W 2016 roku w Polsce urodziło się ok. 382 tys. dzieci. Najwięcej w woj. pomorskim

01.06.2017

Według danych podanych z okazji Dnia Dziecka przez Główny Urząd Statystyczny, w 2016 r. na Pomorzu był najwyższy przyrost naturalny w Polsce - wyniósł 2 promile.

Wzrost zanotowały województwa wielkopolskie i małopolskie (po 1,7 promila). W większości województw wskaźniki są jednak ujemne, np. w Łódzkiem przyrost naturalny wyniósł aż minus trzy. Średnia dla całego kraju to minus 0,2 promila.

Wysoki wynik województwo pomorskie zawdzięcza głównie powiatom: kartuskiemu, wejherowskiemu i kościerskiemu, gdzie przyrost naturalny wnosi aż 12,12 promila.

W sumie, w Polsce zamieszkiwało w 2016 roku, według najnowszych wyliczeń GUS, 38,4 mln ludzi. Ok. 6,9 mln to dzieci i młodzież (do 17 lat).

W Polsce urodziło się w zeszłym roku o blisko 30 tysięcy więcej dzieci niż w najgorszym pod względem urodzeń roku 2003. Natomiast było to wciąż o ok. 50 proc. mniej urodzeń niż w najlepzym pod tym względem roku 1983.

Oprac. Mad, gosc.pl, pomorskie.eu

Przeczytaj także
Efekt 500+

Od przyjęcia Rodziny 500+ minął rok, od wypłaty pierwszych świadczeń 10 miesięcy. Wydawać by się mogło, że jest to zbyt krótki okres, by mówić o sukcesie lub porażce programu. Okazuje się jednak, że przez ten czas 500+ wymiernie zmieniło otaczającą nas rzeczywistość - pisze Przemysław Koźmiński w najnowszej "Teologii Politycznej ...

W Polsce urodzi się więcej dzieci

"Dziennik Gazeta Prawna", na podstawie danych Narodowego Funduszu Zdrowia, wyliczył że między styczniem a październikiem tego roku w ciążę zaszło o ok. 14,5 tys. więcej kobiet niż między styczniem a październikiem 2015 roku.

To jest świat dla starych ludzi

Przyszły prezydent USA będzie starszy niż Jarosław Kaczyński, a tymczasem prezydent Polski należy do jednych z najmłodszych głów państw na świecie.

Chiny - nowy hegemon czy wielka mistyfikacja?

Popularność Państwa Środka zyskuje w Polsce coraz większą dynamikę. Niekoniecznie w mediach mainstreamowych, ale na pewno w internecie. Zjawisko to jest o tyle ciekawe, że najbardziej zafascynowani Chińską Republiką Ludową wydają się być ludzie o prawicowych poglądach, co kilkanaście, czy nawet kilka lat temu było raczej nie do pomyślenia. W ...

Znaczy się idzie nowy zaciąg w bastionach PO.

Napisał/a: Jiuser π

Znaczy się idzie nowy zaciąg w bastionach PO.

Polak jest Polak. A czyimi bastionami są wymienione powiaty, to niech już opętani polityką sprawdzą, jeśli uważają, że to ważne

Napisał/a: Jiuser πbastionach PO

Prawo i Sprawiedliwość zdecydowanie podbiło serca Kaszubów i Kociewiaków.
Partia Jarosława Kaczyńskiego była bezkonkurencyjna w powiatach kościerskim i kartuskim, osiągając pułap 40 proc. poparcia.
https://goo.gl/LYKemG

BTW jak to ktoś kiedyś zauważył - geograficzny rozkład głosów na mapie powiatów ujawnia nie tyle różnice między zaborami, co raczej między terytorium II RP i ziemiami poniemieckimi.

I wężykiem:
Średnia dla całego kraju to minus 0,2 promila.

widać, że przyrost ludności na Kaszubach jest więc co najmniej kilka razy większy niż w reszcie Polski. Czy jest na sali genialny matematyk, który policzyłby, jaki procent narodu polskiego będą stanowić Kaszubi za, powiedzmy, 20-30 lat, jeżeli te trendy się utrzymają?

Bez Kaszeb Polsczi niet.

Kaszuby to obecnie mój bastion. A jeśli ktoś ma z tym problem i się stawia, odsyłam do pana Toczka.

Napisał/a: Jiuser πbastionach PO

Napisał/a: Rydygier mój bastion.

:)

Napisał/a: Redakcja Rebelya.pl Widać, że przyrost ludności na Kaszubach jest więc co najmniej kilka razy większy niż w reszcie Polski.

Napisał/a: RydygierKaszuby to obecnie mój bastion.

Się kolega spisuje na medal.
Ja rower kupiłem rok temu i jeżdżę po podwrocławskich wsiach, oferując dziewczętom przystąpienie do programu 500+, ale wyników ni ma.
Jeśli nie rower, to co?
Zdradzi kolega tajemnicę sukcesu?;]

E, ja tu tylko nadzoruję, roztaczam subtelną emanację psioniczną, za leniwy jestem na rower nie mówiąc o aktywnej partycypacji w programie.

Notabene to byłoby ironiczne, gdyby 500+ dosłownie przymnażało elektoratu PO.

Napisał/a: post-gienekJa rower kupiłem rok temu i jeżdżę po podwrocławskich wsiach, oferując dziewczętom przystąpienie do programu 500+, ale wyników ni ma.

Na efekty trzeba trochę poczekać.
Kawał z brodą o góralu:
Góral z Chochołowa zgłasza do USC narodziny 3 dzieci. Pytają go:
- Czy te wszystkie dzieci Wasze?
- Ano moje.
- No ale 3 różne matki z różnych wsi!
- Ano prawda.
- Ale one urodziły się tego samego dnia?!
- No...
- ...w odstępach piętnastominutowych!! To chyba niemożliwe?!
- Mozliwe, mozliwe! Jo mom rower...

Napisał/a: post-gienek

Napisał/a: Redakcja Rebelya.pl Widać, że przyrost ludności na Kaszubach jest więc co najmniej kilka razy większy niż w reszcie Polski.

Napisał/a: RydygierKaszuby to obecnie mój bastion.

Się kolega spisuje na medal.
Ja rower kupiłem rok temu i jeżdżę po podwrocławskich wsiach, oferując dziewczętom przystąpienie do programu 500+, ale wyników ni ma.
Jeśli nie rower, to co?
Zdradzi kolega tajemnicę sukcesu?;]

A próbował kolega założyć sobie papierową torbę na głowę?

Znaczy sukces PO bo narodziny do grudnia 2016 to najwyzej decyzja w marcu 2016. A faktycznie od poczatku 2015 do marca 2016 czyli glownie Kopacz.

Napisał/a: Redakcja Rebelya.pl Polak jest Polak.

To interesująca teza.
Proponuję chętnym pracę na temat: Myśl Redakcji rozwiń i uzasadnij odnosząc się do znanych ci z tekstów kultury wizji polskości i polskiej tożsamości.

Uwaga, matematyka na poziomie podstawówki.

Dane:
Populacja Polski - 38,4 mln
Średnia oczekiwana długość życia w Polsce - 77,4 lat
Liczba nowonarodzonych dzieci w 2016 roku w Polsce: 382 tys. dzieci.

Pytanie:
Czy liczba urodzeń rocznie jest wystarczająca do odtworzenia populacji, większa lub mniejsza? O ile?

Liczba nowonarodzonych dzieci rocznie, niezbędna do odtworzenia populacji:
Działanie: 38 400 000/77,4 = 496 124

496 000 - 382 000 = 114 000
496/382=1,3

Odpowiedź: W Polsce rodzi się zbyt mało dzieci, aby odtworzyć populację. Liczba urodzeń winna być większa min. o 30%, tj. o 114 tys. rocznie.

Uwaga: Zadanie powyższe dla uproszczenia pomija zawiłości struktury wieku, która w obecnym kształcie powoduje zachwianie obrazu ilustrowanego wskaźnikiem przyrostu naturalnego.

Odsyłam do wątku "Robot - czyli kapitalizm nie działa" wynika z niego, że niedługo albo będzie trzeba płacić za nicnierobienie, albo oglądać konających z głodu pod płotami. Może jednak nie powinniśmy tak pompować tej dzietności i płakać nad zastępowalnością pokoleń? Bo po co, żeby rzesze stały pod bankami żywności fundowanymi przez dobrodzieja jaśniepana?

Ale tu nie chodzi o matematykę na poziomie podstawówki, czy nawet odtwarzanie populacji. Problem negatywnego trendu w demografii był znany i sygnalizowany od dawna. Jeśli ten trend udało się wyhamować - to bardzo dobrze.
Nikt nie wie ile dzieci powinno się rodzić, więc można zakładać, że zawsze rodzi się tyle, ile powinno - z punktu widzenia rodziców.
Demografię należy traktować jako jeden ze statystycznych parametrów opisujących populację.

Na Islandii mieli boom narodzin 9 miesięcy po futbolowych midtrzostwach Europy. Minister Bańka i PZPN mają okazję żeby się wykazać skutecznością przy okazji mistrzostw świata;]

Napisał/a: post-gienekJeśli ten trend udało się wyhamować - to bardzo dobrze.

Nie udało.
Niedobrze. Bardzo.

Napisał/a: post-gienekNikt nie wie ile dzieci powinno się rodzić

No, jeśli tenże wspomniany "nikt" nie wie, czy dana populacja ma przetrwać, czy nie - to faktycznie, nie wie też ile dzieci powinno się rodzić.

Ja tam jestem do Polaków jako pewnej zbiorowości nieco przywiązany i wolałbym raczej, aby przetrwali. Toteż wolałbym, aby dzieci rodziło się nie mniej, niż liczyła generacja rodziców.

Napisał/a: odys Ja tam jestem do Polaków jako pewnej zbiorowości nieco przywiązany i wolałbym raczej, aby przetrwali.

Zawsze jacyś tam będą się rozmnażać, więc całkowite wymarcie (pomijając globalną katastrofę typu uderzenie mega- meteorytu) raczej nie nastąpi. Ewentualnie kiedyś nasi potomkowie może przestaną się określać jako Polacy (1000 lat temu z hakiem nasi praojcowie nie byli jeszcze narodem polskim, nawet w 1 połowie XIXw większość ludu nad Wisłą nie miała raczej przeświadczenia że są narodem polskim) . Może za 100 lat nie będzie już narodów w dzisiejszym rozumieniu (i niekoniecznie będzie to złe)?

Napisał/a: odys Toteż wolałbym, aby dzieci rodziło się nie mniej, niż liczyła generacja rodziców.

A co nam (jako narodowi populacji) takiego niezbędnego dawałoby utrzymywanie (niepomniejszanie) stanu liczebnego? W dawnych wiekach zdarzały się okresy załamań demograficznych (często dość gwałtownych). Siła ludzkości polega nie tylko na tym , że nieustannie wzrasta ilościowo, ale na tym, że potrafi się dostosować lepiej i szybciej do zmieniających się uwarunkowań niż cała reszta przyrody i rozwijać swoją kreatywność dla podnoszenia swojego dobrostanu. Nawet jeśli nasza liczebność się zmniejsza, nie musi deprecjonować to automatycznie naszej wartości ani naszego znaczenia dla świata.

Norwegów jest 5 mln i co są na wymarciu? Jak Polaków za sto lat będzie 26,5 mln to jakiś koniec polskości nastąpi?

Chromypies i japisz O.K.

Napisał/a: Chromypies

Norwegów jest 5 mln i co są na wymarciu? Jak Polaków za sto lat będzie 26,5 mln to jakiś koniec polskości nastąpi?

Czy Norwegowie są na wymarciu - nie wiem.
Gdyby u nich kolejne pokolenia były dwakroć mniej liczne od poprzednich, to owszem - wymarcie Norwegów byłoby kwestią czasu. U nas bardzo liczne pokolenie "wyżu" wydało niemal dwakroć mniej liczne potomstwo. Dziś to właśnie bardzo nieliczne pokolenie dzieci dorasta i wszystko wskazuje, że będzie mieć dzieci dwa razy mniej, niż samo liczy.

Te prognozowane 26 mln to jeszcze nic przerażającego: Polska u progu lat 20 miała podobną populację na większym terytorium. Znacznie gorzej, że będzie to kraj starców, którzy w następnych latach będą wymierać, zaś ludzi młodych, zdolnych wydać na świat następną generację, będzie bardzo niewielu. Tym niewielu może być na tyle niewygodnie żyć wśród staruszków, że się będą wynosić. Z drugiej strony - w tym samym czasie populacja globu raczej wzrośnie, może nastąpić wreszcie presja migracyjna na nasz wyludniony kraj. Pytanie, czy staruszkowie zechcą i będą w stanie tę presję powstrzymać.

To razem owszem, może zapowiadać koniec polskości.

Napisał/a: japisz Może za 100 lat nie będzie już narodów w dzisiejszym rozumieniu (i niekoniecznie będzie to złe)?

Tak, oczywiście, to prawda. Sto lat temu nie było narodów w dzisiejszym rozumieniu (bo rozumiano to słowo nieco inaczej) i za sto lat nie będzie także. Ale też nie przesadzajmy z tym melancholijnym panta rhei i nie kwitujmy tego wzruszeniem ramion. Jest jednak tych parę drobiazgów, które chciałoby się umieścić na jakiejś arce, czy tej z piosenki Młynarskiego, czy Kaczmarskiego.

Napisał/a: japisz A co nam (jako narodowi populacji) takiego niezbędnego dawałoby utrzymywanie (niepomniejszanie) stanu liczebnego?

Stabilna populacja (z niewielką krzywą wzrostu) zabezpiecza daje tyle, co w starej przypowieści:
Człowiek dorosły przynosi do domu trzy bochenki: jeden dla siebie i żony, drugi dla dzieci, trzeci dla staruszków-rodziców.
To bardzo ciekawa koncepcja, by ukraść drugi bochenek: rezygnując z dzieci, można się wzbogacić. Ale za lat trzydzieści (w dzisiejszych czasach nawet nieco później), dorosły człowiek będzie musiał licznym starcom dać dwa bochenki. Jemu samemu i jego dzieciom zostanie już tylko jeden.
To właśnie zrobiliśmy (jako społeczeństwo).

Już zaburzenie normalnej piramidy populacji za sprawą wielkiej wojny zaowocowało wahadłem wyżów i niżów demograficznych, które destabilizowały gospodarkę nagłym skokowym zapotrzebowaniem na szkoły, mieszkania, nagłym zalaniem rynku młodymi pracownikami - a teraz nagłym ich brakiem. Ale ostatnie 25 lat stworzyło wyrwę większą niż II wojna światowa.

Stały wzrost populacji miewa pewne plusy: Europie umożliwił ekspansję na cały świat, zaludnienie Ameryk i Australii, oraz pewnych obszarów Azji i Afryki - a to wszystko przy przecież stosunkowo dużych stratach. Wciąż jeszcze przejadamy dorobek tamtej ekspancji, ale on się właśnie kończy.

Stały wzrost populacji tutejszej ludności był także jednym z czynników uniemożliwiających skolonizowanie naszych ziem przez narody państw zaborczych. A przecież te narody były chętne i gotowe do kolonizacji.

Jest więc kilka niezaprzeczalnych atutów stabilnej i dodatniej demografii.

Napisał/a: japisz Nawet jeśli nasza liczebność się zmniejsza, nie musi deprecjonować to automatycznie naszej wartości ani naszego znaczenia dla świata.

Automatycznie - nie musi.
Tak jak w skali indywidualnej rezygnacja z własnego przetrwania (także i potomstwa) dla dobra całej społeczności jest (a przynajmniej bywa) na tyle wartościowe, by takie jednostki stawiać na piedestał i wzór dal wszystkich, tak też może być i ze zbiorowościami, czemu nie.
Badacz, poświęcający swoje życie odkryciom służącym ludzkości, kapłan oddający się całkowicie posłudze Kościoła, nauczyciel oddający całe swoje życie cudzym dzieciom - oto bohaterowie, których życie z pewnością wydało owoc; miało wartość i znaczenie.

Pytanie jednak: w czym własną wartość i znaczenie dla świata upatrują dziś Polacy, rezygnujący z biologicznego przetrwania? Niestety, najczęściej w niczym. Najczęściej rezygnują z dzieci dla podniesienia standardu własnej egzystencji, bo dalszy horyzont ich nie interesuje. Chyba, że horyzont prywatnych doznań, których smak jednak zabiorą ze sobą do grobu.

Napisał/a: japisz Zawsze jacyś tam będą się rozmnażać, więc całkowite wymarcie (pomijając globalną katastrofę typu uderzenie mega- meteorytu) raczej nie nastąpi.

To prawdopodobnie prawda.
Ale tak jak z biologicznego i kulturowego punktru widzenia jestem żywotnie zainteresowany przetrwaniem moich dzieci, bardziej niż dzieci sąsiada - tak też jestem bardziej zainteresowany przetrwaniem narodu niosącego pokrewną pulę genów, ale też rymy Mickiewicza, myśli Wojtyły itd.

Copyright © 2011 Rebelya.pl Wszelkie prawa zastrzeżone.