Portale społecznościowe - zmora naszych czasów

20.03.2017

Wstawałem rano: papieros, kawa. Ten nie najzdrowszy rytuał zawsze przedłużał się w nieskończoność za sprawą mediów społecznościowych. Druga kawa, piąty papieros, 60. minuta. Sprawy mniejszej wagi: śniadanie czy spacer z psem stawały się ważne dopiero wówczas, gdy żołądek z czworonogiem zaczynali się domagać atencji. Trzeba było przecież sprawdzić, kto i komu, co „udostępnił”, jak się mają sprawy od Nowego Jorku do Awidjewki. I koniecznie wdać się w kłótnię oraz przejrzeć oferty aukcyjne.

Powiadomienia na Facebooku i Twitterze przychodzą z taką prędkością, że nim zdołam się odkopać z gąszcza nocnych „lajków”, nim odpowiem na co ważniejsze, to żołądek, pies i oczywiście domownicy krzyczą naraz: „Zostaw ten komputer choć na chwilę!”.

Nie mogę. To symptomy uzależnienia od mediów społecznościowych i towarzyszącego mu „uzależnienia od rozproszenia uwagi”. O ile pierwsze z nich łatwo zdiagnozować, o tyle to drugie brzmi już niecodziennie, prawda? A dotyka wielu z nas.

To zaburzenie opisano pod koniec 2015 r. w „The New York Times”. Autor tekstu Tony Schwartz złapał się na tym, że nie był w stanie dostatecznie skoncentrować się, aby przeczytać książkę. Stos lektur piętrzył się, a on przeglądał w sieci kolory skarpet, sprawdzał maila i czytał o „brzydkich dzieciach, które wyrosły na gwiazdy”. Okazało się, że dotknęło go wyżej wymienione uzależnienie, pragnienie dostarczenia mózgowi nowej informacji ­ ‒ choćby błahej ‒ jako nagrody. To działa jak narkotyk. I jest szkodliwie, bo gdy osiągniemy przeciążenie poznawcze, nasza zdolność do uczenia się znacznie się pogarsza. Tony zerwał z siecią na długie dni, aby „znaleźć optymalną równowagę między czasem online i offline”.

W Środę Popielcową i ja postanowiłem wylogować się z Twittera i Facebooka choć na czas Wielkiego Postu. Niech będzie on ucieczką od zmór drugiej dekady XXI w. Pies i żołądek odczuli to od razu. O tym, czy rodzina (i mózg) również, dam znać po Świętach.

Wojciech Mucha

Powyższy tekst pochodzi z "Gazety Polskiej Codziennie" i portalu Niezalezna.pl

fot. Creative Commons CC0 1.0 Universal Public Domain Dedication

Przeczytaj także
Wojciech Mucha: Głos Europy czy chór Kremla?

Złudna jest euforia polskich internautów oraz części mediów związana z tym, że twarde stanowisko polskiego rządu ws. relokacji emigrantów odbija się szerokim echem wśród "zwykłych Europejczyków". Narracja polskiego rządu coraz częściej staje się bowiem orężem propagandy rosyjskiej, realizującej w ten sposób własne cele.

Przemysław Piętak: Biedny chrześcijanin patrzy na korpo

Czy możliwa jest autentyczna wspólnota przedsiębiorców budowana z przesłanek innych niż religijne? Jedynym innym od religijnego celem o równie wspólnototwórczym ładunku emocjonalnym jest interes kraju. Jeśli istnieje kategoria zdolna do wzniesienia się przedsiębiorców ponad ich indywidualne cele, to powinien być nią patriotyzm ekonomiczny - pisze Przemysław Piętak w najnowszej "Teologii ...

"Bez patosu - szanujmy się nawzajem."

Z szacunkiem, ale bez patosu - w święto narodowe. Spytajmy przechodnia, czym jest data 3 maja; wielu odpowie, ale wielu przecież nie, a trochę osób mętnie. W święto chciałbym powiedzieć kilka słów. Czy nie mamy dosyć podsycania podziałów i podkreślania ważności patriotyzmu i polityki historycznej? Kto jest patriotą, jest nim. ...

"Czy nasz kraj to rodzaj poletka?"

... Zaoranej działki? Czy jest (naszą) własnością? A może zbiorem i zasad, przywilejów, ale i obowiązków?

Wpis na forum o bezsensie social media. Jutro pogadanka trzeźwościowa w monopolu na rogu. Po pogadance, seta na koszt fyrmy.

O tempora, o zmores!

Mnie nie ma na portalach społecznościowych, i jakoś nie odczuwam takiej potrzeby.

Napisał/a: Emil SkupskiMnie nie ma na portalach społecznościowych, i jakoś nie odczuwam takiej potrzeby.

:D
Ani trochę, ani jednego postu. Cytowałem z Kolegi głowy :D.

Chodziło mi o Twitter, Facebook, Instagram itd. Rebelya nie jest portalem społecznościowym.
A jeśli kolega wszedł do mojej głowy, to proszę stamtąd wyjść, bo to nieładne zachowanie.

Zmora jak zmora. Internet razem z komputrem to chyba jeden z najdonioślejszych cywilizacyjnie wynalazków w dziejach. Najdonioślejszych w sensie najbardziej brzemiennych w konsekwencje, pozytywne i negatywne, rewolucyjnych. Tu na polu przekazu i dostępu do informacji, w tym - komunikacji z innymi ludźmi. Ludzkość zna się wzajem lepiej, niż kiedykolwiek. Sam, zupełnie tego nie szukając, ani nie zajmując się w życiu niczym szczególnie kontaktogennym w tradycyjnym sensie mieniałem z różnych okazji słowa i poglądy z ludźmi z całego świata.

Ciekaw też jestem, jak na przestrzeni dziejów zmieniał się przeciętny mózg dorosłego człowieka. Tu chyba jest skłonność skupiać się na tym, co stracił. Np. wraz z rozpowszechnieniem przekazu pisanego miał utracić niegdysiejszą zdolność zapamiętywania. Substytut zapisu usunął tę konieczność. Kalkulator/komputer wypiera/wyparł konieczność liczenia w pamięci, a więc i ograniczył taką zdolność.

Wiadomo, technologia, postępując, stopniowo uzależnia człeka od siebie usuwając mu konieczność samodzielności a w efekcie i upośledzając ową samodzielność w danej kwestii. Zapewne i internet coś człowiekowi odbiera. Czy to źle? Czy daje w zamian dość, by się opłacało?

Napisał/a: Emil SkupskiRebelya nie jest portalem społecznościowym.

Gdyżalbowiem? Istotowo nie różni się wiele od tych wymienionych powyżej. Różni się detalami technicznymi i zasięgiem ale w istocie toto samo.

Ale różni się Invalidą.

Napisał/a: YaabAle różni się Invalidą.

Który jest elementem aspołecznym tego społecznościowego forum.
Różni się jednak pięknie:)

Copyright © 2011 Rebelya.pl Wszelkie prawa zastrzeżone.