Dlaczego szkoły zawodowe nie działają jak trzeba...

19.10.2016

Jak wynika z badania Bilans Kapitału Ludzkiego, prowadzonego przez Polską Agencję Rozwoju Przedsiębiorczości, aż 75 proc. przedsiębiorców stwierdza, że ma problem ze znalezieniem kandydatów do pracy odpowiadających na ich potrzeby. Jedną z przyczyn tego stanu rzeczy – obok emigracji zarobkowej – są dysfunkcje naszego szkolnictwa zawodowego - pisze Krzysztof Wołodźko.

We wrześniu 2016 r. ukazał się duży raport Najwyższej Izby Kontroli „System szkolnictwa zawodowego. Informacja o wynikach kontroli”. Wynika z niego, że rodzimy system szkolnictwa zawodowego nie do końca wypełnia swoją rolę. Dowodem na to jest choćby wysoki poziom bezrobocia wśród absolwentów szkół zawodowych (41 proc.), a także negatywna ocena ich umiejętności ze strony pracodawców. Zdaniem twórców dokumentu główną tego przyczyną jest niedopasowanie oferty szkół zawodowych do potrzeb rynku pracy. A to z kolei wynika z nieodpowiedniego rozpoznania tych potrzeb i słabych warunków do nauki zawodu. Sytuacja jest absurdalna: choć na rynku brakuje fachowców, to absolwenci szkół zawodowych nie znajdują zatrudnienia. W dodatku reforma szkolnictwa zawodowego z 2012 r. może się okazać perfumowaniem umierającego, bo choć wprowadzono liczne zmiany systemowe, to nie zmieniono sposobu finansowania tego szkolnictwa. A jak wiadomo nie od dziś, w szczegółach pieniądz siedzi.

Jak było? Co się zmieniło?

Autorzy dokumentu przypominają, że szczególnie trudnym okresem dla szkolnictwa zawodowego były początki transformacji ustrojowej. W czasach PRL‑u nauczanie zawodowe dotyczyło określonych specjalizacji. Wynikało to z nakazowo-rozdzielczej polityki gospodarczej, nastawionej przede wszystkim na produkcję przemysłową. Ponadto częste powiązanie szkół bezpośrednio z ówczesnymi zakładami pracy pozwalało na przynajmniej częściowe powiązanie procesu nauki z oczekiwaniami pracodawcy.

W kolejnych dekadach transformacji szkolnictwo zawodowe przeżywało właściwie permanentny kryzys. Zdecydowanie nieciekawą sytuację dobrze oddaje cytat z raportu: „Dynamiczne zmiany gospodarcze, upadek wielu przedsiębiorstw (które nie tylko finansowały szkoły zawodowe, ale zapewniały także miejsca pracy) i zanikanie całych gałęzi przemysłu spowodowały kryzys szkolnictwa zawodowego. Absolwenci szkoleni według dotychczasowych metod mieli problem w dostosowaniu się do nowych wymogów rynku pracy. Zmniejszało to atrakcyjność szkół zawodowych dla uczniów. Dodatkowo, reforma edukacji przeprowadzona pod koniec lat dziewięćdziesiątych spowodowała zmniejszenie prestiżu i znaczenia szkół zawodowych na rzecz szkolnictwa ogólnokształcącego, tańszego w finansowaniu. (...) Przekazywane samorządom szkoły były często pozbawiane odpowiedniego zaplecza (istniejących w zakładach pracy warsztatów), które stanowiły integralną część zakładów pracy z kadrą dydaktyczną (część nauczycieli praktycznej nauki zawodu była pracownikami tych zakładów) ”. Równocześnie w Polsce wciąż spada liczba szkół zawodowych. W 2005 r. było ich 5009, a w 2015 r. ich liczba zmalała do 4026.

To się opłaca… ale nie ma na to pieniędzy

Szkolnictwo zawodowe na wysoko rozwiniętym poziomie funkcjonuje choćby w Szwajcarii. To państwo ma sięgające głęboko w przeszłość tradycje rzemieślnicze i również dziś w ramach systemu edukacji kładzie się tam silny nacisk na kwestie edukacji zawodowej. To więcej niż logiczne: tam, gdzie docenia się pracę i rzetelny fach, łatwiej nie tylko o wyższą kulturę pracy, ale również lepszy rozwój własnego kapitału. I tak szkolnictwo zawodowe w Szwajcarii opiera się na przemiennym kształceniu w szkole i kształceniu praktycznym w zakładzie pracy (tzw. system dualny). W zajęciach praktycznych uczestniczy młodzież powyżej 16. roku życia. Warunkiem przyjęcia ucznia do szkoły zawodowej jest zawarcie przez niego umowy z pracodawcą na zajęcia praktyczne. Po zawarciu umowy młodzież zapisuje się do wybranej szkoły zawodowej związanej z podjętą praktyką. Według dualnego systemu uczeń ma 1–2 dni nauki w szkole zawodowej i 3–4 dni w zakładzie pracy. W Szwajcarii dualny system kształcenia zawodowego, obok nauki w szkole 24-zawodowej i pracy u pracodawcy, jest rozszerzony o kursy doskonalące prowadzone w centrach kształcenia (podaję te dane za opracowaniem „Szkolnictwo zawodowe w Polsce a w innych krajach europejskich”, Płock 2014).

A jak jest u nas? Jak stwierdzają autorzy raportu NIK‑u, finansowanie szkolnictwa zawodowego z budżetu państwa nie uwzględnia faktycznych kosztów kształcenia w poszczególnych zawodach. A to z kolei utrudnia władzom samorządowym podjęcie decyzji o uruchomieniu kosztownych, ale atrakcyjnych rynkowo kierunków kształcenia. To zaś z kolei powoduje, że w polskich realiach o uruchomieniu nowego kierunku kształcenia nie decydują potrzeby uczniów i rynku pracy, ale głównie posiadane przez lokalne samorządy/placówki edukacyjne zasoby infrastrukturalne i kadrowe.

Zdaniem pracodawców w Polsce konieczne jest zwiększenie liczby godzin zajęć praktycznych odbywanych w rzeczywistych warunkach pracy. Ale pokontrolne wyniki NIK‑u wskazują, że ponad 21 proc. prowadzonych przez badane powiaty szkół ma problem z zapewnieniem uczniom dostatecznej liczby miejsc dla odbycia praktyk zawodowych. Wciąż otwarte pozostaje pytanie, czy rozwiązaniem tych problemów okaże się wprowadzony przez Ministerstwo Edukacji Narodowej dualny system szkolnictwa zawodowego, w którym umiejętności praktyczne uczniowie zdobywają podczas zajęć u pracodawców. Tymczasem do rozwinięcia systemu dualnego potrzebne jest lepsze powiązanie kształcenia z lokalnymi przedsiębiorcami. Nie ma jednak jak dotąd wystarczających mechanizmów współpracy pomiędzy zakładami pracy, samorządem terytorialnym i MEN‑em.

Zawodówka nie nadąża

O ile można wątpić, że całościowo system edukacji powinien być sprowadzony wyłącznie do roli zaplecza dla rynku pracy, o tyle w wypadku szkolnictwa zawodowego współpraca z biznesem i prognozowanie trendów powinno stanowić istotny czynnik systemowy. Nie bez znaczenia jest zatem opinia ekspercka Pracodawców Rzeczpospolitej Polskiej, z której wynika, że głównym czynnikiem utrudniającym znalezienie odpowiednich pracowników, absolwentów szkół zawodowych jest nadal niedostosowanie edukacji do potrzeb rynku pracy: „przy szybkich zmianach w gospodarce edukacja nie nadąża z wprowadzaniem nowych kierunków oraz z dostosowywaniem programów kształcenia. Odpowiedź edukacji na potrzeby rynku jest zbyt wolna w stosunku do zachodzących zmian technologicznych. Opóźnienia te będą jeszcze bardziej widoczne w dobie postępującego procesu innowacji w gospodarce”.

Poważnymi problemami rodzimego rynku pracy są jego labilność i o wiele mniejszy niż np. w Niemczech potencjał średniego i dużego kapitału. Zwracają na to uwagę eksperci Konfederacji Lewiatan: „W Niemczech mamy o 23 razy więcej średnich przedsiębiorstw oraz o 6 razy więcej dużych przedsiębiorstw niż w Polsce, a samorząd gospodarczy organizuje kształcenie zawodowe i w pełni je finansuje. Ze względu na wysoką zmienność sytuacji gospodarczej polskie mikro- i małe przedsiębiorstwa nie są w stanie diagnozować zapotrzebowania w zakresie zatrudniania pracowników oraz mają problem z podjęciem decyzji o inwestowaniu w kapitał ludzki”. Z tego pośredni wniosek, że tak hołubiona w Polsce – przynajmniej w opowieściach polityków i doktrynerów realnego liberalizmu – drobna przedsiębiorczość wcale nie jest solą gospodarki, że zdecydowanie potrzebujemy silnego kapitału, bardziej stabilnego i przewidywalnego pod kątem społecznym, ekonomicznym, a także edukacyjnym.

Autorzy raportu rekomendują m.in. wprowadzenie zmian w sposobie finansowania szkolnictwa zawodowego, poprzez powiązanie mechanizmów finansowania z budżetu państwa z faktycznymi kosztami kształcenia w poszczególnych zawodach, a także podjęcie działań na rzecz zapewnienia w szkołach systematycznego doradztwa zawodowego, w tym również w gimnazjach. Oby tak się stało – bo naprawdę szkoda zmarnować szkolnictwo zawodowe.

Krzysztof Wołodźko

Artykuł pochodzi z "Gazety Polskiej Codziennie" i portalu Niezalezna.pl

fot. Wikimedia Commons, CC

Przeczytaj także
Bezrobocie w Polsce - 8,2 proc.

Stopa bezrobocia rejestrowanego wyniosła w listopadzie 2016 r. 8,2 proc. - podał Główny Urząd Statystyczny.

Sejm za reformą oświaty

Stosunkiem głosów 230-199 przy pięciu wstrzymujących się Sejm zagłosował za zmianami w prawie oświatowym. Zakładają reformę edukacji - wprowadzenie ośmioletnich szkół podstawowych i czteroletnich liceów.

Raport NBP o Ukraińcach pracujących w Polsce

Ich średnie miesięczne zarobki to ok. 2,1 tys. netto, średnio pracują 54 godziny tygodniowo - takie informacje na temat Ukraińców pracujących w Polsce można znaleźć w raporcie opublikowanym przez Narodowy Bank Polski. Dane dotyczą roku 2015.

Bezrobocie w Polsce - 8,2 proc.

Najnowsze dane podane przez Główny Urząd Statystyczny potwierdzają, że bezrobocie w Polsce dalek spada.

Likwidacja ich po 89 to byla zbrodnia.

Copyright © 2011 Rebelya.pl Wszelkie prawa zastrzeżone.