Wychowanie – intuicja czy strategia?

21.10.2016

Czy odpowiedzią na współczesny kryzys wychowania jest powrót do starych, sprawdzonych wzorców w tej dziedzinie? Czy wystarczy intuicja i zdrowy rozsądek rodziców, aby byli oni w stanie rozwiązać wszystkie napotkane problemy? A może potrzeba dziś nowego podejścia, które nie będzie stanowiło zwykłej kopii dawnych rozwiązań, ale dostosowanie sprawdzających się od lat zasad wychowania do wymogów współczesności? - pisze Janusz Wardak z "Frondy Lux".

Stephen Covey, znany autorytet z dziedziny zarządzania i efektywności osobistej, w książce „7 nawyków szczęśliwej rodziny” porównuje obrazowo wychowanie dzieci do lotu samolotem, który ciągle zmierza do jasno określonego celu, nawet jeśli trudne warunki pogodowe zmuszają go czasami do zboczenia z trasy.

Co się zmieniło?

Kiedy dzisiejsi rodzice spotykają się z różnymi formami edukacji, które mają pomóc im w wychowaniu dzieci, często zadają sobie pytanie: czy to wszystko naprawdę jest potrzebne? Przecież nasi rodzice i dziadkowie doskonale sobie bez tego radzili. Przecież nie mieli żadnego specjalnego przygotowania, nie kończyli kursów, w większości przypadków nie czytali nawet książek na te tematy, a jednak potrafili – na ogół – swoje dzieci dobrze wychować. Nietrudno jednak zauważyć, że środowisko, w jakim odbywało się wychowanie kilkadziesiąt lat temu, było diametralnie różne do współczesnego.

Cała kultura otaczająca człowieka była, przynajmniej w cywilizacji chrześcijańskiej, prorodzinna. Rodziny spędzały ze sobą – intuicja czy strategia? nieporównanie więcej czasu, matki rzadko podejmowały pracę poza domem, poświęcając się całkowicie pielęgnowaniu ogniska domowego, a negatywne zachowania, które szkodziły rodzinie, spotykały się z powszechnym odrzuceniem.

Dzisiaj świat przeszedł zmiany, które w ogromnym stopniu odbijają się na rodzinie. Rodzice – bardzo często oboje – istotną część dnia spędzają poza domem, przez co nie mają czasu ani dla siebie nawzajem, ani dla dzieci. Także dzieci długo pozostają poza domem – w przedszkolu, szkole, na zajęciach dodatkowych – a kiedy wracają, ogromną część czasu poświęcają na korzystanie z medialnych rozrywek – telewizji i komputera, które zamiast życia rodzinnego promują indywidualizm.

Na dodatek niemal cała otaczająca kultura, która oddziałuje dziś na dzieci silniej niż kiedykolwiek, promuje wartości nie służące ani rodzinie, ani samemu człowiekowi. Jaki bowiem przekaz odczytuje z mediów młody człowiek? „Myśl na pierwszym miejscu o sobie”. „Zaspokajaj swoje zachcianki najszybciej jak to możliwe”. „Nikt nie ma prawa ci narzucać, jak masz postępować”, itd.

Wiele znanych osobistości show-biznesu, przedstawianych przez media jako autorytety od wszystkiego, daje świadectwo – swoimi wypowiedziami i życiem – że rodzina jest ważna, ale… tylko tak długo, jak pozwala mi realizować moje marzenia i potrzeby – jeśli pojawiają się trudności, najlepszym rozwiązaniem jest rozstanie i „nowa miłość”. I wreszcie struktura rodzinna zmieniła się zasadniczo.

Zamiast licznych, często wielopokoleniowych rodzin, mieszkających blisko rodziców, dziadków i krewnych, rodzice są dziś często pozostawieni sami sobie, z dala od krewnych i znajomych. Z tego też powodu świetnie funkcjonujący wcześniej system przekazywania wartości i doświadczeń między pokoleniami, dziś praktycznie nie działa. Tym bardziej że dziadkowie, jeśli już mają realny wpływ na wychowanie swoich wnuków, próbują często albo bezrefleksyjnie je rozpieszczać, albo stosować stare rozwiązania wychowawcze, które okazują się chybione.

Mimo tych dramatycznych zmian kulturowych bardzo wielu rodziców nadal próbuje dziś wychowywać swoje dzieci, opierając się wyłącznie na własnej intuicji. Kiedy rozmawiamy na temat edukacji i rozwoju rodziców, dość często słyszymy stwierdzenie: „Nikt mi nie będzie mówił, jak wychowywać moje dzieci”.

Stwierdzenie to jest nawet w pewnym sensie słuszne, bowiem pierwszymi i najważniejszymi wychowawcami są zawsze rodzice i z tego względu nikt nie powinien narzucać im sposobu wychowywania własnych dzieci. Nie oznacza to jednak, że nie powinni oni korzystać z wiedzy specjalistów i przede wszystkim z doświadczeń innych rodziców, aby potem świadomie wybierać rozwiązania, jakie uznają za najlepsze dla swojej rodziny.

Co to znaczy wychowywać?

Czym jest zatem wychowanie dzisiaj? Profesor Fernando Corominas, prezes Europejskiego Instytutu Badań Edukacyjnych, który od ponad trzydziestu lat prowadzi badania w dziedzinie wychowania w rodzinie, redaktor naczelny wydawanej także w Polsce serii książek „Budować rodzinę”, pisze tak: „Wychowanie jest nauką i sztuką; sztuką, ponieważ nie posiada ścisłych reguł i każdy przypadek jest inny, każda sytuacja jedyna w swoim rodzaju, bo każda osoba jest niepowtarzalna. Jednocześnie jednak jest nauką, i jako taką trzeba ją poznać, zgłębić i poświęcić temu czas i wysiłek. Nie jest to wiedza wrodzona, a w dzisiejszych czasach doświadczenie w dziedzinie wychowania przejęte od naszych rodziców nie jest wystarczające, a nawet –ośmieliłbym się powiedzieć – często przynosi przeciwny wprost skutek”.

Tak więc intuicja w wychowaniu okazuje się narzędziem dość zawodnym. Dobrym przykładem może być decydowanie o tym, w jakim wieku dziecka zająć się konkretnymi aspektami jego rozwoju. Wielu rodziców uważa, że jest w stanie samodzielnie odgadnąć, w jakim wieku ich dziecko będzie zdolne np. nauczyć się wiązać buty, sprzątać w swoim pokoju czy też modlić się i być posłuszne.

Najbardziej zaniedbywanym elementem okazuje się kształtowanie woli i charakteru dziecka, na które składają się określone sprawności, zwane tradycyjnie cnotami.

Tymczasem wielu autorów wskazuje na fakt, że najlepszy czas na wykształcenie wielu umiejętności przypada znacznie wcześniej niż rodzice przypuszczają. Określają to bowiem tzw. okresy sensytywne, czyli okresy szczególnej wrażliwości dziecka do rozwinięcia danej umiejętności.

I tak np. okazuje się, że najlepszy okres do nauczenia się przez dziecko porządku kończy się (sic!) w piątym roku życia, a miłości do Boga poprzez przykład rodziców w szóstym roku życia, podczas gdy rodzice zabierają się najczęściej za jedno i za drugie w sposób świadomy o wiele później (jeśli w ogóle). Oznacza to, że w celu uzyskania takiego samego efektu muszą włożyć o wiele więcej wysiłku. Dość rzadko rodzice uświadamiają sobie, że najintensywniejsze okresy wychowania to okresy 0-3 i potem 4-6 rok życia (które jeden z twórców Akademii Familijnej, Raphael Pich, określał jako złoty i srebrny okres wychowania), a w wieku 12 lat kończy się 80 proc. okresów sensytywnych1, czyli wykształcenie większości cech dziecka, których nie zdążyło ono do tego czasu nabyć, staje się o wiele trudniejsze (choć na szczęście nie niemożliwe).

Nie chodzi tu w żadnym razie o wpisywanie się w wyścig szczurów, zgodnie z którym szczęście naszego dziecka równoznaczne jest z jego wynikami dydaktycznymi i pewnym zespołem umiejętności praktycznych, w związku z czym: im wcześniej „napakujemy” go odpowiednią liczbą zajęć sportowych, kółek zainteresowań, nauki języków itp. – tym większe szczęście on osiągnie. Mówimy tutaj o całościowym i harmonijnym rozwoju człowieka, przebiegającym według określonych reguł, których rodzice – kierując się intuicją – nie zawsze są w stanie zaplanować.

Całościowa wizja wychowania

Powróćmy zatem do pytania: czym jest wychowanie? Czy jest tylko przekazywaniem wiedzy i umiejętności praktycznych? Czy może jest podobne do tresury? A może chodzi o przestrzeganie zasad savoir-vivre’u? Z pewnością każdy rodzic pragnie szczęścia swoich dzieci. Jeśli więc dobre wychowanie ma umożliwić osiągnięcie tego celu, to nietrudno zauważyć, że musi ono spełnić znacznie więcej warunków, by było skuteczne i kompletne.

Cóż bowiem z tego, że chłopiec czy dziewczynka świetnie opanuje w okresie dzieciństwa i młodości trzy języki obce, jazdę konno, pływanie, grę w tenisa itp., co z tego, że świetnie zda maturę i ukończy prestiżową uczelnię, jeśli w życiu dorosłym będzie człowiekiem nieuczciwym, zgorzkniałym, niezdolnym szanować i kochać innych, a więc w ostateczności – nieszczęśliwym, nawet jeśli to nieszczęście będzie ukryte pod pozorami powodzenia zawodowego i finansowego.

Jeśli więc wychowanie ma być skuteczne, musi uwzględniać całego człowieka, we wszystkich jego wymiarach, a więc nie tylko rozum i ciało, ale także sferę duchową, uczucia i wolę. Tymczasem współcześni rodzice dość rzadko dostrzegają tę szerszą perspektywę i cały swój wysiłek wkładają w rozwój sfery rozumu (intelektualnej) i ewentualnie ciała, zaniedbując poważnie pozostałe obszary.

Wynika to nie tylko z ich osobistego pojmowania kwestii sukcesu życiowego, choć czasami z pewnością tak jest – jeśli rodzice uważają, że najważniejsze w życiu jest mieć prestiżową, dobrze płatną pracę oraz być zdrowym – to prawdopodobnie przekażą swemu potomstwu dokładnie takie samo nastawienie. Jednak w wielu przypadkach rodzice mają inną perspektywę – cenią pracowitość, uczciwość, dobre relacje z innymi, a mimo to presja otoczenia oraz brak refleksji nad istotą wychowania prowadzą do tego, że faktyczny sposób wychowywania ich dzieci zupełnie odbiega od tego, co oni sami uznają za istotne.

Kluczowym, a jednocześnie najbardziej zaniedbywanym elementem okazuje się kształtowanie woli i charakteru dziecka, na które składają się określone sprawności, zwane tradycyjnie cnotami. Pod tym względem trudno mówić o jakimkolwiek postępie czy zmianie – bowiem sam człowiek, jego natura się nie zmieniają – zmieniają się tylko narzędzia, które mogą pomóc osiągnąć określone efekty.

O znaczeniu, a jednocześnie zaniedbywaniu wychowania w cnotach pisał m.in. wybitny polski pedagog z I połowy XX wieku o. Jacek Woroniecki OP: „Pedagogika jako nauka o wychowaniu winna uważać za główne swoje zadanie poznanie procesu nabierania nawyków czy też sprawności, a to zarówno dodatnich (cnót), które należy zaszczepiać, jak i ujemnych (wad), z którymi należy walczyć. (…) Pedagogika ostatniego okresu coraz bardziej zdaje sobie sprawę, że centralnym jej zagadnieniem jest nawykanie do dobrego, i jest to niewątpliwie bardzo pocieszającym objawem, wobec zapomnienia, w jakim się to zagadnienie znajdowało w ostatnich wiekach”.

Tak więc cel jest bardzo ambitny – harmonijne uformowanie osoby ludzkiej we wszystkich jej wymiarach – a jednocześnie otoczenie stało się niesprzyjające i dawne rozwiązania straciły swą aktualność. Posługiwanie się intuicją wydaje się dziś rozwiązaniem mało efektywnym, nawet jeśli kiedyś działało nieźle: „Nasi rodzice wychowywali nas, kierując się intuicją, instynktem, jak powiedzielibyśmy dzisiaj, i ta formuła była w swoim czasie skuteczna, chociaż dziś moglibyśmy uznać ją za ryzykowną”. Dlatego też jedynym sposobem, aby to zadanie zrealizować, jest podejście do niego w sposób planowy, projektowy, wręcz strategiczny.

Wychowanie jako strategia

James Stenson, wybitny pedagog amerykański, opisuje to podejście strategiczne następująco: „Nie ma ważniejszego zadania niż efektywne wychowanie dzieci, kierowanie nimi, by stały się kompetentnymi odpowiedzialnymi osobami, które z zaangażowaniem żyją zgodnie z chrześcijańskimi zasadami. Tak jak każde inne wielkie przedsięwzięcie, zadanie to wymaga poważnego i długofalowego planowania i wizji, którą możemy określić jako myślenie strategiczne. Problem polega jednak na tym, że większość rodziców jest dzisiaj ogromnie zajętych codziennymi szczegółami życia rodzinnego. Nie jest łatwo myśleć długofalowo, podjąć refleksję nad naprawdę istotnymi pytaniami z życia rodzinnego: Dokąd zmierzamy? Na jakich ludzi mamy nadzieję wychować nasze dzieci?”.

Podobnie definiuje to znany autorytet z dziedziny zarządzania i efektywności osobistej, Stephen Covey, który w książce 7 nawyków szczęśliwej rodziny porównuje obrazowo wychowanie dzieci do lotu samolotem, który ciągle zmierza do jasno określonego celu, nawet jeśli trudne warunki pogodowe zmuszają go czasami do zboczenia z trasy.

Czy rodzice są w stanie samodzielnie taką strategię stworzyć i ją konsekwentnie realizować, zwłaszcza biorąc pod uwagę bardzo niesprzyjające otoczenie? Wydaje się to dziś coraz trudniejsze, jeśli nie wręcz niemożliwe. Tak więc powstaje potrzeba ich poważnego zaangażowania w inicjatywy edukacyjne, które mogą im pomóc w realizacji tego zadania. Nie chodzi tu o formy czysto akademickie, bo kluczem nie jest sama wiedza, lecz połączenie wiedzy z praktycznymi umiejętnościami jej zastosowania, z możliwością skonfrontowania własnych doświadczeń z doświadczeniami innych rodziców. Na szczęście świadomość tego faktu jest wśród rodziców coraz większa, coraz większa jest też oferta tego typu rodzicielskiej edukacji.

Potrzeba też dobrych publikacji, które pokażą rodzicom, jak w praktyczny sposób skutecznie wychowywać swoje dzieci, mając jednocześnie przed sobą jasny obraz celu, jaki chcemy osiągnąć – na szczęście tutaj też jest coraz lepiej. Przede wszystkim potrzeba jednak przełamania poczucia niemożności oraz woli działania, a także więcej optymizmu i wiary rodziców w to, że choć dzisiejsze wychowanie jest znacznie trudniejsze niż kiedyś, to nadal możliwe jest robienie tego w sposób skuteczny, tzn. taki, który da szansę na szczęśliwe życie następnych pokoleń.

 Janusz Wardak

Tekst pochodzi z kwartalnika „Fronda Lux”, nr 54.

Bibliografia:

F. Corominas, Wychowywać dziś, tłum. K. Radzikowska, Warszawa-Ząbki 2006, s. 12.

J. Woroniecki OP, W szkole wychowania, Lublin 2008.

J. Stenson, Upbringing, Scepter Publishers 1991, s. 9.

Przeczytaj także
Barbara Szewczyk: Czy emancypacja kobiet jest już zakończona?

Nagroda Nobla i osiągnięcie orgazmu mają wiele wspólnego. Filmy "Maria Skłodowska-Curie" i "Sztuka kochania. Historia Michaliny Wisłockiej" prowokują pytanie o to, czy emancypacja kobiet jest już zakończona

Wojciech Stanisławski: Nieśmiertelność

Ludzie postępu wiążą dziś nadzieje na życie wieczne nie tyle z Judeą, co z Kalifornią.

Zofia Stanecka: Trzeba być stale otwartym na pytania i wątpliwości dzieci

- Wydaje mi się ważne, żeby być stale otwartym na pytania i wątpliwości dzieci. Nie warto na siłę konfrontować ich z tym, co trudne, ale na pewno dobrze jest obserwować, czy w ich życiu nie wydarza się coś, co wymaga rozmowy i wspólnej refleksji nad tym, co niepojęte - mówi ...

Artur Żak: O tolerancji i nietolerancji

Odkąd tolerancja została zarezerwowana (zawłaszczona) przez mniejszości seksualne, imigrantów i feministki jestem w pułapce. Ani ze mnie mniejszość seksualna, ani imigrant, ani kobieta - czyżbym więc skazany był na nietolerancję? A jeśli tak, to czy coś w tym złego?

wychowanie wymaga miłości

"Nie kocha syna, kto rózgi żałuje,
kto kocha go - w porę go karci. "

Nie podoba mi się to podejście, w którym wychowywanie dzieci postrzega się jako składanie z gotowych elementów doskonałego produktu, a potem - wypuszczenie tego gotowego produktu na "rynek", którym jest świat dorosłych. A co, jeśli taki "produkt" nie okaże się tak świetny, jak tego oczekiwaliśmy? A mimo to (a może właśnie również dzięki temu) zostanie zbawiony?

Czym mierzymy sukces wychowawczy?
Miarą sukcesów w tym życiu, czy tym, że nasze dziecko będzie zbawione?

A już jak słyszę o "dziedzinie zarządzania i efektywności osobistej", to - pardon - czuję się jakbym była na szkoleniu w korpo, a nie mówiła o kochającej się rodzinie.

Autor kilka razy stawia pytanie: czym jest wychowanie, ale żadna z jego odpowiedzi mnie nie satysfakcjonuje.

Bo dla mnie wychowanie jest po prostu towarzyszeniem z miłością moim dzieciom na drodze do zbawienia, na miarę moich sił i umiejętności. Z codzienną modlitwą za nie i za naszą rodzinę.

Pewnie, że umiejętności mają jakieś tam znaczenie, ale naprawdę - przepraszam za banał - najważniejsza jest miłość i świadomość, że te dzieci są wolnymi ludźmi, i że najważniejsze w całym procesie wychowawczym jest wpojenie im chęci nieustannego podążania za Chrystusem i trwania w Kościele, choćby nie wiem co się działo. W tym sensie wychowanie staje się WDROŻENIEM DO KATOLICKIEGO SAMOWYCHOWANIA, które będzie trwać do końca tego życia, najpierw - z pomocą rodziców, a później samodzielnie.

Jak się przyjrzeć wokoło to liczą się zdolności adaptacyjne, czyli przystosowawcze do zmieniających się warunków. Im one są większe tym łatwiej się żyje i łatwiej pokonuje przeszkody, zatem życie staje się przyjemnością, a nie znojem. Do do tego potrzebne jest szerokie spojrzenie. Stąd moim zdaniem nie należy dzieciaka ograniczać myślowo, a pokazywać różne drogi i konsekwencje ich wyboru, pozwalać na samodzielność w decydowaniu i na ponoszenie konsekwencji. Uczyć radzenia sobie, poszukiwania pomocy jeśli nie można samemu ich rozwiązać, uczyć podnoszenia się z upadków. czyli sloganowo mądrze kochać. Dziecko jest odrębna jednostką i ma być szczęśliwe, i mieć fajne życie i sobie w nim radzić, a nie realizować mój skrypt...

Dzieci należy bić, bo współczesność dostarcza im tyle pokus, że tylko wstręt do tego świata może je od nich uchronić

Napisał/a: Tomek Czerstwy

Dzieci należy bić, bo współczesność dostarcza im tyle pokus, że tylko wstręt do tego świata może je od nich uchronić

a jakie to pokusy, przed którymi należy bronic biciem?

Plugawa mowa, niechlujna interpunkcja i inne.

Napisał/a: Tomek Czerstwytylko wstręt do tego świata może je od nich uchronić

to może zamiast bicia lektura Houellebecqa?

siniaków nie zostawia, ręka nie boli

Napisał/a: alfa alfa

Napisał/a: Tomek Czerstwy

Dzieci należy bić, bo współczesność dostarcza im tyle pokus, że tylko wstręt do tego świata może je od nich uchronić

a jakie to pokusy, przed którymi należy bronic biciem?

sexualne rozpasanie

Napisał/a: Mk

Napisał/a: alfa alfa

Napisał/a: Tomek Czerstwy

Dzieci należy bić, bo współczesność dostarcza im tyle pokus, że tylko wstręt do tego świata może je od nich uchronić

a jakie to pokusy, przed którymi należy bronic biciem?

sexualne rozpasanie


http://rebelya.pl/forum/watek/85836/

Rodzice tez musza sie uczyc.

Napisał/a: BRMTvUngernSternbergRodzice tez musza sie uczyc

Liberałowie twierdzą, że państwo ma nie wychowywać społeczeństwa. Tfu! A przecież dorosły człowiek też musi wiedzieć co jest dobre a co złe

Wychowanie jako strategia?
Rodzina to nie korporacja.
W rodzinie "świeci się przykładem". Co nie znaczy ,że mamy być sztuczni.
To prawda ,że dzisiaj rodzice są w pracy a dzieci gdzieś tam. Wystarczy odbierając malca z przedszkola
uśmiechnąć się , przytulić : A teraz idziemy do domku. Hurra:)
Strategie niech rodzice zachowają dla siebie.
Z moich doświadczeń wynika ,że spokojna matka to spokojne dziecko.
Niedawno jechałam za młodą kobietą, niestety "czerwona fala" .Na trzecich światłach kobieta zaczęła z furią bić rękami w kierownicę , z ruchu ust można było wyczytać : k....a . k...a......
Obok siedział przestraszony , może 8 letni chłopiec.
Dlaczego piszę o matkach , nie o ojcach? Dojrzałe matki chronią dzieci nawet gdy mają problemy z ich ojcem.

Copyright © 2011 Rebelya.pl Wszelkie prawa zastrzeżone.