Czy muzyka się kiedyś skończy?

22.11.2011

Czy w muzyce wszystko już było i czy ona się kiedyś skończy? Czy muzyka poważna jest poważna? - o istocie muzyki, kompozycji i przenikaniu się sztuki wysokiej i niskiej w świecie dźwięków z doktorem Pawłem Strzeleckim rozmawia Maria Pawlik.

 

 Maria Pawlik: Jak się dziś klasyfikuje muzykę?

Dr Paweł Strzelecki: Oczywiście podział na muzykę klasyczną i rozrywkową wciąż funkcjonuje. Na pewno nieco zmieniło się podejście za Oceanem. W piśmie „Spectrum” wydawanym przez amerykańskie Society for Music Theory trafiłem na artykuły analizujące dorobek takich grup jak The Doors, a nawet… AC/DC i Iron Maiden obok tekstów dotyczących Preludiów i fug Bacha. Dla muzykologów i teoretyków wszystko co brzmi stało się materiałem nadającym się do badań.

Poza tym muzyka awangardowa drugiej połowy XX wieku sama wykluczyła się z obiegu. Słuchacze, w większości, nie nadążyli za turpistyczną bądź totalnie serialną estetyką lat powojennych. Miejsce to idealnie zajęła rozrywka. Zaś awangarda trafiła na uniwersytety i specjalnie organizowane dla niej festiwale…

W języku polskim muzykę klasyczną nazywa się poważną. Czy słusznie?

Trudne pytanie. Może przyczyną łączenia tych dwóch pojęć jest to, że tzw. muzykę poważną kojarzymy ze sztuką sprzed lat, czyli z przeszłości. To trochę tak jak z zabytkami – trudno określić katedrę w Yorku jakimś lekkim słówkiem. To wspaniała budowla.

Być może rozróżnienie przebiegać będzie między muzyką bardziej kunsztowną, wymagającą więcej przemyśleń i pracy nad detalem, a tą prostszą. Oba podejścia znajdziemy zarówno w twórczości „poważnej” (oczywiście współczesnej), jak i w rozrywkowej, czyli „niepoważnej”.

Wreszcie – istnieją utwory, które trudno byłoby nazwać mianem innym niż „poważne”: Adagio Albinoniego czy Marsz żałobny Fryderyka Chopina. A to ze względu na rodzaj ekspresji, jaki przywołują – smutnej i podniosłej.

Dość wygodnym określeniem muzyki powstającej obecnie jest sformułowanie „muzyka nowa”. Do muzyki klasycznej przeniknęły nurty rozrywkowe – zarówno blues, jazz, zaś wcześniej folklor. Utwory współczesne często nie są „poważne”. Jest tak w przypadku kompozycji z amerykańskiego nurtu minimal music. Weźmy na przykład Fearful Symmetries Johna Adamsa odwołujące się do muzyki na big band. Świetnym przykładem jest też Electric Counterpoint Steve’a Reicha, gdzie na gitarze zagrał Pat Metheny; innym, równie zaskakującym – orkiestracja trzech piosenek Davida Bowie (m.in. Warszawa) w Low Symphony Philipa Glassa.

Można by zaryzykować śmiałe pytanie: czy wszystkie utwory Chopina są „poważne”? Przecież cytował on w oryginalnej postaci muzykę ludową opartą na starych skalach, innych niż znane nam dobrze do-re-mi-fa-sol-la-si-do. Proszę wziąć np. taki Mazurek D-dur op. 33 nr 2. Materiał muzyczny (melodie, akordy) i jego uporządkowanie w czasie (rytm) stanowi aluzję do żwawego tańca zasłyszanego być może na weselu w okolicach Sochaczewa. Utwór zamyka przebieg melodyczny wyprowadzony właśnie z jednej z wspomnianych skal – lidyjskiej. Nazywamy to stylizacją, próbą podszycia się muzyki poważnej, „wysokiej” pod ludową. 

Przenikanie się sztuki wysokiej z niską trwa nadal. Elementy elektroniki wtargnęły na sceny filharmonii…

Co do elektroniki, to powstała ona na niwie powojennej awangardy muzycznej – specjalizowało się w niej studio kolońskie (Eimert, Meyer-Eppler, Stockhausen) i została przejęta przez „rozrywkę”, kulminując w latach 70. i 80. w muzyce lżejszej (Jean Michele Jarre, Kraftwerk, Tangerine Dream, Depeche Mode). A to dzięki dołączeniu do syntezatora generującego dźwięki syntetyczne (np. Mooga) klawiatury takiej jak w fortepianach i szerokiemu rozpowszechnieniu tego wygodnego i wszechstronnego instrumentu.

A z założenia rozrywkowy zespół Perfect nagrywa płyty z orkiestrą symfoniczną.

Tak. Robiły to też m.in. takie grupy jak Deep Purple, Yes, a nawet Scorpions i Metallica. Brzmienie orkiestry, jak widać, ma szeroki krąg miłośników. 

Czy w takim razie możemy wskazać jakąś granicę? Co jest muzyką klasyczną, a co nią już nie jest?

Myślę, że tak – granica istnieje. Kompletnie różni się droga muzyka „klasycznego” i rozrywkowego. Ten pierwszy przygotowuje się do zawodu przez siedemnaście lat – licząc studia. Ten drugi najczęściej jest samoukiem i rozwija umiejętności z płyty na płytę. Proszę porównać zestawy akordów na pierwszych albumach znanych zespołów z ich późniejszymi nagraniami. Poza tym muzyk „poważny” uczy się przedmiotów teoretycznych, wpaja mu się pewne kanony postępowania, np. w łączeniu akordów (harmonia) i głosów (kontrapunkt). Rockmani mają tutaj o wiele mniej „skrupułów”. Nie przykładają wagi do zasad. I niekiedy – dzięki temu – …uzyskują właśnie znakomite efekty. Odświeżają porzuconą przez muzykę poważną tonalność.

Dokonania niektórych zespołów można porównać do pierwszej awangardy XX wiecznej w muzyce, np. thrash metalowe nagrania grupy Megadeth przypominają witalizm Strawińskiego z Święta wiosny – powtarzane i nieregularnie akcentowane akordy z Wróżb wiosennych. Również harmonika kwartowa w suicie Tarkus Emerson, Lake & Palmer przywodzi na myśl pomysły Hindemitha. Są też zjawiska odwołujące się do innowacji metrycznych – choćby w Just for the Record Marillion, takty na 7/8 przeplatają się z ujętymi w 4/4. 

Sugeruje Pan, że muzycy rockowi i klasyczni nie są zatem sobie tak bardzo dalecy.

Muzycy rockowi mieli i mają ambicję stać się niemal „poważnymi”. W latach 70. bujnie rozkwitał nurt progresywny, prezentowany przez takie formacje jak m.in. Yes, Genesis, Camel czy Pink Floyd. Na czym polegało nawiązanie do muzyki klasycznej? Najogólniej – na zastosowaniu formy suity, czyli rezygnacji z typowego schematu piosenki (zwrotka – refren) i zestawianiu oddzielnych fragmentów następujących bez przerwy na zasadzie katalogowo-segmentowej. Na płycie grupy Yes pt. Relayer znajdują się trzy „utwory”, z których jeden trwa prawie 22 minuty. Z kolei, na krążku Going for the One wśród instrumentów użytych przez wyjątkowo sprawnych technicznie muzyków wspomnianego zespołu znalazły się m.in. organy (piszczałkowe!), które swym brzmieniem wprowadzają nastrój powagi. Machine Messiah otwierający płytę Drama nawiązuje do schematu allegra sonatowego – słychać tam wyraźnie początek przetworzenia i tzw. repryzę. Bezpośrednim ukłonem w stronę muzyki poważnej w przypadku Yes była transkrypcje scherza z IV Symfonii Brahmsa na albumie Fragile. Zresztą – muzyka ta stała się w pewnym sensie „klasyką” rocka i wywołała reakcję w postaci nurtu „punk”.

Fora kompozytorskie i festiwale muzyki współczesnej organizowane są stosunkowo często, a na akademiach muzycznych kształcą się licznie młodzi kompozytorzy…

Bycie kompozytorem dzisiaj nie jest już tak proste jak w czasach Mozarta. Może brzmi to szokująco, ale – tak mi się wydaje – Wolfgang Amadeusz miał o wiele łatwiej niż my. Działał w obrębie wyznaczonych reguł i kanonów. W zasadzie obowiązywał wtedy jeden nurt – klasycyzm, który zakorzeniony był w tradycji i skierowany (może nieco) przeciw komplikacjom fakturalnym muzyki baroku i jej wybujałej, niemal „romantycznej” ekspresji. Dzisiaj, mimo o wiele bardziej skomplikowanej sytuacji sztuki, wciąż nie brakuje kandydatów chcących podjąć to trudne zajęcie, jakim jest komponowanie. Proszę zdać sobie sprawę z tego, jaką ilość muzyki i wiedzy powinien ogarnąć A.D. 2011 świadomy tego co robi twórca! Choćby po to, by nie powielił tego co już było.

Jaka jest teraz muzyka nowa?

Nie ma dziś jednego kierunku. Mamy do czynienia z wieloma nurtami, które rozwijają się równolegle. Tak jest wszędzie: w Anglii, Stanach Zjednoczonych i w Polsce. Zakres stylistyczny wszelkich „izmów” rozprzestrzenia się od prądów wiernych tradycji – „nowy romantyzm”, neoklasycyzm, poprzez powtarzalny minimalizm, aż po postsonoryzm (spektralizm), postserializm, new complexity, muzykę konceptualną i tzw. teatr instrumentalny. Obok siebie funkcjonuje zarówno muzyka, której da się słuchać, jak i taka, którą trudno byłoby włączyć tylko dla przyjemności. Będąc badaczem czy naukowcem trzeba jednak poznać wszystko, aby przyjrzeć się, „jak i przy pomocy czego jest to zrobione”.

Muzyka wynika z natury tak jak wszystko na Ziemi – aż się nie chce wierzyć, że komputery i tworzywa sztuczne też. Czyli jest sztuką, która ma trafiać do człowieka i być przez niego odbierana w sposób właśnie „naturalny”, a nie „sztuczny”. Tutaj, w grze słów, na którą zwracał uwagę w swych pismach Kisielewski, tkwi cały paradoks – samo słowo „sztuka” – „art” pochodzi od „artificiel” – sztuczny! Natura trafia na kulturę i odwrotnie. Do czego zmierzam – konstrukcja człowieka determinuje to, co jest w stanie nam się podobać. Natura ukształtowała dźwięk tak, a nie inaczej (zawiera on tzw. tony składowe – alikwoty – odpowiednik tęczowego widma światła).

W kulturze euroamerykańskiej przełożyło się to na konstrukcję akordów w muzyce tonalnej (dur-moll). Współbrzmienia te utrwaliły się w człowieku; rodząc się słyszy je i przesiąka nimi. W kościele śpiewa muzykę zakotwiczoną tonalnie. Wyobraźmy sobie sytuację, gdy ktoś z naszego kręgu kulturowego trafia jako noworodek do Afryki Środkowej i jest odcięty przez, powiedzmy 10 lat od zalewających nas przez media dźwięków… Być może Wlazł kotek na płotek zabrzmiałby dla niego niezwykle dysonansowo.

Inne kanony obowiązują w sztuce Orientu, inne w afrykańskiej. Muzyka współczesna, contemporary music, ukształtowała się m.in. na drodze wchłaniania elementów wspomnianych kultur. Zmianie uległo poczucie czasu; muzyka zatraciła puls i tak typową dla Europy regularność. Zrezygnowała też z melodii i harmonii i skupiła się na elementach dawniej uważanych za wtórne, bądź niedostrzeganych, takich jak barwa dźwięku i jego dynamika. Niestety, człowiek nie nadążył za tak gwałtownym tempem zmian. Zwłaszcza słuchacz mniej przygotowany.

Fryderyk Chopin powiedział, że „nie ma nic wstrętniejszego niż muzyka bez ukrytego znaczenia”…

„Ukryte znaczenie” zawsze otwiera dzieło na większą liczbę odbiorców. Preludium „Deszczowe”, Etiuda „Rewolucyjna” czy Symfonia „Alpejska”.

Abstrakcyjną grą można delektować się na zajęciach ze Współczesnych technik kompozytorskich, gdzie cały wykład mógłby być poświęcony napawaniu się konstrukcją utworu, nawet go nie wysłuchując! Pułapka w przypadku muzyki „klasycznej” polega na istnieniu jej formy zapisanej, nutowej. Muzyka rozrywkowa ma tylko brzmieć i to atrakcyjnie dla słuchacza. „Poważna” niekiedy tylko wygląda znakomicie… na papierze, w partyturze. Zresztą de gustibus non disputandum.

W rzeczywistości muzyka może sugerować jedynie uczucia, emocje. Gorzej z semantyką, znaczeniem. Trudno jest pokazać dźwiękami statek na morzu, choć Ravel zrobił to genialnie w Barce na oceanie. Bardzo pomógł tytuł. Innym środkiem wspierającym przekaz może być stosowanie cytatów, czyli tzw. „muzyka w muzyce”. Proszę wyobrazić sobie koncert w jednym z paryskich salonów, podczas którego spod palców Chopina zgromadzeni tam jego rodacy mieli okazję usłyszeć po kaskadzie zadziwiająco dysonansowych, wręcz bolesnych akordów i pasaży kolędę Lulajże Jezuniu, którą przywołał w Scherzu h-moll. Na pewno chciał w ten sposób przekazać coś istotnego swoim słuchaczom, samemu tęskniąc za Polską, do której nie miał powrotu – miejmy to na uwadze, że nigdy nie wrócił do swej ojczyzny.

A dziś, jakie treści może przekazywać muzyka? Czy współczesnemu światu potrzebna jest muzyka opowiadająca o czymś? 

Tak. Myślę, że jeśli ma ona spełniać istotną funkcję w życiu narodu, to powinna apelować do treści ponadabstrakcyjnych. Może to być próba sugestii wydarzenia historycznego, poprzez wywołanie nastroju bitewnego czy dramatycznego. Weźmy np. Poemat żałobny na śmierć Józefa Piłsudskiego Woytowicza, Epitafium Katyńskie Panufnika, czy III Symfonię Góreckiego, która w początku lat 90. zawojowała na Wyspach Brytyjskich listy przebojów. W tym ostatnim utworze wokalistka prezentuje kolejno Lament świętokrzyski, treść listu wyrytego na ścianie więziennej przez rozstrzelaną później przez Niemców dziewczynę i skargę matki po stracie syna w walce o Polskość Śląska. Dramatyzm tekstów potęguje znakomita, pełna ekspresji i kunsztu – jak w otwierającym całość kanonie – muzyka.

Kompozytor może pozostawić dla przyszłych pokoleń zapis historii, której przyszło mu doświadczać, a którą, jak powiada w tekście piosenki jeden z bardów brytyjskiego post punk-rocka – Justin Sullivan – „piszą” lub „przepisują zwycięzcy” i w ten sposób wyrzucają to, co dla nich jest niewygodne z rejestrów przeszłości. Proszę zauważyć, jak wiele istotnych wypadków z historii Polski kompletnie nie znalazło się na kartach partytur, bądź niemal nie istnieje w naszej świadomości – np. dramatyzm przebiegu dnia 17 września 1939. My też jesteśmy świadkami zdarzeń, które pozostaną na wieki w pamięci naszych rodaków – pontyfikat Jana Pawła II, Smoleńsk.

Oczywiście, sztuka może opisywać też inne sprawy – miłosne etc. Herbert jednak twierdził – „przeżyłem, by dać świadectwo”. 

Muzyka rozrywkowa wydaje się pod tym względem bardziej komunikatywna…

To prawda. Gra takimi elementami jak słowo, chwytliwe zwroty akordowe, melodia, rytm, efektowna aranżacja. Ale słuchaczom rozrywki polecam Ravela: Le tombeau de Couperin czy Respighiego: Pinie rzymskie – tam odzywają się te same walory. Kiedyś w radiowej dwójce obok „muzyki poważnej” funkcjonował rock. Można było posłuchać grupy Rush z płyty Presto, a zaraz po niej Ognistego ptaka Strawińskiego. To było dobre, bo otwierało słuchaczy „obu muzyk” na siebie nawzajem. Wyrzucenie rozrywki z PR II, spowodowało trwałe przesuniecie zakresów na skali częstotliwości przez dużą część odbiorców. Faktem jest, że BBC funkcjonuje podobnie – tamtejsza „trójka” jest wyłącznie poważna. Ale w rockowym BBC 2 nieco częściej niż w naszym PR III gości klasyka.

Zresztą – dla mnie (jako dla rocznika 1975) obecność płyt angielskich w audycjach PR II (np. Romantycy muzyki rockowej prowadzonej w drugiej połowie lat 80. przez Tomasza Beksińskiego – syna malarza) dawała kontakt ze światem Zachodu, w tej beznadziei szaro-burej rzeczywistości schyłku PRL, w kryzysie finansowym, jakiego dziś nie życzyłbym nikomu.

Często odnosi się wrażenie, że w muzyce (jednej i drugiej) wszystko już było. Kompozytorzy pisali utwory na fortepian preparowany, ze skrzypiec wyciągnięto już wszystko – kompozytorzy każą muzykom w nie stukać, dmuchać, a nawet śpiewać podczas grania. John Cage napisał utwór „Tacet 4’33”, który trwa 4 minuty i 33 sekundy i nie zostaje zagrany ani jeden dźwięk. Czy dalsze udziwnienia mają jakąś przyszłość?

Efekty, o których Pani wspomina są ciekawe i na pewno rozszerzyły zakres materii muzycznej; w zasadzie każde zjawisko akustyczne uznane zostało za tworzywo sztuki dźwięków. Weźmy na przykład odgłosy jakie uzyskuje się w takiej Suicie zakopiańskiej na sam stroik obojowy polskiego kompozytora awangardowego – Witolda Szalonka. W tym miejscu znów można się zastanowić, na ile „muzyka poważna” jest „poważna”. Proszę zauważyć, że Chopin miał do dyspozycji taki sam fortepian, jak Georg Maciunas, który w latach 60. XX wieku, w swych 12 Piano Compositions for Nam June Paik zaleca, m.in. by „upiększyć” instrument pomarańczową farbą oraz umieścić psa lub kota (bądź oba zwierzęta) w jego wnętrzu i do tego zagrać dowolny utwór twórcy „Rewolucyjnej”. Fryderyk improwizując w zaciszu pokoju na pewno niejednokrotnie uderzył akordy, które znalazły się później w arsenale „muzyki nowej”, coś jednak powstrzymało go od ich zanotowania.

Sztuka epatująca tylko efektami staje się produktem w fazie laboratoryjnej. Mycielski doszedł kiedyś do wniosku, że gdyby niektóre utwory z nich oczyścić, to …niemal nic by nie zostało; do tego nazywał je „świecącą politurą”.

Jak Pan myśli, czy muzyka się kiedyś skończy? Czy jest to możliwe?

Próbuję sobie wyobrazić życie bez niej… Zwłaszcza, że w domu czy w samochodzie słucham jej niemal bez przerwy. Debussy powiedział, że „muzyka zaczyna się tam, gdzie kończy się słowo”, a dwudziesty wiek przedefiniował to pojęcie i zakwalifikował do jej obszaru, jak wyżej wspomniałem, wszystko, co brzmi. Stąd kres muzyki wyobrażałbym sobie jak jakąś ciszę absolutną (taką jak w kosmosie – przy -273°C i próżni). Czyli chyba wtedy, gdy zaniknie atmosfera, a z Ziemi pozostanie wypalona skała krążąca wokół Słońca.

Można też pomyśleć o skończeniu się możliwości ewolucyjnych sztuki dźwięków, jaką znamy. Może przy pomocy jakiejś techniki, którą trudno nam sobie wyobrazić (kto w XIII wieku myślał o komputerach?) zmieni ona swą postać, a to, z czym nam się kojarzy uznawane będzie za jej fazę wstępną – będzie dla człowieka tym, czym dla nas jest heterofonia ludów pierwotnych. Oczywiście jest jeden warunek, że nie dojdzie do jakiejś tragedii i życie na Ziemi potrwa jeszcze odpowiednio długo.

Rozmawiała Maria Pawlik

 

Dr Paweł Strzelecki: kompozytor i teoretyk muzyki, dr muzykologii; od 2003 roku wykłada na Uniwersytecie Muzycznym F. Chopina w Warszawie, gdzie jest adiunktem. W jego twórczości kompozytorskiej znajduje się 49 utworów. Autor książki pt. „Nowy romantyzm” w twórczości kompozytorów polskich po roku 1975, wyd. Kraków (2006) Musica Iagellonica. [www.strzelecki.us]

 

Przeczytaj także
Niedziela Palmowa na Dworcu Centralnym

Niektórzy po prostu stali w hali głównej zadzierając głowy. Bardziej odważni podjęli trud wędrówki po schodach, wraz ze swoimi torbami, walizkami i plecakami. A wśród nich były ludy z ziem wszelakich. Parka Romów, młoda skośnooka dziewczyna z dużym plecakiem, dwóch turystów wyglądających na Skandynawów. Wszyscy słuchali. A słowa Pisma idealnie ...

Agnieszka Rybak: Dzieci mamy zdolne!

Skromna nauczycielka WF, Jadwiga Staszel, kilkanaście lat temu w malutkiej miejscowości Ząb założyła klub narciarski. Ci, którzy kibicowali w Soczi Kamilowi Stochowi, a potem odsłuchali stare nagranie usłyszeli, jak 12-letni wówczas Kamil opowiada: "Do treningu namówiła mnie pani Jadzia z Zębu". Pani Jadzia zaś mówi: "Dzieci mamy zdolne, tylko trzeba ...

Gospodarek: Ksiądz w operze

Bardzo cieszą mnie księża, którzy potrafią i chcą śpiewać. Chwalebne jest też, że księża mają różne pasje. Źle, jeśli kapłani realizują je kosztem posługi duszpasterskiej. Nie jest też dobrze, gdy te pasje wydają się gorszące, czy po prostu niestosowne - pisze Dawid Gospodarek.

Polska i Japonia. "Powinniśmy być jak dwa przyciągające się bieguny". Rozmowa z Mariuszem Dąbrowskim

- Spotkałem się w kręgach potomków byłych samurajów z ludźmi, którzy słyszeli o polskiej husarii, ale jest to przypadek dość wyjątkowy. Ogólnie mamy słabą promocję, na przykład w Japonii i całej Azji Wschodniej najpopularniejszym utworem fortepianowym jest "Modlitwa dziewicy" Tekli Bądarzewskiej-Baranowskiej. Wielu Japończyków myśli, że jest to Rosjanka! - mówi ...

Świetne... znakomity wywiad!

Co do pontyfikatu JPII: rzeczywiście nie wiem czy cokolwiek powstało, ale "Wojtyliana" już jest:D http://www.bartoszkowalski.com/pl/muzyka/symfoniczna/#1-wojtyliana-(fragm.-ii)

Bardzo ciekawy wywiad. Pozwolę się niezgodzić z poniższym fragmentem:
"Ten drugi (tzn. muzyk rozrywkowy) najczęściej jest samoukiem i rozwija umiejętności z płyty na płytę. Proszę porównać zestawy akordów na pierwszych albumach znanych zespołów z ich późniejszymi nagraniami."

Mam całkowicie odwrotne wrażenie. To właśnie początkowe albumy moich ulubionych zespołów są najciekawsze. Potem jak się już nauczyli komponować, to tylko powielali wypracowane schematy, nie wnosili nic nowatorskiego. Być może biegłość warsztatowa w niektórych przypadkach się poprawiała, również brzmienie, inżynieria dźwięku, ale szczerze mówiąc ciekawych pomysłów nic nie zastąpi.

I tak np. mój ulubiony zespół czyli Dream Theater najlepszy okres (2 "Images and Words" i 3 "Awake" płyta) ma już dawno za sobą. Podobnie Metallica (1 "Kill'em All" i 3 "Master of Puppets" płyta), Anthrax (2 "Among the Living" i 3 "State of Euphoria" płyta), Black Sabbath (tylko 2 "Paranoid"), Iron Maiden (najdalej do 5 "Powerslave" płyty i potem jeszcze druga młodość w postaci 12 płyty "Brave New World"), Apocalyptica (3 album, ale pierwszy z własnymi kompozycjami "Cult").

a ja srednio zgadzam sie z powyzdzym commentem
np. Iron Maiden, gdzie pierwszej plycie (Iron Maiden) do szóstej (Seventh Son of a Seventh Son), Metallica (And Justice for All bije na glowe Kill 'am All), Black Sabbath (genialny Dehumaniser z lat dzieweiecdziesiatych); fakt, ze czesto te pozniejsze plyty sa uproszczone - Metallica (zgtadzam sie; ale jednak jest Death Magnetic - powrot do And Justice...)
ciekawy wywiad

Bardzo dobry tekst.

Dobry tekst, bez niby-konserwowego oszołomstwa typu "w zgniłym XX wieku pseudo-kompozytorzy zdurniali i zaczęli grać jakąś chorą kakofonię, co to każdy głupi by potrafił" albo "w brzęczeniu szarpidrutów nie ma nic wartościowego, jazgot dla otumanionych lemingów"

Bodo, a słuchałeś płyt Devina Townsenda? Bo imho on właśnie różnorodność stylistyczną rozwinął i rozwija w niesamowitej skali, fakt, że niektóre z jego eksperymentów to ślepe uliczki ale...,

Tak samo OSI, który ma w sobie liryzm Kevina Moore'a, którego tak bardzo brakuje w Dream Theater (Rudess wniósł niestety tylko perfekcję techniczną, to właśnie Moore tworzył jako jedyny z założycieli ten specyficzny klimat, dla których IaW i Awake są tak znakomite) i Matheosa z Fates warning, który pięknie dopełnia całość gitarową wirtuozerią - z każdej płyty na kolejną lepsi...,

Do tego wraca na rynek legendarna Psychotic Waltz, dużo się dzieje, niekoniecznie regresywnie, to zależy od świeżości pomysłów, a i potencjału twórczego samych artystów, niektórzy zawsze pozostawali i pozostają niewolnikami pierwotnych sukcesów - vide Haendel..., czy wielu kompozytorów włoskich, Salieri na przykład...

A co do tezy, o tym, że muzycy rozrywkowi są samoukami - to przeszłość ;) Większość, nawet jeśli w ten sposób doszła do pierwotnych wyników, to potem jednak biorą i lekcje śpiewu i grania na instrumentach (czy muszę przypominać Satrianiego i jego uczniów? - Steve Vai, Kirk Hammett, Alex Scolnick i inni...), poza tym ilość dostępnej powszechnie wiedzy, niemalże na wyciągnięcię dłoni sprawia, że ciężko mówić o przewadze akademickiego systemu (czy modelu) nauczania nad praktycznym, oczywiście jakiś background zawsze się przydaje (tak samo jak relacja uczeń mistrz) - ale to praca własna pozostaje motorem artystycznego rozwoju - zawsze ;)

Copyright © 2011 Rebelya.pl Wszelkie prawa zastrzeżone.