Obciąganie mózgu. Przyczynek do historii fenomenu niezidentyfikowanych obiektów latających

11.01.2017

Za początek zaistnienia zjawiska UFO wśród opinii publicznej uznaje się przypadek Kennetha Arnolda. Ten amerykański biznesmen i pilot-amator z Idaho 24 czerwca 1947 r. podczas przelotu nad Górami Kaskadowymi w stanie Waszyngton zaobserwował 9 tajemniczych świateł-dysków, które leciały z zawrotną prędkością.

Jeśli oni tam są, to zapewne już o nas wiedzą…

Stephen Hawking

___________________________________________________________________________

Czy tegoroczną reaktywację przygód dwójki agentów federalnych Foxa Muldera oraz Dany Scully z serialu "Z archiwum X" zawdzięczamy jedynie modzie na retro? Bez wątpienia generacją X – dzisiejszymi 30-40-latkami zawładnęła melancholia, na której chcą zarobić spece od show-biznesu, a tendencja powrotu do klimatu rodem z lat 80.("Stranger Thing", "Ash vs Evil Dead)" i 90. (powrót "Twin Peaks") jest już wyraźnie zauważalnym trendem. Jednak jeżeli chodzi o konkretny przypadek "X files", musimy pamiętać, że to, co czyni to widowisko wyróżniającym się spośród pozostałych seriali jest jego przewodnia tematyka. Mowa tu o zjawisku UFO pojmowanym z jednej strony jako przykład najbardziej chyba żywotnego fenomenu kulturowego XX w., a z drugiej przedmiotu badań (mniej lub bardziej naukowych) zakrojonych na naprawdę szeroką skalę.

Być może to właśnie kosmici i niesłabnące zainteresowanie, które przejawiają nimi kolejne pokolenia, stanowią o popularności serialu. Pomimo, że UFO nie jest stałym elementem osi fabularnej wszystkich odcinków, to jednak ten motyw popycha główny wątek, decydując zarazem o fenomenie "X files". Można śmiało postawić tezę, iż sposób w jaki ukazano przedstawicieli obcych cywilizacji w serialu, zaważył na ich powszechnym wyobrażeniu. Do dziś większość z nas myśląc o UFO ma przed oczami Szaraka (Grey alien) bladą, niską antropomorficzną postać z wodogłowiem, bez nosa i z wielkimi czarnymi oczami pozbawionymi źrenic, przedstawiciela „teoretycznie istniejącej” rasy kosmitów znanego z odcinków "Z archiwum X".

*

Współcześnie za początek zaistnienia zjawiska UFO wśród opinii publicznej uznaje się przypadek Kennetha Arnolda. Ten amerykański biznesmen i pilot-amator z Idaho 24 czerwca 1947 r. podczas przelotu nad Górami Kaskadowymi w stanie Waszyngton zaobserwował 9 tajemniczych świateł-dysków, które leciały z zawrotną prędkością. Za pomocą zegara pokładowego umieszczonego w kokpicie maszyny, przyjmując za punkty odniesienia wierzchołki gór, był on w stanie obliczyć, że obiekty musiały lecieć z prędkością 2800 km na godzinę, ponad dwukrotnie przekraczając przy tym barierę dźwięku. Kenneth Arnold zaraz po wylądowaniu zgłosił swoją obserwację załodze miejscowego lotniska. Wieść o zdarzeniu szybko rozeszła się w światku lotniczym, powodując zainteresowanie mediów. To właśnie podczas prowizorycznej konferencji prasowej Arnold, aby opisać zjawisko, którego był świadkiem jako pierwszy użył nazwy "Flying saucers" – latające spodki.

Początkowo nie wysuwał on hipotezy o pozaziemskim pochodzeniu zaobserwowanych przez siebie obiektów, twierdząc, że musiały być one najprawdopodobniej testowymi rakietami wystrzelonymi przez amerykańską armię. Wersję z pojazdami pochodzenia pozaziemskiego zaczęły lansować media, które lawinowo wyciągały na światło dzienne podobne historie, które wcześniej nie spotkały się z zainteresowaniem opinii publicznej. Co ciekawe sam Arnold w późniejszych latach (1962 r.) był zwolennikiem oryginalnej teorii głoszącej, że zaobserwowane przez niego obiekty nie były pojazdami obcych, a żywymi istotami pochodzenia kosmicznego.

Sprawa Kennetha Arnolda nie była pierwszą w XX w. obserwacją niezidentyfikowanych obiektów latających. Trzeba jednak przyznać, że relacja o zdarzeniu z jego udziałem idealnie trafiła w swój czas, rozprzestrzeniając się po mediach z szybkością błyskawicy, idealnie obrazując późniejszą tezę o mcluhanowskiej teorii globalnej wioski.

Kolejnym i zarazem najsłynniejszym incydentem dotyczącym UFO, który przyczynił się do wzrostu popularności tego fenomenu w zbiorowej świadomości, były bez wątpienia wypadki z Roswell z 2 lipca 1947 r. Wydarzenia te wyczerpująco opisał na łamach niniejszego numeru FRONDY Artur R. Kołodziejczyk w tekście "Teolog w Archiwum X, czyli incydent w Roswell", do którego odsyłam czytelnika.

Od tego czasu Ameryka zaczęła dosłownie wariować na punkcie UFO czego, dowodem jest ogromna liczba doniesień o ich obserwacjach, które zasypały rząd USA. Tylko w okresie czerwca i lipca 1947 r., ich liczba wyniosła blisko 900 przypadków… Wydarzenia te spowodowały, że amerykański wywiad wojskowy rozpoczął w 1947 r., zakrojone na szeroką skalę badania pod kryptonimem "Sign", które przemianowano w 1949 r. na kryptonim Grudge i w końcu w 1952 r. na "Blue Book". Programy te skupiały w swoich szeregach wojskowych oraz akademickich badaczy na czele z jednym z najbardziej znanych ufologów – astronomem, wykładowcą Uniwersytetu w Evanston w stanie Illinois dr Allenem Hynekiem. Zasłynął on między innymi zaprojektowaną na potrzeby projektu trójstopniową skalą obserwacji UFO znaną jako „bliskie spotkania”.

Projekt "Blue Book" trwał nieprzerwanie do 1970 r. Jego rezultatem było mniej lub bardziej szczegółowe przeanalizowanie ponad 12 tys. przypadków obserwacji  UFO. Większość została uznana przez uczestników projektu za wynik obserwacji zwykłych samolotów i naturalnych zjawisk atmosferycznych. Spośród tysięcy rozpatrywanych przez dziesiątki lat przypadków jedynie 701 z nich uznano za niewyjaśnione, co stanowiło liczbę ok. 6% wszystkich badanych spraw. Pojęcie o tym, jak mogły wyglądać prace tej grupy dają wspomnienia (wydane w 1956 r.) pierwszego dowódcy Blue Book kapitana J. Ruppelt, który swoją funkcję sprawował jedynie przez rok. W podsumowaniu swojej książki "Raport w sprawie UFO" opisującej doświadczenia z pracy nad projektem stwierdził, że: "Być może ostateczną odpowiedzią na pytanie o UFO będzie stwierdzenie, że wszystkie raporty dotyczące niezidentyfikowanych obiektów latających są jedynie pomyłkami. Albo też gros pilotów, specjalistów, generałów, naukowców i w końcu zwykłych zjadaczy chleba będących świadkami tych zjawisk, którzy powiedzieli mi, że „nie uwierzyliby we własne opowieści, gdyby nie przeżyli tego na własnej skórze. Wiedzą o czym mówią. Może ziemia jest stale odwiedzana przez międzyplanetarne statki. Czas pokaże, kto ma rację". Ta konkluzja jest o tyle istotna, że "Raport w sprawie UFO" stanowi pierwsze tego typu wspomnienia dotyczące niezidentyfikowanych obiektów latających, które wyszły spod pióra oficera armii Stanów Zjednoczonych zawodowo zajmującego się tą tematyką.

*

Zupełnie nową jakością, jeżeli chodzi o odświeżenie tematu była bez wątpienia kontrowersyjna twórczość szwajcarskiego badacza-amatora Ericha von Dänikena, którą rozpoczęło wydanie w 1968 r. książki Wspomnienia z przyszłości. W swoich publikacjach Daniken w zwięzły, prosty i mogłoby się wydawać, logiczny sposób wyjaśnia, że  Ziemia  i jej mieszkańcy w ciągu tysiącleci byli odwiedzani przez kosmitów, którym zawdzięczali rozwój cywilizacyjny, przekazując im bezcenną wiedzę z dziedzin takich jak m.in.: agrokultura, budownictwo, architektura, medycyna, etc. Teorie te spotykają się ze zdecydowanie negatywnymi reakcjami świata nauki. Sam Daniken twierdzi, że jest to skutek deficytu odważnych i otwartych umysłów, których na próżno szukać wśród kadry akademickiej złożonej z karierowiczów i oportunistów. Na łamach swoich "Wspomnień z przyszłości" pisał on: Naturalnie żaden archeolog o wykształceniu akademickim nie zechce przyznać, że kosmici mogliby niegdyś odwiedzić naszą Ziemię. Roztropny człowiek niechętnie naraża się na śmieszność przez wysuwanie śmiałego, choćby nawet możliwego teoretycznie twierdzenia. „Nauka" nadal wypowiada się dopiero wówczas, gdy znaleziony zostanie przedmiot, mający być obiektem badań. Kiedy zaś zostanie już znaleziony, jest tak długo polerowany i obrabiany, aż stanie się kamykiem dokładnie pasującym — o dziwo! — do istniejącej mozaiki. Klasyczna archeologia nie dopuszcza bowiem myśli, że ludy preinkaskie mogły dysponować perfekcyjną techniką pomiarów. Hipoteza, że w głębokiej starożytności mogłyby istnieć maszyny latające, nie jest dla archeologów niczym innym, jak tylko głupstwem.

Daniken w swojej teorii ufologicznej nazywa kosmitów mających pojawiać się na naszej planecie „astronautami”. Twierdzi zaś, że koncepcja bóstw wzięła się stąd, że ziemscy autochtoni postrzegali przybyszów z innych cywilizacji właśnie przez boski pryzmat. Według Szwajcara: "[…] nasi niewykształceni i prymitywni przodkowie nie potrafili pojąć wysoko rozwiniętej techniki kosmitów. Czcili więc ich jako „bogów", którzy przybyli z gwiazd, a im nie pozostało nic innego, jak tylko cierpliwie znosić to ubóstwienie. Nawiasem mówiąc, nasi kosmonauci muszą być dobrze przygotowani psychicznie na podobne hołdy na nieznanych planetach. W niektórych zakątkach Ziemi jeszcze obecnie żyją ludzie prymitywni, dla których karabin maszynowy jest bronią diabelską. Czy samolot odrzutowy nie jest dla nich przypadkiem pojazdem aniołów? Czy przez radio nie słyszą głosu boga? Ostatnie ludy prymitywne z dziecinną naiwnością przekazują w swoich podaniach, z pokolenia na pokolenie, wrażenia z tych technicznych osiągnięć, które nam wydają się już oczywiste. Ciągle jeszcze kreślą na ścianach jaskiń i skał postacie swoich bogów i ich cudem przybyłe z nieba statki. W ten sposób ludzie dzicy utrwalili to, czego obecnie szukamy."

*

Ufologia nie jest jednak jedynie domeną domorosłych badaczy-amatorów, a może stać się także wdzięcznym polem do badań kulturowych czy społecznych. Najbardziej znanym tego typu przykładem były badania poczynione przez psychiatrę Carla Gustawa Junga uwieńczone wydaniem dzieła "Flying Saucers. A Modern Myth of Things Seen in the Skies" w 1958 r. Jung próbował poprzez swoją pracę postawić tezę badawczą, twierdząc, że ludzie wierzący w istnienie UFO, z góry akceptują każdą nawet absurdalną i irracjonalną informację potwierdzającą tę teorię. Zdaniem autorki biografii poświęconej szwajcarskiemu psychiatrze – Deidre Bair, podczas pisania książki o fenomenie UFO Jung zadał sobie szereg pytań: "[…] czym jest to coś czego ludzie poszukują, bo im tego brak, co budzi w nich potrzebę wiary w istnienie życia pozaziemskiego? Dlaczego ludzie ujawniają ów „infantylizm” przejawiający się w wyciąganiu pochopnych wniosków, dlaczego ludzie tkwią w naiwnym złudzeniu, że sama wiara wystarczy by podjąć decyzję?" Jeżeli chodzi o stosunek Carla Gustawa Junga do samego zjawiska niezidentyfikowanych obiektów latających, to był on niejednoznaczny co przejawiało się na kartach książki. Z jednej strony pisał on, iż jest to jedynie psychiczna projekcja, wynikająca z obaw, które w społeczeństwach zrodziła zimna wojna: "W groźnej sytuacji, w której znajduje się dziś świat, kiedy zaczynamy rozumieć, że stawką konfliktu staje się cały glob, fantazja dająca początek projekcjom sięga ponad sferę ziemskich organizacji i potęg w sferę nieba, tj. w kosmiczną przestrzeń międzygwiezdną, gdzie kiedyś władcy losu, bogowie mieli swą siedzibę na innych planetach; a z drugiej przyznawał, że jest to […] potwierdzony fakt poparty wieloma obserwacjami, [a] niezidentyfikowane obiekty latające nie tylko były widywane przez naocznych świadków, ale zostały zarejestrowane na radarach oraz fotografiach."

*

Niewinne na pierwszy rzut oka zainteresowania UFO, mają także swoje mroczne oblicze, które najlepiej obrazuje działalność sekt opartych na fenomenie kosmitów. Najbardziej masowymi kultami są Realianie oraz Scientolodzy dopuszczający się szeregu nadużyć wobec swoich wyznawców. Pochylimy jednak nad mniej znanym casusem grupy „Wrota Niebios” i jej założyciela Marshalla H. Applewhite’a, który dobrze ilustruje cechy religii inspirujących się UFO .

Applewhite urodzony w 1932r. był synem prezbiteriańskiego pastora. W swoim życiu dał się poznać jako kaznodzieja, żołnierz oraz profesjonalny muzyk, który zresztą wykładał ten przedmiot na Uniwersytecie Stanu Albama. Jego życiowe kłopoty, które miały niebagatelny wpływ na podjęcie decyzji o założeniu sekty, zaczęły pojawiać na przełomie lat 60 i 70. Wtedy też , przeżył on rozwód, utracił pracę na uczelni i wdał się w romans ze swoją byłą studentką, która w końcu popełniła samobójstwo. Te wszystkie zdarzenia doprowadziły w końcu do stanu chronicznej depresji oraz psychozy, które próbował zwalczać znacznymi ilościami alkoholu oraz narkotyków.

W 1972 r. podczas pobytu w szpitalu Applewhite poznał pielęgniarkę Trousdale Nettles, członkinię Towarzystwa Teozoficznego, która zainteresowała go fenomenem UFO. Wkrótce po opuszczeniu placówki medycznej Applewhite i Nettles postanowili związać się ze sobą tworząc zarazem podstawy swojej sekty. Do swoich dziwacznych idei udało im się przez ponad 2 dekady działalności przekonać niemałą grupę liczącą od 40 do 200 osób. Życie wspólnoty miało odwzorowywać warunki panujące na statku kosmicznym. Mężczyźni i kobiety nosili identyczne fryzury, byli ubrani w stroje wzorowane na załodze statku Enterprise z serialu "Star Trek". Członkowie zobowiązywali się do zachowania zupełnej trzeźwości oraz celibatu. Co ciekawe uczestnictwo we "Wrotach Niebios" chociaż mogło wydawać się opresyjne, było dobrowolne, w każde chwili można było opuścić sektę bez żadnych konsekwencji.

Podstawą ideologii tej grupy była mieszanina wątków chrześcijańskich z gnostycznymi podlane ufologicznym sosem. Jak pisało o niej socjolog i religioznawca Jacek Sieradzan: "Applewhite uważał, że urodził się na innej planecie, i że 2000 lat temu przybył na Ziemię w ciele Jezusa Chrystusa. Wówczas jednak ludzie nie byli przygotowanie na jego przesłanie i dlatego zabili go Teraz ponownie zstąpił na Ziemię w celu spełnienia misji chrystusowej. Także [Trousdale] Nettles wierzyła, że jest ona inkarnacją z Ponadludzkiego Poziomu Ewolucyjnego zwanego również Królestwem Niebieskim. Uważali, że oboje przez miliony lat żyli na innych planetach […] Statki kosmiczne, którymi przybyli uległy katastrofie. Ich misja ma na celu ukazanie ludziom sposobu oddzielenia się od ludzkich ciał („pojemników”) i duchowe wyzwolenie."

Kluczowym elementem ideologii były ogłaszane co jakiś czas przez Applewhite’a „wielkie zmiany”, które oznaczały zaistnienie szansy na „zrzucenie pojemników” (oznaczające samobójstwo) i opuszczenie planety. Ostatnia z nich związana była z pojawieniem się na niebie komety Hale’a Boppa. W dniach 22-24 marca 1997 r. wierząc, że zjawisku towarzyszy statek kosmiczny, który zabierze ich z Ziemi 39 osób popełniło zbiorowe samobójstwo zażywając koktajl będący mieszanką środków przeciwbólowych i alkoholu.

Wydarzenie to odbiło się szerokim echem w świecie ufologii i środowisk alternatywnych. Przykładem może być relacja, z rozmowy z Prudence Calabrese uczestniczką tajnych projektów psychotronicznych Armii USA oraz gościem radiowych audycji łączących UFO z przelotem komety Hale’a , którą przytoczył na łamach swojego reportażu Jon Ronson "Człowiek, który gapił się na kozy": "- To było straszne – rzekła Prudence. – To było…

Zamilkła i oparła głowę na dłoniach. Patrzyła w milczeniu w dal.

- Święcie wierzyli, że dostaną się na obiekt towarzyszący komecie – powiedziała

- Ci wszyscy ludzie…."

***

Niniejszy tekst stanowiący jedynie luźne przemyślenia dotyczące kwestii UFO i fenomenu jej odziaływania - nie rozstrzygnie o prawdziwości omawianego zjawiska. Z premedytacją została pominięta kwestia tu tzw. uprowadzeń przez kosmitów. O ile obserwacje niezidentyfikowanych obiektów latających znajdują potwierdzenia nie tylko w relacjach, ale i fotografiach, materiałach filmowych i wypisach z urządzeń pomiarowych, tak w przypadku porwania czy rzekomych obdukcji dysponujemy jedynie ustnymi relacjami i mglistymi wspomnieniami niedającymi możliwości skonfrontowania ich z prawdą. Autor niniejszego przyczynku na sam koniec jako podsumowanie pozwolił sobie przytoczyć jako przykład niebywale zabawnego, a zarazem inteligentnego fragmentu dotyczącego właśnie kwestii rzekomych uprowadzeń z książki "Kosmiczny spust czyli Tajemnica Iluminatów" autorstwa kontrkulturowej legendy Roberta Antona Wilsona: "W 1971 roku w Brazylii dwóch młodych mężczyzn jadących samochodem „doznało wrażenia”, że nagle, tuż za nimi pojawił się autobus. Następnie ich metaprogramiści się rozeszli. Jeden sądził, że został wzięty przez UFO na obcą planetę, po czym znalazł się przy swoim samochodzie, zaparkowanym przez kogoś na poboczu. Drugi nic nie pamiętał (czyżby przeskok w czasie?) aż do chwili, gdy znalazł się przy samochodzie, który nie wiadomo kto gdzie i jak zatrzymał. Istnieją co najmniej trzy modele tłumaczące to doświadczeni. Po pierwsze „kosmici” faktycznie porwali obu mężczyzn, a następnie poddali procedurze „wymazywania” pamięci, która w przypadku jednego z nich okazała się zawodna. Po drugie, w miejscu tym wystąpiły pewne zakłócenia elektryczne lub magnetyczne, które wywoływały u jednego z mężczyzn, a u drugiego amnezję. Po trzecie, owi „oni” (czyli złowieszczy eksperymentatorzy) znajdowali się w tym tajemniczym autobusie, który pojawił się nagle, tuż przed rozpoczęciem operacji obciągania mózgu. I poddali obu mężczyzn jakieś procedurze „prania mózgu”…"

Potrzeba wam więcej naleśników z kosmosu…?

Tomasz Krok

Artykuł pochodzi z najnowszego numeru "Frondy Lux"

Bibliografia:

Ronson Jon, Człowiek, który gapił się na kozy, Warszawa 2010.

Sieradzan Jacek, Od kultu do zbrodni: Ekscentryzm i szaleństwo w religiach XX wiek, Katowice 2006.

Ruppelt Edward , Report On Unidentified Flying Objects, London 1956.

Däniken Erich, Wspomnienia z przyszłości, Warszawa 1994.

Jung Carol Gustav, “Flying Saucers. A Modern Myth of Things Seen in the Skies”, Nowy Jork 1978.

Goodrick-Clarke Nicholas, Black Sun: Aryan Cults, Esoteric Nazism and the Politics of Identity, Nowy Jork, Londyn 2004.

Robert Anton Wilson Kosmiczny spust czyli Tajemnica Iluminatów, Warszawa 2004.

Bair Deirdre, Jung Biografia, Warszawa 2009.

Przeczytaj także
Wojciech Stanisławski: Przystanek w Agloe (prehistoria postprawdy)

"Postprawdy", wymyślane ze złej woli, lenistwa intelektualnego lub na kacu, reprodukują się skutecznie jak wirusy i okazują się równie niezniszczalne

Dymisja doradcy prezydenta USA do spraw bezpieczeństwa międzynarodowego (AKTUALIZACJA)

Michael Flynn musiał odejść po ledwie 3 tygodniach pracy w gabinecie nowego prezydenta Donalda Trumpa. Powodem dymisji było zatajenie przed przełożonymi i opinią publiczną kontaktów z przedstawicielami państwa rosyjskiego przed zaprzysiężeniem Trumpa na prezydenta USA, co ujawniły media.

Jak wyglądałaby wojna z Rosją. Rozmowa z Phillipem A. Petersenem

- Rosjanie wiedzą, że bez Polski NATO nie obroni ani państw bałtyckich, ani nawet siebie. Dlatego skupiają się na niej - mówi w rozmowie z "Nową Konfederacją" Phillip A. Petersen, amerykański strateg, wiceszef Fundacji Potomac.

Waszyngton przerywa ciszę w Donbasie

Stało się. USA odpowiedziały na nagły wzrost rosyjskiej agresji przeciw Ukrainie. Władimir Putin otrzymał tym samym sygnał od nowej administracji w Waszyngtonie, że ta nie zamierza tolerować bandyckiej polityki Kremla wobec okupowanego Donbasu - pisze Wojciech Mucha.

Ja tam wierzę w ufoki.

Napisał/a: Emil SkupskiJa tam wierzę w ufoki

Susznie. W każdem bonć razie wiency ich ludzie widzieli nisz tutejszo administrancje.

Napisał/a: św. Gnębą potykejoncy sie zez inwalido piekielnowiency ich ludzie widzieli nisz tutejszo administrancje.

:D

Uzupełnieniem może być informacja o tym jak to było w Polsce a dokładniej w Emilcinie.
http://rebelya.pl/forum/watek/79329/

Błędem jest w ogóle rozpatrywanie tego zjawiska jak czegoś jednorodnego. Mamy do czynienia z wieloma zdarzeniami o tzw. wysokim stopniu dziwności. Równie interesującym tematem co UFO jest również tzw. "żywy folklor". Fenomen latających, świetlnych kul nie musi też wskazywać od razu na pochodzenie pozaziemskie. Autor artykuły pominął też koncepcję Jacquesa Vallée. Tutaj można sobie więcej poczytać:

https://pl.wikipedia.org/wiki/Jacques_Vall%C3%A9e#Vall.C3.A9e_i_jego_opinia_na_temat_bada.C5.84_UFO

Za dużą część zjawisk tzw. porwań odpowiada też zjawisko zwane omamami hipnagogicznymi:

https://pl.wikipedia.org/wiki/Omamy_hipnagogiczne

Tak jak autor artykułu napisał, że jedynie 6% obserwacji to były obserwacje rzeczywiście niewyjaśnione, tak najprawdopodobniej jedynie jakiś określony procent z tych już 6% może mieć faktycznie pochodzenie pozaziemskie.

Nie sposób też wykluczyć tego, że w zjawisku UFO dużą rolę odgrywa diabeł:

http://arekmiazga.blogspot.com/2016/05/kosmiczni-oszusci-artyku-ktory-przerazi.html

Tu jest na ten temat artykuł, polecam również przeczytać komentarze.

Inna z koncepcji nawiązuje poniekąd do twórczości Lema, a konkretnie to do książki Solaris. Zjawiska świetle mogą być wytworem czy emanacją jakiejś inteligencji, która żyje z nami na ziemi od zarania wieków, a która to działa na tak odmiennym od ludzkiego poziomie percepcji, że wątpliwe jest w ogóle czy kiedykolwiek uda nam się zrozumieć ten fenomen, o kontakcie nie wspominając. Wysoce prawdopodobne jest, że to "coś" nas również nie rozumie.

A kiedyś to krasnylutki szczali do mleka. Dziesz sie podzieli?

przypominam, że jakiś czas temu nieodżałowana (-y) Estera Lobkowicz wydał (-a) pod swą redakcją "Ufo w perspektywie chrześcijańskiej", a w nr 13-14 Frondy (dostepny pdf) jest przydługi tekst o. Serafina Rose'a pt. "Znaki z niebios UFO w perspektywie chrześcijańskiej".
jakby ktoś miał nadmiar czasu.

Pszeczytełem tera o tem Emilcinie i wewpadło mie wew oczoduł cuś takiegusz:

"To wszystko się scala w jedną całość – trwający od dekad i sukcesywnie ewoluujący mit.

To wszystko pozwala też stwarzać wspólnotę, poczucia bycia w czymś razem.

W USA tak, u nas nie. W Polsce mamy tylko grupki, które się zwalczają, obrażają"

Chibasz u nasz i mniendzy ufologologami obowionzywa podział na lepsze i gorsze sorta. Takisz zaposiadywamy klimat.

Napisał/a: św. Gnębą potykejoncy sie zez inwalido piekielno

A kiedyś to krasnylutki szczali do mleka. Dziesz sie podzieli?


No to właśnie polecam poczytać o tzw. żywym folklorze, dalej się notuje występowanie takich zjawisk jak krasnoludki, skrzaty etc.

http://arekmiazga.blogspot.com/2015/01/magonia-po-polsku-spotkania-z.html

Napisał/a: św. Gnębą potykejoncy sie zez inwalido piekielnomniendzy ufologologami obowionzywa podział na lepsze i gorsze sorta.

W istocie tak jest, że tak powiem "oficjalna" ufologia uznaje za dogmat, że te wszystkie zjawiska to na 100% mają pochodzenie pozaziemskie i wszelkie koncepcje, które uważają inaczej są uznawane za "poważnych" ufologów za coś w rodzaju herezji.

Jest taka teoria radzieckich uczonych, że jak się zje za dużo kurkumy, to się spotyka ufoków, którzy zmuszają do pisania na forach internetowych wielu wątków monotematycznych.

Napisał/a: consumerJest taka teoria radzieckich uczonych

prof. Bardach nawet tym się zajmował? czy to był Leśnodorski, bo już się gubię w tych Kolegi ałtorytetach

Napisał/a: Franciszek Bielinski

:D
Ale... właśnie noszem prund wefwiaderku zezrzeki.

Copyright © 2011 Rebelya.pl Wszelkie prawa zastrzeżone.