Dylematy Morawieckiego. O teorii gier i grupach interesu

13.03.2017

Nie chciałbym być w skórze wicepremiera Morawieckiego. Z jednej strony próbuje wprowadzić Konstytucję Dla Biznesu, która daje nadzieję na upodmiotowienie firm wobec działań urzędników i większą przewidywalność prowadzenia działalności. Z drugiej musi mierzyć się ze świętymi krowami w postaci międzynarodowych korporacji, których interesuje wszystko z wyjątkiem płacenia w Polsce podatków. I wreszcie presja ze strony wielu polityków PiS, dla których przedsiębiorca równa się złodziej - pisze Artur Żak.

Strategią dominującą w działaniu Platformy Obywatelskiej, a jeszcze wcześniej SLD, było utrzymanie preferencji dla określonych grup interesu, co zakłóciło możliwość normalnej interakcji między stronami. W dużej mierze działania te sprowadzały się do preferowania dużych podmiotów kosztem małych i średnich firm, w efekcie wiele mniejszych firm uciekło w szarą strefę, aby jakoś przetrwać. I nie jest winą przedsiębiorców, że decydują się na działanie na obrzeżach prawa, skoro państwo nie daje im możliwości na uczciwą konkurencję.

Jeśli strategią dominującą będzie uprzywilejowanie określonej grupy, wtedy będzie ona generowała nieporównywalnie wielkie zyski (władzę, przywileje) w porównaniu z resztą. Z drugiej strony, jeśli zmienimy reguły gry i odbierzemy preferencje jednej grupie, a damy drugiej, to nic to de facto nie zmieni, gdyż zwiększone zyski nowych grup interesu wpłyną na osłabienie dotychczasowych beneficjentów, aż do ich wyeliminowania z rynku.

Spójrzmy na sytuację w Polsce przez pryzmat teorii gier, a w szczególności dylematu więźnia. Jest on oparty na grze dwóch osób, w której każdy z graczy może zyskać, jeśli zdradzi swojego oponenta. Jeśli jednak obaj zdradzą, wtedy obaj przegrywają. Mamy cztery możliwe warianty. Zdradzam ja, a mój przeciwnik nie – wtedy wygrywam. Zdradza mój przeciwnik – a ja nie – wtedy wygrywa on. Obaj zdradzamy – obaj przegrywamy. Nikt z nas nie zdradza – obaj wygrywamy – choć nie tak bardzo, jak by zdradziła tylko jedna osoba.

Z czterech możliwych wariantów (każdy model jest i zawsze będzie tylko i wyłącznie uproszczeniem) jedynie w jednym przypadku możliwe jest zapewnienie harmonijnego rozwoju. W każdym innym wcześniej czy później musi dojść do załamania i kryzysu. Jeśli spojrzymy na historię ostatnich kryzysów poczynając od Argentyny, Grecji czy Wenezueli, a skończywszy na kryzysie w Stanach Zjednoczonych, to możemy dojść do wniosku, że zbytnie osłabienie firm i przedsiębiorczości wcześniej czy później doprowadzi do dodruku pieniędzy, a przez to do inflacji, która ostatecznie uderza w zwykłych obywateli. Z kolei nadmierny wzrost znaczenia firm (a szczególnie tych dużych, powiązanych z oligarchami) powoduje spadek siły nabywczej konsumentów, gdyż uprzywilejowane podmioty próbują w krótkim okresie czasu maksymalizować zyski, a przez to drenują swoich klientów. Jeśli ktoś ma wątpliwości, to wystarczy pojechać na Ukrainę.

Teoria gier, która ma wiele wspólnego ze zdrowym rozsądkiem, pokazuje, że dążenie do osiągnięcia znaczącej przewagi przez jakąkolwiek ze stron, choć w krótkim okresie wydaje się doskonałym pomysłem, w długim horyzoncie musi skończyć się porażką. Tam gdzie celem nadrzędnym nie jest równowaga, tam wcześniej czy później nastąpi załamanie.

Nie ma sensu szukać najlepszej opcji, gdyż celem samym w sobie nie jest przyznanie komukolwiek racji, gdyż jedynie dynamiczna równowaga wszystkich uczestników rynku powinna być celem samym w sobie. Krótkoterminowe określenie priorytetów w długofalowej perspektywie może okazać się większym błędem niż nie określenie ich w ogóle.

Dlatego z punktu widzenia teorii gier, państwo jest arbitrem, który ma dbać o równowagę. Nie jest więc podmiotem określającym, kto ma rację, a tym bardziej do preferowanie jakiejkolwiek ze stron, ale powinno dążyć do tego, aby zapewnić wszystkim uczestnikom rynku możliwość wyłożenia swoich racji i umożliwienie, aby ich głos był słyszalny i respektowany.

Zwróćmy uwagę, że dynamiczna równowaga wymaga podmiotowości wszystkich stron. Jeśli odmówimy podmiotowości jakiekolwiek ze stron, wtedy nie będzie już mowy o równowadze. Dlatego rolą rządu, każdego rządu, który nie boi się rządzić jest utrzymanie lub odbudowywanie podmiotowości wszystkich uczestników rynku.

Dla wielu słowo „równowaga” czy „podmiotowość” mogą wydawać się banalne. Gdy jednak spojrzymy na wymieniane już wcześniej „święte krowy”, czyli międzynarodowe korporacje, które bez żadnych zahamowań transferują zyski za granicę lub banki „zbyt wielkie by upaść”, i porównamy z nimi firmę z Pcimia Dolnego, która zatrudnia dziesięć osób, bez trudu dostrzeżemy, że jedni mogą optymalizować podatki, a drugim za podobne działanie spadnie na głowę cały aparat karno-skarbowy, a jak będzie trzeba, to prezes na kilka miesięcy pójdzie prewencyjnie siedzieć.

Zobaczmy, jak zachowują się sieci handlowe, ze słynnym Wall Mart na czele. Gdy cena towaru jest zdaniem przedstawiciela sieci zbyt wysoka, a producent upiera się, że nie ma możliwości obniżyć ceny, wtedy musi on pokazać strukturę kosztów i narzuca mu się, jakie pozycje ma obniżyć, aby cena produktu była taka, jaką chce. W przeciwnym wypadku ryzykuje, że zostanie wyrzucony.

Gdyby jakikolwiek rząd zaproponował przykładowo stworzenie instytucji społecznego audytora, na wzór rzecznika praw obywatelskich, która określałaby dla określonych firm lub banków maksymalny poziom zysku, od razu podniósłby się wrzask, a premier w najlepszym wypadku dostałby łatkę „komucha”. Można z tego wyciągnąć wniosek, że „święte krowy” rezerwują sobie prawo do maksymalizacji zysków negując jednak taki wariant dla mniejszych podmiotów, a kończąc na możliwości maksymalizacji oszczędności przez konsumentów.

Przywrócenie konkurencyjności małym i średnim firmom i umożliwienie konsumentom możliwości negocjowania byłoby równoznaczne z przywróceniem im realnej podmiotowości. Podmiotowość ta niemal zniknęła na rynku Europy Zachodniej na rzecz instytucji finansowych i największych firm, a i w Polsce ma znaczenie raczej marginalne.

Nie będziemy bardziej europejscy, jeśli nadzór nad gospodarką pozostawimy w rękach europejskich instytucji i firm. Już w 1981 roku Zbigniew Herbert stwierdził: „Ostatnio próbowano „przyłączyć” Polskę do Zachodu za pomocą zapożyczonej technologii, najgłupszego pragmatyzmu i cynicznego materializmu. Zapomniano o wartościach ludzkich. Bagatela.”. Te prorocze słowa w całości ziściły się po 1989 roku.

Mam nadzieję, że Konstytucja dla Biznesu stanie się faktem. Jeśli jednak pozostanie martwą literą, nie będę zdziwiony, jeśli 2018 skończymy spadkiem PKB, gdyż pesymizm wśród małych i średnich firm narasta, a to one odpowiadają za połowę naszej gospodarki.

Artur Żak

fot. P.Tracz, KPRM

Przeczytaj także
Dla Rosjan wolność oznacza chaos. Rozmowa z prof. Françoise Thom

- Doświadczenie rewolucji lutowej w umysłach Rosjan jest synonimem nie tylko demokracji i wolności politycznej, ale także upadku państwa. Dla Rosjan demokracja to chaos, destabilizacja, upadek. Jeśli damy ludziom wolność, wybuchnie chaos. To zresztą także podstawowa idea putinizmu. Wolność jest równoznaczna z brakiem porządku, z rozpadem - mówi francuska historyk ...

Piotr Pałka: Sezon transferowy uważam za otwarty

Niewielu to pamięta, ale kiedyś transfery polityczne na linii PO-PiS były na porządku dziennym, a jednym z najkorzystniejszych dla PiS-u była współpraca ze śp. prof. Zytą Gilowską. Dziś, po latach budowania partii kadrowej, opartej na sprawdzonych politykach PC, profesurze i wychowankach Forum Młodych PiS, nadchodzi czas transferów.

To już pewne. Przedstawiciel Polski na szczycie G-20

Wicepremier, minister rozwoju i finansów Mateusz Morawiecki został zaproszony na marcowy szczyt G20 ("dwudziestu największych gospodarek świata") do Baden Baden (Niemcy).

Efekt 500+

Od przyjęcia Rodziny 500+ minął rok, od wypłaty pierwszych świadczeń 10 miesięcy. Wydawać by się mogło, że jest to zbyt krótki okres, by mówić o sukcesie lub porażce programu. Okazuje się jednak, że przez ten czas 500+ wymiernie zmieniło otaczającą nas rzeczywistość - pisze Przemysław Koźmiński w najnowszej "Teologii Politycznej ...

Te banialuki o dylemacie więźnia należy wydrukować w dziesięciu kopiach, dorwać autora i kazać mu to zeżreć. Poza tym bardzo sensowny artykuł.

Akurat mam styczność z rozliczeniami podatkowymi tych tzw. międzynarodowych korporacji i oni często dla świętego spokoju żeby uniknąć sporu z organami podatkowymi wybierają specjalnie rozwiązania droższe podatkowo. Jestem ciekaw o ile wzrosną wpływy dzięki wprowadzeniu jpk, rok temu chwalono się, że przynajmniej o 30 mld. Na pewno już wzrosły zyski firm informatycznych i doradczych.

Copyright © 2011 Rebelya.pl Wszelkie prawa zastrzeżone.