"Młody papież" - skuteczna koscielna propaganda

26.01.2017

W czasach, gdy telewizję i internet zalewają seriale o nikczemności władzy świeckiej, pojawia się nagle serial o niezwykłym papieżu.

Prof. Andrzej Zybertowicz powiedział niedawno, że jedną z przyczyn obecnego kryzysu demokracji i braku zaufania do państwa i władzy jest... popkultura. Wymienił przykład serialu "House Of Cars" . Wielu widzów uznało, że dzięki temu serialowi odkryli prawdę o cynizmie i brudzie amerykańskiej polityki, stąd jej zawirowania i rozchwianie debaty publicznej.

Zima

Zgadzam się z prof. Zybertowiczem, sam pisałem kilka miesięcy temu, iż współczesne popularne seriale wyrażają zniechęcenie do władzy, nie tylko w USA. Są świadectwem i obrazem tego, jak publika stopniowo traci wszelką nadzieję, i dodatkowo ten stan bezadziei i wściekłości pogłębiają. Wiara, że "nadchodzi zima" dla naszej cywlizacji jest już powszechna. Chodzi nie tylko "House of Cards", ale też o jeszcze popularniejszą serię "Gra o tron" (z której, jak wiadomo, pochodzi hasło "Winter Is Coming"), szyderczy serial "Figurantka" albo mroczny szpiegowsko-polityczny telewizyjny thriller "Homeland".

Czy to się komuś podoba czy nie, dzisiejsza popkultura, a zwłaszcza właśnie seriale, pełnią rolę taką jak kiedyś wielka literatura. Pokazuje pewne trendy, ale może tez inicjować zmiany w świadomości. W tej sytuacji nie powinno dziwić, że w wielu krajach nieufność, frustracja oraz strach powodują, iż np. w USA wygrywa polityczny naturszczyk Donald Trump, w Wielkiej Brytanii głosują za wyjściem z Unii Europejskiej, we Włoszech do władzy zmierza komik Bepe Grillo, szykują się też wstrząsy we Francji, Niemczech i innych krajach.

Oczywiście, nie byłoby tego wszystkiego bez odpowiednich warunków gospodarczych i politycznych. O skutkach kryzysu gospodarczego, narastających nierównościach, pauperyzacji klasy średniej na Zachodzie, niezaspokojonym głodzie wartości czy chociaż silnych tożsamości, kryzysie rodziny, postępie technologicznym, które niekoniecznie nas uszczęśliwia i czyni świat bardziej racjonalnym, egoizmie i wąskich horyzontach klasy politycznej, powstał już niejeden artykuł i książka.

Królestwo nie z tego świata

I oto pod koniec 2016 roku miliony mniej lub bardziej świadomych przeżuwaczy telewizyjnej i internetowej papki oszalały na punkcie kolejnego serialu o władzy. Ale władzy specyficznej. To wyprodukowany przez HBO "Młody papież" w reżyserii Paolo Sorentino, z Jude'em Law w roli głównej. Krytycy i publicyści próbują zgłębić fenomen "Młodego papieża", starają się dociec, czy to film prokościelny, czy antykościelny, czy obrazoburczy, czy wprost przeciwnie, ortodoksyjnie katolicki. Nie wiem, jakie były intencje reżysera, uznawanego przez niektórych krytyków za najlepszego obecnie twórcę filmowego. Ale to nieważne. Można brać poszczególne sceny i udowadniać, taką albo inną tezę. Moim jednak zdaniem, patrząc na serial jako na całość, i w kontekście innych seriali o władzy, wyszła (nie wiem,czy celowo, czy nie) wręcz skuteczna katolicka propaganda. Nie powiedziałbym, że ewangelizacja, bo zdaje się, że Sorentino nie jest wierzący, ale propaganda w dobrym tego słowa znaczeniu.

W dzisiejszych czasach bowiem "medium is the message". Ten cytat z Marshalla Mc Luhana, który można niezbyt zgrabnie przetłumaczyć "medium jest przekazem", oznacza z grubsza, że na pierwszym miejscu jest forma, a treść nie jest aż tak wazna. No, więc, jaką tu mamy formę? Przystojny i charyzmatyczny znany aktor jako młody i wysportowany papież, palący papierosy niczym James Dean albo Iggy Pop albo... kilku świętych Kościoła. Z pietyzmem, smakiem i fascynacją sfilmowane są wnętrza Stolicy Apostolskiej, wielkie dzieła malarstwa i architektury w każdym niemal kadrze, dużo dobrego humoru, piękne i sympatyczne kobiety i mężczyźni (albo pięknem zewnętrznym albo duchowym, to już metoda Sorentino, u którego prawie każda postać zwykle jest przedstawiana z choćby minimalną sympatią), jest też miłość, przemoc, seks i sensacja, intrygi, skandale, ludzkie radości i smutki. Świetna muzyka, zarówno popularna, jak i klasyczna.

I co z tego miszmaszu wychodzi? Uwodząca wizja "królestwa nie z tego świata". Może i ludzie Kościoła maja wiele słabości, może jest w nim sporo brudu, może nawet przeżywają wiele wątpliwości co do swojej wiary, ale widz, który nie zna Kościoła albo nawet jest co do Niego uprzedzony, kończy oglądać serial z poczuciem, że o coś tym ludziom chodzi. Że są dziwni, ale jakże ludzcy". Pełni sprzeczności, ale generalnie dobrzy. Jak "szara eminencja" Watykanu, serialowy sekretarz stanu, z jednej strony zadufany w sobie niby cyniczny gracz, z drugiej naprawdę zalezy mu na dobru Kościoła, a po godzinach opiekuje się niepełnosprawnym chłopcem. Albo tytułowy "młody papież", typowy-nietypowy Amerykanin rozdarty między wiarą a niewiarą, między miłosierdziem a iście przedsoborową surowością, między umiłowaniem dla tradycyjnych form papiestwa a umiłowaniem do popkultury.

Niektórzy myślą, że ten film to przede wszystkim głos w dyskusji tradycjonaliści kontra modernizatorzy Kościoła. Rzeczywiście Sorentino stawia pytanie, czy Kościół nie stracił sensu po II Soborze Watykańskim, gdy stał się może zbyt miłosierny i zbyt łatwo odszedł od tradycyjnej liturgii, strojów, "królewskiego" modelu papiestwa. Ale nie to jest najważniejsze, bo też i Sorentino na to pytanie nie odpowiada. Najważniejszy jest w Kościele człowiek w obliczu istnienia bądź nieistnienia Boga, w obliczu śmierci, w obliczu bliźniego, w obliczu miłości i namiętności. Ciągle pojawia się pytanie, czy w Kościele działa Duch Święty, świętych obcowanie, czy papież rozmawia rzeczywiście z Bogiem, czy też ma obsesje i neurozy. Czy duchowni to osoby, które kochają Boga i ludzi i poświęcili wszystko dla wiary, czy też to ludzie, którzy uciekli przed światem. Ale czy takie dylematy powinny nas oburzać? Przecież Kościół to nie sekta doskonałych, a wiara polega między innymi na tym, by trzymać się jej mimo wszelkich wątpliwości.

Te wszystkie pytania i tak na gruncie serialu pozostają nierozstrzygnięte, rozstrzygnięte pozostaje natomiast, kto jest lepszy - władza świecka, czy kościelna? Na tle innych wspomnianych seriali albo w porywająej scenie spotkania papieża np. z premierem Włoch głowa Kościoła wypada jako dużo lepiej. Może ani reżyser, ani wielu widzów nie podzielają jego poglądów, ponoć nie przystających do dzisiejszego świata. Ale papież przynajmniej je ma, nie jest cyniczny albo nijaki. W ostatnich odcinkach udaje się nawet serialowemu papieżowi poradzić sobie z najbrudniejszymi seksualnymi i finansowymi skandalami w Kościele.

Od Piusa X do Franciszka

U Sorentino nie brakuje efektownych, a nawet efekciarskich scen. Niektóre są, jak to mówi młodzież, "przegięte". Ale na pewno żadna scena nie jest przypadkowa. Począwszy od czołówki, gdy serialowy Pius XIII w rytm muzyki Hendrixa idzie zdecydowanym krokiem na tle arcydzieł sakralnego malarstwa, a każdy obraz odnosi się do jednego z dziesięciu odcinków. Albo nawiązania do różnych wydarzeń i postaci we współczesnym Kościele... Na przykład, wbrew pozorom fikcyjny "młody papież" nie jest taki zupełnie wymyślony. Zaangażowany obserwator serialu jak i życia Kościoła może odnaleźć w nim cechy różnych nowożytnych papieży. Choćby Piusa X, który walczył z modernizmem. Albo z Jana Pawa II Pius XIII ma "młodość" (wszak papież-Polak uchodził za "młodego papieża" na początku swojego pontyfikatu), z Benedykta XVI przekonanie do starych form i tradycji oraz przekonanie, że Kościół powinien skupić się na mniejszych, ale bardziej oddanych Bogu wspólnotach. Wielu wypowiadających się o serialu uważa, że serialowy Pius XIII, niepokazujący się publicznie i nie zamierzający wychodzić do ludu, to antyteza otwartego papieża Franciszka. Ale cechy Franciszka można odnaleźć również u Piusa XIII, konretnie - zdecydowanie w zarządzaniu wewnętrznymi sprawami Kościoła i krytykowanie duchowieństwa oraz wzywanie go do wewnętrznej przemiany. Natomiast z życia Matki Teresy z Kalkuty wzięto przedstawione w serialu momenty "ciemnej nocy" Piusa XIII, poczucie opuszczenia przez Boga w różnych sytuacjach. Są nawet pewne wątki dotyczące krótko urzędującego Jana Pawła I. I pewnie to nie wszystko, przypuszczam, że u Piusa XIII można odnaleźć cechy innych wielkich Kościoła, ale nie wszystko zdołałem wychwycić.

Z kolei, mroczne afery przedstawione w serialu to echo znanych skandali w Kościele w ostatnich dekadach. Postać sekretarza stanu nawiązuje do plotek o wszystkich niemal ostatnich sekretarzach stanu. Nawet jego zamiłowanie do futbolu jest takie, jak u paru znanych watykańskich postaci.

Nowa era popkultury?

Ważny jest też inny bohater tego serialu. To wyrodni rodzice Piusa XIII, przedstawiciele generacji 1968. Ich milcząca obecność-nieobecność to jedno z najbardziej wymownych oskarżeń wobec tej generacji, jaką widziałem we współczesnym kinie. Tym bardziej poruszające, że sam reżyser, rocznik 1970, jest równolatkiem Piusa XIII i reprezentuje pokolenie dzieci "dzieci-kwiatów". Tak więc, nawet jeżeli ktoś uważa, że Sorentino przedstawia w krytycznym świetle ludzi Kościoła, to niech zwróci uwagę, że dużo gorzej obszedł się właśnie z pokoleniem 1968.

No, więc z jednej strony mamy "House Of Cards", "Grę o tron", "Figurantkę" czy "Homeland", które nie pozostawiają żadnych złudzeń do do władzy świeckiej. Z drugiej - "Młody papież", który w dużo jaśniejszym świetle i dużo bardziej atrakcyjnie przedstawil papiestwo. Czy to wyraz szerszego trendu, czy elity kultury i szołbiznesu zmieniają swoje nastawienie do Kościoła? Być może. Niedługo do kin wchodzi "Milczenie" Martina Scorsese, o męczeństwie jezuitów w XVII - wiecznej Japonii. Ten wybitny reżyser zasłynął ze skandalizującego "Ostatniego kuszenia Chrystusa" i porywających, ale moralnie dwuznacznych obrazów z życia mafii czy banksterów. Tym razem jednak, domyślam się, będzie na serio o sprawach najważniejszych - "Milczenie" powstało na podstawie powieści Shusaku Endo, wybitnego japońskiego pisarza-katolika.

Marcin Herman

Rozszerzona wersja tekstu, który ukazał się pierwotnie w "Gazecie Polskiej"

na zdjęciu: kadr z serialu HBO "Młody papież", reż. Paolo Sorentino, 2016

Przeczytaj także
Myślenie oparte na niszczeniu. Rozmowa z Mateuszem Wernerem, autorem książki "Wobec nihilizmu"

- Dziś być artystą w Polsce i nie być nihilistą to obciach i wiocha. Nihilizm jest świadectwem powagi i prestiżu - mówi w rozmowie z "Nową Konfederacją" filozof kultury, eseista, krytyk filmowy dr Mateusz Werner.

Lata dziewięćdziesiąte. Przaśny sklepik z marzeniami

Po ponad ćwierćwieczu na ekrany telewizorów wrócił kultowy serial "Miasteczko Twin Peaks", stworzony przez Davida Lyncha i Marka Frosta. Na początku lat 90. XX w. oglądaliśmy go także w Polsce, pełni nadziei, że teraz będzie u nas jak na Zachodzie. Nie rozumieliśmy lekcji, jaka płynęła z amerykańskiego serialu: Zachód to ...

Lacrimosa. Gothic metal i Kościół Nowoapostolski

"Weź niebieską pigułkę, a historia się skończy, obudzisz się we własnym łóżku i uwierzysz we wszystko, w co zechcesz. Weź czerwoną pigułkę, a zostaniesz w krainie czarów i pokażę ci, dokąd prowadzi królicza nora" (Morfeusz, "Matrix", Wikicytaty)

Był sobie Cooper, Cooper i Cooper

Stacja HBO wyemitowała już kilka odcinków nowej odsłony serialu "Twin Peaks" Davida Lyncha. Po reakcjach widzów w internecie widać, że publika jest zdezorientowana i raczej się jej nowe "Twin Peaks" nie podoba. Dziwne, nie wiem, czego się spodzewali, bo przecież o to właśnie chodzi Lynchowi w każdym niemal filmie, by ...

Copyright © 2011 Rebelya.pl Wszelkie prawa zastrzeżone.