Bieda sporo kosztuje

28.11.2016

Niemal wszystkie próby wprowadzenia w Polsce mechanizmów redystrybucji spotykają się z oburzeniem ze strony lepiej sytuowanych obywateli, którzy nie widzą powodu, by „płacić więcej” i łożyć na innych. Tymczasem biedniejsza część społeczeństwa notorycznie płaci za coś więcej, na czym korzystają właśnie zamożni. Często nie są tego świadomi - pisze Piotr Wójcik.

Ludzie ubodzy nie mają de facto swojej reprezentacji w polskiej debacie publicznej. Liderzy opinii publicznej w Polsce należą zwykle do wyższej klasy średniej i nie ma w tym nic dziwnego – tak jest w każdym kraju. Niestety, nad Wisłą zupełnie nie potrafią się wyzwolić z własnej perspektywy, niepostrzeżenie nawet dla samych siebie przemieniając się z komentatorów w reprezentantów interesów swojej klasy społecznej.

Mniej zamożne grupy społeczne nie są podmiotem debaty w Polsce – co najwyżej jej przedmiotem. Ich punkt widzenia w mediach niemal nie występuje. Ubodzy pojawiają się w nich jedynie jako bohaterowie rozczulających historyjek, w których lepiej uposażeni twórcy materiałów o nich załamują nad nimi ręce i zastanawiają się, jak łaskawie pomóc nieborakom. Nikt im nie chce oddać głosu, żeby tak naprawdę wsłuchać się w to, co mają do powiedzenia. Są raczej obserwowani niczym obce stworzenia w ich naturalnym środowisku, a nie jak integralna i pełnoprawna część społeczeństwa, do której każdy w wyniku różnych zdarzeń może dołączyć.

Perspektywa klasowa

Ta sytuacja sprawia, że zamiast dotykać źródeł ubóstwa i badać mechanizmy, które utrzymują w nim sporą część naszych rodaków, przyglądamy się jedynie jego skutkom. Dlatego też całkiem przychylnym okiem odbieramy akcje charytatywne, różne zbiórki i inne pospolite ruszenia, mające na celu punktowo ugasić jakiś pożar. Jednak gdy przychodzi do tworzenia systemowych rozwiązań, słychać krzyk i głosy oburzenia. Wynika to w dużej mierze z niezrozumienia istoty tworzenia się i utrzymywania się obszarów ubóstwa. A także z upartego przyjmowania klasowej, a nie ogólnospołecznej perspektywy przez większość komentatorów. 

Tak też ma miejsce przy okazji prac nad jednolitym progresywnym podatkiem dochodowym. Oburzeni reprezentanci wyższej klasy średniej pytają, dlaczego będą musieli „płacić więcej”, a część wypracowanych przez nich środków w wyniku redystrybucji będzie trafiać do „mniej zaradnych”. Nikt nie zauważa, że w gospodarce rynkowej osoby mniej zamożne notorycznie płacą za coś więcej. A przykłady odwróconej redystrybucji, w której środki płyną wartkim strumieniem w odwrotnym kierunku – od ubogich do majętnych – można mnożyć. I nikt jakoś specjalnie się na nie nie oburza.

Niesprawiedliwość na kredyt

Podstawowym i najbardziej dotkliwym przykładem gorszej pozycji osób mniej zarabiających jest dostęp do kredytu. Zamożni mają nie tylko wyższe dochody, ale też często bardziej stabilne – dlatego wiążą się dla banku z mniejszym ryzykiem. Ich kredyty obciążone są więc niższą marżą i prowizją. Mało zarabiający, nawet jeśli po wielu często upokarzających próbach doproszą się o kredyt, otrzymają go na znacznie droższych warunkach. A więc na kupiony na kredyt przedmiot tej samej wartości będą musieli przeznaczyć dużo więcej środków niż zamożni, choć już i tak zakup wiąże się dla nich z większym wyrzeczeniem. 

Przykładowo kredyt hipoteczny wysokości 150 tys. zł osoba bardzo dobrze zarabiająca może uzyskać z oprocentowaniem ok. 3,5 proc. oraz jednoprocentową prowizją. W rozłożeniu na 30 lat będzie się to wiązać z miesięcznymi ratami wysokości 674 zł oraz płatną z góry prowizją w wysokości 1500 zł. Słabo zarabiający Polak otrzyma taki kredyt na warunkach dużo gorszych – na, powiedzmy, 6 proc. oraz z trzyprocentową prowizją, która wyniesie 4500 zł. A więc już na starcie będzie 3 tys. zł „do tyłu”. Rata w jego wypadku wyniesie 900 zł, a więc co miesiąc będzie musiał płacić o 226 zł więcej. Po 30 latach osoba mniej zamożna zapłaci więc za ten sam produkt... 82 tys. zł więcej niż kredytobiorca zamożny. Czy ktoś się z tego powodu oburza, czy ktoś krzyczy w mediach, że to niesprawiedliwe? Nikt, dla polskich komentatorów ta drastyczna różnica w opłatach to naturalna kolej rzeczy. Co innego wyższe podatki.

Pół biedy, gdyby nikt nikomu nie kazał brać kredytu. Problem w tym, że obecny model gospodarki oparty jest na kredycie. Wiele niezbędnych do życia składników majątku, takich jak mieszkanie czy samochód, zwykły obywatel może zakupić jedynie na kredyt. Na kupno za gotówkę może sobie pozwolić co najwyżej wąska grupa najbogatszych. Oparcie życia gospodarczego na kredycie, który jest droższy dla uboższych, ma ogromny wpływ na potęgowanie rozwarstwienia ekonomicznego, czego co gorsza nie wykazują oficjalne statystyki, pokazujące głównie nierówności dochodowe.

Niełatwo być ubogim

Kolejnym przykładem może być utrzymanie samochodu. Każdy kierowca musi płacić obowiązkowe ubezpieczenie OC – i bardzo dobrze, to standard krajów cywilizowanych. Niestety, firmy ubezpieczeniowe także kierują się analizą ryzyka. I koszt OC dla samochodów starszych jest wyższy niż dla nowszych. A chyba nie trzeba wskazywać, które grupy dochodowe jakimi zwykle jeżdżą. 

Serwis Ubea przeprowadził w 2015 r. symulację, jak wygląda różnica w składce OC dla volkswagena golfa, zależnie od jego wieku. Różnice były bardzo znaczące. Axa nowy pojazd ubezpieczyłaby za 489 zł rocznie, a 15-letni za 659 zł. W Compensie ubezpieczylibyśmy 10-letni pojazd o 110 zł drożej niż nowy. A w Liberty różnica w składce między 5-latkiem a 15-latkiem wyniosła 114 zł. Tak więc, ubodzy nie tylko muszą ponosić częstsze koszty naprawy swoich starszych pojazdów, ale też opłacać wyższe ubezpieczenia obowiązkowe.

Przykładami tego, jak bieda podwyższa koszty życia, można sypać jak z rękawa. Utrzymanie rachunku bankowego z reguły jest droższe dla osób, które mają co miesiąc niższe wpływy. Oferty dla dobrze zarabiających nie wiążą się zwykle z żadnymi opłatami. Najbardziej podstawowe rachunki osobiste, z których korzystają klienci z niewielką sumą comiesięcznych wpływów, najczęściej mają naliczane opłaty co najmniej za kilka usług – jeśli nie za prowadzenie rachunku, to np. za korzystanie z obcych bankomatów albo za operacje internetowe. Instytucje finansowe mają też dla zamożnych przygotowane atrakcyjniejsze oferty inwestycyjne, które dają znakomite stopy zwrotu z zainwestowanego kapitału. Dla mniej zamożnych są one poza zasięgiem, gdyż nie są w stanie zgromadzić wymaganego wkładu. Nawet jeśli osoba uboga zgromadzi w końcu jakieś oszczędności, będzie mogła je ulokować co najwyżej na dwuprocentowej lokacie, choć czołowe fundusze inwestycyjne dają nawet kilkukrotnie wyższą stopę zwrotu.

Nie tylko w branży finansowo-ubezpieczeniowej mniej zarabiający dostają po głowie. Droższe jest dla nich także codziennie życie. Mniej zarabiający z reguły żyją w gorszych lokalizacjach, co wiąże się albo z wyższymi kosztami dotarcia do pracy (paliwo), albo z dłuższymi dojazdami. A czas to pieniądz – można go przecież wykorzystać choćby na wzięcie dodatkowych zleceń albo fuch. Ubogich nie stać na branie płatnych korepetycji przygotowujących do matury, więc ich pociechy mogą mieć większe problemy z dostaniem się na publiczne uczelnie. Idą więc na studia zaoczne albo do uczelni prywatnych – oba przypadki wiążą się z bardzo dużymi opłatami, których nie ma na publicznych uczelniach, zdominowanych przez dzieci z rodzin z górnych warstw dochodowych. Co więcej, uczelnie te są przecież utrzymywane z podatków, a więc też z danin osób mniej zarabiających, których rodziny dużo rzadziej z nich korzystają. Nie mówię już o tak przyziemnych kwestiach, jak kupowanie tańszego jedzenia gorszej jakości albo niewykupywanie wszystkich przepisanych leków, co wiąże się z wyższymi kosztami utrzymania dobrego zdrowia w przyszłości.

Odwrócona redystrybucja

Poza przykładami dużo wyższych opłat, które muszą ponosić ubożsi Polacy w przeróżnych sytuacjach, istotne są jeszcze mechanizmy odwróconej redystrybucji. Czyli wbudowane w obecny model gospodarczy mechanizmy transferowania środków z kieszeni mniej majętnych do zamożnych. Najważniejszym z nich jest mechanizm kredytu bankowego, który – jak zostało napisane wyżej – jest obecnie podstawą funkcjonowania gospodarki. Tymczasem polega on na tym, że osoby dużo zarabiające lokują swoje nadwyżki w depozytach bankowych. Otrzymują za to odsetki wysokości, powiedzmy, 4 proc., a bank zdobyte w ten sposób środki przeznacza na akcję kredytową. By ten zamożny mógł zarobić owe 4 proc., bank pożycza pieniądze człowiekowi potrzebującemu gotówki na jeszcze wyższy procent, aby zapewnić zysk także sobie. W ten sposób z reguły mniej zamożny kredytobiorca, spłacając z nadwyżką np. samochód niezbędny, by mógł dojechać do pracy, daje zarobić bogatszemu depozytariuszowi.

Kolejnym przykładem jest rynek nieruchomości, które nie od dziś są traktowane jako bardzo atrakcyjna i zyskowna lokata kapitału. Lokata jednak dostępna tylko dla tych, którzy mają wystarczającą ilość środków na ich zakup. Inwestowanie w nieruchomości powoduje wzrost popytu na nie, a przy okazji także wzrost ceny. Korzystają na tym ci, którzy w nieruchomości inwestują, za to tracą ci, którzy mieszkanie traktują nie jako lokatę, ale jako miejsce do życia. Czyli z reguły ludzie młodzi, jeszcze bez majątku, dopiero wchodzący na rynek. Kupują drożejące mieszkania od tych bogatszych, dzięki czemu ci mogą zainwestować w kolejne, co jeszcze napędza cenę lokali. W związku z tym sytuacja następnych obywateli wchodzących na rynek staje się coraz gorsza, za to zyski posiadaczy nieruchomości rosną.

Gospodarkę rynkową stworzyli ludzie

Instytucje gospodarki rynkowej i mechanizmy rynkowe są sztucznymi tworami stworzonymi przez ludzi. Nie jest prawdą, że gospodarka rynkowa jest czymś naturalnym dla człowieka. Kredyty nie rosną na drzewach, a instytucji finansowych nie odkryliśmy w głębinach oceanu. Zostały przez nas stworzone, tak jak państwo i jego instytucje. Nie ma więc żadnych podstaw, by twierdzić, że progresywne podatki oraz państwowa redystrybucja są niesprawiedliwe, ale za to wyższy koszt kredytu dla biednych oraz bańki cenowe na rynku nieruchomości są już jak najbardziej w porządku, gdyż są one wynikiem naturalnych procesów rynkowych.

Nie ma czegoś takiego jak naturalny proces rynkowy – to oksymoron. Rynek by nie powstał, gdyby nie nasze świadome działania tworzące niezbędne dla jego funkcjonowania instytucje, nawet jeśli w większości prywatne. Gospodarka rynkowa ma swoje zalety i wady – oczywiście tych pierwszych więcej – ale nie ma żadnych powodów, by traktować ją jak bożka, któremu nie można wchodzić w paradę, bo zaburzy się jakiś naturalny porządek.

Na całokształt otoczenia gospodarczego składają się stworzone przez ludzi publiczne instytucje państwowe i prywatne instytucje rynkowe i nie ma żadnych podstaw, by twierdzić, że tylko wpływ tych drugich na wynik gry rynkowej jest uzasadniony. Skoro biedni na każdym kroku muszą płacić więcej w wyniku tak, a nie inaczej skonstruowanych instytucji rynkowych, to zamożnym korona z głowy nie spadnie, gdy będą musieli zapłacić nieco więcej z powodu tak, a nie inaczej skonstruowanego podatku.

Piotr Wójcik

Artykuł pochodzi z "Gazety Polskiej Codziennie" i portalu Niezalezna.pl

fot. Piotr Frydecki, CC BY-SA 3.0

Przeczytaj także
Krzysztof Wołodźko: Załamywanie rąk nad „nieoczytanym społeczeństwem”

Czy Polacy i Polki czytają zbyt mało? Niewykluczone. Ale warto pamiętać, że niskie standardy czytelnicze to problem systemowy, to suma wielu głębokich przemian, które dokonały się w ciągu ostatnich kilku dekad. A dość częste protekcjonalne marudzenie i załamywanie rąk nad "nieoczytanym społeczeństwem" to jeszcze jeden element pedagogiki wstydu.

Śledztwo ABW w sprawie kredytów frankowych

Jak podał portal Wgospodarce.pl, od listopada 2016 roku Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego prowadzi, pod nadzorem Prokuratury Regionalnej w Szczecinie, śledztwo dot. "oszustw na szkodę klientów banków przy udzielaniu i realizacji kredytów denominowanych lub indeksowanych do waluty obcej". Sprawa ma dotyczyć 20 banków.

Efekt 500+

Od przyjęcia Rodziny 500+ minął rok, od wypłaty pierwszych świadczeń 10 miesięcy. Wydawać by się mogło, że jest to zbyt krótki okres, by mówić o sukcesie lub porażce programu. Okazuje się jednak, że przez ten czas 500+ wymiernie zmieniło otaczającą nas rzeczywistość - pisze Przemysław Koźmiński w najnowszej "Teologii Politycznej ...

Twarz nowej epoki

Czasy amerykańskiego pokoju się kończą i w roku 2016 Donald Trump nam o tym powiedział. Już nie pytamy czy wojna wybuchnie, ale pytamy gdzie i kiedy. Miejmy nadzieję, że nie u naszych granic - pisze Tomasz Rowiński.

Kaczyński podpieprzył Michnikowi Polskę, a Niezależna podpieprzyła Sierakowskiemu soc-lewicowy sztandar. Une się chyba po tym nie podniosą...

A tak serio - z pewnymi zastrzeżeniami zgadzam się z tym tekstem. Zastrzeżenia są właściwie techniczne - np. rynek powstaje z samego faktu istnienia pieniędzy i dóbr, którymi można handlować. Z tego, że jest to (mimo wszystko) twór naturalny nie wynika jednak, że jest sam z siebie dobry. Jest to bowiem jaskrawy przykład działania natury upadłej. Po grzechu pierworodnym jest niestety możliwe, że natura produkuje mechanizmy samoeskalującego zła i tak właśnie jest z rynkiem pozostawionym całkowicie samemu sobie.

Jakoś nie mogę załapać w którym miejscu biedni płacą na bogatych i dlatego drudzy mają im te pieniądze oddać .. ?
Ja tam nie chcę pieniędzy ani od bogatych ani od biednych.

Żeby móc stwierdzić, że na wyższe odsetki od kapitału zrzucają się odsetki od kredytów bardziej ryzykownych, trzeba by przeprowadzić kalkulację. W teorii wygląda to OK, tzn. nieOK, ale niechby ktoś to ładnie policzył, że bank w wysokiej prowizji i wysokich odsetkach od kredytu szuka zysku dla kapitału bogatych, a nie wlicza tam ryzyka kredytowego biednych.

Nigdy nie byłem na levicovo.pl, lecz wyobrażam sobie, że zamieszcza się tam texty, jakimi od paru lat raczy nas "redakcja" Rebelyi.

Po pierwsze, to nie ma (prawie) w Polsce ludzi ubogich. Mieszkam w biednym mieście (Łodzi) w najbiedniejszej dzielnicy (Śródmieście) w biednej parafii (Św. Krzyża). X. proboszcz wraz z radą parafialną zbierają datki na biednych a przy okazji ogłaszają, że by ktoś znał jakiegoś ubogiego, niech da znać. I nie zgłaszają.
Do tych, co jednak byli zgłoszeni, członkowie rady chodzą na wywiad, czy warto im dać. I biedę z nędzą widzieli u jednej osoby. A i ta miała duże wsparcie od sąsiadów.

Po drugie, państwo zabierając kasię tym mniej zarabiającym, pcha ich ku ubóstwu. Należy pamiętać, że są wśród nich tacy, co nie mają dzieci, i 500+ nie dostaną. Czy oni są gorsi?

Po trzecie parlament nie dba o żadne grupy społeczne a jedynie o gangi i ew. grupy zawodowe.

Po czwarte, słusznie Autor zauważa, że "część wypracowanych przez nich środków w wyniku redystrybucji będzie trafiać do „mniej zaradnych". Dodam, że bardzo drobna część. Stawiam, że mniej, niż 1%. Bo gros pójdzie do kieszeni urzędasów a reszta do tych "bardziej zaradnych", którzy widząc darmową kasię potrafią się koło niej zakręcić.

Po piąte:
"A przykłady odwróconej redystrybucji, w której środki płyną wartkim strumieniem w odwrotnym kierunku – od ubogich do majętnych – można mnożyć. I nikt jakoś specjalnie się na nie nie oburza."
Notto mnóżmy. Chyba, że uznamy klasę urzędniczą za majętnych, to faktycznie strumień jest wartki a i (rzadka rzecz) szeroki.

Po szóste, kredyty to zuo. Jeśli komuś jest trudniej go wziąć, tym dla niego lepiej. A mieszkać można w wielopokoleniowych rodzinach. Ja mieszkałem za młodu w 6 osób a moja Żona w 9. I jakoś nic się nam nie stało, czasy te mile wspominamy. A nasze Rodziny nie zaliczały same siebie do "ubogich".

Po siódme, ubezpieczenie OC wzrosło w ostatnim czasie dwukrotnie, bo ustawodawca nakazał ubezpieczycielom przystąpić do jakiejś wzajemnej reasekuracji. Tak to ustawodawca dba o "ubogich".

Po ósme, jednak bogatsi dojeżdżają dalej, bo mają działki na przedmieściach.

Po dziewiąte, gdzie Autor widział lokatę 4%?

Kotoshu OK
Dodam jeszcze, że to co autor skrytykował jako 'odwróconą redystrybucję', jest niczym innym jak szczególnym przypadkiem akumulacji majątku, rzeczy pożytecznej. I jeżeli komuś coś uświadamiać, to biednym by unikali kredytu, zwłaszcza krótkoterminowego, a jak mogą to by coś odłożyli raczej. A nie wmawiać zamożnym, że akumulacja jako taka jest w jakikolwiek sposób niesprawiedliwa.
Zwłaszcza w Polsce, która od paru dekad cierpi na niedobór oszczędzania i akumulacji majątku.

Weź, człowieku, otrzeźwiej.
"Zamożny" w Polsce najczęściej ma we łbie "dżunglę wolnorynkową" jako naczelną zasadę porządkującą relacje ekonomiczne. I o to tu chodzi - żeby widzieć dalej niż czubek własnego nosa.
Poza tym, z chrześcijańskiego, a zwłaszcza katolickiego punktu widzenia, istnieje rodzaj akumulacji niesprawiedliwej.

A gdyby wszyscy pisowcy wyjechali do Szwecji? Po prostu.

Napisał/a: Executor akumulacji majątku, rzeczy pożytecznej

akumulacja majątku jest dobra dla majątku, ale czy dla człowieka?

Napisał/a: Filioquist

akumulacja majątku jest dobra dla majątku, ale czy dla człowieka?

Dla Ojczyzny jest dobra.

Napisał/a: Kotoōshū Katsunori Po dziewiąte, gdzie Autor widział lokatę 4%?

Zdarzają się takie, powitalne dla nowych klientów. Krótkoterminowe i z niskim limitem. Teraz są takie w Nest Banku, Aliorze i Idea Banku. 4%, 2-3 miesiące, max 10tysi. Niemniej można skorzystać z tego raz, dla istniejących klientów to jakoś tak w okolicach 2 procent się to buja.

Napisał/a: Radarovsky

Napisał/a: Filioquist

akumulacja majątku jest dobra dla majątku, ale czy dla człowieka?

Dla Ojczyzny jest dobra.

zła dla człowieka a dobra dla Ojczyzny?

Napisał/a: Executor Zwłaszcza w Polsce, która od paru dekad cierpi na niedobór oszczędzania i akumulacji majątku.

gdyby te procesy zachodziły u nas nieprzerywane wojną i komuną to bylibyśmy czwartą Japonią i mielibyśmy kolonie na Księżycu?

Napisał/a: Kotoōshū Katsunori Czy oni są gorsi?

dobre pytanie, bardzo dobre pytanie

Napisał/a: Kotoōshū Katsunori "A przykłady odwróconej redystrybucji, w której środki płyną wartkim strumieniem w odwrotnym kierunku – od ubogich do majętnych – można mnożyć. I nikt jakoś specjalnie się na nie nie oburza."
Notto mnóżmy. Chyba, że uznamy klasę urzędniczą za majętnych, to faktycznie strumień jest wartki a i (rzadka rzecz) szeroki.

wystarczy popatrzeć, na co podatki idą
Napisał/a: Kotoōshū Katsunori mieszkać można w wielopokoleniowych rodzinach

w mieszkaniu+

"Jurty można z powodzeniem łączyć i rozbudowywać. W jednej z jurt można urządzić sobie sypialnie, w kolejnych kuchnie i kryty basen. Tylko od naszej wyobraźni zależy do czego będzie służyć jurta. Konfigurację jurty możemy dostosować do Państwa budżetu."

ceny jurt całorocznych z wygodami to ok. 1000/m2 brutto

jurta+

Nie chcąc za nic zredukować do absurdu, przedstawię kilka wersji:

Ubogich nie stać na własne mieszkania, tak, jak lepiej sytuowanych. Muszą mieszkać w rodzinach wielopokoleniowych. Dlatego trzeba zabrać tym ostatnim (większość zachować dla siebie) i dać tym ubogim, żeby sobie kupili mieszkanie.

Ubogich nie stać na własne mieszkania z tyloma pokojami, wiele mają lepiej sytuowani. Albo muszą spać w salonie, albo dzieci spać z rodzicami w jednym pokoju. Dlatego trzeba zabrać lepiej sytuowanym (większość zachować dla siebie) i dać tym ubogim, żeby sobie kupili mieszkanie z większą liczbą izb.

Ubogich nie stać na własne domy, jakie posiadają lepiej sytuowani. Muszą znosić hałasy zza ściany. Niewyspanym gorzej idzie w pracy, a wiadomo - mają więcej do stracenia, niż zamożni. Dlatego trzeba zabrać lepiej sytuowanym (większość zachować dla siebie) i dać tym ubogim, żeby sobie kupili domy i nie musieli się wstydzić, że mają tylko mieszkania.

1. Która z tych wersji jest Wam najbliższa?
2. Czy ona jest zależna od aktualnego poziomu zamożności społeczeństwa i nie ma nic wspólnego z etyką, czy też jest po prostu uniwersalnie sprawiedliwa?

Ciekawe, jak spryciarze zorganizują sobie 500+? Jednak do tego świadczenia trzeba mieć dzieci.

Znajoma, która pracuje w domu dziecka, kiedyś mówiła mi, że zaradni rodzice (jest ich b. wielu) odwiedzają dzieci w dniu wypłaty kieszonkowego. Dzieci tak bardzo kochają rodziców, że oddają im pieniądze.
A po wprowadzeniu 500+ wiele osób stwierdziło, że jednak będzie się dziećmi opiekować i zabrali dzieci z domu dziecka.

I można by powiedzieć, że nie ma tego złego, bo większość tych pieniędzy wróci do państwa w postaci akcyzy, gdyby nie fakt, że są jeszcze lokale, gdzie można kupić taniej.

Napisał/a: Kotoōshū Katsunori Ubogich nie stać na własne mieszkania, tak, jak lepiej sytuowanych. Muszą mieszkać w rodzinach wielopokoleniowych. Dlatego trzeba

wszyscy powinni mieszkać w rodzinach wielopokoleniowych

nie mówię, że w jednej jurcie, ale np. w sąsiadujących

Napisał/a: Kotoōshū Katsunori zabrali dzieci z domu dziecka.

a w rodzinie wielopokoleniowej można zabrać babci rentę albo dziadkowi emeryturę

Napisał/a: Filioquist a w rodzinie wielopokoleniowej można zabrać babci rentę albo dziadkowi emeryturę

Wszystko można, ale nie wszystko przynosi korzyść (-;

Ale nie odpowiedział Kolega na mój test (-:

Napisał/a: Kotoōshū Katsunori Wszystko można, ale nie wszystko przynosi korzyść

zabranie to jest korzystne samo w sobie, korzyść tę może zniweczyć jedynie niekorzystne wydanie

Napisał/a: Kotoōshū Katsunori Ale nie odpowiedział Kolega na mój test

żadna z tych wersji nie jest mi bliska

mieszkanie ubogich w rodzinach wielopokoleniowych jest bardzo korzystne i dla ubogich i dla zamożnych, dla wszystkich

spanie dzieci z rodzicami w jednym pokoju - też bardzo wiele korzyści, chyba że ktoś chrapie lub głośno mówi przez sen a ktoś inny ma płytki sen

tak, najgorzej z tym hałasami - każdy członek rodziny powinien mięć własną jurtę, z tej perspektywy

ale i tak ubodzy żyjący w środowisku i warunkach sprzyjających integralnemu rozwojowi osoby ludzkiej mają dużo lepiej od zamożnych żyjących w warunkach indukujących społeczną atomizację i alienację i przez to prędzej czy później ciągnących na lekach na głowę w całym tym swoim nieszczęściu

pieniądze szczęścia nie dają

a przecież państwo powinno uszczęśliwiać ludzi

dlatego powinno zabierać zamożnym większość, następnie zachowywać ją w całości dla siebie i przeznaczać na kulturę i sztukę żyjącą tradycyjnymi wartościami oraz na promowanie integralnego rozwoju osoby ludzkiej

i to jest wersja, którą popieram

He, he powyższa wymiana postów Kólegów przypomła mi przepierki Kól. Squnksa z Anzelmem (ukłony dla obu)...
Oczywiście nie formą.

Ale z tymi wielopokoleniowymi rodzinami to Was Bóg opuścił, albo trollujecie.

Pojedźcie na polską prowincję i obejrzyjcie sobie wielkie domy, które ludzie z pokolenia moich rodziców (50-60 lat) wznosili wielkim nakładem sił i środków, żeby pomiescić w nich swoje dzieci i ich rodziny - domy te stoją najczęściej puste i nie ma ich komu sprzedać, bo na prowincji nie ma pracy, więc dzieci wylądowały albo w dużych miastach, albo za granicą.

Nie wspominam już o mocnym potencjale konfliktowym, wiążącym się z sytuacją, gdzie ludzie diametralnie się od siebie różniący są zmuszeni mieszkać na małej przestrzeni. Teściowa zaglądająca synowej do garnków lub piorąca synusiowi skarpety, teść, który pali szlugi w pokoju, bo nie chce mu się wyjść na balkon - ogólnie jest tego od cholery i nawet na naukach przedmałżeńskich księża, którzy przecież naoglądali się małżeństw w kryzysie, akcentują potrzebę przecięcia pępowiny i pójścia na swoje.

Jak ułatwić młodym pójście na swoje (nie musi to być "swoje" w sensie własności!)? Mechanizmy w rodzaju kontroli czynszów okazały się raczej nieskuteczne, ale programy budowy mieszkań komunalnych okazały się w wielu miejscach udane. Dobry przykład to Wiedeń, ale i w przedwojennej Polsce podejmowano pewne wysiłki w tym kierunku.

https://www.huduser.gov/portal/pdredge/pdr_edge_featd_article_011314.html

http://weekend.gazeta.pl/weekend/1,152121,17395332,Osiedle_TOR_na_warszawskim_Kole___eksperymentem_taniego_.html
PS. O tym, że pieniądze szczęścia nie dają, najczęściej piszą hipokryci, którzy nie narzekają na ich brak.

Napisał/a: Song Jiang już o mocnym potencjale konfliktowym, wiążącym się z sytuacją, gdzie ludzie diametralnie się od siebie różniący są zmuszeni mieszkać na małej przestrzeni

Kólega uważa, bo to dotyczy nie tylko rodzin wielopokoleniowych. Jednopokoleniowych tyż, a czasem nawet intensywniej, rzekłbym.

Napisał/a: BrunonBonifacy He, he powyższa wymiana postów Kólegów przypomła mi przepierki Kól. Squnksa z Anzelmem (ukłony dla obu)...
Oczywiście nie formą.

Historia powtarza się jako farça

Napisał/a: Filioquist akumulacja majątku jest dobra dla majątku, ale czy dla człowieka?

Akumulacja majątku =/= mamonizm. Z tego samego powodu, dla którego jedzenie z apetytem =/= obżarstwo.
Napisał/a: Filioquist gdyby te procesy zachodziły u nas nieprzerywane wojną i komuną to bylibyśmy czwartą Japonią i mielibyśmy kolonie na Księżycu?

Aż tak nie, ale bylibyśmy co najmniej tak samo zamożni jak Czesi, już bogatsi od Portugalczyków.
Napisał/a: Filioquist ale i tak ubodzy żyjący w środowisku i warunkach sprzyjających integralnemu rozwojowi osoby ludzkiej mają dużo lepiej od zamożnych żyjących w warunkach indukujących społeczną atomizację i alienację i przez to prędzej czy później ciągnących na lekach na głowę w całym tym swoim nieszczęściu

Paczpan, nie wiedziałem że żulikowie co walą %-towy lek na głowę litrami to zakamuflowani krezusi naszej ojczyzny.
Podobnie wszyscy trzeźwi i nieciągnący na lekach bogacze zapewne też udają tylko i są zakamuflowanymi nędzarzami.
No i alienacja wynika wprost z technologii, w zaawansowanej technologii i bogaci i biedni są wyalienowani. Zaawansowana technicznie komuna też będzie wyalienowana.

Napisał/a: Song JiangNie wspominam już o mocnym potencjale konfliktowym, wiążącym się z sytuacją, gdzie ludzie diametralnie się od siebie różniący są zmuszeni mieszkać na małej przestrzeni.

Normalnie niewiarygodne, jakim cudem luckość dociągnęła do dziś, musząc przez eony żyć wielopokoleniowo, a wręcz z sąsiadami i/lub kuzynami. A tu bęc nagle osobne mieszkanie 'prawem człowieka'. Obśmiać się można :).
Napisał/a: Song Jiangale programy budowy mieszkań komunalnych okazały się w wielu miejscach udane.

To racja, dlatego dobrze zrobione m+ uznam za jeden z niewielu wartościowych pomysłów PiS. Choć już są sygnały, że będzie źle zrobione (mało m+ w wielkich miastach a dużo na prowincji oraz śmiesznie tani wykup na własność, de facto uwłaszczenie na koszt państwa).

Napisał/a: Executor Akumulacja majątku =/= mamonizm. Z tego samego powodu, dla którego jedzenie z apetytem =/= obżarstwo

ale bliska okazja, zatem roztropnie unikać/zapobiegać

Napisał/a: Executor bylibyśmy co najmniej tak samo zamożni jak Czesi, już bogatsi od Portugalczyków.

bylibyśmy szczęśliwi i zadowoleni niczym Czesi lub Portugalczycy? ;-)

a nasza Ojczyzna równie dobrze rządzona? ;-D

Napisał/a: Executor wszyscy trzeźwi i nieciągnący na lekach bogacze zapewne też udają tylko i są zakamuflowanymi nędzarzami.

Kulega nie zna za wielu "bogaczy"?

Napisał/a: Executor No i alienacja wynika wprost z technologii, w zaawansowanej technologii i bogaci i biedni są wyalienowani. Zaawansowana technicznie komuna też będzie wyalienowana.

a w czyim życiu jest zwykle więcej tej technologii?

Napisał/a: Kotoōshū Katsunori

Napisał/a: BrunonBonifacy He, he powyższa wymiana postów Kólegów przypomła mi przepierki Kól. Squnksa z Anzelmem (ukłony dla obu)...
Oczywiście nie formą.

Historia powtarza się jako farça

a ja nie mam tych skojarzeń, wchodziłem w wymiany i z jednym i z drugim i do obu jednako mi daleko/blisko

Napisał/a: Filioquist ale bliska okazja, zatem roztropnie unikać/zapobiegać

No to trzeba co najmniej do średniowiecza się cofnąć, obecnie i biedota ma aż nadto okazyj do mamonizmu. I obżarstwa też, swoją drogą.
Napisał/a: Filioquist bylibyśmy szczęśliwi i zadowoleni niczym Czesi lub Portugalczycy? ;-)

a nasza Ojczyzna równie dobrze rządzona? ;-D


Tegom nie powiedział, że równie szczęśliwi. Istnieje opinia, że Polak nie umie być szczęśliwy :P. Co do rządów, to Portugalczycy są od epoki Salazara rządzeni gorzej od nas. M.in. dlatego w zamożności wyprzedzili ich Słoweńcy, Estończycy i Czesi ;).
Napisał/a: Filioquist Kulega nie zna za wielu "bogaczy"?

Wielu nie. Z tych co znam, to nie odbiegają in minus od biedoty z patologią, a nawet powiedziałbym, że in plus. Z drugiej strony znam sporo niezamożnych ludzi i byłbym bardzo, bardzo ostrożny ze stawianiem ich za wzorzec przeciw zamożnym.
Jeśli Kolega zna wielu z racji zawodu prawnika, to polecam wziąć na ten swój zawód poprawkę.
Napisał/a: Filioquist a w czyim życiu jest zwykle więcej tej technologii?

Obecnie nawet u biedoty jest bardzo dużo technologii, i w pracy i w domu, więc znaczenie marginalne. Z autopsji bliskich znajomych wiem, jak alienująca jest praca jako technik na kopalni. Płatna kiepsko na dokładkę. Sztygar przynajmniej zarobi na lepszą wódkę ;).

Napisał/a: Executor Normalnie niewiarygodne, jakim cudem luckość dociągnęła do dziś, musząc przez eony żyć wielopokoleniowo, a wręcz z sąsiadami i/lub kuzynami. A tu bęc nagle osobne mieszkanie 'prawem człowieka'. Obśmiać się można :).

To jeszcze niech sobie Kolega poheheszkuje o tym z JHWH, osobliwie nad Mt 19,5.

Napisał/a: Filioquist

Napisał/a: Kotoōshū Katsunori

Napisał/a: BrunonBonifacy He, he powyższa wymiana postów Kólegów przypomła mi przepierki Kól. Squnksa z Anzelmem (ukłony dla obu)...
Oczywiście nie formą.

Historia powtarza się jako farça

a ja nie mam tych skojarzeń, wchodziłem w wymiany i z jednym i z drugim i do obu jednako mi daleko/blisko

Ach, żeby Kóledzy mojej lajkoniczności nie zrozumieli jako zarzutu jakiegoś, czy cóś w tę desę-
to tylko refluksja kibica, o nastroju jaki wyło... włowy... budzi! lektura.

Napisał/a: Executor patologią

a co to jest?

bo dla niektórych w niektórych państwach, osobliwie tych, w których błogosławione procesy akumulacji są zaawansowane, patologia to rodzina z trojgiem dzieci

Copyright © 2011 Rebelya.pl Wszelkie prawa zastrzeżone.