Bajka o "dobrej zmianie" w USA

16.11.2016

Błędne wnioski ze zwycięstwa Trumpa wynikają z nieuprawnionego poszukiwania analogii między sytuacją na polskiej i amerykańskiej scenie politycznej. Przegrana „lewaczki” Hillary Clinton i zwycięstwo „swojego chłopa” Donalda Trumpa niekoniecznie musi oznaczać dla Polski to samo, co zwycięstwo Andrzeja Dudy nad Bronisławem Komorowskim, które zapoczątkowało „dobrą zmianę” - pisze Wojciech Jakóbik.

W dyskusji na temat sukcesu Donalda Trumpa jego zwolennicy w Polsce jako koronnego argumentu używają faktu, że zwyciężył on z establishmentem niczym prezydent Andrzej Duda w wyborach prezydenckich z 2015 r. To analogia fałszywa i krzywdząca dla naszego przywódcy.

Po pierwsze, Donald Trump jest przedstawicielem establishmentu, który miał wpływ na media i politykę USA od kilkudziesięciu lat, wspierając obie główne partie polityczne. Jest także ikoną popkultury pojawiającą się w kabaretach, kreskówkach i filmach. To przedstawiciel amerykańskich elit, który wykorzystał nastroje populistyczne, by wmówić rodakom, że jest obrońcą każdego Johna Smitha przed mitycznym establishmentem.

Po drugie, establishment to pojęcie bardzo pojemne, które jest rozumiane na wiele sposobów. Można mówić o administracji, czyli ekipie rządzącej, która jest establishmentem, bo została wyłoniona w wyborach demokratycznych. Można także określić tym mianem beneficjentów pieniędzy podatnika, którzy dostali mandat do prowadzenia biznesu zwanego państwem i należy ich z tego rozliczać. Najbardziej populistyczna definicja establishmentu to ludzie u koryta, czyli pasożytujący na podatniku.

Słabość tej definicji wychodzi na jaw, kiedy spróbujemy porównywać sytuację na scenie politycznej w USA i w Polsce. O ile w Stanach elity, także te reprezentowane przez Hillary Clinton, od dwóch stuleci wyłaniane są w wyborach demokratycznych, o tyle w historii Polski były one wielokrotnie formatowane. W III Rzeczypospolitej zostały przedefiniowane na mocy porozumień Okrągłego Stołu. Obecnie przeciwko polskiemu obozowi zmian występuje Komitet Obrony Demokracji, który ma być kolejną mutacją sił polskiego establishmentu.

W Stanach Zjednoczonych establishment to elity legitymizowane przez serię wyborów parlamentarnych. W Polsce część społeczeństwa uznaje, że u zarania III Rzeczypospolitej popełniono błąd, który sprawia, że naszym krajem rządzą „nieautentyczne elity”. „Dobra zmiana” ma zatem prowadzić do wymiany elit na te prawomocne. Chodzi o zmianę ekipy, ale nie samego mechanizmu. Trump, będący przedstawicielem elity, nie ratuje Amerykanów przed establishmentem, a jedynie zmienia wartę. Andrzej Duda i jego obóz chcą wpuszczać na szczyty władzy nową krew. 

Bajka o walce z establishmentem w USA była więc z gruntu fałszywa, o czym przekonują się już teraz ekstremiści amerykańscy, którzy liczyli na utrzymanie kursu na walkę z elitami przez Donalda Trumpa. Przemówienie po ogłoszeniu wyników było koncyliacyjne względem „wrogiej” Partii Demokratycznej. Z programu wyborczego na stronie internetowej sztabu Trumpa natychmiast zniknął postulat zakazu imigracji dla muzułmanów. Bajka amerykańska nie jest również kompatybilna z opowieścią polską. Nie ma analogii między Dudą a Trumpem ani sztabem Hillary Clinton i Komitetem Obrony Demokracji.

Jeśli spojrzeć na faktyczną sytuację, to w USA zanosi się na decyzje personalne, które podnoszą prawdopodobieństwo, że prezydent, "mesjasz" antysystemowej prawicy (oksymoron?), doprowadzi do nowego układu z Rosją. Obserwatorzy alarmują, że w jego otoczeniu znajdą się stateczni atlantyści, jak Mike Pence, a także ekstrawagancki komentator Russia Today Michael Flynn. Na jednym z bankietów w Moskwie siedział on tuż obok prezydenta Władimira Putina.

Błędne wnioski ze zwycięstwa Trumpa wynikają z nieuprawnionego poszukiwania analogii między sytuacją na polskiej i amerykańskiej scenie politycznej. Przegrana „lewaczki” Hillary Clinton i zwycięstwo „swojego chłopa” Donalda Trumpa niekoniecznie musi oznaczać dla Polski to samo, co zwycięstwo Andrzeja Dudy nad Bronisławem Komorowskim, które zapoczątkowało „dobrą zmianę”.

Trump być może nie będzie już słuchał komentarzy Anne Applebaum ani Radka Sikorskiego, ale może przychylić ucha na rady doradcy ds. polityki zagranicznej Cartera Page’a, który wcześniej doradzał rosyjskiemu Gazpromowi. Polska wendeta sprawia jednak, że niektórzy idą za emocjami i czują satysfakcję ze zwycięstwa niekorzystnego dla Polski kandydata.

Formatowanie całej otaczającej nas rzeczywistości z wyborami prezydenckimi w USA włącznie do sporu między dobrą zmianą a resztą świata w Polsce jest szkodliwe dla debaty. Donald Trump to amerykańska wersja Andrzeja Leppera, który może się zachowywać racjonalnie, korzystając z ekspertyz Pentagonu i garnituru politycznego Partii Republikańskiej, albo skrajnie nieracjonalnie, jeśli sięgnie po wątpliwych doradców związanych z Rosją. Nie można jednak dzisiaj mówić o dobrej zmianie w Waszyngtonie.

Wojciech Jakóbik

Autor jest redaktorem naczelnym BiznesAlert.pl. Artykuł pochodzi z "Gazety Polskiej Codziennie" i portalu Niezalezna.pl

fot. Pete Souza, whitehouse.gov

Przeczytaj także
Wojciech Stanisławski: Przystanek w Agloe (prehistoria postprawdy)

"Postprawdy", wymyślane ze złej woli, lenistwa intelektualnego lub na kacu, reprodukują się skutecznie jak wirusy i okazują się równie niezniszczalne

Dymisja doradcy prezydenta USA do spraw bezpieczeństwa międzynarodowego (AKTUALIZACJA)

Michael Flynn musiał odejść po ledwie 3 tygodniach pracy w gabinecie nowego prezydenta Donalda Trumpa. Powodem dymisji było zatajenie przed przełożonymi i opinią publiczną kontaktów z przedstawicielami państwa rosyjskiego przed zaprzysiężeniem Trumpa na prezydenta USA, co ujawniły media.

Jak wyglądałaby wojna z Rosją. Rozmowa z Phillipem A. Petersenem

- Rosjanie wiedzą, że bez Polski NATO nie obroni ani państw bałtyckich, ani nawet siebie. Dlatego skupiają się na niej - mówi w rozmowie z "Nową Konfederacją" Phillip A. Petersen, amerykański strateg, wiceszef Fundacji Potomac.

Waszyngton przerywa ciszę w Donbasie

Stało się. USA odpowiedziały na nagły wzrost rosyjskiej agresji przeciw Ukrainie. Władimir Putin otrzymał tym samym sygnał od nowej administracji w Waszyngtonie, że ta nie zamierza tolerować bandyckiej polityki Kremla wobec okupowanego Donbasu - pisze Wojciech Mucha.

ojacie, a co to za dziwadło

Autor bredzi. Choćby ze względu na poniższe:
- Prezydent Duda i PiS jak najbardziej są częścią establiszmętu, która odpadła / została odkopana od władzy niecałą dekadę temu. Spoza establiszmętu jest w Polsce Kukiz i może Zandberg.
- słuchanie doradców lubiących Rosję nie musi być nieracjonalne, ani tych antyrosyjskich racjonalne z automatu. Zwłaszcza że rząd murykański winien się kierować dobrem Muryki wpierw, i dogadanie się z Rosją może być jego elementem (kto by pomyślał).
- bredzenie, że Hilaria Clinton była dobrym kandydatem dla kogokolwiek prócz lewaków bez rozumu i może części murykańskiej finansjery. No i lewaczka bez cudzysłowu, zdecydowanie.
- w ogóle analogia polegałaby na tym, że zwycięstwo Trumpa oznaczałoby dla Muryki to co zwycięstwo Dudy dla Polski, ale autorowi wyszło coś dziwacznego.
- porównanie Bronisława Komorowskiego do Hilarii Clinton, to jest dopiero krzywdzące.

Kiedyś PC było częścią establishmentu III RP, to prawda. Tylko już dawno przestało być. A porównanie Komorowskiego do Clinton rozumiem, że jest krzywdzące dla Hilarii? Bo co, jak co, ale zdrajcą własnego narodu jednak nie jest, to fakt, chociaż kosi finansowo ten naród, ile się da. A Komoruski ....

Słyszałem dziś w przeglądzie prasy opinię z jakiejś estońskiej gazety i bardzo przypadła mi do gustu, więc się podzielę. Szło mniej więcej tak: "Kolejny amerykański prezydent zapowiada normalizację stosunków z Rosją, ale jest to pusta zapowiedź, bo Rosja nie chce normalizacji stosunków z zachodem."
Straszenie ruskim wątkiem w sprawie Trumpa wydaje mi się nierozsądne. Jeśli popatrzymy na działanie USA, jako państwa, to w ostatnich latach mieliśmy z ich strony: krok w tył i dwa kroki w przód, czyli reset, a po ruskim ataku na Ukrainę - mamy bazy w Polsce i krajach nadbałtyckich. Oni przed ruskami nie zamierzają uciekać.
Bardziej obawiałbym się postawy naszych jewropejskich sojuszników, którzy kręcą nosem na wybór Ameryki i głośno rozmyślają nad alternatywnymi sojuszami, czyli nad zbliżeniem z ruskami.

Copyright © 2011 Rebelya.pl Wszelkie prawa zastrzeżone.