwiuw na sekunde kiedysz obyczej nakazywa iszby obuw beł lucko renko robiony..

Szysko prestyż.

A pocusz tera so zygarki za tysience i milijony kiedysz kużden jeden zaposiadywa zygarek wew komurkie?

A pocusz so piura odwieczni kiedysz sesemensa tysz piszo zez komurki?

Czemusz to waryjactwo zes eleganckiemy markamy i podrupkamy? Nie mogliby szyskie baby chodzieć zes lekramuwkamy? Pszeca so praktyczni i tani.

Poszet na kursa limgistyczne. Nualesz nie skączeł.

Naukowcy z uniwersytetu w Ohio wyhodowali w laboratorium niemal kompletny ludzki mózg. Narząd wielkości gumki od ołówka ma wyraźną i rozpoznawalną strukturę i zawiera 99 proc. genów obecnych w ludzkim organizmie. Naukowcy poinformowali, że zawiera też większość typów komórek, które występują w mózgu dorosłego człowieka.

– Gdybyśmy pozwolili mu rozwijać się dłużej, zapewne wypełnilibyśmy tę jednoprocentową lukę – powiedział profesor Rene Anand z uniwersytetu w Ohio.

– Od dawna walczymy o to, by rozwiązywanie złożonych problemów chorób mózgu było bardziej efektywne. Model, który udało nam się wyhodować, jest dobrą wróżbą. Daje nam nowe, dużo lepsze opcje do testowania i rozwijania metod terapeutycznych, które dotychczas nie były osiągalne – zapewnił profesor Anand.

Mózg ma zaczątek rdzenia kręgowego

Wyhodowany mózg został wytworzony ze zmodyfikowanych genetycznie komórek skóry. Wzrost tkanek trwał 15 tygodni. Mózg ma nawet zaczątek rdzenia kręgowego. Przeprowadzony na nim rezonans magnetyczny wykazał, że narząd pracuje prawidłowo – znajdujące się w nim neurony przesyłają między sobą impulsy.

Naukowcy zapewnili, że wyhodowany przez nich mózg nie myśli. Niemal idealnie odwzorowuje jednak pracę ludzkiego narządu, więc będzie można na nim przeprowadzać eksperymenty, stosować nowe leki, a to wszystko bez zagrożenia na zdrowia i życia człowieka.

Profesor Anand i jego współpracownicy założyli firmę, która planuje hodować mózgi na większą skalę.

http://www.tvp.info/21317745/naukowcy-wyhodowali-ludzki-mozg-zalozyli-firme-chca-dzialac-na-masowa-skale

„Nie mamy żadnych bodźców sensorycznych, które działają na nasz wyhodowany mózg. Ten rozwijający się organ w żaden sposób nie potrafi myśleć” – zapewnił Anand.

http://wiedzoholik.pl/naukowcy-odtworzyli-w-laboratorium-w-99-procentach-mozg-czlowieka/

hyhy

http://tylkonauka.pl/wiadomosc/czlowiek-ktory-praktycznie-nie-posiada-mozgu-dowodzi-ze-nauka-nie-ma-bladego-pojecia-czym-

^up. publikacja: 21.08.2015

– Gdybyśmy pozwolili mu rozwijać się dłużej, zapewne wypełnilibyśmy tę jednoprocentową lukę – powiedział profesor Rene Anand z uniwersytetu w Ohio.

To dlaczego nie pozwolili się mózgowi rozwijać? ten 1% to wydaje mi się bardzo dużo. 3% to różnica z szympansem, 10% z kotem.

A gdyby taki mózg na poziomie 5 tygodniowego płodu "myślał" to co? In vitro złe, a takie badania byłyby dozwolone? I jak dalej rozwija się inicjatywa bo od artykułów minął rok z hakiem.

prawilny wędkarz to wojownik trzciny nie spuszcza z oka grillującej rodziny

Ne vim.

Swoją drogą, z innej bajki. A propos uploadingu: skoro komputer to generalnie struktura logiczna, a to, czy implementujemy ją w krzemie pod prądym czy np. na papierze, biologicznie albo w postaci mechanicznej, drewniano-blaszanej 'maszyny różnicowej' to (na gruncie teoretycznym, pomijając wydajność i miniaturyzację) sprawa drugorzędna - - - to z teorii uploadingu wynikałoby, że można np. 'przekopiować' człowieka do maszyny Babbage'a (udoskonalonej) albo do struktury zbudowanej np. ze 100 milionów ptaków mechanicznych dziobiących ziarenka. I niby co, w tej maszynie miałby się nam objawić przekopowiany Minsky, Kurzweil czy More? I zacząłby np. wysyłać nam komunikaty typu "Siemanko, siedzę sobie w maszynie różnicowej i bardzo tu klawo", klapiąc jakimiś drewnianymi klockami w określonej sekwencji? Brzmi legitnie?

A tu ciekawostka: jawnie 'sataniczne' vel 'lucyferiańskie' inspiracje p. More'a: http://www.libertarian.co.uk/lapubs/athen/athen003.pdf

[nie no, wiem, że to tak symbolicznie i że gadki o Prometeuszu, Lucyferze Carducciego etc. to stara i wyświechtana sprawa, ale tak gwoli porządku warto wiedzieć]

Nie przekonuje mnie argument, że "nie myśli".
Ale jak widać, już mamy te pytania graniczne w praktyce!!

Mój system RPG Science Fiction www.glebiaprzestrzeni.pl

>> Nie przekonuje mnie argument, że "nie myśli".

Hyhy, no może właśnie się odbili od kwestii duszy nieśmiertelny. Tj. od jej braku u golema / homunkulusa :-) Niech mu wygrawerują, temu mózgu, napis 'emet' na czole, oczywiście w hebrajskim alfabecie. Powinno zadziałać. W razie kłopotów wymazać pierwszą literę.

Obawiam się, że magia żydowska tutaj nie zadziała :)
Szczególnie, że mózg czoła mieć nie będzie. Na szczęście jest też opcja, aby "emet" było napisane na pergaminie aktywacyjnym włożonym w usta... Wait... ust też nie ma.
Partacze a nie porządni czarownicy ;)

Ale serio - nie przekonuje mnie, że nie myśli, o ile jest jakaś aktywność strukturze szarej.

Mój system RPG Science Fiction www.glebiaprzestrzeni.pl

skoro wystarczy 1/10 mózgu to może i wystarczy 1/100

I find your lack of faith disturbing

1. Duch fantastyki naukowej
Historycy fantastyki naukowej zazwyczaj sytuują jej narodziny na początku XIX stulecia. Niektórzy upatrują jej źródeł w opowiadaniach Edgara Allana Poego, łączących w sobie realizm opisu z „tajemną” i okultystyczną treścią. Inni za pierwszego twórcę fantastyczno-naukowego uważają angielską pisarkę Mary Wollstonecraft Shelley (żonę poety Percy B. Shelleya); jej Frankenstein albo współczesny Prometeusz, wiążący fantastykę naukową z okultyzmem, stal się z czasem punktem odniesienia dla wielu dzieł tego gatunku.

Typowe książki fantastyczno-naukowe pojawiły się jednak później, pod koniec XIX i na początku XX w, poczynając od Julesa Verne’a i Herberta Wellsa, aż po współczesnych autorów. Z podrzędnego gatunku literackiego, charakterystycznego dla amerykańskich „makulaturowych” wydawnictw periodycznych lat 30. i 40., fantastyka naukowa przeistoczyła się w następnych dziesięcioleciach w pełni uznany i szanowany na świecie gatunek literacki. Poza tym wiele obrazów filmowych, które osiągnęły niesłychany sukces, pokazuje, jak duch fantastyki naukowej zawładnął wyobraźnią szerokich mas. Tanie i sensacyjne filmy science-fiction z lat 50. ustąpiły miejsca modnym i „ideowym” obrazom w rodzaju Odysei kosmicznej 2001, Gwiezdnych wojen czy Bliskich spotkań trzeciego stopnia, nie wspominając już o najpopularniejszym i najdłuższym z telewizyjnych seriali – Gwiezdnym safari.

Duch fantastyki naukowej wypływa z filozofii czy też ideologii, która częściej pozostaje w domyśle niż jest wyrażona bezpośrednio w słowach, z którą zgadzają się praktycznie wszyscy twórcy science-fiction. Filozofię tę można z grubsza zawrzeć w następujących stwierdzeniach:

1. Religia – w tradycyjnym sensie – jest nieobecna albo traktowana powierzchownie lub błędnie. Ten gatunek literacki sam w sobie jest bez wątpienia produktem ery „postchrześcijańskiej” (co widać już w utworach Poego i Shelley). W fantastyce naukowej wszechświat przedstawiany jest w sposób całkowicie świecki, choć niekiedy z mistycznymi elementami wschodnimi bądź okultystycznymi. „Bóg”, jeżeli w ogóle jest wspominany, to jedynie jako nieokreślona i bezosobowa siła (na przykład „Moc” w Gwiezdnych wojnach – energia kosmiczna, posiadająca zarówno swoją dobrą, jak i złą stronę). Rosnąca fascynacja współczesnego człowieka tematyką science-fiction to najlepsze świadectwo zagubienia tradycyjnych wartości religijnych.

2. W centrum fantastyczno-naukowego Wszechświata (w miejscu nieobecnego Boga) pojawia się człowiek – zwykle nie taki, jakim jest obecnie, lecz taki, jakim „stanie się” w przyszłości, zgodnie ze współczesną mitologią ewolucji. I chociaż w bohaterach fabuł science-fiction można jeszcze zobaczyć ludzi, to cały wysiłek autora skupia się na ich kontaktach z „super-manami” („nadludźmi”) różnego typu – od „wyżej rozwiniętych ras” przyszłości (a niekiedy i przeszłości) do przybyszów z innych galaktyk. Idea możliwości istnienia „wysoko rozwiniętego” rozumnego życia na innych planetach stała się częścią świadomości współczesnego człowieka w tak wielkim stopniu, że nawet poważne rozprawy naukowe (i półnaukowe) traktują ją jako coś zrozumiałego samo przez się. Jedna z popularnych serii książkowych (Erich von Daniken, Bogowie z kosmosu) przedstawia przypuszczalne świadectwa obecności w dawnych dziejach ludzkości „pozaziemskich istot”, czyli „bogów”, którym przypisane zostaje nagłe przebudzenie rozumu w człowieku, tak trudne do wyjaśnienia na gruncie zwykłej teorii ewolucji. Poważni uczeni w Związku Sowieckim zastanawiają się nad tym, czy zniszczenie Sodomy i Gomory nastąpiło w wyniku wybuchu nuklearnego, czy „pozaziemskie” istoty już przed wiekami odwiedzały Ziemię, czy Jezus Chrystus był „kosmonautą” i czy dziś, być może, nie stoimy u progu „drugiego przyjścia” rozumnych istot z przestrzeni kosmicznej17 . Nie mniej szacowni uczeni na Zachodzie tak bardzo wierzą w istnienie „pozaziemskich istot rozumnych”, że już od osiemnastu lat próbują nawiązać z nimi kontakt za pomocą radioteleskopów, obecnie zaś co najmniej w sześciu miejscach naszej planety astronomowie prowadzą poszukiwania rozumnych sygnałów z kosmosu. Z kolei współcześni „teologowie” protestanccy i katoliccy, którzy przywykli podążać za nauką, dokądkolwiek by ona prowadziła, debatują nad nowymi problemami w dziedzinie „ekzotologii” („teologii przestrzeni kosmicznej”), dotyczącej możliwej natury „pozaziemskich ras”18. Nie da się zaprzeczyć, że świat, który powołał do życia fantastykę naukową, posiada nieodpartą siłę przyciągania nawet dla wielu uczonych mężów naszych czasów.

Przyszłe „wyewoluowane” istoty w literaturze science-fiction niezmiennie przedstawiane są jako te, które „przerosły” ograniczenia współczesnego człowieczeństwa, zwłaszcza granice „osobowości”. Podobnie jak „Bóg” fantastyki naukowej, człowiek stał się zadziwiająco bezosobowy. W książce Arthura Clarka Koniec dzieciństwa nowa rasa ludzka podobna jest do dzieci, lecz z twarzami pozbawionymi oznak indywidualności; są oni już przygotowani, by poprowadzono ich przez dalsze „ewolucyjne” transformacje, żeby w końcowym rezultacie stać się bezosobowym „nadrozumem”. W ogóle literatura science-fiction, w odróżnieniu od chrześcijaństwa (za to w zgodzie z niektórymi szkołami wschodniej myśli), postrzega „ewolucyjny rozwój” oraz „duchowość” jako wciąż wzrastającą depersonalizację.

3. Fantaści widzą przyszłość świata i ludzkości jako „projekcje” dzisiejszych odkryć naukowych. W gruncie rzeczy jednak te „projekcje” zadziwiająco przypominają codzienną rzeczywistość okultystycznych i otwarcie demonicznych doświadczeń wielu wieków. Wśród cech, które posiadają „wysoko rozwinięte” istoty przyszłości, znajdziemy między innymi: telepatię, umiejętność lewitowania, materializowania i dematerializowania, zmieniania widzialnej formy rzeczy lub stwarzania iluzorycznych scen czy istot siłą „czystej myśli”, zdolność poruszania się z szybkością o wiele przewyższającą możliwości współczesnej techniki, opanowywania ciał mieszkańców Ziemi; a także rozwijanie „duchowej” filozofii, jaka „przewyższy wszystkie religie” i obiecuje stan, w którym „rozwinięte istoty rozumne” nie będą już więcej zależne od materii. Wszystko to są typowe chwyty i obietnice czarowników i biesów. W nowej książce na temat historii science-fiction zauważono, że „współczesnym aspektem fantastyki naukowej jest dążenie do wyjścia poza granice normalnego doświadczenia [...] za pośrednictwem wyobrażenia osób i zdarzeń, które pokonują granice czasu i przestrzeni w takim sensie, w jakim je znamy”. Scenariusze Gwiezdnego safari czy innych historii science-fiction, z ich futurologicznymi „naukowymi” wynalazkami, czyta się niekiedy jak urywki z żywotów dawnych świętych prawosławnych, w których opisywano działanie czarowników w czasach, gdy czarownictwo było jeszcze jednym z głównych przejawów pogańskiego życia. W ogóle fantastyka naukowa nie jest ani za bardzo naukowa, ani futurologiczna – już prędzej cofa się ona do „mistycznych” źródeł współczesnej nauki, do nauki przedoświeceniowej, która jest znacznie bliższa okultyzmowi. Ta sama praca na temat historii science-fiction stwierdza, że „korzenie fantastyki naukowej, jak i korzenie samej nauki, tkwią w magii i mitologii”. Dzisiejsze badania i eksperymenty w dziedzinie „parapsychologii” także wskazują na postępujące przenikanie się nauki i okultyzmu – jest to wizja, z którą fantastyka naukowa znajduje się w pełnej zgodzie.

Science-fiction w Związku Sowieckim (gdzie gatunek ten jest popularny tak samo jak na Zachodzie, choć rozwija się nieco inaczej) zajmuje się tymi samymi problemami, co i na Zachodzie. W ogóle tematyka „metafizyczna” w sowieckiej fantastyce naukowej (która rozwija się pod bacznym okiem cenzorów-materialistów) ewoluuje pod wpływem zachodnich autorów lub pod bezpośrednim oddziaływaniem hinduizmu, jak w przypadku pisarza Iwana Jefremowa. Czytelnik literatury science-fiction, mówiąc słowami Grebensa, „pozostaje z całkowicie chwiejną sposobnością krytycznej oceny różnicy między nauką a magią, między uczonym a czarownikiem, między przyszłą realnością a fantazją”. ”Fantastyka naukowa i na Wschodzie, i na Zachodzie – twierdzi tenże autor – dowodzi, podobnie jak inne aspekty współczesnej kultury, że najwyższym stopniem humanizmu jest okultyzm”19 .

4. Fantastyka naukowa, jako gatunek futurologiczny, niemal z samej swojej natury skłania się ku utopii; wiele powieści lub opowiadań jest w całości wypełnionych opisem doskonałych społeczeństw przyszłości, w większości pozostałych zaś autorzy mówią o „ewolucji” współczesnego społeczeństwa, prowadzącej je do czegoś wyższego, lub o spotkaniach z wyżej rozwiniętymi cywilizacjami, które przynoszą nadzieję na rozwiązanie dzisiejszych problemów i poradzenie sobie ze wszystkimi niedostatkami ludzkości. „Doskonałe istoty” z przestrzeni kosmicznej często posiadają zdolność „wszechwiedzy”, zaś lądowania statków kosmicznych na Ziemi często zapowiadają „apokaliptyczne” zdarzenia – zazwyczaj zstąpienie życzliwych istot, które chcą kierować ludźmi w ich „ewolucyjnym doskonaleniu się”.

Można powiedzieć, że literatura science-fiction XX wieku jest wymownym znakiem utraty chrześcijańskich wartości i chrześcijańskiego spojrzenia na świat; stała się ona potężnym środkiem rozpowszechniania niechrześcijańskiej filozofii oraz poglądów na życie i na historię, pozostając w gruncie rzeczy pod nieskrywanym lub zamaskowanym wpływem okultyzmu i wschodnich religii; w krytycznym czasie kryzysów oraz stanów przejściowych ludzkości stała się ona główną siłą, zmuszającą do nadziei czy nawet do oczekiwania na „gości z kosmosu”, którzy rozwiążą wszystkie problemy ludzkości i powiodą człowieka ku nowemu „kosmicznemu” wiekowi w historii. I chociaż na pozór literatura science-fiction nie jest religijna, lecz naukowa, to w rzeczywistości jest ona jedną z głównych form apostolstwa (w świeckiej formie) owej „nowej świadomości religijnej”, która zaleje ludzkość w miarę ustępowania chrześcijaństwa.

Należy koniecznie o tym wszystkim pamiętać, gdy przystępujemy do analizowania rzeczywistych informacji o pojawieniu się „niezidentyfikowanych obiektów latających”, stanowiących zadziwiającą odpowiedź na pseudoreligijne nadzieje, jakie nagromadziły się w człowieku ery „postchrześcijańskiej”.

(Seraphim Rose - Prawosławie a religia przyszłości)

http://monasterujkowice.pl/books.php?b=12&c=6

Można tylko rzec, że o. Seraphim był dość wybiórczo oczytany w literaturze s-f. Tłumacz też daleko zawędrował podczas tego gwiezdnego safari...

Z "Gwiezdnym safari" to faktycznie śmieszna sprawa; niemniej co do reszty, to w dużej mierze opis się zgadza, jeśli za punkt odniesienia brać amerykańską science-fiction tzw. 'złotego wieku'. Asimov, Van Vogt, Campbell, Hubbard, Heinlein, Clarke (to Anglik, no ale mniejsza o to), Simak, Wollheim itd. Tudzież czołowych, komunistycznych autorów sowieckich. Nawiasem mówiąc i uprzedzając ew. zarzut, niewiele tu zmienia fakt, że wielu pisarzy prezentowało negatywne skutki rozwoju technologii czy zmian społecznych, z wizjami katastroficznymi włącznie.

Napisał/a: Adimad wiezdnych wojen czy Bliskich spotkań trzeciego stopnia, nie wspominając już o najpopularniejszym i najdłuższym z telewizyjnych seriali – Gwiezdnym safari.

Czo? Może "STAR TREK"?

Faktycznie, nie tłumacz, lecz tłumok :P

I am the Lemming King, I can do everything

Brakuje w tem wątku ilustrancyji muzyczney, zdecydowanie.
Piersze koty za płoty: https://goo.gl/PZv5T1

dwie stopki

Napisał/a: BrunonBonifacy

Brakuje w tem wątku ilustrancyji muzyczney, zdecydowanie.
Piersze koty za płoty: https://goo.gl/PZv5T1

ilustracja była - "Brain Salad Surgery"

I find your lack of faith disturbing

Napisał/a: Filioquist ilustracja była

Ano tak, aale kiedy to było, najstarsze Rebelyanty zapomli...

dwie stopki

I jak tam, smyki? Dalej heheszki, że nic nie będzie, a jak będzie, to jakoś to będzie? o/

Napisał/a: Adimad jak będzie, to jakoś to będzie

Przecież tak właśnie będzie.

dwie stopki

Napisał/a: Adimad I jak tam, smyki? Dalej heheszki, że nic nie będzie, a jak będzie, to jakoś to będzie? o/

Dalej nikt nie wytłumaczył jak miałaby funkcjonować gospodarka bez popytu.

Totalna rebelia wzbiera w nas przeciwko ostatecznemu buntowi. Całkowite odrzucenie demokratycznej doktryny jest ostatnim i skromnym refugium dla ludzkiej wolności. W naszych czasach rebelia jest albo reakcyjna, albo jest obłudną i tanią farsą.

Normalnie. Na przykład centralnie-rozdawniczo. Z drugiej strony, nikt nie wytłumaczył (Gary North próbował, wklejałem to wyżej, ale nie przekonuje mnie to), w jaki sposób pojedynczy kapitalista przekona sam siebie do tego, że to akurat on powinien zatrudnić ludzi, żeby móc im płacić, żeby mieli pieniądze, żeby mogli je wydawać i żeby przez to gospodarka się kręciła.

Bez przygotowania się, jakoś to będzie, bo nie ma innego wyjścia. Tylko obawiam się, że będzie to ze szkodą dla wielu, bo decyzje podjęte zostaną zbyt pochopnie, ad hoc...

Mój system RPG Science Fiction www.glebiaprzestrzeni.pl

Napisał/a: Adimad

Normalnie. Na przykład centralnie-rozdawniczo. Z drugiej strony, nikt nie wytłumaczył (Gary North próbował, wklejałem to wyżej, ale nie przekonuje mnie to), w jaki sposób pojedynczy kapitalista przekona sam siebie do tego, że to akurat on powinien zatrudnić ludzi, żeby móc im płacić, żeby mieli pieniądze, żeby mogli je wydawać i żeby przez to gospodarka się kręciła.

w wątku podawano wiele przykładów zajęć, za które jedni ludzie będą skłonni jeszcze długo płacić innym ludziom chętniej niż za baterie do androida

dlaczego Kulegę to nie przekonuje?

I find your lack of faith disturbing

To zależy jak długo - co innego perspektywa 10-20 lat (okej), a co innego - 50-70 lat.

A dlaczego? Ano dlatego, że przynajmniej część z tych przykładów (raczej duża) opierała się na założeniu (być może niejawnym), że roboty / boty / androidy będą zasadniczo nudne, niezdarne, drogie, nie-kreatywne, rażące sztucznością i nie-człowieczeństwem etc. - oraz że te czynniki przeważą w ich odbiorze, w chęci / niechęci do korzystania z nich.

Ale tu już koledze odpowiedziałem wcześniej: to tak jakby kolega pokazywał mi japońskiego WABOTA czy blaszaki z filmów sf z lat 50-tych; a ja mówię o świecie, w którym 'androidy marzą o elektrycznych owcach'.

Zresztą, po co komu lokaj, pokojówka, odźwierny czy windziarz (bo mniej więcej takie przykłady się pojawiły) w inteligentnym domu, którym człek se steruje myślą przy pomocy chipa w przedramieniu? Po co guwerner w świecie pełnego dostępu do wiedzy, do różnych elektronicznych kursów itd.?

To raz. Dwa, większość ludzi nie wyjdzie na ulice protestować w intencji przywrócenia "żywych" barmanów czy "żywych" kasjerek, fryzjerek etc., nawet jeśli formalnie będą coś-tam marudzić pod nosem. Zagłosują nogami. Zwłaszcza, jeśli w "ludzkich" lokalach, fabrykach, gospodarstwach itd. będzie konieczność opłacania premii za korzystanie z usług człowieka.

Trzy - tak czy inaczej, większość tych przykładów może się odnosić siłą rzeczy tylko do pewnej, w sumie niewielkiej liczby ludzi. Bo tylko niewielka liczba ludzi może być / stać się czy to kwalifikowanymi rzemieślnikami, czy to lokajami-maskotkami w liberii, czy psychologami, masażystami itd., czy artystami, poetami.

A tymczasem rzecz idzie o tę znaczącą większość, która już teraz pracuje jak roboty - pik, pik, pik, dwadzieścia dziewięć pięćdziesiąt osiem, kartą będzie?, pik, pik, pik... ; albo porządkując jakieś papiery, wykonując / odbierając sztampowe telefony itd.

W sumie może i dobrze, że jeśli praca człowieka nabiera gdzieś "robotycznego" charakteru, to skończy się z oszukiwaniem i po prostu postawi tam robota. Ale tak czy inaczej problem tego, co ze zwolnionymi - z ich dochodami oraz czasem wolnym i 'sensem życia' - pozostaje.

Swoją drogą, można też sobie wyobrazić ciekawe zjawisko, mianowicie deprecjację pewnych zawodów, które dziś uchodzą za wymagające wielkiej, specjalistycznej wiedzy i ciężkich studiów. W tym sensie, że np. prawnik czy lekarz może zostać sprowadzony po prostu do roli gościa, który przeszedł półroczny czy półtoraroczny kurs ogólnych zarysów swojej tematyki (bo po co więcej - ani tego nie spamięta, ani sam nie będzie w tym grzebać, od tego ma system ekspercki) - i teraz jego rola polega na tym, że jest np. posiadaczem maszyny diagnostycznej, do której można przyjść się i przebadać. Plus jakieś pozorowane działania typu "no, widzi pani, komputer sugeruje, że... taaak, taaak, ja się z tym zgadzam... no, może jeszcze zmienimy parametry... mhm... okej...".

Albo np. cała praca prawnika stricte związana z dokumentacją, wyszukiwaniem, łączeniem faktów zostanie zastąpiona przez system, a papuga czy prorok stanie się raczej psychologicznym ozdobnikiem od wykłócania się na sali sądowej, brania na litość, robienia marsowych min etc. W sytuacji, w której komputer już ustali, że wyrok musi być od 5 do 10 lat pudła i teraz określamy, ile dokładnie.

Jak również, nawet gdyby rzeczywiście zaczęła powracać moda na lokajów w liberiach, eleganckich kelnerów czy innych takich, to na pewno zejście w tym kierunku będzie sporym problemem psychologicznym dla ludzi, którzy myśleli, że będą "no kurde, robić coś fachowego, umysłowego, no nie wiem panie, coś liczyć, pisać, tworzyć". A tu se można zostać maskotkowym odźwiernym.

I oczywiście, jak pisałem, biorę to ceteris paribus, przyjmując w zasadzie pewne mocne, choć sztuczne założenie, że jeśli coś powstało w laboratoriach i prawidłowo hula, to za chwilę (rok - dwa - pięć - dziesięć) trafi do pełnego obiegu na rynku.

Pomijam natomiast różne kwestie socjalne, mentalnościowe, gospodarcze, religijne, polityczne itd. Bo wiadomo, można argumentować, że wynalazek kanalizacji ma już 5 tys. lat, a i tak wciąż w Polsce są miejsca, w których... itd. Albo że ktoś tam używa starej Nokii bez foto-aparatu, muzyczki itd. Albo że pani Marzenka po prostu lubi przychodzić co rano do swojego małego spożywczaka i w życiu by tam nie postawiła chińskiego androida za ladą, bo kto to panie widział i w ogóle to ona za stara na takie rzeczy.

Oczywiście te czynniki też są ważne, ale trudno mierzalne i ciężko byłoby się na nie zdawać. Byłoby to właśnie coś w stylu "e, panie, ludzie tacy gupi nie som, coś wymyślo".

I jeszcze może cytat z jednej grupki na FB, cytat z Ronalda Laseckiego (wypowiedź ciekawa, choć moim zdaniem zbyt optymistyczna):

***

1. proces automatyzacji rozmaitych prac będzie postępował i jest to zjawisko generalnie dobre, przede wszystkim zaś nie do powstrzymania, podobnie jak u progu XIX wieku nieodwracalne było zastąpienie produkcji nakładczej produkcją przemysłową.

2. w związku z powyższym wykształci się coś, co socjologowie opisują jako „społeczeństwo 20:80”; górne 20% najlepiej wykształconych będzie kierować technologią i utrzymywać ją w stanie używalności, pozostałe zaś 80% społeczeństwa stanie się w zasadzie ekonomicznie zbędne.

3. rosła będzie efektywność technologii i gospodarki, więc wytwarzać będzie się coraz więcej i coraz taniej. Problem nędzy, potem zaś także ubóstwa, z czasem zostanie zatem wyeliminowany – na Zachodzie już w tej chwili można w zasadzie rozdawać żywność i wodę i oporządzić każdemu potrzeby na poziomie całkiem znośnej egzystencji.

4. o ile rozwiązana zostanie zatem kwestia ekonomiczna, o tyle aktualna stanie się kwestia społeczna – inaczej jednak rozumiana; problemem będzie brak sensu życia u bezużytecznych ekonomicznie 80% społeczeństwa i morderczy pracoholizm 20% kwalifikowanych specjalistów. Problemem stanie się też jakość życia; mieszkanie w miastach, żywienie się modyfikowaną genetycznie żywnością z supermarketu lub fast-fooda i kontakt ze światem poprzez telewizję to dość zniechęcająca perspektywa.

Problem ten dotknął już w latach 1970. społeczność murzyńską w USA i znalazł wyraz w oddającym jej problemy nurcie filmowym tzw. „blacksploitation". Nurt ten co prawda szybko zaniknął, bo Murzynom przestało się podobać ich własne lustrzane odbicie, ale duch tego kina wraca również w popkulturze dzisiejszej – sygnalizującej problemy dzisiejszego społeczeństwa, np. w filmach (dość obrzydliwych, zresztą) typu amerykański „Ken Park” czy brazylijski „Baixio da Bestas”.

5. w związku z powyższym nie tylko nie zaniknie ale wręcz prawdopodobnie wzrośnie zapotrzebowanie na „wyroby na ludzką miarę”; żywność wytwarzaną naturalnymi metodami, mieszkanie poza miastem, małe salony usługowe (fryzjerzy, balwierze, puby), wytwory codziennego użytku produkcji rzemieślniczej (obuwie, ubranie, meble), małe sklepy (spożywcze, księgarnie, galanteryjne), rozmaite formy społecznego współżycia (stowarzyszenia, wolontariat, zbiorowa opieka nad dziećmi i kształcenie domowe) i twórczości (kółka zainteresowań, sport, zwierzęta).

Tak jak zatem pojawienie się e-booków nie spowodowało zaniku książki papierowej, tak również automatyzacja gospodarki nie doprowadzi do zaniku wytwórczości ludzkiej.

6. przyszła stratyfikacja społeczna będzie zaś dotyczyła tych, którzy z powodu rozmaitych czynników będą mieli dostęp jedynie do względnie darmowych dóbr produkowanych masowo przez automaty (już teraz podobno pojawiają się „drukarki jedzenia 3D” wytwarzające za pół darmo różne potrawy poprzez mieszanie różnokolorowych papek i kleików) i tych, którzy w pewnym sensie wrócą do gospodarki naturalnej – mając dostęp do czystego środowiska, ekologicznej żywności, ładnego krajobrazu, kultury, zajęć nadających ich życiu sens.

7. zadaniem polityki tożsamościowej jest więc takie kształtowanie środowiska ludzkiego życia, by jak największej liczbie ludzi umożliwić życie twórcze i znaczące; poprzez wspieranie decentralizacji, zakorzenienia, drobnej wytwórczości, kooperatyw, samorządności, rodzimej kultury etc. Na przykład, dzisiejszy rozwój transportu i komunikacji przekreśla sens koncentracji w miastach czy w stolicy urzędów, instytucji naukowych, zakładów produkcyjnych etc. - można rozproszyć je względnie równomiernie po kraju, nie zmniejszając w ten sposób ich efektywności.

8. kolejnym problemem jest produktywizm zżerający warstwy rzeczywiście istotne gospodarczo, co też znalazło już od lat 1980. wyraz w co najmniej kilku głośnych amerykańskich i polskich filmach i książkach o giełdziażach i warstwie kierowniczej zachodniego biznesu. Pęd do wytwarzania i zarabiania sum tak absurdalnie wysokich że aż niemożliwych do skonsumowania, zakładając nawet najdziksze „używanie” bogactwa – bo do takiego poziomu zachodnie elity finansowe doszły już gdzieś pod koniec lat 1970., trzeba po prostu ograniczyć zakazami państwowymi: dla równowagi gospodarki i społeczeństwa, jak i dla dobra samych elit finansowych, których degrengolada moralna, obyczajowa, kulturowa i nawet fizyczna jest aż nadto dobrze zilustrowana wspomnianymi utworami literackimi (np. „American Psycho", "12 twarzy Grey'a") i filmowymi (np. amerykański „Wall Street”, polski „Amok”).

9. wszelkie ingerencje naruszające integralność osoby ludzkiej i jej osobową godność (klonowanie, H+, modyfikacje ciała, niektóre operacje plastyczne i przeszczepy etc.) powinny zostać zakazane prawnie. Nie jest prawdą, że jeśli coś jest technicznie możliwe, to musi się prędzej czy później zmaterializować; już dziś możemy tworzyć hybrydy ludzko-zwierzęce, klonować ludzi, stosować reklamy podprogowe i techniki zbiorowej psychomanipulacji przy użyciu np. środków chemicznych ale tego nie robimy, więc da się takie rzeczy trzymać w ryzach.

***

Napisał/a: Adimad Normalnie. Na przykład centralnie-rozdawniczo. Z drugiej strony, nikt nie wytłumaczył (Gary North próbował, wklejałem to wyżej, ale nie przekonuje mnie to), w jaki sposób pojedynczy kapitalista przekona sam siebie do tego, że to akurat on powinien zatrudnić ludzi, żeby móc im płacić, żeby mieli pieniądze, żeby mogli je wydawać i żeby przez to gospodarka się kręciła.

Ale centralne rozdawnictwo nie działa. I powszechna robotyzacja tego nie zmieni, bo nieograniczony (no nie do końca, ale bliżej niż dzisiaj) będzie dostęp do pracy, a nie do surowców i innych zasobów. W sytuacji, gdy przestaje działać jakakolwiek kalkulacja ekonomiczna (a tutaj o tym mówimy, nie o jakimś tam interwencjonizmie) nie jest możliwe racjonalne rozporzadzanie ograniczonymi zasobami.

Ja widzę trzy możliwości. Albo rzeczywiście "nic się nie stanie" i robotyzacja stworzy nowe miejsca pracy, zamiast likwidować stare. Albo robotyzacja doprowadzi do bezrobocia, a wtedy zniknie nie tylko rynek pracy jaki dzisiaj znamy, ale rynek w ogóle, wraz z istniejącymi dzięki niemu benefitami socjalnymi i skończy się to niewydajnym socjalizmem, w wyniku którego wszyscy zbiednieją, mimo że będą super środki produkcji.

Albo i ta opcja wydaje mi się najbardziej interesująca i satysfakcjonująca, będziemy mieli jakieś Nowe średniowiecze, ale nie w sensie historycznym, tylko takim, jak wyobrażali je sobie Chesterton i reszta: trzy krowy i kawałek pola, a do tego drukarka 3D i domowa elektrownia.

Totalna rebelia wzbiera w nas przeciwko ostatecznemu buntowi. Całkowite odrzucenie demokratycznej doktryny jest ostatnim i skromnym refugium dla ludzkiej wolności. W naszych czasach rebelia jest albo reakcyjna, albo jest obłudną i tanią farsą.

>> ale nie w sensie historycznym, tylko takim, jak wyobrażali je sobie Chesterton i reszta: trzy krowy i kawałek pola, a do tego drukarka 3D i domowa elektrownia.

Te nowe solarne dachówki od Elona Muska to jakby krok w tym kierunku.

Swoją drogą, korciło mnie niedawno, by napisać opowiadanie o takim świecie - w którym, z jednej strony, jest jakiś tam poziom dochodu gwarantowanego czy powszechnie dostępnego minimum żywnościowo-odzieżowego, a z drugiej - bezrobotni ludzie mogą, jeśli chcą, zajmować się korzenioplastyką, parzeniem egzotycznych herbat, sprzedawaniem ludowych wyszywanek etc., czy jakie kto by tam miał hobby. Ale morał miał być raczej gorzko-ironiczny: ponieważ wszystko to byłoby "na niby", ponieważ każdy miałby de facto finansową "poduszkę bezpieczeństwa", to mogłoby się okazać, że wcale nie daje to dostatecznej satysfakcji; właśnie z powodu braku napięcia; jak też i dlatego, że last but not least, humanoidy i tak robiłyby to wszystko tak samo dobrze lub nawet lepiej. Bohater historyjki chciałby wreszcie naprawdę zbankrutować, a tu nic - wróciłby do inteligentnego domu, zastanawiając się, jakiego 'rozwijającego hobby' spróbować jako kolejnego... :-)

jeśli to ma być ta tragedia przyszłości, to w sumie faktycznie jakoś to będzie :-)

I find your lack of faith disturbing

Napisał/a: ryzykfizyk

Albo i ta opcja wydaje mi się najbardziej interesująca i satysfakcjonująca, będziemy mieli jakieś Nowe średniowiecze, ale nie w sensie historycznym, tylko takim, jak wyobrażali je sobie Chesterton i reszta: trzy krowy i kawałek pola, a do tego drukarka 3D i domowa elektrownia.

Opowiadanko Poula Andersona pt. "Ostatni wybawcy ludzkości" z 1958 roku. Polecam znaleźć tłumaczenie na chomikuju albo zapoznać się z krótkim streszczeniem w langłidżu poniżej:

"After the USA and USSR have broken up, thanks to a source of cheap, decentralized solar energy, -- the highest level of political organization consists of libertarian-socialist townships. (Anderson would not have used the term socialist.) In these townships, the community owns the land and such tools of production as tractors, plows, and harvesters, but those who raise the crops own the produce. Others are also self-employed, preferring to produce quality, crafted goods as needed, and spending the rest of their time in other rewarding pursuits, such as making love and hunting deer, rather than worrying about making a profit. In a town in Ohio, the last capitalist debates the last communist, and everyone else is bored by their irrelevance."

Napisał/a: ryzykfizykAlbo i ta opcja wydaje mi się najbardziej interesująca i satysfakcjonująca, będziemy mieli jakieś Nowe średniowiecze, ale nie w sensie historycznym, tylko takim, jak wyobrażali je sobie Chesterton i reszta: trzy krowy i kawałek pola, a do tego drukarka 3D i domowa elektrownia.

Nie najgorszy trop, zwłaszcza w hybrydyzacji z opcją 1.

Zachowaj Porządek, a Porządek zachowa Ciebie

Napisał/a: Adimad Seraphim Rose - Prawosławie a religia przyszłości

Koleś jest czaderski z tym swoim odmawianiem naukowości SF.
ALe nazywanie Treka Gwiezdnym Safari jest przeurocze.
Napisał/a: BrunonBonifacy

Napisał/a: Adimad jak będzie, to jakoś to będzie

Przecież tak właśnie będzie.


Dokładnie.
Napisał/a: Unknown_UserAle serio - nie przekonuje mnie, że nie myśli, o ile jest jakaś aktywność strukturze szarej.

+1
Napisał/a: Adimad Normalnie. Na przykład centralnie-rozdawniczo.

Tam też jest popyt.

Zachowaj Porządek, a Porządek zachowa Ciebie

>> Koleś jest czaderski z tym swoim odmawianiem naukowości SF.

Akurat SF znałem kiedyś całkiem dobrze i to jest bardzo klarowny fakt, że duża część tego gatunku bazowała na "nauce" w jej rozumieniu czy też odłamie typowym dla new-age i pokrewnych nurtów. Była np. moda na dianetykę Hubbarda (lansował to Campbell z 'Astounding'), na eksperymenty psychodeliczne, na 'semantykę ogólną' Korzybskiego (van Vogt), nie mówiąc już o propsowaniu różnych istot czy grup (UFO, mutanci, magowie), które tradycyjnie podpadały pod religijne sankcje (jako diabły, wyrzutki itd.), a tu były na gruncie 'naukowym' usprawiedliwiane jako mające dostęp do wyższej wiedzy i techniki (ale niby wciąż 'science').

Oczywiście SF jest tak różnorodna, że to zawsze będzie grubsze uogólnienie, ale jednak był to silny nurt.

Napisał/a: Adimad ponieważ wszystko to byłoby "na niby", ponieważ każdy miałby de facto finansową "poduszkę bezpieczeństwa"

z całym dystansem do przedstawionej tu wizji. Rozumiem, że katastrofa w postaci ludzkości utrzymywanej przez roboty jeszcze nie nastąpiła, jednak podobne zjawisko da się zauważyć w tzw. 'rozwiniętych społeczeństwach'. Bardzo popularne jest wynajdowanie i kupowanie różnych rzeczy, niepochodzących z masowej produkcji, ludzie są skłonni za to więcej płacić. Jednak ci, którzy się zajmują taką działalnością, bardzo często traktują ją jako hobby, ile to razy w internetach widzieliśmy tytuł 'rzucił pracę w korpo, aby poświęcić się wytwarzaniu ekologicznego nawozu dla grzybków mung'. Chodzi mi o to, że chyba w cale nie jest tak, że żeby coś było fajne to twórca musi mieć nóż na gardle. Tylko wiarygodny jest artysta głodny - ale chyba niekoniecznie rzemieślnik.

Wiadomo, w części wypadków tak. Ale generalnie taki chłopek przecież zarabia na tym nawozie do grzybków mung. A jak nie zarabia, tylko dokłada, albo nawet jak zarabia zbyt mało - to zwija biznes i wraca do korpo.

Napisał/a: Adimad wraca do korpo

no właśnie, więc czym właściwie taka praca w korpo, albo nawet w małej/średniej firmie(połączone z różnymi prawami socjalnymi) różni się od płacy gwarantowanej w sensie skutków? Tzn oczywiście, rozumiem, że dostawanie kasy za leżenie pewnie różni się od harówki gdziekolwiek gdzie większość z nas pracuje, ale powiedzmy sobie szczerze - czy jak ktoś jest cwaniakiem, to dzisiaj nie wyżyje z zasiłków będąc całkiem zdrowym? Tym co ludzi popycha do pracy nie jest strach przed śmiercią głodową, tylko przed spadkiem w hierarchii na drabinie społecznej, nikt nie walczy o przetrwanie w sensie dosłownym(ok, może są miejsca w Polsce gdzie panuje jakaś skrajna bieda, mówię teraz szeroko o rozwiniętych społeczeństwach). Moja teza jest taka, że to jeżeli 'na niby' jest prawdą, to jest prawdą od jakiegoś czasu.

Tylko żeby nie było, że jestem jakimś zwolennikiem państwa opiekuńczego.

Napisał/a: Tomek Czerstwy

czy jak ktoś jest cwaniakiem, to dzisiaj nie wyżyje z zasiłków będąc całkiem zdrowym? Tym co ludzi popycha do pracy nie jest strach przed śmiercią głodową, tylko przed spadkiem w hierarchii na drabinie społecznej, nikt nie walczy o przetrwanie w sensie dosłownym

Stawiając sprawę w ten sposób to przecież zawsze można żreć prosto z półek w hipermarkecie a jak się już przegnie pałkę to ma się zapewniony dach nad głową, papu i nawet jakiś tam zakres rozrywek kulturalno-oświatowych. Wracając do kwestii dochodu gwarantowanego - jakieś tam badania testowe stwierdziły, że ludzie objęci takim programem znacznie chętniej podejmowali próby rozkręcania własnych biznesów itp. wiedząc że w razie niepowodzenia mają zapewnione życie w standardzie do jakiego przywykli a nie eksmisje do baraków tudzież ogłoszenie upadłości obywatelskiej.

http://businessinsider.com.pl/technologie/technologie-przyszlosci/7qsv143

(według jakichś tam ktosiów) Oto zmiany, jakich możemy oczekiwać w ciągu najbliższych 14 lat:

1. Do 2018 r. 90 proc. populacji będzie mogło w sposób nieograniczony i za darmo przechowywać swoje dane
Foto: Dan Kitwood / Getty Images

Usuwanie plików po to, by zrobić miejsce dla nowych, odejdzie do lamusa. W niecałe 3 lata większość globalnej populacji nie będzie musiała tego robić. Będziemy mogli gromadzić swoje dane bez żadnych ograniczeń, choć zapewne będziemy musieli "zapłacić" za to naszą zgodą na reklamy.

Już w tym momencie część firm oferuje nielimitowany dostęp do takiej usługi. Google Photos pozwala przechowywać zdjęcia za darmo, a Amazon gromadzić dowolną ilość danych za 60 dolarów rocznie. Choć z drugiej strony Microsoft ostatnio wycofał się z planu, by oferować nielimitowaną usługę przechowywania plików w ramach OneDrive.

2. Do 2021 r. pierwszy robotyczny farmaceuta pojawi się w USA
Foto: Getty Images

Już teraz w niektórych halach produkcyjnych łatwiej spotkać maszynę niż człowieka. Tymczasem ludzie pracują nad tym, by roboty były coraz bardziej sprawne – przede wszystkim "intelektualnie". Wkrótce będą wykonywać też prace w firmach dostarczających nie tylko fizyczne produkty, ale i usługi. Respondenci przewidują, że do 2021 r. w amerykańskiej aptece będzie można spotkać farmaceutę-robota.

3. Do 2022 r. do internetu będzie podłączonych billion czujników
Foto: Suhaimi Abdullah / Getty Images

Koszty czujników spadają, a moc obliczeniowa komputerów rośnie, zatem do internetu podłączonych będzie coraz więcej sensorów. Od ubrań, które nosimy do ziemi, po której chodzimy – wszystko będzie w pewien sposób połączone z internetem.

- Może być tak, że każda materialna rzecz będzie podłączona do wszechobecnej struktury służącej do komunikacji, a czujniki pozwolą ludziom w pełni poczuć i poznać otoczenie, w którym przebywają – czytamy w raporcie.

4. Do 2022 r. 10 proc. światowej populacji będzie nosiła ubrania podłączone do internetu
Foto: Tullio M. Puglia / Getty Images

Już teraz mamy na rynku samochody, artykuły gospodarstwa domowego, a nawet zegarki czy biżuterię, które łączą się z internetem.

A w niedalekiej przyszłości do tej grupy dołączą ubrania. Eksperci przewidują, że w ciągu 6 lat pojawią się koszule, spodnie i T-shirty z chipami, które będą łączyć ubrania z siecią.

5. Do 2025 r. na rynku pojawi się pierwszy wszczepiany telefon komórkowy
Foto: Ben Pruchnie / Getty Images

Stwierdzenie, że jest się przywiązanym do telefonu, może nabrać wkrótce nowego znaczenia. Około 80 proc. osób, które wzięły udział w badaniu, przewiduje, że w ciągu 7 lat na rynku pojawi się pierwszy telefon wszczepiany do ciała. Najprawdopodobniej takie urządzenie będzie mogło z większą precyzją śledzić parametry zdrowotne właściciela, a także umożliwi komunikację za pomocą… fal mózgowych.

Implanty słuchowe czy rozruszniki serca dziś nikogo nie dziwią. I jest bardzo prawdopodobne, że do roku 2025 pojawi się więcej takich technologii.

6. Do 2023 r. pierwszy rząd zastąpi powszechny spis ludności technologiami opartymi na big data
Foto: H. Armstrong Roberts / Getty Images

Zbieranie, zarządzanie i rozumienie dużych zbiorów danych sprawia coraz mniej trudności, więc jest prawdopodobne, że rządy będą odchodzić od starych metod pozyskiwania informacji o swoich obywatelach i zaczną polegać na technologiach big data.

Zgodnie z raportem prędzej czy później to nastąpi. Ponad 80 proc. badanych wskazuje na rok 2023. Niektóre kraje, takie jak Kanada, zaczęły już eksperymentować z nowymi metodami pozyskiwania danych o obywatelach, ale żadne państwo nie zdecydowało się całkowicie odejść od tradycyjnych metod.

7. Do 2023 r. 10 proc. okularów korekcyjnych będzie podłączonych do internetu
Foto: Justin Sullivan / Getty Images

Interakcje z otoczeniem będą wyglądać zupełnie inaczej, gdy okulary podłączone do sieci staną się powszechne. 86 proc. respondentów uważa, że stanie się to w ciągu najbliższych 7 lat. Dzięki takim okularom będzie można połączyć się w dowolnym momencie z aplikacjami i "włączyć" rzeczywistość rozszerzoną. Technologia śledzenia ruchu oczu pozwoli na obsługę interfejsu bez konieczności używania rąk.

Google testował tę technologię w Google Glass, a teraz pracuje nad inteligentnymi soczewkami.

8. Do 2023 r. 80 proc. ludzi na Ziemi będzie miało "cyfrowego odpowiednika"
Foto: Oli Scarff / Getty Images

Eksperci zwracają uwagę, że coraz trudniej rozdzielić życie wirtualne (czy też cyfrowe) od tego w świecie rzeczywistym. A w przyszłości będzie to jeszcze trudniejsze. Zarówno Google, jak i Facebook, dążą do tego, by podłączyć do internetu nawet najodleglejsze regiony świata, co oznacza, że w cyfrowym świecie będzie nas coraz więcej.

9. Do 2023 r. rząd będzie zbierał podatki za pośrednictwem technologii blockchain
Foto: AP/FOTOLINK / East News

Blockchain (łańcuch bloków) to rodzaj matematyczno-kryptograficznego algorytmu, "zasilanego" mocą obliczeniową uczestniczących w nim komputerów. To technologia, na której opiera się kryptowaluta bitcoin. Ale blockchain stwarza znacznie większe możliwości.

Niektórzy proponują wykorzystanie tej technologii do publicznych baz danych, a jak pisał niedawno "Economist", szefostwo amerykańskiej giełdy NASDAQ zastanawia się nad wykorzystaniem go do rejestrowania transakcji na papierach wartościowych prywatnych firm.

10. Do 2023 r. 90 proc. globalnej populacji będzie nosiła w kieszeni superkomputer
Foto: Andrew Burton / Getty Images

Coraz więcej ludzi częściej korzysta ze smartfonów niż z pecetów, a w krajach rozwijających się rośnie liczba osób mających swobodny dostęp do internetu za pośrednictwem komórki. Telefony stają się coraz szybsze, a ich ceny spadają. Wszystko wskazuje na to, że w niedalekiej przyszłości większość populacji, by skorzystać ze wsparcia szybkiego komputera, będzie po prostu sięgać do kieszeni.

11. Do 2024 r. dostęp do sieci stanie się podstawowym prawem
Foto: Mario Tama / Getty Images

79 proc. osób, które przepytała grupa doradców działających przy Światowym Forum Ekonomicznym, uważa, że w ciągu ośmiu lat większość globu będzie "pokryta" internetem. Jak już wspominaliśmy Google i Facebook robią wszystko, by dostarczyć internet nawet 4 miliardom ludzi, którzy wciąż nie mają do niego dostępu.

Facebook zamierza to zmienić dzięki projektowi Internet.org – chce dostarczać internet dronami zasilanymi energią słoneczną, a Google w ramach projektu Loon testuje gigantyczne balony.

12. Do 2024 r. przeprowadzony zostanie pierwszy "przeszczep" wątroby z wykorzystaniem organu wydrukowanego w 3D
Foto: Justin Sullivan / Getty Images

Po drukarki 3D sięgają nie tylko firmy motoryzacyjne, pomagają także branży medycznej. Trwają prace nad kością wydrukowaną w 3D czy ludzkimi organami. Lekarze wykorzystali do tej pory trójwymiarową drukarkę, by odtworzyć klatkę piersiową pacjenta czy implanty kostne. A biodruk, czyli połączenie bioinżynierii z drukiem 3D, może w przyszłości ułatwić naukowcom hodowanie sztucznych organów.

13. Do 2024 r. ponad połowa ruchu internetowego w domach będzie generowana przez AGD i inne urządzenia, z których korzystają domownicy
Foto: David Becker / Getty Images

Obecnie większość ruchu generuje komunikacja i rozrywka. Ale zmieni się to, gdy w coraz większej liczbie domów zaczną pojawiać się inteligentne lodówki i pralki.

14. Do 2025 r. sztuczna inteligencja będzie przeprowadzać 30 proc. wszystkich audytów w korporacjach
Foto: Xinhua/Photoshot/REPORTER / East News

SI będzie zastępować coraz więcej ludzi, także pracę wykonywaną przez tzw. białe kołnierzyki. W raporcie możemy przeczytać, że jest ona niezwykle efektywna, jeśli chodzi o automatyzację procesów i świetnie sprawdza się, gdy trzeba przeprowadzić wiele zadań w jednej, dużej organizacji.

Według jednego z ostatnich badań zrealizowanych przez McKinsey Global Institute około 45 proc. prac, za które dzisiaj płaci się ludziom, może zostać zautomatyzowanych poprzez zaadaptowanie już istniejących technologii.

Według wspomnianego badania automatyzacja grozi nie tylko słabo wykwalifikowanym pracownikom. Już teraz można zautomatyzować znaczną część pracy, którą wykonują menadżerowie ds. finansowych, dyrektorzy, a nawet prezesi.

15. Do 2026 r. pierwsza sztuczna inteligencja dołączy do rady nadzorczej
Foto: Chung Sung Jun / Getty Images

SI będzie odgrywać coraz większą rolę w światowym biznesie i w procesie odejmowania decyzji. Ponieważ sztuczna inteligencja potrafi czerpać naukę z poprzednich doświadczeń i "pracować" na ogromnych zbiorach danych, może wnieść dużą wartość do procesu podejmowania decyzji.

Jest więc bardzo prawdopodobne, że SI będzie zastępować wielu ludzi, którzy dziś zajmują wysokie stanowiska dzięki zdobytemu wykształceniu i doświadczeniu.

16. Do 2022 r. zacznie się produkcja pierwszego samochodu wydrukowanego na drukarce 3D
Foto: Ferrari Press / East News

Drukarki 3D są zdolne do drukowania obiektów z bardzo różnych materiałów. Wiele firm już w tym momencie korzysta z nich, by stworzyć prototypy lub niektóre części auta. Nie tak dawno Audi pokazało miniaturowy samochód, który powstał dzięki pracy trójwymiarowej drukarki, drukującej części z metalu.

Startup Local Motors przymierza się do tego, by w ciągu kilku najbliższych lat na drukarce 3D wydrukować samochód normalnego rozmiaru i wprowadzić go do sprzedaży. Firma stworzyła już kilka prototypów (jeden z nich na zdjęciu).

17. Do 2025 r. ludzie częściej będą wyjeżdżali na wycieczki, korzystając z usług car sharingu (współdzielenia samochodu) niż z własnych pojazdów
Foto: Andreas Rentz / Getty Images

Tzw. ekonomia współdzielenia rozwinęła się dzięki różnym, szeroko dostępnym platformom i aplikacjom mobilnym. A najlepiej obserwować ten rozwój na przykładzie sektora transportu. Usługi takie jak Uber, Lyft czy Zipcar zmieniły sposób, w jaki ludzie myślą o transporcie i posiadaniu auta. Zmusiły też producentów do tego, by przemyśleli swoje modele biznesowe.

67 proc. badanych uważa, że w ciągu 9 lat ekonomia współdzielenia urośnie tak bardzo, że większość podróży będziemy wykonywać w samochodach wypożyczanych od firm czy osób oferujących usługę car sharingu.

18. Do 2026 r. samojeżdzące samochody będą stanowić 10 proc. wszystkich aut w Stanach Zjednoczonych
Foto: Justin Sullivan / Getty Images

Autonomiczne samochody mają potencjał, by znacznie zwiększyć bezpieczeństwo na drogach, zmniejszyć emisję zanieczyszczeń do atmosfery i zmienić sposób, w jaki podróżujemy.

Giganci technologiczni: Google, Uber, a także znani producenci tacy jak Toyota, General Motors czy Volkswagen – wszyscy pracują obecnie nad własnymi modelami autonomicznych samochodów.

19. Do 2026 r. pojawi się miasto z ponad 50 tys. mieszkańców i bez sygnalizacji świetlnej
Foto: Getty Images / Getty Images

Według ekspertów w przyszłości zmieni się też infrastruktura miejska, a miasta staną się bardziej "inteligentne". Wszystko – od chodników przez ulice po sygnalizację świetlną będzie podłączone do sieci.

Zautomatyzowane inteligentne miasta, tak jak inteligentne domy, będą samodzielnie będą zarządzać energią, logistyką i ruchem drogowym.

Wruszbity syfrowi se wymyśleli isz w ciągu 6 lat pojawią się koszule, spodnie i T-shirty z chipami, które będą łączyć ubrania z siecią

Jusz to sposzczegam oczodołamy duszy jak moje gaci sie zalongowywajo na Leberce i piszo posty zez zażondyweniem iszby beli na ten tychmiast upranemy.

Poszet na kursa limgistyczne. Nualesz nie skączeł.

Kultowy wywłątek "Jakie macie dzisiaj gacie" nabiera nowego znaczenia :P

Człowiek z magnetofonem

Napisał/a: Adimad czujniki pozwolą ludziom w pełni poczuć i poznać otoczenie, w którym przebywają

satori!

Napisał/a: Adimad telefon wszczepiany do ciała ... takie urządzenie będzie ... śledzić ... właściciela... za pomocą… fal mózgowych

wreszcie!

Napisał/a: Adimad w coraz większej liczbie domów zaczną pojawiać się inteligentne lodówki i pralki

w końcu będzie do kogo gębę otworzyć, inteligentnie pokonwersować

I find your lack of faith disturbing

ani się obejrzymy a na Leberyi dyskutować będą inteligentne tostery

I find your lack of faith disturbing

Napisał/a: Filioquist inteligentne tostery

Gacie i bjusthaltery chiba, bo tostery so od kąkretny pracy...

dwie stopki

Napisał/a: Filioquist w końcu będzie do kogo gębę otworzyć, inteligentnie pokonwersować

Wróżę sporo botnetów :D

I am the Lemming King, I can do everything

Napisał/a: Adimad 1. Do 2018

Zawsze mam bekę z takich prognoz o horyzoncie ponad roku - dwóch :D.
Fajnie się je czyta, gdy kalendarz dogoni prognozę :)

Zachowaj Porządek, a Porządek zachowa Ciebie

http://www.vice.com/pl/read/guide-to-guys-nowe-technologie-zabijaj-mskie-zawody?utm_source=vicepl

Być może Wajs to nie jest jakieś tam wielce szlachetne źródło, no ale tekst - co do zasady - głosi prawdę. Czy też prezentuje scenariusz mocno prawdopodobny.

(...)

"Kupno i eksploatacja maszyny musi w danym czasie przewyższać nakłady płacowe na pracownika. Dlaczego do tej pory w Polskich kopalniach pracowali ludzie, dlaczego spawali, byli monterami? Odpowiedź jest prosta – bo byli tańsi niż maszyny. Ale to się wkrótce zmieni, bo roboty ciągle tanieją. Prawo Moore'a mówi, że liczba tranzystorów w układzie scalonym podwaja się co 18-24 miesięcy przy tych samych kosztach. A to właśnie moc obliczeniowa jest motorem robotyzacji.

Kiedy roboty będą o wiele tańsze niż siła mięśni, nie pomoże dalsze spychanie pracowników w prekariat, cięcia kosztów pracy i uelastycznianie form zatrudnienia. Spocony, hardy facet z reklam piwa odejdzie do przeszłości, stanie się takim samym muzealnym eksponatem jak Rambo i inni bohaterowie filmów sensacyjnych z lat 80. Przestanie być potrzebny, nie obsługując żadnego z obszarów rzeczywistości – może poza fantazjami tych, którzy nie potrafią pogodzić się ze zmianami".

(...)

Na naszych oczach technologia powoli redefiniuje miejsce pracowników w strukturze społecznej. Robotyzacja rozbija i będzie rozbijać stereotypowe myślenie o rolach zawodowych. Wiele z męskich zawodów, zwłaszcza tych związanych z siłą fizyczną, po prostu zniknie. Rzesze wstępujących na rynek pracy mężczyzn będą musiały inaczej myśleć o sobie jako o graczach w gospodarce. W perspektywie 15-20 lat na rynku pracy szala przechyli się na stronę zawodów związanych z empatią i relacjami międzyludzkimi oraz obsługą zaawansowanych maszyn.

A później? Później będziemy musieli przejść na dochód gwarantowany, bo roboty zabiorą robotę wszystkim.
http://wise-europa.eu/wp-content/uploads/2016/03/PolicyWorking-WISE-_nr1_141029.pdf - a tu szczegółowszy raport.

Napisał/a: Adimad

Wiele z męskich zawodów, zwłaszcza tych związanych z siłą fizyczną, po prostu zniknie.

Ostatnio jakoś sobie natrafiłem na filmiki ze śmieciarkami na zgniłym zachodzie. I teraz tak, zamiast pana za kółkiem + dwóch panów turlających kubełki jest takie coś z manipulatorem i jeden pan za kółkiem. Pewnie może być cherlawy.

Filmiki zaś są przednie. OCzywiście zdarzają się jeszcze takie wymagające siły mięśni ale coraz mniej ich.

https://www.youtube.com/watch?v=vB8ev-LWLgw
https://www.youtube.com/watch?v=LTUjiLxzDQs

Napisał/a: Adimad Prawo Moore'a mówi, że liczba tranzystorów w układzie scalonym podwaja się co 18-24 miesięcy przy tych samych kosztach. A to właśnie moc obliczeniowa jest motorem robotyzacji.

Hehe, uwielbiam jak humaniści piszo o technice. Prawo Moore'a, po pierwsze, to strategia producentów procesorów (wymyślona przez Intela), mająca zmaksymalizowac ich zarobki, a po drugie własnie dochodzimy do ściany i w zasadzie już jest nieaktualne. Dalszy postęp dokonuje się dzięki doskonaleniu algorytmów, a nie zwiększaniu mocy obliczeniowej.

Totalna rebelia wzbiera w nas przeciwko ostatecznemu buntowi. Całkowite odrzucenie demokratycznej doktryny jest ostatnim i skromnym refugium dla ludzkiej wolności. W naszych czasach rebelia jest albo reakcyjna, albo jest obłudną i tanią farsą.

Ja to wiem - i też sobie tak pomyślałem, czytając ten tekst z Vice'a - ale co to w gruncie rzeczy zmienia? No otóż właśnie algorytmy są doskonalone (zresztą moc obliczeniowa poniekąd i też, przez wielordzeniowość). Ogólna perspektywa zdaje się być właśnie taka, jak zarysowana w tym tekście - przynajmniej jeśli pominąć ciężko-mierzalne, niejasne kwestie losowe czy związane z mentalnością albo zapóźnieniem danych branż i regionów.

http://tech.wp.pl/farbyka-zastapila-90-procent-pracownikow-robotami-produktywnosc-wzrosla-o-250-procent-6087155606073985a

Chińska fabryka w Dongguan niedawno zastąpiła 590 swoich pracowników robotami, a rezultaty tego ruchu okazały się zaskakujące. Produktywność wzrosła dwuipółkrotnie. Wcześniej w fabryce pracowało 650 pracowników. Jedynie 60 z nich utrzymało zatrudnienie. Teraz ich zadaniem jest kontrolowanie, czy maszyny właściwie wykonują swoją pracę.
Przedsiębiorstwo Technologii Precyzyjnych Changying (ang. Changying Precision Technology Company) zajmuje się przede wszystkim produkcją telefonów komórkowych. Ludzie, którzy pracowali przy ich składaniu na liniach produkcyjnych, zostali zastąpieni robotami. Firma korzysta nawet z autonomicznych ciężarówek.

- Chociaż może się wydawać, że 60 osób to zbyt mało do zarządzania i kontrolowania fabryką, to rezultaty zastąpienia ludzi maszynami są tak dobre, że liczba ludzkich pracowników może w niedalekiej przyszłości spaść nawet do 20 – mówi prezes firmy Luo Weqiang

Uno:
Chiny ciągle jeszcze mają olbrzymi rezerwuar siły roboczej na wsi. I teraz ten rezerwuar będzie musiał konkurować z robotami. A nadzieje na polepszenie sobie życia są rozbudzone. Jeśli to nie jest przepis na zamieszki, to nie wiem, co nim może być.

Oczywiście aparat państwa chińskiego ma długa tradycję tłumienia chłopskich ruchawek. Komuniści również mają w tej dziedzinie znakomite osiągnięcia.

Dwuo:
Prawicowiec zaś i zwolennik wolnego rynku powie teraz, że robotnicy zostali wyzwoleni od monotonnej, niewdzięcznej i pewnie psującej zdrowie pracy. Następną karierę zaczną jako serwisanci robotów.

Truo:
Następny nius z przyszłości będzie dotyczył samoserwisujących się robotów fabrycznych. Chyba, że Partia zakaże w imię Harmonii.

No, ale właśnie ci, którzy pozostali w fabryce, tj. 10 proc. załogi, są / będą serwisantami i nadzorcami robotów.

True-hard-wolno-rynkowiec, taki 'nie przejmujący się', powie raczej, że ci chińscy wyrobnicy znajdą pracę w nowych zawodach, które być może 'dopiero powstaną', ale 'na pewno powstaną', bo 'tak działa wolny rynek'. Z tym że trudno sobie wyobrazić, by były to zawody inne niż: albo wysoko-kwalifikowane, matematyczne, inżynierskie, informatyczne itd.; - albo specyficzne, wymagające dozy, ekhm, artyzmu czy indywidualności (jak muzyk, aktor, youtuber itd.). No niestety, 500 chińskich robotników nie przeskoczy - ani od razu, ani później, ani kiedykolwiek - na pozycję komercyjnego śmieszka youtube'owego, trenera osobistego czy człowieka, który 'porzucił korpo' i zaczął rzeźbić kozikiem folklorystyczne figurki w wosku produkowanym ekologicznie przez jego własne pszczoły.

bycie służbą domową nie wymaga żadnej dozy niczego specjalnego

I find your lack of faith disturbing

Napisał/a: Filioquist bycie służbą domową nie wymaga żadnej dozy niczego specjalnego
No ale służbą też może być robot. I tak w kółko.

Czyli depopulacja jest ok, i lepiej się za bardzo nie rozmnażać, bo dzieci albo wnuki najprawdopodobniej nie doskoczą wyżej niż do kamerdynera?

@Chromypies

No ale służbą też może być robot.

nie może, nie ma pełnej zastępowalności w podstawowych funkcjach

co to za satysfakcja poniżyć robota? kopnąć w dupę? molestować?

I find your lack of faith disturbing

no i jest jeszcze problem z robotami - dużo łatwiej jest je zhakować niż dobrą służbę czy dobrego robola w fabryce

pod tym względem podejrzewam, że jeszcze długo robol>robot

I find your lack of faith disturbing

Napisał/a: Chromypies

Czyli depopulacja jest ok, i lepiej się za bardzo nie rozmnażać, bo dzieci albo wnuki najprawdopodobniej nie doskoczą wyżej niż do kamerdynera?

Nie. Natomiast, od dawna jest faktem, że populacja nie ma żadnego przełożenia na siłę kraju. Dlatego bzdety o demograficznej inwazji islamu na Europę mogą puszczać tylko tytani intelektu pokroju Terlikowera.

Content invalid

beee

Napisał/a: Plankton vel Wolfwind

Natomiast, od dawna jest faktem, że populacja nie ma żadnego przełożenia na siłę kraju. Dlatego bzdety o demograficznej inwazji islamu na Europę mogą puszczać tylko tytani intelektu pokroju Terlikowera.

A co to znaczy siła kraju ? Bo można być silnym militarnie, gospodarczo, kulturotwórczo, naukowo, poziomem życia i te wskaźniki wcale nie muszą iść ze sobą w szeregu, a liczebność i zróżnicowanie narodowościowe populacji jest jak najbardziej (poza położeniem geograficznym, klimatem, zasobami naturalnymi itp) jednym z czynników, których wypadkowa daje nam w rezultacie tę niesprecyzowaną wartość, którą Kolega nazwał siłą kraju.

najważniejsza jest siła moralna, duchowa

I find your lack of faith disturbing

Napisał/a: Filioquist

najważniejsza jest siła moralna, duchowa

Jeśli idzie o moralne zwycięstwa to jesteśmy mocarstwem.

Napisał/a: Plankton vel Wolfwind

Napisał/a: Chromypies

Czyli depopulacja jest ok, i lepiej się za bardzo nie rozmnażać, bo dzieci albo wnuki najprawdopodobniej nie doskoczą wyżej niż do kamerdynera?

Nie. Natomiast, od dawna jest faktem, że populacja nie ma żadnego przełożenia na siłę kraju. Dlatego bzdety o demograficznej inwazji islamu na Europę mogą puszczać tylko tytani intelektu pokroju Terlikowera.

Nie do końca- pozycja światowa Chin jest jednakowoż większa niż San Marino.

stopka rozmiar 45

Napisał/a: Adimad True-hard-wolno-rynkowiec, taki 'nie przejmujący się', powie raczej, że ci chińscy wyrobnicy znajdą pracę w nowych zawodach, które być może 'dopiero powstaną', ale 'na pewno powstaną', bo 'tak działa wolny rynek'. Z tym że trudno sobie wyobrazić, by były to zawody inne niż: albo wysoko-kwalifikowane, matematyczne, inżynierskie, informatyczne itd.; - albo specyficzne, wymagające dozy, ekhm, artyzmu czy indywidualności (jak muzyk, aktor, youtuber itd.). No niestety, 500 chińskich robotników nie przeskoczy - ani od razu, ani później, ani kiedykolwiek - na pozycję komercyjnego śmieszka youtube'owego, trenera osobistego czy człowieka, który 'porzucił korpo' i zaczął rzeźbić kozikiem folklorystyczne figurki w wosku produkowanym ekologicznie przez jego własne pszczoły.

Nie należę do true-hard wolnorynkowców, ale to co kolega napisał ma zasadniczą wadę: jest to wyrokowanie o przyszłości na podstawie teraźniejszości. W oklepanej już anegdocie trudno było wyobrazić sobie pewnemu matematykowi, że pewnego dnia samochody zastapią konie i ulice Paryża wcale nie pokryją się końskim łajnem, tak jak to sobie wyliczył.

A poza tym dalej (od założenia wątku, a przeczytałem od tego czasu sporo tekstów na temat "jak roboty najpierw zabiorą nam pracę, a potem pozabijają") nigdzie nie znalazłem wyjaśnienia, jak powszechna, prawie stuprocentowa, automatyzacja poradzi sobie z prawem Saya.

Totalna rebelia wzbiera w nas przeciwko ostatecznemu buntowi. Całkowite odrzucenie demokratycznej doktryny jest ostatnim i skromnym refugium dla ludzkiej wolności. W naszych czasach rebelia jest albo reakcyjna, albo jest obłudną i tanią farsą.

A prawo saya w ogóle działa?

Content invalid

Otóż true-hard-extreme-rynkowcy zdają się twierdzić, że na rynku (true-hard-wolnym) nie jest możliwa sytuacja, w której racjonalne działania aktorów, przedsiębiorców, wygenerują w rezultacie klincz niekorzystny en general dla wszystkich. Tzn. mówi się właśnie tak, jak chyba kol. ryzykfizyk sugeruje (o ile dobrze odczytałem jego intencje), że 'niby dlaczego całą pracę miałyby przejąć roboty, to skąd by wtedy ludzie mieli forsę na towary, no bez sensu, tak więc zara by się wylegurowało jakoś samo'.

No, a jeśli nie? Jeśli fabryka Changying zwalnia 500 pracowników, to oczywiście zarząd bardzo by się cieszył, gdyby znaleźli oni gdzie indziej pracę, tam pobierali pensje - i wydawali te pensje na produkty swojego dawnego pracodawcy. Tylko że tuż obok właściciel innej fabryki też poszedł po rozum do głowy i wykalkulował sobie, że z robotami taniej - i bynajmniej nie ma zamiaru nikogo żywego przyjmować. Czy taki klincz, w którym wszyscy widzą, że coś nie hula, ale każdy boi się wyjść przed szereg, jest niemożliwy? Nie wiem, może są jakieś przekonujące argumenty za tym, że jest (niemożliwy).

Napisał/a: Plankton vel Wolfwind A prawo saya w ogóle działa?

Zależy o której wersji mówimy :D

W każdym razie, podstawowe twierdzenie Saya, że podaż tworzy popyt ze względu na łańcuch produkcyjny i uczestniczących w nim pracowników (mających potrzeby i zaspokajających je z pomocą tego, co wypracują) jest raczej oczywistością. W świecie zrobotyzowanym, w którym miejsca dla człowieka w procesie produkcji nie ma albo jest go bardzo mało, a co za tym idzie większość ludzi nie ma za co kupić dóbr finalnych, produkcja traci sens.

Totalna rebelia wzbiera w nas przeciwko ostatecznemu buntowi. Całkowite odrzucenie demokratycznej doktryny jest ostatnim i skromnym refugium dla ludzkiej wolności. W naszych czasach rebelia jest albo reakcyjna, albo jest obłudną i tanią farsą.

Napisał/a: Adimad No, a jeśli nie? Jeśli fabryka Changying zwalnia 500 pracowników, to oczywiście zarząd bardzo by się cieszył, gdyby znaleźli oni gdzie indziej pracę, tam pobierali pensje - i wydawali te pensje na produkty swojego dawnego pracodawcy. Tylko że tuż obok właściciel innej fabryki też poszedł po rozum do głowy i wykalkulował sobie, że z robotami taniej - i bynajmniej nie ma zamiaru nikogo żywego przyjmować. Czy taki klincz, w którym wszyscy widzą, że coś nie hula, ale każdy boi się wyjść przed szereg, jest niemożliwy? Nie wiem, może są jakieś przekonujące argumenty za tym, że jest (niemożliwy).

No właśnie jest możliwy. Moim zdaniem albo będzie taki klincz albo jednak okaże się, że wszystko się wyreguluje. Pytanie: co zrobić, gdy dojdziemy do klinczu?

Totalna rebelia wzbiera w nas przeciwko ostatecznemu buntowi. Całkowite odrzucenie demokratycznej doktryny jest ostatnim i skromnym refugium dla ludzkiej wolności. W naszych czasach rebelia jest albo reakcyjna, albo jest obłudną i tanią farsą.

>> W świecie zrobotyzowanym, w którym miejsca dla człowieka w procesie produkcji nie ma albo jest go bardzo mało, a co za tym idzie większość ludzi nie ma za co kupić dóbr finalnych, produkcja traci sens.

No i otóż właśnie być może. Straci i tak będziemy po tym straconym polu błądzić :-)

Niekoniecznie. Są różne sposoby, żeby nie traciła. Od rozdawnictwa dóbr, po jakieś (teoretycznie wyobrażalne) kompletne oderwanie dochodu od produkcji. Dajmy na to, zarabia się poprzez jakieś dzisiaj nieistniejące lub niepotrzebne działania, a za to kupuje dobra produkowane przez maszyny, w cyklu produkcyjnym kompletnie pozbawionym udziału człowieka.

Content invalid

>> Pytanie: co zrobić, gdy dojdziemy do klinczu?

Wtedy wezwiemy Kapitana Państwo. A nawet Kapitana Superpaństwo. :-(

>> Dajmy na to, zarabia się poprzez jakieś dzisiaj nieistniejące lub niepotrzebne działania

Czyli że np. od czapy zatrudniamy niepotrzebnych windziarzy udających, że obsługują samoczynne windy itd.? Albo niepotrzebnych odźwiernych, kiwających głową, kiedy fotokomórka sama uchyli wrota? W sumie to by było nawet zabawne - można by odtworzyć jakiś powolny, spokojny świat a'la epoka czarnego kryminału czy wiktoriańska; tylko że na niby. Np. woźnica udaje że pogania konio-droida, który oczywiście sam sobą steruje itd. :-)

Napisał/a: Adimad

>> Dajmy na to, zarabia się poprzez jakieś dzisiaj nieistniejące lub niepotrzebne działania

Czyli że np. od czapy zatrudniamy niepotrzebnych windziarzy udających, że obsługują samoczynne windy itd.? Albo niepotrzebnych odźwiernych, kiwających głową, kiedy fotokomórka sama uchyli wrota?

Nie, zakładałem raczej że one kiedyś staną się potrzebne. Powiedzmy, jakieś czynności dziś bezsensowne lub o ograniczonej przydatności nabiorą nowego kontekstu. Ot, nauczymy się terraformować światy za pomocą słów i obrazów i nagle malarzy i literatów zacznie masowo zatrudniać Agencja Kosmiczna Narodów Zjednoczonych Ziemi, wydział kolonizacyjny im. Miechowity.

Content invalid

Napisał/a: Plankton vel Wolfwind Niekoniecznie. Są różne sposoby, żeby nie traciła. Od rozdawnictwa dóbr, po jakieś (teoretycznie wyobrażalne) kompletne oderwanie dochodu od produkcji. Dajmy na to, zarabia się poprzez jakieś dzisiaj nieistniejące lub niepotrzebne działania, a za to kupuje dobra produkowane przez maszyny, w cyklu produkcyjnym kompletnie pozbawionym udziału człowieka.

Przecież te sposoby nic nie zmieniają. Posiadanie procesu produkcyjnego w dalszym ciągu będzie nieopłacalne, bo w zamian za dobra finalne nie otrzymamy niczego wartościowego. W dochód podstawowy mogą wierzyć tylko ci, którzy nawet chwilę nie zastanowili się jak działa gospodarka - kto miałby go wypłacać? Tylko posiadacze środków produkcji. Ale po co komuś środki produkcji, skoro i tak za dobra może uzyskać jedynie wcześniej odebrane mu środki? Produkcja dalej jest bez sensu.

Jedyna opcja, to gospodarka nakazowa, państwowe molochy istniejące nie dla zysku właścicieli, ale zaspokajania potrzeb społeczeństwa. Tyle, że to już wiele razy przerabiano i raczej automatyzacja produkcji nie zmieni prostego faktu, że socjalizm nie działa.

Totalna rebelia wzbiera w nas przeciwko ostatecznemu buntowi. Całkowite odrzucenie demokratycznej doktryny jest ostatnim i skromnym refugium dla ludzkiej wolności. W naszych czasach rebelia jest albo reakcyjna, albo jest obłudną i tanią farsą.

Napisał/a: ryzykfizykPosiadanie procesu produkcyjnego w dalszym ciągu będzie nieopłacalne, bo w zamian za dobra finalne nie otrzymamy niczego wartościowego.

Niekoniecznie. Po prostu, może się okazać, że produkcja zamiast źródła dochodów stanie się zadaniem państwa. Tyle, że to niekoniecznie musi oznaczać socjalizmu. Na utrzymywaniu sieci dróg też się nie da zarabiać, ale się to robi i to niekoniecznie w państwach socjalistycznych. No to się oczywiście wiąże z jakąś tam centralizacją produkcji, ale cóż z tego? To nie czyni produkcji bezsensowną.

Nie jest też pewne, że właściciel procesu produkcji nie może dostać za dobra finalne czegoś, czego nie może sam sobie wyprodukować. Dajmy na to, jak w 40k- opracuje się metodę nawigacji kosmicznej za pomocą zintegorwanych umysłów ludzkich wszczepianych w jakiś superkwantowykomputer. Wtedy, mogłoby to być dobrem, którego właściciel produkcji przeymsłowej sam sobie nie wyprodukuje, a jednocześnie takim, które nie wymaga produkowania ale jest zależne od istnienia produkcji, bo ci ludzie muszą żyć, żeby te swoje mózgi udostępniać.

Content invalid

Kolega tu wyjeżdża z przykładami rodem z science-fiction, a mi chodzi o perspektywę, powiedzmy, 50 lat.

Nie rozumiem, dlaczego niby nie dałoby się zarabiać na utrzymaniu sieci dróg? Gdybyśmy żyli w libertariańskiej utopii to by się dało. Po prostu w rzeczywistości zajmuje się tym państwo, dokładając do interesu, więc prywatna konkurencja nie ma sensu.

Tak naprawdę nieważne czyim zadaniem będzie produkcja - jeżeli ustanie handel, to zniknie też mechanizm cenowy, regulujący produkcję i skutki będą takie same jak w realnym, państwowym socjalizmie.

Totalna rebelia wzbiera w nas przeciwko ostatecznemu buntowi. Całkowite odrzucenie demokratycznej doktryny jest ostatnim i skromnym refugium dla ludzkiej wolności. W naszych czasach rebelia jest albo reakcyjna, albo jest obłudną i tanią farsą.

Napisał/a: ryzykfizykW świecie zrobotyzowanym, w którym miejsca dla człowieka w procesie produkcji nie ma albo jest go bardzo mało, a co za tym idzie większość ludzi nie ma za co kupić dóbr finalnych, produkcja traci sens.

I tutaj widzę miejsce na finalną postać twórczej destrukcji Schumpetera. Trve wolny rynek po przegryzieniu się przez wszystko, co tylko można zabierze się na koniec do człowieka. Przecież jakby się tak zastanowić, to można wymyślić i wyprodukować konsumentów znacznie doskonalszych, obdarzonych większymi potrzebami i apetytami niż zwykły H. sapiens. Dodrukować mu pieniędzy i wszystko może dalej się kręcić.

A i jeszcze jedno - przedmówcy zastanawiają się, co będzie u końca drogi automatyzacji, czy wolny rynek na koniec ją wyreguluje i jakoś ucywilizuje, prawo Saya - takie tam absoluty. Ja bym się jednak martwił tym, co będzie po drodze. Te procesy nie odbywają się przecież w próżni, tylko na żywych ludziach. I niech teraz kilku z tych zwolnionych Chińczyków weźmie młoty i pójdzie do hali fabrycznej. Ciekawe, co się stanie.

A może to już się stało? W końcu, o tym co się dzieje w Chinach niewiele wiemy. Ichnie służby i cenzura były bardzo wprawne w blokowaniu wiadomości o zamieszkach i protestach. O wielu dowiadujemy się po latach.

Napisał/a: Zjerzy B.Przecież jakby się tak zastanowić, to można wymyślić i wyprodukować konsumentów znacznie doskonalszych, obdarzonych większymi potrzebami i apetytami niż zwykły H. sapiens. Dodrukować mu pieniędzy i wszystko może dalej się kręcić.

Po co, skoro oni nie będą w stanie zaoferować producentom niczego wartościowego?

Totalna rebelia wzbiera w nas przeciwko ostatecznemu buntowi. Całkowite odrzucenie demokratycznej doktryny jest ostatnim i skromnym refugium dla ludzkiej wolności. W naszych czasach rebelia jest albo reakcyjna, albo jest obłudną i tanią farsą.

Podbijam bo świetny, ciekawy wątek.

Neodonkiszotysta

Ej, może Ted Kaczynski miał rację? O transhumanizmie dużo też w najnowszym "44".

http://www.legitymizm.org/od-techniki-do-gnozy

Dlaczego „TechGnoza” i transhumanizm (szeroko pojęty, nie tylko jako kopiowanie umysłu do komputera) są niebezpieczne dla „tradycyjnych religii”, dla ścieżki prawej ręki, bardziej niż dotychczasowe formy gnozy, znane od tysięcy lat?

Cóż, w największej ogólności wynika to z faktu, że dotychczas „lewa ręka” działała na tym samym polu, co i „prawa”. Zazwyczaj mogła obiecać wyzwolenie dopiero po śmierci – a jeżeli za życia, to zwykle w jakimś niejasnym, duchowym sensie. Mogła przedstawić maga czy guru o błędnym spojrzeniu i twierdzić, że tak wygląda człowiek wyzwolony, który zrozumiał, że jest bogiem. Ale ten „bóg” uciekał przed lichwiarzami, cierpiał na zaparcia i finalnie umierał tak samo jak niewtajemniczony hylik. Gnoza mogła wskazać alchemika, który przez dwie dekady zwodził swego księcia, mieszając fekalia z surowym jajkiem i obiecując, że wyprodukuje z tej mikstury złoto; ale oczywiście tego nie dokonał – i znów całą boską moc trzeba było przenieść na plan symboliki, metafory i duchowości.

Różnica jest taka, że dziś nowa gnoza może powiedzieć: tym razem mamy fakty. Mamy empiryczne, namacalne skarby. Błogosławieni, którzy nie uwierzyli, tylko przyszli i zobaczyli, że to działa. Zresztą, jeżeli potrzeba im jakiejś wiary, to i tę im gwarantujemy – w postęp, ekstropię, medycynę i mind uploading. W rok 2045, w doczesną nieśmiertelność, ograniczoną tylko czasem istnienia Wszechświata (choć są i tacy, którzy rozważają możliwość przeskakiwania do innych wszechświatów), w Osobliwość. Stary, transcendentny Bóg nadal obiecuje wyzwolenie duchowe, którego większość ludzi nie jest nawet w stanie zrozumieć – oraz zbawienie po śmierci, czego nie możemy sfalsyfikować po tej stronie. My tymczasem oferujemy konkret – nieśmiertelność może i nie wieczną (bo w końcu gwiazdy zgasną), ale wystarczająco długą, by nie robiło to różnicy; moce przemiany, które co prawda wciąż będą udoskonalane, ale już na początku będą oszałamiać. I tak jak w gnozie: nie wiara, nie łaska, ale wiedza i moc.

Naturalnie dotyczy to nie tylko technofilów, ale też i innych ruchów czy zjawisk, które kwitną w tych czasach: jak LGBTQ, modyfikacje ciała, globalizacja kultury itd. W tym kontekście zabawne jest, jak bardzo prawica nie pojmuje, o co w tym wszystkim chodzi – sądząc, że poradzi sobie z tematem LGBTQ, publikując kuriozalne broszurki doktora Pawła Camerona o bakteriach kałowych i igraszkach sodomickich. A przecież „gaye” jako tacy nie mają tu żadnego szczególnego znaczenia – to po prostu jedna z wypustek „ogólnego wyzwolenia”, tyle że z praktycznych powodów najbardziej obecnie krzykliwa. W istocie chodzi jednak nie o męski seks analny ani nawet nie o seks z kimkolwiek gdziekolwiek, tylko o cokolwiek gdziekolwiek, o przekroczenie wszelkich ograniczeń i realizowanie swojej thelemy. Od „nie mówcie mi, w której warnie czy kaście mam być” poprzez „nie mówcie mi, jaką orientację seksualną mam praktykować” aż po „nie mówcie mi, że muszę być człowiekiem”.

W transhumanizmie paradoksem może wydawać się to, że jest on niezadowolony z kondycji ludzkiego ciała, uważając je za głęboko niedoskonałe i wadliwe (poniekąd pogląd ten przenoszony jest na całą przyrodę), choć równocześnie całość swojej refleksji naprawczej ogranicza właśnie do ciała, a w każdym razie do materii, nie dowierzając w istnienie sfery duchowej. Obecne ciało nie jest satysfakcjonujące, obecna przyroda płata figle i jest nieobliczalna – ale dzięki technice uda się jedno i drugie poprawić, ta poprawa nie będzie zaś niczym innym jak operacją w świecie fizycznym. W ogóle zresztą to podejście widać we współczesnym świecie: z jednej strony ciało nas brzydzi i przeraża, gdy jest ciałem starym i chorym, z drugiej – eksploatujemy je do wszelkich granic, o czym świadczą zarówno osiągi sportowców wyczynowych, jak i medialny kult młodości czy wszechobecność seksu.

Ów paradoks jest jednak pozorny – a jego sens uwidacznia się, gdy nałożymy nań matrycę myślenia o „lewej ręce”. Ciało jest niedoskonałe, bo materia jest niedoskonałym tworem Demiurga – ale równocześnie nie ma innego prawdziwego boga niż my sami; zatem musimy go szukać właśnie w sobie. Ale ponieważ chcemy, by efekt naszych poszukiwań był namacalny, odczuwalny, realny i przekonujący, to znów musimy posłużyć się materią. Zgadza się to z obsesjami gnostyków, którzy ucieczki od ciała i ograniczeń życia szukali zarówno w skrajnej ascezie, jak i w skrajnej rozpuście. Dziś transhumanizm oferuje ucieczkę w rzeczywistość technologiczną, ale wciąż czysto doczesną i materialną. Podobnie ma się sprawa z newage’owymi interpretacjami, w myśl których aniołowie to istoty z innych wymiarów, teoretycznie dopuszczanych przez fizykę, a działania magiczne otwierają pewne furtki w mózgu, działając ostatecznie na planie fizykochemicznym.

(fragment, całość pod linkiem)

"są niebezpieczne dla 'tradycyjnych religii' (....) bardziej niż dotychczasowe formy gnozy, znane od tysięcy lat?"

A może raczej wręcz przeciwnie - fałsz stający się empirycznie weryfikowalnym po tej stronie śmierci sam sobie wybija kły, skoro każdy tu i teraz może spróbować i na czas przekonać się.

Ogólnie biorąc - to, co odwodzi od prawdy ale co da się zweryfikować jako bzdurę już docześnie - choćby empirycznie, próbując i doznając zawodu, a zatem to, co pozwala zreflektować się w oparciu o zmysły i rozumową diagnozę jakości swojej egzystencji i w odpowiedzi nawrócić na czas, jest mniej groźne od zwodniczej bzdury weryfikowalnej dopiero, gdy "klamka zapadnie", obiecującej coś po śmierci, w zaświatach, bo w tym wypadku nawrócenie wymaga zreflektowania się bez "namacalnego dowodu" błędu.

Zagrożeniem nie byłaby wszak sama perspektywa nowych hipotetycznych możliwości w stylu przesiedlania umysłu, a pomysł, że tędy do szczęścia/(samo)zbawienia/jakkolwiek zechcemy nazwać wyobrażany wynikowy stan rzeczy. Kto więc uwierzy i zechce, ten spróbuje i przekona się, że jednak nie, że qpa, albo na pożytek własny, albo choć pozostałych.

Notabene obocznie poznałoby się może to i owo o duszy i ustalonej przez Stwórcę naturze jej związku z ciałem, to hipotetyczny plus, ale póki co według mnie to puste gdybanie, które wcale nie musi być możliwe, najpierw więc niech to zrobią, a wtedy będzie sens i potrzeba to rozważać na serio.

Temat chyba jednak niewart tak rozległych rozkmin. Ot, nihil novi, być może człek na kolejny sposób spróbuje zrobić z siebie boga, to się mu i tak nie uda, za to będzie kosztowało iks, może wyciągnie z tego pożyteczną lekcję, a może nie i będzie szukał sposobu gdzie indziej, tyle. Nie da się go powstrzymać, można tylko pokazywać, gdzie prawda.

Reżyseria: Peyo

>> Temat chyba jednak niewart tak rozległych rozkmin. Ot, nihil novi, być może człek na kolejny sposób spróbuje zrobić z siebie boga, to się mu i tak nie uda,

Kolega żywcem ilustruje swoim podejściem fragment linkowanego artykułu :-), tj.:

*

„Autentyczna” czy też „głęboka” prawica nie ma chyba na razie żadnej innej odpowiedzi na te problemy niż bagatelizowanie tematu plus ewentualne wzgardliwe machnięcie ręką i zaburczenie czegoś o tym, że „Faust, Frankenstein i Wieża Babel – na pewno tak się to skończy i jeszcze my, pesymiści antropologiczni, będziemy się ostatni śmiać”. To jednak jest życzenie czy też nadzieja, a nie dowiedzione prawo. Konserwatyści poklepują się po plecach, mówiąc, że „człowiek nigdy nie ucieknie z wygnania poza Eden i nigdy nie zdusi w sobie tęsknoty za rajem”, ale optymistycznie nastawiony transhumanista odpowiada: „Człowiek nie musi nigdzie uciekać i nigdzie wracać, właśnie buduje sobie raj na Ziemi – i to rzeczywiście działa; anioł z mieczem ognistym stoi u bram Edenu, ale chętnych do szturmowania już nie ma”.

Napisał/a: Adimad raj na Ziemi

Raj, ale jakisz? Którysz jusz ras? Obłendno-liczbowy? Nie lubiam matołmatyki.
Jeźli raję ma być trąsfunzyja muska do kąpjutra, to cósz to za raj dla człowieka?
No nie widze wew tę nic rajskiegósz.

dwie stopki

No ale to nic dziwnego. Przecież konserwatyści i postępowcy to dwie strony tej samej monety. Obie grupy, przypisują czasowi znaczenie aksjologiczne, epistemologiczne czy jakie tam jeszcze. Oczywiście, nigdy się nie dogadają,bo jedni uważają że tylko to co nowe jest fajne a drudzy, że tylko stare-ale to jest spór dwóch osób, które przyniosły sita do nabierania wody ze studni i zawzięcie dyskutują czy nalewać ją do butelek niebieskich czy zielonych. Tu jest dokładnie to samo, tylko że partii postępu się trafiło, bo do pewnego stopnia(z punktu widzenia ostateczności) transhumanizm działa.

Content invalid

Napisał/a: Adimad Kolega żywcem ilustruje swoim podejściem fragment linkowanego artykułu

Nie mam się za takąż prawicę (bo nie jestem pewien, co dokładnie oznacza bycie nią), ale to podejście uważam za słuszne, bo zakładam prawdziwość wiary katolickiej. Otóż:

Napisał/a: Adimad tak się to skończy i jeszcze my, pesymiści antropologiczni, będziemy się ostatni śmiać”.

Właśnie tak. To wynika z naszej wiary - człowiek sam się nie zbawi, nie uszczęśliwi sam się, ani bogiem nie zostanie i tyle, choćby zrealizował zamysł, po którym to sobie obiecuje. Odrzuciwszy Boga i Jego wolę jako źródło swojego zbawienia, oparcia w życiu i szczęścia będzie cierpiał, pozostanie pusty, bo taką ma naturę, tak został stworzony, że Boga mu potrzeba do szczęścia i zbawienia. Albo to akceptujemy jako prawdę tyczącą się wszystkich, w tym transhumanistów, albo odrzucamy katolicyzm.

Napisał/a: Adimad To jednak jest życzenie czy też nadzieja, a nie dowiedzione prawo.

To konsekwencja takiej, nie innej wiary.

Napisał/a: Adimad ale optymistycznie nastawiony transhumanista odpowiada: „Człowiek nie musi nigdzie uciekać i nigdzie wracać, właśnie buduje sobie raj na Ziemi – i to rzeczywiście działa; anioł z mieczem ognistym stoi u bram Edenu, ale chętnych do szturmowania już nie ma”.

Onże transhumanista myli się jednak. Nie buduje raju, bo to nie zadziała - raju z tego nie będzie, choćby zrobił, co zamierzył, będzie za to rozczarowanie - potencjalny impuls do nawrócenia. Rzeczywistość mu zaskrzeczy, bo nie ma mocy jej faktycznie redefiniować swoją opinią na jej temat. Jest jak jest, i jeśli komuś wydaje się, że jest inaczej, niż jest, to wydaje mu się.

Reżyseria: Peyo

Napisał/a: Adimad


„Autentyczna” czy też „głęboka” prawica nie ma chyba na razie żadnej innej odpowiedzi na te problemy niż bagatelizowanie tematu plus ewentualne wzgardliwe machnięcie ręką i zaburczenie czegoś o tym, że „Faust, Frankenstein i Wieża Babel – na pewno tak się to skończy i jeszcze my, pesymiści antropologiczni, będziemy się ostatni śmiać”. To jednak jest życzenie czy też nadzieja, a nie dowiedzione prawo.

Ale o czym właściwie rozmawiamy? TH obiecują ludziom (i sobie) nieśmiertelność ciała, ale to się nie uda. Ludzkie ciało nie zostało zaprojektowane tak, aby przeżyć setki lat. Z tego materiału niewiele da się wyrzeźbić.

Obiecują różne rzeczy, nie tylko nieśmiertelność - a jeśli już, to nie tylko poprzez wydłużanie egzystencji aktualnie posiadanego ciała (zamiast tego np. przez mind uploading do komputera albo do bio-technologicznego fantomu). Generalnie też jestem w tej kwestii cokolwiek sceptyczny, aczkolwiek ciekawią mnie przekonujące argumenty przeciw takim tezom. Tzn. bardziej przekonujące niż ogólnikowe "e, panie, sajens-fikszyn, Kosiarza Umysłów się wzięli-naoglądali" czy nawet "tak się nie da, bo duszy nieśmiertelny nie wytrącisz pan z ciała, a bez duszy nieśmiertelny to taki robokop ani palcym nie ruszy, co wiemy z Tomasza i metafizyczny nauki o ruchu, formie i materyi".

Ale to nawet nie w tym rzecz. Pryma: nie chodzi o to, czy człowiek "stanie się Bogiem", bo zgadzam się z kol. Rydygierem, że się nie stanie. Problematyczna natomiast może być sytuacja, w której przynajmniej zewnętrznie i przez dostatecznie długi czas będzie to wyglądać tak, jakby się stawał. A to już jest znacznie bardziej możliwe. Jak to gdzieś tam wyżej napisałem (symbolicznie): "Precyzja i szybkość manipulacji genetycznych czy nanotechnologicznych w medycynie będzie graniczyła z cudownością uzdrowień w Lourdes – ale korzystać będą z niej także ateiści." I to już jest bardziej problematyczne. --- Ja wiem i koledzy wiedzą, że w religii tak naprawdę nie chodzi o to, by jakoś sobie tłumaczyć opady deszczu i ruch słońca na niebie (że to Helios jeździ wozym albo że jakiś bożek płacze z na-góry) - a jednak przez wieki ludzie mimo wszystko miewali ciągoty do takiego mieszania porządków, i to wbrew pozorom nie tylko proste chopy z Wandei, ale i ci poważniejsi. --- Analogicznie: ja wiem i koledzy wiedzą, że w religii nie chodzi o to, żeby w kółko straszyć porównaniami typu "widzita, za życia trza harować, męczyć się, a potym i tak zaraza człeka zeżre przed czterdziestko, a w niebie, hoho, w niebie bedzia TAK O" - a jednak znów, przez wieki kaznodzieje lubowali się w uzasadnianiu swych napomnień takimi właśnie kontrastami.

Sekunda: tak czy inaczej, dziwi mnie trochę postawa tych szacownych dyskutantów, którzy zdają się te osiągnięcia, które już są widoczne (a przynajmniej badane i testowane) zbywać wzruszeniem ramion i zaliczać do jakichś tam mało ważnych błyskotek. Na zasadzie: "no dobra, ale co z tego? no bydzie ta telepatia, bydzie mug chop jedyn z drugim kuleżance z pracy przesyłać z muzgu do muzgu zbereźne fantazje poprzez wszczepkię; --- no bydzia może ten kuniec pracy, dochód gwarantowan, to przeca nawet lepiej, wincy czasu łostanie na dyskusje o herezjach Franciszka i innych takich; --- no bydom te boty, roboty, nanoboty i insze bibeloty szysko za nas robić, ale dyć to się czymś różni od odkurzacza i pralki, ino skalą; --- bydom te leki na ejca, raka, ślepote i guchote w migu oka; --- bydzie sztućna inteligensja pisać felietony zamiast Ziemkowera i Terlika; --- bydzie se można siedm razów za jednego życia płeć zmieniać w te i we wte i nawet w połowie się zaczymywać na obojnactwie; --- bydzie se można czecio nogie albo renkie na plecach wyhodować albo ucho na czole; --- bydom te różne rzeczy szyskie, ale panie, czy to jakie wielkie sprawy, czy to jest o czem gadać, jakieś idełologie zmieniać, wymyślać, panie, czy to trza idełologie z powodu pralki z programym zmieniać, no daj pan spokój".

No tylko że właśnie ta przysłowiowa pralka (w to miejsce: maszyna parowa, mechanizacja rolnictwa, telefon, internet, szczepionki, antybiotyki, higiena, taśma fabryczna itd.) była jednym z czynników, które generowały zmiany społeczne (np. takie, że trza było w końcu znieść pańszczyznę, że kwalifikacje techniczne zaczęły dominować nad pochodzeniem, że baby się wzięli do nauki i roboty, że chopy się czytać nauczyli i organizować poczęli, że dzieci mrzeć przestały na potęgę itd.). A potem zawsze zostawał ktoś, kto się łudził, jak ultrasi w czasach Restauracji, że można się cofnąć do jakiejś idylli typu np. "wielka własność ziemska, chłop spokojny na polu, szewc w warsztacie i ksiądz na plebanii, a nie jakieś tam fabryki, banki, bicykle, awanse społeczne i niewieście emancypancje" (na przykład).

Napisał/a: Radarovsky Z tego materiału niewiele da się wyrzeźbić.

Czy to sens ma / kląć, że ten świat / z kiepskiego zrobiony surowca? / Bo dobry Bóg / już zrobił, co mógł, / teraz trzeba zawołać fachowca! ;-)

I find your lack of faith disturbing

Napisał/a: Adimad no bydzie ta telepatia, bydzie mug chop jedyn z drugim kuleżance z pracy przesyłać z muzgu do muzgu zbereźne fantazje poprzez wszczepkię

obiecanki cacanki

Napisał/a: Adimad nie tylko poprzez wydłużanie egzystencji

niech wpierw wymyślą skuteczną metodę wydłużania penisa

I find your lack of faith disturbing

Napisał/a: Adimad --- bydzie sztućna inteligensja pisać felietony zamiast Ziemkowera i Terlika; -

Panie! I to jezd ta nadzieja doczesnegusz zbawięstwa? Śtuczny Ziękiewicz? Bo Terlik to jusz tak gada jakbysz beł na prund (djabelski). To szysko nawet nie jezd nadzieja zabawięstwa.

Albosz czecia noga. Deskorolkie latajonce naj sam pjerw pszud zrupta

Żuć Pan jakiemisz kąkretamy zbawiennemy.

Poszet na kursa limgistyczne. Nualesz nie skączeł.

Napisał/a: Filioquist niech wpierw wymyślą skuteczną metodę wydłużania penisa

No i tuszem Kulega te bajkie tranckumanistyczne wykączeł.

Poszet na kursa limgistyczne. Nualesz nie skączeł.

>> obiecanki cacanki

https://www.newscientist.com/article/2133343-photos-of-human-faces-reassembled-from-monkeys-brain-signals/

http://www.cell.com/cell/pdf/S0092-8674%2817%2930538-X.pdf

Że nie wspomnę o urządzeniach jako-tako sterowanych myślą. No, ja wiem, że to nie to samo. Ale.

Napisał/a: Adimad No, ja wiem, że to nie to samo

to mnie Kulega uspokoił ...ufff

I find your lack of faith disturbing

>> Żuć Pan jakiemisz kąkretamy zbawiennemy.

Żucam co rósz, ale prawdopodobnie gdybym nawet sam się skopiował do tableta, żeby robotyczna kopia Jarosława Kaczyńskiego mogła mnie przynieść na mównicę sejmową i wyświetlić na żywo --- to kolega wzruszyłby ramieniami - "no dobra, i cusz takiego, że Robokaczyński ma kolegie na pendrajwie jak Saladyn-Paladyn tego dżinu w butelce-małpce?". Tak to zawsze można. Naturlich.

oferta transhumanizmu to skopiowanie do tableta zamiast wydłużenia penisa

I find your lack of faith disturbing

Copyright © 2011 Rebelya.pl Wszelkie prawa zastrzeżone.