Bić albo nie bić, oto jest pytanie

29.06.2017

Artykuł porusza kwestię stosowania kar fizycznych w wychowaniu dzieci. Punktem wyjścia jest stwierdzenie iż nie da się realnie sprawować władzy, jeśli zrezygnuje się ze stosowania środkow przymusu bezpośredniego, czyli, między innymi, kar fizycznych. Państwo przyznaje sobie prawo do sprawowania władzy w oparciu  przymus bezpośredni, natomiast władza rofdzicielska, w myśl ustawodawcy opierać się może jedynie na perswazji

Bić albo nie bić – oto jest pytanie

Powracająca falami, a ciągle nie rozstrzygnięta dyskusja na temat stosowania kar fizycznych, zepchnęła zwolenników zdrowego rozsądku na pozycje trudne do obrony. Któż bowiem, przy tak postawionej kwestii odważy się twierdzić, że kary cielesne w wychowaniu są dopuszczalne.

Zwolennik stosowania tego typu kar, natychmiast stawiany jest pod pręgierzem. Zyskuje etykietkę tego, który chce się wyżywać nad tym, co słabe i bezbronne. Bić dzieci? Tylko ktoś o skłonnościach sadystycznych chciałby bić dzieci! Tymczasem powyższe zagadnienie jest znacznie bardziej złożone, niż chcieliby przeciwnicy stosowania kar fizycznych, a pytanie dotyczące ,,bicia'' dzieci raczej oddala od rozstrzygnięcia interesującej nas kwestii, niż do niej przybliża.

,,Nie ma dzieci są ludzie''

Tak pisał o dzieciach Janusz Korczak, wielki ich przyjaciel. Myśl tę warto zapamiętać

i przyswoić. Każda refleksja na temat wychowania musi uwzględniać fakt, że dzieci, to po prostu ludzie tylko nieco mniejsi niż my dorośli. Mają nasze zalety , ale mają też nasze przywary. Żyją z nami i zgodnie z regułami, jakie nas wszystkich obowiązują. Stosownie do wieku i poziomu rozwoju, stopniowo przyjmują nasz styl życia, nasze zasady i wartości.

W życiu społecznym odpowiednikiem kar cielesnych są środki przymusu bezpośredniego: obezwładnienie przy użyciu kajdanek, kaftana bezpieczeństwa, pałki służbowej, armatki wodnej, gazów łzawiących itd.

Jeśli zapytamy, czy środki te wolno stosować wobec gejów, Żydów, etc., prawdopodobnie większość z nas, i słusznie, stanowczo zaprzeczy. Albowiem tak postawione pytanie zawiera niewypowiedzianą wprost, jednak samoistnie narzucającą się, sugestię, iż to bycie gejem, Żydem, czy Cyganem jest przyczyną stosowania wspomnianych wyżej represji.

Podobnie jest z pytaniem o stosowania kar cielesnych wobec dzieci. Każdy kto je słyszy, natychmiast staje w obronie najmniejszych i najsłabszych. Nie, dzieci bić nie wolno , na to się nie zgadzamy, dorosły nie może wykorzystywać swojej przewagi. I w zasadzie odpowiedź ta mogłaby zamknąć dalszą dyskusję na powyższy temat, gdyby nie fakt, że żadnych problemów wychowawczych to nie rozwiązuje, a samo pytanie tak postawione wprowadza jedynie zamęt.

W jakim wiec kontekście umieścić pytanie o kary fizyczne? Wydaje się, że jest to fragment większego problemu jakim jest skuteczne sprawowanie władzy, same zaś kary, należą do działań, które, jak już wspomnieliśmy, mieszczą się w grupie środków przymusu bezpośredniego.

Pytanie wyjaśniające kwestie stosowania kar cielesnych mogłoby więc brzmieć tak: czy jest możliwe sprawowanie realnej władzy bez uciekania się do użycia siły?

Pytanie to jest zasadne i ważne. Jeśli bowiem dałoby się udzielić na nie odpowiedzi twierdzącej, to musielibyśmy zrewidować nasz pogląd na temat funkcjonowania policji, służby więziennej i innych tego typu instytucji. Może posterunki policji należy zamienić na gabinety psychologów, socjologów, czy specjalistów od resocjalizacji. Tam, specjaliści owi używając perswazji, namowy, czy pouczenia, nadawaliby właściwy kierunek obywatelom zagubionym w gąszczu życia społecznego. I tak ludzie z marginesu społecznego, członkowie grup przestępczych itp. ponownie stawaliby się prawymi obywatelami.

Utopia? Oczywiście, że tak. Nie ma, nigdy nie było i prawdopodobnie nigdy nie będzie skutecznego systemu sprawowania władzy, który mógłby sobie pozwolić na rezygnację z możliwości użycia siły. Skąd więc przypuszczenie, że władzę rodzicielska jest jakimś wyjątkiem, skąd założenie, że można ją skutecznie sprawować rezygnując ze środka wychowawczego jakim są kary cielesne?

Tylko, że rodzina to nie państwo, ktoś odpowie, a już dopatrywanie się w naszych dzieciach przyszłych przestępców zakrawa na niesmaczny żart. Czy aby pewno? Przecież to właśnie z naszych rodzin wywodzą się jednostki aspołeczne, wobec których władza, by zachować ład i porządek w państwie, musi używać siły. Osoby łamiące prawo nie są przybyszami z kosmosu. Każdy aspołeczny osobnik wyrastał w jakiejś rodzinie. Nim okradł pierwszy sklep - podkradał pieniądze matce, nim dopuścił się pierwszego wymuszenia czy pobicia - młodszym kolegom odbierał kieszonkowe. Zachowanie owego młodego człowieka nie uległo zmianie w okresie dorastania.. Jeśli coś się zmieniło, to jedynie skala jego patologicznych zachowań.

Tutaj napotykamy trudne do wyjaśnienia kwestie, które dotyczą różnic pomiędzy środkami jakimi dysponuje państwo, a tymi jakie państwo pozostawia rodzinie. Władza państwowa w określonych sytuacjach może z całą surowością stosować wobec obywateli przymus fizyczny. Rodzice, w sytuacjach analogicznych, mimo, że sprawują władzę, zdani są jedynie na siłę własnych słów.

Oddajmy na chwile głos stosownym dokumentom. Ustawa o środkach przymusu bezpośredniego z maja 2013 roku, w art. 11 określa warunki dopuszczające użycie siły wobec obywatela. Jeśli obywatel nie stosuje się do wymagań prawa i poleceń wydawanych przez stosowne organy, państwo może zastosować wobec niego środki przymusu bezpośredniego. Jeśli obywatel dopuszcza się działań stanowiących zagrożenie dla zdrowia i życia innych ludzi, jeśli dopuszcza się czynów autodestrukcji, jeśli niszczy mienie, wtedy również władza państwowa może stosować wobec niego środki przymusu bezpośredniego. Powyższe zapisy wydaja się jasne i logiczne. Państwo nie może pozwolić, by na straży porządku publicznego stały jedynie paragrafy. Prawo, nawet najlepsze, bez dotkliwych sankcji i bez możliwości natychmiastowego egzekwowania jego przepisów, wkrótce staje się martwe.

Zatrzymajmy się na chwile przy pierwszym warunku dopuszczającym użycie siły wobec obywatela. Odpowiedni organ może sięgnąć po środki przymusu bezpośredniego w celu ,,wyegzekwowania wymaganego prawem zachowania zgodnie z wydanym przez uprawnionego poleceniem''. Oczekuje się od obywatela, pod groźbą zastosowania siły, że będzie posłuszny. Posłuszeństwo jedynie w ramach prawa i kompetencji organów odpowiedzialnych za ład i porządek, ale egzekwowane z całą stanowczością.

Posłuszeństwo, to słowo klucz, do zrozumienia zasady sprawowania władzy. Bez niego władza staje się fikcją. Ustawodawca o tym wie i w skuteczny sposób, za pomocą powyższych zapisów i dając uprawnienia właściwym służbom, dba o to, by ten, kto sprawuje władzę w państwie, mógł ją sprawować w sposób realny.

A w jaki sposób kwestie poszanowania prawa regulowane są w przestrzeni rodzinnej?

Czytając Kodeks Rodzinny i Opiekuńczy odnosi się nieodparte wrażenie, że dla harmonijnego życia rodziny jedynym zagrożeniem są agresywni rodzice. W art. 96 rodzicom i osobom sprawującym opiekę, zakazuje się stosowania kar cielesnych wobec nieletnich. Co ciekawe, jest to bodajże jedyny artykuł kodeksu sformułowany tak kategorycznie.

Pozostałe artykuły maja charakter normatywny, bądź opisowy.

Każdy, kto zna życie polskiej rodziny, ma świadomość, że, wbrew optymizmowi ustawodawcy, zagrożeń dla jej prawidłowego funkcjonowania jest znacznie więcej, niż nadpobudliwi, skłonni do sięgania po pas, rodzice. Bywa, że dzieci nie sprawiają większych trudności wychowawczych, bywa jednak, że przysparzają problemów i to niemałych. Zaczynają kraść, sięgają po narkotyki, są agresywne wobec innych dzieci, w tym własnego rodzeństwa, są krnąbrne itp. Krótko mówiąc, łamią prawo społeczności, w której żyją, czyli rodziny. Dura lex sed lex, mówi stara rzymska maksyma. Trawestując ją można powiedzieć: prawo małej społeczności, jednak prawo. Nie ma powodu, by traktować je w sposób lekceważący. Jeśli więc prawo państwa, w którym żyjemy uznaliśmy za ważne na tyle, by chronić je dając władzy państwowej wszelkie możliwe środki, w tym środki przymusu bezpośredniego i całą paletę kar, to rodzi się pytanie, dlaczego władza rodzicielska, pozbawiona jest narzędzi zapobiegających łamaniu obowiązującego w rodzinie prawa?

Pytanie to jest ważne także i z tego powodu, że przed rodzicami stoi niezwykle ważne zadania wychowawcze. Rodzice nie tylko pilnują bezpieczeństwa swoich dzieci, oni nadto kształtują ich postawy i charaktery. Bez posłuszeństwa proces ten skazany jest na porażkę. Mam pełną świadomość, że słowo to jest dziś bardzo niepopularne, że budzić może negatywne skojarzenia. Niesłusznie. Posłuszeństwo stanowi fundament wszelkiego ludzkiego wzrostu. Czy można sobie wyobrazić wybitnego muzyka, sportowca, malarza itd., który nie zna słowa posłuszeństwo, który nigdy nie miał nad sobą mistrza? Podobnie jest z nauką życia. O ile jednak bycie w szkole artystycznej, czy sportowej jest zwykle kwestią wolnego wyboru ucznia i jego talentu, o tyle w szkole życia edukacja jest obowiązkowa. Pragnienie bycia dobrym i prawym człowiekiem nie zawsze objawia się już w dzieciństwie. Czasami poprzedza je okres buntu przeciwko nakazom i zakazom. Z talentami też bywa tu różnie. Rolą rodziców więc jest nakłaniać, zachęcać i tłumaczyć, czasami jednak, gdy środki te zawodzą - po prostu karać.

Wróćmy jeszcze na chwile do dokumentu, przed którym stoi ambitny cel regulowania życia polskich rodzin.

KRiO mówi wprawdzie o władzy rodzicielskiej, a dzieciom przypomina o posłuszeństwie wobec rodziców, pozbawiając jednak tych ostatnich możliwości wpływania na zachowanie swoich dzieci poprzez stosowania kar cielesnych, skazuje rodziców na bezradność. Jak już wspomniałem, rzadko, ale jednak, zdarzają się w procesie wychowania takie zachowania dzieci, które są zagrożeniem i dla nich samych i dla otoczenia.

Pojawiają się niekiedy glosy, iż karanie cielesne stosowane wobec dzieci jest objawem słabości nas dorosłych, wreszcie, że narusza ono godność dziecka. Jeśli idzie o zarzut pierwszy, to nie sposób z nim się nie zgodzić . Odwoływanie się do siły, i tej realnej, i tej potencjalnej, w postaci groźby, zawsze świadczy o słabości. Wychowawca silny mówi dziecku o zasadach i normach, a wpływ jego jest na tyle znaczący, że dziecko bezproblemowo przyswaja rady i sugestie swego opiekuna starając się, żyć zgodnie z nimi. Tak, tylko któż z nas rodziców może o sobie powiedzieć iż jest właśnie takim wychowawcą? Mówimy do dzieci, nakłaniamy je do pożądanych przez nas zachowań, tłumaczymy, a słowa nasze są ignorowane, przeinaczane itd.

Przy lekkiej materii problemów, bezpośrednim brakiem skuteczności swoich słów, nie musimy nadto się niepokoić. Zawsze pozostaje nadzieja, że nasze dziecko, może nie dziś, nie jutro, ale w najbliższej przyszłości, zrozumie co do niego mówiliśmy. Gorzej, gdy zachowanie jego stanowi zagrożenie dla istotnych wartości, takich jak życie, czy zdrowie. Wtedy trzeba działać szybko i skutecznie tu i teraz; wtedy trzeba użyć wszelkich możliwych sposobów, także tych drastycznych, jak właśnie kary cielesne, by dziecko ze złej drogi zawrócić. Niestety, w myśl nowych przepisów mamy tylko słowa. Słowa, słowa, słowa. Jeśli dziecko rozumie co do niego mówimy, to cudownie. Jeśli jednak nie, to może się zdarzyć, że będziemy bezradnie patrzeć jak sięga po narkotyki, alkohol, wchodzi w złe towarzystwo etc.. Słowa nie będą w stanie zawrócić naszego dziecka ze złej drogi, a innych narzędzi wychowawczych, dzięki nadgorliwości beztroskich polityków, już nie mamy.

Pozostaje mi jeszcze odnieść się do argumentu jakoby kary cielesne naruszały godność dziecka.

Jest to argument całkowicie nietrafiony. W porządku etycznym, kara zawsze występuje w organicznym związku z czynem moralnie złym. Można powiedzieć, że, w pewnym sensie, jest jego lustrzanym odbiciem. Jeśli czyn moralnie zły jest siłą o określonym wektorze, to kara ma być silą porównywalną, lecz skierowaną w kierunku przeciwnym. Jest więc absurdem mówienie o tym, że kara narusza ludzką godność. Ludzką godność, i to trzeba powiedzieć z całą stanowczością, może naruszać jedynie czyn moralnie zły, kara za ów czyn jest tylko jego smutną konsekwencją.

Na zakończenie chciałbym powiedzieć, iż nie uważam by stosowanie kar cielesnych rozwiązywało każdy wychowawczy problem. Opowiadam się za tym, by rodzice, zwłaszcza w sytuacjach wyjątkowych, mogli sięgać do wszystkich środków jakie mądrość przeszłych pokoleń ze sobą niesie, w tym także do tych tak bardzo dziś niepopularnych jak kary cielesne.

Wychowanie dzieci jest sprawą zbyt poważną, by zostawiać je politykom, czy nawiedzonym ideologom. Zachęcam więc rodziców do obywatelskiego nieposłuszeństwa. Ostatecznie to wy i wasze dzieci zapłacicie rachunek za ich lekkomyślność i niezdrową skłonność do eksperymentowania.

A co do pytania zawartego w tytule, to nie stoicie Państwo wobec wyboru, stosować wobec swoich dzieci kary cielesne czy też nie . Wybór jest zgoła inny, a sprowadza się do pytania, czy to wy, z troską i miłością będziecie wobec swoich dzieci kary cielesne stosować, czy też pozwolicie, by za kilka lat zastosował je, z całą bezwzględnością, policjant. Wątpiących odsyłam do ustawy o środkach przymusu bezpośredniego.

Ustawa przewiduje czternaście różnych sytuacji, w których funkcjonariusz jednej z dwudziestu służb, uprawniony jest do użycia wobec obywatela siły.

Zdecydowana większość z nas nigdy nie doświadczyła przykrych skutków stosowania przez władzę owych środków. Dlaczego? Odpowiedź jest prosta: w sposób mniej lub bardziej świadomy, unikamy sytuacji wymienionych w ustawie. Tego uczmy nasze dzieci

Nie uczmy ich natomiast, że są nietykalne, bo to nieprawda. Nie uczmy naszych dzieci, że poniża je kara, bo to nieprawda. Uczmy nasze dzieci, że szacunek i nietykalność zapewnić mogą sobie same postępowaniem prawym. Uczmy nasze dzieci, że poniżyć je mogą jedynie ich własne czyny.

Dariusz Kral

Przypisy:

1.) Dz.U. 2013 poz. 628 Ustawa o Srodkach przymusu bezposredniego i broni palnej.

2.) Dz. U. 2012 poz. 788 Kodeks Rodzinny i Opiekuńczy.

Copyright © 2011 Rebelya.pl Wszelkie prawa zastrzeżone.