Można pokochać polską policję

07.12.2016

Polska policja zmieniła się na lepsze niemal nie do poznania. Zmiany w niej mogłyby zainspirować reformowanie innych obszarów państwa. Niestety, problem mało kogo interesuje - pisze Piotr Trudnowski z "Nowej Konfederacji".

Kochamy policję. To nie tyle deklaracja, co stwierdzenie faktu. Jesienią 2016 roku spośród wszystkich instytucji publicznych (z Kościołem katolickim oraz mediami publicznymi i prywatnymi włącznie) tylko samorządy oceniane były przez Polaków lepiej – i to o jeden punkt procentowy. Mało kto ma chyba świadomość, że 72% badanych dobrze ocenia pracę policji, a jedynie 17% ma o niej złe zdanie. Jak wykazuje Maciej Gurtowski podstawowy powód tak dobrych ocen jest oczywisty – w ostatnim piętnastoleciu mieliśmy do czynienia z bezprecedensowym na skalę europejską spadkiem liczby przestępstw.

Policja – oczko w głowie reformatora?

Dobre oceny pracy policji i niskie statystyki przestępstw powinny cieszyć zadeklarowanego państwowca, radykalnego liberała i wrażliwego społecznie socjalistę. Wszak zapewnienie bezpieczeństwa obywatelom to ta sfera działania państwa, o której fundamentalnym znaczeniu mówią wszyscy, poza anarchizującymi libertarianami i lewicowcami. Zgadzając się zatem, że sprawna policja to fundament dobrego państwa – powinniśmy być, patrząc na statystyki, ze swojego państwa dumni. A przecież wiemy, jak jest…

Nie bez powodu w czasach radykalnej przebudowy państwa właśnie policję reformuje się jako pierwszą – by obywatele w codziennym życiu jak najszybciej odczuli jakościową zmianę aksjologii i poziomu działania aparatu władzy. Tak było choćby w Gruzji po „rewolucji róż”, gdy z dnia na dzień radykalnie zmniejszono zatrudnienie w tej przerośniętej postsowieckiej służbie i doprowadzono błyskawicznie do daleko idącej zmiany pokoleniowej, zatrudniając jako mundurowych rzesze dobrze wykształconych młodych ludzi. Reforma ta stała się symbolem modernizacji i walki z korupcją, entuzjastycznie ocenianym przez międzynarodowe instytucje, stawiające ten przypadek za wzór reform. Mimo politycznej porażki ekipy ówczesnych reformatorów, wciąż na gruzińskich ulicach wyróżniają się sympatyczni, proaktywni i pomocni w każdej sprawie funkcjonariusze, a lokalna komenda bywa często jedynym, naprawdę nowoczesnym budynkiem w miejscowości.

Polityczna ignorancja

W Polsce taka rewolucja chyba nie była potrzebna. Zamiast niej mieliśmy cichą ewolucję, która dzisiaj daje nam wysokie poczucie bezpieczeństwa obywateli i… petryfikuje ignorancję elit w tym obszarze. Wydawać by się bowiem mogło, że taki stan rzeczy będzie dla polskiej polityki nie tylko powodem do dumy, ale też przedmiotem poważnej analizy transformacyjnej. Gdy służba zdrowia, wymiar sprawiedliwości czy inne obszary funkcjonowania państwa pozostawiają – również wedle badań zaufania obywateli – o wiele więcej do życzenia niż policja, to prześledzenie jej reform powinno być abecadłem dla środowisk o reformatorskich zapędach. Niestety, case policyjnej przemiany wcale nie jest prosty do przestudiowania. Brakuje w polskich think tankach, mediach i na uczelniach owoców syntetycznego spojrzenia na ćwierćwiecze przemian, które sprawiły, że transformację w tym obszarze można dziś już uznać za udaną. W niniejszym numerze „NK” podejmujemy próbę nadrobienia zaległości w tym obszarze.

Co o policji mówi nam lektura programów większości partii politycznych? Niewiele. Dość wspomnieć, że w aktualnych dokumentach programowych Platformy Obywatelskiej czy Partii Razem nie pada chyba nawet nazwa tej formacji. Ugrupowanie Ryszarda Petru w dość charakterystycznym dla siebie stylu ogranicza się do stwierdzenia, że dla zapewnienia nam bezpieczeństwa w czasach zagrożenia terrorystycznego policja… powinna współpracować ze służbami innych państw. Równie charakterystyczne są pomysły partii Janusza Korwin-Mikkego, który proponuje połączyć policję ze strażą miejską i Agencją Bezpieczeństwa Wewnętrznego oraz podporządkować ją proponowanemu Ministerstwu Policji – jednemu z ośmiu resortów, które wedle partii Wolność należy utrzymać. Wreszcie, nie zaskakują postkomuniści, którzy w przedwyborczym programie Zjednoczonej Lewicy proponowali głównie zwiększenie nakładów na tę służbę – m.in. komisariat w każdej gminie i podniesienie wynagrodzeń dla funkcjonariuszy.

Bliższa mundurowi prawica?

Zainteresowaniem tematem wyróżniają się Kukiz’15 oraz Prawo i Sprawiedliwość. Ze „Strategii zmiany”, przedwyborczego zbioru propozycji reform ugrupowania niedoszłego prezydenta, dowiadujemy się, że „problemem organizacyjnym Policji jest utrzymujący się od lat styl dowodzenia typowy dla struktury wojskowej, a nie cywilnej”. Przywoływane, również w tym tekście, pozytywne wyniki policji są zdiagnozowane jako problem. „Wszechobecna statystyka powoduje konieczność manipulacji danymi, zjawisko niestety powszechne wśród komendantów wojewódzkich i powiatowych, starających się zadowolić przełożonych z KGP” – przekonuje ugrupowanie Pawła Kukiza, który od lat jest znany z osobistego zainteresowania służbami mundurowymi. Co proponuje? Decentralizację zarządzania i oparcie struktury o powiaty, zmianę zadań komendy głównej i komend wojewódzkich oraz dołączenie do dzisiejszej policji straży: miejskich, leśnej, rybackiej, ochrony kolei etc. Na sam koniec „Strategia Zmiany” „poddaje szerokiej debacie publicznej” pomysł, by komendantów powiatowych wybierali w głosowaniu obywatele. Zastrzega jednak zachowawczo, że „taką reformę można by wprowadzić, kiedy uda nam się już przebudzić społeczeństwo obywatelskie i poczucie odpowiedzialności za lokalną wspólnotę”.

Spojrzenie partii rządzącej na policję wymaga w naturalny sposób osobnego potraktowania, uwzględniającego zarówno programowe diagnozy i pomysły, praktykę pierwszego roku rządów, jak i szerszy sposób spojrzenia na rolę policji w państwie. Niestety, mimo intensywnych starań z naszej strony nie udało nam się przeprowadzić rozmowy z przedstawicielem politycznego kierownictwa Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i Administracji. Przekrojowa formuła każe więc przytoczyć pokrótce tylko najważniejsze działania rządzących.

W zapowiedziach Prawa i Sprawiedliwości widoczne były trzy podstawowe obszary, które możemy już ocenić pod kątem podjętych w pierwszym roku rządów działań. Po pierwsze – przywracanie likwidowanych w poprzednich lata posterunków. Politycy PiS-u wielokrotnie powtarzali, że koalicja PO-PSL zlikwidowała w czasie 8 lat rządów połowę, tj. 418 z 817 posterunków. W pierwszym roku rządów PiS przywrócił 24 z nich, a do końca kadencji planuje łącznie przywrócić ok. 100. Po drugie – podniesienie rangi dzielnicowych, ułatwienie obywatelom kontaktu z nimi oraz wysłanie większej liczby policjantów na ulice. Tu rząd chwali się sukcesami chyba nieco na wyrost – może bowiem do nich zaliczyć jedynie uruchomienie aplikacji mobilnej, pozwalającej na kontakt z dzielnicowym oraz likwidację części wakatów w służbie. Trzeci element programu to po prostu większe wydatki. Do Sejmu trafił właśnie projekt ustawy o ustanowieniu „Programu modernizacji Policji, Straży Granicznej, Państwowej Straży Pożarnej i Biura Ochrony Rządu w latach 2017–2020”, który przewiduje ponad 4 miliardy złotych nakładów na inwestycje w policję. MSWiA chwali się, że już w tym roku podwyżki dla funkcjonariuszy były wyższe, niż zakładali poprzednicy. Dodać też trzeba, że przystosowano przepisy do zwolnienia byłych pracowników MO i ZOMO, których na stanowiskach kierowniczych miało się ostać kilkuset.

Nie obyło się bez wpadek. W kluczowym z punktu widzenia bezpieczeństwa roku Światowych Dni Młodzieży i szczytu NATO w Warszawie pozwolono sobie na dwa miesiące bez komendanta głównego. Przypomnijmy – mianowany w grudniu 2015 roku Zbigniew Maj odszedł ze stanowiska w atmosferze skandalu po dwóch miesiącach, a jego następcę znaleziono dopiero w kwietniu. Z drugiej strony – nie da się ukryć, że w przypadku obu imprez nie doszło do żadnych poważnych incydentów. Nie mieliśmy też większych kontrowersji związanych ze służbą w czasie marszów, manifestacji i imprez masowych, a te w poprzednich latach były z pewnością głównym motywem dyskredytacji policji w debacie i opinii publicznej.  

Krytykować z głową, a nie w czambuł

Konkretne, w porównaniu z désintéressement pozostałych formacji, propozycje parlamentarnej prawicy nie znaczą, że na prawicy problemu z podejściem do policji nie ma. Analizując ostatnie lata dyskursu prawicowych mediów i wypowiedzi działaczy oraz blogerów można chyba zaryzykować hipotezę, że to jej sympatykami musi być te ledwie kilkanaście procent Polaków, którzy wciąż o tej służbie myślą źle. Część konserwatywnych i wolnościowych liderów opinii jest (lub była, do czasu zmiany władzy) policji po prostu z definicji niechętna, przy okazji ochoczo kompromitując się w swojej zapalczywości. Warto wspomnieć moment, gdy jeden z polityków poprzedniego rządu raczył przypomnieć banał politologiczny, że to państwo ma monopol na przemoc. Internet zakwitł od prześmiewczych memów, a za totalitarne skłonności do budowania państwa policyjnego zaatakowali go politycy i dziennikarze związani z ówczesną opozycją. Co gorsza, na subkulturowej niechęci kibiców do stróżów prawa próbują lansować się domorośli liderzy polskiej „alternatywnej prawicy”, ze Zbigniewem Stonogą na czele.

Czy to znaczy, że policji nie należy krytykować? Wprost przeciwnie. Przestrzeni do poważnej, merytorycznej i eksperckiej krytyki jest wiele, zaś chętnych do niej – zbyt mało. Zmiana przepisów dotyczących inwigilacji, ujęta w nowelizacji Ustawy o policji, była najlepszym przykładem tego, jak histeria (akurat głównie po drugiej stronie sceny politycznej) zastępowała potrzebne argumenty. Kontrowersyjne sprawy, w których słyszymy oskarżenia funkcjonariuszy o zbyt ostre interwencje i mamy jedynie „zeznania przeciw zeznaniom”, każą się zastanowić nad skutecznym, a jednocześnie niekrępującym możliwości policjantów systemem monitorowania ich pracy. Wreszcie, gdy mundurowe związki zawodowe lobbują za przywróceniem przepisów o 100-procentowej wypłacie w czasie przebywania na zwolnieniu lekarskim trzeba przypomnieć, że to akurat jedna z tych reform poprzedniego rządu, której należy bronić. Po zrównaniu warunków „chorobowego” z innym branżami okazało się, że liczba funkcjonariuszy przebywających na tzw. L-4 spadła o… blisko 30%. Powszechne przebywanie na lewych zwolnieniach dobrze pokazuje, że nawet mimo imponujących ocen aktywności policji etos pracy funkcjonariuszy pozostawia sporo do życzenia.

Z reformatorskiej perspektywy warto casus zmiany w policji na poważnie przeanalizować, myśląc równolegle o inspiracjach dla innych obszarów życia państwowego, jak i jej przyszłych wyzwaniach oraz pojawiających się co rusz systemowych problemach. Być może lepszego momentu, by w propaństwowych środowiskach podjąć poważny namysł nad tym zagadnieniem nie będzie. Dziś coraz rzadziej widzimy na murach osławione „HWDP” i „JP na 100%”. Miłosne wyznanie pewnie tak łatwo nie zastąpi wulgaryzmów, ale widok pielgrzymów wiwatujących spontanicznie na cześć funkcjonariuszy na pewno może nadać namacalnych konturów marzeniu o sprawnym i szanowanym państwie. Nie schrzańmy tego.

Piotr Trudnowski

Artykuł pochodz z najnowszego numeru "Nowej Konfederacji"

fot. Creative Commons Attribution-Share Alike 3.0 Unported

Przeczytaj także
Jakóbik: Trump zaskakuje geopolityków (i nie tylko)

Prezydent USA Donald Trump pochwalił Chiny za powstrzymanie się od głosu w głosowaniu na temat rezolucji Rady Bezpieczeństwa ONZ potępiającej atak chemiczny Syrii na własnych obywateli. Rezolucję zawetowała Rosja - pisze Wojciech Jakóbik.

Jakóbik: Służby ostrzegają. Nord Stream 2 to narzędzie wojny informacyjnej [Analiza]

Skoro los kontrowersyjnego projektu Nord Stream 2 zależy od polityków, być może powinni oni skorzystać z ostrzeżeń służb specjalnych i zablokować ten projekt. Ostrzegają przed nim służby szwedzkie i estońskie. Przed wojną informacyjną prowadzoną przez Rosję przestrzega także kontrwywiad Czech. Nord Stream 2 jest jej kolejnym narzędziem - pisze Wojciech ...

Jak wyglądałaby wojna z Rosją. Rozmowa z Phillipem A. Petersenem

- Rosjanie wiedzą, że bez Polski NATO nie obroni ani państw bałtyckich, ani nawet siebie. Dlatego skupiają się na niej - mówi w rozmowie z "Nową Konfederacją" Phillip A. Petersen, amerykański strateg, wiceszef Fundacji Potomac.

Dziwna moda na Chiny

Anty-PiS nie uważał, że Chińczycy są fajni, ale niestety minister Antoni też tak uważa, a jak wiadomo minister Antoni jest gorszy od najgorszego Chińczyka, a skoro tak to anty-PiS zaczął uważać, że Chińczycy są fajni. I w tym jednym wypadku wiadomo czemu. Stoi za tym otóż minister Antoni - pisze ...

Bo prawica to porządek i zasady i schludność a te lubi i rozumie każdy mundurowy. Odpowiednia struktura Policji i prospołeczni patriotyczni dowódcy i będzie git. Funkcjonariusze to nie są okupanci, tacy jak wychowywał ich PRL czy poprzednia władza i zwrotnie traktowali obywatele. To Jasiek, Marek, Matylda i inni żyjący na tych samych osiedlach i kupujący w tych samych sklepach co wszyscy. Kiedy władza, resorty siłowe i obywatele stoją po jednej stronie to jest to prawdziwy mur przeciw wrogom - od takiego łacha który kradnie słoiki z piwnicy do takiego co zdradza ojczyznę.

To naprawdę bardzo trudno wyznaczyć granicę brutalności podczas interwencji. Jeśli ma się dużą przewagę jak np dorosły nad dzieckiem to można delikatnie i stanowczo ale jak się ma do czynienia z przeciwnikiem którego siła dorównuje lub przewyższa siłę funkcjonariusza to chodzi o to żeby zachować zdrowie/życie i to jedno pierdol..ęcie za dużo to bywa akt desperacji a nie zboczenie i sadyzm. Pół godziny stopniowania przemocy a ten dalej się szarpie bo myśli że wygrywa. No to w końcu jeb i gleba i dźwignia i wreszcie koniec nerw. A wtedy wrzask - a on mnie , a nr służbowy, a jak tak mógł Przemusia, a on ma teraz siniaki i nadgarstek.. Panowie przypomnijcie sobie na czym polega uzyskanie przewagi w starciu. A co jeśliby przeciwnik dalej Wam stawiał opór? Nie że to ok i na co dzień ale że bywa że tak to wygląda.
Może kamerki na ramieniu i w autach jak w USA. Policjanci nie są przeciw temu. Byłoby widać że się ostrzegało i stopniowało zanim .. adekwatnie i w porządku.
No i jest druga sprawa. Wiem że delikatna. Zachowanie obywatela wobec funkcjonariusza podczas spotkania jednego z drugim. Trzeba by się społecznie i po wzajemnych ustaleniach na coś zgodzić i pogodzić.
Dzień dobry obywatelu, aspirant .. z powodu .. dokumenty poproszę
- jakie dokumenty?, baczność, ja Ci płacę podatki, już nie pracujesz, spier!
:)

Pracowałem do niedawna w Komendzie Głównej Policji. Trwało to prawie 7 lat, więc sporo. Miałem także do czynienia od czasu do czasu z jednostkami Policji w terenie. Moje spostrzeżenia są następujące: KGP to, niestety, bagno. Nepotyzm, układy, karierowiczostwo, podpieprzanie się nawzajem, brak etyki służby są na porządku dziennym. A ile rodzinek resortowych - od groma. Jak któryś z Komendantów Głównych wydał polecenie noszenia na co dzień mundurów służbowych było takie gadanie, że lepiej nie mówić. I wielkie oczekiwania, że potrwa to tylko kilka miesięcy, a potem samo rozejdzie się po kościach. Jakby te mundury policyjne paliły ich po ciałach. I nawiązywanie do tradycji MO. Fasadowo Policja udaje, że odwołuje się do tradycji przedwojennych, na parterze w KGP wiszą nawet zdjęcia pochodzące z okresu Policji Państwowej, i fajnie. Mentalność jednak w bardzo dużym stopniu pozostaje jednak PRL-owska. Cieszę się, że Minister Zieliński polecił przeprowadzenie dekomunizacji gmachów i terenów policyjnych czy wywalił ze stanowisk kierowniczych byłych funkcjonariuszy MO, ale to tylko półśrodki. Komendę Główną Policji, moim zdaniem, należałoby rozwiązać, i powołać nowy urząd, po pierwsze z wieloma nowymi ludźmi (można posprowadzać z terenu naprawdę sensownych policjantów, ale bez układów i znajomości), po drugie - ze strukturą organizacyjną stricte nadzorczą nad jednostkami Policji. Co do KGP jeszcze jedno - należy z obsługowych komórek organizacyjnych KGP, typu kadry, logistyka, ochrona informacji niejawnych, finanse, archiwa czy obsługa kancelaryjna lub prawna pozbyć się etatów policyjnych, poza naprawdę koniecznymi przypadkami. Funkcjonariusze Policji, oczywiście w stopniach oficerskich (bo jakże miałoby być inaczej w Komendzie Głównej) prowadzący akta osobowe czy zasuwający w magazynach archiwalnych to zdecydowane przegięcie, ale i brak szacunku dla munduru policyjnego. Zarówno na poziomie KGP, jak i komend wojewódzkich Policji zwolniłoby się wtedy całe mnóstwo etatów policyjnych. Moje zastrzeżenia w sporym stopniu dotyczą także i komend wojewódzkich Policji. Natomiast mój kontakt z jednostkami Policji w terenie jest inny, choć nie tak pozytywny, jak chciałbym, bo i tam jest dużo patologii, choćby korupcja czy nieodpowiednie podejście do ludzi. Ale jednocześnie tam, na dole, jest bardzo wielu policjantów, którzy zapieprzają za kiepskie pieniądze, przepracowani, przemęczeni, ale po prostu robią swoje. I za to ich szanuję. Tam, moim zdaniem, są najzdrowsze kadry polskiej Policji. Aha, i na koniec - stan szkolnictwa policyjnego, a zwłaszcza Wyższej Szkoły Policji w Szczytnie - brak słów.

Copyright © 2011 Rebelya.pl Wszelkie prawa zastrzeżone.