Wojciech Stanisławski: Nieśmiertelność

10.04.2017

Ludzie postępu wiążą dziś nadzieje na życie wieczne nie tyle z Judeą, co z Kalifornią.

Zawiść niejedno ma imię: zwykło się sądzić, że jej przedmiotem są adidasy u nastolatków, nakłady – u autorów, zaś samochody, żony, dzieci i trawniki sąsiadów w przypadku wyższej klasy średniej z Westchester i Wilanowa. Treść komentarzy, jakie pojawiały się na portalach po niedawnej śmierci Davida Rockefellera świadczy jednak o tym, że w niedalekiej przyszłości zazdrościć będziemy sobie nawzajem przede wszystkim wydatków, poniesionych na przedłużenie życia. Ma to jakiś sens: różnica między nieśmiertelnością (gdyby znalazła się ona w zasięgu ludzkich możliwości) a śmiertelnością jest nieskończenie większa niż między jakimikolwiek innymi skrajnymi kondycjami w rodzaju młody-stary czy piękny-brzydki, więc i millenia, pozostające do dyspozycji bliźniego, musiałyby budzić znacznie większe emocje niż maserati.

Rockefeller zmarł jednak, wrzawa zaś po jego śmierci stanowiła jeszcze jeden dowód (jakby poza tym ich brakowało) na to, że nikt nie panuje już nad zalewem „postprawdy”. Historyjkę o tym, że multimiliarder aż siedmiokrotnie korzystał z przeszczepu serca powtórzyły na świecie setki mediów, w Polsce m.in. tytuły tak legendarnie profesjonalne jak „Gość Niedzielny” czy TV Republika, choć cała historia, jak prześledzili łowcy bzdur, wzięła początek z żarciku „World News Daily Report”. Jest to portal zasłużony, jeśli idzie o purenonsensową rozrywkę w gorszym, a zatem pysznym guście („Zatrzymano kobietę tresującą wiewiórki do ataków na eks-narzeczonego” – głosi najnowszy news, konkurując z informacją o sekstaśmach ukazujących Justina Trudeau z Ivanką Trump), nie należy go jednak traktować jako źródła rzetelnej informacji – no, chyba że jesteśmy redaktorem Frondy.pl.

Żywotność tej plotki pokazuje, jak blisko, tuż pod skórą, tkwią u ludu archetypy i legendy. Żyd, haczykonosy bogacz, handlujący sercami ubogich młodzieńców – jaki to wdzięczny obrazek dla ubogiej wyobraźni! Krok jeszcze – i na horyzoncie pojawiłaby się, ku uciesze i zgrozie liberalnych publicystów, opowieść o toczeniu krwi niemowlęcej.

Tyle, że jeśli pojawiłaby się to – uwaga – niebezzasadnie.  Swoje intuicje na temat wartości młodej krwi miała Elżbieta Batory, swoje – prowokatorzy Ochrany, rozpuszczający plotki o mordach rytualnych, by odpalić pogromy od Kiszyniowa po Białystok, a swoje – biolodzy eksperymentujący z parabiozą, czyli chirurgicznym łączeniem dwóch organizmów. Opublikowane przed dziesięciu laty wyniki badań zespołu ze Stanford University, pracującego pod kierunkiem neurologa i badacza komórek macierzystych Toma Rando, nie pozostawiają miejsca na wątpliwości: po połączeniu krwiobiegów dwóch niespokrewnionych i różniących się wiekiem myszy, mięśnie, wątroby i mózgi tych starszych ulegały błyskawicznemu odmłodzeniu. Komunistyczny mistyk Aleksander Bogdanow, który jako jeden z pierwszych eksperymentował w latach 20. XX wieku, m.in. na sobie, z transfuzjami jako metodą odmładzania (i zmarł w wyniku zakażenia), kiwa ze wzruszeniem głową w postępowych niebiesiech („a nie mówiłem, towarzysze!”), zaś uczniowie prof. Rando rozpoczęli rok temu w klinice w Monterey zakrojony na szeroką skalę eksperyment, przetaczając krew i plazmę młodych (16-25 lat) ochotników starym (65+) ochotnikom i oznaczając biomarkery, by jak najprecyzyjniej stwierdzić komu, co i dlaczego się polepsza w następstwie takiego zabiegu.

Stanford, Monterey… Dopiszmy do tej listy jeszcze Los Angeles, a przestanie nas dziwić, że ludzie postępu wiążą dziś nadzieje na życie wieczne nie z Judeą, lecz z Kalifornią.  I mają po temu podstawy, jeśli wczytać się w opublikowany w najnowszym New Yorkerze niezwykły reportaż Tada Frienda, zatytułowany „Silicon Valley’s Quest to Live Forever”.

W liczącym przeszło 80 tys. znaków i budzącym niejeden zawrót głowy tekście przeczytamy o parabiozie i koncepcjach dokonania korekty ludzkiego genomu tak, by wykluczyć zeń „wadliwe” fragmenty, o sporach w środowisku badaczy między szkołą „długowieczników” a „nieśmiertelnościowców”  i o inwestującej w biotechnologie Martine Rothblatt, deklarującej „pragniemy, aby w przyszłości śmierć byłą rozwiązaniem nie tyle obligatoryjnym, co opcjonalnym”. Generalnie – o wizji i metodach osiągnięcia nieśmiertelności, która połączyła środowiska inwestorów i wizjonerów z Doliny Krzemowej, multimiliarderów stawiających na nanoroboty, futurologów i celebrytów: wszyscy zdeterminowani są, by przyczynić się do „wielkiego skoku” na kształt tamtego, który przed pół wiekiem wyniósł Amerykę w kosmos. Goldie Hawn, Jeff Bezos i Ray Kurzweil stoją ramię w ramię, przekonani, że im właśnie uda się żyć wiecznie – a firmy o nazwach w rodzaju „Elisium Health”, z greką i szczyptą ezoteryki w nazwie utwierdzają ich w tym przekonaniu.

Zarówno dyskutowane dziś i wprawiane właśnie w ruch technologie korygowania genomu i produkowania nowych organów w białkowych drukarkach 3D, jak dystopijne wizje świata, w którym kupuje się długowieczność są za poważną materią, by sprostać jej w felietonie. Można w nim za to wspomnieć, idąc za „New Yorkerem”, o dynamice, z jaką kroczą architekci naszej przyszłości. Ned David, 49-letni jasny blondyn, wyglądający na trzydziestkę w swoich rurkach i Conversach, współzałożyciel Unity Biotechnology, garściami zajada się metforminą („sprawdza się w prewencji cukrzycy”) i smaruje tuzinem kremów w obawie przed czerniakiem. Ale co tam metformina: legendarny Ray Kurzweil, współtwórca ideologii transhumanizmu, połyka, jak sam szacuje, do 90 tabletek dziennie: jest wśród nich metformina, ale i koenzym Q10, i witaminy, i fosfatydylocholina, gwarantująca ponoć jędrność skóry: reporter New Yorkera musiał osobiście poklepać ramię wielkiego człowieka, by zapewnić go, że nie ma mowy o fałdkach.

Ale co tam metformina; 60-letni mikrobiolog Brian Hanley dokonał na sobie półlegalnej operacji genowej, zamieniając szczyptę swojego uda w nowy organ, wytwarzający hormon somatoliberynę (GHRH), stymulujący regenerację serca, nerek i grasicy. Badania krwi robi co trzy dni: wszystkie wyniki poprawiają się z dnia na dzień, odrzucił już okulary, a jego największą troską jest kłucie w krzyżu: podźwignął się, usiłując w pojedynkę przenieść lodówkę. Bill Maris, współzałożyciel Google Ventures, wegetarianin, spędzający dwie godziny dziennie na jodze i bieżni, na razie pociesza się tym, że podczas skanowania jego mózgu okazało się, iż ciało modzelowate – najważniejsze spoiwo obu półkul – jest u niego wyjątkowo okazałe: czym prędzej zamówił u znajomych plastyków polimerowy „odlew” onegoż, sporządzony na drukarce 3D, i z dumą trzyma go na biurku, starannie ocierając z kurzu. To gwarancja jego sprawności: ale czy wieczna? Dlatego Google Ventures przeznaczyło właśnie kolejnych kilkadziesiąt milionów dolarów na badania: śmierć musi stać się opcjonalna.

I co począć z tą triumfującą pewnością siebie? Czy w ogóle jest jakiś sposób, by zareagować na tę pychę, by dać do zrozumienia, że nie tędy droga? Tekst niniejszy, na mocy żelaznych reguł rządzących terminarzem redakcyjnym „Nowej Konfederacji”, ukazuje się w Wielkim Tygodniu – a skoro tak się stało, nie od rzeczy może będzie powiedzieć, półgłosem, ale zdecydowanie, wodząc palcem wzdłuż liter trwalszych niż ryte w kamieniu: „Wtedy wszedł do wnętrza także i ów drugi uczeń, który przybył do grobu. Ujrzał i uwierzył”.

Wojciech Stanisławski

Powyższy tekst pochodzi z najnowszego numeru "Nowej Konfederacji"

Przeczytaj także
Filip Memches: Machiavelli jest jednym z ojców nowoczesności

- To od polityków zależy, na ile są w stanie technologię władzy zaprząc do realizacji jakichś idei, a na ile pozwalają jej funkcjonować tak trochę siłą inercji - mówi publicysta i dziennikarz Filip Memches w rozmowie z najnowszą "Teologii Politycznej Co Tydzień"pn "Machiavelli - twórca III RP?"

"Prus nie był ślepym imitatorem wszystkiego, co przychodziło z Zachodu:. Rozmowa z dr Łukaszem Jasiną

- Bolesław Prus poucza nas, że jeśli chcemy budować nowoczesne społeczeństwo, musimy być bardzo krytyczni wobec tego, co się w tym społeczeństwie dzieje - uważać na problemy społeczne, nierówności i błędy, które należy wytykać, a nie ignorować, jak to się czasami robi, gdy dąży się do słusznej sprawy - mówi ...

Barbara Szewczyk: Czy emancypacja kobiet jest już zakończona?

Nagroda Nobla i osiągnięcie orgazmu mają wiele wspólnego. Filmy "Maria Skłodowska-Curie" i "Sztuka kochania. Historia Michaliny Wisłockiej" prowokują pytanie o to, czy emancypacja kobiet jest już zakończona

Michał Łuczewski: Nowoczesność jest oparta na neutralizacji szatana

- Chrześcijaństwo jest takim kamieniem obrazy dla ludzi nowoczesnych, bo wprowadza bardzo silną różnicę między dobrem i złem, która jest zakorzeniona nie tylko w tym, co fizyczne (bólu, cierpieniu, zmysłowej przyjemności), nie tylko w tym co moralne (grzech, cnota), ale przede wszystkim w tym, co metafizyczne- mówi socjolog dr Michał ...

Spoko. W Księdze Rodzaju stoi, że Adam i Ewa zjedli owoc z drzewa wiadomości dobrego i złego, ale zanim dobrali się do owoców z drzewa życia, Pan Bóg ich przepędził. Tak że zło nazywane dobrem, owszem, mogą czynić, ale życia wiecznego na tym świecie sobie nie zapewnią.

Dobre. Szacun dla Autora na rewirze.

Napisał/a: Pref de Zoo

Dobre. Szacun dla Autora na rewirze.

+1

Tak ludzie robili i robić będą. Lepsze jedzenie, praca, lekarz .. pigułki, przeszczepy, geny itd. W końcu dojedziemy do optymalnej równowagi czasu życia i jego jakości. Stawiam na przedział 90- 120 lat.
no Żal umierać jeśli żal umierać. A biznes na zdrowiu i młodości trwa i trwał będzie wiekami całemi.
No i co z tego?

e tam nieśmiertelność, młodość!

Świetny tekst. Niedawno w radioli czytali wiersz kończący się słowami podmiotu lirycznego, że tymczasem pozostaje mu zachwycać się i radować tą krótką chwilą nieśmiertelności.

Oczywiście Koleżeństwo mając na karku 70+ ze wstrętem odrzuci możliwość przywrócenia sprawności i wyglądu trzydziestolatka jeżeli takowa możliwość będzie po przystępnej cenie ?

Zahamowanie czy nawet odwrócenie procesu starzenia jest naturalną konsekwencją rozwoju medycyny i nierozłącznie wiąże się z powstaniem skutecznych terapii zwalczających nowotwory, choroby autoimmunologiczne, układu krążenia czy wręcz umożliwieniem regeneracji utraconych kończyn i innych narządów. Tego się nie da rozdzielić, to idzie w pakiecie. Czy skuteczna medycyna to też "pycha" i "nie tędy droga" ? A którędy ?

Poza tym takie osiągnięcie tymczasowej ziemskiej nieśmiertelności jest przesądzone. Jak stoi w Apokalipsie św. Jana:

"I w owe dni ludzie szukać będą śmierci, ale jej nie znajdą, i będą chcieli umrzeć, ale śmierć od nich ucieknie. "

Jeśli ktoś nie pogodził się ze śmiertelnością przed 30 rokiem życia, to w życiu będzie tylko dziwaczał w poszukiwaniu nieśmiertelności.
Ten 30 rok życia traktujmy orientacyjnie i umownie. Podobnie jak te 70.

Czyżby spełnienie marzenia epoki Oświecenia?
Józef Balsamo A. Dumas,a albo Alessandro di Cagliostro.
Nie warto żyć wiecznie. Można "zwomitować"
W Polsce czekać 5 lat na protezę zębową na NFZ chyba ,że oprócz regenarcji wątrób,śledzion , trzustki , płuc uszkodzonych dymmem - zęby im odrosną.

Bo problem w tym, że patrzy się na biogerontologię przez pryzmat opętanych ideą nieśmiertelności transhumanistów. A przecież rejuwenizacja nie oznacza wyeliminowania śmiertelności, bo ta zawsze będzie czy to na skutek urazów fizycznych czy błędów w leczeniu. Koleżeństwo z pogardą traktuje łykającego piguły Kurzweila ale gdy przytrafi się nie daj Boże nowotwór to zapewne podda się chemioterapii. A jeżeli skuteczna chemioterapia będzie jako skutek uboczny niosła ze sobą odmłodzenie tkanek ? Albo gdy terapia demencji starczej przyniesie w pakiecie wygładzenie zmarszczek ?

"A przecież rejuwenizacja nie oznacza wyeliminowania śmiertelności, bo ta zawsze będzie czy to na skutek urazów fizycznych czy błędów w leczeniu"
Moja św.pamięci matka zeszła z tego świata z powodu starości , ojciec wcześniej bo palił 60 dziennie.
Nie tylko urazy fizyczne czy też błędy w leczeniu powodują zgony.
Niech się Kolega zastanowi co pisze.
Moja Matka nie piła, nie paliła, mało jadła, nawet nie chorowała i umarła - a powinna żyć wiecznie;)

Filokwist OK :)

Napisał/a: Baloun A przecież rejuwenizacja nie oznacza wyeliminowania śmiertelności, bo ta zawsze będzie czy to na skutek urazów fizycznych czy błędów w leczeniu.

10/10

Napisał/a: Radarovsky

No gerontokrację to i tak mamy (wystarczy popatrzeć jakie emocje wzbudza ustawa lustracyjna po 27 latach od upadku komuny) może paradoksalnie jakby nasi geronci dzięki terapiom staliby się nieco żwawsi to trochę rzeczy by ruszyło z kopyta.

Nie bedzie tak jak oni mysla...

dr Laurent Alexandre przedstawił na pracach loży GLCS w dniu 24 stycznia 2017 r. deskę:
«Czy transhumanizm prowadzi do zagłady?»

http://glcs.pl/czy-transhumanizm-prowadzi-do-zaglady/

Napisał/a: Filioquist

e tam nieśmiertelność, młodość!

Młodość to brak doświadczenia i świeżość doznań.
Od biedy Alzheimera można by uznać za drugą młodość;]

Napisał/a: Filioquist e tam nieśmiertelność, młodość!

E tam młodość - życie, prawdziwe ŻYCIE...

Napisał/a: post-gienekNiedawno w radioli czytali wiersz kończący się słowami podmiotu lirycznego, że tymczasem pozostaje mu zachwycać się i radować tą krótką chwilą nieśmiertelności.

Dobre.

Napisał/a: post-gienek

Napisał/a: Filioquist

e tam nieśmiertelność, młodość!

Młodość to brak doświadczenia i świeżość doznań.

Kulega jak mniemam przed 40-tką?

Copyright © 2011 Rebelya.pl Wszelkie prawa zastrzeżone.