Dominik Szczęsny-Kostanecki: "Smoleńsk". Film-zwycięstwo

23.09.2016

Szedłem na ten film z dużymi obawami. Myślałem o dwóch ewentualnościach, w pewnym sensie wykluczających się: z jednej strony podejrzewałem, że temat należący do kategorii absolutnie koturnowych – takich jak powstanie warszawskie czy rozbiory – przygniecie twórców swym ciężarem. Powali bezmiarem. Po wtóre – co tu dużo ukrywać – bałem się, że film kompletnie rozmontuje mnie emocjonalnie.

Obie obawy nie sprawdziły się.

Posłużę się pewną niespecjalnie mądrą, ale jak myślę – obrazową metaforą. Otóż zmagania ekipy z filmem przypominały podnoszenie ciężarów: szczególnie ten moment, kiedy wydaje się, że napięte do granic możliwości mięśnie nie wytrzymają chwili dłużej, że sztanga runie zaraz z hukiem na podłogę.

Były momenty – i od nich zacznijmy rozbiór „artystyczny” filmu – kiedy obraz zdawał się zmierzać w niedobrym kierunku, jak gdyby miał się za chwilę wyłożyć… Niesprawnie skonstruowana postać generałowej Błasikowej – zarówno pod względem scenariusza – myślę tutaj o dialogach, jak i aktorskim, a także pączkowanie tej postaci w fabule wróżyły stoczenie się całości w kicz.

Jednakowoż tymi „głębokimi” strukturami filmu, które podtrzymały konstrukcję była jasność chronologiczna i związana z nią jasność przekazu.  Bardzo przekonywająco grała dziennikarska dwójka: Fido-Klijnstra. Do tego dochodzi szereg ważkich argumentów dotychczas niepodnoszonych – tak przynajmniej mi się wydawało – przez „sektę smoleńską”, np. poprzez empiryczne ukazanie możliwości cięcia drzewostanu podczas katastrofy lotniczej w Lesie Kabackim – jako przeciwwagi dla narracji o „pancernej brzozie”.

Smoleńsk” Krauzego zdaje się pełnić trzy funkcje jednocześnie – i to jest jego wielką siłą. Po pierwsze - mamy tu do czynienia ze sprawną rekapitulacją wiedzy na temat katastrofy rozumianej szeroko, to znaczy jako katastrofa: przedsmoleńska, smoleńska i posmoleńska, które razem dają obraz kompletnej atrofii dużego państwa w centrum Europy…

Po drugie - wrażenie które odniosłem już jakiś czas po obejrzeniu filmu było takie, że tam, gdzie brak materiału dowodowego (przypomnijmy: czarne skrzynki i wrak znajdują się dotychczas w Rosji), twórcy próbują zrekonstruować sekwencję wydarzeń w sposób najprostszy z możliwych. I…co najważniejsze – mimo iż film dokumentem nie jest – nie gwałcą prawideł postępowania naukowego, stawiając wyraźną granicę między faktami a domysłami. Jak ją odnaleźć? To bardzo proste: nad tymi częściami, w których bezpośrednio oglądamy bohaterów dramatu – postawiony jest znak zapytania. Być może nawet w inny sposób robione są zdjęcia – nie wiem, nie znam się na kinematograficznej kuchni.

Po trzecie film jest dobrym, współczesnym wcieleniem jednej z dwóch najważniejszych koncepcji pisania (mówienia?) o historii, jaką na naszym rodzimym podwórku jest żeromszczyzna. Rozumiana jako pragnienie „rozdrapywania ran, by nie zabliźniały się błoną podłości”.

Ale jest coś jeszcze. Niestety, muszę się przyznać, że odnajduję w tym filmie strzępy myśli, które i w mojej krążyły mózgownicy, a które miały temat Smoleńska jeśli nie zakopać, to na pewno pomniejszyć. Być może – nie chcę nikogo obrażać – były udziałem większości z nas. Byłby w tym ujęciu film Krauzego również narodową ekspiacją za to, że pewne podłości znalazły przystęp do naszego ucha.

Ryzykownym, ale udanym elementem było spotkanie duchów katyńskich z duchami smoleńskimi. Nawet jeśli w związku z tym liczba zakończeń obrazu zwiększyła się z dwóch do trzech – jak w "Quo Vadis" Kawalerowicza.

Ale mimo wszystkich potknięć i niedociągnięć - jest to film-zwycięstwo. Film, który – nawiązując do ostatnich wydarzeń – pokazuje, że niekiedy, nawet jeśli żyjemy w czasach, które są „opowieścią idioty”, potrafimy zachować się, jak trzeba.

Dominik Szczęsny-Kostanecki

Autor jest historykiem i dziennikarzem, redaktorem naczelnym portalu Kresy24.pl, z którego pochodzi powyższy tekst

 

Przeczytaj także
Myślenie oparte na niszczeniu. Rozmowa z Mateuszem Wernerem, autorem książki "Wobec nihilizmu"

- Dziś być artystą w Polsce i nie być nihilistą to obciach i wiocha. Nihilizm jest świadectwem powagi i prestiżu - mówi w rozmowie z "Nową Konfederacją" filozof kultury, eseista, krytyk filmowy dr Mateusz Werner.

Katastrofa smoleńska. Kolejne wstrząsające ustalenia śledczych (AKTUALIZACJA)

W trumnie generała Bronisława Kwiatkowskiego spoczywały szczątki jeszcze siedmiu innych ofiar - ujawnił wczoraj dziennik "Fakt". Z kolei dzisiaj gazeta ta ujawniła, że w trumnie gen. Włodzimierza Potasińskiego śledczy odnaleźli szczątki jego i czterech innych ofiar katastrofy smoleńskiej

Film fabularny o wojnie na Ukrainie pokazany na festiwalu w Cannes. Polska koproducentem

"Szron" w reżyserii litewskiego reżysera Sharunasa Bartasa - koprodukcja współfinansowana przez Polski Instytut Sztuki Filmowej została pokazana na 70. festiwalu w Cannes w prestiżowej sekcji Quinzaine des Realisateurs. Film podbił serca uczestników festiwalu. 23 maja widzowie oklaskiwali premierową emisję na stojąco.

Wojciech Smarzowski chce stworzyć serial o początkach państwa polskiego

Znany i utytułowany polski reżyser ujawnił, że razem ze scenarzystą Wojciechem Rzehakiem piszą scenariusz serialu poświęconego Piastom.

Copyright © 2011 Rebelya.pl Wszelkie prawa zastrzeżone.