"Nie może być tak, że w wolnym kraju nie pamiętamy o ludziach, którzy życie oddali za ojczyznę"

16.12.2016

- Przejrzałem w Instytucie Pamięci Narodowej dziesiątki stron akt dotyczących sprawy śmierci Browarczyka. Po raz kolejny, już w dojrzałym życiu narodził się we mnie bunt. Zrozumiałem, że nie może być tak, że w wolnym kraju nie pamiętamy o takich ludziach, którzy życie oddali za ojczyznę - mówi Robert Kwiatek, działacz Federacji Młodzieży Walczącej w latach 80-tych, inicjator budowy pomnika pierwszej ofiary stanu wojennego w Gdańsku.

Jak zapamiętałeś moment wprowadzenia stanu wojennego?

- Trenowałem jazdę figurową na lodzie w hali “Olivia”. Tata przywiózł mnie na poranny trening. Nikogo nie było. Nagle wybiega pani z portierni i mówi że wojna wybuchła. Treningu oczywiście nie było. Gdy wracaliśmy, to już widzieliśmy tę całą kawalkadę wozów milicyjnych, transporterów opancerzonych ZOMOwców, żołnierzy... I to jest taki mój pierwszy obraz stanu wojennego. Zresztą jako dzieciak pierwszy raz z całą atmosferą wokół “Solidarności” zetknąłem się właśnie z powodu częstego bywania w “Olivii”. Tam odbywał się pierwszy zjazd związku. Potem, chodząc na treningi stykałem się z napisami wymalowanymi na parkingu przed halą. Widziałem, jak te hasła - “Telewizja kłamie”, logo Solidarności, inne, pisane “solidarycą”, były zamalowywane, nawet wypalane palnikami acetylenowymi. To były takie pierwsze znaki, które zaczęły mnie kształtować.

Wtedy miałeś 10 lat, już jako trzynastolatek zacząłeś “konspirę”.

- Tata, mimo że sam był zaangażowany w “Solidarność” w Stoczni Gdańskiej, gdzie pracował, starał się nas chronić przed zaangażowaniem. Było nas w domu pięcioro rodzeństwa, ja rwałem się do jakiegoś działania. W 1984 roku znalazłem ulotkę Solidarności nawołującą do udziału w “kontrpochodzie” 1 maja. Wtedy to już zaczęło się na dobre. Szablony, ulotki, “zadymy”. Z kolegami założyliśmy Tajną Organizację Młodzieży - TOM, była wpadka, pierwszy raz byłem zatrzymany. Zmieniliśmy na Ruch Młodzieży Niezależnej. Szukałem kontaktu z Federacją Młodzieży Walczącej. Malowaliśmy hasła na murach, wydawaliśmy gazetkę. W 1986 roku nawiązałem w końcu kontakt z FMW. Byłem wtedy jeszcze w podstawówce ale koledzy ze struktury, już w liceum sportowym. Zaproponowano nam wydawanie tu na Pomorzu “Monitu” - głównego pisma federacji. Cały czas trenowałem łyżwiarstwo, jeździłem na zawody po kraju a przy okazji budowałem sieć kolportażu.

Braliście też oczywiście udział w demonstracjach w rocznice “Sierpnia 80”, pierwszomajowych kontrpochodach, a jak wyglądał 13 grudnia?

- Co roku po Mszy w św. Brygidzie próbowaliśmy dojść do Pomnika Poległych Stoczniowców. Chyba nigdy nam się nie udało. To były naprawdę ostre zadymy. Byliśmy rozbijani przez ZOMO w różnych miejscach, w różnej odległości, czasami zaraz po wyjściu z kościoła. To co roku był pokaz siły i organizacji władzy. Szpalery ZOMOwców w bocznych uliczkach, tyraliera idąca naprzeciw, tłukąca rytmicznie pałami w tarcze, gaz na ulicy, odrzucanie tych pojemników ku nim, rzucanie brukiem, ucieczki…

W takich okolicznościach zginął Antoni Browarczyk, pierwsza ofiara stanu wojennego na Wybrzeżu.

- Myśmy o tym wtedy nawet nie wiedzieli. Sprawa była opisana w konspiracyjnych wydawnictwach, ale nie wszystko do nas docierało. Tak na dobrą sprawę to o “Tolku” Browarczyku dowiedziałrem sie dopiero po inicjatywie księdza Jarka Wąsowicza i chłopaków z FMW w 2007 roku. To była oprawa meczu na Lechii, która miała tę zapomnianą postać przybliżyć. Poznałem wtedy jego rodzinę, zacząłem szukać materiałów. Przejrzałem w IPN-ie dziesiątki stron akt dotyczących sprawy śmierci Browarczyka. Po raz kolejny, już w dojrzałym życiu, narodził się we mnie bunt. Zrozumiałem, że nie może być tak, że w wolnym kraju nie pamiętamy o takich ludziach, którzy życie oddali za ojczyznę. W końcu udało sie to zrealizować.

Nie znałeś go, nie wiedziałeś o nim w czasach konspiracji, czemu to dla Ciebie taka ważna postać?

- Potrzebujemy takich postaci - symboli. Tak jak Janek Wiśniewski, czyli Zbyszek Godlewski dla Gdyni, Stanisław Pyjas dla Krakowa, Grzegorz Przemyk dla Warszawy, tak “Tolek” Browarczyk mógł być symbolem dla naszego gdańskiego środowiska. Wtedy, gdy w rocznice wprowadzenia stanu wojennego w latach 80-tych wychodziliśmy z Brygidy na “zadymę”, nawet nie wiedzieliśmy, że moglibyśmy pójść w miejsce, gdzie zginął Browarczyk. Gwarantuję, że gdybyśmy wtedy wiedzieli, to byłoby miejsce, które integrowałoby nasze środowisko. Byłoby świadkiem niejednej demonstracji, dużo młodych ludzi dowiedziałoby się dzięki niemu o historii i prawdzie. Teraz, w niepozbawionym wad, ale wolnym kraju, Browarczykowi należy sie pamięć.

Rozmawiał Stanisław Balicki

Rozmowa pochodzi z Dodatku Pomorskiego "Gazety Polskiej Codziennie"

na zdjęciu: Antoni Browarczyk, ipn.gov.pl

Przeczytaj także
Stanisława Michalik. Połączenie Różańskiego z Wolińską

Oficer śledczy z powołania. Naczelnik Wydziału Śledczego WUBP w Katowicach. Pseudoprokurator z zarzutami naruszenia "zasad praworządności ludowej". Adwokat bez "adwo-".

Prezydent podpisał tzw. ustawę dezubekizacyjną

Prezydent RP Andrzej Duda podpisał ustawę z dnia 16 grudnia 2016 r. o zmianie ustawy o zaopatrzeniu emerytalnym funkcjonariuszy Policji, ABW, AW, SUW, SWW, CBA, Straży Granicznej, BOR, Państwowej Straży Pożarnej i Służby Więziennej oraz ich rodzin.

Inteligent w ciemnych okularach

Wiele można o Jaruzelskim powiedzieć, ale nie to, że był samotnikiem. Jego los i jego wybory były losem i wyborami dużej części pokolenia polskiej inteligencji, a przynajmniej tej części, która przetrwała wojnę i pierwsze lata sowieckiej okupacji, by potem wypłynąć na powierzchnię i na nowo przejąć w kraju rząd dusz ...

Wojciech Mucha: Towarzysze z bezpieczeństwa

Czy Grzegorz Schetyna, człowiek opozycji w PRL-u, zasłużony działacz NZS-u, rzeczywiście chce iść w jednym szeregu z takimi ludźmi? Z milicjantami, esbekami, ludźmi peerelowskiego cienia?

Copyright © 2011 Rebelya.pl Wszelkie prawa zastrzeżone.