"Tomahawkiem w plecy". Czy to początek nowego bipolarnego świata?

10.04.2017

Amerykański atak na syryjską bazę lotniczą Szajrat, w którym użyto pocisków samosterujących Tomahawk, to pierwsza operacja wojskowa, do przeprowadzenia której rozkaz wydał prezydent Donald Trump. Ona ostatecznie już rozwiewa wszelkie mity o tym, jakoby Trump miał współpracować z Rosją - pisze politolog dr Michał Kuź.

Szajrat jest jednym z tych miejsc na terenie Syrii, w którym przebywali rosyjscy żołnierze i choć, oczywiście, Rosja została uprzedzona o ataku, można uznać, że grzebie on wszelkie szanse na „reset”. Donald Trump poczuł się postawiony pod murem, kiedy świat obiegły wstrząsające zdjęcia ofiar ataków chemicznych, szokujące nawet dla ludzi, którzy niejedno już na wojnie widzieli.

A próbując odłożyć na bok emocje, jeśli chodzi o układankę geopolityczną, znamienne jest to, że decyzję o ataku na instalacje syryjskie podjęto w czasie wizyty w USA prezydenta Chin Xi Jinpinga. Co więcej, sekretarz obrony USA gen. James Mattis konsultował szczegóły ataku z Trumpem, gdy ten prowadził rozmowy z Xi Jinpingiem. Trump z tego powodu przerywał spotkanie i trudno przypuszczać, by jego gość nie wiedział, co się dzieje.

Ponadto wszystko to poprzedziła wizyta w Chinach zięcia Trumpa, a zarazem jego najbardziej zaufanego doradcy w kwestiach zagranicznych, zaraz po Reksie Tillersonie, Jareda Kushnera. Zatem być może, choć to w tej chwili tylko spekulacje, amerykańskie działania były uzgodnione z Chinami. A idąc krok dalej, że Chiny dokonały rewizji swojej polityki i uznały, iż bardziej opłaca się im współpracować z USA i na ołtarzu tej współpracy złożyć swoje związki z Rosją. Oczywiście, w związku z tym będą tonowały pewne działania na Morzu Południowochińskim.

Gdyby te przypuszczenia rzeczywiście się potwierdziły, to następuje wolta sojuszy: Rosja jest w kropce i to ona staje się w tym momencie problemem, w starciu z którym Stany mają wolną rękę. Oczywiście sytuacja taka tworzy ogromne zagrożenia, dlatego że przyparta do muru Rosja może uderzyć na wschodnią flankę NATO i nie przebierać w środkach. Rosyjska doktryna wojenna zakłada np., że przegrane starcie konwencjonalne nawet na poziomie pojedynczej bitwy natychmiast uruchamia głowice jądrowe. Wniosek dla nas jest taki, że jako Polacy nie powinniśmy już więcej obawiać się jakiejś miłości pomiędzy Donaldem Trumpem i Władimirem Putinem, natomiast powinniśmy zacząć się obawiać niepohamowanej nienawiści ze strony rosyjskiego satrapy, która może się odbić negatywnie na wschodniej flance. Oczywiście na geopolityczne przetasowania na tym poziomie nie jesteśmy w stanie nic konkretnego poradzić, musimy jednak być maksymalnie dobrze przygotowani, nasza armia musi być w stanie wysokiej gotowości bojowej i to samo dotyczy obrony terytorialnej.

I jeszcze słowo o Chinach. Wygląda na to, że w stosunku do Rosji realizują one trochę taktykę lodołamacza. Można to porównać do sytuacji, kiedy Stalin, wyobrażając sobie Hitlera jako lodołamacza rewolucji, za unieszkodliwienie agresywnych Niemiec dostał dla Związku Sowieckiego, zgodnie ze swoimi przewidywaniami, „rękę królewny i pół świata”. Gdy Hitler wystawił do wiatru ZSRS i zaatakował Kraj Rad, Stalin został zmuszony do współpracy z aliantami. W wyniku zwycięstwa nad Niemcami po wojnie wyłonił się bipolarny podział świata, istniejący do końca ZSRS. Od jakiegoś czasu mam wrażenie, że w istocie rzeczy Chiny nie chcą współrządzić z Rosją. One chcą, aby Rosja stała się ogromnym problemem dla Zachodu i żeby Zachód, dokładnie tak, jak to się teraz dzieje, sam przyszedł do Chin i zapytał: co my z tym problemem zrobimy? Krótko mówiąc, na gruzach Federacji Rosyjskiej (a coraz więcej wskazuje na to, że ta federacja jeszcze za naszego życia przestanie istnieć w obecnym kształcie) może powstać bipolarny podział świata, w którym część jego będzie strefą wpływów Chin, a część strefą wpływów USA.

Michał Kuź

Powyższy tekst ukazał się pierwotnie w "Gazecie Polskiej Codziennie" i portalu Niezalezna.pl

fot. navy.mil

Przeczytaj także
Jakóbik: Awaria Gazociągu Jamalskiego? Zachowajmy spokój (AKTUALIZACJA)

Rosja reaguje siłą spokoju na niezręczny dla niej incydent na Gazociągu Jamalskim. Równie spokojnie odpowiada na niego strona polska. Ma prawo domagać się wyjaśnień, a może i rekompensat, ale nie może sobie pozwolić na pochopne stwierdzenia podważające jej wiarygodność. Polska, podobnie jak Rosja, musi zachować spokój. Nie ułatwiają tego tezy ...

Wojciech Mucha: Głos Europy czy chór Kremla?

Złudna jest euforia polskich internautów oraz części mediów związana z tym, że twarde stanowisko polskiego rządu ws. relokacji emigrantów odbija się szerokim echem wśród "zwykłych Europejczyków". Narracja polskiego rządu coraz częściej staje się bowiem orężem propagandy rosyjskiej, realizującej w ten sposób własne cele.

USA wypowiadają paryskie porozumienie klimatyczne. Co to oznacza dla Polski?

Podczas szczytu Unia Europejska-Chiny zaplanowanego na 2 czerwca strony mają zaprezentować wspólne stanowisko w sprawie decyzji prezydenta USA Donalda Trumpa o woli opuszczenia przez jego kraj porozumienia klimatycznego. Czy Polska ugra tam coś dla energetyki? - zastanawia się Wojciech Jakóbik, redaktor naczelny BiznesAlert.pl.

Problem dla rosyjskiej V kolumny w Polsce

Ukraiński Naftogaz poinformował 31 maja o zwycięstwie z Gazpromem przed trybunałem arbitrażowym. To koniec trzyletniej batalii sądowej z wzajemnymi roszczeniami sięgającymi 80 mld dolarów - pisze Wojciech Jakóbik.

Oby. Tylko czy w takim układzie w dłuższej perspektywie Amerykanie nie są skazani na spadnięcie na drugą pozycję?

Co za bzdety. Najpierw uprzedzili Rosjan, że będą atakować bazę, a potem jak rypnęli, to wszędzie, byleby nie w hangary i baraki, gdzie kacap mógłby siedzieć nad woszebijką.

Na razie dano tylko sygnał, że szeryf wrócił do miasta. Gdyby po jakimś kacapie zostały tylko walonki, to sprawa byłaby o wiele poważniejsza.

Pref OK.
To nie był atak, to był popis pod publikę. Przede wszystkim chińską, potem rosyjską.

Copyright © 2011 Rebelya.pl Wszelkie prawa zastrzeżone.