Papieże i powstania. Dlaczego Stolica Apostolska potępiała walkę o wolność?

20.12.2016

W XIX wieku stanowisko papiestwa wobec powstań było jednoznacznie negatywne. Nie dotyczyło to tylko powstań, które nacechowane były antyklerykalnymi hasłami, albo powstań przesiąkniętych antykatolicką ideologią (np. socjalistyczną), ale dotyczyło również tych, które były wznoszone na katolickich hasłach i które w Kościele nie widziały wroga, lecz poszukiwały w nim sojusznika - Antonio Akmadža w najnowszej "Frondzie Lux".

Przykład polskich powstań – dwa rodzaje argumentów

Takie były szczególnie powstania polskie. Mimo wszystko, nie znalazły one u papieży poparcia, jak chociażby Powstanie listopadowe, które zostało potępione w encyklice "Cum Primum" papieża Grzegorza XVI. Skąd się wywodzi nieprzychylność papieży do powstań? Często można przeczytać opinie, że dziewiętnastowieczni papieże stali się niewolnikami sojuszu tronu i ołtarza, albo że, mając na uwadze tylko dobro Państwa Kościelnego, szli na daleko idące i haniebne ustępstwa nawet w stosunku do niekatolickich monarchów. Inni z kolei są skłonni argumentom, że w sprawie polskich powstań papieże nie byli dobrze poinformowani o ich naturze oraz, że ich zmanipulowano i zmuszono, żeby te powstania potępili. Żaden z tych argumentów nie jest pozbawiony gruntu: prawdą jest, że w XIX wieku Państwo Kościelne żyło prawie bez przerwy w obliczu zagrożenia w postaci buntów i powstań. Z tego powodu papieże byli zależni od wsparcia militarnego europejskich mocarstw, chociażby Austrii, a popieranie powstań przez papieży na terytorium takich państw wiązałoby się z poważnymi kłopotami we wzajemnych stosunkach.

Z drugiej strony, gdyby w obliczu zagrożenia powstańczego we Włoszech papież poparł powstanie w Polsce, jak taki akt zostałby odebrany wśród ludności włoskiej? Czy nie świadczyłby o podwójnych standardach papieży i nie zachęciłby jeszcze bardziej do buntu w samym Państwie Kościelnym?

Drugi rodzaj argumentów, opierający się na przekonaniu, że papież, potępiając powstanie, został wprowadzony w błąd, też nie jest bez racji. Weźmy jako przykład Powstanie listopadowe. Dwoma głównymi źródłami informacji dla papieża na temat przyczyn i przebiegu tego powstania były ambasada rosyjska w Rzymie oraz nuncjatura we Wiedniu. O rodzaju przekazywanych informacji (lub dezinformacji) pierwszego z tych źródeł nie warto się nawet rozpisywać. Co do drugiego źródła, które z natury rzeczy mogło się wydawać bardziej wiarygodnym, czyli nuncjatury wiedeńskiej, należy wiedzieć, że ówczesny nuncjusz we Wiedniu nie wykazywał się dużym sprytem i dał się w dużym stopniu zmanipulować informacjami podsuwanymi mu przez austriackiego kanclerza Metternicha. Metternich, jako przedstawiciel jednego z państw zaborczych, które i samo żyło w obliczu zagrożeń powstańczych związanych z wielonarodowościowym charakterem Austrii, a który z przekonania gardził wszelkiego rodzaju buntami, powstaniami i rewolucjami, był z natury rzeczy zaniepokojony Powstaniem listopadowym, które mogło się rozprzestrzenić na Galicję, a z Galicji na Węgry. Z tego powodu umiejętnie podsuwał nuncjuszowi takie wiadomości o powstaniu polskim jakie odpowiadały polityce Austrii. Jeśli więc papież był informowany o powstaniu przeważnie z tych dwóch źródeł, jaką opinię mógł o nim posiadać?

Ta druga teoria, o papieżu, który został wprowadzony w błąd, znajduje jeszcze jedno potwierdzenie w słowach papieża Grzegorza XVI, które miały paść podczas pewnej audiencji, kiedy to papież wyraźnie powiedział, rzekomo ze łzami w oczach, że został wprowadzony w błąd, oraz że nigdy nie potępił Polaków. Papież faktycznie nigdy nie potępił Polaków – w encyklice "Cum Primum" papież potępił tylko „niektórych podstępu i kłamstwa sprawców, którzy pod pozorem religii w czasach naszych smutnych przeciwko legalnej książąt władzy głowę podnosząc, ojczyznę swoją, spod należnego posłuszeństwa się wyłamującą, bardzo ciężką żałobą okryli.” Prawdą jest też, że papież mógł rzeczywiście żałować wydania tej encykliki. Mianowicie, encyklika miała w zamyśle ówczesnej dyplomacji papieskiej posłużyć jako swego rodzaju karta przetargowa, jako znak dobrej woli w stosunku do Rosjan, żeby ochronić Kościół katolicki w Polsce przed prześladowaniami, jakie miały nastąpić po upadku powstania. Papież liczył na to, że car Mikołaj I okaże wdzięczność wobec Stolicy Apostolskiej za encyklikę pobłażliwością wobec Kościoła katolickiego w Polsce. Tak się jednak nie stało, i pod tym względem papież naprawdę mógł żałować wydania encykliki. Ale czy żałował on jej treści? Czy papież zmienił opinię o Powstaniu listopadowym? Na podstawie niedługo potem opublikowanej encykliki "Mirari Vos", w której w sposób bardzo stanowczy rozprawia się z powstaniami, ciężko by w to uwierzyć.

Świadectwo Pisma Świętego jako podstawa dla argumentu teologicznego

Zostawmy więc na chwilę argumenty, które opierają się na okolicznościach historycznych, względach politycznych i ideologicznych, oraz gierkach dyplomatycznych. O ile one wszystkie do pewnego stopnia miały wpływ na papieży, należy jednak pamiętać kim tak naprawdę jest papież. Jest on przede wszystkim namiestnikiem Jezusa Chrystusa na Ziemi, następcą św. Piotra i obrońcą wiary i jej dogmatów. Podstawowym zadaniem papieża jest troska o zbawienie dusz i o zachowanie depozytu wiary. Więc stosunek papieży do powstań należy rozpatrywać przede wszystkim z perspektywy nauczania Kościoła na temat władzy doczesnej i stosunku chrześcijan do tej władzy. Nauczanie Kościoła na ten temat sięga najstarszych jego dziejów, a swoje źródło znajduje w Piśmie Świętym. Czerpiąc z źródła Pisma Świętego oraz Tradycji, Kościół oparł swoje nauczanie o władzy doczesnej na przekonaniu, że każda władza pochodzi od Boga, niezależnie od ustroju państwa. Wynika to jednoznacznie z Pisma Świętego, chociażby z rozmowy pomiędzy Poncjuszem Piłatem a Jezusem: „Rzekł więc Piłat do Niego: ‘Nie chcesz ze mną mówić? Czy nie wiesz, że mam władzę uwolnić ciebie i mam władzę ciebie ukrzyżować?’ Jezus odpowiedział: ‘Nie miałbyś żadnej władzy nade Mną, gdyby ci jej nie dano z góry’ (J 19, 10-11). Jezus Chrystus, będąc Żydem, żył w czasach okupacji rzymskiej. Żył w prowincji skłonnej buntom i powstaniom. Żydzi oczekiwali na Mesjasza, który wyzwoli ich spod rzymskiego panowania – oczekiwanie na Mesjasza w Izraelu było tak naprawdę nacechowane przede wszystkim dążeniami niepodległościowymi, uświęconymi przez religię. Jezus jednak nie był takim Mesjaszem. Chociaż był prawdziwym Żydem, uznawał władzę doczesną Rzymian, nawet jeśli była to władza obca i pogańska. Nie oznacza to, że mu się podobała, ale ją uznawał jako władzę pochodzącą od Boga, czemu właśnie dał wyraz w rozmowie z Piłatem. Dlatego naród wybrał Barabasza – ten symbol walki narodowo-wyzwoleńczej. Można nawet powiedzieć, że Jezus zdradził żydowską sprawę narodową i dlatego między innym został ukrzyżowany!

Warto by przytoczyć jeszcze jedno ewangeliczne świadectwo, z okazji aresztowania Jezusa: „Wtedy podeszli, rzucili się na Jezusa i pochwycili Go. A oto jeden z tych, którzy byli z Jezusem, wyciągnął rękę, dobył miecza i ugodziwszy sługę najwyższego kapłana, odciął mu ucho. Wtedy Jezus rzekł do niego: ‘Włóż miecz na swoje miejsce, bo wszyscy, którzy za miecz chwytają, od miecza giną’” (Mt 26, 50-52). Ale oprócz zasad, które wynikają z życia i słów samego Jezusa, Kościół potwierdzenie zasady o władzy pochodzącej od Boga, której winniśmy posłuszeństwo, znajduje również u św. Pawła i św. Piotra. Święty Paweł porusza kwestię stosunku do władzy doczesnej w swoim Liście do Rzymian: „Każdy niech będzie poddany władzom, sprawującym rządy nad innymi. Nie ma bowiem władzy, która by nie pochodziła od Boga, a te, które są, zostały ustanowione przez Boga. Kto więc przeciwstawia się władzy – przeciwstawia się porządkowi Bożemu. Ci zaś, którzy się przeciwstawili, ściągną na siebie wyrok potępienia” (Rz 13, 1-2). Co więcej, św. Paweł przestrzega, żeby poddać się władzy „nie tylko ze względu na karę, ale ze względu na sumienie” (Rz 13, 5). Z kolei św. Piotr naucza: „Bądźcie poddani każdej ludzkiej zwierzchności ze względu na Pana: czy to królowi jako mającemu najwyższą władzę, czy to namiestnikom jako przez niego posłanym celem karania złoczyńców, udzielania zaś pochwały tym, którzy dobrze czynią. Taka bowiem jest wola Boża, abyście przez dobre uczynki zmusili do milczenia niewiedzę ludzi głupich. Jak ludzie wolni postępujcie, wszakże nie jak ci, dla których wolność jest usprawiedliwieniem zła, ale jak niewolnicy Boga. Wszystkich szanujcie, braci miłujcie, Boga się bójcie, czcijcie króla!” (1 P 2, 13-17).

Nauczanie o władzy pochodzącej od Boga w Tradycji Kościoła

Te bardzo jednoznaczne słowa apostołów są fundamentami katolickiego nauczania o uległości wobec panujących i o władzy pochodzącej od Boga. Trzeba przy tym pamiętać, że i Piotr i Paweł byli z pochodzenia Żydami, więc mówiąc o władzy doczesnej w tamtych czasach, mają na myśli też władzę obcą i pod względem etnicznym, i pod względem religijnym, bo innej za swojego życia nie doświadczyli. Co więcej, sami doświadczyli prześladowań ze strony tej samej władzy, która ostatecznie odebrała im życie. Więc obowiązek posłuszeństwa wobec władzy nie dotyczy tylko władzy dobrej i sprawiedliwej, ani tylko panujących, którzy są również katolikami. Dotyczy on każdej władzy – i tej obcej, i tej pogańskiej, i tej niesprawiedliwej i despotycznej. Bo władza jako taka pochodzi od Boga, co nie oznacza, że wszystko co władza czyni jest zgodne z wolą i przykazaniami Bożymi. Zasada o władzy pochodzącej od Boga była znana i przestrzegana wśród najstarszych chrześcijańskich pisarzy i ojców Kościoła. Niektóre z nich przytacza papież Leon XIII w encyklice "Diuturnum Illud", jak chociażby Atenagorasa, który mówił: „Nas, którzy nic złego nie czynimy, przeciwnie, ze wszystkich waszych poddanych zachowujemy się z największym nabożeństwem i uległością, tak względem Boga, jak względem waszej najwyższej władzy, pozwalacie prześladować, łupić, rozpędzać”. W tej samej encyklice znajdujemy słowa Tertuliana: „Chrześcijan nie jest wrogiem niczyim, a cóż dopiero Cesarza, o którym wie, iż ustanowiony został przez Boga i że dlatego winien go kochać, szanować i pragnąć pomyślności jego i całego Państwa rzymskiego.” Święty Augustyn z kolei powiedział: „Uczmy się od Pana, co i przez Apostoła powiedział nam, iż nie ma władzy, jak tylko dana od Boga”, oraz: „Nie przypisujemy nikomu władzy udzielania potęgi królewskiej ani cesarskiej, jak tylko prawdziwemu Bogu”. Papież przytacza również słowa św. Jana Chryzostoma, „że istnieje władza zwierzchnia, że jedni rozkazują, a drudzy słuchają, że wskutek tego wszystko w społeczeństwie nie jest zdane na los ślepego przypadku [...] to jest twierdzę, dziełem boskiej mądrości”, oraz św. Grzegorza Wielkiego, papieża: „Wyznajemy, że Cesarzom i Królom władza dana jest z nieba”. Dlatego Leon XIII mógł stwierdzić, że „gdziekolwiek istnieje jakiś pierwiastek panowania i władzy, u tego samego źródła, w Bogu, jedynym twórcy i panu świata, należy szukać jego początku”. Dlatego też w encyklice o ustroju państwa chrześcijańskiego "Immortale Dei" mógł napisać, że „władza publiczna jako taka, jest jedynie od Boga”, niezależnie od tego jaka to jest władza: „Albowiem jak nie wolno sprzeciwiać się woli Bożej, a kto więc jej się sprzeciwia, ten dobrowolnie idzie na zatracenie, tak też nie wolno pomiatać prawowitą władzą, bez względu na to, kto ją piastuje”.

Takie rozumienie władzy wyjaśnia również dlaczego Grzegorz XVI w encyklice Mirari Vos mógł się posłużyć tak silnymi słowami na temat buntowników kiedy, przypominając całkowicie inną postawę pierwszych chrześcijan, pisze: „Te świetne przykłady niezachwianej uległości ku panującym, wynikające koniecznie z zasad religii chrześcijańskiej potępiają obrzydliwą samowolę i bezprawie tych, którzy pałając bezecną i wyuzdaną żądzą wolności, całe swoje staranie wytężają w tym celu aby zniszczywszy do szczętu prawa wszelkiej zwierzchności, podbić całe narody pod pozorem wolności. Do tego właśnie zmierzały najbardziej niegodziwe szaleństwa i zabiegi Waldensów, Begardów, Wiklefistów i tym podobnych synów Beliala, którzy jak plugastwo i zakała ludzkiego rodzaju, słusznie byli tylekroć obłożeni klątwą Stolicy Apostolskiej”.

‘Trzeba bardziej słuchać Boga niż ludzi’

Ale jak postępować w sytuacji, kiedy władza rozkazuje coś przeciwnego prawu Boskiemu? Czy można z powodu obowiązku posłuszeństwa wobec władzy sprzeciwić się przykazaniom Bożym, bo przez Boga ustanowiona władza coś takiego rozkazuje? W takiej sytuacji często znajdowali się pierwsi chrześcijanie, którzy dla wierności Bogu i Jego przykazaniom byli gotowi ponieść i śmierć, ale buntów przeciwko władzy nigdy nie wzniecali. Panujący, którego władza pochodzi od Boga, winien jest rządzić zgodnie z prawem Boskim, a za nieprzestrzeganie go poniesie odpowiedzialność przed Bogiem. Kościół zawsze nauczał, że obowiązek posłuszeństwa wobec władzy dotyczy tylko tych kwestii, które nie sprzeciwiają się prawu Boskiemu lub kościelnemu. Jezus przecież powiedział: „Oddajcie więc cezarowi to, co należy do cezara, a Bogu to, co należy do Boga” (Mt 22, 21). Piotr i apostołowie z kolei stwierdzili, że „trzeba bardziej słuchać Boga niż ludzi” (Dz 5, 29). W XIX wieku też Kościół głosił tę samą zasadę.

Leon XIII w encyklice "Sapientiae Christianae" pisze, że „grzechem jest poniewieranie praw Chrystusowych gwoli posłuszeństwa dla władz ziemskich”, i rozwija później tę myśl: „Gdy prawa państwa zbaczają od prawa Bożego, gdy sprzeciwiają się prawom religii chrześcijańskiej i Kościoła, gdy naruszają nawet władzę Jezusa Chrystusa w osobie najwyższego Jego Namiestnika, wtenczas zdrożnym jest ich słuchać, obowiązkiem zaś opierać się im i to nie tylko w interesie Kościoła, lecz także we własnym interesie państwa samego, na którego zgubę wszystko obrócić się musi, co się dzieje z krzywdą religii. Ale z drugiej strony okazuje to także, jak niesłusznym jest obwiniać o nieposłuszeństwo tych, którzy takie zapatrywania przedstawiają; jasną bowiem jest rzeczą, że nie odmawiają oni sprawiedliwego posłuszeństwa władzy i ustawom swego kraju, lecz tylko w tych rzeczach nie są im powolni, w których te nie mają żadnej władzy, ponieważ są ustanowione bez upoważnienia Bożego i przeciw woli Bożej i dlatego nie są ani prawem, ani ustawą.” Natomiast jest różnica pomiędzy odmówieniem posłuszeństwa władzy w poszczególnych sprawach, które sprzeciwiają się prawu Boskiemu, a zbrojnym powstaniem przeciwko tej samej władzy. O ile odmówić posłuszeństwa władzy kiedy ona nakazuje coś przeciwnego prawu Boskiemu jest nie tylko prawem, ale obowiązkiem chrześcijanina, o tyle nie wolno w tej sprawie chwytać za broń. Papież Leon XIII tak o tej sprawie pisze w encyklice "Quod Apostolici Muneris": „Jeśli jednak zdarza się czasem, że władza publiczna jest sprawowana nierozważnie i bez umiaru, nauka Kościoła katolickiego nie pozwala powstawać samemu przeciw nim, by nie powodowało to jeszcze większego zakłócenia porządku a społeczeństwo nie odniosło jeszcze większej szkody. Jeżeli sytuacja pogorszy się tak, że nie będzie już widać żadnej nadziei ocalenia, to należy szukać ratunku w zasługach cierpliwości chrześcijańskiej i ciągłych modlitwach do Boga”. Nie są to puste słowa, lecz zasada, którą chrześcijanie nie raz w historii stosowali, a czego przykłady znajdujemy u pierwszych chrześcijan.

Papież Grzegorz XVI w encyklice "Mirari Vos" przytacza słowa św. Maurycego, dowódcy Legionu Tebańskiego, skierowane do cesarza: „Twymi żołnierzami jesteśmy, cesarzu, jednak śmiało wyznajemy żeśmy sługami Bożymi... nawet nas ta ostatnia w życiu walka do buntu nie zmusi, oto broń w naszych rękach, a nie walczymy, bo wolimy umrzeć, a nie zabijać”. Tertulian z kolei mówi: „Do jakiejże bitwy nie bylibyśmy zdolni, nawet w mniejszej liczbie, my którzy tak chętnie giniemy, gdyby w naszym wyznaniu nie było lepiej ginąć niż zabijać”. Z kolei św. Augustyn pisał: „Żołnierze chrześcijańscy służyli niewiernemu cesarzowi, a kiedy szło o sprawę Chrystusa, znali tylko Tego, który jest w niebie. Umieli rozróżnić Pana wiecznego od Pana doczesnego, a jednak byli posłuszni Panu doczesnemu dla Pana wiecznego.” W tradycji katolickiej ważne miejsce zajmuje też doktryna o wojnie sprawiedliwej, która określa okoliczności kiedy walka zbrojna ma swoje uzasadnienie i godzi się z moralnością chrześcijańską. Ta doktryna, chociaż rozwijała się przez prawie całą historię chrześcijaństwa, na wszystkich etapach swojego rozwoju zawsze jako pierwszy warunek wojny sprawiedliwej wyznawała zasadę, że prowadzić może ją tylko legalna władza. Innymi słowy, nie może jej zapoczątkować grupa ludzi albo jakiś organ władzy, który wyłamał się spod posłuszeństwa. W przypadku powstań w XIX wieku ten warunek nie był spełniony, więc w żadnym razie nie można powstanie traktować jako wojnę sprawiedliwą. Nawet pomijając tę zasadę (chociaż pomijać jej nie wolno), jest kolejny warunek, który nie dotyczył być może każdego powstania, ale dotyczył przynajmniej z pewnością powstań polskich, a mianowicie warunek mówiący, że aby wojna była sprawiedliwą, muszą istnieć realne szanse na jej powodzenie.

Ostatecznie jeszcze należy uporać się z argumentem, który szczególnie jest silny i często podnoszony w sprawie powstań polskich, a mianowicie, że jak to jest możliwe, że papież zaakceptował gwałt w postaci niesprawiedliwych rozbiorów Polski, ale walkę Polaków, starających się odzyskać sprawiedliwość i swoją wolność, potępił? Stało się tak z prostej przyczyny, że żadne z powstań się nie powiodło. Papież może uznać jedynie tę władzę, która istnieje de facto, i tylko z nią może negocjować. Powstanie z natury rzeczy musi potępić, bo jest ono niezgodne z nauczaniem Kościoła niezależnie od tego, czy się powiodło, czy zostało stłumione, ale za każdym razem kiedy jakieś powstanie się udało, i kiedy pojawił się na mapie świata jakiś nowy rząd, jakaś nowa władza, papież ją uznawał razem z jej atrybutem, że pochodzi od Boga, i nawiązywał z nią stosunki. Tak zrobił w przypadku państw Ameryki Łacińskej, które w XIX wieku wywalczyły niepodległość przeciwko Hiszpanii, i tak samo zrobił w przypadku Belgii, w której powstanie miało miejsce w mniej więcej tych samych czasach, kiedy i Powstanie listopadowe w Polsce. Różnica jedynie w tym, że belgijskie powstanie się powiodło. Gdyby polskie powstanie się powiodło, papież na pewno uznałby polskie państwo, może by się z jego odrodzenia i cieszył – ale nigdy papież nie może wesprzeć powstania jako środka do walki, bo ono sprzeciwia się przykazaniom Bożym.

Podsumowanie

Kościół zawsze nauczał, że każda władza, niezależnie od ustroju i okoliczności w jakich powstała, pochodzi od Boga, i że należy jej się posłuszeństwo we wszystkim, co nie jest sprzeczne z prawem Boskim lub kościelnym, a kiedy władza przekracza tę granicę, obowiązkiem chrześcijanina jest pozostać wiernym Bogu i sprzeciwić się władzy, ale nie władzy jako takiej, lecz tylko tym jej rozkazom, które sprzeciwiają się tym prawom Boskim, a ten sprzeciw nie może być zbrojny, lecz pokojowy. Istnieją oczywiście sytuacje ekstremalne, jakich świat doświadczył np. podczas II  wojny światowej, kiedy władza w sposób bestialski, trwały i systematyczny morduje pewną część społeczeństwa i nie ma innego sposobu, żeby obronić życie niewinnych ludzi, jak tylko chwytając za broń w celach samoobrony. W Europie XIX wieku, chociaż zdarzały się różne represje, pogwałcenia praw albo przerażająca surowość ze strony niektórych panujących, takich ekstremalnych sytuacji jednak z ogółu nie było. Dlatego próby usprawiedliwienia powstań narodowych zasadami chrześcijańskimi i próby pogodzenia ich z nauczaniem Kościoła, wymagają wyjątkowej gimnastyki umysłowej i manipulowania zasadami ewangelicznymi. W tej kwestii Pismo Święte i Tradycja przemawiają w sposób wyjątkowo jasny, spójny i bezpośredni. To właśnie tłumaczy, dlaczego papieże w XIX wieku byli nieprzychylni powstaniom narodowym – i gdyby wszystkie inne okoliczności historyczne, dyplomatyczne i polityczne, jakie zostały przytoczone na początku tego artykułu, były dla powstań korzystne, ta jedna zasada, wywodząca się z Pisma Świętego i Tradycji, sama w sobie by wystarczyła, żeby uniemożliwić papieżom zajęcie jakiegokolwiek innego stanowiska w sprawie powstań, jak tylko negatywnego.

Antonio Akmadža (ur. 1992 r. w Rijece, Chorwacja)- Studia magisterskie z teologii ukończył na Uniwersytecie w Zagrzebiu, gdzie obronił pracę pod tytułem "Kościół katolicki a Powstanie listopadowe". Obecnie jest pracownikiem Muzeum Jana Pawła II i Prymasa Wyszyńskiego w Warszawie.

Bibliografia:

ŻYWCZYŃSKI, Mieczysław: Watykan wobec Powstania listopadowego, Kraków, 1995

BEIERSDORF, Otton: Papiestwo wobec sprawy polskiej w latach 1772-1864, Wrocław, 1960

Encykliki papieskie Grzegorza XVI (Cum Primum; Mirari Vos) i Leona XIII (Quod Apostolici Muneris; Diuturnm Illud; Immortale Dei; Sapientiae Christianae)

Przeczytaj także
Jakóbik: Awaria Gazociągu Jamalskiego? Zachowajmy spokój (AKTUALIZACJA)

Rosja reaguje siłą spokoju na niezręczny dla niej incydent na Gazociągu Jamalskim. Równie spokojnie odpowiada na niego strona polska. Ma prawo domagać się wyjaśnień, a może i rekompensat, ale nie może sobie pozwolić na pochopne stwierdzenia podważające jej wiarygodność. Polska, podobnie jak Rosja, musi zachować spokój. Nie ułatwiają tego tezy ...

Wojciech Mucha: Głos Europy czy chór Kremla?

Złudna jest euforia polskich internautów oraz części mediów związana z tym, że twarde stanowisko polskiego rządu ws. relokacji emigrantów odbija się szerokim echem wśród "zwykłych Europejczyków". Narracja polskiego rządu coraz częściej staje się bowiem orężem propagandy rosyjskiej, realizującej w ten sposób własne cele.

USA wypowiadają paryskie porozumienie klimatyczne. Co to oznacza dla Polski?

Podczas szczytu Unia Europejska-Chiny zaplanowanego na 2 czerwca strony mają zaprezentować wspólne stanowisko w sprawie decyzji prezydenta USA Donalda Trumpa o woli opuszczenia przez jego kraj porozumienia klimatycznego. Czy Polska ugra tam coś dla energetyki? - zastanawia się Wojciech Jakóbik, redaktor naczelny BiznesAlert.pl.

Problem dla rosyjskiej V kolumny w Polsce

Ukraiński Naftogaz poinformował 31 maja o zwycięstwie z Gazpromem przed trybunałem arbitrażowym. To koniec trzyletniej batalii sądowej z wzajemnymi roszczeniami sięgającymi 80 mld dolarów - pisze Wojciech Jakóbik.

I susznie.

-----
Samobójstwo, nawet i zbiorowe, jest zawsze grzechem.

To nie bylo madre jak wszelka generalizacja. W Polsce popieralo heretykow i schizmatykow.

Dlaczego"Stolica Apostolska potępiała walkę o wolność"?
Bo zaborcy nie zamykali kościołów.
Ergo: Bogoojczyźniani są uzurpatorami katolickimi.
Byłam kiedyś w Muzeum Hymnu Polskiego w Będominie na Kaszubach , w dawnym dworku twórcy hymnu - Wybickiego.
Zesłańcy na Sybir po Powstaniu Styczniowym nawet z włosów robili krzyżyki.
To była ich tożsamość. Wstrząsające wrażenie.
Richard Butterwick w bardzo ciekawej książce "Polska Rewolucja a Kościół Katolicki 1788- 1792 " - wydawnictwo Arcana - opisał zabiegi nie tylko posłów państw sąsiednich ale również posłów Watykanu w tych czasach. Kościół jako taki ma inne interesy.
Chyba bliższą polskości jest dysputa Zebrzydowskiego z Tarnowskim.
Cytowałam niedawno: http://rebelya.pl/forum/watek/86023/
Chodzi o cytat z Orzechowskiego.

Napisał/a: Emma EmmaDlaczego"Stolica Apostolska potępiała walkę o wolność"?
Bo zaborcy nie zamykali kościołów.

Eee, tam.
Pruski zaborca ogłosił kasację zakonów i skonfiskował ich dobra - na ziemiach polskich i śląskich.
Rosyjski zaborca ogłosił likwidację całego Kościoła unickiego - jeśli rozpatrywać to w kategoriach świeckich, odebrał jedną decyzją administracyjną Rzymowi kilka diecezji z kilku tysiącami kościołów i klasztorów. Prześladowani unici podlascy ruszyli z pieszą pielgrzymką do Rzymu - i doszli tam, w tych swoich łapciach z łyka i ręcznie tkanych sukmanach, przez Karpaty i liczne granice - prosić, by rimskij papa wziął ich w obronę. Tyle z tego wynikło, że watykańska dyplomacja wynegocjowała... ulgi dla rzymskich katolików w Imperium (ukaz tolerancyjny). Wielu unitów dokonało wówczas konwersji i taki początek mają liczne parafie zakładane de novo, bo wszak carat cerkwi (nawet tych przerobionych z zagrabionych kościołów łacińskich, jak np. w Leśnej Podlaskiej czy też warszawskiego kościoła garnizonowego) nie oddał. Stąd też wiele świątyń katolickich w dawnej Kongresówce, których budowę zaczęto po 1905 r.
Jedynie Habsburgowie kościołów nie zamykali.

Napisał Odys: "Eee, tam".

Ale...... - wiem ,że nie zaczyna się od ale:) - ale Watykan wymógł w czasie uchwalania Konstytucji III Maja zapis , iż innowiercy nie będą mogli być oficerami Wojska Polskiego.
To mnie zaskoczyło.
Admirał Józef Unrug był protestantem a Józef Bem stał się muzułmaninem.
Nie każdy Polak musi być katolikiem , nie każdy katolik jest Polakiem.
Nie warto mieszać porządku "Tego Świata" z porządkiem Boskim.
To nie kończy się dobrze.
Państwo polskie powinno utrzymywać równowagę , dbać o rozwój , dostatek i bezpieczeństwo wszystkich obywateli , nie może , nie powinno pełnić funkcji pomocniczej wobec religii katolickiej.
To jest państwo - nie parafia.
Powinno zapewnić wolność ewangelizacji. A ta jest.
PS: Czasem natykam się na jakiś banner przy szosie : "Warsztaty - Jezus" albo "Jezus Cię kocha" czy jakoś tam.
Smutna tandeta.

Autor w swojej analizie sprytnie pominął św. Tomasza (ale to w końcu tylko jakieś zakonnik).

BTW. Idąc rozumowaniem autora władza okupacyjna Generalnej Guberni słusznie domagała się posłuszeństwa, a Akcja Pod Arsenałem była grzechem ciężkim.

Napisał/a: Emma Emmanie może , nie powinno pełnić funkcji pomocniczej wobec religii katolickiej.

:D

Przedsoborowie. Nie wiem, jak w wieku XIX (fakt, gdzie św. Tomasz?), ale obecnie samym KKK dałoby się obalić bodaj całą tę argumentację poza ewentualnie kwestią braku realnych szans na zwycięstwo.

"Ostatecznie jeszcze należy uporać się z argumentem, który szczególnie jest silny i często podnoszony w sprawie powstań polskich, a mianowicie, że jak to jest możliwe, że papież zaakceptował gwałt w postaci niesprawiedliwych rozbiorów Polski, ale walkę Polaków, starających się odzyskać sprawiedliwość i swoją wolność, potępił? Stało się tak z prostej przyczyny, że żadne z powstań się nie powiodło. Papież może uznać jedynie tę władzę, która istnieje de facto, i tylko z nią może negocjować. Powstanie z natury rzeczy musi potępić, bo jest ono niezgodne z nauczaniem Kościoła niezależnie od tego, czy się powiodło, czy zostało stłumione, ale za każdym razem kiedy jakieś powstanie się udało, i kiedy pojawił się na mapie świata jakiś nowy rząd, jakaś nowa władza, papież ją uznawał razem z jej atrybutem, że pochodzi od Boga, i nawiązywał z nią stosunki. "

To brzmi kuriozalnie dość. Choć logicznie wynika z tezy, jakoby wszystko, co zwie siebie władzą i umie się skutecznie narzucić innym, było prawowitą władzą pochodzącą od Boga w istocie. Skuteczna przemoc czyniąca moralną słuszność?

bo to źli papieże byli

@Emma
Oczywiście, Kościół Rzymski ongiś wspierał i zabiegał o wpływy katolików i kościelnej hierarchii na władze świeckie. Nadto przed Vaticanum II, Kościół nie wspierał swobody religijnej w ogólności, a nawet uważał jej ograniczenia, włącznie z pewnymi represjami wobec innowierców, za godziwą metodę szerzenia wiary.

I ja także takiej koncepcji nie wspieram, chętniej odwołuję się do tradycji tolerancji.
Moja dzielnica została założona przez protestantów; sąsiednia - Bemowo - nosi imię muzułmanina i apostaty; za rzeką jest część miasta upamiętniająca swą nazwą Starozakonnego finansisty. I świetnie: Rzeczpospolita ma rozległe korzenie.

Ale ten wątek jest jednak o czym innym.

Napisał/a: odys

@Emma
Oczywiście, Kościół Rzymski ongiś wspierał i zabiegał o wpływy katolików i kościelnej hierarchii na władze świeckie. Nadto przed Vaticanum II, Kościół nie wspierał swobody religijnej w ogólności, a nawet uważał jej ograniczenia, włącznie z pewnymi represjami wobec innowierców, za godziwą metodę szerzenia wiary.

I ja także takiej koncepcji nie wspieram, chętniej odwołuję się do tradycji tolerancji.
Moja dzielnica została założona przez protestantów; sąsiednia - Bemowo - nosi imię muzułmanina i apostaty; za rzeką jest część miasta upamiętniająca swą nazwą Starozakonnego finansisty. I świetnie: Rzeczpospolita ma rozległe korzenie.

Ale ten wątek jest jednak o czym innym.

No ... Jest nieco o czym innym ale nie do końca:)
Trolluję?
Przepraszam.

Napisał/a: odys

@Emma
Oczywiście, Kościół Rzymski ongiś wspierał i zabiegał o wpływy katolików i kościelnej hierarchii na władze świeckie. Nadto przed Vaticanum II, Kościół nie wspierał swobody religijnej w ogólności, a nawet uważał jej ograniczenia, włącznie z pewnymi represjami wobec innowierców, za godziwą metodę szerzenia wiary.

I ja także takiej koncepcji nie wspieram, chętniej odwołuję się do tradycji tolerancji.
Moja dzielnica została założona przez protestantów; sąsiednia - Bemowo - nosi imię muzułmanina i apostaty; za rzeką jest część miasta upamiętniająca swą nazwą Starozakonnego finansisty. I świetnie: Rzeczpospolita ma rozległe korzenie.

Ale ten wątek jest jednak o czym innym.


Na szczęście Opatrzność odcięła martwe korzenie.

Albo Szmulki na Pradze.

Copyright © 2011 Rebelya.pl Wszelkie prawa zastrzeżone.