"Ruch intronizacji wypływa z samego wnętrza polskiej kultury". Rozmowa z dr Pawłem Rojkiem

25.11.2016

- Juliusz Słowacki sugerował, że Polacy powinni dokonać elekcji Syna Bożego na króla Polski. Te wątki przeniknęły w końcu do polskiej mistyki, są wyraźnie obecne  w pismach Rozalii Celakówny, które stanowią bezpośrednią inspirację dzisiejszych intronizatorów. Korzenie tej idei sięgają jednak polskiego mesjanizmu, który był bardzo świadomym wyzwaniem wobec świeckiej nowoczesności. Ta spontaniczna ludowa filozofia jest o wiele głębsza niż się nam wydaje - mówi Paweł Rojek w rozmowie z "Teologią Polityczną Co Tydzień"

W ostatnim rozdziale swojej nowej książki "Awangardowy konserwatyzm" analizuje Pan wątek intronizacji. Pisze Pan, że podważa ona obowiązujący od oświecenia paradygmat myślenia o neutralnym państwie.  Czy polskie społeczeństwo jest przygotowane na tak radykalne odwrócenie sposobu myślenia o państwie i religii?

- Nie wiem, czy gotowe jest społeczeństwo, ale na pewno nie są gotowe jego intelektualne elity. Polska religijność jest dla mnie zagadką. Czasem wydaje mi się, że nasz ludowy katolicyzm jest w istocie bardzo rozwiniętą i subtelną konstrukcją intelektualną. Postulat intronizacji, który jest żywiołowo akceptowany przez szerokie masy, jest przecież propozycją fascynującego eksperymentu teologiczno-politycznego, który wchodzi w dyskusje z najnowszymi prądami myśli filozoficznej i teologicznej. Niestety, wydaje się, że nikt z nas tego nie dostrzega. Wciąż powielamy inteligencki stereotyp ciemnego ludu. O ile się orientuję, jedyną próbą poważnej analizy filozoficznej ruchu intronizacji był nasz 36. numer „Pressji” z 2014 roku.

Z kim dyskutują intronizatorzy?

- Przede wszystkim z Jurgenem Habermasem. Ten wielki niemiecki filozof w swoim sławnym wystąpieniu w 2001 roku postulował otwarcie się świeckiego rozumu na religijne inspiracje. To był przełom, który rozpoczął epokę postsekularną. Gest intronizacji można rozumieć jako polską odpowiedź na to zaproszenie. Intronizacja nie dokonuje się jednak na warunkach wyznaczonych przez świecki porządek i unika ona pułapek związanych z zaproponowaną przez Habermasa formułę „ratującej translacji” dyskursu religijnego na świeckie kategorie. Stanowi ona próbę dialektycznego zniesienia sekularnej nowoczesności. Nie jestem pewien, czy to się w końcu udaje, ale jest to idea godna najwyższej uwagi.

Czy jednak posługiwanie się kategorią „postsekularyzmu” dla opisania tego zjawiska ma sens? Sugeruje ono, że to sekularyzm jest czymś naturalnym, a nie jakimś historycznym odstępstwem.

 - Obawiam się, że faktycznie nasza wyobraźnia – zarówno niewierzących, jak i wierzących – jest zdominowana przez wyobrażenia sekularne. Postsekularyzm rozumiem więc jako ruch z dwóch stron. Także wierzący muszą pozbyć się złudzeń tworzonych przez sekularne rozumienie swojej własnej wiary. Świetnie pokazuje to współczesna szkoła teologiczna z Grenady, skupiona wokół znanego także w Polsce arcybiskupa Francisca Javiera Martineza. Musimy wykraczać nie tylko poza sekularny rozum, lecz także poza sekularną wiarę.

Czyli jaką?

- Taką, która rezygnuje z dążenia do objęcia całej rzeczywistości, przyjmując wyznaczone jej przez sekularny porządek miejsce w sferze prywatnej i pozaświatowej. Religia jeśli nie będzie wszystkim, będzie niczym. Ta dialektyka została świetnie opisana przez Johna Milbanka, jednego z liderów ruchu radykalnej ortodoksji. Gest intronizacji należy rozumieć właśnie w tej perspektywie.

Jakoś trudno mi uwierzyć, by zwolennicy intronizacji świadomie uczestniczyli w tych współczesnych dyskusjach.

- Przeczytałem chyba całą literaturę intronizacyjną i faktycznie nie ma tam odwołań do współczesnej filozofii i teologii. Ta dyskusja nie musi jednak toczyć się świadomie. Ruch intronizacji wypływa tak naprawdę z samego wnętrza polskiej kultury. Jest to współczesne wyrażenie idei, że nie tylko sfera prywatna, lecz także sfera publiczna powinna zostać przeniknięta przez moralność chrześcijańską. Idea ta była zasadniczym postulatem polskiego mesjanizmu. Juliusz Słowacki sugerował w piśmie Do "Emigracji o potrzebie idei" z 1846 roku, że Polacy powinni dokonać elekcji Syna Bożego na króla Polski. Te wątki przeniknęły w końcu do polskiej mistyki, są wyraźnie obecne  w pismach Rozalii Celakówny, które stanowią bezpośrednią inspirację dzisiejszych intronizatorów. Korzenie tej idei sięgają jednak polskiego mesjanizmu, który był bardzo świadomym wyzwaniem wobec świeckiej nowoczesności. Ta spontaniczna ludowa filozofia jest o wiele głębsza niż się nam wydaje.

Przyjęcie Chrystusa jako Króla ma nie tylko charakter czysto religijny, zakłada udział władz państwowych. Na ile może stać się istotnym wydarzeniem  dla świata polskiej polityki?

- Przypuszczam, że na razie skończy się na burzy medialnej, którą zresztą wkrótce przykryje zapewne jakaś kolejna bulwersująca liberalną opinię sprawa. Być może jednak takie prowokacyjne wyzwanie wobec sekularnego porządku na jakimś głębszym poziomie rozpocznie ruch uwalniania polskiej wyobraźni teologiczno-politycznej. To jest jednak proces który może trwać lata. Bardzo ważne jest pojęciowe opanowanie tego tematu. Musimy zrozumieć, co tak naprawdę stało się w Łagiewnikach.

Dla wielu środowisk nawet kościelnych ruchy intronizacyjne kojarzyły się z pewnym – nazwijmy to – „folklorem religijnym”. Jednak decyzja Episkopatu Polski diametralnie odwraca tę sytuację.

- Mam wrażenie, że cała sprawa chyba nieco przerosła naszych biskupów. Sądzę, że wielu z nich uważa ten akt tylko za sposób na pacyfikację hałaśliwych środowisk intronizacyjnych, które były bardzo długo i bardzo niesłusznie marginalizowane w naszym Kościele. Dlatego właśnie tak niemrawo wyglądały przygotowania do uroczystości. W mojej parafii nie było nawet o tym mowy w ogłoszeniach duszpasterskich. Tymczasem, być może nawet niezbyt świadomie, podjęto gest, który ma potężne znaczenie dla filozoficznego dyskursu ponowoczesności.

Co się powinno stać po uroczystości w Łagiewnikach?

- Sobotnia uroczystość przyszła niespodziewanie, jak złodziej. Nie było jakiegoś szerszego programu przygotowującego ten akt. Rozumiem pośpiech, bo chodzi o to, by zdążyć na koniec 1050. rocznicy Chrztu Polski. Nie ma co porównywać tego zdarzenia z perfekcyjnie przygotowywanymi wieloletnimi akcjami kardynała Stefana Wyszyńskiego. Na pewno jednak można coś wymyśleć na potem. Potrzebne zwłaszcza by były próby przełożenia tego aktu liturgicznego na język pojęciowy.

Mówił Pan o słabym przygotowaniu krakowskiej uroczystości. Czy nie obawia się Pan, że to wydarzeni może podzielić polski Kościół? Czy może dojść do schizmy, jak w wypadku mariawityzmu?

- Ale przecież to sam episkopat dokonuje tego aktu! To już nie jest jakiś marginalna wątek w Kościele. Doszło na naszych oczach do zadziwiającej zmiany. Postulaty, które jeszcze kilka lat temu były dyletancko zbywane przez kurialnych sekretarzy, dziś są z zapałem realizowane przez biskupów. Oczywiście środowiska liberalne mają wielki problem z ogarnięciem idei intronizacji, ale wątpię, by czytelnicy księdza Adama Bonieckiego dokonali jakiejś schizmy.

Na koniec chciałbym zapytać, jaki jest Pana osobisty stosunek do uroczystości?

Nie jestem jakoś szczególnie zaangażowany w ruch intronizacyjny. Ściągnąłem sobie plik z nowenną przed sobotnią uroczystością, ale nie udało mi się jej odmówić. Mam za to w domu typowy obrazek Chrystusa Króla. Na uroczystość wybrałem się z córką.

Rozmawiał Jan Malesza

dr Paweł Rojek - filozof i socjolog z Uniwersytetu Jagiellońskiego i Klubu Jagiellońskiego, specjalizuje się w historii idei. Autor książek m.in. "Awangardowy konserwatyzm. Idea polska w późnej nowoczesności", "Przekleństwo imperium. Źródła rosyjskiego zachowania", "Semiotyka Solidarności".   Rozmowa pochodzi pochodzi z najnowszego numeru "Teologii Politycznej Co Tydzień". Przeczytaj inne teksty z 34 numeru "Teologii Politycznej Co Tydzień" pt. "Powrót Króla"

fot. fragment obrazu "Chrystus Król Wszechświata" Adama Styki w kościele pod wezwaniem św. Wincenta Pallotiego w Warszawie

Przeczytaj także
W blasku betlejemskiej nocy

Betlejemska noc obrazuje ciemność ludzkiej egzystencji dotkniętej grzechem, z której należy się wydostać. Niegościnni mieszkańcy Betlejem pokazują egoizm i grzech, z którego trzeba się wyzwolić, by stać się człowiekiem Bożego upodobania - pisze ks. prof. Leon Nieścior OMI w najnowszej "Teologii Politycznej Co Tydzień" Nr 38 pt. "Boskie Ciało".

Papieże i powstania. Dlaczego Stolica Apostolska potępiała walkę o wolność?

W XIX wieku stanowisko papiestwa wobec powstań było jednoznacznie negatywne. Nie dotyczyło to tylko powstań, które nacechowane były antyklerykalnymi hasłami, albo powstań przesiąkniętych antykatolicką ideologią (np. socjalistyczną), ale dotyczyło również tych, które były wznoszone na katolickich hasłach i które w Kościele nie widziały wroga, lecz poszukiwały w nim sojusznika - ...

Nowy metropolita krakowski

Dotychczasowy metropolita łódzki i zastępca przewodniczącego Konferencji Episkopatu Polski abp Marek Jędraszewski został mianowany przez papieża na nowego metropolitę krakowskiego. Zastąpi on odchodzącego na emeryturę abp Stanisława Dziwisza - podała KEP.

Polska tradycyjna rodzina. Czyli jaka?

Zafrapowało mnie swego czasu pytania: co znaczy termin "tradycyjna polska rodzina"? Jak go rozumieć? I co najważniejsze - jakie to ma konsekwencje? Szczególnie, że jest to hasło do którego różne środowiska bardzo lubią się odwoływać.

Juliusz Słowacki pisał to w czasie zaborów gdy Polska nie istniała. Teraz Polska jest wolnym państwem.
Mesjanizm nie "wypływa z samego wnętrza polskiej kultury" , tylko z jakiegoś jej okresu - romantyzmu.
W czasach jagiellońskich jakoś nam do niczego nie był potrzebny.
W średniowieczu też nie .

Pisze Pan:"Nie wiem, czy gotowe jest społeczeństwo, ale na pewno nie są gotowe jego intelektualne elity. Polska religijność jest dla mnie zagadką. Czasem wydaje mi się, że nasz ludowy katolicyzm jest w istocie bardzo rozwiniętą i subtelną konstrukcją intelektualną. Postulat intronizacji, który jest żywiołowo akceptowany przez szerokie masy, jest przecież propozycją fascynującego eksperymentu teologiczno-politycznego, który wchodzi w dyskusje z najnowszymi prądami myśli filozoficznej i teologicznej. Niestety, wydaje się, że nikt z nas tego nie dostrzega. Wciąż powielamy inteligencki stereotyp ciemnego ludu"

Lud nie jest ciemny , jest bardzo przytomny. Proszę zaproponować ludowi by żył jak św.Faustyna.
Niewykształcony , chory , obarczony pracą ponad siły , poniewierany , cierpiący za winy wszystkich - jako "naród wybrany" - ożywiony jedynie nadzieją na zbawienie wieczne.
Takiej Polski "mesjanistycznej" pan Rojek oczekuje?

To ,że lud przyjmuje z wdzięcznością Intronizację Chrystusa Króla jest oczywiste , gdy jest to jedynie symboliczne i w kościele. Pewność ,że ktoś tam z Góry będzie nam sprzyjał w naszych ziemskich staraniach - dodaje skrzydeł:)
I to wystarczy.

Niestety wielu z nas chciałoby natychmiast odczuć wsparcie Opatrzności czasami trzeba lat lub pokoleń by się przekonać o słuszności działań i wsparciu którego też od razu nie dostrzegamy

Zgadzam się w 200%. O to właśnie chodzi.

Niezłe. Rojek OK, oprócz tej istoty polskości - "samego wnętrza polskiej kultury".

Intrygująco Filip Memches stawia postulat katolickiej republilki wyznaniowej w Rzepie. Niestety, trzeba zapłacić aby przeczytać. Ale warto.

http://www.rp.pl/Plus-Minus/311259993-Filip-Memches-Czas-na-katolicka-republike-wyznaniowa.html?template=restricted

Napisał/a: Emma Emma
Niewykształcony , chory , obarczony pracą ponad siły , poniewierany , cierpiący za winy wszystkich - jako "naród wybrany" - ożywiony jedynie nadzieją na zbawienie wieczne.
Takiej Polski "mesjanistycznej" pan Rojek oczekuje?

No, nieco ten obrazek naciągany. Chrześcijanin nie jest ożywiony jedynie nadzieją na zbawienie wieczne. Chrześcijanin ma wielkie dzieła Boże do wykonania na tym świecie -- dzieła, których nie przewiduje i których często nie w pełni rozumie.

Czesem jak ów ślepiec, którego sens cierpienia nie tkwił w karze za grzechy, lecz w tym, aby się objawiła chwała Boża. Czasem jak u Andzeja, Piotra, Jakuba i Jana, którzy zamiast budować pomyślność małego przedsiębiorstwa rybackiego nad jez. Genezaret, które zapewne przed ich starością zostałoby zmiecione przez Wojnę Żydowską, zostali "rybakami ludzi", przemierzającymi świat i zapisanymi majuskułą w historii. A przecież po Ukrzyżowaniu zdawali się bankrutami i jedyny ich pomysł na życie polegał na powrocie do rybołóstwa. Czasem jak Tekla, uczennica Pawła, dwakroć wydawana na okrutną śmierć i dwakroć cudownie ocalona, aby dożyć starości niosąc pomoc i świadectwo wiary prześladowanemu Kościołowi. A czasem jak Barbara, pra-wzór "księżniczek uwięzionych w wieży", wydana na śmierć przez własnego ojca, dająca świadectwo wierności Chrystusowi na przeków "konserwatywnym wartościom", takim jak patriarchalna rodzina, tradycja, prawo i ojczyzna.
Wreszcie -- jak Faustyna. Niewykształcona, chora, przepracowana i pogardzana -- ale przed którą Chrystus stawia zadanie ogłoszenia światu Jego miłosierdzia w dobie, gdy zostało ono zapomniane.

Tak, każdy chrześcijanin idzie na krzyż, ale jest to krzyż chwalebny.

Kiedy więc Polacy przyjmują Chrystusa królem, czynią to samo, co podczas Eucharystii: śmierć Pańską głoszą, aż przyjdzie. Ale z tą śmiercią nadchodzi zmartwychwstanie.

Mesjanizm nie jest tylko romantyczną odpowiedzią na niewolę i bezowocne (pozornie) walki z XVIII i XIX wieku. Nie jest tylko kojącą odpowiedzią na hekatombę II Wojny z kulminacją w bezowocnej (pozornie) ofierze krwi Powstania Warszawskiego. Może być źródłem inspiracji i na dzisiejsze czasy. A mesjanizm chrześcijański jest wiecznie aktualny.

Podsumowując: Nie wiem jak Rojek, ale ja owszem, takiej właśnie chrześcijańskiej Polski oczekuję. Nawet, jeśli w świecie doczesnym jej nie doczekam.

intronizator

intronajzer

chce ktoś republiki katolickiej? ani to będzie republika ani katolicka

jak teokracja to teokracja

historycyzm

gnostycyzm

Napisał/a: odys

Napisał/a: Emma Emma
Niewykształcony , chory , obarczony pracą ponad siły , poniewierany , cierpiący za winy wszystkich - jako "naród wybrany" - ożywiony jedynie nadzieją na zbawienie wieczne.
Takiej Polski "mesjanistycznej" pan Rojek oczekuje?

No, nieco ten obrazek naciągany. Chrześcijanin nie jest ożywiony jedynie nadzieją na zbawienie wieczne. Chrześcijanin ma wielkie dzieła Boże do wykonania na tym świecie -- dzieła, których nie przewiduje i których często nie w pełni rozumie.

Czesem jak ów ślepiec, którego sens cierpienia nie tkwił w karze za grzechy, lecz w tym, aby się objawiła chwała Boża. Czasem jak u Andzeja, Piotra, Jakuba i Jana, którzy zamiast budować pomyślność małego przedsiębiorstwa rybackiego nad jez. Genezaret, które zapewne przed ich starością zostałoby zmiecione przez Wojnę Żydowską, zostali "rybakami ludzi", przemierzającymi świat i zapisanymi majuskułą w historii. A przecież po Ukrzyżowaniu zdawali się bankrutami i jedyny ich pomysł na życie polegał na powrocie do rybołóstwa. Czasem jak Tekla, uczennica Pawła, dwakroć wydawana na okrutną śmierć i dwakroć cudownie ocalona, aby dożyć starości niosąc pomoc i świadectwo wiary prześladowanemu Kościołowi. A czasem jak Barbara, pra-wzór "księżniczek uwięzionych w wieży", wydana na śmierć przez własnego ojca, dająca świadectwo wierności Chrystusowi na przeków "konserwatywnym wartościom", takim jak patriarchalna rodzina, tradycja, prawo i ojczyzna.
Wreszcie -- jak Faustyna. Niewykształcona, chora, przepracowana i pogardzana -- ale przed którą Chrystus stawia zadanie ogłoszenia światu Jego miłosierdzia w dobie, gdy zostało ono zapomniane.

Tak, każdy chrześcijanin idzie na krzyż, ale jest to krzyż chwalebny.

Kiedy więc Polacy przyjmują Chrystusa królem, czynią to samo, co podczas Eucharystii: śmierć Pańską głoszą, aż przyjdzie. Ale z tą śmiercią nadchodzi zmartwychwstanie.

Mesjanizm nie jest tylko romantyczną odpowiedzią na niewolę i bezowocne (pozornie) walki z XVIII i XIX wieku. Nie jest tylko kojącą odpowiedzią na hekatombę II Wojny z kulminacją w bezowocnej (pozornie) ofierze krwi Powstania Warszawskiego. Może być źródłem inspiracji i na dzisiejsze czasy. A mesjanizm chrześcijański jest wiecznie aktualny.

Podsumowując: Nie wiem jak Rojek, ale ja owszem, takiej właśnie chrześcijańskiej Polski oczekuję. Nawet, jeśli w świecie doczesnym jej nie doczekam.

Pan Rojek zdaje się nie tyle oczekiwać Polski chrześcijańskiej co Polski mesjanistycznej -
"Chrystusa Narodów" - rozpiętego na krzyżu dla okupienia win innych narodów.
Podałam przykład św.Faustyny jako przypadku świętej, świętej indywidualnie - nie zbiorowo.
Nie sposób oczekiwać od zbiorowości by była świętą.
Św.Franciszek odesłał od siebie jednego z towarzyszących bo ten był "pies na baby". Franciszek widział ,że ten człowiek nie da rady. Mężczyzna został piekarzem , ożenił się i miał gromadkę dzieci.
Każdy powinien chwalić Pana jak umie.
Mesjanizm nie jest OK.

Napisał/a: Emma EmmaNie sposób oczekiwać od zbiorowości by była świętą.

Oczywiście należy oczekiwać od zbiorowości by była świętą. Co więcej: wierzymy, że świętość poza świętą zbiorowością nie jest możliwa. Taką zbiorowość z grecka nazywa się ekklesia, po polsku zaś słowem dziwnym i nieadekwatnym, ale utrwalonym -- Kościół. Wiarę w tę zbiorowość i jej świętość wyznajemy przynajmniej na każdej mszy.

Co do krzyża, to pardon -- chrześcijanin nie może go uniknąć. Kościół (wspólnota) nie może go uniknąć, bo jest żywym ciałem samego Chrystusa. Ukrzyżowanego i zmartwychwstałego. Kto chce zachować życie -- straci je. A kto straci je ze względu na Chrystusa, zachowa je.

Polska chrześcijańska oznacza ukrzyżowana, tertium non datur.

Ja rozumiem wahanie (sam je jakoś przeżywam), czy można oczekiwać, że do Kościoła należeć będzie naród i czy jako taka wspólnota w ramach Kościoła może stać się swoistym Kościołem partykularnym... tym bardziej, gdy mówimy o narodzie, który ma długą tradycję wielowyznaniowej i wieloetnicznej, tolerancyjnej koegzystencji. Z drugiej jednak strony, są solidne przesłanki, by widzieć chrześcijaństwo jako coś o wiele istotniejszego w polskiej tożsamości, niż tylko jedno ze źródeł. Symbolem tej wagi jest to, że obchodziliśmy 1050 lat chrztu Polski, nie zaś chrztu księcia Mieszka.

Oczywiście, w rozważaniach wokół tego tematu musi punktem odniesienia być Izrael, oraz Pawłowe nie ma Żyda ni Greka. Ale ostatni Sobór mówi wprost i jednoznacznie, że Kościół nie zagraża tożsamości narodów, lecz przyjmując je wzbogaca je, jak i sam siebie.

Nie znam Rojka i za mało go czytałem, oby osądzać jego wizję mesjanizmu, ale wciąż tkwi we mnie Manifest neomesjanistyczny Tichego i teksty z "Czwórek". To była jedna z najbardziej ożywczych intelektualnych szpil, jakie zdarzyły się w Polskiej kulturze ostatnich lat. Było to dalekie od wyniesionego z lekcji języka polskiego obrazu sekciarskiego cierpiętnictwa.

Napisał/a: Emma EmmaFranciszek widział ,że ten człowiek nie da rady. Mężczyzna został piekarzem , ożenił się i miał gromadkę dzieci.

Jako żonaty ojciec gromadki dzieci dyskretnie zwracam uwagę, że powszechne powołanie do świętości obejmuje żonatych i ojców w nie mniejszym stopniu, niż bezżennych zakonników. Zaś w przeciwieństwie do życia zakonnego, choćby o najsurowszej regule, małżeństwo jest sakramentem.

Przypowieść franciszkańska nie jest więc bynajmniej argumentem na rzecz kłamliwego przysłowia nie święci garnki lepią, lecz na rzecz Pawłowej alegorii różnych członków świętego ciała. Otóż garncarze mają być nie mniej świętymi niż biskupi.

Napisał/a: odys

Napisał/a: Emma EmmaNie sposób oczekiwać od zbiorowości by była świętą.

Oczywiście należy oczekiwać od zbiorowości by była świętą. Co więcej: wierzymy, że świętość poza świętą zbiorowością nie jest możliwa. Taką zbiorowość z grecka nazywa się ekklesia, po polsku zaś słowem dziwnym i nieadekwatnym, ale utrwalonym -- Kościół. Wiarę w tę zbiorowość i jej świętość wyznajemy przynajmniej na każdej mszy..

jednak Kuleżanka Emma miała zdaje się na myśli zbiorowość polityczną a nie Kościół

to po pierwsze, a po drugie Kościół nie jest zbiorowością w tym sensie, co ludzkie zbiorowości

po trzecie - warto sobie wpierw zadać pytanie - co to jest świętość? co to znaczy "być świętym"?

Napisał/a: odys w przeciwieństwie do życia zakonnego, choćby o najsurowszej regule, małżeństwo jest sakramentem

Kulega jest świadom, że się ociera tem stwierdzeniem o herezję? ;-)

"jednak Kuleżanka Emma miała zdaje się na myśli zbiorowość polityczną a nie Kościół"
Tak. Miałam na myśli zbiorowość polityczną.
Dzięki:)

Napisał/a: Emma Emma

"jednak Kuleżanka Emma miała zdaje się na myśli zbiorowość polityczną a nie Kościół"
Tak. Miałam na myśli zbiorowość polityczną.
Dzięki:)

No dobrze, to może rozwińmy tę myśl.

Copyright © 2011 Rebelya.pl Wszelkie prawa zastrzeżone.