Dlaczego 'tech-gnoza' (określenie Erika Davisa) i transhumanizm (szeroko pojęty, nie tylko jako kopiowanie umysłu do komputera) są niebezpieczne dla 'tradycyjnych religii', dla 'ścieżki prawej ręki' bardziej niż dotychczasowe formy gnozy, znane od tysięcy lat?

Cóż, w największej ogólności wynika to z faktu, że dotychczas 'lewa ręka' działała na tym samym polu, co i 'prawa'. Mogła obiecać wyzwolenie po śmierci, a jeśli za życia, to zazwyczaj w jakimś niejasnym, duchowym sensie. Mogła pokazać brodatego maga czy guru o uduchowionym wzroku i twierdzić, że tak wygląda człowiek wyzwolony, który zrozumiał, że jest Bogiem - ale niestety, taki był z niego Bóg, co nie umiał sobie poradzić ze wzdęciami i długami u lichwiarzy. Mogła wskazać alchemika, który przez 20 lat zwodził swego mecenasa-księcia, mieszając gówno z surowym jajkiem i obiecując, że wyprodukuje z tej mikstury złoto; ale nie wyprodukował tylko uciekł z trzosami monet (ewentualnie zgnił w lochu) - i znów całą boską moc trzeba było przenieść na plan symboliki, metafory i duchowości.

Ale dziś nowa gnoza może powiedzieć: tym razem mamy fakty, empiryczne, namacalne skarby. Błogosławieni, którzy nie uwierzyli, tylko przyszli i zobaczyli. To działa. Stary, transcendentny Bóg nadal obiecuje wyzwolenie duchowe, którego większość ludzi nie jest nawet w stanie zrozumieć - oraz zbawienie po śmierci, czego nie możemy sfalsyfikować po tej stronie. My tymczasem oferujemy konkret - nieśmiertelność może i nie wieczną (bo w końcu gwiazdy zgasną), ale wystarczająco długą, by nie robiło to różnicy; - moce przemiany, które co prawda wciąż będą udoskonalane, ale już na wejściu będą oszałamiać. I tak jak w gnozie: nie wiara, nie łaska, ale wiedza.

Naturalnie dotyczy to nie tylko technofilów, ale też i innych ruchów czy zjawisk, które kwitną w tych czasach: jak LGBTQ, modyfikacje ciała, globalizacja kultury itd.

W tym kontekście zabawne jest bardzo prawaki-biedaki nie pojmują, o co w tym wszystkim chodzi; - i myślą, że poradzą sobie z tematem, publikując jakieś oszołomskie broszurki doktora Camerona o bakteriach kałowych i igraszkach sodomickich. A przecież 'gaye' jako tacy nie mają tu żadnego szczególnego znaczenia - to po prostu jedna z wypustek 'ogólnego wyzwolenia', tyle że z praktycznych powodów najbardziej obecnie krzykliwa. W istocie chodzi jednak nie o męski seks analny, ani nawet nie o seks z kimkolwiek gdziekolwiek, tylko o cokolwiek gdziekolwiek, o przekroczenie wszelkich ograniczeń i realizowanie swojej 'thelemy'.

***

Ogólnie prawactwo nie ma chyba na razie żadnej innej odpowiedzi na te pytania niż bagatelizowanie tematu + ew. wzgardliwe machnięcie ręką i zaburczenie czegoś o tym, że "Faust, Frankenstein i Wieża Babel - i że na pewno tak się to skończy - i jeszcze hyhy, my pesymiści antropologiczni będziemy się ostatni śmiać"; ale to jest życzenie, a nie jakieś dowiedzione prawo. Konserwatyści poklepują się po plecach, mówiąc, że "człowiek nigdy nie ucieknie z wygnania poza Eden i nigdy nie zdusi w sobie tęsknoty za rajem", ale wesoły transhumanista mówi: "Nie musi nigdzie uciekać i nigdzie wracać, właśnie buduje sobie raj na Ziemi - i to rzeczywiście działa; anioł z mieczem ognistym stoi u bram Edenu, ale chętnych do szturmowania już nie ma", ewentualnie: "Człowiek przestanie być starym człowiekiem, a ciało uwielbione skonstruuje sobie bez postów, umartwień i zmartwychwstania, dostaniecie namacalny dowód na to, że gnoza, magia i alchemia zadziałały - w scjentystycznym paradygmacie - i że historie o koronie stworzenia, o biologicznym ciele, do którego zamontowana jest na stałe dusza, o tym, że świadomość to coś wyjątkowego, że śliski, biologiczny starter-pack łaskawie dany przez Demiurga to niezastępowalne opus magnum, że w pocie czoła pracować będziesz, a w bólu rodzić, że dobra są rzadkie, a życie ulotne i nędzne - właśnie zostaną sfalsyfikowane". --- --- --- To są problemy jutra, a poniekąd i problemy dnia dzisiejszego, zupełnie fundamentalne dla religii, gospodarki, filozofii, koncepcji człowieka itd.; a prawaki dyskutują o ustaszach, rajtuzach albo o tym, czy w prawilnie karlistowskich Kortezach powinna być reprezentacja cechu rybaków; albo czy narodowe państwo pracy oprzeć na robotnikach, czy na chłopach; albo myślą, że w gender / lgbtq i tego typu rzeczach naprawdę chodzi o sodomię jako taką.

Ęwalida! transhumanistyczna jego poszefka

dwie stopki

skopiowany do tableta jest odporny na zawał natomiast nie jest odporny na zawis (kużden konputer sie wiesza)

przewaga zawisu nad zawałem jest taka, że zawisły nie ma nieprzyjemnych myśli

I find your lack of faith disturbing

Napisał/a: Filioquist nieprzyjemnych myśli

Nie mniałę, jeźli domję te alibi.

Napisał/a: Filioquist odporny na zawał

Alesz cósz to dawa, tag kąkretnie?

dwie stopki

Napisał/a: Adimad Że nie wspomnę o urządzeniach jako-tako sterowanych myślą.

Isz bede na ten tychmiast gupio myślo piseł gupie posty na fejcbuku. Dziesz tu zbawięstwo?

Poszet na kursa limgistyczne. Nualesz nie skączeł.

Napisał/a: Adimad Żucam co rósz

Ziękiewiczem. Spuszcze na to tranckumanistyczno zasłone mniłosierdzia.

Poszet na kursa limgistyczne. Nualesz nie skączeł.

Napisał/a: Filioquist

oferta transhumanizmu to skopiowanie do tableta zamiast wydłużenia penisa

A pocusz mie fifak wef tablecie? Zboczęstwo.

Poszet na kursa limgistyczne. Nualesz nie skączeł.

Napisał/a: Gnębą zes psykiko ostro jak bszytwa

Napisał/a: Filioquist

oferta transhumanizmu to skopiowanie do tableta zamiast wydłużenia penisa

A pocusz mie fifak wef tablecie? Zboczęstwo.

Aby mieć czym prdelić na wyforach enternetywych.

Content invalid

Napisał/a: Plankton vel Wolfwind Aby mieć czym prdelić na wyforach enternetywych

Nualesz akurantnie zes pyrdoleniem to i tradyncyjno metodo dawamy rade.

Poszet na kursa limgistyczne. Nualesz nie skączeł.

Napisał/a: Gnębą zes psykiko ostro jak bszytwa

Napisał/a: Filioquist

oferta transhumanizmu to skopiowanie do tableta zamiast wydłużenia penisa

A pocusz mie fifak wef tablecie? Zboczęstwo.

nie wef a zamiast

ten cały transhumanizm oferuje jakieś nędzne ersatze

I find your lack of faith disturbing

Autorka przewiduje, że transhumanizm kompletnie zmieni debatę o aborcji(ale również spadająca liczba urodzeń i samych aborcji):
https://www.firstthings.com/web-exclusives/2017/06/our-outdated-debates

Neodonkiszotysta

Wszyscy będziemy bezrobotni. Nadchodzi epoka "aplikracji"
Piątek, 23 czerwca (15:45)

Kiedyś wszyscy będziemy bezrobotni - w rozmowie z dziennikarzem RMF FM Michałem Zielińskim przekonuje twórca robotów Limor Schweitzer, prezes firmy Robo Savvy, były pracownik izraelskiego wywiadu, który wprowadza już na rynek "robokamerzystę". Naukowcy zgadzają się, że roboty będą stopniowo wypierać ludzi z dzisiejszych zawodów. Różnią się jednak w ocenie skutków tego procesu. Jedni uważają, że - jak przy poprzednich rewolucjach: agrarnej czy przemysłowej - pojawią się nowe zawody. Inni argumentują, że tym razem będzie inaczej. Pracujący nad sztuczną inteligencją wizjoner przekonuje, że roboty wyposażone w sztuczną inteligencję ostatecznie zastąpią ludzi we wszystkich zadaniach. Jak mówi, potrzebna będzie zatem zmiana myślenia o roli człowieka w społeczeństwie, o władzy i o pieniądzu.
LIMOR SCHWIETZER /LIMOR SCHWIETZER /
LIMOR SCHWIETZER
/LIMOR SCHWIETZER /

Michał Zieliński: Naprawdę wszyscy będziemy bezrobotni?

Limor Schweitzer: Roboty i automatyka, sztuczna inteligencja już stopniowo zastępują ludzi w różnych zadaniach, w różnych zawodach. Nie zawsze zastępują całe zawody, ale raczej poszczególne czynności, które są automatyzowane dzięki wprowadzaniu robotyzacji czynności fizycznych i wprowadzaniu sztucznej inteligencji w miejsce czynności myślowych. Ostatecznie te rozwiązania pozbawią ludzi obecnych zawodów. Niektórzy mówią, że pojawią się nowe zawody. Ja mówię: nie pojawią się...

Jesteś pesymistą!

Nie. Nie jestem pesymistą. Już tłumaczę dlaczego. Otóż tym razem to jest coś zupełnie innego niż do tej pory. Kiedy dawniej następowała ewolucja zajęć człowieka - choćby wtedy gdy w rolnictwie pojawił się koń albo kiedy pojawił się silnik parowy, samochód, czy samoloty - wtedy było inaczej. Tym razem chodzi bowiem o... umysł. Przewaga niewolnika nad koniem jest taka, że niewolnik rozumie, co się do niego mówi. Ma ręce i zręczność. Tym razem oczywiście nie ma niewolników, ale są ludzie, wykonujący różne czynności.

Firma McKinsey i naukowcy z Oxfordu przeprowadzili np. badania, w których opisują zadania i zawody, które można zakwalifikować jako fizyczna praca w otoczeniu o trwałej strukturze. Choćby pchanie wózka przez korytarze; to jest otoczenie o stałej strukturze. Jednak na zewnątrz jest już inaczej; mogą pojawić się przechodzący ludzie i inne przypadkowo występujące przeszkody. Naukowcy wzięli więc na warsztat pełną amerykańską listę zawodów i przeanalizowali, co ludzie robią w poszczególnych profesjach - praca fizyczna, wprowadzanie danych, podejmowanie decyzji, interakcja z ludźmi, sprzedaż, w sumie jakieś sto kategorii i i zdali sobie sprawę, że użycie dostępnych już dziś narzędzi automatyzacji takich jak robotyzacja, sztuczna inteligencja, oprogramowanie, pozwala zastąpić od dwudziestu do osiemdziesięciu procent wszelkich czynności człowieka! Średnio 50 procent dzisiejszych zajęć może być zastąpionych przez dostępną dziś technologię, a przecież technologa się rozwija. Stąd wniosek, że w ciągu 10 lat presja kosztowa wypcha ludzi z połowy zawodów.

Różnica między tą zmianą a poprzednimi jest zatem taka, że tym razem ludzie tracą dwie najważniejsze przewagi: umysł i ręce. Ludzka ręka wciąż jest lepsza od robotycznej, ciężko ją zastąpić, ale sztuczna inteligencja w wielu przypadkach w wielu zajęciach może już z powodzeniem zastępować ludzki umysł. Przykładowo księgowi; można założyć, że ich zawód zniknie. Już dziś są firmy które oferują automatyczną księgowość. Zawody prawnicze tak samo, bo programy potrafią rozumieć tekst, szczególnie ujęty w ramy języka prawnego. Roboty do tej pory stosowało się w fabrykach, w produkcji, ale tym razem jest już nowa generacja robotów. Mogą z powodzeniem pracować wśród ludzi bo mają czujniki i zdolność obliczeniową, które sprawiają, że nie stwarzają zagrożenia dla ludzi.

Czy są zawody które zostaną? Które są najmniej narażone na zastąpienie przez roboty?

Zarządzanie. Wszystko, co ma cokolwiek wspólnego z empatią. Masażyści choćby zostaną. Pielęgniarki też. Nawet jeśli mówi się, że roboty będą się opiekować starszymi ludźmi, to jednak nie w pełni zastąpią ludzi. Wyślesz do swojej babci robota czy może opiekunkę? Oczywiście, jeśli cena będzie zbliżona, wyślesz człowieka. Wszystko co ma cokolwiek wspólnego z człowieczeństwem, z ludzkimi cechami, będzie rosło, ale wiele pracowników, którzy dziś wykonują czynności łatwe do opisania algorytmem, zostanie zastąpionych. To już się dzieje. Jeśli spojrzysz na to, co następuje od 20 lat, zobaczysz, że już mamy ten trend zastępowania ludzi. Choćby agenci podróżni. Dwadzieścia lat temu to był zwykły zawód, dziś jest niszowy. Podobnie jest z kasjerami, w supermarkecie czy banku, inkasującymi gotówkę. Za pięć lat nie będzie kasjerów. Amazon już uruchomił automatyczną płatność, bierzesz z półki towar, wychodzisz ze sklepu, program automatycznie zlicza i obciąża twoje konto. Ubezpieczenia, usługi prawnicze. Informacje, dziennikarstwo. Wiele tekstów w internecie już dziś jest przygotowywanych przez automat. Encyklopedyści, zbierający wiedzę i tak dalej...

A co się w stanie na przykład z nauczycielami? Z jednej strony mamy efektywną edukację, programy skrojone do potrzeb danego studenta czy ucznia. Ale z drugiej strony w tradycyjnej edukacji jest też element interakcji, nie tylko nauczania, ale też kreowania osobowości.

Myślę, że to będzie połączenie. Jest tu ten aspekt humanistyczny. Jeśli spojrzysz na nauczycieli - sam byłem jednym z nich w Wielkiej Brytanii - to znaczna większość z nich to nie są ludzie, którym świadomie powierzyłbyś swoje dziecko. Problem w tym, że w tym zawodzie właściwie nie działa żaden mechanizm motywacji finansowej. A jednocześnie pojawiają się programy do nauczania i uniwersytety on line, gdzie wykładają perfekcyjni nauczyciele. Już dziś można uczyć się w internecie właściwie wszystkiego od najlepszych nauczycieli na świecie. Z drugiej strony, nadal potrzebna będzie bezpośrednia rozmowa i zadawanie pytań. Z tym, że nie każdy nauczyciel potrafi wykładać, inspirować, wychowywać. Wielu ludzi zostaje nauczycielami, żeby mieć pewną pracę i pewny dochód. Nauczyciela - czy jest dobry czy zły - z zawodu się nie wyrzuca. Niedługo więc tym właściwym uczeniem zajmą się - wirtualnie - ci najlepsi, a nauczycieli w realu ubędzie; co sprawi, że z uczniami pozostaną ci empatyczni i zmotywowani.

Zastanawiam się z czego będą się utrzymywać masy, skoro nie będzie pracy i jak bardzo wzbogacą się właściciele środków produkcji. Co z tym zrobić? Jedną z propozycji jest wprowadzenie podatku od pracy robotów, z którego państwo utrzymywałoby ludzi bez zajęcia. Co o tym sądzisz?

Ten śmieszny pomysł z podatkami wyszedł z Komisji Europejskiej, od osoby która wcześniej była... przedszkolanką. Dlaczego jest śmieszny? Dlaczego jest kompletnie głupi? Ano dlatego, że nie da się zdefiniować robota. Robotem jest przecież na przykład pralka. Czajnik elektryczny do gotowania wody też jest robotem. Jak można poza tym proponować wprowadzenie nowych podatków, skoro już dziś płaci się 85 procentowe daniny. Kiedy kupujesz importowany telefon komórkowy płacisz rządowi osiem razy więcej w podatkach niż wynosi jego wartość. Zatem więcej podatków od pracy robotów to pomysł nie do wprowadzenia i poza tym w ogóle niczego nie rozwiązuje.

Co trzeba zrobić? Mam swoją propozycję. Tak, tak (śmiech). Trzeba zmienić sposób działania rządu. Należy kompletnie zmienić koncepcję rządu, odpowiednio go zmodernizować. Nadal posługujemy się bowiem archaicznym wzorcem przywództwa pełnionego przez garstkę ludzi rządzących resztą stada. To przestarzała idea. Wiele naszych pierwotnych instynktów wywodzących się z czasów, gdy byliśmy stadem udało się nam przecież poskromić. Na przykład: linczowaliśmy ludzi - już tego nie robimy, prawda? Urządzaliśmy publiczne egzekucje, urządzaliśmy wojny, na których szlachtowaliśmy ludzi - jako społeczeństwo przestaliśmy to robić. Następnym krokiem jest likwidacja przywództwa politycznego. Koncepcja, by garstka decydowała o wszystkim, co dotyczy życia milionów jest błędna. Rządy od ludzi dzieli dziś coraz większa przepaść. Spytaj kogokolwiek w świecie zachodnim, a usłyszysz to samo: "płacę podatki i więcej nic mnie nie obchodzi, bo i tak nie dostaję tego, czego oczekuje i potrzebuję". W jednych krajach dostaje się oczywiście więcej, w innych mniej, ale zasadniczo stosunek jakości rządu do jego ceny jest marny...

Niech zgadnę! Będą nami rządzić roboty!

Nie. Sugeruję coś innego. Ludzie powinni zyskać większy wpływ na rządzenie. Nie chodzi mi o referenda ani o wybory, bo to bardzo przestarzałe koncepcje. Otóż dziś każdy ma telefon i każdy ma aplikację. Wyobraźmy sobie, że masz taką aplikację rządową i prawo nakazuje ci uruchamianie jej codziennie. Musisz używać jej każdego dnia na mocy prawa. Oczywiście za dwadzieścia lat to będzie inna technologia, jakaś pewnie wirtualna, ale dziś, dla uproszczenia, załóżmy, że to jest komórka ze stosowną aplikacją. Dzięki takiej aplikacji każdy obywatel bierze udział w stałym procesie podejmowania decyzji. W ten sposób proces rządzenia przenoszony jest na ludzi, a to będzie bardzo ważne, bo przecież wszyscy będziemy bezrobotni.

Jak już mówiłem, w większym lub mniejszym stopniu: wszyscy! Wszelkie czynności potrzebne dla człowieka będą zautomatyzowane. Wszystko, czego używamy, jemy, wszystko, co robimy dziś, będzie wykonywane przez roboty i sztuczną inteligencję. Zmieni się nasza rola. Ludzie będą zajmować sztuką, masażem, czy wakacjami. Ale taka zmiana może okazać się dla ludzkości tragedią, o ile nie zmienimy myślenia o roli człowieka w społeczeństwie. Dziś zakładamy, że jesteśmy uczestnikami systemu gospodarczego, czyli pracownikami albo przedsiębiorcami. Innymi słowy albo bierzesz udział albo jesteś nikim i nie masz nic. Nawet koncepcja pieniądza musi się zmienić, ale to już odległy temat...
Czytaj więcej na http://www.rmf24.pl/nauka/news-wszyscy-bedziemy-bezrobotni-nadchodzi-epoka-aplikracji,nId,2409459#utm_source=paste&utm_medium=paste&utm_campaign=firefox

Poza pewnymi szczegółami myślę podobnie. I też nie jestem pesymistą, że tragedia, czy coś, choć z pewnością pojawią się nowe minusy i patologie. Ale albo nie doczytałem, albo wywiad ignoruje aspekt wpływu braku zatrudnienia w obecnym rozumieniu na psychikę człeka. Ciekawe, co sobie znajdzie do roboty w życiu. W czym i jak będzie szukał (poczucia) wartości własnej egzystencji i czy to, co teraz nazywamy hobby/pasją, zapewni mu równowagę psychiczną w tym aspekcie. Odpowiedź może być całkiem optymistyczna - może zapewni o wiele lepiej niż status quo. Czy nie jest tak, że z jednej strony konieczność przetwarzania czasu swojego życia, zdolności mózgu i energii ciała na środki utrzymania a z drugiej silny brak korelacji między popytem na pracę a podażą indywidualnych talentów blokuje rozwój człowieka w zgodzie z tymi talentami?

Reżyseria: Peyo

καρδίαν καθαρὰν κτίσον ἐν ἐμοί ὁ θεός καὶ πνεῦμα εὐθὲς ἐγκαίνισον ἐν τοῖς ἐγκάτοις μου

>> i czy to, co teraz nazywamy hobby/pasją, zapewni mu równowagę psychiczną w tym aspekcie.

Hehe. Kiedy piszę, że być może / prawdopodobnie automatyzacja (szeroko pojęta) zabierze takie-owakie zawody, to niektórzy odpowiadają, że powstaną nowe zawody.

Kiedy mówię na to, że jeśli nawet, to w znaczącej mierze mogą się to okazać zawody i miejsca pracy, ale... dla robotów / botów / komputerów, a czas pracy dla (znakomitej większości) ludzi dobiegnie końca, wówczas słyszę, że "no może, ale nawet jeśli, to nie za naszego życia, to jeszcze dużo czasu, panie, cholera wie, może z 50 lat albo coś".

A kiedy ktoś już nawet się zgodzi z moim czarnowidztwem albo dopuści do siebie myśl, że możemy rozważać przyszłość odległą nie tylko o 5 - 15, ale i o 30 - 50 - 100 lat, to wówczas dopowiada, że "w takich okolicznościach wcale nie będzie źle, pomijając może jakiś krótki, bolesny okres przejściowy; a ostatecznie ludzie zajmą się malarstwem akwarelowym, korzenioplastyką, karaoke, grą na drumli, zapasami sumo, metafizyką, wypiekiem ekologicznego chleba, slamami poetyckimi etc."

Sugerowanie, że człowiek będzie miał jeszcze takie "skills & abilities", by rzeczywiście coś zademonstrować na tych polach. Tak, aby nie być jak niedorozwinięte dziecko, któremu wszyscy gratulują byle bazgrołki, bo może i sama w sobie niewiele warta, ale od serca i ile chłopczyk wysiłku w to włożył, hoho.

Jack Williamson omówił ten temat już 70 lat temu:

***

– Tato, nie będę już więcej grać na skrzypcach.

– Dlaczego, kochanie? – Spojrzał na nią ze zdziwieniem, wstrząśnięty rozgoryczeniem malującym się na jej twarzy. – Tak dobrze ci szło… zwłaszcza odkąd humanoidy zaczęły dawać ci lekcje.

– W tym cały kłopot, tato. – W jej dziecinnych ustach zabrzmiało to dziwnie smutno i dojrzale. – Są za dobre. Choćbym nie wiem jak długo i uparcie ćwiczyła, nigdy im nie dorównam. To nie ma sensu. Nie rozumiesz, tato? – Głos jej zadrżał. – To po prostu nie ma sensu.

(…)

Samochód skręcił z lśniącej alei, wioząc go z powrotem do spokojnego przepychu jego więzienia. Underhill zaciskał i otwierał złożone na kolanach puste ręce. Nie było nic innego do roboty.

***

To jest zasadnicze pytanie, nad którym warto sobie pogdybać, nawet jeśli ani my tego nie dożyjemy, ani nasze wnuki. Ale może już prawnuki? Do czego będzie potrzebny i co będzie mógł robić człowiek w świecie, w którym jego elektroniczne twory będą go równoważyć i przerastać nie tylko w pracy mechanicznej, nie tylko w pracy 'białych kołnierzyków', nie tylko w rozwijaniu nauki, ale i w sztuce, rzemiośle, hobby, sporcie czy nawet - przynajmniej zewnętrznie, na zasadzie udanej, zgoła perfekcyjnej imitacji - w emocjach, relacjach międzyludzkich, w drobnych żartach i drobnych niedoskonałościach... We wszystkim.

Napisał/a: Herr Schweitzer
Ostatecznie te rozwiązania pozbawią ludzi obecnych zawodów. Niektórzy mówią, że pojawią się nowe zawody. Ja mówię: nie pojawią się...
...
Wszystko co ma cokolwiek wspólnego z człowieczeństwem, z ludzkimi cechami, będzie rosło
...
to będzie bardzo ważne, bo przecież wszyscy będziemy bezrobotni.
...
Jak już mówiłem, w większym lub mniejszym stopniu: wszyscy! Wszelkie czynności potrzebne dla człowieka będą zautomatyzowane.
...
Ludzie będą zajmować sztuką, masażem, czy wakacjami.

coś mało spójny ten przekaz raczej

Napisał/a: Herr SchweitzerNaukowcy wzięli więc na warsztat pełną amerykańską listę zawodów i przeanalizowali, co ludzie robią w poszczególnych profesjach - praca fizyczna, wprowadzanie danych, podejmowanie decyzji, interakcja z ludźmi, sprzedaż, w sumie jakieś sto kategorii i i zdali sobie sprawę, że użycie dostępnych już dziś narzędzi automatyzacji takich jak robotyzacja, sztuczna inteligencja, oprogramowanie, pozwala zastąpić od dwudziestu do osiemdziesięciu procent wszelkich czynności człowieka! Średnio 50 procent dzisiejszych zajęć może być zastąpionych przez dostępną dziś technologię, a przecież technologa się rozwija. Stąd wniosek, że w ciągu 10 lat presja kosztowa wypcha ludzi z połowy zawodów.

20 do 80%, średnio 50%, "wniosek, że w ciągu 10 lat presja kosztowa wypcha ludzi z połowy zawodów"

wyczuwam "uczonych radzieckich"

Napisał/a: Herr SchweitzerNadal posługujemy się bowiem archaicznym wzorcem przywództwa pełnionego przez garstkę ludzi rządzących resztą stada. To przestarzała idea. Wiele naszych pierwotnych instynktów wywodzących się z czasów, gdy byliśmy stadem udało się nam przecież poskromić. Na przykład: linczowaliśmy ludzi - już tego nie robimy, prawda? Urządzaliśmy publiczne egzekucje, urządzaliśmy wojny, na których szlachtowaliśmy ludzi - jako społeczeństwo przestaliśmy to robić. Następnym krokiem jest likwidacja przywództwa politycznego.
...
każdy obywatel bierze udział w stałym procesie podejmowania decyzji. W ten sposób proces rządzenia przenoszony jest na ludzi

wariat?

I find your lack of faith disturbing

Jego pomysły polityczne to akurat taka tam głupotka, ale do co do reszty: może i trochę przeinacza / wyolbrzymia / uogólnia, niemniej ogólny kierunek zdaje się taki być. Ale tak, wiem: wszyscy zostaniemy fryzjerami, kamerdynerami i trefnisiami. Znaczy u tych, którzy nimi nie zostaną, bo będą posiadać maszyny.

Jeszcze co do mojego poprzedniego wpisu, mógłbym po raz kolejny dodać: i czy taki hipotetyczny obrót wydarzeń rzeczywiście nie naruszyłby w żaden sposób tej koncepcji człowieka, którą proponują tradycyjne religie, w szczególności chrześcijaństwo? To znaczy, ok: czy przypadkiem tak by to nie wyglądało? Miała być korona stworzenia, ludzki mózg, rozum, myśl - niedościgłe osiągnięcie Bożego geniuszu, poruszane animą itd. A tu się okazuje, że to tylko wstępny, biologiczny prototyp, którego prawdziwym rozwinięciem będzie dopiero maszyna oparta o elektronikę tego czy innego rodzaju. A korona stworzenia pozostanie gdzieś na poziomie / w roli chomików, nie bardzo już nawet nadążając za tempem i kierunkiem zmian. Jak w pysk może to oznaczać wzrost popularności podejścia gnostyckiego, mniejsza o to, czy w pesymistycznym czy "optymistycznym" ("prometejskim") ujęciu. W każdym razie to będzie ten właśnie sposób myślenia: oto uciekamy nieudolnemu Demiurgowi ze śmierdzących klatek, w których nas zamknął na tych xxx tysięcy lat, wmawiając nam, że niedoskonałość ciał wynika z naszego grzechu pierworodnego. A my tymczasem se z naszymi iskierkami prawdziwego Ducha przeskoczymy do robokopów, na przykład.

No i owszem, warto mieć na to jakąś odpowiedź.

Napisał/a: Adimad ostatecznie ludzie zajmą się malarstwem akwarelowym, korzenioplastyką, karaoke, grą na drumli, zapasami sumo, metafizyką, wypiekiem ekologicznego chleba, slamami poetyckimi etc."

Prawdopodobnie przyjdzie również zmienić sobie w głowie myślenie o hobby/pasji. Już nie zbieranie znaczków a, dajmy na to, planowanie eksploracji kosmosu. W ogóle to ciekawy trend może być -
skoro byt zapewniony, więcej czasu na poznawanie rzeczywistości. Człowiek zawsze miał talenty i zawsze po coś dane, jak myślę - by je rozwijać z pożytkiem. To się raczej nie zmieni, zmienić się mogą, jak się zmieniały dotąd, pola ich realizacji. Postęp jest wpisany w naturę ludzkiej egzystencji, nie jest więc raczej czymś złym, a zamyślonym przez Stwórcę jako dar, a jeśli tak, nie prowadzi sam w sobie do tragedii, wręcz przeciwnie. O tym, do czego człowiek będzie sobie potrzebny w przyszłości możemy faktycznie tylko gdybać (i świetnie, gdyby przyszłość była tak przewidywalna, wiałoby nudą), ale zakładałbym, że jak by nie było, źle nie będzie, wyjąwszy oczywiście grzech i jego skutki.

Człek wierzący nie winien obawiać się przyszłości, skoro ufa Bogu.

To:

Napisał/a: Adimad Nie było nic innego do roboty.

Nie przekonuje mnie. Poniekąd też dlatego, że to rodzaj futuryzmu ciasnego, polegającego na tym, że ekstrapolujemy obserwowane trendy, a reszta konstans.

Reżyseria: Peyo

Ale widzi kolega. Owszem, możemy sobie takie hobbies wymyślić, nawet jakieś bardzo niezwykłe: np. że w zasięgu chłopka-roztropka z Ziemi będzie, a co tam się ograniczać, możliwość sterowania infrastrukturą terraformującą całą planetę gdzieś-tam w galaktyce. W końcu planet prawdopodobnież mamy dostatek, każdy będzie se mógł mieć własną, jak koloniści działki gruntu na prerii czy inszej Syberii. Zresztą mniejsza o to. Przykład umyślny, żeby uskrajnić.

Pytanie tylko: czy będzie sens robić takie rzeczy, jeśli kto inny - mianowicie inteligencja nie-biologiczna, komputerowa, robotyczna - będzie robić je lepiej, szybciej, sprawniej? Niby tak, bo co to komu szkodzi, ale i w sumie nie - bo nawet teraz miłośnicy "ręcznie robionego" czy "prawdziwych instrumentów" lubią się podpierać wiarą w to, że "hoho, panie, żadn kompjutyr nie wymodeluje kapelusza tak porządnie jak doświadczona modystka z odciskamy na opuszkach", "daj pan spokój, nigdy we sklepie nie dostaniesz pan tak pysznego chleba jak my tu z małżonko wygniatamy na drożdżach nogamy w misce", "panie, ja te muzyke z kompjutra to słyszał, to je dziadostwo, w tym życia ni ma, to nigdy tak nie zabrzmi jak gitara pod palcyma żywego chopa".

A jeśli zabrzmi? Wymodeluje? Zrobi? Obliczy? Wygra? A my będziemy mogli się oczywiście dalej w to bawić, tylko że z poczuciem, że "to po prostu nie ma sensu", bo w którymś tam kolejnym "Konkursie Chopinowskim" za lat -dziesiąt, -set zaczną po prostu wygrywać androidy. Oceniane obiektywnie, algorytmicznie przez inne androidy w żyri. Hyhy.

Zabawne jest, ze czlowiek chce stworzyc cos na swoj obraz i podobienstwo, cos co nim nie jest.

I od razu ten lek, ze to cos bedzie lepsze. Jesli roboty beda jak ludzie, to co zrobia jak spelnia wszystkie swoje marzenia? A jesli nie beda, to czy beda to zachlanne, niezaspokojone potwory?

EDIT: odpowiednio zaprogramowane roboty nie musza byc bezduszne, byc moze okaza sie bardziec cierpliwe i delikatne niz ludzie, ale czy beda ludzkie? I co jesli przez jakis blad w oprogramowaniu jakis robot nakarmi staruszke 256 razy pod rzad albo nie nakarmi w ogole? Spali sie go na stosie czy zresetuje? A jesli oprogramowanie napisal inny robot?

nic

Napisał/a: AdimadSugerowanie, że człowiek będzie miał jeszcze takie "skills & abilities", by rzeczywiście coś zademonstrować na tych polach. Tak, aby nie być jak niedorozwinięte dziecko, któremu wszyscy gratulują byle bazgrołki, bo może i sama w sobie niewiele warta, ale od serca i ile chłopczyk wysiłku w to włożył, hoho.
...
– W tym cały kłopot, tato. – W jej dziecinnych ustach zabrzmiało to dziwnie smutno i dojrzale. – Są za dobre. Choćbym nie wiem jak długo i uparcie ćwiczyła, nigdy im nie dorównam. To nie ma sensu. Nie rozumiesz, tato? – Głos jej zadrżał. – To po prostu nie ma sensu.

to m.zd. psychologicznie fałszywe - normalnie ludzie bazgrolą czy rzępolą bo lubią, bo mają potrzebę i przyjemnośc, a nie dlatego by spełnić jakieś abstrakcyjne oczekiwania

Napisał/a: Adimadczłowiek w świecie, w którym jego elektroniczne twory będą go równoważyć i przerastać nie tylko w pracy mechanicznej, nie tylko w pracy 'białych kołnierzyków', nie tylko w rozwijaniu nauki, ale i w sztuce, rzemiośle, hobby, sporcie czy nawet - przynajmniej zewnętrznie, na zasadzie udanej, zgoła perfekcyjnej imitacji - w emocjach, relacjach międzyludzkich, w drobnych żartach i drobnych niedoskonałościach... We wszystkim.

mało prawdopodobne - ludzie jeszcze bardzo długo ...będą tańsi, jest ich od zarąbania i wciąż ich przybywa

plus ludzka brzydka przyjemność eksploatacji drugiego człowieka i dominacji nad nim - relacje z maszyną tego nie zapewnią

I find your lack of faith disturbing

Napisał/a: Adimad

Niby tak, bo co to komu szkodzi, ale i w sumie nie - bo nawet teraz miłośnicy "ręcznie robionego" czy "prawdziwych instrumentów" lubią się podpierać wiarą w to, że "hoho, panie, żadn kompjutyr nie wymodeluje kapelusza tak porządnie jak doświadczona modystka z odciskamy na opuszkach", "daj pan spokój, nigdy we sklepie nie dostaniesz pan tak pysznego chleba jak my tu z małżonko wygniatamy na drożdżach nogamy w misce", "panie, ja te muzyke z kompjutra to słyszał, to je dziadostwo, w tym życia ni ma, to nigdy tak nie zabrzmi jak gitara pod palcyma żywego chopa".

A jeśli zabrzmi? Wymodeluje? Zrobi? Obliczy? Wygra?

ludzkiej wiary to nie zmieni, ludzie wierzą w to, w co chcą

I find your lack of faith disturbing

Napisał/a: Adimad Sugerowanie, że człowiek będzie miał jeszcze takie "skills & abilities", by rzeczywiście coś zademonstrować na tych polach.

Nualesz ludzie od tysiemcy lat sie ścigejo, skaczo, podnoszo rużne ciemżary mimosz isz jagulary, elefanty oras insze stwory robio to lepij.

Jak wynaleźli robota pod nazwo samochud to tysz pewnie beli takie jak Kulega, kturesz muwieli "Komusz tera byndzie kciało sie biegeć. Po cusz? Pszeca tej machiny wyścignunć nik nie da rady".

Nualesz tera kurtula biegania jezd wienkszo nisz kiedysz samochoduw nie beło! Rużne pszełaje, maratony, eksztremalne. Czemusz?

Poszet na kursa limgistyczne. Nualesz nie skączeł.

Było takie opowiadanie z lat 30-tych czy 40-tych, fantastyczne: "Bunt pieszych" (w antologii Jamesa Gunna 'Droga do SF'). Co ludzie tam nogi już mieli skurczone, bo każden poruszał się w mini-samochodziku. A pieszych się rozjeżdżało.

Z drugiej strony, jak ludzie biegają jak nigdy, to i tak rozmaite konserwy apokaliptyczne lamentują, że kvlth ciała, nieumiarkowanie, steroidy i diaboł.

Anyway, samochód to złe porównanie. Właściwym byłby np. humanoidalny android. I rzeczywiście: gdyby istniały humanoidalne androidy, w szczególności podobne do ludzi także aparycją, głosem, emocjami etc., bijące wszelkie rekordy ludzi z grubym naddatkiem - to wówczas zawody ludzi przypominałyby dzisiejsze zawody niepełnosprawnych, tak szkalowane przez Korwina. No można, jasne, nawet niektórym daje to poczucie spełnienia, ale to jednak nie to samo...

Samochód nie rywalizował z pieszym gdyż albowiem, ale z furmanką vel dorożką. I faktycznie: z furmanów już tylko Docent Furman się ostał z Alternatyw, a i to było bez mała czydziści pinć lat temu.

Napisał/a: Filioquist normalnie ludzie bazgrolą czy rzępolą bo lubią

Otuszto! Czemusz dopirosz roboty majo koguś zniechemceć, kiedysz jusz so takie ludzie utalemceni co tak grejo i malujo isz so apsolutnie poza zasiemgiem 99 percent inszych co żempolo i basgrejo.

A jak koguś zmuszejo, to jusz dziś może pedzieć: pocusz mie to, kiedysz nie bede Pikasem czy inszem Segowio.

Poszet na kursa limgistyczne. Nualesz nie skączeł.

Napisał/a: Adimad Anyway, samochód to złe porównanie. Właściwym byłby np. humanoidalny android. I rzeczywiście: gdyby istniały humanoidalne androidy

A jak wynajdo butelkie-niewypitkie to szyskie browary zbankrutujo. Ja tesz umim fantazjać.

Poszet na kursa limgistyczne. Nualesz nie skączeł.

Napisał/a: Adimad No i owszem, warto mieć na to jakąś odpowiedź.

Ale w jakim sensie? Gdy już nastanie transhumanizm i ludzie powiedzą "gnoza!" papież na to wyjmie z archiwów watykańskich gotowca obmyślonego na R. AD 2017 dla tego wariantu przyszłości (zatem jednego z miliona przygotowanych), zwoła sobór, ogłosi ex cathedra, a ludzie na to: "aha... Czyli jednak nie gnoza...". W sensie - Kolega proponuje antycypująco-wariantywny rozwój magisterium Kościoła? Coś a la kontrreformacja przed reformacją? Nie wiem, czy to a) możliwe b) chciane przez Ducha Świętego. Dotąd raczej tak nie bywało. c) vide ostatni akapit.

Napisał/a: Adimad Pytanie tylko: czy będzie sens robić takie rzeczy, jeśli kto inny - mianowicie inteligencja nie-biologiczna, komputerowa, robotyczna - będzie robić je lepiej, szybciej, sprawniej?

O tym już było ale powtórzę - najpierw musi się tak stać, że dzieło rąk ludzkich będzie lepsze od człowieka we wszystkim. To jest śmiałe założenie. Trochę trąci pytaniem w stylu "a jeśli Boga nie ma, to co wtedy?". Otóż Bóg jest, kocha i przewidział. Są zatem takie możliwości:

a) tak nie będzie;
b) tak będzie, ale i tak okaże się git.

Jak też wspomniano, większość ludzi nie jest najlepsza w tym, co robi, w tym, co robi z zamiłowania i dla własnej satysfakcji. Nie każdemu dano tyle samo talentów. Nie o to chodzi, by być najlepszym, lecz by się rozwijać ku coraz doskonalszemu wypełnianiu przeznaczonej sobie życiowej roli, finalnie - ku zbawieniu. A faktyczną przydatność, pożyteczność i niezastępowalność każdego człowieka zna i może ocenić tylko Bóg.

Na marginesie, nie wiem, czy to słuszna intuicja, ale może warto przyjrzeć się temu, co wiemy o życiu wiecznym zbawionych, bo ich sytuacja jakby podobna - "nic do roboty". Co nada sens ich wiecznej egzystencji? Znam takich, którzy z powodu takiej wizji życia wiecznego wcale nie chcieli do nieba. Czy mamy się bać, że nastanie czas, gdy człowiek własnym pomyślunkiem, na własną zgubę, faktycznie sprowadzi na siebie zgubny stan takiego "nieba"?

Co więc nadaje sens ludzkiej egzystencji? Co uszczęśliwia? Praca? Nie. Praca pożyteczna? Też nie. Bycie najlepszym i po ludzku w swej pracy niezastąpionym? Nie. Uszczęśliwia wypełnianie woli Boga, czyli najobszerniej pojętego życiowego powołania, w którym konkretyzuje się miłość Boga i bliźniego. Bóg jest jedynym źródłem szczęścia człowieka. Omawiany kierunek postępu zresztą pięknie i coraz radykalniej motywowałby ku owej prawdzie człowieka w tym względzie błądzącego, odzierając ze złudzeń fałszywego poczucia sensu, odbierając kolejne pozory, pseudosensy prowizoryczne i tymczasowe zagłuszacze pustki.

Pytanie, co nada sens naszemu życiu jeśli będzie tak, jak Kolega wieszczy, znajdzie swoją odpowiedź tam, gdzie pytanie: do czego Bóg będzie powoływał wówczas ludzi. Jaką rolę przewidział dla ówczesnych w swym planie? Tego, do czego w wówczas będzie wzywać miłość Boga i bliźniego nie wiemy i, jeśli sam Bóg nam tego nie objawi, z wyprzedzeniem się nie dowiemy, ale gadają, że samego poznawania Pana Boga wystarczy by zapełnić wieczność i dlatego w niebie nie będzie nudno, stąd też przyszła mi na myśl rosnąca rola wszelakiej działalności poznawczej i w życiu doczesnym.

Reżyseria: Peyo

Napisał/a: Adimad to wówczas zawody ludzi przypominałyby dzisiejsze zawody niepełnosprawnych

Otusz nie. Dalij miszcz lucki bełby miszczem luckim. I nik by takiegusz nie poruwnyweł zes androjedem jak dziś nie poruwnowywowywuje zes jagularem czy zes kerownikiem aftomobila. Androjed byłbysz takiem kerownikiem. Ino karoserie zaposiadywełby czekokształtno.

Poszet na kursa limgistyczne. Nualesz nie skączeł.

Welle: Erdball!

Napisał/a: Filioquist plus ludzka brzydka przyjemność eksploatacji drugiego człowieka i dominacji nad nim - relacje z maszyną tego nie zapewnią

Z tym, że prawo pracy skutecznie tę przyjemność potrafi zniwelować. Mówił mi kiedyś taki jeden gość, że jego przyjaciel właśnie zamawia taką maszynę, która zastąpi ileś tam jego pracownic. I z taką niecierpliwością i zadowoleniem na nią czeka, bo już się nie może doczekać aż tych wrednych babów się z firmy pozbędzie, co mu od lat życie zatruwają.

A kol. Amidada pytam: czy roboty będą pisać na forumkach? Lepiej od ludzkich użyszkodników (tj. wiadomo, że od niektórych lepiej, ale tak zupełnie od wszystkich?)?

Dzięki Unii wszystko rośnie w górę. Rozwijamy gospodarkę i kulturę.

Napisał/a: Kotoōshū Katsunori czy roboty będą pisać na forumkach?

Jusz piszo. A wef każdem razie ingerujo zes maszynowo brutalnościo. Niczegusz Kuledze inwalid nie ocęzurał?

Poszet na kursa limgistyczne. Nualesz nie skączeł.

Nie. Choć głównie dzięki radą innych forumkowiczów.

Dzięki Unii wszystko rośnie w górę. Rozwijamy gospodarkę i kulturę.

Napisał/a: Gnębą od forumna opśmianem i wzgardzonemNiczegusz Kuledze inwalid nie ocęzurał?

Nie pisze się "ocęzurał" ino "ocęzurzył".

stopka rozmiar 45

Nie pisze sie "się" ino "sie".

Dzięki Unii wszystko rośnie w górę. Rozwijamy gospodarkę i kulturę.

Żeneralmą jestem antropologicznym pesymistą. Zwłaszcza gdy pomyślę o krzyżówce roboczłeka, bo nie ma bata by robot sam z siebie został Marią Skłodowską czy innym Einsteinem.

Neodonkiszotysta

nic

Szczerze mówiąc, jako katolik i prawak, a nawet w ogóle jako "człowiek", do tego mający trochę sympatii do zwykłej, codziennej pracy rąk i rozumu, najbardziej cieszyłbym się, gdyby ktoś potrafił dać mocne poszlaki na rzecz tezy, że prognozy transhumanizmu tudzież przewidywania na temat końca pracy i zastąpienia wszystkiego sztuczną inteligencją, wirtualną rzeczywistością etc. - są przereklamowane i przesadne w tym sensie, że człowieczeństwo (ludzki rozum, emocje, fizyczność) jest w pewnym zakresie niezastępowalne. Ech! Gdyby ktoś pokazał, że np. AI musi mieć swoje ograniczenia, nie w jakimś czysto teoretycznym sensie, jak u Searle'a czy Penrose'a, ale w namacalnym. Czyli że wyżej z robocopem nie podskoczymy, że określonych zjawisk (jak intuicja matematyczna albo zakochanie) komputer nie zasymuluje, chyba że nieudolnie. --- Albo gdyby ktoś pokazał, że historie o mind uploadingu, telepatii czy o wspieraniu procesów myślowych cyber-wszczepkami - to mrzonki po całości. Bo nie da rady, bo nie wiadomo jak itd. --------------------------- Ale niestety: nic na to nie wskazuje [no może mind uploading do komputera budzi poważniejsze wątpliwości, ok]. To jest ból. A ci, którzy te możliwości i przyszłości negują, zwykle mają - co pokazuje ten wątek - bardzo połowiczne argumenty. Ewentualnie uspokajają się tym, że "za naszego życia...", "to jest temat na dwieście lat, nie na teraz...", "może kiedyś rzeczywiście, ale jak na razie to nie widzę tego..." itd. --- No kurde. My reakcjoniści liczymy w tysiącleciach, więc przygnębiająca jest nawet wizja, że choćby i za 1500 lat przemienimy się w jakieś cyber-robo-wirtual-coś.

Napisał/a: Adimad My reakcjoniści liczymy w tysiącleciach, więc przygnębiająca jest nawet wizja, że choćby i za 1500 lat przemienimy się w jakieś cyber-robo-wirtual-coś.

Dość dzień ma swojej biedy. Nie wiemy, co będzie jutro, jaki jest sens dołować się na 1500 lat naprzód? Zresztą dołowanie się jest ogólnie niechrześcijańskie. Co się da, a czego nie - przekonamy się empirycznie, bo będą próbować. I styknie. Kolega zaposiada w temacie przesadyzm. Ale może dzięki temu właśnie Kolega stanie się prekursorem i coś wymyśli wyprzedzając swoje czasy.

Reżyseria: Peyo

człowieka definiuje "i stał się człowiekiem"

I find your lack of faith disturbing

z tej perspektywy musi istnieć człowiek tak pojmowany, żeby był Kościół

I find your lack of faith disturbing

więc jacyś "tradycyjni" ludzie z pewnością będą zawsze, w sensie "aż Pan przyjdzie", do końca historii

I find your lack of faith disturbing

niezależnie od tego, czy ten koniec nastąpi za 15 lat czy za 15 tysięcy lat

I find your lack of faith disturbing

Kołacze mi się po głowie taka teza, że to chrześcijaństwo uruchomiło i umożliwiło proces postępu naukowo-technicznego, który doprowadzi w przyszłości właśnie do tych zagrożeń, których obawia się wątkotwórca. Bo owszem każda cywilizacja miała jakieś tam swoje osiągnięcia matematyczne, architektoniczne, militarne itp ale wszystko to było takie jakieś doraźne, łatwe do zapomnienia jak te mechaniczne zabawki Herona z Aleksandrii. Natomiast dopiero chrześcijaństwo wprowadziło taką ponadregionalną więź intelektualnego fermentu będąc jednocześnie scentralizowane (patriarchaty) jak i demokratyczne (sobory). Doprowadziło to do wymiany myśli naukowej, z początku jedynie teologicznej ale za tym poszły i nauki przyrodnicze, uniwersytety itp. Może więc jednak nieograniczony postęp techniczny był w Bożym zamyśle ?

a jednak człowieka definiuje "i stał się człowiekiem"

I find your lack of faith disturbing

@Baloun - akurat sobory i uniwersalizm to drugorzędne. Buddyzm 'zuniwersalizował' niemały kawałek Azji - i jakiś szczególny postęp techniczny z tego nie przyszedł. Istotniejsze jest raczej to, o czym pisze np. Stanley Jaki. Albo - krytycznie poniekąd - Eliade. Chrześcijaństwo odczarowało świat natury oraz rozplątało czas cykliczny w linearny (albo też: zacieśniło cykliczny li tylko do kalendarza liturgicznego). To trochę tak jak z tym osadzeniem 'narracji' chrześcijańskiej w historii, vide wątki o ewolucji czy 'nieścisłościach' w Biblii.

No właśnie buddyzm nie 'zuniwersalizował', w odróżnieniu od chrześcijaństwa tam nie było nacisku na wypracowanie jednej obowiązującej doktryny. U nas gdy herezjarcha wymyślił jakąś interpretację Pisma Świętego to pędził z tym na sobór przekonywać resztę do swojej wizji. Tam guru zakładał nową szkołę i gromadził uczniów nie mając za bardzo chęci a nawet możliwości przekonania wszystkich buddystów o swojej racji. Zresztą to nieistotne, ważne jest to, że jedynie w kręgu cywilizacji chrześcijańskiej doszło do samonapędzającego się rozwoju nauki i techniki.

Rozwój technologiczny zminimalizował w ogromnym stopniu czas, jaki poświęcamy na prace domowe. Wynalezienie pralki, odkurzacza, robota kuchennego czy wielu innych tego rodzaju urządzeń pozwala oszczędzać ogromną ilość czasu. Samochody, szybkie pociągi i samoloty sprawiły, że podróże trwają nieporównywalnie krócej niż jeszcze sto czy dwieście lat temu. Gdzie więc podział się cały ten zaoszczędzony czas?

Niespełniona obietnica techniki

Ciekawe, może zwłaszcza o van Goghu. Ale mi bardziej wynika, że to nie technologia zdradziła człowieka, a człowiek zdradził sam siebie nie umiejąc z niej korzystać. To nie technologia obiecuje człowiekowi, to człowiek obiecuje sobie po technologii.

Ale dlaczego tak jest? Dlaczego sam fakt, że dzięki technologii można w danym czasie zrobić więcej, pracować szybciej, stanowi powód takiego właśnie postępowania? Czy człowiek potrzebuje czasu, by się odnaleźć w nowych realiach, zmienić podejście i odszukać nowy balans? Czy to czasowy efekt zderzenia mentalności "sprzed" ze stanem technologii "po", bo skoro daną pracę da się wykonać w krótszym czasie, staje się ona mniej warta i by zarobić iks trzeba jej wykonać więcej (w końcu wyznacznikiem dobrostanu nie jest dlaczemuś poziom gospodarki, a wzrostu gospodarczego), czy może jakiś przymus niezmienny wynikły może właśnie z tego, że człowiek nie umie znieść, że mógłby zrobić więcej, niż robi. A może po prostu nie umie znieść bezczynności, a przy tym nie potrafi znaleźć alternatywy.

Wietrzę też tu pewną generalizację, bo ja chyba tak nie mam. Tzn. wysypiam się i ani mi się śni dodatkowy wolny czas poświęcać na wykonanie dodatkowej pracy zarobkowej. Za to, gdy jest go dość, otwierają się wrota możliwości realizowania swoich własnych widzimisiów, pomysłów...

Reżyseria: Peyo

Tak będzie w neo-humanizmie, kiedy trans- i posthumanistom wyłączą prąd. Gdzie będzie wtedy z waszymi bieda-syntezatorkami, a?

https://www.youtube.com/watch?v=IvUU8joBb1Q

>> Gdzie więc podział się cały ten zaoszczędzony czas?

Transhumaniści powiedzą, że po pierwsze, to np. na Rebelyi i Facebooku, a po drugie - że nawet jeśli nie, to TYM RAZEM BĘDZIE INACZEJ :-)

http://fortune.com/2017/07/15/elon-musk-artificial-intelligence-2/

Musk mówi o konieczności "proaktywnej regulacji". Przypomnijmy, że na temat legislacji w tej materii pesymistycznie wypowiadał się Największy Polski Pisarz.

http://www.conspiracyschool.com/sites/default/files/Livingstone%20-%20Transhumanism.pdf

Nawet dobra książka. Trochę szurowska, trochę szurologiczna, trochę spiskologiczna, ale poczciwe; warto zerknąć.

"Firma Three Square Market, handlująca maszynami do sprzedaży przekąsek i napojów, jako pierwsza w USA zamierza wszczepiać mikroczipy swoim pracownikom. Jak przekonuje, maleńkie urządzenia wszczepione pod skórę dłoni ułatwią noszącym je ludziom codzienne życie.
Rozmiarem przypominający ziarnko ryżu i kosztujący ok. 300 dolarów mikroczip RFID (system identyfikacji radiowej) ma pozwolić na bezdotykowe otwieranie drzwi, logowanie się do komputera, a nawet kupienie jedzenia - pisze BBC.(...)"
http://www.bankier.pl/wiadomosc/Pierwsza-firma-w-USA-bedzie-wszczepiac-mikroczipy-swoim-pracownikom-3722762.html

Copyright © 2011 Rebelya.pl Wszelkie prawa zastrzeżone.