Wszyscy jesteśmy "Artystami"

25.09.2016

Emitowany właśnie w TVP serial „Artyści” to najlepszy od wielu, wielu lat serial obyczajowy o współczesnej Polsce. Nie ma tu sztucznych postaci i nierealnych problemów. Obraz jest niesamowicie aktualny, a wręcz wizjonerski. Pojawia się w nim nawet wątek… warszawskiej afery reprywatyzacyjnej.

Niech nikogo nie zmyli tytuł wskazujący, że to jakieś „dzieło środowiskowe”. Owszem, akcja serialu rozgrywa się w środowisku teatralnym, które jego twórcy – Monika Strzępka i Paweł Demirski – znają od podszewki, z teatru się bowiem wywodzą. Jeżeli ktoś jeszcze nie słyszał o reżyserce Strzępce i dramaturgu Demirskim, to przypo-mnijmy tylko, że to jedni z najbardziej cenionych i rozchwytywanych współczesnych polskich twórców teatralnych.

To też nieprzejednani krytycy rzeczywistości III RP. Rzeczywistości gospodarczej, ale też społecznej i artystycznej. Ich najsłynniejsza i bodaj najbardziej nagradzana jest sztuka, uderzająca w „autorytety”, to „Był sobie Andrzej, Andrzej, Andrzej i Andrzej” (2010), wystawiona (to ważne) w Teatrze Dramatycznym w Wałbrzychu, a więc z dala od kulturalnego centrum. Ten Andrzej to oczywiście Andrzej Wajda.

Andrzej w ogniu krytyki

Jako że ich krytyka III RP jest prowadzona z pozycji lewicowych, Strzępka i Demirski są wręcz hołubieni także przez lewicowe i liberalne media oraz salony, które udają, że jest im z nimi po drodze. Z kolei elity patriotyczne, prawicowe czy katolickie (jak zwał, tak zwał) nie wiedzą, jak się do wymienionych twórców odnieść, bo choć Monika Strzępka deklarowała w 2010 r. poparcie dla Jarosława Kaczyńskiego za socjalny i antyliberalny program, to z drugiej strony artyści ci są rzeczywiście bardzo lewicowi, czemu dali wyraz w takich sztukach, jak „W imię Jakuba S.”, „Bitwa Warszawska 1920” czy „Tęczowa trybuna 2012”.

Mówimy o teatrze, więc może niektórym subtelnym miłośnikom tej dziedziny sztuki może się wydać, że to dość wulgarne tak mieszać teatr z polityką. Robię to jednak bez obaw, Strzępka i Demirski są społecznie zaangażowani i chcą robić teatr społecznie zaangażowany. A od tego roku już nie tylko teatr, także telewizję i kino społecznie zaangażowane. Bo oto na ekrany weszli właśnie z wielkim hukiem.

Ze „Wspólnej” w szarą rzeczywistość

Choć wiedziałem, na co ich stać, to jednak byłem dość zaskoczony, jak łatwo posługują się medium tak innym niż teatr. Zawstydzili wielu scenarzystów, reżyserów, innych filmowców, działających w branży od wielu lat, a mimo to niepotrafiących zrobić filmu czy serialu na takim poziomie. Serial „Artyści” to po prostu najlepszy polski serial obyczajowy od wielu lat. Seriale obyczajowe (czy paraobczajowe) w III RP to dotąd kompletna porażka. Albo drętwe telenowele, albo obrazy udające jakiś autentyzm, też jednak sztuczne.

Choćby taka podstawowa rzecz, jak wnętrza mieszkań i kwestie materialne. Bohaterowie polskich seriali zawsze są dobrze sytuowani i mieszkają w apartamentach albo wielkich domach, jak z folderu firmy deweloperskiej. Żyją jak na Zachodzie – albo nawet lepiej niż na Zachodzie, bo i w większości amerykańskich sitcomów więcej jest autentyzmu i mówi się choćby o kłopotach materialnych. W polskich bohaterowie często nawet nie pracują, tylko piją herbatę albo coś mocniejszego, oglądają telewizję i romansują.

Wreszcie mamy serial, który pokazuje mniej więcej, jak żyją zwykli Polacy. Serialowi artyści żyją pod względem materialnym... dość skromnie. Raz na wozie, raz pod wozem. Zamiast nowych apartamentów zwykłe mieszkania w kamienicy lub bloku. Jedne większe i lepiej urządzone, inne zaniedbane. Niektórzy chwilowo nie mają gdzie mieszkać. Niektórzy przyjeżdżają z prowincji do Warszawy i próbują jakoś się odnaleźć, jak to w życiu. Lepiej mieszkają tylko (szemrani w tym serialu) biznesmeni i urzędnicy warszawskiego ratusza. Dodatkowo, jeden z aktorów traci mieszkanie, bo nie jest w stanie spłacać kredytu we frankach.

Poza tym zamiast ciągłych wizyt w restauracji i luksusowych lokalach domowe posiadówy albo picie z kolegą „na murku”. Albo w teatralnym bufecie lub w Kulturalnej. No i przede wszystkim życie warszawskiej bohemy nie ma w sobie w tym serialu nic z popularnych wyobrażeń. W teatrze panuje bieda, sami aktorzy nie wiedzą, czy starczy im do pierwszego, czy w ogóle będą mieli pensje (poza tymi, co załapali się do telewizji). Bywają fochy i gwiazdorzenie, ale to raczej u tych starszego pokolenia, ci młodsi, dzieci III RP, są dużo bardziej zalęknieni i spięci.

Główny bohater, nowy dyrektor teatru pochodzący z prowincji, jest pod względem życia osobistego „normalsem”. Ma żonę, dziecko, żadnych ekscesów. Niektórych z warszawki to nawet dziwi. On sam nie rozumie, dlaczego obsmarowuje go lokalna gazeta, jakie są układy, dlaczego nikt go nie szanuje.

W matni układów

Strzępka i Demirski mówili w jednym z wywiadów, że chcieli uczynić głównego bohatera zwykłym, „czystym”, by stworzyć kontrast dla mrocznej rzeczywistości wokół. A jest mroczna, co podkreślają zdjęcia i muzyka. To zupełnie nie ta kolorowa i wesoła Warszawa, jaką się zwykle kreuje. Kręcą się wszędzie cwaniaczki, neoliberałowie, funkcjonariusze władzy rządzącej miastem, aferzyści, oportuniści i pieczeniarze.

Jednak nie jest to obraz do końca czarny. Jest mnóstwo humoru, jest wiara w kulturę i sztukę, jest nadzieja. Nadzieja jest w ludziach, właśnie zwykłych Polkach i Polakach, w ich towarzyskości, pasji i w tym, że może przełamią wzajemne opory, uprzedzenia, przestaną robić sobie nawzajem wyrzuty, histeryzować i się zwalczać, tylko zaczną działać razem.

Starają się wspierać ich w tym wszystkim... duchy. Zmarłe wybitne postaci polskiej kultury. Ciekawy zabieg, z jednej strony realizm magiczny jako kontrast do opowieści i niewesołych realiach współczesnej Warszawy, z drugiej – wątek arcypolski, romantyczny. Poza romantyzmem, widoczne są też inspiracje... serialem „Dom”. Mówił o nich otwarcie w jednym z wywiadów sam Paweł Demirski. Ale też stróż w teatrze nosi nazwisko Popieł, w nawiązaniu do stróża kamienicy przy pobliskiej Złotej z serialu „Dom” – Popiołka. Główny bohater też ma w sobie pewne cechy Talara z serialu „Dom”.

Nie wiadomo, czy pod koniec serii odcinków zwycięży dobro, czy zło, czy sztuka, czy mamona. Natomiast wyjaśnia się powoli tajemnica tragicznej sytuacji materialnej serialowego Teatru Popularnego, a nawet innych tragicznych wydarzeń z nim związanych. Prawdopodobnie w tle panoszy się mafia reprywatyzacyjna zainteresowana działkami przy placu Defilad i pod Pałacem Kultury.

Przypomnijmy, że serial kręcony był na przełomie lat 2015 i 2016, na styku odchodzenia w kraju starej władzy i przychodzenia nowej. Także w TVP. Nie można było być wtedy pewnym, że z taką mocą wybuchnie obecna afera reprywatyzacyjna, opinia publiczna nie miała też o tych aferach tak szerokiej wiedzy. A jednak artyści Strzępka i Demirski zamieścili ten wątek. Czyż nie taka powinna być właśnie rola polskiego artysty zaangażowanego? Być przed wszystkimi, wieszczyć, wskazywać trendy i ważne sprawy.

Oby tak dalej

I jeszcze jedno – w serialu tym świetnie pomieszana została rutyna z młodością, aktorzy młodsi ze starszymi i średniego pokolenia (m.in. dawno niewidziani na ekranach: Jerzy Trela, Edward Linde-Lubaszenko, Dorota Segda, Ewa Dałkowska), warszawscy z tymi z mniejszych miast, celebryci (jak Tomasz Karolak) z tymi nieznanymi szerzej (choćby odwtórca głównej roli Marcin Czarnik). To jego kolejna wartość dodana. Udało się m.in. dzięki temu stworzyć pełnokrwiste postaci i wiarygodne relacje międzyludzkie. Dla mnie osobiście klasą samą w sobie jest Agnieszka Glińska, znana reżyserka teatralna, tym razem w roli aktorskiej. Gra... księgową teatralną na skraju załamania nerwowego.

Serial „Artyści” traktuje o teatrze i artystach, ale jestem w stanie sobie wyobrazić kolejne seriale: „Nauczyciele”, „Dziennikarze”, „Policjanci”, „Pracowncy korporacji”, „Kolejarze”, „Sprzedawcy” itd., opowiadające o zmaganiach Polaków w neoliberalnej rzeczywistości III RP po 1989 r. Niestety, chyba podobnych się nie doczekamy, przez co większość życia współczesnych Polaków pozostanie nieprzedstawiona. Dobrze, że są chociaż „Artyści”.

Marcin Herman

Tekst pochodzi z "Gazety Polskiej Codziennie" i portalu Niezalezna.pl

Ilustracja: kadr z serialu "Artyści", reż. Monika Strzępka, TVP, 2016

Przeczytaj także
Krzysztof Wołodźko: Załamywanie rąk nad „nieoczytanym społeczeństwem”

Czy Polacy i Polki czytają zbyt mało? Niewykluczone. Ale warto pamiętać, że niskie standardy czytelnicze to problem systemowy, to suma wielu głębokich przemian, które dokonały się w ciągu ostatnich kilku dekad. A dość częste protekcjonalne marudzenie i załamywanie rąk nad "nieoczytanym społeczeństwem" to jeszcze jeden element pedagogiki wstydu.

Barbara Szewczyk: Czy emancypacja kobiet jest już zakończona?

Nagroda Nobla i osiągnięcie orgazmu mają wiele wspólnego. Filmy "Maria Skłodowska-Curie" i "Sztuka kochania. Historia Michaliny Wisłockiej" prowokują pytanie o to, czy emancypacja kobiet jest już zakończona

Wojciech Stanisławski: Nieśmiertelność

Ludzie postępu wiążą dziś nadzieje na życie wieczne nie tyle z Judeą, co z Kalifornią.

Wojciech Smarzowski chce stworzyć serial o początkach państwa polskiego

Znany i utytułowany polski reżyser ujawnił, że razem ze scenarzystą Wojciechem Rzehakiem piszą scenariusz serialu poświęconego Piastom.

Obejrzałem wczoraj - cztery odcinki są legalnie za darmo na VOD. I powiem tak: jest to serial znacznie, ale to znacznie wystający nad obecną polską produkcję. Zachwyty nad nim nie są przesadzone. W zasadzie mogę się pod wszystkim podpisać, dodam jeszcze, że dialogi są naprawdę dobre, postaci porządnie zarysowane, no i są różne fajne smaczki. Czy książeczka, nad którą pochyla się księgowa, czy to książka, którą czyta ochroniarz. Pewnie też jest realizm pracy teatru, ale nie mnie oceniać.

I tak jak pisałem na fejsie: dobrze słychać dialogi. A to jest coś, co polski film cannot into.

ochroniarz czyta "Wieszanie" :)

Smutne tylko, że podobno mała oglądalność.. Perły przed wieprze, normalnie..

Napisał/a: Filioquist

gdzie to leci?

+1

Napisał/a: Ullikummi

Napisał/a: Filioquist

gdzie to leci?

+1

http://vod.tvp.pl/26760187/odc-1

Ja od piątku przeżywam, że już bliżej do końca sezonu niż dalej, a nie jestem przesadnie "serialową" osobą :)

Napisał/a: Otis Tarda dobrze słychać dialogi

O? Coś podobnego! Trzeba oblukać taki ewenement.

Pominę swą opinię o jakości serialu bo się nie znam ale, co do treści to jeśli tak wygląda środowisko teatralne to ja pitole!

Skończyło się.

Początkowe zauroczenie nieco mi przeszło w okolicy 5 odcinka, ale i tak z przyjemnością obejrzałem do końca - 8 części to tak w sam raz.

Copyright © 2011 Rebelya.pl Wszelkie prawa zastrzeżone.