Tak na zachętę plakacik z okazji wyjazdu do Egiptu:

no, jest krzyż, półksiężyc też, a jak, przecież to ten sam buk.
tu zaś plakacik z wyprawy do Kolumbii:

Krzyż jest? Jak go ktoś znajdzie to stawiam wódkę.

Enjoy :)

de novissimis...

Ah, zapomniałem opisu do pierwszego afisza:
Piramidy, Sfinks, woda (rzeka Nil) są symbolami Egiptu. A reszta?
Czytamy w Radiu watykańskim: „Krzyż i półksiężyc w centrum logo przedstawiają współistnienie różnych czynników obecnych wśród ludu egipskiego”.

Można się zastanawiać, czy półksiężyc to odniesienie do islamu, czy do starożytnej egipskiej bogini Isztar? Niemożliwe, by reprezentował coś z chrześcijaństwa, bo oficjalne wyjaśnienie logo mówi o różnych czynnikach. Jest to więc nawiązanie do innych religii i kultur niechrześcijańskich.

Czy godzi się jednak stawiać krzyż na równi z innymi symbolami – reprezentującymi innych bogów, inną moralność?

Dalej czytamy: „Biała gołębica oznacza pokój, który jest zarówno najwyższym darem, do którego może dążyć każda ludzka istota, jak i pozdrowieniem monoteistycznych religii”.

Z oczywistością więc gołębica nie oznacza Duch Świętego, „Ducha Prawdy, którego świat przyjąć nie może, ponieważ Go nie widzi ani nie zna” (J 14,17) i który „przekona świat o grzechu, o sprawiedliwości i o sądzie” (J 16,7).

Na podstawie logo wydaje się więc, że celem Franciszka nie jest głoszenie Dobrej Nowiny, umocnienie braci w wierze chrześcijańskiej i jedynie przy okazji spotkanie się z przedstawicielami innych religii. Nie.

Jest zupełnie inaczej. Franciszek stawia chrześcijaństwo i inne religie na jednej płaszczyźnie, a pokój ma być socjologicznym efektem dialogu. Najwyższym darem płynącym nie od Boga, ale z wewnątrz ludzkiej wspólnoty braterskiej. Tak jakby Franciszek chciał przygarnąć pod swoje skrzydła wszystkich, głosząc im piękne słowa o humanizmie.

Nota bene to Franciszek jest wysunięty się na pierwszy plan. Krzyż jest daleko w cieniu. Nie znajdujemy w logo odniesienia do Boga Trójjedynego.

Czy to jest jeszcze zdrowa nauka wiary płynąca z Krzyża Chrystusowego, czy może tworzymy jakaś nową religię dialogu, jakieś nowe nauczanie i praktyki?

http://en.radiovaticana.va/news/2017/03/31/official_logo_for_pope_francis_visit_to_egypt/1302568
https://franciszekfalszywyprorok.wordpress.com/2017/04/03/krzyz-zrownany-z-polksiezycem-jaka-jest-tego-wymowa-symboliczna/#more-6622

de novissimis...

Krzyż jest? Jak go ktoś znajdzie to stawiam wódkę.
.
.

Polecam Nowennę Pompejańską i codzienne odmawianie Różańca Świętego.

Nie sądzę ;)

de novissimis...

Napisał/a: szkielet

Nie sądzę ;)

No to chociaż pifko za dobre intencje. ;)

Polecam Nowennę Pompejańską i codzienne odmawianie Różańca Świętego.

Napisał/a: Franciszek Bielinski

Napisał/a: szkielet

Nie sądzę ;)

No to chociaż pifko za dobre intencje. ;)

Nie ma problemu :)

de novissimis...

Szkielet napisał: Krzyż jest? Jak go ktoś znajdzie to stawiam wódkę.

Pierścień.

JA
też nie przepadam, ale jednak z racji Urzędu należy się szacunek.

Napisał/a: japisz

Szkielet napisał: Krzyż jest? Jak go ktoś znajdzie to stawiam wódkę.

Pierścień.

Pszeca sznurófki so nakszyż.

dwie stopki

Napisał/a: BrunonBonifacy

Napisał/a: japisz

Szkielet napisał: Krzyż jest? Jak go ktoś znajdzie to stawiam wódkę.

Pierścień.

Pszeca sznurófki so nakszyż.

i palce ;-)

I find your lack of faith disturbing

Krzyż to nie tylko symbol przynależności do grupy religijnej, ale to pamięć o Bogu, który z miłości do nas stał się grzechem – mówił Papież na porannej Mszy w Domu św. Marty.

To z nauczania papieża Franciszka. wychodzi na to, że grzech może prowadzić do zbawienia oraz że Chrystus był grzechem. :((((((

Do tych, co mają tak za tak - nie za nie - Bez światło-cienia... Tęskno mi, Panie... http://oczamiduszy.pl/

Cóż, brak wykształcenia (teologicznego) nie jest przeszkodą do objęcia najważniejszej funkcji w Kościele. Robol też może być prezydentem. Tylko kto i kiedy ten syf posprząta i ile to potrwa...

de novissimis...

Napisał/a: razar

Krzyż to nie tylko symbol przynależności do grupy religijnej, ale to pamięć o Bogu, który z miłości do nas stał się grzechem – mówił Papież na porannej Mszy w Domu św. Marty.

To z nauczania papieża Franciszka. wychodzi na to, że grzech może prowadzić do zbawienia oraz że Chrystus był grzechem. :((((((

On to dla nas grzechem uczynił Tego, który nie znał grzechu, abyśmy się stali w Nim sprawiedliwością Bożą. 2Kor 5,21

Napisał/a: szkielet

Cóż, brak wykształcenia (teologicznego) nie jest przeszkodą do objęcia najważniejszej funkcji w Kościele. Robol też może być prezydentem. Tylko kto i kiedy ten syf posprząta i ile to potrwa...

Cóż, elementarna nieznajomość Pisma Świętego nie jest przeszkodą do robienia sobie ściery z Ojca Świętego. Tyle, że trzeba za to będzie beknąć na Sądzie...

Język jest ogniem, sferą nieprawości. Język jest wśród wszystkich naszych członków tym, co bezcześci całe ciało i sam trawiony ogniem piekielnym rozpala krąg życia.

Napisał/a: Space Jockey #2Krzyż to nie tylko symbol przynależności do grupy religijnej, ale to pamięć o Bogu, który z miłości do nas stał się grzechem – mówił Papież na porannej Mszy w Domu św. Marty.

To z nauczania papieża Franciszka. wychodzi na to, że grzech może prowadzić do zbawienia oraz że Chrystus był grzechem. :((((((

On to dla nas grzechem uczynił Tego, który nie znał grzechu, abyśmy się stali w Nim sprawiedliwością Bożą. 2Kor 5,21

Napisał/a: szkielet
Cóż, brak wykształcenia (teologicznego) nie jest przeszkodą do objęcia najważniejszej funkcji w Kościele. Robol też może być prezydentem. Tylko kto i kiedy ten syf posprząta i ile to potrwa...

Cóż, elementarna nieznajomość Pisma Świętego nie jest przeszkodą do robienia sobie ściery z Ojca Świętego. Tyle, że trzeba za to będzie beknąć na Sądzie...

xD

Napisał/a: razar:((((((

xD

Napisał/a: Space Jockey #2

Napisał/a: razar

Krzyż to nie tylko symbol przynależności do grupy religijnej, ale to pamięć o Bogu, który z miłości do nas stał się grzechem – mówił Papież na porannej Mszy w Domu św. Marty.

To z nauczania papieża Franciszka. wychodzi na to, że grzech może prowadzić do zbawienia oraz że Chrystus był grzechem. :((((((

On to dla nas grzechem uczynił Tego, który nie znał grzechu, abyśmy się stali w Nim sprawiedliwością Bożą. 2Kor 5,21

Napisał/a: szkielet

Cóż, brak wykształcenia (teologicznego) nie jest przeszkodą do objęcia najważniejszej funkcji w Kościele. Robol też może być prezydentem. Tylko kto i kiedy ten syf posprząta i ile to potrwa...

Cóż, elementarna nieznajomość Pisma Świętego nie jest przeszkodą do robienia sobie ściery z Ojca Świętego. Tyle, że trzeba za to będzie beknąć na Sądzie...


Pod warunkiem że jest to Ojciec Święty.

de novissimis...

Napisał/a: Space Jockey #2

Napisał/a: razar

Krzyż to nie tylko symbol przynależności do grupy religijnej, ale to pamięć o Bogu, który z miłości do nas stał się grzechem – mówił Papież na porannej Mszy w Domu św. Marty.

To z nauczania papieża Franciszka. wychodzi na to, że grzech może prowadzić do zbawienia oraz że Chrystus był grzechem. :((((((

On to dla nas grzechem uczynił Tego, który nie znał grzechu, abyśmy się stali w Nim sprawiedliwością Bożą. 2Kor 5,21

Jakby ornięte.

Content invalid

Z tego przekleństwa Prawa Chrystus nas wykupił - stawszy się za nas przekleństwem, bo napisane jest: Przeklęty każdy, którego powieszono na drzewie - aby błogosławieństwo Abrahama stało się w Chrystusie Jezusie udziałem pogan i abyśmy przez wiarę otrzymali obiecanego Ducha.

Ga 3, 13

Trudne cytaty i szkoda, że nie są opatrzone komentarzem.

Do tych, co mają tak za tak - nie za nie - Bez światło-cienia... Tęskno mi, Panie... http://oczamiduszy.pl/

Argentyński prokurator Jack Tollers o Jorge Mario Bergoglio

Jack Tollers przywołuje także realia wykształcenia i przygotowania religijnego Bergoglio do funkcji kościelnych. Pyta wprost, czy u Jezuitów z Argentyny znajdziemy jakiegokolwiek znanego profesora nauk teologicznych lub czy kiedykolwiek napisano u nich jakieś dzieło filozoficzno-teologiczne, gdzie tak jak w Europie, wiedza teologiczna byłaby perłą prawdy, na której można by budować i rozwijać Kościół Chrystusa Pana. Absolutnie nie! Według Tollers’a studia Bergoglio nie mają żadnej istotnej treści. Liturgia tam u Jezuitów była mało ceniona, łacina wykluczona (nikt wśród jezuickich profesorów jej tam nie znał!), a biblistyka sprowadzała się do mydlenia oczu czy nawet bajkopisarstwa. Tomasza z Akwinu w ogóle nie przerabiano, a jedynie dotknięto nieco prace Rahnera i Teilhard’a, stąd w ogóle bazowano na teologii liberalnej. Na palcach jednej ręki można by policzyć tych, którzy u jezuitów władali drugim językiem i mogli cokolwiek w nim przeczytać. Tak więc Tollers posumował edukację teologiczną Bergoglio na poziomie zerowym w stosunku to stanowiska, na jakie Bergoglio się wywindował, dzięki układom z wieloma, nawet wrogimi sobie, stronami. Jemu to nie przeszkadza, jak długo on dopina swojego.

Tollers pyta, jak źle musi być z Kościołem skoro człowiek pokroju Bergoglio mógł zostać papieżem, co do niedawna byłoby nie do pomyślenia, przy takiej rażącej ilości braków, jakie ten człowiek posiada.

Na bezpośrednie pytanie, czy jest to możliwe aby Bergoglio ŚWIADOMIE I CELOWO usiłował przekształcić Kościół w coś na modłę NEW WORLD ORDER (Nowego Światowego Porządku), Jack Tollers odpowiada:

„Oczywiście, że tak! Albo i jeszcze w coś gorszego (ale to jest nawet nie do opisania)”!

https://fromrome.wordpress.com/2015/02/12/an-argentine-prosecutor-speaks-about-bergoglio/
http://unamsanctamcatholicam.blogspot.ca/2015/02/jack-tollers-on-francis-argentine.html
http://www.unamsanctamcatholicam.com/images/tollers-on-francis.pdf

de novissimis...

Napisał/a: szkieletTrollers

Dobre nazwisko. Pasuje jak ulał.

Pszykre :((((((

Napisał/a: razarTrudne cytaty i szkoda, że nie są opatrzone komentarzem.

Fakt, niełatwe. W BJ te wersety są opatrzone komentarzem, ale może lepiej naświetlający tyczy się Kol 2, 14 (zresztą i BT opatruje ten wers komentarzem):

4 skreślił zapis dłużny obciążający nas nakazami. To właśnie, co było naszym przeciwnikiem, usunął z drogi, przygwoździwszy do krzyża.

komentarz BJ:

Porządek Prawa, zabraniając grzechu, z konieczności prowadził do wyroku śmierci przeciwko człowiekowi przestępcy (por. Rz 7,7+). To właśnie ten wyrok Bóg zniweczył, wykonując go na osobie swego Syna: po "uczynieniu Go grzechem" (2 Kor 5,21), poddanym Prawu (Ga 4,4), "przeklętym" przez Prawo (Ga 3,13). Wydał Go na śmierć krzyżową, przygwoździwszy do drzewa, niszcząc w Jego osobie dokument, który zawierał nasz dług i potępiał nas.

Reżyseria: Peyo

Ten komentarz jest z swiatlocieniem :((((((

Wysławiam Cię, Ojcze, Panie nieba i ziemi, że zakryłeś te rzeczy przed mądrymi i roztropnymi, a objawiłeś je prostaczkom.

Napisał/a: szkieletTollers pyta, jak źle musi być z Kościołem skoro człowiek pokroju Bergoglio mógł zostać papieżem, co do niedawna byłoby nie do pomyślenia, przy takiej rażącej ilości braków, jakie ten człowiek posiada.

Dobry pytanie do Pana Jezusa, jak zle z Nim bylo, skoro wybrał św. Piotra.
Ogólnie ten tekst to dno. "Papież to niewykształcony debil, ale sprytnie wprowadza coś gorszego od NWO... "

Ja mam inną teorię, Paweł 6, żyd i mason szebernastego stopnia, kochanek Tellyego Savalasa, był synem zagubionego anioła romantyka i opętanej kobiety, ona ofiarowała go diabłu, aby był wielki i nieśmietelny. Diabeł wmówił Janowi 23, że P6 jest jego nieślubnym synem, żeby został też papieżem, jak jego ojciec. Gdy to się stało, minęły lata i wypadało, żeby P6 umarł. Diabeł sprawił, że japońscy naukowcy po jego udawanej śmierci, zmienili go w cyborga i zminiaturyzowali, wysłał też na kurs czarów. Wchodzi on do ucha nowo wybranego papieża i czarami przejmuje nad nim kontrolę. Tak diabeł obietnicę spełnił na opak, bo papież jest bardzo mały, może liczyć od kilku mikronów od kilku milimetrów, a jednocześnie jest wielki, jest też nieśmiertelny, ale jako cyborg nie zyje przecież. Problemem było to, gdzie ulokować Pawła 6 - cyborga. Żydzi i Masoni zrobili tajne spotkanie z gejami, tam wykorzystano pomysł gejosko-żydo-masońskiej pary, Brauna i Korwina, żeby zamiszkał w papieskiej mycce. Okazało się, że robi je od pokoleń rodzina zaprzyjaźnionych okultystów. To moja teoria, dlaczego papież jest, jaki jest.

Kardynał Lafranc wyświęcił czterech arcybiskupów, czym wypisał się z Kościoła.

O widzę, że pojawił się Tomuś xD i nasz emigrant zarobkowy ze swoimi teoriami, które są lepsze niż Lem. Ale wracając do meritum. Oto afisz z reklamą dwudziestogodzinnego wypadu do Fatimy.

Krzyż jest, ale to "serduszko" to chyba nowoczesny "różaniec"?

i bardzo napięty program wizyty:

Piątek 12 maja 2017

14.00 odlot z rzymskiego lotniska Fiumicino
16.20 przylot do bazy lotniczej Monte Real, ceremonia powitania
16.35 prywatne spotkanie z prezydentem Portugalii w bazie lotniczej Monte Real
16.55 wizyta w kaplicy bazy lotniczej
17.15 przelot helikopterem do Fatimy
17.35 przylot na station w Fatimie i przejazd otwartym samochodem do sanktuarium
18.15 wizyta w kaplicy Objawień, modlitwa Ojca Świętego
21.30 błogosławieństwo świec w kaplicy Objawień, pozdrowienie Ojca Świętego, modlitwa różańcowa

Sobota 13 maja

09.10 spotkanie z premierem Portugalii w Domu Matki Bożej z Góry Karmel
09.40 wizyta w bazylice Matki Bożej Różańcowej
10.00 Msza św. na placu przed bazyliką, homilia Ojca Świętego, pozdrowienie chorych przez Ojca Świętego
12.30 obiad z biskupami Portugalii w Domu Matki Bożej z Góry Karmel
14.45 ceremonia pożegnania w bazie lotniczej Monte Real
15.00 odlot do Rzymu
19.05 przylot na lotnisko Ciampino w Rzymie

de novissimis...

Jakby mnie tak zaorano to bym nie wierzgał, ale widzę, że wstydu nie ma, a humor dopisuje.

Napisał/a: Tomek Czerstwy

Jakby mnie tak zaorano to bym nie wierzgał, ale widzę, że wstydu nie ma, a humor dopisuje.


cóż, zacytuję klasyka: xD

de novissimis...

Aha.

"Krzyż jest? Jak go ktoś znajdzie to stawiam wódkę."

Jest, w literze "t", czyli nawet dwa. A kasę na moją wódkę, której się zrzekam, radzę raczej przeznaczyć na jałmużnę.

Mam nadzieję, że kiedyś się Kolega jednak weźmie i opamięta.

Reżyseria: Peyo

Napisał/a: Rydygier

Aha.

"Krzyż jest? Jak go ktoś znajdzie to stawiam wódkę."

Jest, w literze "t", czyli nawet dwa. A kasę na moją wódkę, której się zrzekam, radzę raczej przeznaczyć na jałmużnę.

Mam nadzieję, że kiedyś się Kolega jednak weźmie i opamięta.


Ok, znaczy w słowie Szatan też mamy krzyż. No super ;)

W czym mam się opamiętać? W tym, że ten człowiek unika jak ognia klękania przed Najświętszym Sakramentem, że ważniejsze jest dla niego spotkanie z imamem, niż z mężem chrześcijanki skazanej na śmierć za Wiarę, że nie potrafi w najprostszych sprawach związanych z Religią zająć chrześcijańskiego stanowiska "tak, tak; nie, nie?" itd, itp.To jak to wreszcie jest? Dostosowujemy sobie obraz Boga i Kościoła do czasów obecnych, do pieprzonej politpoprawności, czy to my mamy się dostosować do Pana Boga i Kościoła? Patrząc na całokształt działania tego człowieka śmiem twierdzić, że większość robi to pierwsze, z nim na czele.
Mt 15, 14 i dalej.
Nie mamy obowiązku słuchać tego co ten człowiek mówi. Dobrze o tym wiemy (tak, niektórzy nie wiedzą) Tylko w jednym wypadku musimy, pod warunkiem, że nie głosi herezji. Ale on się ślizga i nigdy ex cathedra nie powie herezji, bo wie czym by się to skończyło. Te plakaty są poniekąd dowodem na jego podejście do Wiary, Boga i Kościoła.
Wystarczy poszukać sobie plakatów pielgrzymkowych innych papieży. Różnica jest uderzająca.

Codziennie modlę się do Pana Boga aby dał mu rozum i jasność rozeznawania tego co się dzieje w Kościele, ale to Pan Bóg zdecyduje. Jeśli zaś mu nie da tego rozumu, to lepiej dla niego będzie jeśli jak najszybciej abdykuje, co będzie z pożytkiem dla wszystkich prawdziwie wierzących.

de novissimis...

Napisał/a: szkieletW czym mam się opamiętać?

Rozumiem, czyli jeszcze nie teraz, no trudno. Ale oby kiedyś.

Napisał/a: szkieletNo super ;)

Super, że super - no to pyk do skarbony na biednych. :)

Reżyseria: Peyo

Napisał/a: razar

Krzyż to nie tylko symbol przynależności do grupy religijnej, ale to pamięć o Bogu, który z miłości do nas stał się grzechem – mówił Papież na porannej Mszy w Domu św. Marty.

To z nauczania papieża Franciszka. wychodzi na to, że grzech może prowadzić do zbawienia oraz że Chrystus był grzechem. :((((((


Wracając do posta kol. razara i odpowiedzi kolegów na jego zarzut dodam, że to przemówienie ma ciąg dalszy, o czym media nie poinformowały. Oto ono:
Franciszek powiedział w tejże homilii:

«Ma cosa è la croce per noi?» è la questione posta da Francesco. (…) “Sì, io porto la croce per far vedere che sono cristiano”». E «sta bene», però «non solo come distintivo, come se fosse una squadra, il distintivo di una squadra»; ma, ha detto Francesco, «come memoria di colui che si è fatto peccato, che si è fatto diavolo, serpente, per noi; si è abbassato fino ad annientarsi totalmente».

„Ale czym jest dla nas krzyż?” – to pytanie zadał Franciszek. (…) „Tak, noszę krzyż, by pokazać, że jestem chrześcijaninem”. To jest „w porządku”, jednakże „nie tylko jako jako odznaka, tak jak w jakiejś drużynie, odznaka wskazująca na przynależność do jakiejś drużyny”; ale jak powiedział Franciszek, „jako wspomnienie tego, który dla nas stał się grzechem, KTÓRY STAŁ SIĘ DIABŁEM, WĘŻEM. Tak się uniżył aż do całkowitego unicestwienia”.

http://www.news.va/it/news/nel-segno-della-croce-4-aprile-2017

Dla mnie jest to bluźnierstwo, ale czekam na teologiczne wyjaśnienie tych słów. Co autor miał na myśli.

de novissimis...

Napisał/a: szkieletO widzę, że pojawił się Tomuś xD i nasz emigrant zarobkowy ze swoimi teoriami, które są lepsze niż Lem.

nie wiem, czy chodzi o mnie, ale ja byłem krótko zagranica, wrocilem, zeby byc ze wspolnota swoja, a Kolege chyba nawet widzialem na Piasku

Kardynał Lafranc wyświęcił czterech arcybiskupów, czym wypisał się z Kościoła.

Napisał/a: szkieletDla mnie jest to bluźnierstwo, ale czekam na teologiczne wyjaśnienie tych słów.

Dopiero czeka Kolega na wyjaśnienie ale już domyślnie założył, że papież bluźni i ogłasza to publicznie? Przejaw zdrowego rozumowania to nie jest, ani mądre. I pyta Kolega, z czego ma się opamiętać? Z takich jadowitych, szydzących wątków, jak ten. Zgorszenie jedno za drugim. Ale już Kolegę wielokrotnie napominano. Następnym razem będzie chyba trzeba postulować o odgórne usunięcie zgorszenia, nie czekając na opamiętanie i korektę oddolną.

Co autor miał na myśli - wie autor. Kolega, nie ustaliwszy wpierw prawdy z autorem słów, publicznie go oczernia. Papieża. To raz. Dwa - poza tym, że człowiek, także z uwagi na urząd należy się szacunek i miarkowanie słów i formy. Pisano już. Kolega (udaje, że) nie rozumie.

Mi się te słowa kojarzą z tym:

14 A jak Mojżesz wywyższył węża na pustyni, tak potrzeba, by wywyższono Syna Człowieczego, 15 aby każdy, kto w Niego wierzy, miał życie wieczne.

(J 3, 14-15 BT)

Poza powyższym zapewne chodzi o to samo, co już wytłumaczono.

Reżyseria: Peyo

I z tego powodu Pan Jezus stał się diabłem.
Gratuluję kolego Rydygier. Brnijmy dalej, a podobnych kwiatków jest dużo i podejrzewam że będzie jeszcze więcej.

de novissimis...

No cóż. Mogę tylko próbować pomóc "potrząsając", nie opamiętam się za Kolegę. Napomnień i wyjaśnień, w czym problem, było aż nadto, szkoda, że grochem o ścianę. Obawiam się, że podobne wątki o papieżu etc., utrzymane w takim tonie będę czuł się w moralnym obowiązku zgłaszać, by choć spróbować ograniczyć szkody, jakie moim zdaniem czynią. Czy admin to zapatrywanie podziela - nie wiem, ale tyle mogę. Myślałem tylko ignorować, zostawić sumieniu Kolegi, jednak chyba nie tędy droga. Nie godzi się tolerować, choć przez lata tak to właśnie wyglądało.

Reżyseria: Peyo

Fajnie by bylo, gdyby kto znalazl uzasadnienie uzycia tego slowka, jest to co najmniej dziwne.

Wydaje mi sie, ze moze chodzic o to, ze Pan Jezus byl postrzebany jako diabel przez faryzeuszow.

Lecz faryzeusze, słysząc to, mówili: «On tylko przez Belzebuba, władcę złych duchów, wyrzuca złe duchy»

Dzis np. ich duchowe dzieci, niektorzy tradycjonalisci (wiem, co pisze, bo sam taki bylem), jako diabla postrzegaja Franciszka.

Kardynał Lafranc wyświęcił czterech arcybiskupów, czym wypisał się z Kościoła.

W tradi-necie krzyk: Bergoljo znowu... A MEDIA MILCZO.

Tylko że nie.

http://www.osservatoreromano.va/pl/news/w-znaku-krzyza
W znaku krzyża
· Msza św. w Domu św. Marty ·
4 kwietnia 2017
„Robienie „znaku krzyża” z roztargnieniem i ostentacyjne noszenie „symbolu chrześcijan”, jakby to była „odznaka jakiejś drużyny” czy „ozdoba”, może nawet z „drogocennymi kamieniami, klejnotami i złotem”, nie ma nic wspólnego z „tajemnicą” Chrystusa. W związku z tym Papież Franciszek zasugerował, by zrobić rachunek sumienia właśnie co do krzyża, aby sprawdzić, jak każdy z nas nosi na co dzień jedyne prawdziwe „narzędzie zbawienia”. Oto główne myśli rozważania, które Papież przedstawił podczas Mszy św. odprawionej we wtorek rano, 4 kwietnia, w Domu św. Marty.
„Zwraca uwagę fakt – zauważył na początku, odnosząc się do fragmentu ewangelisty Jana (8, 21-30) – że w tym krótkim passusie Ewangelii Jezus trzykrotnie mówi do uczonych w Prawie, do uczonych w Piśmie i niektórych faryzeuszy: 'Pomrzecie w grzechach waszych'”. Powtarza to „trzy razy”. A „mówi to – dodał – ponieważ nie rozumieli tajemnicy Jezusa, ponieważ mieli serce zamknięte i nie potrafili odrobinę go otworzyć, postarać się zrozumieć tę tajemnicę, którą był Pan”. W istocie, wyjaśnił Papież, „umrzeć w swoim grzechu to rzecz niedobra: oznacza, że wszystko na tym się kończy, w brudzie grzechu”.

Jednak później „ten dialog – w którym Jezus trzykrotnie powtarza 'pomrzecie w grzechach waszych' – rozwija się, i na koniec Jezus patrzy wstecz, na historię zbawienia i coś im przypomina: 'Gdy wywyższycie Syna Człowieczego, wtedy poznacie, że JA JESTEM i że Ja nic sam z siebie nie czynię'”. Pan mówi właśnie: „gdy wywyższycie Syna Człowieczego”.

Tymi słowami – stwierdził Papież, odnosząc się do fragmentu zaczerpniętego z Księgi Liczb (21, 4-9) – „Jezus przypomina to, co zdarzyło się na pustyni, i o czym była mowa w pierwszym czytaniu”. Jest to chwila, kiedy „lud znużony, lud, który już nie może znieść wędrówki, oddala się od Pana, mówi źle o Mojżeszu i o Panu, i natyka się na węże, które kąsają i powodują śmierć”. Wtedy „Pan mówi do Mojżesza, aby sporządził węża z brązu i umieścił go wysoko, a człowiek, który zostanie ukąszony przez węża i popatrzy na tego z brązu, będzie uzdrowiony”.

„Wąż – kontynuował Papież – jest symbolem złego, jest symbolem diabła: był najbardziej przebiegły ze zwierząt w ziemskim raju”. Ponieważ „wąż jest tym, który potrafi zwieść kłamstwami”, jest „ojcem kłamstwa: to jest tajemnica”. A zatem „czy mamy patrzeć na diabła, żeby się uratować? Wąż jest ojcem grzechu, tym, który doprowadził ludzkość do grzechu”. W rzeczywistości „Jezus mówi: 'Kiedy Ja zostanę wywyższony wysoko, wszyscy przyjdą do Mnie'. Oczywiście to jest tajemnica krzyża”.

„Wąż z brązu uzdrawiał – powiedział Franciszek – ale wąż z brązu był znakiem dwóch rzeczy: grzechu spowodowanego przez węża, zwiedzenia przez węża, przebiegłości węża; a także był znakiem krzyża Chrystusa, był proroctwem”. I „dlatego Pan mówi do nich: 'Gdy wywyższycie Syna Człowieczego, wtedy poznacie, że JA JESTEM'”. Tak więc możemy powiedzieć, stwierdził Papież, że „Jezus „stał się wężem”, Jezus „stał się grzechem” i wziął na siebie wszystkie brudy ludzkości, wszystkie brudy grzechu. A „stał się grzechem”, dał się wywyższyć, aby wszyscy ludzie na Niego patrzyli, ludzie zranieni przez grzech, my. To jest tajemnica krzyża, a mówi to Paweł: 'Stał się grzechem' i przybrał postać ojca grzechu, przebiegłego węża”.

„Ten kto nie patrzył na węża z brązu po ukąszeniu przez węża na pustyni – wyjaśnił Papież – umierał w grzechu, grzechu szemrania przeciwko Bogu i przeciw Mojżeszowi”. Podobnie, „kto nie uznaje w owym Człowieku wywyższonym, jak wąż, mocy Boga, który stał się grzechem, aby nas uzdrowić, umrze w swoim grzechu”. Bowiem „zbawienie przychodzi tylko z krzyża, ale z tego krzyża, którym jest wcielony Bóg; nie ma zbawienia w ideach, nie ma zbawienia w dobrej woli, w chęci bycia dobrymi”. W rzeczywistości, podkreślił Papież, „jedyne zbawienie jest w ukrzyżowanym Chrystusie, ponieważ tylko On, jak to symbolizował wąż z brązu, był zdolny przyjąć cały jad grzechu i tam nas uzdrowił”.

„A czym jest dla nas krzyż?” – zadał pytanie Franciszek. „Owszem, jest znakiem chrześcijan, jest symbolem chrześcijan, i żegnamy się znakiem krzyża, ale nie zawsze robimy to dobrze, niekiedy robimy to byle jak... ponieważ nie mamy tej wiary w krzyż”, wskazał Papież. Krzyż, zresztą, stwierdził, „dla niektórych osób jest oznaką przynależności: 'Tak, noszę krzyż, aby pokazać, że jestem chrześcijaninem'”. I „w porządku”, jednak „nie tylko jako odznaka, jakby chodziło o jakąś drużynę, emblemat jakiejś drużyny”; ale, powiedział Franciszek, „jako pamięć o Tym, który stał się grzechem, który siebie uczynił diabłem, wężem dla nas; uniżył się aż po całkowite unicestwienie siebie”.

Poza tym prawdą jest, że „inni noszą krzyż jako ozdobę, noszą krzyże z cennymi kamieniami, aby się pokazać”. Ale, zwrócił uwagę Papież, „Bóg powiedział do Mojżesza: 'Kto spojrzy na węża, będzie uzdrowiony'; Jezus mówi do swoich nieprzyjaciół: „Gdy wywyższycie Syna Człowieczego, wtedy poznacie'”. W rzeczywistości, wyjaśnił, kto nie patrzy na krzyż w ten sposób, z wiarą, umrze we własnych grzechach, nie otrzyma tego zbawienia”.

„Dzisiaj – powiedział Papież – Kościół przedstawia nam dialog z tą tajemnicą krzyża, z tym Bogiem, który stał się grzechem z miłości do mnie”. I „każdy z nas może powiedzieć: 'z miłości do mnie'”. Tak więc, kontynuował, warto się zastanowić: „Jak ja noszę krzyż: jako pamiątkę? Kiedy robię znak krzyża, czy jestem świadomy tego, co robię? Jak noszę krzyż: czy tylko jako symbol przynależności do jakiejś grupy religijnej? Jak noszę krzyż: czy jako ozdobę, jako klejnot, z licznymi cennymi kamieniami, ze złota?”. Czy też „nauczyłem się nosić go na barkach, gdzie sprawia ból?”.

„Niech każdy z nas dzisiaj – zasugerował Papież na zakończenie swojej medytacji – popatrzy na Ukrzyżowanego, niech popatrzy na tego Boga, który stał się grzechem, abyśmy my nie umarli w naszych grzechach, i niech odpowie na te pytania, które wam zasugerowałem”.

Jak się okazuje - nic niezwykłego. Oczywiście jest w tym nuta prowokacji, dość niefortunnej, ale najwidoczniej chodzi po prostu o rolę Jezusa jako biorącego na siebie grzechy i cierpiącego zastępczo czy wręcz karanego w zastępstwie ludzi.

Nawiasem mówiąc, w 'Grzechu i strachu' J. Delumeau można znaleźć cytat z jakiegoś pesymistycznego teologa francuskiego z XVII wieku, który z emfazą pisał o tym, jak zagniewany Bóg-Ojciec mścił się na ludzkości uderzając raz po raz, ze wszystkich sił, z całą mocą, właśnie w Swojego Syna (na Golgocie). Autor ów (nie Delumeau, tylko ten teolog) ekscytował się wręcz tym, jak bardzo Jahwe z nienawiści do grzechu wyładowuje się na Chrystusie, żądając więcej i więcej (cierpienia) etc. Czyli Chrystus w tej (czy osobliwej?) teologii traktowany jest jako nosiciel zła, który jest wyniszczany (przez samego Ojca) tak, jakby zawinił (choć nie zawinił). Jeśli komuś bardzo zależy, to jutro będąc w bibliotece mogę przepisać odnośny cytat.

W sumie gdyby iść tym torem, to wyszłoby, że papież Franciszek sięga nieomalże po jakiś gruby augustynizm / jansenizm, w którym "(...) obrażony ludzkimi grzechami nieskończony majestat – Bóg Ojciec – wydał Jezusa na śmierć, aby uśmierzyć swój gniew i zadośćuczynić boskiej sprawiedliwości i aby dać się w ten sposób, za cenę krwi, przebłagać." (to ostatnie to cytat z ks. Hryniewicza, który oczywiście poprzedza całą tę frazę słowami "To nie", jak można by się zresztą spodziewać).

dzięki

Kardynał Lafranc wyświęcił czterech arcybiskupów, czym wypisał się z Kościoła.

Słowa Franciszka są oczywiście niefortunne i dziwaczne*, niemniej od biedy można to interpretować - i w gruncie rzeczy nie jest to jakaś szczególnie wyszukana interpretacja - w taki właśnie sposób jak u tego teologa cytowanego przez Delumeau: że Chrystus wziął na siebie rolę kozła ofiarnego czy też (trywializując, niestety) "chłopca do bicia", a więc został - mimo braku winy - potraktowany przez ludzi, a [i]de facto[/i] przez Boga Ojca - właśnie jak diabeł, jak przeklęty. Tenże XVII-wieczny teolog (a on jest tylko jednym z przykładów) sugerował, że to na Jezusie skupił się karzący gniew Boga (tak jak powinien zapewne skupić się na grzeszniku czy wręcz upadłym aniele). Znaczy nie sugerował, tylko wprost to pisał. I że kruszył tudzież wyniszczał go, by się nasycić pomstą.

Anyway, dziwne, że tradsi nie wpadli jeszcze - choć niektórzy już pewnie wpadli - na inne wyjaśnienie, mianowicie gnostyckie. Otóż w gnostycyzmie jest tak, że Jezus czy też Chrystus jest posłańcem 'prawdziwego Boga' (który nie ma nic wspólnego z ograniczonym, niedoskonałym Demiurgiem Starego Testamentu) - i jako ten posłaniec wkrada się pod postacią węża do Raju, by tam przekazać ludziom gnozę / wiedzę / wyzwolenie. To dość typowy obraz rozmaitych kainitów, lucyferian czy ogólnie adeptów gnozy i lewej ręki.

Z drugiej strony, w narracji tradsów co do Franciszka mamy dwa sprzeczne wątki: z jednej strony ma to być teologiczny nieuk, który paple trzy po trzy jakieś kocopoły bez przemyślenia, bez sensu i spójności, w imię tego, żeby było miło i fajnie brzmiało; --- a z drugiej: wtajemniczony gnostyk, mason, satanista, który mówi hermetycznym szyfrem i zawsze wie, co wygłosić, żeby trochę docisnąć, a trochę zachować pozory.

* i oceniajmy słowa, do tego możliwie z domniemaniem niewinności, quand meme, zamiast staczać się w klimaty typu: "Bergoglio mówi, że trzeba wierzyć w Boga i nieść swój krzyż... ALE JAKI TO BÓG? JAKI TO KRZYŻ? CZY ABY NIE ODWRÓCONY...? Spójrzmy na KONTEKST, na TŁO, na INNE WYPOWIEDZI..."; bo taka "analiza kontekstowa" wiedzie niekiedy na straszne manowce.

Bez względu na intensywne wysiłki P.T. Kolegów interpretatorów kolejnych wypowiedzi Papieża Franciszka, jedynie konklawe lub Paruzja jest wstanie uchronić obecnie Kościół przed kompletną katastrofą....w Panu Bogu zatem nadzieja. Jestem doprawdy pełen podziwu, dla wytrwałości tych, którzy po raz nie wiem już który, wciąż próbują "ratować wypowiedzi" Franciszka, z uporem godnym lepszej sprawy...

Nie ma to jak prawilna tradi wypowiedź. Ech ci forumowi modernisci z ATW na czele

Napisał/a: Tato w Panu Bogu zatem nadzieja.

To jest odwieczna norma, nie jakaś dramatyczna przypadłość obecnej chwili. Właśnie dlatego nie było, nie ma i nie będzie powodu histeryzować. To właśnie ku Panu Bogu i Jego zamysłowi należy kierować nieustający podziw zamiast bez sensu ni pożytku jojczeć, czy "dyktować" Opatrzności swój egzotyczny ogląd Kościoła i "jedynie możliwe" opcje.

A wytrwałe stawanie w obronie papieża (i ogólnie bliźniego) oraz jego nauczania, póki możliwe, winno być, myślę, powszechną normą wśród katolików, nie powodem zdumienia. To nie kwestia jakiejś podziwu godnej wytrwałości, a zdrowego podejścia do sprawy, rzecz przychodząca naturalnie.

Reżyseria: Peyo

Rozumiem szlachetność intencji...choć jak pisałem podziwiam wytrwałość. Czasem niestety szlachetność ta może prowadzić do, proszę wybaczyć, "naiwnej pierdołowatości", coś w rodzaju sytuacji szlachetnego acz naiwnego męża stającego w obronie cnoty swej cieszącej się wszeteczną sławą nawet wśród najbliższych przyjaciół małżonki... Oczywiście doceniam te wysiłki, myślę jednak że zbyt wiele jest tych wszystkich "wpadek", by mieć jeszcze jakieś złudzenia, a obrona straconych zupełnie pozycji, może tylko sprawę w gruncie rzeczy pogorszyć... Po licznych wypowiedziach Papieża na temat komunistów, sodomitów, związków niesakramentalnych, Pana Boga, dopuszczalnego świętokradztwa rozwodników,
istoty nierozerwalności małżeństwa etc etc, doprawdy nie mam żadnych złudzeń kim jest ten człowiek i le szkód wywołał dotąd i jakie jeszcze wywołać może. To są wręcz straty nieodzyskiwalne po ludzku rzecz biorąc. Tutaj można jedynie zdać się na Bożą Opatrzność i interwencję...

Od dłuższego już czasu głęboko zastanawia mnie, w jakim sensie Chrystus Pan wziął na siebie nasze grzechy...

Linio prosto narysowana! (z litanii dominikańskiej do NMP)

Napisał/a: Adimad W rzeczywistości, wyjaśnił, kto nie patrzy na krzyż w ten sposób, z wiarą, umrze we własnych grzechach, nie otrzyma tego zbawienia”.

Wielu narzeka (biję się w piersi, też mi się zdarzało...), że papież Franciszek jest mało ortodoksyjny. A tu proszę! Jakby nie patrzeć, powiedział, że extra Ecclesiam nulla salus! Czyli te wszystkie spotkania i poklepywanie po plecach muzułmanów, buddystów i wszelkiej innej herezji, to tylko tak z litości.

Pan Bóg stworzył ludzi wolnymi, ale dopiero Samuel Colt uczynił ich równymi.

Napisał/a: Kruty

Ale ważne jest to, co z papieskich wypowiedzi i zachowania idzie w świat. A idzie to, co widać i słychać. Po prostu. Mało jest ludzi, którzy myślą i kojarzą tak finezyjnie jak kolega. Równie mało jak katolików, którzy wierzą/wiedzą, że extra Ecclesiam nulla salus. Zwłaszcza, że ojciec Bergolio naucza, że wszystkie i religie są równie dobre.

Napisał/a: Tato zbyt wiele jest tych wszystkich "wpadek"

Jeśli już rozmawiamy w tych nie najszczęśliwszych kategoriach, trzeba by jeszcze odróżnić listę oskarżeń o wpadki od listy/ilości faktycznych wpadek. Nie wystarczy "oskarżyć" n razy, by wykazać jakąkolwiek winę. Właśnie w toku "naiwnej pierdołowatości" jak dotąd nader często okazywało się już to że wpadki nie było wcale, już to - że chodzi ledwie o dobór słów i nieprzychylną intencję interpretatora. Niezależnie od przyczyn jedno wydaje się faktem - nauczanie obecnego papieża bywa na R. i nie tylko oskarżane wyjątkowo często. Sam papież zresztą też, niestety. Nawet za JP2 takiej tradi-nagonki nie bywało chyba.

Reżyseria: Peyo

W czasie jednej z "nagonek" na JP2 ktoś napisał, że jego krytycy jeszcze za nim zatęsknią. I właśnie tak się dzieje.
A tak naprawdę to mamy do czynienia z procesem degradacji papiestwa. Już krytyka niektórych działań i wypowiedzi Pawła VI była uzasadniona, Jana Pawła II też, za Benedykta XVI wahadło lekko wychyliło się w drugą stronę, ale potem mocno odbiło i Franciszek ma wtopę za wtopą. Z największą - adhortacją Amoris laetitia, której zgubne skutki właśnie się ujawniają w Niemczech i gdzie indziej.
Katolik powinien bronić papieża, to oczywiste, nawet gdy temu przytrafia się to i owo. Ale... jest granica. Tą granicą jest sytuacja odwrotna - gdy papież przestaje bronić katolików, gdy nastaje na ich ortodoksję, ich wiarę, ich moralność.

Napisał/a: Filioquist i palce ;-)

:D

Zachowaj Porządek, a Porządek zachowa Ciebie

O! Widze, że to Kolega szkielet jest problemem! Tak jest! Zabanować szkieleta i wszystko będzie cycuś glancuś! Schizma zażegnana! Ale co tam zgłosić do admina. szkieleta należy wypierdolić, to znaczy chciałem powiedzieć, ekskomunikować ze wspólnoty wiernych i dopiero wtedy będzie dobrze!

Problemem jest to, że nie rozumiemy istoty Odkupienia i Najświętszej Ofiary...

I w tej ciemności skaczemy sobie do oczu, kręcąc się w kółko dokładnie wokół najważniejszego może z wszelkich pytań...

W Wielkim Tygodniu...

Linio prosto narysowana! (z litanii dominikańskiej do NMP)

Rydygier i ATW OK

Napisał/a: roman leja O! Widze, że to Kolega szkielet jest problemem!

Proponywam odwiedzić okulistego póki czas.

dwie stopki

Napisał/a: Rydygier

Napisał/a: Tato zbyt wiele jest tych wszystkich "wpadek"

Jeśli już rozmawiamy w tych nie najszczęśliwszych kategoriach, trzeba by jeszcze odróżnić listę oskarżeń o wpadki od listy/ilości faktycznych wpadek. Nie wystarczy "oskarżyć" n razy, by wykazać jakąkolwiek winę. Właśnie w toku "naiwnej pierdołowatości" jak dotąd nader często okazywało się już to że wpadki nie było wcale, już to - że chodzi ledwie o dobór słów i nieprzychylną intencję interpretatora. Niezależnie od przyczyn jedno wydaje się faktem - nauczanie obecnego papieża bywa na R. i nie tylko oskarżane wyjątkowo często. Sam papież zresztą też, niestety. Nawet za JP2 takiej tradi-nagonki nie bywało chyba.

Owszem nie było takiej krytyki ( nie żadnej "nagonki" ) w czasach JP II , sam twierdziłem często, że jeszcze za starym poczciwym JP II zatęsknimy, co jak widać sprawdza się w całej okazałości. Rozumiem jak pisałem wcześniej, Kolegów "obronę za wszelką cenę" Papieża, nie zmieni to jednak faktycznego stanu, ten zaś jest niestety przykry i bardzo żałosny. Fakt ten oczywiście boli każdego katolika, nie zmienia jednak istoty rzeczy. Mamy bowiem do czynienia z jednym z najgorszych pontyfikatów w dziejach Kościoła, czego wyrazem zresztą są oficjalnie promulgowane dokumenty. Jak dotąd większe szkody Kościołowi przyniósł tylko Paweł VI, choć szczerze obawiam się, czy teraz rekord ten nie zostanie pobity z kretesem. Nie może Kolega mieć pretensji do znacznej części katolików o to, że wypowiedzi papieskie budzą zgorszenie, niepokój , czy rozpacz. Nie jest też ważne to, czy można czy nie jest "jakoś tam zinterpretować"....Rozmiar dramatu polega właśnie na tym, że w ogóle trzeba je "interpretować po katolicku", bowiem papieskie wypowiedzi, czego dowodzi dwa tysiące lat istnienia Kościoła, powinny być całkowicie jasne w sprawach ortodoksji. Sam fakt konieczności ich interpretacji świadczy jedynie o skali upadku i rozmiarze dramatu.

Napisał/a: Tato Fakt ten oczywiście boli każdego katolika, nie zmienia jednak istoty rzeczy.

Dziękuję za informację, nie wiedziałem.

Napisał/a: Tato Jak dotąd większe szkody Kościołowi przyniósł tylko Paweł VI,

każdy wie, że był on więziony w lochach Watykanu i nic złego nie zrobił

Poza tym nie wiem, o czym w ogóle tutaj pisać, skoro posoborowie to nie jest Kosciol, a te osoby nie były/są papieżami.

Kardynał Lafranc wyświęcił czterech arcybiskupów, czym wypisał się z Kościoła.

Napisał/a: Tato Rozmiar dramatu polega właśnie na tym, że w ogóle trzeba je "interpretować po katolicku", bowiem papieskie wypowiedzi, czego dowodzi dwa tysiące lat istnienia Kościoła, powinny być całkowicie jasne w sprawach ortodoksji. Sam fakt konieczności ich interpretacji świadczy jedynie o skali upadku i rozmiarze dramatu.

Każdy tekst i każde słowo podlega i wymaga interpretacji, a dopuszcza bardzo różne, wliczając Słowo Boże które można interpretować i interpretuje się na najrozmaiciej heretyckie sposoby.

Nie o to zatem chodzi, czy i dlaczego coś wymaga interpretacji. Chodzi o to, czemu niektórzy uporczywie decydują się z wielu możliwych wybierać domyślnie, a priori, tę najgorzej świadczącą o autorze.

Kasandrycznych wizji status quo Kościoła proszę mi darować, ileż razy można tego samego słuchać, po co. Jeszcze raz powtórzę - mam je za histeryzowanie, które nie przystoi dojrzałemu katolikowi. Ciągłe powtarzanie tej samej tezy na różne sposoby nie udowadnia jej, a że są tacy, którzy tak rzecz widzą - do wiadomości przyjąłem (w niejakim zadziwieniu) już dawno.

Wydaje się jasnym, że papieże bywali i bywają różniści tak, jak Duch Święty jest w swych zamysłach nieprzenikniony. Wybitni bywają i niewybitni, jednak to bez znaczenia. Nawet najmniej wybitnego z papieży swoją mocą, nie zaletami danego człowieka, Chrystus czyni Skałą, na której opiera swój Kościół. Począwszy od "tego słabej wiary tchórza i zaprzańca" św. Piotra, któren nieźle się czasem potrafił wygłupić.

Komu wydaje się powinnością publicznie krytykować papieskie nauczanie, gdzie omylne - proszę uprzejmie. Sumienie przodem. Ale tak, by nie gorszyć słabszych i wrażliwszych i nie bić w tę Skałę, na której stoi Kościół. Nie, żeby temu, co umocnił Chrystus, czyjeś bicie mogło zaszkodzić. Ale szkodzi temu, kto bije i może szkodzić tym, co na to patrzą. Zresztą mam wrażenie, że w niektórych budzą się tego rodzaju intuicje i może dlatego wolą wierzyć w jakieś wianki na kiju, z których miałoby wynikać, że ten, w którego biją, Skałą nie jest (Kto, on? Skałą? Absurd!). Bo jakoś tak głupio - katolikowi obtłukiwać podporę Kościoła czy też oszpecać antyświadectwem szyderczych graffiti jej fasadę, na którą patrzy świat.

Czy akurat tradsom - miłośnikom liturgii trzeba tłumaczyć, jak ważna jest forma tego, co się robi, tym bardziej, gdy robi się publicznie?

Reżyseria: Peyo

Napisał/a: RydygierCzy akurat tradsom - miłośnikom liturgii trzeba tłumaczyć, jak ważna jest forma tego, co się robi, tym bardziej publicznie?

Co tam słowa! Z niepokojem, niechęcią i wręcz rozpaczą czekam na Wielki Czwartek i kolejne świętokradztwo, którego dopuści się biskup Rzymu. Znowu umyje nogi jakiejś młodej muzułmance?

Napisał/a: lewarek.pl

Napisał/a: RydygierCzy akurat tradsom - miłośnikom liturgii trzeba tłumaczyć, jak ważna jest forma tego, co się robi, tym bardziej publicznie?

Co tam słowa! Z niepokojem, niechęcią i wręcz rozpaczą czekam na Wielki Czwartek i kolejne świętokradztwo, którego dopuści się biskup Rzymu. Znowu umyje nogi jakiejś młodej muzułmance?


Niestety, tym razem wybiera się do pierdla o zaostrzonym rygorze. Mafiozom będzie nogi umywał. Ludzi ma nie być, tylko media.

de novissimis...

Napisał/a: lewarek.pl Z niepokojem, niechęcią i wręcz rozpaczą czekam na Wielki Czwartek

Proponuję Koledze poddać refleksji taki, nie inny sposób przeżywania Wielkiego Czwartku. Może coś zaświta.

A gdy już Kolega tak gracko odbił i podkręcił piłeczkę, może choć na chwilę odłoży paletkę i zastanowi się poważniej nad tym, do czego się odniósł. Skoro autentycznie tak przeszkadza, gdy choćby z formą papieskiego Wielkiego Czwartku coś wydaje się nie tak, to czy dbałość o właściwą formę nie powinna być istotna również i w omawianej tu sprawie? Bo jakoś nie wydaje się być. Nie zgrzyta nic w takiej postawie?

Tak, czy inaczej, jako się rzekło - uprasza się baczyć, aby nie gorszyć, nawet samą formą.

Reżyseria: Peyo

Napisał/a: szkieletNiestety, tym razem wybiera się do pierdla o zaostrzonym rygorze. Mafiozom będzie nogi umywał. Ludzi ma nie być, tylko media.

A Pan Jezus to tak nie mógł? Jakiemuś Barabaszowi umyć nogi na przykład? A On wybrał apostołów. Ciekawe o co Mu chodziło?

Napisał/a: RydygierSkoro autentycznie tak przeszkadza, gdy choćby z formą papieskiego Wielkiego Czwartku coś wydaje się nie tak, to czy dbałość o właściwą formę nie powinna być istotna również i w omawianej tu sprawie?

?

Napisał/a: lewarek.pl

Napisał/a: szkieletNiestety, tym razem wybiera się do pierdla o zaostrzonym rygorze. Mafiozom będzie nogi umywał. Ludzi ma nie być, tylko media.

A Pan Jezus to tak nie mógł? Jakiemuś Barabaszowi umyć nogi na przykład? A On wybrał apostołów. Ciekawe o co Mu chodziło?


No cóż, może Bergoglio nie wie o co Mu chodziło.
Tak dodatkowo to wklejam link do informacji o "celebrze" WielkoCzwartkowej http://wpolityce.pl/kosciol/334619-papiez-w-wielki-czwartek-odprawi-msze-w-wiezieniu-pod-rzymem-i-obmyje-nogi-wiezniom i nieśmiało zapytuję jak ta szopka się to ma do ustanowienia dwóch Sakramentów w tym dniu. Czy Sakrament Kapłaństwa i Eucharystii ustanowione tego dnia są tak mało ważne? A może to już nie sakramenty (vide Amortis Laetitia, tudzież "kapłaństwo" żonatych mężczyzn). Prywatna szopka z merdiami jest ważniejsza.

de novissimis...

Napisał/a: lewarek.pl A Pan Jezus to tak nie mógł? Jakiemuś Barabaszowi umyć nogi na przykład? A On wybrał apostołów. Ciekawe o co Mu chodziło?

hmm, ciekawe, może Barabasz nie był tak jaskrawym przykładem jak Judasz zdrajca, Piotr zaprzaniec czy Mateusz kolaborant.

Napisał/a: szkielet tudzież "kapłaństwo" żonatych mężczyzn

Małżeństwo nie wyklucza ważności kapłaństwa, więc nie wiem, dlaczego Kolega pisze w cudzysłowie.

Kardynał Lafranc wyświęcił czterech arcybiskupów, czym wypisał się z Kościoła.

Napisał/a: A. P. hmm, ciekawe, może Barabasz nie był tak jaskrawym przykładem jak Judasz zdrajca, Piotr zaprzaniec czy Mateusz kolaborant.

A może chodziło nie o znalezienie największego złoczyńcy, któremu można by umyć nogi, tylko o coś zupełnie innego? Coś przeciwnego.

Przy okazji o Synuojca:

„Wygląda to tak, jakby Barabasz był sobowtórem Jezusa, który na inny sposób wysuwa te same roszczenia. Zatem wyboru trzeba dokonać między mesjaszem, który prowadzi walkę zbrojną, przyobiecuje wolność i własne królestwo, i owym tajemniczym Jezusem, który głosi utratę samego siebie jako drogę do życia. Czy to dziwne, że masy dały pierwszeństwo Barabaszowi?”.

Kardynał Lafranc wyświęcił czterech arcybiskupów, czym wypisał się z Kościoła.

Napisał/a: lewarek.pl A może chodziło nie o znalezienie największego złoczyńcy, któremu można by umyć nogi, tylko o coś zupełnie innego? Coś przeciwnego.

Kolega gdybał, wiec ja tez.

Nie znam się, ale najprościej rzecz ujmując, jest to gest uniżenia się. Jeżeli nie, to napiszcie.

Kardynał Lafranc wyświęcił czterech arcybiskupów, czym wypisał się z Kościoła.

"Cóż, elementarna nieznajomość Pisma Świętego nie jest przeszkodą do robienia sobie ściery z Ojca Świętego. Tyle, że trzeba za to będzie beknąć na Sądzie..."
----
Straszenie Sadem przez kogos kto bronil herezji dopuszczonej na Malcie i w Niemczech jest pocieszne. Uwaza kolega raczej zeby sam nie beknal
http://malydziennik.pl/niemieccy-biskupi-popadli-w-herezje-dopuszczaja-ludzi-w-stanie-grzechu-ciezkiego-do-komunii,2297.html

-----
"Cossa został następcą Aleksandra V i przyjął imię Jana XXIII w 1410[1]. Za prawowitego papieża uznały go Francja, Anglia, Czechy, Portugalia, Polska, niektóre księstwa Świętego Cesarstwa Rzymskiego oraz część leżących na północy włoskich miast-państw, w tym Florencja oraz Wenecja; rezydujący w Awinionie antypapież Benedykt XIII miał z kolei poparcie Królestw Aragonii, Kastylii oraz Szkocji, a Grzegorz XII – Władysława andegaweńskiego, Karola I Malatesty, książąt bawarskich, Ludwika III Wittelsbacha oraz części pozostałych księstw wchodzących w skład Rzeszy[7].

Antypapież Jan XXIII wydaną 28 sierpnia 1412 bullą In eminenti specula przeniósł stolicę lokalnej archidiecezji z Halicza do Lwowa, a kościół parafialny pod wezwaniem Wniebowzięcia NMP podniósł do rangi archikatedry[8]. Kolejna bulla, z datą 28 września 1412, nadawała prepozytowi klasztoru Bożogrobców w Miechowie prawo noszenia insygniów biskupich."

--
Nie twierdze, ze Franciszek jest antypapiezem, ale chyba ograniczone zaufanie nie jest grzechem? Zwlaszcza majac powyzsze na uwadze. Ja tam cierpliwie czekam majac owo ograniczone zaufane ciagle przy sobie, dzieki temu nie popadam w schizme. Franciszek wiecznie zyc nie bedzie, poki co sie za niego modle aby byl wierny Chrystusowi.

"Tylko prawda jest ciekawa"

@ Roberto Carlos - ano właśnie, na szczęście "dłużej klasztora, niż przeora"... słusznie.

Wracając jeszcze do plakatu o podróży do Egiptu...
Przed nami drodzy Państwo niesamowite wydarzenie, gdyż Papież Bergoglio będzie grać główną rolę w komedii ,,Przyjęcie dla głupca". Mianowicie, on będzie ich klepał po plecach i robił sobie z nimi fotki a oni będą go zapewniać, że im bardzo przykro że chrześcijanie wyrzynani są w ich kraju i wyrażą szczerą obietnicę, że to już się więcej nie powtórzy. Może nawet zacytują jakiś ustęp ze swej świętej księgi o miłości, pokoju itd?

Nawet jeśli prawda może powodować zgorszenie, lepiej dopuścić do zgorszenia niż wyrzec się prawdy.

Przyszło Wam może do głowy, że nie znacie się na byciu papieżem?

Napisał/a: Tomek Czerstwy

Przyszło Wam może do głowy, że nie znacie się na byciu papieżem?


xD

de novissimis...

Napisał/a: A. P.

Napisał/a: lewarek.pl A może chodziło nie o znalezienie największego złoczyńcy, któremu można by umyć nogi, tylko o coś zupełnie innego? Coś przeciwnego.

Kolega gdybał, wiec ja tez.

Nie znam się, ale najprościej rzecz ujmując, jest to gest uniżenia się. Jeżeli nie, to napiszcie.

Jezus Chrystus umył nogi apostołom, swoim wybranym uczniom, którym powierzył budowanie Kościoła. Nie jakimś przypadkowym przechodniom, złoczyńcom, poganom itp. Ten gest umycia nóg właśnie w dniu ustanowienia Sakramentu Ciała i Krwi Pana, właśnie tym ludziom, jest gestem wyróżnienia ich. To ważny i wyjątkowy gest, obecny w Kościele tylko w Wielki Czwartek, w dniu szczególnym dla katolików. Franciszek banalizuje go, spłaszcza i poniewiera.

Napisał/a: Tomek Czerstwy

Przyszło Wam może do głowy, że nie znacie się na byciu papieżem?

:)))))))))

Ten wątek jest tak głupi że pewien być pod hasłem tradi stan umysłu w encyklopedii.

Napisał/a: Roberto CarlosStraszenie Sadem przez kogos kto bronil herezji dopuszczonej na Malcie i w Niemczech jest pocieszne.

Nigdy nie broniłem "herezji dopuszczonej na Malcie i w Niemczech".

A tak w ogóle to mam odnośnie całej tej sytuacji dwie następujące uwagi.

1) Jest fascynujące, że silny nurt tradikatolicyzmu polega teraz na tym, że Papieża się, możliwie nieprzychylnie, RECENZUJE. W Starych Dobrych Czasach papieża się słuchało, kiwało głową, próbowało zrozumieć, a najczęściej po prostu milcząco olewało. Jednak dla turbotradsów takie tradycyjne rozwiązania są najwyraźniej za mało ekscytujące.

2) Chciałbym poniższą myśl wyrazić możliwie delikatnie, ale nie wiem czy mi się uda. Otóż fenomen z punktu pierwszego jest tylko pewnym przejawem tego, że turbotradsi mają niekiedy niezłe pojęcie tradycyjnej liturgii, ale bardzo kiepskie o tradycyjnej duchowości. Na przykład jest taki golden-oldie


Trzeba z góry założyć, że każdy dobry chrześcijanin winien być bardziej skory do ocalenia wypowiedzi bliźniego, niż do jej potępienia. A jeśli nie może jej ocalić, niech spyta go jak tamten ją rozumie; a jeśli on rozumie ją źle, niech go poprawi z miłością; a jeśli to nie wystarcza, niech szuka wszelkich stosownych środków do tego, aby tamten dobrze ją rozumiawszy mógł ocalić siebie.

(No ale to św. Ignacy Loyola, praojciec modernizmu, a poza tym Papież to nie bliźni). I niestety jest tak, że mając słabe pojęcie o tradycyjnej duchowości, mają jeszcze gorsze o TREŚCI, którą REALNIE przechowuje gmach katolickiej ortodoksji i która jest czymś nieskończenie ważniejszym niż ten - bardzo ważny - gmach, o ŻYWYM BOGU w Trójcy Przenajświętszej Jedynym. Jan Cyraniak napisał ostatnio o tym bardzo długi i bardzo dobry tekst. Niezmiennie go polecam.

Język jest ogniem, sferą nieprawości. Język jest wśród wszystkich naszych członków tym, co bezcześci całe ciało i sam trawiony ogniem piekielnym rozpala krąg życia.

Napisał/a: lewarek.pl Jezus Chrystus umył nogi apostołom, swoim wybranym uczniom, którym powierzył budowanie Kościoła. Nie jakimś przypadkowym przechodniom, złoczyńcom, poganom itp. Ten gest umycia nóg właśnie w dniu ustanowienia Sakramentu Ciała i Krwi Pana, właśnie tym ludziom, jest gestem wyróżnienia ich. To ważny i wyjątkowy gest, obecny w Kościele tylko w Wielki Czwartek, w dniu szczególnym dla katolików. Franciszek banalizuje go, spłaszcza i poniewiera.

Moim zdaniem można to interpretować szerzej. Dla mnie ten gest powinien być obecny na co dzień w życiu każdego chrześcijanina, jest jakby wstępem do Wielkiego Piątku, do umierania za nieprzyjaciół.

Na poparcie zaś Kolegi rozumienia świadczy 1Tm 5, 10.

Kardynał Lafranc wyświęcił czterech arcybiskupów, czym wypisał się z Kościoła.

Poza tym już wychwycili inni :

Napisał/a: Tomek Czerstwy

Przyszło Wam może do głowy, że nie znacie się na byciu papieżem?

:)

Kardynał Lafranc wyświęcił czterech arcybiskupów, czym wypisał się z Kościoła.

Napisał/a: lewarek.pl ?

Coś jest niejasne? Pytam o konsekwencję w postawie dbałości o formę - by była godna tego (właściwa temu), co się w jej ramach robi i tym samym co najmniej nie szkodziła odbiorcom. Bo o formie tego typu wątków mowa z mojej strony.

Reżyseria: Peyo

>> W Starych Dobrych Czasach papieża się słuchało

To jest swoją drogą dobry paradoks tych czasów i obu nurtów ("modernistycznego" i "tradsowskiego"). Najpierw ogół był przyzwyczajony przez długie dekady, że ultramontanizm, że papieży się słucha, że jak papież (ba, co tam papież, proboszcz!) zakazał patrzenia na coś czy słuchania czegoś, to trzeba się z tym pogodzić i zaufać autorytetowi, że trzeba gnać z kościołów i seminariów tych, co szemrają, podważają, pytają, kombinują - - - i dlatego tenże ogół w naturalny sposób przyjął reformy SV II. Konserwatyzm został pokonany jego własną bronią. Prawilny ultramontanin natychmiast zmieniał pogląd na powstanie w Meksyku, powieści Balzaca czy Action Francaise, jeśli Rzym powiedział - i choćby archiwalia ultramontes.pl są pełne tego typu wywodów ("zawsze przy papieżu", "spełniać nie tylko żądania, ale nawet życzenia czy sympatie papieża" itd.).

I żeby całość miała w sobie pikanterię, to teraz właśnie konserwatyści - różnego sortu - z upodobaniem korzystają z "dobrodziejstw leberalizma". Byle wierny z dostępem do internetu googluje sobie jakieś cytaty z Doktorów Kościoła i zabiera się do recenzowania papieża (oraz "modernistycznego duchowieństwa") na łamach swojego bloga czy forum, choć przecież jeszcze 100 lat temu nie byłby w stanie nawet zebrać materiałów do swoich polemik, bo według zasad Indeksu nie było mu wolno czytać tych wszystkich modernistów, nawet krytycznie (chyba że za pozwoleniem) ; - Bractwo św. Piusa X z upodobaniem powołuje się na nowy Kodeks Prawa Kanonicznego; - działacze "od Mszy Trydenckiej" organizują oddolne inicjatywy i podkreślają do czego to wierni mają prawo, czego im wolno żądać i że ksiądz ma się słuchać (ok, upraszczam publicystycznie, ale czasami taka atmosfera się tworzy); - do tego wielu tradsów z ubolewaniem / niechęcią / pogardą pisze o "papolatrii" albo o tym, że autorytet jest autorytetem tylko dopóki MA RACJĘ, a czy MA RACJĘ, to przecież jesteśmy w stanie ocenić, bo każdy głupi może sprawdzić czy 2 + 2 = 4, to wszystko oczywiste sprawy itd. Zabawni w tym kontekście są sedewakantyści, którzy twierdzą, że oni to niczego nie osądzają samodzielnie, po prostu bez żadnej interpretacji stwierdzają absolutnie oczywiste fakty.

Nagle okazuje się, że to, co powinno być naturalną postawą tradsów (czyli zaufanie do autorytetu, przyjmowanie tego, co przychodzi z Rzymu lub nawet z plebanii parafialnej itd.) stało się atrybutem "modernistów"; a to, co zwykle było atrybutem lewej strony ("krytyczne myślenie", "ograniczone zaufanie", "żadnych świętych krów" itd.) - stało się zgoła cechą rozpoznawczą tradsów.

Nie żebym chciał w ten sposób dowartościować liberalizm, bynajmniej. Ale paradoks sam w sobie ciekawy. W sumie pokazuje on, że pojęcia takie jak "posłuszeństwo", "autorytet" czy "zaufanie" mają sens jedynie polemiczny czy też znaczenie jedynie użytkowe - koniec końców i tak się okazuje, że "MY WAM nie musimy być posłuszni, bo to MY mamy rację" (pod "my / wam" można podstawić dowolne frakcje).

Napisał/a: Adimad

>> W Starych Dobrych Czasach papieża się słuchało

To jest swoją drogą dobry paradoks tych czasów i obu nurtów ("modernistycznego" i "tradsowskiego"). Najpierw ogół był przyzwyczajony przez długie dekady, że ultramontanizm, że papieży się słucha, że jak papież (ba, co tam papież, proboszcz!) zakazał patrzenia na coś czy słuchania czegoś, to trzeba się z tym pogodzić i zaufać autorytetowi, że trzeba gnać z kościołów i seminariów tych, co szemrają, podważają, pytają, kombinują - - - i dlatego tenże ogół w naturalny sposób przyjął reformy SV II. Konserwatyzm został pokonany jego własną bronią. Prawilny ultramontanin natychmiast zmieniał pogląd na powstanie w Meksyku, powieści Balzaca czy Action Francaise, jeśli Rzym powiedział - i choćby archiwalia ultramontes.pl są pełne tego typu wywodów ("zawsze przy papieżu", "spełniać nie tylko żądania, ale nawet życzenia czy sympatie papieża" itd.

Bardzo trafne spostrzeżenie. Faktycznie konserwatyzm został pokonany swoją "własną bronią". Można nawet rzec, że jesteśmy zakładnikami dogmatyki Soboru Watykańskiego I. To prawda, bowiem paradoksalnie doktryna wówczas zdefiniowana, przyczyniła się do braku reakcji na radykalne zmiany. Cóż największym i jedynym problemem monarchii, jest osoba króla, jeśli ten z jakichś powodów staje się np. lewackim rewolucjonistą. Tradycjonalistyczni monarchiści stają wówczas wobec dramatycznego dysonansu.

Rzecz jednak jest myślę przy głębszym rozważeniu, do wyjaśnienia, mianowicie w zasadzie katolickiej św. Wincentego z Lerynu, : "W samym również Kościele katolickim na to najwięcej baczyć potrzeba, by trzymać się tego, co wszędzie, co zawsze, co przez wszystkich wierzono. To bowiem prawdziwie i właściwie jest katolickim, jak nazwa sama i sam rozum wskazuje, który wszystko prawie obejmuje powszechnie. A stanie się to, gdy będziemy się trzymali powszechności, starożytności i zgody. Trzymać się będziemy powszechności wówczas, jeśli tę jedną wiarę za prawdziwą uznajemy, którą cały po wszystkim świecie Kościół wyznaje; starożytności znowu, jeśli żadną miarą nie odstępujemy od tego rozumienia, o którym jawną jest rzeczą, iż się go trzymali święci przodkowie i ojcowie nasi; zgody zaś, – jeśli w samej starożytności przestrzegamy zdań i rozumienia wszystkich lub prawie wszystkich kapłanów i nauczycieli kościelnych.". Trzymanie się tej zasady, która obejmuje wszak wszystkich katolików, także Papieży, jest jedynym wyjściem z tej jakże frapującej, bolesnej i przykrej sytuacji.

Twierdzenie, ze w dawnych czasach brak reakcji papieza na dopuszczanie cudzoloznikow do Komunii sw. przyjeto by bez szemrania w imie posluszenstwa jest bzdura totalna. Obecna krytyka konserwatystow wynika dokladnie z tej samej zasady co dawne posluszenstwo. Wynikalo i wynika z wiernosci Bogu. Teraz konserwatysci krzycza poniewaz sa do tego zmuszeni, kiedys takiego przymusu poprostu nie bylo. Taka jest tej zmiany banalna przyczyna. Posluszenstwo zawsze dla konserwatystow ma pierwszorzedne znaczenie, ale posluszenstwo prawdzie, a nie klamstwu.

"Tylko prawda jest ciekawa"

Napisał/a: Roberto CarlosTwierdzenie, ze w dawnych czasach brak reakcji papieza na dopuszczanie cudzoloznikow do Komunii sw. przyjeto by bez szemrania w imie posluszenstwa jest bzdura totalna. Obecna krytyka konserwatystow wynika dokladnie z tej samej zasady co dawne posluszenstwo. Wynikalo i wynika z wiernosci Bogu. Teraz konserwatysci krzycza poniewaz sa do tego zmuszeni, kiedys takiego przymusu poprostu nie bylo. Taka jest tej zmiany banalna przyczyna. Posluszenstwo zawsze dla konserwatystow ma pierwszorzedne znaczenie, ale posluszenstwo prawdzie, a nie klamstwu.

słyszał Kolega o montanizmie?

Kardynał Lafranc wyświęcił czterech arcybiskupów, czym wypisał się z Kościoła.

Napisał/a: Roberto CarlosTwierdzenie, ze w dawnych czasach brak reakcji papieza na dopuszczanie cudzoloznikow do Komunii sw. przyjeto by bez szemrania w imie posluszenstwa jest bzdura totalna. Obecna krytyka konserwatystow wynika dokladnie z tej samej zasady co dawne posluszenstwo. Wynikalo i wynika z wiernosci Bogu. Teraz konserwatysci krzycza poniewaz sa do tego zmuszeni, kiedys takiego przymusu poprostu nie bylo. Taka jest tej zmiany banalna przyczyna. Posluszenstwo zawsze dla konserwatystow ma pierwszorzedne znaczenie, ale posluszenstwo prawdzie, a nie klamstwu.

słyszał Kolega o montanizmie?

Kardynał Lafranc wyświęcił czterech arcybiskupów, czym wypisał się z Kościoła.

Napisał/a: Adimad Ale paradoks sam w sobie ciekawy. W sumie pokazuje on, że pojęcia takie jak "posłuszeństwo", "autorytet" czy "zaufanie" mają sens jedynie polemiczny czy też znaczenie jedynie użytkowe - koniec końców i tak się okazuje, że "MY WAM nie musimy być posłuszni, bo to MY mamy rację" (pod "my / wam" można podstawić dowolne frakcje).

Sądzę, że ten paradoks bierze się z przecenienia mniej istotnej, a niedocenienia bardziej istotnej linii podziału. Otóż ważniejsze rozróżnienie przebiega między tymi, którzy mają zaufanie, że w Kościele hierarchicznym Chrystus Pan żyje i działa w sposób "prosty" (bez jakiś piętrowych, perwersyjnych konstrukcji) i realny, a tymi którzy uważają, że Kościół najpierw trzeba urządzić do jakiegoś ideału, a wtedy Chrystus Pan się w nim pojawi. Pierwsze podejście przekłada się na naturalnie pozytywne podejście do Papieża i tego co naucza oraz do równie naturalnego stosowania "hermeneutyki ciągłości" - to co się dzieje w Kościele nauczającym wypływa z woli Zbawiciela i trzeba próbować zrozumieć o co w tym chodzi mając na względzie, że cały czas stoi za tym ten sam niezmienny Bóg. Drugie, z nieufności zrodzone nieufność przymnaża - Papieżowi trzeba cały czas patrzeć na ręce, bo jak my nie przypilnujemy, to kto to zrobi? O ile wśród "ufających" możliwe są warianty "tradi" oraz "moderna", ale nie mają one charakteru odśrodkowo destruktywnego, o tyle wśród "nieufnych" wszelkie różnice dość szybko amplifikują się do fundamentalnych konfliktów (nawet w pozornie tym samym nurcie).

Napisał/a: Roberto CarlosPosluszenstwo zawsze dla konserwatystow ma pierwszorzedne znaczenie, ale posluszenstwo prawdzie, a nie klamstwu.

Żeby być posłusznym prawdzie, trzeba ją najpierw poznać, a to jest DUŻO bardziej wymagające niż nabuzowanie się negatywnymi emocjami.

Język jest ogniem, sferą nieprawości. Język jest wśród wszystkich naszych członków tym, co bezcześci całe ciało i sam trawiony ogniem piekielnym rozpala krąg życia.

Chciałam jeszcze dwa słowa o tym:

Napisał/a: lewarek.pl Jezus Chrystus umył nogi apostołom, swoim wybranym uczniom, którym powierzył budowanie Kościoła. Nie jakimś przypadkowym przechodniom, złoczyńcom, poganom itp. Ten gest umycia nóg właśnie w dniu ustanowienia Sakramentu Ciała i Krwi Pana, właśnie tym ludziom, jest gestem wyróżnienia ich. To ważny i wyjątkowy gest, obecny w Kościele tylko w Wielki Czwartek, w dniu szczególnym dla katolików. Franciszek banalizuje go, spłaszcza i poniewiera.

Albo przekłada akcenty:

"A kiedy im umył nogi, przywdział szaty i znów zajął miejsce3 przy stole, rzekł do nich: «Czy rozumiecie, co wam uczyniłem? Wy Mnie nazywacie "Nauczycielem" i "Panem" i dobrze mówicie, bo nim jestem. Jeżeli więc Ja, Pan i Nauczyciel, umyłem wam nogi, to i wyście powinni sobie nawzajem umywać nogi. Dałem wam bowiem przykład, abyście i wy tak czynili, jak Ja wam uczyniłem. Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Sługa nie jest większy od swego pana ani wysłannik od tego, który go posłał4. Wiedząc to będziecie błogosławieni, gdy według tego będziecie postępować" (J 13, 12-17).

Linio prosto narysowana! (z litanii dominikańskiej do NMP)

Żeby być posłusznym prawdzie, trzeba ją najpierw poznać, a to jest DUŻO bardziej wymagające niż nabuzowanie się negatywnymi emocjami.

---
Prawda w przypadku instrukcji biskupow niemieckich i maltanskich zostala dobrze poznana, a mimo jej doglebnej znajomosci te heretyckie instrukcje dotad nie zostaly zniesione. Wiec niby konserwatysci w imie posluszenstwa maja podporzadkowac sie tym herezja? W imie posluszenstwa? Straszyl kolega Sadem, za takie podporzadkowanie sie aprobacie grzechu Sad bedzie bezlitosny.

"Tylko prawda jest ciekawa"

Napisał/a: Mała Mi

Chciałam jeszcze dwa słowa o tym:

Napisał/a: lewarek.pl Jezus Chrystus umył nogi apostołom, swoim wybranym uczniom, którym powierzył budowanie Kościoła. Nie jakimś przypadkowym przechodniom, złoczyńcom, poganom itp. Ten gest umycia nóg właśnie w dniu ustanowienia Sakramentu Ciała i Krwi Pana, właśnie tym ludziom, jest gestem wyróżnienia ich. To ważny i wyjątkowy gest, obecny w Kościele tylko w Wielki Czwartek, w dniu szczególnym dla katolików. Franciszek banalizuje go, spłaszcza i poniewiera.

Albo przekłada akcenty:

"A kiedy im umył nogi, przywdział szaty i znów zajął miejsce3 przy stole, rzekł do nich: «Czy rozumiecie, co wam uczyniłem? Wy Mnie nazywacie "Nauczycielem" i "Panem" i dobrze mówicie, bo nim jestem. Jeżeli więc Ja, Pan i Nauczyciel, umyłem wam nogi, to i wyście powinni sobie nawzajem umywać nogi. Dałem wam bowiem przykład, abyście i wy tak czynili, jak Ja wam uczyniłem. Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Sługa nie jest większy od swego pana ani wysłannik od tego, który go posłał4. Wiedząc to będziecie błogosławieni, gdy według tego będziecie postępować" (J 13, 12-17).

Są 364 inne dni w roku, oprócz Wielkiego Czwartku, kiedy ojciec Bergoglio może umyć nogi dowolnym katolikom i poganom. I oni mogą umyć jemu.

Napisał/a: lewarek.pl ojciec Bergoglio może

Dejciesz żyć! na fR dajo placet, nic ino lecieć, pendzieć, umywać...

dwie stopki

obok jest wontek o salutowaniu

"Nic tak nie niszczy rozwoju, jak jego czysto pragmatyczne ukierunkowanie". Ezra P. silesaurus

Copyright © 2011 Rebelya.pl Wszelkie prawa zastrzeżone.