Państwo Środka a środek Europy

01.11.2016

Nie wolno oddawać polityki zagranicznej bajkopisarzom. Formatowanie rzeczywistości do kilku zasad z XIX w. zubaża percepcję analityków i skazuje ich na dogmatyzm. Realista nie może być dogmatykiem. Przyziemne podejście do współpracy w regionie Europy Środkowo-Wschodniej daje szanse na sukces Polski i jej sojuszników - pisze Wojciech Jakóbik.

Zwolennicy zwrotu w kierunku Chin, tworzenia Eurazji, która zajmie miejsce porządku transatlantyckiego, to mitomani, idealiści przyjmujący sposób myślenia wrogich ośrodków intelektualnych. Aleksander Dugin wyraził się jasno: „W porządku eurazjatyckim nie ma miejsca dla Polski”. To stwierdzenie należy jednak odwrócić. Z punktu widzenia racji stanu, w Polsce nie ma miejsca dla eurazjatyzmu.

Polskie amory z eurazjatyzmem to nie realizm, lecz recydywa słowianofilów, romantyków z XIX w. Powinna pozostać w podręcznikach historii jako smutna lekcja o tym, jak pod płaszczem realizmu można postulować skrajnie nieracjonalną politykę.

Obserwatorzy czy kreatorzy?

Problemy bloku transatlantyckiego i słuszne pytania o przyszłość Unii Europejskiej i Sojuszu Północnoatlantyckiego rodzą pokusę eksperymentów intelektualnych, której nie powstrzymuje zagrożenie rosyjskie. Aneksja Krymu kolejny raz przypomniała, że państwa pragnące realizować swój interes, będą sięgały po wszelkie dostępne narzędzia dla realizacji swojego celu.

Siła występująca przeciwko prawu sankcjonuje bezprawie. Mówił o tym prezydent Andrzej Duda w ONZ. Ta siła może być nazywana prawami geopolityki, prawem państw do realizacji ich interesów lub wschodzeniem nowych mocarstw. Polska nie ma problemu z wyborem: działać w obronie siły prawa czy poddać się prawu siły? Bronić porządku prawa międzynarodowego czy uznać go za niebyły?

Niektórzy zwolennicy eurazjatyzmu stawiają tezę, że prawo międzynarodowe nic nie znaczy. Są skrajnymi deterministami, uznają, że Polska jako mały kraj może jedynie obserwować zmiany w otoczeniu międzynarodowym i dostosować się do nich z pożytkiem dla siebie. Takie „geopolityczne” spojrzenie każe jej podporządkować się hegemonowi i w pokorze przyjmować jego politykę jako swoją.

Determinista wierzy w sprawy nieuniknione: we wzrost Chin, w upadek Stanów Zjednoczonych, niezbędność Rosji w rozstrzyganiu przyszłości Europy. Woluntarysta wykorzystuje dostępne narzędzia do kreowania rzeczywistości. Na tym polega aktywna polityka zagraniczna.

Narzędzia racji stanu

Ustawianie polityki zagranicznej państwa należącego do UE i NATO w opozycji do nich, oparte na wierze w nadchodzący wiek Chin, to podejście nierealistyczne. Wiara w nieuchronność wzrostu Państwa Środka to dogmatyzm. Nie można zakładać, że temu państwu zależy na czymś więcej niż zyskach z inwestycji w Europie Środkowo-Wschodniej. Plan jednego pasa i jednego szlaku (ekonomicznej strefy wzdłuż Jedwabnego Szlaku – red.) ma rzekomo uniezależnić Chiny od instytucji porządku międzynarodowego, dając im wolną rękę w polityce zagranicznej, która dzięki temu stanie się bardziej asertywna. Wtedy Pekin ma rzucić wyzwanie Waszyngtonowi. Czy Polska powinna szukać swojej roli w realizacji tego planu?

Determinista oceni, że nasz kraj nie może mieć wpływu na koncert mocarstw i powinien przyssać się do jednego z nich, by budować siłę państwa do momentu, w którym będzie mogło wyjść z roli wasala. Hurraoptymista uzna, że pomocne w tym okażą się Chiny. Woluntarysta odrzuci te nadzieje i każe ponownie odwołać się do filarów porządku międzynarodowego, w którym Polska od prawie trzech dekad może się rozwijać, czyli do UE i NATO. Odpowiedź deterministy to zgoda na prawo silniejszego. Odpowiedź woluntarysty to walka o przywrócenie siły prawa, o czym mówił w Nowym Jorku nasz prezydent.

Zarówno determinista, jak i realista będą mieli podobny zestaw narzędzi do realizacji polskiej racji stanu. Polityka zagraniczna państwa, NATO, UE, Grupa Wyszehradzka i inne struktury ponadnarodowe. Eurazjatycki determinista na wstępie odrzuci co najmniej dwa z nich, czyli NATO i UE, nie tłumacząc jednak, dlaczego nie rezygnuje z idei bloku państw Europy Środkowo-Wschodniej. Przecież to koncepcja niezgodna z teoriami geopolityków. Według nich słabe państwa mogą jedynie zabiegać o wsparcie mocarstw. To woluntaryści wierzą w siłę sprawczą mniejszych państw, takich jak Polska i inne państwa regionu. To one mogą animować współpracę Europy Środkowo-Wschodniej.

Wojna USA z Chinami nie jest pewnikiem. Zagrożenie rosyjskie może sprawić, że kraje Europy Środkowo-Wschodniej będą bardziej skłonne współpracować ze sobą. Warto przypomnieć zasadę równoważenia wpływów rosyjskich na Starym Kontynencie poprzez obecność wojskową USA i wzmacnianie sojuszników NATO. Przykładem takiej postawy jest krytyka aneksji Krymu.

To fundamentalna zasada, która pozwala Chinom krytykować separatystyczny Tajwan. Według tej zasady siłą dławią one ruchy odśrodkowe: sektę Falun Gong, chrześcijan, Ujgurów i Tybetańczyków. Ciekawym przykładem mimowolnej współpracy Pekinu z Waszyngtononem na rzecz osłabienia wpływów rosyjskich na Ukrainie jest zaangażowanie amerykańsko-japońskiego Westinghouse w wypieranie z sektora jądrowego Rosatomu i TVEL‑u z Rosji oraz wsparcie Chin dla modernizacji sektora węglowego.

Wkomponować Chiny

Utrzymanie przez Polskę zaangażowania w relacje transatlantyckie może służyć jako narzędzie balansowania wpływów potężnych Chin w Europie Środkowo-Wschodniej. Państwo Środka może odegrać stabilizującą rolę w regionie, wspierając rozwój infrastruktury drogowej i energetycznej w krajach V4.

Będzie to jednak możliwe tylko w zgodzie z NATO i Unią Europejską, bytami warunkującymi współpracę V4. To one są areną targów z udziałem sojuszu państw regionu o większe zaangażowanie wojskowe USA na wschodniej flance, o wsparcie działań na rzecz neutralizacji narzędzi A2/AD, które rozwija Rosja, a także o integrację rynków gazu, pozwalającą złamać dominację Gazpromu. Są one pasem transmisyjnym interesów słabszych państw w relacjach z silniejszymi.

Waszyngton ma do zaoferowania LNG, które będzie stanowiło główną konkurencję dla dostaw z Rosji. Komisja Europejska oferuje parasol regulacji antymonopolowych, emanacją tego jest śledztwo przeciwko Gazpromowi w sprawie nadużyć w Europie Środkowo-Wschodniej.

W ten obrazek można wkomponować Chiny, z zastrzeżeniem oczekiwania konkretnego wkładu i konstruktywnej postawy, przy ograniczeniach wynikających z obaw wspólnoty transatlantyckiej o agresywne działania Chin w cyberprzestrzeni, przestrzeni wywiadowczej i agresywnej retoryce na temat Morza Południowochińskiego. Chińczycy mogą wesprzeć kapitałem inwestycje w polskiej energetyce i infrastrukturze. Teoretycznie jest miejsce na udaną współpracę Polski i Chin, ale bez szkodliwych miraży o „nowym sojuszu geopolitycznym”.

Próby włączenia Polski do wspólnoty eurazjatyckiej nie spotykały się w przeszłości z przychylnym przyjęciem w naszym kraju. Inwazja bolszewicka w 1920 r. (nieudana) i okres podległości wobec Związku Sowieckiego wskutek jego udanej inwazji na Europę Środkowo-Wschodnią to czas walki Polaków o podmiotowość. Dopiero kiedy Polacy wzięli los w swoje ręce i odrzucili determinizm, zdołali powrócić na arenę międzynarodową jako niezależny podmiot polityczny. Dokonania pokolenia Kolumbów i Solidarności były przejawem woluntaryzmu w polskiej myśli politycznej. Dały nam one ponownie własne państwo. Nie po to, aby kupczyć nią za przychylność wyimaginowanego protektora.

Wojciech Jakóbik

Autor jest redaktorem naczelnym portalu Biznes Alert. Artykuł pochodzi z "Gazety Polskiej Codziennie" i portalu Niezalezna.pl

na zdjęciu: Xi Jinping, przewodniczący Chińskiej Republiki Ludowej, fot. Michel Temer, Creative Commons Attribution 2.0 Generic

Przeczytaj także
Co tak naprawdę łączy kraje Grupy Wyszehradzkiej

Nasze społeczeństwa, wychodząc z przeszłości na poły kolonialnej, są spragnione sprawnych i silnych państw. Dlatego też sceptycznie przyjmują rady elit krajów, które zdążyły już skorzystać z dobroci silnego państwa, a dziś pouczają słabszych sąsiadów w kwestii otwartości, europejskości, multikulturalizmu - pisze politolog dr Michał Kuź.

Wojciech Stanisławski: Przystanek w Agloe (prehistoria postprawdy)

"Postprawdy", wymyślane ze złej woli, lenistwa intelektualnego lub na kacu, reprodukują się skutecznie jak wirusy i okazują się równie niezniszczalne

Dymisja doradcy prezydenta USA do spraw bezpieczeństwa międzynarodowego

Michael Flynn musiał odejść po ledwie 3 tygodniach pracy w gabinecie nowego prezydenta Donalda Trumpa. Powodem dymisji było zatajenie przed przełożonymi i opinią publiczną kontaktów z przedstawicielami państwa rosyjskiego przed zaprzysiężeniem Trumpa na prezydenta USA, co ujawniły media.

Problem z "polskimi obozami"

Wiele mówi się w Polsce o błędnym i krzywdzącym terminie "polskie obozy koncentracyjne". Tymczasem nie do końca zastanawiamy się, dlaczego taki skrót myślowy w ogóle jest możliwy.

Nie zgadzam się z przedmówcą;]
Eurazja istnieje fizycznie od dawna i jej siła tkwi w równoleżnikowej orientacji geograficznej (łatwość transferów technologii w ramach wspólnego klimatu). Dla Polski groźne są tutej relacje niemiecko-rosyjskie, bo to one chcą Polskę wyeliminować jako zbędny problem, czy tam bufor.
Ani to cyrylicya, ani to land germański... Po co to-to istnieje?

Wejście Polski w bezpośrednie relacje z Chinami jest nową kartą w grze. Podobnie jest z USAńcami. Im więcej mocarstw uda nam się uwikłać w tę grę na naszym terenie - tym lepiej dla nas, Bo gdybyśmy mieli polegać na sojuszu rosyjsko-niemieckim, to skończylibyśmy w dołach z wapnem.

Napisał/a: gienekWejście Polski w bezpośrednie relacje z Chinami jest nową kartą w grze. Podobnie jest z USAńcami. Im więcej mocarstw uda nam się uwikłać w tę grę na naszym terenie - tym lepiej dla nas, Bo gdybyśmy mieli polegać na sojuszu rosyjsko-niemieckim, to skończylibyśmy w dołach z wapnem.

Nie bardzo rozumiem, dlaczego trzeba takie rzeczy tłumaczyć. Są chyba tylko dwa powody, dla których ktoś dzisiaj w Polsce lansuje tezę o "niebezpieczeństwie" Chin.
No i polsko-chińskiej współpracy gospodarczej nie trza od razu nazywać euroazjatyzmem. Po prostu musimy stworzyć taką sytuację, żeby Chiny zainwestowały tutaj dość, by tego bronić przed Rosją i Niemcami. Na USA nie ma co liczyć.

Napisał/a: Pref de Zoomusimy stworzyć taką sytuację, żeby Chiny zainwestowały tutaj dość, by tego bronić przed Rosją i Niemcami

można niestety wątpić, czy ten wymagany ku temu poziom inwestycji jest w ogóle osiągalny, ze względy na dysproporcje skali - Chiny zawsze będą miały ważniejsze interesy "gdzie indziej"

Napisał/a: Pref de Zooby tego bronić przed Rosją i Niemcami.

a Rosja nie jest w kieszeni PRC? a kolei Niemcy za słabi

czy nie jest tak, że jedyny realny konkurent PRC to USA?

Napisał/a: Filioquist a Rosja nie jest w kieszeni PRC? a kolei Niemcy za słabi

Rosja jest w kieszeni PRC a Niemcy to agenci Rosji. Tylko czy Zhōngguó nie zostawia swoim wasalom wolnej ręki w regionie?

Nieporozumieniem wydaje mi się budowanie wizji rzekomego konfliktu chińsko-usańskiego w Polsce. Ich konflikt rozgrywa się bardzo daleko stąd. Jeśli Polska ma szansę na wpuszczenie w środek Eurazji - USA od strony północnej i Chin od południa - to git. Róbmy ten biznes.
Gdzieś tam wyczytywałem analizy, że jeśli USA będzie się chciało skonfrontować z Chinami, to będzie musiało pozyskać do współpracy Rosję, czyli naszego odwiecznego wroga. Jakim kosztem zamierzają to zrobić? Bo "reset stosunków", który na ten pożytek wymyśliła administracja Obamy - kosztowała Ukrainę Krym i Donbas. Jak USA i Chiny zechcą się ze sobą na serio skonfrontować, to co USA "odda" Ruskom w ramach sojuszu?
Trzeba przyjąć, że mamy do czynienia z jakimś tam uzgadnianiem warunków globalizacji i grać na siebie.

Nowi realiści mają problemy z jednym okiem. Na razie Czesi i Słowacy dowiedzieli się, z kim mogą się spotykać, a z kim nie. Wszystko przed nami.

@gienek

Rosja wydaje się raczej stracona dla USA

natomiast w Europie Środkowej gra wydaje się toczyć o Europę - może i główny teatr działań jest gdzie indziej, ale USA nie mogą sobie pozwolić na ekonomiczny podbój Europy przez PRC - stanowiłoby to jednak zbytnie jej wzmocnienie

tu wydaje się przebiegać front

Nie wiem i nikt nie wie jak będzie układała się przyszłość, ale jakaś szczególna bojaźń o nasze relacje z USA, czy EU w związku z wchodzeniem w normalne przecież - relacje handlowe z Chinami - wydaje mi się mocno przesadzona. Chiny inwestują kupę kasy w całej ojropce i stanach. Z czego tutaj robić wielkie halo?

Z dala od nich to jest wciaz komuna.

Copyright © 2011 Rebelya.pl Wszelkie prawa zastrzeżone.