Rebelya.pl

Michał Kuź: Imperium kontratakuje

Redakcja Rebelya.pl , Od redakcji, 13.03.2017


Donald Tusk został wybrany na szefa Rady Europejskiej przy tylko jednym głosie sprzeciwu. Głosie Polski. To dowód, że nie jesteśmy jeszcze w stanie szybko zmontować koalicji, która mogłaby zablokować decyzję preferowaną przez Niemcy, kiedy Berlin z całą mocą naciska na określone rozstrzygnięcie - pisze politolog, dr Michał Kuź.

Oczywiście zwycięstwo Jacka Saryusza-Wolskiego było mało prawdopodobne. Nie pojawił się jednak nawet kandydat trzeci. Nie było więc próby realnego kompromisu, tylko otwarta konfrontacja z polskim rządem. Dla naszej dyplomacji szczególnie bolesne musi zaś być to, że nie udało się nam uzyskać nawet symbolicznego poparcia ze strony państw, z którymi dotąd łączył nas wspólny punkt widzenia na wiele kwestii europejskich. Los się wyraźnie odmienił. Jeszcze niedawno pieczołowicie konstruowana koalicja sprzeciwu wobec kwotowego rozdzielania uchodźców i imigrantów była sukcesem Grupy Wyszehradzkiej. Upokorzone zostały zaś Niemcy. Teraz najsilniejszy kraj Unii Europejskiej, prawdziwe euroimperium, dokonał dyplomatycznego kontrataku i był zabójczo skuteczny.

Nie pomogły szybkie konsultacje. Nie pomogły sugestie, że na Donaldzie Tusku mogą zaciążyć wkrótce poważne zarzuty. Nie pomogły wreszcie uwagi, że rażąco naruszał zasadę bezstronności instytucji unijnych. W dyplomacji liczą się bowiem nie tyle racje, ile skuteczność, a tej wyraźnie zabrakło.

Bezpośrednim powodem tej nieskuteczności wydaje się brak czasu na budowanie odpowiedniej koalicji. Dlaczego jednak dyplomatyczna ofensywa ruszyła tak późno, jeśli celem faktycznie było zablokowanie kandydatury Tuska? Powodów może być wiele. Charakterystyczne było jednak wahanie, jakie pojawiło w tej kwestii po niedawnej wizycie Angeli Merkel. Jarosław Kaczyński stwierdził zaś w środę otwarcie, że otrzymał w tym okresie zapewnienie strony niemieckiej, że Donald Tusk nie będzie wybrany bez polskiej zgody. Znamienne jest również to, że politycy partii rządzącej od dawna podkreślali, iż Tusk nie poprosił rządu RP oficjalnie o poparcie, choć powinien był to uczynić.

Z tych szczątkowych danych można wysnuć hipotezę, że podczas wizyty Angeli Merkel mogło dojść do nieformalnych ustaleń, z których potem strona niemiecka i Donald Tusk się wycofali. Rząd mógł się wtedy, na przykład, zgodzić na to, że poprze Tuska, ale tylko jeśli ten pierwszy publicznie wykona jakiś gest. Nic takiego nie nastąpiło. Reakcja strony polskiej była więc ostra, ale już spóźniona i przez to nieskuteczna.

Teraz natomiast wypada zachować spokój i wyciągnąć wnioski. Po pierwsze należy bezwzględnie przestrzegać reguły ograniczonego zaufania w dyplomacji. Po drugie na zmiany stanowiska i budowanie koalicji trzeba zostawiać sobie więcej czas. Po trzecie należy aktywniej rozwijać polską „soft power”, tworzyć pozytywny obrazu kraju za granicą i atrakcyjnie prezentować polski punkt widzenia innym państwom. Ponieważ wszystkie te wnioski odnoszą się w dużym stopniu do pracy Ministerstwa Spraw Zagranicznych, łatwo się domyślić, że to właśnie ten resort czeka teraz trudny audyt.

Michał Kuź

Tekst pochodzi z "Gazety Polskiej Codziennie" i portalu Niezalezna.pl

fot. EPP, Creative Commons Attribution 2.0 Generic


Redakcja Rebelya.pl

.


© 2017 Rebelya.pl