Efekt 500+

23.02.2017

Od przyjęcia Rodziny 500+ minął rok, od wypłaty pierwszych świadczeń 10 miesięcy. Wydawać by się mogło, że jest to zbyt krótki okres, by mówić o sukcesie lub porażce programu. Okazuje się jednak, że przez ten czas 500+ wymiernie zmieniło otaczającą nas rzeczywistość - pisze Przemysław Koźmiński w najnowszej „Teologii Politycznej Co Tydzień” Nr 47 pt. "Co z solidarnością społeczną?".

27 lat temu Polskie władze stanęły przed dylematem, w którą stronę zmierzać. Jak budować tę III Rzeczpospolitą? Jaką politykę prowadzić? Przez ostatnie trzydziestolecie byliśmy świadkami rządów prawicowych, centrowych oraz lewicowych. Powstało wiele koncepcji państwa, wiele pomysłów jak prowadzić politykę zagraniczną, politykę gospodarczą czy też politykę zdrowotną. Co cztery lata byliśmy świadkami obietnic kolejnych wielkich reform. Rzeczywistość była zgoła odmienna, rządzące partie skupiały się na „łataniu” aktualnych problemów, a nie wprowadzaniu dalekosiężnych przemian. Zdumiewać może zwłaszcza brak perspektywicznego patrzenia, brak postawienia sobie ambitnych celów, jakim powinno być zapewnienie lepszego bytu Polakom. Celem była wolna Polska jako coś nadrzędnego. Ale nasze elity zajmowały się konsumowaniem owej wolności, powolnym dryfowaniem, a nie mierzeniu się z przyszłością.

Gdzieś na uboczu tej wielkiej polityki znajdowały się polskie rodziny. Państwo zbudowane na micie „Solidarności” zatraciło solidarność międzyludzką, zapomniano o tych, którym wolna Polska nie dała szans na godne życie. Ważniejsze było stawianie najnowocześniejszych stadionów piłkarskich niż wsparcie dla tych, którzy nie widzieli dla siebie miejsca w III RP. Czym mogliśmy się pochwalić w 25. rocznicę odzyskania wolności? Przyrostem naturalnym w wysokości 1,2 dziecka na kobietę? Blisko 2.5 milionami Polaków na emigracji? Ponad 4 milionami osób żyjących poniżej granicy ubóstwa? Czy może 800 tysiącami niedożywionych dzieci? Sytuowało nas to w ogonie Europy. Liczby te były bagatelizowane, więcej, wypychane z przestrzeni publicznej, czego pewnym symbolem stała się wypowiedź prominentnego działacza ówczesnej partii rządzącej, zachęcającego, by niedożywione dzieci udawały się na nasypy kolejowe i zbierały szczaw oraz mirabelki. Owszem, były próby wsparcia polskich rodzin, takie jak „becikowe” lub wydłużanie urlopów macierzyńskich, lecz były to działania nieprzynoszące pożądanych efektów. Czemu tak się działo? Ponieważ były to ustawy właśnie na już. Rządzący doskonale wiedzieli, że nie poprawią one wymienianych wcześniej wskaźników, lecz pozwalały partią złapać oddech i odepchnąć zarzuty o niezajmowanie się powyższymi kwestiami.

Przełom nastąpił 11 lutego 2016 roku. Tego dnia sejm uchwalił ustawę o pomocy państwa w wychowaniu dzieci, która wprowadzała program „Rodzina 500+”. Jest to pierwszy dalekosiężny program, pierwszy program, który można określić jako postawienie przez państwo zarówno sobie, jak i nam celu, jakim jest inwestycja w najmłodszych – po prostu w przyszłość naszej ojczyzny. Reakcja na wprowadzenie tego świadczenia była co najmniej zaskakująca. Merytoryczną debatę nad możliwymi efektami programu, nad konkretnymi rozwiązaniami zastąpiono polityczną awanturą. Pojawiły się zarzuty o próbę przekupstwa politycznego, a co więcej, cześć elit stwierdziła, że te pieniądze w żaden sposób nie wpłyną na poprawę ekonomiczną polskich rodzin, ponieważ zostaną w znaczniej mierze przeznaczone na alkohol. Zarzuty te mogłyby się wydać absurdalne do momentu, w którym nie okazało się, że rządząca partia nie jest w stanie odeprzeć tych zarzutów. Prawo i Sprawiedliwość nie tylko nie było w stanie zapewnić Polaków, że budżet państwa jest w stanie udźwignąć taki wydatek, ale przede wszystkim w miejsce propagowania pozytywnych efektów świadczenia zastąpiono sztywnym sloganem „zrealizowaliśmy obietnicę”. Trudno uznać ten przekaz za satysfakcjonujący, ani tym bardziej zapewniający, że jest to dopiero początek szerzej zakrojonej działalności, mającej właśnie sprawić, że Polacy śmielej będą patrzeć w przyszłość.

Od przyjęcia Rodziny 500+ minął rok, od wypłaty pierwszych świadczeń 10 miesięcy. Wydawać by się mogło, że jest to zbyt krótki okres, by mówić o sukcesie lub porażce programu. Okazuje się jednak, że przez ten czas 500+ wymiernie zmieniło otaczającą nas rzeczywistość. Unaocznia to wizyta w każdym sklepie w mniejszej miejscowości, gdzie pliki kartek, będące "zakupami na zeszyt" zmniejszyły się z pokaźnego brulionu do kilku luźnych stron. Potwierdzają to również badania przeprowadzane przez niezależne ośrodki. Podstawowym miernikiem skali tej przemiany są dane dotyczące spadku ubóstwa. Jak wynika z raportu Europejskiej Sieci Przeciwdziałania Ubóstwu, spadek ten wynosi od 20 do 40 procent. Jeśli zaś chodzi o ubóstwo dzieci procent ten jest znacznie wyższy, ponieważ zostało ono ograniczone od 70 do 90%! Przypomnijmy, że w roku 2013 roku blisko 800 tysięcy Polskich dzieci chodziło niedożywionych. Liczby te mówią same za siebie, w przeciągu roku za pomocą jednego programu udało się ograniczyć ubóstwo do najniższego progu w historii III RP. Program ten jednak nie tylko niweluje biedę, ale znacznie zwiększa komfort życia polskich rodzin. Świadczyć o tym mogą chociażby dane pokazujące, że w 2016 roku na wakacje wyjechała największa liczba rodzin od 1993 roku. Ponadto drastycznie zmalała liczba rodzin, która za główny powód pozostawania swoich pociech w domu podawała niewystarczające środki finansowe (z 54% w 2015 roku do 38% w 2016[1]). Efekt 500+ stał się również widoczny przy okazji corocznej akcji charytatywnej „Szlachetna paczka”. Jak wynika ze słów koordynatora wojewódzkiego Jakuba Rawskiego, w 2015 roku liczba rodzin wielodzietnych objęta pomocą „Szlachetnej paczki” wyniosła 8 tysięcy, rok później ta liczba zmalała aż o 5 tysięcy[2]. Warto również pochylić się nad jednym z głównych zarzutów ze strony krytyków programu, a mianowicie nad niewłaściwym gospodarowaniem dodatkowymi pieniędzmi przez odbiorców omawianego świadczenia. Jak pokazują dwa raporty przygotowane przez Centrum Badań Opinii Społecznej oraz Kantar Millward Brown, rodziny przeznaczają te pieniądze w przeważającej większości na: odzież, obuwie, pomoce edukacyjne lub na dodatkowe zajęcia dla dzieci. Choć 500 złotych w skali miesiąca dla wielu nie stanowi wystarczającej zapomogi, powyższe przykłady pokazują, że sytuacja w wielu polskich domach się poprawiła. Odmiana staje się wyraźna szczególnie, gdy dostrzeżemy, że obecnie wypłacane jest blisko 4 miliony świadczeń, z czego ponad 40% trafia do rodzin objętych zapomogą już na pierwsze dziecko. Oznacza to, że w przypadku rodzin półtora miliona dzieci dochód miesięczny nie przekracza 800 złotych na osobę.

Czy program „Rodzina 500+” jest idealny? Z całą pewnością nie. Trudno nie zgodzić się z zarzutem, że dla wielu rodzin 500+ nie stanowi znacznej zapomogi. Czy jednak winna temu jest źle napisana ustawa? Moim zdaniem nie. Problemem jest brak postawy właściwiej społeczeństwu obywatelskiemu. Brak refleksji o wyższych wartościach niż tylko własnych potrzebach (szczególnie dotyczy to rodzin, dla których 500+ nie jest koniecznością, ale miłym prezentem od państwa). Żaden z rządów nie zrobił nic, by to zmienić. Żaden z rządów nie próbował zwiększyć zaufania obywateli do instytucji państwa. Silniejsze jest zakorzenione w nas przekonanie "trzeba brać póki dają" niż chłodna refleksja, by zrezygnować należnych mi pieniędzy na rzecz naprawdę potrzebujących. Niestety również rządząca partia nas do tego nie zachęca, ani nie proponuje żadnych zastępczych możliwości. Brak również programów pobocznych dla Rodziny 500+ – słuszne rozwiązanie w postaci propozycji „Obligacji Rodziny 500+” jak dotąd można określić tylko i wyłącznie klapą. Niewątpliwie jednak program ten jest przełomem i być może najważniejszą ustawą wprowadzona po roku 1989. Trzeba jednak pamiętać, że jest to dopiero pierwszy krok na drodze ku lepszej przyszłości. Wciąż polskie rodziny potrzebują wsparcia, a niż demograficzny stanowi w perspektywie nadchodzących lat realne zagrożenie. Pozostaje ponadto problem Polaków na emigracji zarobkowej, których należałoby konsekwentnie zachęcać, aby wrócili do ojczyzny. Są to wielkie wyzwania stojące nie tylko przed rządzącymi, ale również przed każdym z nas. Jednak „Rodzina 500+” daje nadzieję, że wreszcie doczekaliśmy się w Polsce nie tylko perspektywicznego myślenia, ale przede wszystkim działania.

Przemysław Koźmiński

Przeczytaj także
Paweł Grad: Konserwatyzm jest nihilizmem

Jeśli konserwatyzm postuluje zachowanie pewnych tradycji wyłącznie ze względu na ich dawność, jest nihilizmem. Tak samo jak nihilistyczny jest rewolucjonista, który wierzy w nieskończoną plastyczność natury ludzkiej. Obaj bowiem padli ofiarą tego samego nowoczesnego kłamstwa - przekonuje Paweł Grad w "Teologii Politycznej Co Tydzień" nr 49 pn. "Rewolucja czy rewolucje?"

Dylematy Morawieckiego. O teorii gier i grupach interesu

Nie chciałbym być w skórze wicepremiera Morawieckiego. Z jednej strony próbuje wprowadzić Konstytucję Dla Biznesu, która daje nadzieję na upodmiotowienie firm wobec działań urzędników i większą przewidywalność prowadzenia działalności. Z drugiej musi mierzyć się ze świętymi krowami w postaci międzynarodowych korporacji, których interesuje wszystko z wyjątkiem płacenia w Polsce podatków. ...

Dla Rosjan wolność oznacza chaos. Rozmowa z prof. Françoise Thom

- Doświadczenie rewolucji lutowej w umysłach Rosjan jest synonimem nie tylko demokracji i wolności politycznej, ale także upadku państwa. Dla Rosjan demokracja to chaos, destabilizacja, upadek. Jeśli damy ludziom wolność, wybuchnie chaos. To zresztą także podstawowa idea putinizmu. Wolność jest równoznaczna z brakiem porządku, z rozpadem - mówi francuska historyk ...

Piotr Pałka: Sezon transferowy uważam za otwarty

Niewielu to pamięta, ale kiedyś transfery polityczne na linii PO-PiS były na porządku dziennym, a jednym z najkorzystniejszych dla PiS-u była współpraca ze śp. prof. Zytą Gilowską. Dziś, po latach budowania partii kadrowej, opartej na sprawdzonych politykach PC, profesurze i wychowankach Forum Młodych PiS, nadchodzi czas transferów.

Chyba antyperspektywicznego myślenia, a zwłaszcza działania.

Pozwolę sobie nie zgodzić się z kolegą Executorem.
Jeśli władza miała pomysł, że Polaków powinno być więcej, a więc lokalne otoczenie ma bardziej im sprzyjać, to zrobiła to w sposób najbardziej prosty i bezpośredni jaki można sobie wyobrazić.

Napisał/a: Executor

Chyba antyperspektywicznego myślenia, a zwłaszcza działania.

Biednych nie stać na perspektywiczne działanie. Czyli dokładniej w perspektywie dłuższej niż miesiąc.

Napisał/a: Executor

Chyba antyperspektywicznego myślenia, a zwłaszcza działania.

w dłuższej perspektywie to wszyscy umrzemy :)

Napisał/a: gienekto zrobiła to w sposób najbardziej prosty i bezpośredni jaki można sobie wyobrazić.

No właśnie dlatego jest to antyperspektywiczne i długofalowo szkodliwe, a prawdopodobnie niezbyt produktywne w ogóle.

Długofalowo jest szkodliwe, ale na razie to niegłupi pomysł.

Poprawa warunków życia jest nieproduktywna? W jakim sensie?
Że głodne dzieci niby lepiej się uczą, albo mniej chorują? Jakoś mi się nie chce wierzyć.

Nic nie mówili, że 500+ jest dla głodnych.

Celem jest wieloaspektowe wzmocnienie poczucia bezpieczeństwa, oraz poprawa warunków bytowych polskich rodzin, a w konsekwencji - wywołanie pozytywnego impulsu w procesach demograficznych.

Napisał/a: gienek

Poprawa warunków życia jest nieproduktywna? W jakim sensie?
Że głodne dzieci niby lepiej się uczą, albo mniej chorują? Jakoś mi się nie chce wierzyć.

najlepszy artysta to artysta głodny bo artysta głodny najbardziej jest płodny

Super program. Skoro rodziny w Polsce nie można utrzymać z pracy, to trzeba z socjala, Należy tylko zapewnić, by ten program dotyczył tylko polskich obywateli, a nie jakichś przybłędów ze sterczyną w spodniach.

Napisał/a: gienekCelem jest wieloaspektowe wzmocnienie poczucia bezpieczeństwa, oraz poprawa warunków bytowych polskich rodzin

Czyli promowanie dzietności u biednych i wpędzanie ich w większą roszczeniowość i wyuczoną bezradność. Co jeszcze gorsze to zupełnie omija istotę współczesnych problemów z dzietnością.

Problemem naszych forumowych koleżanek i kolegów jest to, że im się wydaje, iż beneficjantami są tacy exkatedżanie głównie. Gdyby tak było, byłbym i za 1500+. Niestety, jest tak, jak Kolega pisze, ale to już jest temat tabu. Przekracza granice tzw. politpoprawności.

Napisał/a: Executor Co jeszcze gorsze to zupełnie omija istotę współczesnych problemów z dzietnością.

Możesz wytłumaczyć, na czym w Polsce polega istota współczesnych problemów z dzietnością? Poproszę o szczególne uwzględnienie faktu, że z 1-2 lata temu (nie pamiętam) Polki w UK były grupą imigrantów o największej dzietności. Nie jestem pewien, czy statystyki uwzględniały tylko imigrantów z UE, to by było logiczne.

Napisał/a: Pref de ZooPoproszę o szczególne uwzględnienie faktu, że z 1-2 lata temu (nie pamiętam) Polki w UK były grupą imigrantów o największej dzietności.

Kupiłem sobie kota, żeby więcej zarabiać.

Napisał/a: Pref de ZooMożesz wytłumaczyć, na czym w Polsce polega istota współczesnych problemów z dzietnością?

a) jest masa ludzi, którzy nie wiążą się na stałe w pary.
b) większość par w Polsce stać na dzieci, ale nie chcą wybierać między własną konsumpcją a kosztem utrzymania dzieci. Zbyt wysokie oczekiwania co do materialnego standardu życia.
c) jest dużo par które nawet z poprawką na pożądany materialny standard życia byłoby stać na dzieci / więcej dzieci, ale nie chcą mieć dzieci / więcej dzieci.
Napisał/a: Pref de ZooPoproszę o szczególne uwzględnienie faktu, że z 1-2 lata temu (nie pamiętam) Polki w UK były grupą imigrantów o największej dzietności.

Pacz pt. b.

Jo, to żeś dobrze odpowiedział na pytanie, dlaczego Polki w Polsce nie chcą rodzić, a w UK już tak.

Bo w Polsce jest bieda i dlatego pieniądze idą do biednych.
Jak biedni mają się nie rozmnażać, to Polacy mają się nie rozmnażać, kurwa, mądrale.
Tak ciężko to zrozumieć?


Wklej jeszcze tabelkę
Dochód gospodarstwa na 1 osobę płacącego podatki na świadczenie w ramach 500+

Podnieśli ci podatki?

To jest celowo ukierunkowana redystrybucja. I tyle.
Wasze teoryjki se w dupy powsadzajcie.

Napisał/a: gienek

Podnieśli ci podatki?

Gdzie czymasz dolary?

Jak nie mi, to moim dzieciom.

Napisał/a: Executor a) jest masa ludzi, którzy nie wiążą się na stałe w pary.
b) większość par w Polsce stać na dzieci, ale nie chcą wybierać między własną konsumpcją a kosztem utrzymania dzieci. Zbyt wysokie oczekiwania co do materialnego standardu życia.
c) jest dużo par które nawet z poprawką na pożądany materialny standard życia byłoby stać na dzieci / więcej dzieci, ale nie chcą mieć dzieci / więcej dzieci.

Myli się Kolega.

a) Problemem nie są bezdzietni, których jest mało, ale pary z jednym dzieckiem. Jedno dziecko zaspokaja instynkt reprodukcyjny, żeby zdecydować się na drugie i kolejne potrzeba czegoś więcej.

b) Faktem jest, że zdecydowanie się na dziecko (i kolejne) mocno i najczęściej nieodwracalnie obniża standard życia. Dlatego najwięcej dzieci mają ludzie najbiedniejsi i zamożni oraz rolnicy (dzieci mogą pomagać w pracach polowych partycypując w kosztach utrzymania), dla których kolejne dzieci nie wpływają już znacząco na obniżenie się standardu życia, choć z zupełnie innych powodów.

Argument z rzekomo konsumpcyjnego stylu życia w Polsce jest o tyle mylny, że:
1) większość polskich rodzin nie za bardzo ma co konsumować
2) w żadnym kraju zachodnim nie ma aż tak fatalnej sytuacji demograficznej jak w Polsce, np. w zepsutej Francji rodowite Francuzki rodzą dzieci więcej niż Polki w stosunkowo konserwatywnej Polsce

c) Większość par ma chociaż jedno dziecko, świadoma bezdzietność jest wciąż uważana za dziwactwo i niepopularna. Z każdego sondażu w tym temacie wynika ponadto, że Polacy chcą mieć więcej dzieci niż rzeczywiście mają (większość chce mieć dwójkę lub trójkę). Jako powód nierealizowania tych planów wskazują problemy materialne.

Ogólnie polecam temat na historycy.org: "dlaczego Polska się wyludnia?" (186 stron).

http://www.historycy.org/index.php?s=34fa85ceeed1c584e5c6173e4d281926&showtopic=103889&st=2775

Doszliśmy do wniosku, ze to głównie kwestia niskich zarobków i ich niestabilności.

Napisał/a: Arambur2) w żadnym kraju zachodnim nie ma aż tak fatalnej sytuacji demograficznej jak w Polsce, np. w zepsutej Francji rodowite Francuzki rodzą dzieci więcej niż Polki w stosunkowo konserwatywnej Polsce

Szkoda, że trzeba [...] oczywistości tłumaczyć. Taka dyskusja jest bez sensu, bo nie ma sensu.
[...] oczekuje od przeciętnych ludzi, że ci będą w poważnych decyzjach życiowych kierowali się heroizmem chrześcijańskim - dosłownie. "Nie mam pieniędzy, ale Bóg rzekł 'bądźcie płodni i rozmnażajcie się', więc ufam Opatrzności Bożej i mam dzieci >ile Pan Bóg daO czym tu i z kim dyskutować.

inwalid con-tent

Napisał/a: AramburDoszliśmy do wniosku, ze to głównie kwestia niskich zarobków i ich niestabilności.

Grube wnioski po 186 stronach. A to w SDC były zarobki wyższe albo bardziej stabilne, że Polska się zaludniała?

Napisał/a: Antoni

Napisał/a: AramburDoszliśmy do wniosku, ze to głównie kwestia niskich zarobków i ich niestabilności.

Grube wnioski po 186 stronach. A to w SDC były zarobki wyższe albo bardziej stabilne, że Polska się zaludniała?

No cóż, znajomość historii skłania do wniosku, że życie nie jest warte przekazywania. Żyć to cierpieć i zadawać cierpienie innym. Marność nad marnościami i wszystko marność, a sprawiedliwość można znaleźć tylko w słowniku pod literą "S".

Posiadanie dzieci zmniejsza produktywnosc. A wiecej ludzi to mniejszy GDP per capita.

Napisał/a: Antoni

Napisał/a: AramburDoszliśmy do wniosku, ze to głównie kwestia niskich zarobków i ich niestabilności.

Grube wnioski po 186 stronach. A to w SDC były zarobki wyższe albo bardziej stabilne, że Polska się zaludniała?

Najważniejszą, powiedziałbym - konstytutywną cechą jakiegokolwiek systemu społecznego powinna być stabilność. Nawet jeśli jest niemoralny, a stabilny, ludzie znajdą sposoby na obejście - bo będzie stabilny.
Od 250 lat jesteśmy uczeni, że w Polsce nic nie ma pewnego. A ostatnie 25 lat to moim zdaniem największa katastrofa emocjonalna - krótki flow: Solidarność - Wałęsa - Okrągły Mebel - IIIRP.
Do kogo i czego mieć teraz zaufanie?
W SDC jednak sprawy wyglądały inaczej, bo zawieruchy były krótkofalowe i ludzie wierzyli, że po nich będzie lepiej. Nawet po '45 tak było. Czy teraz ludzie wierzą, że będzie lepiej? Że da się uwić gniazdo?

Copyright © 2011 Rebelya.pl Wszelkie prawa zastrzeżone.