Polska tradycyjna rodzina. Czyli jaka?

02.12.2016

Zafrapowało mnie swego czasu pytania: co znaczy termin „tradycyjna polska rodzina”? Jak go rozumieć? I co najważniejsze – jakie to ma konsekwencje? Szczególnie, że jest to hasło do którego różne środowiska bardzo lubią się odwoływać.

Problematyczność wynika z samego odwołania do tradycyjności. Z jednej strony rozumie się ją jako pewne wyobrażenie tradycji (zbiór zasad postępowania), z drugiej jednak tradycją jest to, co przez wieki było obecne i kształtowało całe pokolenia. Zabawny efekt daje próba zestawienia obu modeli.

„Polska tradycyjna rodzina”

Gdy słyszy się hasło „polska tradycyjna rodzina” przed oczami pojawiają się obrazy typowo religijne – wielodzietna gromadka pod przewodnictwem ojca. Złośliwi mogą dopowiedzieć, że kojarzy im się ona z hasłem „normalna rodzina – chłopak i dziewczyna”.

Mówiąc w największym skrócie, tym co określa się mianem tradycyjnej polskiej rodziny, jest ojciec, pracujący ale obecny przy wychowaniu dzieci (dający wzorzec), matka o ściśle określonej roli, która najczęściej (chociaż nie zawsze) powinna sprawować opiekę nad dziećmi i być raczej spokojna i skupiona na sprawach domowych, oraz liczne potomstwo. Do tego najlepiej, aby wszyscy żyli wedle zasad kościelnych i w żadnym wypadku nie wpadali w nałogi czy namiętności. Pytanie brzmi: ile w tym polskiej tradycji?

Polska tradycyjna rodzina patchworkowa?

Opisany powyżej model tradycyjnej rodziny więcej ma w sobie z niemieckiego mieszczaństwa oraz niezawodnego hasła „Kinder, Küche, Kirche” niż z polskiej tradycji. Niezbyt trudno to wykazać.

Za punkt odniesienia dla polskiej tradycji zwyczajowo przyjmuje się polską szlachtę. Można wskazywać, że grupa ta nie była najliczniejsza, ale w największym stopniu kulturotwórcza. Polska forma wykuła się nie w krytych słomą chatach chłopskich czy w mieszczańskich kamienicach, ale we dworkach. Stąd, kiedy mówimy o polskiej tradycji, powinniśmy mówić o przykładach jakie dawała szlachta. A wiadomo (jak tego chcą niektórzy), że najbardziej polskie z polskich ziem są Kresy.

A Kresy to miejsce niebezpieczne. Łatwo tam o śmierć i wojenną sprawę. Warto zastanowić się więc kim jest w takich okolicznościach ojciec-Polak? Otóż po pierwsze, od czasów sarmackich aż po wiek XIX, jest obywatelem, a z tego wynika, że i żołnierzem. Rzadko bywa w domu, bo to przecież sejmik, sejm, konfederacja, wojna, rokosz, powstanie, sąd czy zesłanie. Jego zaangażowanie w sprawy większe zabierało go z domowych pieleszy, zwyczajowo pogardliwie traktowanych jako prywata. Od tej prywaty odciągały go sprawy, za które wielokrotnie przypłacał wysoką ceną. Bo przecież cała jego działalność groziła śmiercią bądź kalectwem. Szczególnie na Kresach, gdzie mało który mężczyzna umierał we własnym łóżku (chyba, że akurat ktoś dwór zaatakował). Stosunkowo częste były więc wdowy po kilku mężach, a przecież z większością z nich miały one dzieci. Przybrane rodzeństwa nie były zatem niczym niezwykłym, stosunkowo częste było wychowywanie się razem dzieci z kilku małżeństw. Przecież nawet królowa Marysieńka była wdową po Zamoyskim, zanim wyszła za Sobieskiego.

Specyfika kultury szlacheckiej i specyficzna w niej rola mężczyzny wymuszała inną pozycje kobiet. Nie były one jak to miało miejsce wśród mieszczan ozdobą, ale dosyć często podczas nieobecności mężczyzn przyjmowały na siebie ich obowiązki. To one musiały dbać o gospodarstwo, wychowywały dzieci, a w razie potrzeby broniły dworu przed najazdem. Matka-Polka w rozumieniu zgodnym z tradycją, a nie wyobrażeniem o niej, była zaradna i niezależna, szczególnie na rubieżach Rzeczypospolitej. Można by wręcz powiedzieć, że jest w niej wiele miejsca na gender, rozumiany jako brak ustalonych ról i płynność przechodzenia między nimi.

Stąd brała się szczególna aktywność kobiet w polskiej historii – udział w powstaniach i zaangażowanie się w działalność polityczną. Nie przypadkiem kiedy Polska odzyskała niepodległość, od razu prawa wyborcze zyskały kobiety – była to logiczna konsekwencja ich zaangażowanie w życie kraju. Matka-Polka nie tylko rodziła dzieci, ale i agitowała, przewoziła bibułę a w razie potrzeby walczyła o wolność.

Taki obraz polskiej rodziny odbiega od tego co wskazuje się jako tradycyjną. Ojciec-Polak jest nieobecny, Matka-Polka jest zaradna i bardzo często zmuszona przejmować męskie rola, a w domu często przebywają dzieci z różnych małżeństw. Polska tradycyjna rodzina ma niewiele wspólnego ze sztywnymi ramami mieszczaństwa. Jeżeli na serio chcemy przyjmować ten model musimy liczyć się z pewnymi konsekwencjami, jakim jest co by to wiele mówić szczególna rola kobiet, które nie są li tylko cichymi panami domu.

Paweł Rzewuski

Tekst pochodzi z portalu Histmag.org

Na zdjęciu: Sabina ze Śniechowskich Grabska ze swoimi dziećmi i ich korepetytorem, Kalisz, ok. 1901 roku (domena publiczna).

Przeczytaj także
"Prus nie był ślepym imitatorem wszystkiego, co przychodziło z Zachodu:. Rozmowa z dr Łukaszem Jasiną

- Bolesław Prus poucza nas, że jeśli chcemy budować nowoczesne społeczeństwo, musimy być bardzo krytyczni wobec tego, co się w tym społeczeństwie dzieje - uważać na problemy społeczne, nierówności i błędy, które należy wytykać, a nie ignorować, jak to się czasami robi, gdy dąży się do słusznej sprawy - mówi ...

Barbara Szewczyk: Czy emancypacja kobiet jest już zakończona?

Nagroda Nobla i osiągnięcie orgazmu mają wiele wspólnego. Filmy "Maria Skłodowska-Curie" i "Sztuka kochania. Historia Michaliny Wisłockiej" prowokują pytanie o to, czy emancypacja kobiet jest już zakończona

Kresy Lecha Kaczyńskiego

Minęła siódma rocznica tragicznej śmierci Lecha Kaczyńskiego - męża stanu, w czasie prezydentury którego Polska, nie rezygnując ze swoich partykularnych interesów, wypracowała najlepsze w najnowszej historii stosunki z Litwą i Ukrainą, jednocześnie zaś dokonała wiele dla zadośćuczynienia Polakom mieszkającym na Kresach, w tym - tych najdalszych - pisze Dominik Szczęsny ...

Wojciech Stanisławski: Nieśmiertelność

Ludzie postępu wiążą dziś nadzieje na życie wieczne nie tyle z Judeą, co z Kalifornią.

Jest jeszcze model wiejski, czyli ojciec i matka równo zasuwają w polu, matka dodatkowo w domu. Dzieci maleńkie pod opieką babci/prababci. Większe pasają gęsi i krowy.
No i model miejski, chyba najbliższy przywoływanemu stereotypowi - ojciec zasuwa w fabryce, matka w domu z dziećmi.

"Za punkt odniesienia dla polskiej tradycji zwyczajowo przyjmuje się polską szlachtę."

Andrzej Leder w "Prześnionej Rewolucji" doszedł do wniosku - wobec obecnej w Polsce przewagi chłopskiego dziedzictwa - iż "matka Polka" kojarzy się raczej z chłopką. Podporządkowaną mężowi , który często ulegał nałogom , bił i wykorzystywał a Ona tkwiła pokornie chroniąc dzieci i też dlatego ,że nie miała innego wyjścia. Może warto zajrzeć do "Chłopów" Reymonta?:)

Nie twierdzę ,że zgadzam się z panem Lederem , nie mogę też zgodzić się z Panem.

Zgadzam się z tym, że "trzy K" to wynalazek pruski. Ten jest obcy polskiej szlacheckiej tradycji na pewno.Szlachta to było kilkanaście procent ludności. W Polsce byli też inni.

Temat bardzo ciekawy.
Czy można mówić o "polskiej , tradycyjnej rodzinie" w odróżnieniu od innych rodzin "tradycyjnych"?

Temat ciekawy, ale tekst - pardon - bardzo słaby. Może jako zajawka do dyskusji na forum... Ale też chyba nie.

Ex definitione: pomijając pole minowe widniejące za terminem "polska", trza by się zmierzyć z hasłem "tradycyjna" - co to znaczy? Czy samo odniesienie do historii (rozumianej jako przeszłe fakty) jest wystarczające? Liczy się raczej to, co z historii przenosimy na współczesność i przyszłość.

Nawet jednak skupiając się na tle historycznym - tekścik jest żaden. Nie tylko kresy, nie tylko szlachta, co innego wiek XIX (kluczowy w kształtowaniu wzorców "tradycyjnych" jak np. rytuały i zwyczaje świąteczne), co innego XX, co innego XVII. Inna była rodzina Korfantego, inna Piłsudskiego, inna Witosa, a każda poniekąd "tradycyjna".

Oczywiście jednak, przenoszone do nas wraz z feministyczno-lewicowymi kalkami zachodnie stereotypy o rodzinie nie są adekwatne do polskiej historii, tradycji i teraźniejszości.
I to jest problem realny. Warto debatę o rodzinie odfałszować.

Gdy owdowiałe szlachcianki w Rzeczpospolitej Narodów swobodnie i samodzielnie dysponowały majątkami odziedziczonymi po mężach, we Francji było to nie do pomyślenia. Gdy niepodległa II RP kształtowała swój ustrój, od zarania dała pełnię praw obywatelskich kobietom - w USA trzeba było czekać do 1920, we Francji do końca II wojny. Gdy na zindustrializowanym zachodzie trzeba było wielkiej wojny, by kobiety posłać do fabryk, w rolniczej i w znacznej mierze niekomercyjnej Polsce ciężka praca kobiet była oczywistą codziennością, a nieobecność mężczyzn (na wojnie, na sybirze, na emigracji, w partyzantce, w więzieniu i w mogile; wreszcie pijanych) zmuszała do przedsiębiorczości, prowadzenia interesów i do zatrudnienia.

Wreszcie: spustoszenie II Wojny, a potem 40 lat komuny z masowym zatrudnieniem kobiet i uprzemysłowieniem opieki wychowawczo-edukacyjnej (przynajmniej w dużych miastach), ale i z niebywałym przemieszaniem ludności, doprowadziło do sytuacji społecznej zupełnie innej niż w społeczeństwach zachodnich.

Tradycyjna polska rodzina ma wujka w Ameryce, krewnych we Wrocławiu i w Białymstoku, 1 listopada przejeżdża kraj wzdłuż i wszerz by postawić znicze na grobach krewnych (choć nie dotrze ani na Rossę, ani do Katynia, ani do Sachsenhausen), na święta je potrawy z zachodu i wschodu. My mamy własne, wewnątrzpolskie tradycyjne multikulti.

Z tego punktu widzenia można w ogóle postawić znak zapytania nad "tradycyjną" rodziną. Jeśli jest to taka, w której wnuki żyją w domu dziadków, kontynuując ich wzorce i role społeczne, to w Polsce takich w zasadzie nie ma. Tam, gdzie nawet ostały się takie domy - zmienił się całkowicie świat wokół nich i to kilka razy w czasie życia jednego - dwóch pokoleń. U nas "tradycja" jest jakąś kruchą relikwią, przekazywaną w szczątkach z innego świata, lub wręcz odtwarzaną sztucznie jak warszawska Starówka po wojnie.

Napisał/a: Gorlias Fitzgorgon

Jest jeszcze model wiejski, czyli ojciec i matka równo zasuwają w polu, matka dodatkowo w domu. Dzieci maleńkie pod opieką babci/prababci. Większe pasają gęsi i krowy.
No i model miejski, chyba najbliższy przywoływanemu stereotypowi - ojciec zasuwa w fabryce, matka w domu z dziećmi.

Ototo bardzo często pomijany.

Doszedłem do wniosku że powinienem pomyśleć jedno to CO ale drugie i koniecznie JAK robią Polacy?
CO i JAK to jest po Polsku?

Napisał/a: Gaspares Radarovsky wrote :

https://youtu.be/yDIcmNZOlk0

https://youtu.be/Oy0s3PEKAjY

>

Ależ defetyzm siejecie... To jeszcze proszę:

https://www.youtube.com/watch?v=-tHRFe0aUig

to parodia, ale...? „Jestem kobietą szczęśliwą. Rano wstaje razem z moim mężem i gdy on goli się w łazience, przygotowuje mu pożywne kanapki do pracy. Potem, gdy całuje mnie w czoło i wychodzi, budzę naszą piątkę dzieciaczków, jedno po drugim, robię im zdrowe śniadanie i głaszcząc po główkach żegnam w progu, gdy idą do szkoły. Zaczynam sprzątanie. Odkurzam, podlewam kwiatki, nucąc wesołe piosenki. Piorę skarpetki i gatki mojego męża w najlepszym proszku, na który stać nas dzięki pracy mojego męża, i rozwieszam je na sznurku na balkonie. W międzyczasie dzwoni często mamusia mojego męża i pyta o zdrowie swojego dziubdziusia. Teściowa jest kobietą pobożną i katoliczką, znalazłyśmy więc wspólny punkt widzenia. Po miłej rozmowie, jeśli już skończyłam pranie i sprzątanie, które dają mi tyle radości i poczucie spełnienia się w obowiązkach, idę do kuchni i przygotowuję smaczny obiad dla naszego pracującego męża i ojca, który jest podporą naszej rodziny, i dla naszych pięciu pociech. Kiedy już garnki wesoło pyrkoczą na gazie, a mieszkanie jest czyste, pozwalam sobie na chwilę relaksu przy płycie z Ojcem Świętym i robię na drutach sweterek i śpioszki dla naszej szóstej pociechy, która jest już w drodze, a którą Pan Bóg pobłogosławił nas mimo przestrzeganego kalendarzyka, co jest jawnym znakiem Jego woli. Nie włączam telewizji, ponieważ płynący z niej jad i bezeceństwo mogłyby zatruć wspaniałą atmosferę naszej katolickiej rodziny. Czasami haftuję, tak, jak nauczyłam się z kolorowego pisma dla katolickich pań domu, albowiem kobieta nie umiejąca haftować nie może się w pełni spełnić życiowo. Kiedy moje dzieci wracają ze szkoły radośnie świergocząc, wysłuchuję z uśmiechem, czego dziś nauczyły się w szkole. Opowiadają mi o lekcjach przygotowania do życia w rodzinie, których udziela im bardzo miła pani z przykościelnego kółka różańcowego. Córeczki proszą, abym nauczyła je szyć, ponieważ chcą być prawdziwymi kobietami, nie zaś wynaturzonymi grzesznicami z okładek magazynów, chłopcy natomiast szepczą na ucho, że na pewno nigdy nie popełnią tego strasznego grzechu, który polega na dotykaniu samych siebie, ani nie będą oglądać zdjęć podsuniętych przez samego Szatana. Karcę ich lekko za wspominanie o rzeczach obrzydliwych, lecz jestem szczęśliwa, że wczesne ostrzeżenie uchroni moich dzielnych chłopców przed zboczeniem i abominacją. Mój mąż wraca z pracy po południu. Witamy go wszyscy w progu, po czym myje on ręce i zasiada do posiłku, a ja podsuwam mu najlepsze kąski, aby zachował siły do pracy. Potem mój mąż włącza telewizor i zasiada przed nim w poszukiwaniu relaksu, a ja zmywam talerze i garnki i zabieram jego skarpetki do cerowania, słuchając z uśmiechem odgłosów meczu sportowego w telewizji. Wieczorem kąpie nasze pociechy i kładę je spać. Kiedy wykąpiemy się wszyscy, mój mąż szybko spełnia obowiązek małżeński, ja zaś przeczekuje to w milczeniu, ze spokojem i godnością prawdziwej katoliczki, modląc się w myśli o zbawienie tych nieszczęsnych istot, które urodziły się kobietami, ale którym lubieżność Szatana rzuciła się na mózg i które w obowiązku szukają wstrętnych i grzesznych przyjemności. Zasypiam po długiej modlitwie i tak mija kolejny szczęśliwy dzień mojego życia."

„Jestem kobietą świadomą. Gdy mój partner się ocknie i w kiblu oliwi brodę, ja cieszę się wolnym wyrem. Mruknie cześć i wychodzi a ja odpalam fejsa polajkować znajomym. Potem czytam o zdrowym jedzeniu. Nie sprzątam, nie moja kolej. Nucąc smutne piosenki dojadam wczorajszą pizzę posypaną kiełkami. Z obrzydliwością wrzucam łachy do pralki i sypię proszek, na który stać nas dzięki mojej matce. W międzyczasie dzwoni jego stara i pyta o zdrowie. Jest pojeb..ą katoliczką, więc nic nas nie łączy. Nawet nie udaję miłej. Nienawidzę domowych obowiązków, wlekę się do kuchni i wyciągam mrożonkę na obiad dla partnera, który, co tu ukrywać, słabo zarabia ... bo tyle dali Rydzykowi. Fart że nie mamy bachorów. Kiedy już smród z mikrofali rozejdzie się po chacie, jaki tu syf, należy mi się relaks przy płycie o jodze. Wysyłam smsa z potwierdzeniem że przyjdę na umówiony zabieg. Wpadliśmy mimo piguł, co jest jawnym znakiem że Boga nie ma. Włączam TVN, ponieważ płynąca z niej dobroć i wiedza uczą mnie jak tworzyć nowoczesną atmosferę naszego związku. Robię oczy pod selfie, tak, jak nauczyłam się z kolorowego pisma dla kobiet wyzwolonych, albowiem kobieta nie umiejąca zrobić selfie nie może się w pełni spełnić życiowo. Kiedy gnoje sąsiadki wracają ze szkoły chichocząc głupkowato słucham z pobłażaniem, czego dziś nauczyły się w szkole. Brzęczą jej o lekcjach przygotowania do życia w rodzinie, których udziela im bardzo miła pani z przykościelnego kółka różańcowego. Taaa .. hue, hue, taka cnotkaniewydymka. Córki proszą ją, aby nauczyła je szyć, ponieważ chcą być jak mama a nie jak te narkomanki i anorektyczki z okładek /moich ulubionych magazynów/. Nie mogę tego słuchać. Powinno się takim ludziom odbierać dzieci. Matki powinny uczyć małych chłopców masturbacji pokazując im zdjęcia na necie. Zresztą, lubię jak ktoś mówi o rzeczach obrzydliwych. Byłabym szczęśliwa, gdyby nie chroniło się dzieci przed zboczeniem i abominacją. Dajmy im wolność. Niech wybiorą jak dorosną. Mój wraca z roboty. Nie wiem kiedy włazi bo jest taki zjeb..y że nawet cześć nie mówi, łapie paluchami żarło z mikrofali a ja wyjadam najlepsze kąski zanim mi zje. Chciałby frykasy to niech zarobi na knajpę. Potem włącza tivi i rozwala się przed nim żeby się wyluzować, a ja czatuję z kolegą z netu słuchając odgłosów meczu w telewizji. Wieczorem upewniam się o której zabieg. Dziś się nie myję, nie chce mi się. Mój partner leniwie i wolno spełnia obowiązek partnerski, ja zaś przeczekuję to w milczeniu, ze spokojem i godnością nowoczesnej kobiety świadomej swych potrzeb, zastanawiając się czemu ta nieszczęsna sąsiadka katoliczka, której cnotliwość rzuciła się na mózg rano jest taka wypoczęta i wesoła? Lepsze psychotropy łyka? Zasypiam po długiej medytacji oczyszczającej czakramy i tak mija kolejny szczęśliwy dzień mojego życia."

@Nielenin
Stereotypy... Jan Nowicki powiedział w jakimś wywiadzie, że nikt z taką gorliwością nie realizuje się w roli praczki, jak feministka, której udało się zdobyć faceta.

pytanie było o tradycyjną polską rodzinę, czyli dokładnie o stereotypy...

@Nielenin

Niestety, z obserwacji różnych osób z otoczenia (więc próba nie jest reprezentatywna), młode lemiżki czują się dobrze i szczęśliwie, do tego rzadko mają aż tak nędzne warunki jak opisałeś :)
Za to wzorowe matki stada dzieci, ledwo żyją i jest im ciężko. Najbardziej brakuje tego, by czasem gdzieś się wyrwać i odstresować.

Napisał/a: Unknown_UserNiestety, z obserwacji różnych osób z otoczenia (więc próba nie jest reprezentatywna), młode lemiżki czują się dobrze i szczęśliwie, do tego rzadko mają aż tak nędzne warunki jak opisałeś :)
Za to wzorowe matki stada dzieci, ledwo żyją i jest im ciężko. Najbardziej brakuje tego, by czasem gdzieś się wyrwać i odstresować.

To zresztą dość spodziewane. Kto myśli o własnej wygodzie i stara się o nią - ten zwykle żyje wygodniej i łatwiej (optymalnie bezdzietnie, często singlowo) od tego, który się poświęca, spala dla rodziny (licznej).

Wypoczęty rodzic kilkorga małoletnich to jakieś fantasy, osobliwy wyjątek lub oznaka patologii.

Zaś co do wkładu współmałżonka - bywa, że zostaje w pełni dostrzeżony i doceniony dopiero, gdy onegoż zabraknie. Rzecz jasna to działa w obie strony.

Napisał/a: Rydygier

Napisał/a: Unknown_UserNiestety, z obserwacji różnych osób z otoczenia (więc próba nie jest reprezentatywna), młode lemiżki czują się dobrze i szczęśliwie, do tego rzadko mają aż tak nędzne warunki jak opisałeś :)
Za to wzorowe matki stada dzieci, ledwo żyją i jest im ciężko. Najbardziej brakuje tego, by czasem gdzieś się wyrwać i odstresować.

To zresztą dość spodziewane. Kto myśli o własnej wygodzie i stara się o nią - ten zwykle żyje wygodniej i łatwiej (optymalnie bezdzietnie, często singlowo) od tego, który się poświęca, spala dla rodziny (licznej).

Wypoczęty rodzic kilkorga małoletnich to jakieś fantasy, osobliwy wyjątek lub oznaka patologii.

Zaś co do wkładu współmałżonka - bywa, że zostaje w pełni dostrzeżony i doceniony dopiero, gdy onegoż zabraknie. Rzecz jasna to działa w obie strony.


Jednak jarzmo miało być słodkie a brzemię lekkie.

Napisał/a: Padremac Jednak jarzmo miało być słodkie a brzemię lekkie.

A katolik miał nie solić. :) Przypis BJ:

"Chodzi o ciężar prawa i przepisów faryzejskich (...) używa się tej metafory w kontekście mądrościowym, w połączeniu z wyobrażeniem trudu, który jednak może być łatwy i przynosić wytchnienie".

Może zresztą całe to brzemię rodzicielstwa też jest w pewnym, niefizycznym, a ważniejszym sensie słodkie i lekkie. Na tyle, na ile rodzina opiera się na Bogu. Należałoby o to takowych pytać - czy woleliby np. żeby ich dzieci znikły, gorzko im, czy słodko nie przesypiać nocy, zasuwać non stop i nie mieć na nic czasu, czy żałują, że założyli rodzinę...

@Nielenien

:DD

Gratuluję koledze, genialna riposta :)

@Nielenien

:DD

Gratuluję koledze, genialna riposta :)

Napisał/a: Rydygier

Napisał/a: Padremac Jednak jarzmo miało być słodkie a brzemię lekkie.

A katolik miał nie solić. :) Przypis BJ:

"Chodzi o ciężar prawa i przepisów faryzejskich (...) używa się tej metafory w kontekście mądrościowym, w połączeniu z wyobrażeniem trudu, który jednak może być łatwy i przynosić wytchnienie".

Może zresztą całe to brzemię rodzicielstwa też jest w pewnym, niefizycznym, a ważniejszym sensie słodkie i lekkie. Na tyle, na ile rodzina opiera się na Bogu. Należałoby o to takowych pytać - czy woleliby np. żeby ich dzieci znikły, gorzko im, czy słodko nie przesypiać nocy, zasuwać non stop i nie mieć na nic czasu, czy żałują, że założyli rodzinę...


Bez solenia nie ma smaku:) I tak te słowa: jarzmo i brzemię mają dość mocno fizyczne znaczenie.
A co do tego, czy warto, to wiadomo jaka jest odpowiedź, chociaż odnosząc się do wpisu Nielenina, myślę, że nie ma co zakłamywać rzeczywistości.

Napisał/a: Nielenin „Jestem kobietą świadomą.

Dobre!

Taka co wychowywala Polakow i katolikow...

Napisał/a: odys

Z tego punktu widzenia można w ogóle postawić znak zapytania nad "tradycyjną" rodziną. Jeśli jest to taka, w której wnuki żyją w domu dziadków, kontynuując ich wzorce i role społeczne, to w Polsce takich w zasadzie nie ma. Tam, gdzie nawet ostały się takie domy - zmienił się całkowicie świat wokół nich i to kilka razy w czasie życia jednego - dwóch pokoleń. U nas "tradycja" jest jakąś kruchą relikwią, przekazywaną w szczątkach z innego świata, lub wręcz odtwarzaną sztucznie jak warszawska Starówka po wojnie.

To był cytat , teraz się odniosę.
Kolega wydawałoby się taki surowy a tu poezja:) : U nas "tradycja" jest jakąś kruchą relikwią, przekazywaną w szczątkach z innego świata, lub wręcz odtwarzaną sztucznie jak warszawska Starówka po wojnie."
Kolega tak empatycznie dotknął istoty polskości - kruchość.
Chapeau bas.
Tylko jak "kruchość" zmienić w "antykruchość?
Jest taka książka , oczywiście autor " pływa " ale daje nadzieję ,że zmiana jakoby była możliwa.
Tu opis: "http://wieslawrehan.pl/2013/11/05/antykruchosc/

Pani Emmo. Jako naród, swojej istoty Polskości nie odnaleźliśmy i nie odbudowaliśmy a zalinkowana "kruchość" jest jedną z zawieszonej w próżni fantazji na temat. Wiedza co to znaczy być Polakiem, jak żyć jako Polak, co to jest polska rodzina itd nie jest znana bo została zerwana nić świadomości pokoleń. Materialna, intelektualna i duchowa. To co dziś mamy/znamy to są właśnie protezy/stereotypy, dzieła zmyśleń i fantazji oparte o podsunięte nam gotowce nacjonalizmu niemieckiego i radzieckiego a dziś .... wiadomo co się proponuje.
Dlatego też można zaobserwować że większość /jeśli nie 99%/z dobrych ludzi, którzy gdy chcą się przed sobą rozpoznać jako Polak myśli o symbolach flagi, orła i mowy oraz msc urodzenia. Natomiast gdy próbują dodawać do tego cokolwiek więcej, np o rodzinie to zaczyna się robić ciemno.
I to jest duża robota dla tych którzy chcą być Polakami i pożyć jak Polacy.
Bo przeraźliwe spustoszenie dokonało się na powojennych pokoleniach. I nie mówię tu o tym co pierwsze na myśl przychodzi. O inne spustoszenie mi idzie. W umysłach jest wyrwa tożsamości narodowej. I to nie tylko wśród ludzi codziennych ale również wśród tych którzy stają jako ich przedstawiciele, jako ich elity. a Pomińmy pseudoprofesorów i im podobnych którzy okupują i paraliżują polską myśl w instytutach i na uczelniach, tych prostaków i chamów których czerwona władza wyniosła na msc im nienależne a którzy teraz powielają siebie i swoją marność pod postacią klanów pokoleń.
Stało się to wszystko przez planową i świadomą eliminację fizyczną, materialną , intelektualną i duchową spuścizny pokoleń.
Kto/co tę pustkę zapełniało? Socjalizm bardzo zapełnił a dziś to jest ...
Ale ...
Co robić? Zapytać siebie, tak jak to min stało się w tym wątku, zauważyć białe plamy i odrzucać nerwowo w ich msc wstawione stereotypy nie mające potwierdzenia w przeszłości polskiej kultury. Nie bac się nie wiedzieć, nie wstydzić i udawać, nie zadowalać się byle czym. Ci wytrwalsi mogą iść dalej i prowadzić mikrostudia w tematach które ich zainteresowały i zostawiać ślady, rozwiązania, przemyślenia.
Wypełniać brakujące fragmenty układanki która ma nam dać obraz Polaka. Każdy niechby po ciut, o małym zasięgu, dla siebie, rodziny, znajomych ale jednak. .. byśmy w końcu umieli żyć jak Polacy i jak oni zakładać rodziny, pracować, wierzyć, walczyć itd. Wiedzieli jak to ma być robione po Polsku i żeby to znaczyło całą paletę ZACHOWAŃ i symboli/które pojawiać się będę wraz z nawarstwianiem materii/. By Polak to była oferta na styl życia.

Napisał/a: Emma EmmaTylko jak "kruchość" zmienić w "antykruchość?
Jest taka książka , oczywiście autor " pływa " ale daje nadzieję ,że zmiana jakoby była możliwa.
Tu opis: http://wieslawrehan.pl/2013/11/05/antykruchosc/
>

Czytała Koleżanka może?

Największa polska rodzina. Piszą, że szczęśliwa.

http://www.ikamien.pl/artykuly/1828/

Poniekąd a propos

http://www.rp.pl/Wynagrodzenia/161209280-Dziennik-Gazeta-Prawna-150-tys-kobiet-odeszlo-z-pracy-przez-500-plus.html

I znowu bawi, jak to pozytywne zjawisko usiłuje się przedstawić jako problem.

Ciekawiej byłoby, gdyby każdy z nas opowiedział coś o swojej rodzinie, wtedy można by popatrzeć szerzej na polskie rodziny.

Ja zacznę, może ktoś się przyłączy.

Moja rodzina to chłopy z dziada, pradziada.
Raczej biedne chłopy, z Podlasia.
Rodzice byli pierwszymi, którzy "awansowali" na miastowych, niestety ich małżeństwo nie było udane, rozwiedli się jak byłam w 4 kl. szkoły podstawowej, po rozwodzie mama pozostała samotna wychowując dwoje dzieci, ojciec związał się inną kobietą.
Oboje raczej nieszczęśliwi do końca życia, na szczęście przed śmiercią udało się obojgu pogodzić z Panem Bogiem.

Rozwód i nieudane małżeństwo rodziców były efektem - tak mi się wydaje - trudnej historii rodzinnej, przynajmniej od strony mamy.

Ojciec mamy, mój dziadek, został zamordowany w Auschwitz za to, że udzielił schronienia uciekinierom z Armii Radzieckiej. Kilku chłopów ze wsi "przechowało" przez krótki czas uciekających żołnierzy, ktoś doniósł, a Niemcy w odwecie zabrali chłopów ze wsi. Dziadek, zdolny stolarz, ale bez ziemi, osierocił moją babkę z czworgiem dzieci. Moja mama miała wtedy 4 lata, najmłodsze dziecko nie miało 1 roku. Babcia została sama bez męża, bez dochodu, bez ziemi. To była prawdziwa katastrofa - babcia prała i wysługiwała się ludziom, żeby utrzymać dzieci. Po wojnie wyszła drugi raz za mąż - bardzo nieszczęśliwie, mąż okazał się pijakiem i wkrótce zmarł, z drugiego małżeństwa babcia miała jeszcze 2 dzieci.

Moja prababka również samotnie wychowywała dzieci - pradziadek zginął podczas I wojny światowej.

Patrząc na historię Polski można by postawić tezę, że tradycyjna polska rodzina to rodzina z burzliwą historią, często - rodzina niepełna.
Ale zawsze to chłop i baba, i ich dzieci ;)

tak mnie naszło zastanowienie.. czy to nie jest tak, ze tradycyjną polską rodzinę umieszczamy na terenach Polski wschodniej. Nawet ja, jak przeczytałam tytuł wątka, to od razu mi na tapetę weszły tamte rejony.. moje obserwacje wskazują na różnicę w mentalności pomiędzy wschodnią częścią tegoż kraju i jego zachodnimi krańcami... choc niby początki państwowości polskiej to okolice Gniezna..i teraz tak się zastanawiam czy to uogólnienie, czy tylko moje własne quasi skojarzenia...? A jakby to dotyczyło nie tylko mnie, a ogółu, to chyba inny model rodziny był na wschodzie , a inny na zachodzie... czy nie? Tradycyjna familia katowicka , poznańska jest nieco insza niż rodzina z Mazowsza, Podlasia czy małopolski... I wychodzi mi z tego rozrzut od modelu ziemiańsko-małorolniczego na wschodzie (większość ziemian), poprzez robotniczo-rolniczy w centrum (większość chłopów) do przemysłowo-mieszczańskiego na zachodzie. Zatem czy istnieje tradycyjna Polska rodzina?

Napisał/a: Teofila (w podróży)To była prawdziwa katastrofa - babcia prała i wysługiwała się ludziom, żeby utrzymać dzieci.

Dziwne sformułowanie - praca nie hańbi. Prawdziwą katastrofą byłby w tej sytuacji brak chętnych do przyjmowania posług... Chociaż oczywiście konieczność pracy samotnej matki z czwórką tak małych dzieci jest sytuacją dramatyczną, ale skąd to dziwne słowo "wysługiwała się"...

Napisał/a: Mała Mi Dziwne sformułowanie - praca nie hańbi.

Owszem, ale może upokarzać.

Napisał/a: Ernest Zacny

Napisał/a: Mała Mi Dziwne sformułowanie - praca nie hańbi.

Owszem, ale może upokarzać.

Praca nie hańbi ale traktowanie przez tych , którzy pracę dają może sprawiać przykrość.
Niedawno miałam kontakt z pewną starszą panią z byłego PGR.
W porównaniu z moją utytułowaną koleżanką z pracy , mającą o sobie wielkie mniemanie ta pani była damą.
Prostota nie oznacza prostactwa a elita to obowiązek - nie drobnomieszczańskie fumy.
Daleka jestem od młodopolskiej chłopomanii ale "trza być w butach na weselu":)
Cieszę się ,że Trójka zbiera teraz fundusze na zdolne dzieci z niezamożnych rodzin - Fundacja św. Mikołaja.
Od dawna wspieram.
Zdolne dzieciaczki : "Go , go , go":)

Napisał/a: Emma EmmaProstota nie oznacza prostactwa a elita to obowiązek

Dokładnie.

Napisał/a: Emma EmmaCieszę się ,że Trójka zbiera teraz fundusze na zdolne dzieci z niezamożnych rodzin - Fundacja św. Mikołaja.
Od dawna wspieram.

Tak jest, takie zacne inicjatywy należy wspierać całym sercem.

Napisał/a: alfa alfaZatem czy istnieje tradycyjna Polska rodzina?

Najpierw muszę sobie uporządkować czy rozumiem o czym mówię. Wyszło mi coś koło że:
Tradycja - przekazywane sposoby myślenia i zachowania uznane przez grupę za ważne dla jej istnienia. Skala regionu mieści się w skali państwa i jej nie przeczy.
Rodzina - podstawowa grupa społeczna, mężczyzna i kobieta z dziećmi /do której można włączyć brata, matkę, dziadka itd/ związana tradycją społeczną.

Tradycyjna rodzina - mężczyzna i kobieta i dzieci żyjący ze sobą w oparciu o tradycję i przekazujący ją.
Zatem iistnieje.
Pytanie jaką i czyją treść/tradycję przekazują i czy ona im sprzyja?

Nie potrafię zrozumieć że nadal ludzie w czasach co żyjemy wierzą że istnieje coś jak tradycyjna rodzina gdzie kobieta zajmuje się dzićmi i domem, a meżczyzna utrzymuje finansowo. Niestety dzisiejsze realia nie pozwalają na to. Aby rodzina była udana to musi być współpraca między małżonkami jeżeli chodzi o obowiązki domowe i opieką nad dziecmi.

@Mała Mi
Zaiste - praca nie hańbi.

Niemniej jednak babcia nie wspominała tego okresu swojego życia jako pasma szczęścia z powodu istnienia "chętnych do przyjmowania posług".
Ciekawość - dlaczego?...

Natomiast katastrofą była wojna i jej skutki w życiu narodu, a na małą skalę, w życiu mojej babci - aresztowanie, a potem morderstwo dziadka i dramatyczne zmiany w życiu babci.
Katastrofą było aresztowanie dziadka, chociaż cała rodzina dumna jest z tego, że on - prosty chłop - nie odmówił w potrzebie pomocy potrzebującemu.
Za dziadka
+

Napisał/a: Nielenin Pytanie jaką i czyją treść/tradycję przekazują i czy ona im sprzyja?

I to jest bardzo dobrze postawione pytanie.

Jeszcze do niedawna była to jednak w dużej mierze tradycja katolicka, więc określenie Polak - katolik jak najbardziej miało sens. I ta tradycja na pewno sprzyjała rodzinie.
Dzisiaj proces zeświecczenia społeczeństwa tak się pogłębił, że trudno mówić o tradycji katolickiej w polskich rodzinach, chociaż jeszcze jakieś szczątkowe jej formy przetrwały, choćby w postaci "opłatka" czy "wielkanocnego jajeczka".
Pytanie - jak ten proces potoczy się dalej.
Czy Kościół da radę zbudzić naród z chocholego tańca, czy większość nadal będzie tańczyć tak, jak przygrywa im "nowa, medialna, świecka tradycja"?

Napisał/a: Teofila (w podróży)z Podlasia

Bajki!

@BrunonBonifacy

?

Dlaczego "bajki"?

Napisał/a: Teofila (w podróży)

@BrunonBonifacy

?

Dlaczego "bajki"?

Widocznie Kóleżanka rzadko bywa w pewnych rejonach Podlasia:

:)
Dodałbym, że te "bajki" to czasem- z wienkszo emfazo- to samo co w ogólnopolszczyźnie "bajecznie".
Mnie witajo:
Jak tam, brat: tak o, czy bajki?

Polska tradycyjna rodzina. Czyli jaka?

patriarchalna zakładając polsko-katolickie ujęcie zagadnienia. Tak powinnam odpowiedzieć już na samym początku, zamiast rozwijać niewiadomopoco rozważania.

@BrunonBonifacy
Ja na Podlasiu w ogóle rzadko bywam.
Ja się nawet na Podlasiu nie urodziłam, bo mama wyjechała "do miasta" i poza Podlasie, a babcia w latach 50-tych wyjechała na Warmię i tam została do końca życia, do babci w odwiedziny jeździłam więc na Warmię.

A te gwarowe powiedzonka fajne - nie znałam.
Oprócz "badziewia", które używam regularnie, ale nawet nie wiedziałam, że to gwarowe, myślałam, że slang miejski.
A najbardziej podoba mi się "bał go pies" - kupuję ;)
Kolega gdzieś to z internetu ściągnął? Jest jakaś stronka z gwarami Polskimi? - chętnie bym zajrzała.

Wracając do Podlasia, to muszę powiedzieć, że chociaż rzadko tam bywam, to coś "wschodniego" mi w duszy gra, bo jak tam jestem, to czuję się najlepiej na świecie - czuję, że to moje miejsce. W te wakacje się wybieram, jak Bóg da, pochodzić śladami przodków, chociaż tam podobno już nic nie zostało, nawet resztek naszych rodzinnych chałup nie ma, bo chałupy były drewniane i liche i wszystko zmiótł wiatr historii.

A kolega ma rodzinę na Podlasiu?
Napisałby kolega coś więcej, bez jakichś tam nadmiernie osobistych szczegółów, rzecz jasna, o tym, jak wygląda tam dziś życie, a może coś z historii rodziny?

Napiszcie coś ludkowie - dopiero jak się poznaje historię rodziny - człowiek zaczyna "dotykać" tradycji rodzinnej.

cóż mam napisać ..żadnych kresowych korzeni, wszyscy wykształceni od pokoleń, pochodzący z ziem na zachód od Warty...staram się patrzeć jakoś pokoleniowo, ale pochodzenie, to geny, a geny to wyznacznik możliwości. Zatem przodkowie dla mnie są pulą genetyczną, tym samym są we mnie i ze mną codziennie, jesteśmy continuum. Po co szukać historii.. wystarczy sięgnąć w głąb siebie..

@alfa alfa
No proszę, wszyscy wykształceni od pokoleń, każdy przeżył jakoś swoje życie, zapewne z niemałym trudem, i Ty również z tego trudu wyrosłaś, a jednak traktujesz ich li tylko jako "pulę genetyczną".

Faktycznie - ani rodziny, ani tradycji rodzinnej w tym nie widać.

@Teofilo jestem wolną duszą, znam historię mojej rodziny, ale to tylko historia.. Zostałam wychowana dla przyszłości, aby "sięgać gwiazd".. Tradycje znam i stosuję te które uważam za fajne, coś wnoszące, ale nie w rozumieniu nakazów i wyznaczników życia. Stąd trudno odnieść mi się emocjonalnie do przeszłości w taki sposób jak Twój. Oczywiście rozumiem i widzę Twój przekaz, Twoje życie w kontekście i mam dla Ciebie duży szacunek.. A czy moje spojrzenie jest dobre, czy złe...? Z mojego punktu widzenia dobre, z Twojego jestem biedną nie doświadczającą w życiu głębszych przeżyć wspólnotowych osobą. Ale popatrz na to tak..każda z nas jest zadowolona ze swojego życia i nie zamieniłaby go na inne, a o to w tym wszystkim chodzi chyba..? Poza tym mam wielki szacunek do zwykłych ludzi, którzy w niesprzyjających kolejach losu dają sobie radę, zachowują godność, nie wykazując postawy roszczeniowca "kolana zgięte do modłów i ręka wyciągnięta w geście daj" zatem powtórzę - wielki szacunek dla Babci, a jako , że jesteś jej wnuczką , to i dla Ciebie. [masz jej geny :) zatem nie poddasz się, dasz sobie rade jak będzie trzeba.. To jest to, o czym pisałam wyżej.

@Teofila (w podróży)
Może coś i skrobnę, skoro rodaczka prosi, ale... jak mię najdzie gorszy czas, więc trudno rzec kiedy...
To zdjęcie wyżej jest z wikisłownika:
https://goo.gl/K50iq2
W temacie gwar jest i dużo, i mało, ale np. takie krótkie podlaskie wszystkiego ciut:
http://filolog.uni.lodz.pl/dkn/images/biuletyn/biuletyn3.pdf
Beeło tysztagże:
http://rebelya.pl/forum/watek/14318/
jeszcze wew promocyji: https://goo.gl/aOt8zG

Napisał/a: alfa alfajestem wolną duszą, znam historię mojej rodziny, ale to tylko historia

A modli się Koleżanka za swoich przodków?
I czy wierzy, że oni to czynią w Jej intencji?

Napisał/a: Ernest ZacnyA modli się Koleżanka za swoich przodków?
I czy wierzy, że oni to czynią w Jej intencji?

nie wiem, czy oni się modlą, ale ja jak mnie się przypomni, to tak.

@BrunonBonifacy
Dzięki.

Napisał/a: alfa alfaz Twojego jestem biedną nie doświadczającą w życiu głębszych przeżyć wspólnotowych osobą.

A skąd.
Ja jedynie zupełnie nie rozumiem takiego podejścia do życia, ale ponieważ jest wiele rzeczy na tym świecie, których nie rozumiem, zwłaszcza jeżeli idzie o zachowania ludzkie, to i tą przyjmuję dokładnie tak jak tamte - po prostu ją przyjmuję do wiadomości.

NB
Swoją drogą sformułowanie "tradycyjna rodzina polska" jest dosyć mętnym sformułowaniem.
Bo cóż ono oznacza?
Albo "przeciętną rodzinę polską" - charakterystyczną dla obszaru Polski i osób narodowości polskiej dziś. Ale tu raczej bardziej pasowałoby określenie "przeciętna polska rodzina" właśnie, niż "tradycyjna polska rodzina".

Albo polską rodzinę, która (jak pisał wcześniej trafnie kolega Nielenin) żyje w oparciu o tradycję (polską tradycję, skoro rodzina ma być "polska tradycyjna") i przekazuje ją z pokolenia na pokolenie.
Od wieków polską tradycją jest tradycja katolicka.
Wcześniej, oczywiście, były też jakieś gusła, które teraz próbują odgrzewać rodzimowiercy, z mizernym mocno skutkiem, no, ale to też na upartego można by chyba nazwać jakąś tam "polską tradycją".

(Edit: po zastanowieniu dodam, że chyba jednak nie "polską tradycją", bo państwo polskie datuje swój początek od chrztu Polski przecież, więc jednak byłaby to raczej "słowiańska tradycja", a nie - polska).

Osobiście nie znam jednak żadnej rodziny, która żyłaby tradycją "prasłowiańską" czy "rodzimowierczą", czy jak to się tam zwie.
Znam natomiast wiele rodzin, które żyją wiarą i tradycją katolicką, czy choćby tylko samą tradycją katolicką - chociażby obchodząc święta Wielkanocne i Bożego Narodzenia czy Wszystkich Świętych i dzień Zaduszny.

Natomiast z tego, co piszesz, alfusia, wynika, że Twoja rodzina nie jest "tradycyjną polską rodziną" - przynajmniej w tym drugim znaczeniu.
No chyba, że jednak obchodzisz katolickie święta - wtedy w jakiś sposób też kultywujesz katolicką "polską tradycję".

Napisał/a: alfa alfa

tak mnie naszło zastanowienie.. czy to nie jest tak, ze tradycyjną polską rodzinę umieszczamy na terenach Polski wschodniej. Nawet ja, jak przeczytałam tytuł wątka, to od razu mi na tapetę weszły tamte rejony..

bo Polska to właśnie I Rzeczpospolita
Kultura, świadomość, literatura, zwyczaje

Częstochowa była miasteczkiem granicznym, a środkiem Polski był Lublin

Napisał/a: alfa alfanie wiem, czy oni się modlą

Trzeba wierzyć, że tak. A przynajmniej dobrze jest mieć taką nadzieję.

Napisał/a: alfa alfaale ja jak mnie się przypomni, to tak.

Dzięki temu przestają być tylko historią.

Napisał/a: alfa alfastaram się patrzeć jakoś pokoleniowo, ale pochodzenie, to geny, a geny to wyznacznik możliwości. Zatem przodkowie dla mnie są pulą genetyczną, tym samym są we mnie i ze mną codziennie, jesteśmy continuum. Po co szukać historii.. wystarczy sięgnąć w głąb siebie..

Nie tylko geny, jesteśmy zdeterminowani również przez wychowanie i również w ten sposób dziedziczymy po przodkach z pokolenia na pokolenie - nie tylko ciało, ale pewną kondycję psychiczną, piętno ich doświadczeń i wyborów... Uświadomienie sobie tego rzuca nowe światło na samego siebie, umieszcza w szerszym kontekście, poszerzając tym samym przestrzeń własnej wolności.

Napisał/a: Teofila (w podróży)No chyba, że jednak obchodzisz katolickie święta - wtedy w jakiś sposób też kultywujesz katolicką "polską tradycję".

I tu Tefilo mam problem semantyczny- bowiem święta Bożego Narodzenia obchodzę - brak mięsa w wigilię, zaś co do menu : to sushi tez będzie (uwielbia je mój starszy syn) i owoce morza, bo lubimy wszyscy, a zwłaszcza młodszy, który nie jada ryb i grzybów. Nie jadamy karpia, bo nam nie smakuje, ale za to uwielbiamy łososia na parze lub z piekarnika. Robimy zupę piwną na łbach od karpi, oraz różne sałatki o niekoniecznie polskich nazwach (np portofino z koreczkami anchois itp), ale tez jest kapusta z grzybami, makiełki, i pierogi z kapusta i grzybami i ruskie (dla młodego), barszczyk czerwony, i kompot czyli menu eklektyczne :)

@alfa alfa
Powstrzymanie się od pokarmów mięsnych w Wigilię od zawsze było tylko katolicką POLSKĄ tradycją - nie było nakazane w całym Kościele.

I jesteśmy nadal zachęcani do podtrzymania tej tradycji, co - jak widzę - i Ty również czynisz :)

Napisał/a: Teofila (w podróży)Powstrzymanie się od pokarmów mięsnych w Wigilię od zawsze było tylko katolicką POLSKĄ tradycją - nie było nakazane w całym Kościele

Tu czeba korekte małe:
"Post ścisły czyli tak co do ilości jak co do jakości zachować należy: w środę popielcową, piątki i soboty Wielkiego Postu, w Suche Dni, w Wigilię Zielonych Świąt i Bożego Narodzenia, oraz 7 grudnia (kan. 1252 § 2)." roschodzi sie o stary CIC. A beła tysztagże przedtym (znaczy przed 1955 chyba) dniem postu ścisłego Wigilia Wszystkich Świętych.

@BrunonBonifacy
Nu, to ja nie wiem, bo tutaj
http://www.niedziela.pl/artykul/21754/nd/Posty-nakazane-zachowywac

ks. doktor prawa kanonicznego zdaje się potwierdzać moje zdanie:
"post w Wigilię należy jedynie do tradycji polskiej. Nigdy nie był nakazany w całym Kościele".

Napisał/a: Teofila (w podróży)

@BrunonBonifacy
Nu, to ja nie wiem, bo tutaj
http://www.niedziela.pl/artykul/21754/nd/Posty-nakazane-zachowywac

ks. doktor prawa kanonicznego zdaje się potwierdzać moje zdanie:
"post w Wigilię należy jedynie do tradycji polskiej. Nigdy nie był nakazany w całym Kościele".

No cheba se zmienie nick na Tomek Czerstwy i napisze: posoborowie :P
Can. 1252. § 1. Lex solius abstinentiae servanda est singulis sextis feriis.

§ 2. Lex abstinentiae simul et ieiunii servanda est feria quarta Cinerum, feriis sextis et sabbatis Quadragesimae et feriis Quatuor Temporum, pervigiliis Pentecostes, Deiparae in caelum assumptae, Omnium Sanctorum et Nativitatis Domini.

§ 3. Lex solius ieiunii servanda est reliquis omnibus Quadragesimae diebus.

§ 4. Diebus dominicis vel festis de praecepto lex abstinentiae, vel abstinentiae et ieiunii, vel ieiunii tantum cessat, excepto festo tempore Quadragesimae, nec pervigilia anticipantur; item cessat Sabbato Sancto post meridiem.

Edyta:
Czeli § 2 wymienia te, które przytaczałem powyżej, z tym że: w oryginale post jest przepisany na Wigilię Wniebowzięcia, a później został przeniesiony na 7. grudnia+ wspomniana przeze mnie Wigilia Wszystkich Świętych zniesiona, więc i post stał się bezprzedmiotowy.
Może być, że CIC był tylko dla Polski, ale nie wieże wew te interpretacje.

Napisał/a: BrunonBonifacy Może być, że CIC był tylko dla Polski, ale nie wieże wew te interpretacje.

A ja byłabym skłonna w to uwierzyć, bo mięcho na Wigilię to od zawsze był zachodnia tradycja.

W każdym razie od 1983 jest to z pewnością już tylko Polska tradycja, może jeszcze Włochy poszczą w ten dzień.

Napisał/a: Teofila (w podróży)zachodnia tradycja

Znaczy się protestancka ;)
Pewnie były jakoweś indulty itp ale przepis jezd przepis- zezwiązał szyskich katolików, nie ino Polaków.
W każdem razie mię uczono na katechezie jeszcze (choć jusz w '80 leciech) mocno po staremu- i siostra mimochodem tylko wspominała, że za granico troche inaczej jest od soboru (to przecie zgniły zachód), ale w domu sie żyło całkiem po staremu, nawet jakem jeszcze do postu nie dorósł. Kolejowo tysztagże na wschodzie (poza Polsko) takoż poszczo, a i wiency nawet, o wiele mię pamięć nie zmyla.

zajmę się stroną praktyczną pytania skąd ta tradycja? wg mnie związania z niczym innym, jak tylko z dbałością kleru o tych, co to kler wyżywić musieli.. zatem cofnijmy się do czasów i rzeczypospolitej... obżarstwo, opijstwo, tłuste mięsiwo do tego smalec, wino, co tam jeszcze.. i przed 40 w grobie na zawały, udary, bowiem mięcho w beczce z solą z powodu braku lodówek, zatem nadciśnienie i o wylew łatwo.. zatem panów należało utrzymywać w zdrowiu, bo oni w zdrowiu utrzymywali kościół. Zatem współżycie oparte na obustronnej korzyści. Ówcześni ludzie wierzyli w to co kościół głosi (tzn zasady itp) zatem jak post to post, co w ówczesnym stanie medycyny jedynie służyło zdrowiu. zatem był on koniecznością. Co do biedaków, post czytaj brak jedzenia łatwiej znosiło jako drogę do zbawienia. Nie lęgło się we łbie nieposłuszeństwo wobec pana, bo przecież ktoś musiał pracować na pana roli, aby pan mógł dostarczać wiktuałów klerowi czy inszym braciszkom.. itd.... tak ja widzę tradycję, w kontekście jej praktycznego powstawania. Jest więc pewną zwyczajowością, nie nakazem i aktualnie służy jako odmiana od codzienności w której jest wszystko dostępne. Bo przesyt podaży powoduje nudę i zgnuśnienie. zatem znów ma swój praktyczny wydźwięk. Są jeszcze motywy, ale to odrębne zagadnienie i moim zdaniem należy olać rozważania o nich, bowiem przyniosą więcej szkody niż pożytku.

Napisał/a: BrunonBonifacy Znaczy się protestancka ;)

Hiszpania to chyba nigdy jakoś nadmiernie protestancka nie była, a mięcho w Wigilię jedzą.
Prosiaka lub jagnięcinę, z tego co czytałam.

Ale zostawmy to na boku; czy tylko polska, czy katolicka w ogóle jest to tradycja - postu w Wigilię alfusia przestrzega, i tym samym aktywnie włącza się w tradycję, od której się ustnie odżegnuje ;)

@alfusia
Jak tam katechezy Neo?
Uczęszczasz?

Tem bardziej, że inwalida dziś jakiś niedopieszczony, cza uciekać.

katechezy neo, to chyba nie dla mnie jednak.... nie jestem w stanie wykrzesać z siebie entuzjazmu, jaki jest potrzebny .. chyba już ze mnie nic nie będzie ...:(

Napisał/a: alfa alfa tak ja widzę tradycję, w kontekście jej praktycznego powstawania.

Bo wie Pani, człowiek też jest z materii i żyje pośród i z materii więc kcąc nie chcąc to co robi odwołuje się do niej. Istotne jest jak się odwołuje, po jakiemu, wg jakiej kultury.
Bo konstatacja że my wszyscy oddychamy, głodni i śpimy .. i jest to przyczyna i koniec każdej sprawy byłaby jakaś takaś smutna.

Copyright © 2011 Rebelya.pl Wszelkie prawa zastrzeżone.