Problem z "polskimi obozami"

14.02.2017

Wiele mówi się w Polsce o błędnym i krzywdzącym terminie „polskie obozy koncentracyjne”. Tymczasem nie do końca zastanawiamy się, dlaczego taki skrót myślowy w ogóle jest możliwy.

„Polskie obozy koncentracyjne” należą do zbioru tzw. „kłamstw oświęcimskich”, czyli do rozumowania mającego na celu zafałszowanie historii na temat Holokaustu. Zasadnym jest jednak zastanowienie się, jakie są przyczyny popularności takiego terminu, choć Polska prowadzi kampanie na rzecz odkłamania historii. Co i rusz można przecież przeczytać doniesienia o tym, że Anglicy, Francuzi czy Niemcy użyli tego sformułowania w konkretnym kontekście. Bo liczy się przecież kontekst, a nie samo użycie słowa.

Wiele problemów nastręcza bowiem sam termin „obóz koncentracyjny”. Dziś rozumiemy pod nim przede wszystkim obozy zagłady z czasów II wojny światowej. Nie chodzi nawet o miejsca odosobnienia, ale obozy zagłady rodzaju Treblinki. Przed oczami stoją nam więc przede wszystkim fabryki śmierci, a nie same obozy koncentracyjne.

„Obozy koncentracyjne” znaczą bowiem bardzo dużo i jako takie istniały i przed II wojną światową. Niektórzy historycy wskazują nawet na istnienie rosyjskich obozów dla konfederatów barskich. Niedyskusyjnym jest istnienie tego typu instytucji na kontynencie afrykańskim, tworzonych przez kolonizatorów, Brytyjczyków. Także Amerykanie zakładali tego typu miejsca. Ponadto już przed wojną o Berezie Kartuskiej pisano właśnie jako o obozie koncentracyjnym (i nie robili tego tylko komuniści). Używając tego terminu niekiedy mówi się również o obozach z czasów powojennych, chociaż biorąc pod uwagę fakt, kto zajmował się ich administracją powinno się raczej mówić o radzieckich obozach śmierci (nie mylić z Gułagiem). Nie chodzi więc o samo użycie terminu „polski obóz koncentracyjny”, ale wiązanie go ze zbrodniami niemieckimi z czasów II wojny światowej.

Zaniedbanie? Intelektualne lenistwo? Spisek? Jakie są źródła powszechnego używania wspomnianego terminu? Jako pierwsze, dosyć powszechne źródło „polskiego obozu śmierci”, wskazuje się skrót myślowy oparty na geografii. Skoro część z obozów, a w szczególności Auschwitz-Birkenau, leżało właśnie na terenie dzisiejszej Polski, to termin „polskie obozy śmierci” znaczy tyle co „obozy śmierci leżące na terenie Polski”. Wydaje się to prawdopodobne, bowiem ludzie skłonni są do takich niedbałych uogólnień. Ale prawda jest taka, że takie stwierdzenie nie jest satysfakcjonujące. Wyjaśnienie byłoby prawdziwe, gdyby nie fakt, że nie używa się tego w przypadku obozów leżących na terenie Francji.

Rudolph Gehlen, niemiecki generał, szef wywiadu armii niemieckiej na froncie wschodnim. Drugim, niekiedy bardzo często przytaczanym wytłumaczeniem, jest stworzenie tego terminu przez pracujących na rzecz wywiadu Republiki Federalnej Niemiec dawnych funkcjonariuszy służb specjalnych Rzeszy: Reinharda Gehlena i Alfreda Benzingera. Czy tak było w rzeczywistości? O ile łatwo uwierzyć, że ten sprytny zabieg odniósł sukces w Niemczech (człowiek ma z zasady tendencję do usprawiedliwiania się, toteż nie dziwi, że Niemcy łatwo przystali na taką interpretację), o tyle nie tłumaczy to dlaczego przyjęła się ona i w innych krajach. Bundesnachrichtendienst, czyli niemiecki wywiad nie był aż taką potęgą aby móc zasiać ziarno na całym świecie. Gdyby tak było, mieli by wręcz moc porównywalną do mitycznych masonów i iluminatów, a za terminem „polskie obozy śmierci” kryłby się wielki spisek. Mało prawdopodobne.

Jak się zdaje źródłem terminu „polskie obozy śmierci” jest pewien specyficzny rodzaj intelektualnego zaniedbania, które pozwala na wytworzenie się bez oporów pewnych schematów myślenia. Dlaczego ono powstaje? Wydaje mi się, że odpowiedź wcale nie będzie dla nas miła.

Polska, czyli co?

Kiedy niemal półtora roku temu miał miejsce zamach w Paryżu, doszło do spontanicznego aktu solidarności ze strony Europejczyków. Próżno było go szukać w przypadku fali przemocy która przeszła przez Bliski Wschód. Co bardziej rozgoryczeni wskazywali na hipokryzję takich postaw. Mówili: „po Francji płakaliście, ale po Aleppo już nie”. Kluczem natomiast, jak się zdaje, był jeden z komentarzy. Płakano po tragedii Paryża, bo to był nasz europejski Paryż, cząstka naszej kultury, Bliski Wschód natomiast dla nas jest abstrakcją, pozostaje nieznany.

Zdaje się, że właśnie ta, pozornie nie związana ze sprawą „polskich obozów śmierci” obserwacja jest kluczem do zrozumienia problemu. Bo jak wyjaśnić, że włoski albo australijski dziennikarz pisze to, co pisze? Przecież nie pozostaje w posępnej mocy nieistniejącego wywiadu zachodnich Niemiec. Strategia propagandy padła na podatny grunt i nią powinniśmy się zająć.

Zbitka „polskie obozy śmierci” nie razi ucha zachodniego odbiorcy, bo słowo „polski” nie niesie ze sobą żadnych poważniejszych kulturalnych konotacji. Polska to taki dziwny kraj na końcu Europy, nie odznaczający się niczym szczególnym. Czy nam się to podoba czy nie, Zachód na Polskę patrzy z perspektywy "Human Accomplishment" Charlesa Murraya (książki katalogującej wybitnych ludzi zgodnie z ich pochodzeniem i wkładem w światowe dziedzictwo), a na tle innych krajów wypadamy tu bardzo blado. Plasujemy się na siódmym miejscu od końca listy narodowości mających wkład w europejską kulturę, wyprzedzają nas nie tylko takie potęgi jak Francja, Niemcy, Wielka Brytania czy Włochy, ale też mniejsze kraje, jak Belgia i Szwajcaria. My zaś minimalnie wyprzedzamy kraje bałkańskie. Można oczywiście wskazywać, że sposób myślenia Murraya jest błędny, ale jest powszechny. A prawda jest taka, że impresje związane z Polską są dla większości Europejczyków złe. Nie jesteśmy krajem Fryderyka Chopina, Marii Skłodowskiej-Curie i Karola Wojtyły, ale raczej krajem imigrantów, hydraulików i niewykwalifikowanych robotników.

Łatwiej jest stosować uproszczenia i intelektualne skróty w stosunku do kraju, który nie kojarzy się z kultura wysoką. Polska, jako ojczyzna robotników i nieasymilujących się imigrantów (nie chodzi tyle o stan faktyczny, a o powszechną opinię) łatwiej może paść ofiarą skrótów myślowych. Bo jak to miały by być francuskie obozy śmierci? Francji Claude'a Moneta? Francji Honoriusza Balzaka? A może Francja Luwru miałaby być współodpowiedzialna za Holokaust? Nie, to się w głowie nie mieści. Ale Polska, ten barbarzyński kraj na końcu Europy, to czemu nie. Krzywdzące, niesprawiedliwe? Na pewno, ale nikt nigdy nie mówił, że świat jest sprawiedliwy.

Ile w tym naszej winy? Trudno ocenić. Prawdą jest, że polskie społeczeństwo nie należy do czołówki kulturalnej świata. Zarówno pod względem wkładu w kulturę jak i pracy nad sobą, o czym świadczy przerażający wręcz poziom czytelnictwa w Polsce, nie mówiąc już o partycypacji w innych dobrach kultury jak teatr czy kino. Jako społeczeństwo wypadamy blado na tle reszty Europy, a to doprowadza do łatwości w używaniu uproszczeń, które co tu wiele mówić, niektórym są bardziej na rękę. Szczególnie, że Niemcy to pomimo całych okropności II wojny światowej cały czas bardziej kraj Tomasza Manna, Georga Hegla, Jana Sebastiana Bacha, Fritza Langa i Gerharta Hauptmanna, niż Adolfa Hitlera.

Paweł Rzewuski

Powyższy tekst pochodzi z portalu Histmag.org

fot. Attribution-Share Alike 3.0 Unported

Przeczytaj także
Jakóbik: Awaria Gazociągu Jamalskiego? Zachowajmy spokój (AKTUALIZACJA)

Rosja reaguje siłą spokoju na niezręczny dla niej incydent na Gazociągu Jamalskim. Równie spokojnie odpowiada na niego strona polska. Ma prawo domagać się wyjaśnień, a może i rekompensat, ale nie może sobie pozwolić na pochopne stwierdzenia podważające jej wiarygodność. Polska, podobnie jak Rosja, musi zachować spokój. Nie ułatwiają tego tezy ...

Wojciech Mucha: Głos Europy czy chór Kremla?

Złudna jest euforia polskich internautów oraz części mediów związana z tym, że twarde stanowisko polskiego rządu ws. relokacji emigrantów odbija się szerokim echem wśród "zwykłych Europejczyków". Narracja polskiego rządu coraz częściej staje się bowiem orężem propagandy rosyjskiej, realizującej w ten sposób własne cele.

USA wypowiadają paryskie porozumienie klimatyczne. Co to oznacza dla Polski?

Podczas szczytu Unia Europejska-Chiny zaplanowanego na 2 czerwca strony mają zaprezentować wspólne stanowisko w sprawie decyzji prezydenta USA Donalda Trumpa o woli opuszczenia przez jego kraj porozumienia klimatycznego. Czy Polska ugra tam coś dla energetyki? - zastanawia się Wojciech Jakóbik, redaktor naczelny BiznesAlert.pl.

Łukasz Kobeszko: Niejednoznaczny Zbigniew Brzeziński

Brzeziński nie był ani szczególnym apostołem globalizacji, wartości atlantyckich, ani też amerykańskiej hegemonii. Nie stanowił przykładu nawiedzonego ideologa piszącego zza biurka manifesty o naprawie świata. Widział, że polityka międzynarodowa to rywalizacja, w której warto być elastycznym, działać wielotorowo i grać na kilku fortepianach. W tej optyce rozumiał, że Waszyngtonowi zwyczajnie ...

Jak zwykle to KTO jest głównym sprawcą pozostaje tematem tabu. Autor wspomina co prawda, że:
"...Strategia propagandy padła na podatny grunt i nią powinniśmy się zająć...."
Ale omija skwapliwie to, że antypolska nagonka nie zaczęła się jak sugeruje wydźwięk artykułu kiedy to NIEMIECCY naziści postanowili podzielić się odpowiedzialnością za zbrodnie II wojny światowej.
Spirala antypolonizmu została nakręcona już w początkach ubiegłego wieku. Niemcy przyłączyli się
i cały czas nie byli głównym sprawcami.
KTO był głównym sprawcą można zorientować się nawet po bardzo pobieżnej lekturze tego wątku:
http://rebelya.pl/forum/watek/32959/
Pomijam już kwestię dorżnięcia po niemieckich okupantach POLSKICH elit i co gorsza skwapliwą podmianę tychże co zaowocowało nie tylko osłabieniem sił obronnych ale wręcz antypolonizmem polskojęzycznym za polskie pieniądze:
http://rebelya.pl/forum/watek/78459/
Natomiast to co klaruję zarówno funkcjonariuszom podmienionych elit jak i kolaborującym lemingom
sprawdza się znowu.
Od ok 20 lat stawiam tezę, że nasza spolegliwość rozbestwia plugawych oszczerców. I teraz okazuje się, że pierwsze anemiczne odruchy obronne najpierw spowodowały to, że głowni sprawcy zaczęli udawać inne nacje (np "Norweg"- wystarczyło wejść na jego bloga gdzie sam podkreślał, ze jest Żydem z Łotwy bodajże) czy jak w przypadku filmu "nazi matki, nazi ojcowie" głównym konsultantem historycznym był Żyd ale produkcja made in Germany. A teraz wręcz coraz częściej są zatroskani
antypolskimi kłamstwami.
Gdyby 20 lat temu nazwano oszczerców po imieniu i próbowano przeciwdziałać to nie tylko antypolonizm nie osiągnął by takich rozmiarów ale i Zachód jeszcze nie uporał by się z szokiem jaki spowodowała by prawda o tym jak wyglądał cały kontekst goszczenia wiadomej mniejszości na naszej ziemi. Palestyńczycy pomimo tego, że są w gorszej sytuacji od nas doprowadzili do tego, że w/g badan Eurobarometru głównym zagrożeniem pokoju w świadomości Europejczyków jest Izrael.
Ale Palestyńczykom nie podmieniono elit i co najważniejsze nie w tym narodzie tylu lemingów
co u nas ...

Zbitka „polskie obozy śmierci” nie razi ucha zachodniego odbiorcy, bo słowo „polski” nie niesie ze sobą żadnych poważniejszych kulturalnych konotacji. Polska to taki dziwny kraj na końcu Europy, nie odznaczający się niczym szczególnym.

Mnie na przykład irytują dowcipy o głodujących Łotyszach. Wiem że Łotysze prochu nie wynaleźli, ale to mały, dzielny, pracowity naród i do tego moi przodkowie (niektórzy). Jak Polacy mogą powielać tę idiotyczną kliszę?!

Napisał/a: autor Jako pierwsze, dosyć powszechne źródło „polskiego obozu śmierci”, wskazuje się skrót myślowy oparty na geografii. Skoro część z obozów, a w szczególności Auschwitz-Birkenau, leżało właśnie na terenie dzisiejszej Polski, to termin „polskie obozy śmierci” znaczy tyle co „obozy śmierci leżące na terenie Polski”.

Dobrze że ktoś przynajmniej wspomniał o tym niuansie językowym, że generalnie w językach zachodnich podstawowe znaczenie określeń "polski", "niemiecki", "francuski" itp, jednak odnosi się do geografii a nie tożsamości etnicznej. Odmiennie niż dla nas Polaków, którzy zostaliśmy w znacznym stopniu (przez zabory ) ograbieni z identyfikacji z krajem, którego nie mieliśmy. I to jest według mnie 99% przypadków przesadnie oburzającego nas nazywania obozów "polskimi".

Napisał/a: autor Ale prawda jest taka, że takie stwierdzenie nie jest satysfakcjonujące. Wyjaśnienie byłoby prawdziwe, gdyby nie fakt, że nie używa się tego w przypadku obozów leżących na terenie Francji.

Ależ właśnie używa się nawet we Francji i to w oficjalnych tekstach publicystycznych i historycznych terminu "camps de concentration français" i jakoś nie budzi to specjalnych kontrowersji, chociaż akurat we Francji w czasie okupacji niemieckiej typowych kacetów - fabryk śmierci (takich jak w Polsce) zorganizowanych przez Niemców właściwie tam nie było (no jeden w przyłączonej do Rzeszy Alzacji - ktoś w ogóle na świecie kojarzy?). Główny obóz we Francji związany z zagładą - Drancy był jednak w istocie tylko centrum deportacji do docelowych obozów zagłady (gł. Auschwitz).

Transylwania.

W tym rzecz.
Oto słowo ujmujące czym jesteśmy dla "Zachodu".

Bardzo późno dotarło do mnie, że baśniowa kraina mroków i zacofania, poza granicami cywilizowanego świata, w której siedzibę ma przedwieczne zło -- to jakże nam bliski Siedmiogród. Ten od Batorego i Rakoczego. Polska jest taką właśnie Transylwanią. Krainą niby nie nazbyt odległą geograficznie, ale egzotyczną, niezrozumiałą i mroczną. Kraj pełen dziwaków, którzy przypominają stetryczałą babcię z "Mojego wielkiego greckiego wesela": nie szło się z nią dogadać w języku cywilizowanym, a jeszcze co rusz budziła się przekonana, że gonią ją Turcy (ha ha, boki zrywać). Można się z tego trochę pośmiać, można się tego trochę bać -- ale nie sposób tych naszych fobii traktować serio.

Czyż taki obszar bezdroży, pełen niezrozumiałych konfliktów, pchających tych nędznych ludzi do nieustannych wojen z powodów zupełnie nieistotnych (bo cóż to za różnica, czy przedmieścia Petersburga sięgną kilkaset kilometrów dalej na zachód), obszar nieogarniony, kraina Draculi -- nie jest wymarzoną lokalizacją dla Zła Najstraszliwszego? O wiele lepszą, niż kraj wyrafinaowanej kultury, muzyki, filozofii, nauk ścisłych i przyrodniczych, rzemiosła i przemysłu?

Czyż bitwa pod Omdurmanem nie jest bitwą afrykańską, nie zaś europejską? Owszem, w Afryce się zdarzyła. Ale też więcej: cywilizowani Brytyjczycy byli tam po prostu zmuszeni do dokonania tej niebywałej nowoczesnej rzezi -- zmuszeni prymitywizmem dzikich. Taka bitwa w Afryce była na miejscu. W przeciwieństwie do szokujących Sommy i Verdun.

Ech, rodacy: a czy my byśmy bardzo się przejmowali, gdyby spór był o frazę "rumuńskie obozy"?

Pewnie większość przypadków używania przez Zachód określenia "polskie obozy koncentracyjne" to określenia o charakterze geograficznym (choć w owe 99% nie wierzę, zwłaszcza w przypadku tak przyjaznym nam Niemców), ale nie znaczy to, że nie powinniśmy z tym walczyć.

Copyright © 2011 Rebelya.pl Wszelkie prawa zastrzeżone.