Ewa Thompson: O kolonizacji Europy Środkowej

08.09.2012

O kolonializmie "białych przeciwko białym" można mówić od wieku XVIII. Rozbiory Polski zakończyły kolonizację Europy Środkowej przez Rosję, Prusy, Austrię oraz imperium ottomańskie. Nieobecność krajów regionu na mapie politycznej świata przypieczętowała ich nieobecność w literaturze, nauce, zaowocowała zwyczajem pomijania ich w dyskursie. Sytuacja polepszyła się po upadku ZSRS, ale daleko jej do normalności - pisze prof. Ewa Thompson.

    Amerykańska poetka Emily Dickinson tak pisała o prawdzie:

 

    Powiedz całą Prawdę, ale okrąż ją na paluszkach

    W swoim pełnym blasku Prawda poraża

    Naszą wątłą zdolność do radości,

    Bo Prawda jest wielką niespodzianką.

 

    To tak jak mówić dzieciom o błyskawicy.

    Trzeba to wytłumaczyć łagodnie,

    Prawda musi zaistnieć bardzo powoli,

    Bo inaczej wszystkich nas oślepi[1].

 

           To poetyckie ostrzeżenie należy mieć na uwadze, wprowadzając perspektywę postkolonialną do studiów nad niegermańską Europą Środkową. Perspektywa ta postrzegana jest jako absurdalna przez narratorów państw imperialnych. Należy więc postkolonialny punkt widzenia przedstawić tak, aby nie powielał on kłótni o miedzę pomiędzy Rzędzianem a Jaworskimi, których tenże miał nadzieję z torbami puścić. Zacznijmy od rzeczy podstawowych i chyba niepodważalnych.

    „Biali przeciwko białym”, czyli nałożenie czapki niewidki

    O kolonializmie „białych przeciwko białym " można mówić od wieku XVIII. Zdefiniowałabym go jako militarny podbój terytorium i ludności, która już posiada swoją własną świadomość narodową, system polityczny, prawo, język i obyczaje społeczne. Najkrótsza definicja kolonializmu to przekształcenie (przy użyciu siły) nawet niewielkiej metropolii w peryferię. W wieku XVIII rozpoczął się na wielką skalę również kolonializm zamorski, uprawiany przez tych Europejczyków, którzy na ogół nie zajmowali się kolonizacją swoich sąsiadów. Kolonializm zamorski zdobył sobie lingwistyczny monopol, podważany w wieku XXI przez postkolonialnych badaczy Europy Środkowej – bo tam właśnie kolonializm „białych przeciwko białym” uprawiany był najczęściej. Łamał on postanowienia pokoju westfalskiego z 1648 roku, bo skierowany był na rugowanie i wchłanianie sąsiednich państw o długiej historii i jasnej tożsamości. W drugiej połowie XX wieku rozpoczął się demontaż zarówno kolonializmu zamorskiego, jak i europejskiego, ale w wieku XXI widać już jego powrotną falę.

            Rozbiory Polski zakończyły kolonizację Europy Środkowej, kolonizację, w której uczestniczyły Rosja, Prusy, Austria oraz imperium ottomańskie. W 1795 roku Polska przestała istnieć jako reprezentantka własnych interesów, a jej ziemie stały się peryferiami wrogich jej mocarstw. Państwa, takie jak Czechy, Bułgaria, Mołdawia, Serbia, Chorwacja, zostały połknięte przez imperia wcześniej. W rezultacie przy końcu wieku XVIII na niegermańską Europę Środkową nałożono czapkę niewidkę: stała się ona niewidzialna jako państwowość, czy raczej państwowości, jako podmiot i producent kultury.

            Kolonializm w tej części świata miał swoje specyficzne cechy i unikatowe rezultaty. Po pierwsze, Europa Środkowa to w znacznej mierze terytorium kultury tomistycznej, której trwałość umocniła kolonizacja. Teoretyzowanie kolonializmu na tych ziemiach musi uwzględnić ten fakt; przykładanie miarek historycyzmu do Polski to trochę tak, jak tłumaczenie mitologii greckiej przy pomocy taksonomii Oświecenia[2]. Po drugie, państwo polskie było również krajem – okresowo przynajmniej – kolonizującym (mowa o Ukrainie, Litwie i Białorusi), który sam został skolonizowany. Stąd pomieszanie wartości i rozchwianie znaczeń w konstruowaniu sądów o Polsce, ułatwiające byłym kolonizatorom usprawiedliwienie swojej działalności. Ponieważ państwo polskie było kluczowym niegermańskim państwem w Europie Środkowej, błędy w jego interpretacji zdeformowały obraz całej Europy Środkowej w narracji świata[3].

     Kolonizacja dyskursu

   Mimo różnic pomiędzy kolonializmem zamorskim a środkowoeuropejskim, oba miały wspólne cechy. Przynosiły uzależnienie gospodarcze, hamowały rozwój społeczeństwa, wprowadzały patologie społeczne i kulturalne, przekształcały mapy mentalne świata i niwelowałyprestiż[4]. Podobnie również tłumaczyły przyczyny podboju. W obu wypadkach podkreślano niezdolność podbijanego do samodzielnego sprawowania władzy oraz ucisk mniejszości. „W centrum europejskiej polityki na Bliskim Wschodzie stał problem mniejszości, których «interesy» wielkie mocarstwa rzekomo reprezentowały i ochraniały”, pisze Edward W. Said[5]. Katarzyna II użyła podobnej argumentacji w stosunku to Pierwszej Rzeczpospolitej, zaś Stalin i NKWD – w stosunku do Drugiej[6].Szerzenie nieprawdziwych informacji o Polsce m.in. przez takie ikony Oświecenia jak Wolter czy zachodni naukowcy pogrążyło w niepamięci polskie państwo szlacheckie i jego republikański ustrój. Niegermańska Europa Środkowa jest bodajże jedynym terytorium w Europie, gdzie wymazywanie historii odbyło się na tak wielką skalę i trwało tak długo.

            Dyskurs o postkolonialnych cechach Europy Środkowej mógłby być sporem historyków i ekonomistów. Wtedy w centrum dyskusji byłyby takie twierdzenia, jak „kapitał gromadzi się w metropolii a nie na peryferiach imperium, stąd chroniczny niedorozwój terytoriów zniewolonych”. Tutaj ograniczęsięjednak do problemu kolonizacji dyskursu. Bowiem studia postkolonialne to nie to samo, co studia historyczne. Nie wpisują się one w oświeceniowy harmonogram studiów humanistycznych. Rezultatów europejskiego kolonializmu „białych przeciwko białym” nie da się opisać, używając oświeceniowych formułek, gdyż są one rusztowaniem tego niwelującego tożsamość odbierana głosu, który Said nazywał orientalizmem. Argumentem w studiach postkolonialnych są nie tyle traktaty dotyczące podziału terytoriów pomiędzy kraje imperialne, ile struktury wpływów na dyskurs światowy, systemy opinii i rankingi prestiżu. Wizerunek Europy Środkowej, stworzony przez „obiektywnych obserwatorów” z zewnątrz, to środkowoeuropejski odpowiednik opisów Afryki przez dziewiętnastowiecznych podróżników europejskich.

           Widzędwa etapy dyskursywnego kolonizowania Europy Środkowej. Pierwszy rozpoczął sięw wieku XVIII i zakończył po upadku Związku Sowieckiego. Z wyjątkiem okresu międzywojennego, były to czasy, gdy permanentne pozbawienie podmiotowości krajów Europy Środkowej było jeszcze możliwe. Drugie stadium to współczesna walka z bagażem dyskursów nagromadzonych w okresie pierwszym w nauce, polityce i mediach, włączając słownictwo i nazewnictwo, oraz próby skorygowania tych dyskursów.

    Wymazywanie z pamięci

    Przyjrzyjmy się teraz konstrukcji kolonizującego dyskursu. Rozbiory Polski były „grubąkreską”, po której zasób wiedzy nie tylko o Pierwszej Rzeczpospolitej, ale i o całej niegermańskiej Europie Środkowej i Wschodniej (poza Rosją) gwałtownie sięskurczył w dyskursie europejskim, a nowej wiedzy zaczęli dostarczać hegemoni kolonialni. Charakterystyczne sątajne protokoły podpisane przez trzech kolonizatorów Polski w 1795 roku, zawierające decyzję, że „konieczne jest niszczenie wszystkiego, co może przypomnieć światu o istnieniu kiedyś Królestwa Polskiego”[7]. Jak zauważył Adam Zamoyski, Prusacy przetopili na złoto polskie królewskie korony, Austriacy urządzili koszary w pałacach polskich królów, zaś Rosjanie wywozili z Polski do Rosji co się dało – biblioteki, dzieła sztuki i ludzi. Wzmianki o polskich terytoriach pojawiały się w prasie europejskiej tylko wtedy, gdy miały tam miejsce jakieś rozruchy, podobnie jak dzisiaj Tamilowie w Sri Lance pojawiają się w prasie wtedy, gdy już mocno zajdą za skórę Syngalezom; ale o co tam chodzi, mało kto wie. Gdy w prasie amerykańskiej pojawiły się notki o rozruchach w Polsce w 1976 roku, mało kto wiedział lub interesował się tym, dlaczego Polacy wychodzili na ulicę.

            W XIX wieku, z paroma wyjątkami[8], historycy europejscy i rosyjscy przyjęli bez protestów wirtualną nieobecność w dyskursie nie tylko Polski, ale i całej niegermanskiej Europy Środkowej, którą stopniowo przemianowano na „Europę Wschodnią”. Po II wojnie światowej to wyrażenie stało się w USA standardem desygnującym coś w rodzaju oddzielnego subkontynentu. Nie oznacza to oczywiście, że nikt z tej części świata nie mógł przebić się do światowej mównicy[9]. Brakowało jednak ciągłości narracyjnej, którą rozporządzają kraje i narody niepoddane kolonizacji. 

    Orientalizacja peryferii

    Końcowym rezultatem była utrata kontroli nad własnym wizerunkiem, jego reifikacja i essencjalizacja porównywalna tylko do dziewiętnastowiecznych opisów czarnej Afryki. W XIX i XX wieku wizerunek Polaków formował się w tekstach pisanych przez intelektualistów reprezentujących niepolskie interesy; w opiniach, artykułach, wypowiedziach głoszonych poza granicami Polski, na które Polacy nie byli w stanie odpowiedzieć. Często o nich nawet nie wiedzieli, pochłonięci problemami przeżycia i obrony tożsamości w imperiach, w których mieszkali. To o tej skonstruowanej przez wyobraźnię zwycięzców Polsce traktują dziesiątki książek i artykułów naukowych, pisanych w Stanach Zjednoczonych po dzień dzisiejszy, niezmiennie przedstawiających Europę Środkową jako szowinistyczną, prymitywną i nietolerancyjną[10].

            Takie są rezultaty intelektualnego ubezwłasnowolnienia, czyli kolonialnego odebrania głosu. Dlatego właśnie Kopernik stał się uczonym niemieckim, Włodzimierz Spasowicz prawnikiem rosyjskim, kod „Enigmy” został rozwiązany przez kryptografów brytyjskich, zaś klęska komunizmu rozpoczęła się w Niemczech od obalenia muru berlińskiego w listopadzie 1989 roku. Wprawdzie Jan Hus pozostał dysydentem czeskim, ale był to wyjątek. Gdy nie dało się wybitnych ludzi czy ważnych wydarzeń umieścić w panteonie mocarstw zaborczych, wrzucano ich do worka niepamięci. Tak się stało z polskimi prawnikami i pisarzami Średniowiecza –  Stanisławem ze Skarbimierza czy Pawłem Włodkowicem. O Marco Polo z Wenecji słyszeli wszyscy Europejczycy, ale o tym, że był on Chorwatem z wyspy Korčula, bardzo niewielu. Zaś porażka Ottomanów pod Wiedniem w roku 1683, autorstwa króla Jana Sobieskiego, została zredukowana przez Austriaków do małej i trudnej do znalezienia tabliczki na murze jednej z wiedeńskich piwiarni[11].

            Kraje skolonizowane nie uczestniczą w tworzeniu swojego wizerunku, bo ich narracja do świata nie dociera. Nietrudno zgadnąć, że narracja hegemona uwypukla słabość, pasywność, brak sił twórczych i osiągnięć, niezdolność do samookreślenia się i samowiedzy członków narodów skolonizowanych. Postrzegani są oni jako ci, którzy muszą być opisani z zewnątrz, bo sami nie są w stanie siebie zdefiniować. Decyzja o tym, kim są, jest podejmowana jak gdyby „ponad ich głowami”, w innym wymiarze, do którego oni nie mają dostępu. Ostentacyjnie obiektywni badacze z Zachodu (finansowani przez różne fundacje i przyjeżdżający do Polski, aby oceniać i badać polskie społeczeństwo), to przykład aktu orientalizującego w stosunku do peryferii, aktu umożliwionego przez kolonialny status odwiedzanych terytoriów. Na peryferie się jeździ, peryferie się bada; ale one nie mogą jeździć do metropolii (rzeczywistej czy zastępczej), aby ją badać[12].

    Gwałt na umysłach pokonanych

   Ważnym krokiem w procesie kolonizacji Europy Środkowej było przekonanie pokonanych, że są narodami drugorzędnymi, które powinny szkolić się u hegemonów i potulnie zgadzać się na własną nieskuteczność. Narody podbite miały zinternalizować narzuconą im tożsamość: Polska miała się stać „Polshei a nie zagranitsei”, zaś Litwa, Łotwa i Estonia „Pribaltikoi”, w której oficerowie rosyjscy mogliby się osiedlać po przejściu na emeryturę. Tenproces intelektualnego gwałtu nad zwyciężonymi jest bez trudu rozpoznawalny przez tych, którzy doświadczyli „woli władzy” kolonizatorów, ale jest zwykle uważany za fantazję przez tych, którzy ten proces uruchomili.

           Warto prześledzić rolęliteratury we wprowadzaniu tych zmianw dyskursie. Jeszcze Dzierżawin i Puszkin walczyli – już nie z Polską, której nie było, ale z duchem Polski – w swoich nieszlachetnych utworach „Na vziatije Varszavy” czy „Klewietnikam Rossii”. Ale już w „Wojnie i pokoju” Lwa Tołstoja nawet z duchem nie trzeba było walczyć. Tołstoj, który pisał swojąpowieść w latach 60. XIX wieku, przyczynił sięwalnie do nałożenia czapki niewidki na tożsamości centralnoeuropejskie. 70 lat wcześniej tego rodzaju portret Europy Środkowej – jako peryferii wielkich narodów, punkcie ich styku, miejscu, gdzie Austriacy, Prusacy i Rosjanie spotkali się, aby walczyć z Napoleonem – nie mógłby powstać, bo tożsamość obywateli Rzeczpospolitej była wciąż jeszcze częściąświadomości wykształconych Europejczyków.220 lat temu prezentacja Europy Środkowej w „Wojnie i pokoju” byłaby uznana za wręcz kłamliwą; ale juz 150 lat temu stała się normą, właśnie dzięki Tołstojowi.W wyobraźni studentów amerykańskich Polacy, Litwini, Ukraińcy nie istnieli w okresie wojen napoleońskich jako pełnoprawne narody. Tołstoj im powiedział, że pomiędzy Rosja a Prusami nie było żadnych państw, a więc i żadnych narodowości, jedynie gubernie rosyjskie i landy pruskie.

     Niepotrzebnych walka o prestiż

   Trudno więc się dziwić, że wychowani na podobnych pewnikach światowi politycy do dziś wierzą i do wiadomości podają, że traktat wersalski „upokorzył” Niemcy (i w domyśle Rosję)[13]. Krytyka traktatu wersalskiego jest wszechobecna w narracji historycznej Zachodu, zaś prezydent Woodrow Wilson jest jednym z najbardziej krytykowanych amerykańskich prezydentów. Oczywiście w Europie Środkowej poglądy są diametralnie przeciwne. To, że nie przedostały się one do narracji światowej jako standardowe, jest jednym z wielu konkretnych przykładów, że narracja ta jest zamknięta na argumenty i fakty wygenerowane w tej części świata. Ponieważ wyzwolenie Europy Środkowej w 1919 roku jest często uważane za błąd, wyzwolenie w roku 1989 też nie jest jednoznaczne dla wielu. Postkolonialne kraje Europy Środkowej otrzymały w prezencie od historii wizerunek krajów „niepotrzebnych”, których odrodzenie było „nieporozumieniem” albo przypadkiem. Jest to walka o prestiż; jak zauważyła politolog Nancy Fraser, w nowoczesnym świecie prestiż jest międzynarodowym pieniądzem, niezbędnym do utrzymywania stosunków pomiędzy państwami[14].

            Wbrew temu, co twierdzili ideologowie Oświecenia, wiedza historyczna i wizerunek narodów nie są kumulatywne i nie powstają z ciągłego dodawania nowych opracowań do już istniejącego korpusu badań[15]. Proces gromadzenia wiedzy o danym narodzie jest selektywny: pewne rzeczy się usuwa, inne przestawia, dążąc jednocześnie do światowego konsensusu popartego autorytetem uniwersytetów i wydawnictw.Hegemoni dzisiejsi mają tendencję do cytowania hegemonów wczorajszych. Jeżeli się tak dzieje przez wiele pokoleń, wiedza o danej przestrzeni geograficznej ulega zniekształceniu, którego nie da się skorygować przy pomocy jednej książki czy wykładu. Dzisiaj nawet te naukowe pisma slawistyczne, które szczycą się swoją obiektywnością i fachowością, oddały metropoliom i „hegemonom zastępczym” monopol na tworzenie wizerunku Europy Środkowej. Można w nich znaleźć głównie dyskurs metropolii o peryferiach. W takich pismach pojawiają się autorytatywne komentarze o „polskim nacjonalizmie”, „ukraińskim szowinizmie”, czy „emigranckim braku obiektywizmu po II wojnie światowej”.Jak pisze Said, kształtowanie wiedzy o danym społeczeństwie to synonim dominacji. Zawładnięcie dyskursem przez hegemona, wyparcie ze światowego obiegu dyskursu skolonizowanych, jest jądrem kolonizatorskiego zniewolenia.Odzyskanie niepodległości nie anuluje automatycznie dyskursu kolonizacyjnego, ale pozwala o nim dyskutować, co jest pierwszym krokiem do zmiany sytuacji. 

    Odzyskać podmiotowość

   Nieobecność krajów Europy Środkowej na mapie politycznej świata, przypieczętowana ich nieobecnościąw wielkich dziełach literackich i naukowych, zaowocowała zwyczajem pomijania ich w dyskursie. Sąone w nim reprezentowane przez swoich byłych kolonizatorów lub hegemonów zastępczych, raczej niż przez siebie samych. Sytuacja polepszyła siępo upadku Związku Sowieckiego, ale daleko jej do normalności. Za normalnąuważam sytuację, w której kraje Europy Środkowej odzyskująswoje miejsca przy stole międzynarodowego dialogu, miejsca,które dotychczas zajmują w ich imieniu, pośrednio lub bezpośrednio, przedstawiciele byłych kolonizatorów. Europa Środkowa utraciła w wyniku kolonizacji podmiotowość i dotychczas jej nie odzyskała. Dlatego jej głos jest często zgrzytliwy. Tej zgrzytliwości nie należy traktować jako dowodu, że nie potrafi sobie ona poradzić z niezawisłością i powinna być rządzona z zewnątrz.Wydobywanie się z zależności jest procesem powolnym i nieatrakcyjnym, alternatywą jednak jest nie jakiś stan idealny, lecz raczej obecna sytuacja na Kaukazie.Jeżeli mocarstwa będą odpowiadać swym byłym koloniom kolejną dawką imperialnych postaw, cofniemy się z powrotem do wieku dwudziestego. Doza wielkoduszności ze strony mocarstw przyczyniłaby się walnie do przyspieszenia „podmiotyzacji” państw Europy Środkowej, a więc i do wzmocnienia stabilności Europy.

*Ewa Thompson, profesor literatury porównawczej i slawistyki na Rice University w Houston. W Polsce publikuje m.in. w "Arcanach", a w USA m.in. w "The Washington Times", "Slavic Review", "Houston Chronicle". Jest redaktorem kwartalnika "Sarmatian Review".

 

Tekst ukazał się w ósmym numerze kwartalnika republikańskiego „Rzeczy Wspólne”. Był odczytany na Seminarium Rzecznika Praw Obywatelskich RP, dra Janusza Kochanowskiego, Nieborów, 7 listopada 2009.

[1] Tell all the Truth but tell it slant/Success in Cirrcuit lies/Too bright for our infirm Delight/The Truth’s superb surprise/As Lightening to the Children eased/With explanation kind/The Truth must dazzle gradually/Or every man be blind.

 

[2]O Polsce jako kraju tomistycznym często wspomina Jadwiga Staniszkis. Por. wywiad z nią Waldemara Zyszkiewicza, „Tygodnik Solidarność” nr 21, 22 maja 2009.Ja bym dodała, że całe terytorium Pierwszej Rzeczpospolitej w dalszym ciągu znajduje się pod wpływem tomizmu, lub przynajmniej arystotelesowskiego racjonalizmu.

[3] Standardowe potraktowanie Polski jako przedmiotu rozgrywek międzynarodowych w wieku XVIII (ale nigdy podmiotu produkującego swoją własną kulturę i spojrzenie na świat) można znaleźć w popularnej w amerykańskich college’ach historii świata pióra Craiga Brintona et al., „Modern Civilization: A History of the Last Five Centuries”, New York 1958, s. 302-303.

[4]A. Niewiara, „Kształty polskiej tożsamości. Potoczny dyskurs narodowy w perspektywie etnolingwistycznej (XVI-XX w.), Katowice 2009.

[5] E.W. Said, „Orientalism”, Nowy Jork 1987, s. 191.W czasie walk o wpływy w Libanie w latach 60. XIX wieku Francja popierała chrześcijan, zaś Anglia Druzow, i propaganda obu krajów starała się przekonać świat, że za objęcie władzy przez europejskiego rywala zapłacą mniejszości religijne.

[6] E. Thompson, „Nationalist Propaganda in the Soviet Russian Press, 1939-1941”, „Slavic Review”,t. 50, nr 2 (lato 1991), s. 385-399.

[7]A. Zamoyski, „The Polish Way”, Londyn 1987, s. 5.

 

[8]Wyjątkami byliLord Acton, Jules Michelet, Edmund Burke i paru innych.

[9]Pamiętam lekceważące traktowanie Czesława Miłosza na konferencjach slawistycznych w USA w latach 70. XX wieku. Oczywiście po Noblu prestiż wzrósł, ale był to prestiż wyłącznie dla jednostki, a nie dla narodu.

[10] Jaskrawym przykładem jest dziełko Briana Portera-Szűcsa „When Nationalism Began to Hate”, Oxford 2002. Już sam nienaukowy tytuł, odzwierciedlający autorski osąd, zanim zostały przedstawione argumenty, jest próbą przemycia mózgu czytelnika przed zapoznaniem się z historycznymi faktami. Zapoznanie sie z dziejami Pierwszej Rzeczpospolitej i porownanie ich do rosyjskiego czy niemieckiego nacjonalizmu doprowadziło tych uczonych, którzy się tym zajęli, do konkluzji, że polski nacjonalizm był niezwykle łagodny (Norman Davies). Rozciąganie wydarzeń w Europie Środkowej na łożu Prokrusta, skonstruowanym z niemieckich, rosyjskich czy angielskich nacjonalizmow, jest kardynalnym błędem badawczym. Porter-Szűcsnie został jednak za to przywołany na dywanik; wręcz przeciwnie, został uznany za znakomitego znawcęhistorii Polski przez slawistyczny establishment w USA. Innym przykladem wymazywania historii Europy Środkowej z pamięci świata jest artykuł Seumasa Milne’a, opublikowany w „The Guardian” 9 września 2009 i natychmiast przetłumaczony na rosyjski na stronie inosmi.ru jako potwierdzenie osądów sowieckich historyków. W artykule tym Milne oświadcza, że wschodni Europejczycy zakłamali historię, twierdząc, że sowiecka Rosja była współodpowiedzialna za wybuch II wojny światowej. Takie są rezultaty usunięcia paktu Ribbentrop-Mołotow z pola widzenia przez pół wieku. Popularna w USA „Historia Rosji” Nicholas’a Riasanowskiego (wydana przez Oxford i wielokrotnie przedrukowywana) w ogóle o nim nie wspomina w swojej dyskusji o II wojnie światowej.Kraje skolonizowane nie są więc nigdy podmiotem historii, zawsze przedmiotem.

[11]W podręczniku Crane’a Brintona „Modern Civilization: A History of the Last Five Centuries” o Janie Sobieskim nie ma ani słowa.

[12] Ameryka gra tu rolę hegemona zastępczego. Por. E. Thompson, „The Substitute Hegemon in Polish Postcolonial Discourse” (http://www.owlnet.rice.edu/~ethomp/The Surrogate Hegemon.pdf), forthcoming in Faces of Europe, edited by Anna Gasior-Niemiec; „W kolejce po aprobatę”, „Europa”, 14 września 2007.Przykład „jeżdżenia do peryferii” wzięłam z własnego doświadczenia. Parę lat temu, kolega z mojego uniwersytetu powiedział mi, że jedzie do Polski, aby badać tam przemoc w rodzinie i status dzieci w rodzinach, w których rządzi przemoc. Gdy zaproponowałam mu kontakt z osobami, które moim zdaniem mogłyby mu być pomocne, odrzucił to, bo kontakty z „zabobonnymi tubylcami” zaszkodziłyby obiektywizmowi jego badań. Według owego kolegi, jakiekolwiek rady czy kierownictwo polskich specjalistów byłoby nie tylko niepotrzebne, ale wręcz szkodliwe; prawdziwie obiektywne badania mogą być przeprowadzone tylko wtedy, gdy przybysz z oświeconej metropolii będzie pozostawiony sam na sam z obiektami badania (tzn. z patologicznymi rodzinami i dziećmi).

 

[13]Dlaczego czołowi teoretycy kolonializmu, tacy jak Said, Homi Bhabha, Gayatri Spivak, czy wcześniej Franz Fanon, nie zainteresowali się Rosją w okresie, gdy pisali swoje kluczowe prace? Po pierwsze, byli zafascynowani propozycją, że kolonializm był zawsze rasistowski i że wymagał zamorskich podbojów. Po drugie, po II wojnie światowej, gdy rozwinęły się studia postkolonialne, oskarżanie Rosji o kolonializm było co najmniej niezręczne. Sowiecka Rosja bowiem pomagała wielu krajom Azji i Afryki w ich walce z zachodnim hegemonem.Celem sowieckiej pomocy było zniszczenie kapitalizmu i opanowanie krajów postkolonialnych, ale to były cele długofalowe; na krótką metę liczyła się pomoc militarna i finansowa. Dlatego właśnie teoretycy postkolonializmu nie zajęli się Rosją. Wielu z nich pochodziło z krajów Afryki i Azji żywotnie zainteresowanych dekolonizacją, wielu wierzyło w marksizm. Dopiero po upadku sowieckiej Rosji sprawa rosyjskiego kolonializmu zaczęła być analizowana.

[14] N. Fraser, „Rethinking Recognition”, „New Left Review”, nr 3 (maj-czerwiec 2000).

[15] E.W. Said, dz. cyt.,176.

Na zdjęciu: Most Karola w Pradze, jeden z symboli Europy Środkowej, Wikimedia Commons, licencja CC

Przeczytaj także
Wojciech Mucha: Czy Öcalan ocaleje? Co z Kurdami po nieudanym zamachu stanu w Turcji?

Nieudany zamach stanu w Turcji poskutkował masowymi czystkami w armii, sądach, policji i administracji publicznej. Recep Tayyip Erdoğan, prezydent tego kraju, ani myśli wykazywać się pobłażliwością wobec prawdziwych i domniemanych spiskowców. Tymczasem tureccy Kurdowie niepokoją się o losy Abdullaha Öcalana, więzionego od lat lidera Partii Pracujących Kurdystanu.

To już pewne - zakaz startu rosyjskich lekkoatletów na Igrzyskach Olimpijskich (AKTUALIZACJA)

W najbliższych dniach Międzynarodowy Komitet Olimpijski podejmie też decyzję, co z rosyjskimi przedstawicielami innych dyscyplin sportu, czy również nie będą mogli wystąpić podczas Rio de Janeiro 2016 w sierpniu. Powodem kłopotów Rosjan są liczne skandale dopingowe w ostatnich latach.

Monika Gabriela Bartoszewicz: Sekularyzacyjny spleen Europy

Polacy nie zawsze są głupi i przed i po szkodzie. Uważnie przyglądając się ewolucji społeczeństw zachodnich wyciągnęli swoje wnioski i nie są tak skorzy do porzucenia tożsamości zakorzenionych w tradycyjnej religijności na rzecz pustoty kosmopolityzmu europejskiego. Europa Zachodnia jest żywym dowodem na to, że natura nie znosi próżni - może ...

Wybuch w centrum Kijowa. Zginął białoruski dziennikarz

W wyniku eksplozji samochodu w Kijowie zginął znany białoruski dziennikarz represjonowany przez reżim Łukaszenki Paweł Szeremet - informuje "Ukraińska Prawda". Samochód dziennikarza wybuchł na skrzyżowaniu Bohdana Chmielnickiego i Iwana Franki przed restauracją McDonalda, w samym centrum stolicy Ukrainy.

Genialne. Pewnie nikt tej kobiecie pomnika nie postawi, a szkoda, bo się należy za kawał dobrej roboty.

Znakomity tekst!!! Prywatnie mówię podobne rzeczy od kilku lat. Od przystąpienia Polski do do EU coraz mocniej uświadamiam sobie, że jestem ŚRODKOWOeuropejczykiem. "Stara Unia" to państwa, które miały kolonie, "Nowa Unia" państwa, które były koloniami o ci którzy UE rządzą naprawdę, wcale nie chcą tego zmieniać.
Nie mam niestety, ani kompetencji, ani talentu literackiego by to tak pięknie i treściwie opisać jak p. Ewa Thompson.

A w Krakowie się podniecają kolonialnym władcą Franciszkiem Józefem.

@PdZ - prawie robi wielka roznice ;) Kiedys postawimy , albo nasze dzieci ;)

"Jest to walka o prestiż; jak zauważyła politolog Nancy Fraser, w nowoczesnym świecie prestiż jest międzynarodowym pieniądzem, niezbędnym do utrzymywania stosunków pomiędzy państwami[14]."

Właśnie - prestiż. Musimy go zdobyć od nowa. Nie ma wyjścia. Prestiż to bogactwo i innowacyjność. Potem sobie wszyscy przypomną o wcześniejszych zasługach.

Praca na lata. Zmarnowano już dwadzieścia.

od paru dni myślę o tym samym. Nawet wątek na forum założyłem, ale chyba mnie mało kto zrozumiał. Może po tekście p. Ewy Thompson będzie większe zrozumienie :) http://rebelya.pl/forum/watek/53587/

aha, dodałbym jednak jeszcze Rosję, w sensie, że lud rosyjski jest od wieków kolonizowany przez rosyjską władzę

E.Th.: "państwo polskie było również krajem – okresowo przynajmniej – kolonizującym (mowa o Ukrainie, Litwie i Białorusi), który sam został skolonizowany."
Czyżby? Litwa była częścią federacji Królestwa Polskiego i Litwy. Doszło do polonizacji części Litwinów. Z kolei Ukraina Zach. była rdzenną częścią Polski tak jak Małopolska czy Mazowsze. Istnieje bogaty material archeologiczny swiadczący o zamieszkiwaniu Ukrainy przez Słowian zachodnich az po rzekę Bug południowy (Boh). Warto wspomnieć np. o znalezieniu posągu Swiatowida (bóstwa wyłącznie lechickiego) w miejscowości Zbrucz.
Gal Anonim pisał, ze Polska rozciagała się “do prawych dopływów Dniepru (czyli Ziemie Czerwińskie i część Wołynia definitywnie były lechickie) aż do Karpat po Bukowinę.” Taką też informację zawiera wcześniejszy, z 990 roku, dokument oblacyjny złożony na ręce papieża Jana XV. Także zródła ruskie potwierdzają np. polskosc “grodow czerwińskich”. Kronikarz Nestor pisze wyraźnie, że kniaź Włodzimierz “zabrał Lachom ich grody".
Rusini na Ukrainie zachodniej nie mieszkali od “zawsze”; są ludnościa napływową.

Z kolei tereny Białorusi należały do Wielkiego Księstwa Litewskiego.

Przeklejamy jeszcze ciekawe głosy nt. tekstu, jakie pojawiły się na FB:

Piotr Bardziński W kontekście rozważań podjętych w tym artykule, przypomniała mi się refleksja, jaka nasunęła mi się po przyjrzeniu się fasadzie muzeum Wiktorii i Alberta w Londynie, na której wymieniono nazwy ówczesnych, XIX-wiecznych państw europejskich, z pominięciem nieistniejącej wówczas Polski… jej niedostrzeganie w dyskursie publicznym przez tak długi okres wśród europejskich krajów od nas odległych, musiało zaowocować takim jej postrzeganiem przez wielu obecnie…
19 godz. temu · Nie lubię · 1

Marta Czernik Bardzo ciekawy tekst. Autorka jednak rozumie konieczność stopniowego odsłaniania prawdy i ani słowem nie wspomina o chrystianizacji Polski która świetnie wpisywałaby się w ten ciekawy tekst. Szczególnie gdy mowa o pewnej utracie ciągłości i grubej kresce (rok 966). Słowa „konieczne jest niszczenie wszystkiego, co może przypomnieć światu o istnieniu kiedyś Królestwa Polskiego” wydają się być jedynie powtórzeniem dokładnego zacierania śladów po naszym przedchrześcijańskim dziedzictwie które traktowane jest jako "dzikie" niemal "murzyńskie" w hiperkolonialnym znaczeniu tego słowa. Czytając z takim kluczem ten tekst łatwo odnaleźć wiele momentów które wprost wydają się mówić o wydarzeniach sprzed tysiąca lat, np "intelektualny gwałt nad zwyciężonymi " (czym było demonstracyjne niszczenie świątyń na oczach upokorzonych słowian?). Pierwsze powstanie polskie, wymierzone przeciwko "nowej wierze" zostało stłumione dzięki zewnętrznej, cesarskiej interwencji. W tym należałoby upatrywać pierwszej przyczyny naszych (post)kolonialnych problemów.
18 godz. temu · Nie lubię · 2

Piotr Bardziński Ale w tamtych czasach nasza państwowość dopiero się tworzyła... droga pogańska, jakkolwiek ówcześnie "nasza", nie była dobra, bo jak wierzymy, polegała na owocach ludzkiej imaginacji... chrześcijaństwo to już nasza religia, nierozerwalnie związana z istnieniem polskiej państwowości przez 1000 lat jej istnienia w kształcie, w jakim jest ona obecnie... to z niej wypływały postawy ludzi takich jak rotmistrz Pilecki... patrząc z perspektywy tych 10 wieków myślę, że można spokojnie porzucić pogańskie dziedzictwo, niech pozostanie pogrzebane w mrokach dziejów... brońmy raczej tego, które jest obecnie zagrożone...
16 godz. temu · Nie lubię · 2

Marta Czernik co za postkolonialny dyskurs Pan uprawia! :D Pierwsze przykazanie brzmi "słuchaj Izraelu, Jahwe twoim jedynym Bogiem". Łatwo o tym zapominamy chyba pisząc o chrześcijaństwie jako "naszej religii". Sugerowałabym też pisać "kultura przedchrześcijańska" zamiast "pogaństwo" bo w ustach chrześcijanina (a zapewne wszyscy nimi jesteśmy) to słowo niesie pogardę i nie powinno być używane w stosunku do naszych przodków. Jeżeli chrześcijaństwo zostało w Polsce ufundowane na kolonialnym podboju "niższej" słowiańskiej kultury przez "wyższą" łacińską (co za popis dla myślenia postkolonialnego) to być może dlatego jest dziś zagrożone? Może właśnie próba pewnego powrotu, załatwienia tych przemilczanych spraw, uszanowanie naszych przodków i przyznanie im prawa do walki którą stoczyli o swój świat da odrodzenie chrześcijaństwa w Polsce? Przecież to co żywe w polskiej wierze to właśnie owe słowiańśkie tradycje, Boże Narodzenie i Wielkanoc gdy wszyscy "bezwiednie" powtarzamy zwyczaje przedchrześcijańskie w dobrej wierze. Albo Mickiewicz - amalgamat inspiracji przedchrześcijańskich (mandragora, Zorian Dołęga) z chrześcijaństwem dał zupełnie nową jakość polskiego mesjanizmu o wielkiej sile wyrazu, ile to już lat? W największych wydarzeniach dziejowych powraca mesjanizm, wskrzesza się uśmiercony przez Marię Janion a jego sztandarowym dziełem są Dziady - opowieść o prasłowiańskim obrzędzie. Dlaczego rzymskie chrześcijaństwo może być rzymskie i czerpać estetycznie z "pogańskiego" Rzymu i łaciny a nam odmówiono uszanowania naszego przedchrześcijańskiego świata? Na ile Polacy próbują leczyć swoje postkolonialne kompleksy właśnie chrześcijaństwem, przekonywać się że przecież jesteśmy rdzennie chrześcijańscy (co jest niestety kłamstwem) więc należymy do "Zachodu" (który i tak gonimy jak tęcze) a przecież "kto będzie chciał ocalić życie - straci je" więc może nie ma sensu tak uparcie bronić tej naszej tożsamości odciętej od tego skąd pochodzimy. Myślę że narzucony wstyd wobec własnych korzeni jest świetną pożywką do bycia skolonizowanym w ten czy inny sposób.

Taki text to nic tylko up ...
z dedykacja dla wszystkich polskich 'zapadników"

Ewa Thompson: "Po drugie, państwo polskie było również krajem – okresowo przynajmniej – kolonizującym (mowa o Ukrainie, Litwie i Białorusi), który sam został skolonizowany."

żeby coś takiego napisań to faktycznie trzeba mieć mentalność postkolonialną

Napisał/a: Boreyko

Ewa Thompson: "Po drugie, państwo polskie było również krajem – okresowo przynajmniej – kolonizującym (mowa o Ukrainie, Litwie i Białorusi), który sam został skolonizowany."

żeby coś takiego napisań to faktycznie trzeba mieć mentalność postkolonialną

No a przecież piszą to swiry i oszołomy zainteresowane barbarzyńskimi peryferiami Europy i prowadzące w temacie jakieś studia. Potrzeba jeszcze bardzo wiele pracy nad tymi nad świrami - o normalnych i trzeźwo myślących na razie zapomnijmy.

przenoszenie współczesności w wieki przeszłe jest głupie i tyle. Ukraińcy, współcześni Litwini, Białorusini są wytworem kolonializmu.

up

katolik ze swej istoty jest kolonizatorem "Któż jak Bóg" to jeśli chodzi o rozważania nt słownian - przedchrześcijańskich w kwestiach politycznych zgoda

A kim jest pani Marta? ( pytam gdyż albowiem i ponieważ "nie wiem")

Napisał/a: Redakcja Rebelya.pl Sugerowałabym też pisać "kultura przedchrześcijańska" zamiast "pogaństwo" bo w ustach chrześcijanina (a zapewne wszyscy nimi jesteśmy) to słowo niesie pogardę i nie powinno być używane w stosunku do naszych przodków. Jeżeli chrześcijaństwo zostało w Polsce ufundowane na kolonialnym podboju "niższej" słowiańskiej kultury przez "wyższą" łacińską (co za popis dla myślenia postkolonialnego) to być może dlatego jest dziś zagrożone? Może właśnie próba pewnego powrotu, załatwienia tych przemilczanych spraw, uszanowanie naszych przodków i przyznanie im prawa do walki którą stoczyli o swój świat da odrodzenie chrześcijaństwa w Polsce?

No nie jest źle. Nie "wypadliśmy sroce spod ogona". Natrafiłem na informacje o pojawieniu się rewelacjnej pracy
Piotra Makucha, Od Ariów do Sarmatów. Nieznane 2500 lat historii Polaków
„W czasach szkolnych nabyłem przeświadczenia, że Polacy są pewnym ewenementem w historii świata, a ich odrębność polegać miałaby głównie na tym, że – w przeciwieństwie do wielu innych nacji, takich jak choćby Włosi, Grecy czy Niemcy – w czasach przedpaństwowych nie rozwinęli żadnych wysublimowanych form kultury. Ucząc się o początkach państwa polskiego odniosłem wrażenie, że Polska i Polacy pojawili się na arenie dziejów w roku 966 mocą jakiegoś cudownego aktu stwórczego, swoistego creatio ex nihilo, zaś Mieszko I przyjmując chrzest powołał Polskę, a z nią Polaków, do życia. […] Warto jednak zauważyć, że – począwszy od XV, a na XVIII i XIX wieku kończąc – funkcjonował zupełnie inny obraz Polaka-szlachcica, potomka starożytnych Sarmatów, będącego ucieleśnieniem wszystkich cnót, które charakteryzowały ten wyjątkowo dzielny i szlachetny lud.”
Ze „Wstępu”
Artykuł autora "KRAKUS - CYRUS WIELKI":
http://www2.almamater.uj.edu.pl/109/35.pdf

Tyle odzyskamy podmiotowości na ile pozwolą nam mocarstwa ościenne. Już jesteśmy fasadą państwa, filią, przedstawicielstwem, marką wykreowaną na potrzeby ubogich.

Napisał/a: Rdr na ile pozwolą nam mocarstwa ościenne. Już jesteśmy fasadą państwa, filią, przedstawicielstwem, marką wykreowaną na potrzeby ubogich.

Kiedy debile dalej będą rządzić, to przepadniemy.

Tekst napisany w 2009...

Copyright © 2011 Rebelya.pl Wszelkie prawa zastrzeżone.