Własow - zdrajca czy wyrzut rosyjskiego sumienia?

22.11.2011

Sowiecki generał, który przeszedł na stronę Hitlera i nienawidził Stalina. Oficjalnie uznany jest w Rosji za zdrajcę wszechczasów, choć ma i obrońców w rosyjskim społeczeństwie. Historia Andrieja Własowa jest kluczowa dla zrozumienia, czym była i jest Rosja.

„Ta wojna nie jest wojną domową. To wojna ojczyźniana o Rosję. Nie ma takiego Rosjanina, który byłby przeciwko nam. Nie ma takiego Rosjanina, który pomagałby Niemcom” – pisał listopadzie 1941 roku czołowy radziecki pisarz i as propagandy Ilia Erenburg. Ta opinia głęboko kontrastuje z relacjami mówiącymi o niemal dwóch milionach czerwonoarmistów, którzy oddali się do niewoli niemieckiej, co zgodnie z sowiecką doktryną (porównywalną w owym czasie jedynie do japońskiego kodeksu honorowego) automatycznie czyniło z nich dezerterów, zdrajców ojczyzny i partii. W pomocniczych oddziałach Wehrmachtu walczyło około miliona pojmanych sowieckich żołnierzy, a jak pisze niemiecki historyk Jürgen Thorwald, przez dwa lata od wybuchu wielkiej wojny ojczyźnianej na sowieckich ziemiach zajętych przez Niemców nie rozwinął się praktycznie żaden ruch oporu. Na dodatek w końcowej fazie wojny, 14 listopada 1944 roku generał lejtnant Andriej Własow za zgodą nazistów oficjalnie przedstawił kolaboracyjny Manifest Komitetu Wyzwolenia Narodów Rosji (KONR) i utworzył Siły Zbrojne KONR, które u boku Hitlera miały wyzwolić Rosję z rąk Stalina.

"Zawsze byłem społecznikiem"

Kim był ten nieoczekiwany towarzysz broni nazistów? Prasa i oficjalna historiografia rosyjska kreśli obraz tej postaci w jednoznacznie czarnych barwach. Andriej Andriejewicz Własow (1900-46) pochodził z chłopstwa, ukończył dwa lata nauki w seminarium duchownym, którą przerwał w okresie przewrotu bolszewickiego (choć w późniejszej biografii szczycił się zdobytym rzekomo wyższym wykształceniem). Przelotnie studiował rolnictwo, po czym w 1920 roku został wcielony do Armii Czerwonej. Po szczeblach kariery wojskowej piął się szybko, walcząc z białymi generałami i tłumiąc powstania chłopskie podczas wojny domowej. W 1930 roku wstąpił do WKP(b). W latach 1937-38 jako członek trybunałów wojskowych miał wydać kilkaset wyroków śmierci w sfingowanych procesach oficerów Armii Czerwonej, do czego odniósł się w pamiętnikach pisząc o sobie: „zawsze byłem społecznikiem”. Przedmiot plotek i domysłów w jego biografii stanowi roczny pobyt w Chinach (w latach 1938-39) w charakterze doradcy wojskowego. Własow miał tam zdobyć względy Czang Kaj-szeka (i jego małżonki), a także zgłębiać tajniki wschodniej miłości z pomocą zakupionej 16-letniej Chinki. Skłonność do romansów nie opuszczała go zresztą do końca – z sowieckimi wojskowymi lekarkami i kucharkami, niemieckimi robotnicami i ostatni, zakończony małżeństwem i przerwanym miesiącem miodowym, z właścicielką pensjonatu dla niemieckich pilotów (tytułującą się, z uwagi na jego ówczesną rolę, „władczynią Rosji”).

Ocalił Związek Sowiecki

Podczas rozpoczęcia Planu Barbarossa Własow, mimo że nie ukończył Akademii Wojskowej, a jedynie pobieżne kursy, był już generałem, w dodatku hołubionym przez Stalina. Dyktator trzykrotnie przyjmował go na Kremlu. Obrońcę Lwowa i Kijowa postawił na czele armii broniącej Moskwę, której udało się przerwać niemiecki front i przejść do kontrofensywy. To właśnie wtedy sowiecka opinia publiczna po raz pierwszy usłyszała o Własowie jako bohaterze, choć w późniejszych pamiętnikach jego podkomendnych można przeczytać, iż podczas całej operacji generał był chory i nie mógł pełnić obowiązków służbowych. Tym niemniej rozpływali się nad nim w zachwytach rodzimi i zachodni dziennikarze. Wspomniany Erenburg pisał: „Podziwiałem w nim niezwykłą sylwetkę, był bardzo wysoki – miał 190 cm wzrostu, ponadto podobało mi się to, jak rozmawiał z żołnierzami: mówił obrazowo, czasami był szorstki w obejściu. Wzbudzał we mnie ambiwalentne uczucia: z jednej strony wprawiał mnie w zachwyt, z drugiej coś mnie w nim raziło, jakaś aktorska maniera w zachowaniu, mowie, gestach”.

 

Po odtrąbieniu sukcesu Andriej Andriejewicz otrzymał kolejne trudne zadanie – przerwania blokady Leningradu. Tu jednak szczęśliwa gwiazda go porzuciła. Na Froncie Wołchowskim jego armia została rozbita, a on sam, po miesiącu ukrywania się na bagnach, 13 lipca 1942 roku oddał się w ręce Niemców i zaofiarował im swoje usługi. W liście otwartym tak tłumaczył swój krok: „Musiałem zadać sobie jednak pytanie: czy krew narodu rosyjskiego dalej musi być przelewana? Czy prowadzenie tej wojny jest w jego interesie? O co walczymy? Zdałem sobie sprawę, że zostaliśmy wciągnięci do wojny w obronie obcych interesów angielskich i amerykańskich kapitalistów”. Własow miał świadomość, że jego osobista porażka i niewykonanie polecenia Stalina oznacza w najlepszym razie degradację. Nie zdecydował się na samobójstwo, a oddanie się do niewoli oznaczało kolaborację i zdradę. Wobec tego postanowił przyjąć „propozycję nie do odrzucenia”.

 

Zadeklarowana przez Własowa chęć współpracy spotkała się z pozytywnym przyjęciem Niemców, którzy od czerwca 1941 roku za namową swoich białych doradców poszukiwali wśród jeńców „rosyjskiego de Gaulle’a” albo „rosyjskiego Napoleona” na potrzeby propagandy. Taka twarz „nowej Rosji”, nieuwikłana w zbrodnie stalinowskie, miałaby przeciągnąć sowieckie oddziały i ludność na stronę Hitlera pod hasłami wyzwolenia narodów Rosji.

 

Niemiecki historyk Joachim Hoffman zwraca uwagę na dwa często pomijane fakty. Po pierwsze na liczną grupę pojmanych generałów Armii Czerwonej, którzy w dyskusjach z dowódcami Wehrmachtu nie kryli nienawiści do Stalina, a jednocześnie przywiązania do ZSRS i gotowości - pod pewnymi warunkami – do nawiązania współpracy z wrogiem. Z drugiej zaś strony pisze o tysiącach Niemców deklarujących sympatię do Rosji, często mających rosyjskie korzenie i pamiętających czasy carskie. Wielu z nich – tzw. niemieccy Bałtowie – przyjechało do Niemiec w ramach repatriacji po 1917 roku, a reszta w latach 1939-40. Zostali oni wcieleni do wojska w charakterze wschodnich specjalistów. W pewnym stopniu uznawali oni rosyjskie hasła narodowe i pomagali przy tworzeniu oddziałów składających się z Rosjan i innych mieszkańców ZSRS walczących po stronie III Rzeszy. Wśród nich ROA, formacji propagandowej istniejącej w ramach wojsk niemieckich od maja 1943 roku, której odrębność sprowadzała się głównie do charakterystycznych naszywek z krzyżem świętego Andrzeja na mundurach. Wcielano do niej także część sowieckich jeńców, którzy dostali się do niemieckiej niewoli na froncie wschodnim.

Istniała także RONA, czyli Rosyjska Wyzwoleńcza Armia Ludowa. Ewoluowała z oddziałów sowieckich kolaborantów Niemców na terenach okupowanych. Zajmowała się zwalczaniem oporu na tyłach frontu. Brała udział w walkach z partyzantami w okupowanej części ZSRS, a także m.in. w tłumieniu Powstania Warszawskiego, gdzie wykazała się ogromnym okrucieństwem, ale niewielką wartością bojową. Na czele RONA stał Bronisław Kamiński. W 1944 został skazany na karę śmierci pod zarzutem niesubrodynacji.

 

Własow był postacią dużo większego formatu niż Kamiński. Mózgiem operacji polegającej na wykorzystaniu Własowa przez Niemców był generał major Reinhard Gehlen ze sztabu wojsk lądowych Wehrmachtu, gdzie kierował wywiadem na froncie wschodnim. To jemu historyk Jürgen Thorwald zawdzięczał dostęp do materiałów źródłowych, na których oparł swoją pionierską książkę „Iluzje. Żołnierze radzieccy w armii Hitlera”, której pierwsza wersja z 1952 roku przyniosła Zachodowi informacje dotąd nieznane, skrzętnie ukrywane przez sowiecką propagandę. Zdaniem historyka starania wszystkich zaangażowanych stron były skazane na niepowodzenie. Mylił się Hitler sądząc, że uda się rozgromić bolszewików i ustanowić przestrzeń życiową dla „rasy panów”. Mylił się Gehlen sądząc, że ideologów nazizmu uda się przekonać do pragmatycznych racji, w tym do konieczności udziału Rosjan w walce z bolszewizmem w zamian za umożliwienie im utworzenia sprzymierzonego państwa. Kłam takiemu rozumowaniu zadał Hitler, który podczas narady 8 czerwca 1942 r. dowodził, że „Niemiecki żołnierz nie jest zainteresowany rosyjskim czy ukraińskim programem wyzwolenia, lecz wyłącznie tym, żeby po wojnie osiedlić się na Wschodzie. Jeżeli powiedziałbym moim żołnierzom, że walczą oni nie dlatego, żeby zwyciężyć, a po to, żeby wyzwalać rosyjskie czy ukraińskie narody, to po co w ogóle mieliby walczyć?” Mylili się alianci, gdy przekazując po wojnie Sowietom niemal sześć milionów obywateli i żołnierzy sowieckich liczyli na ich łaskawe potraktowanie. Mylił się wreszcie Własow łudząc się, że gdy przejdzie na stronę wroga, stanie po stronie wolności. Jego entuzjazmu dla nazistów nie podzielali przywódcy ukraińscy, kozaccy, większość białoruskich i kaukaskich, którzy uznali go za Wielkorusa, rzecznika sprawy carskiego imperium, a z drugiej strony biali emigranci, dla których pozostawał czerwonym generałem. Zresztą pomimo istnienia od 1942 roku nimbu mitycznego przywódcy rosyjskiego ruchu wyzwoleńczego, współpraca Własowa z nazistami wcale nie przebiegała wzorcowo.

Himmler: bezczelna świnia Własow

Zdumiewające wydają się dziś naiwność i próżność sowieckiego generała, któremu wydawało się, że jest w stanie zmienić antysemicką i antysłowiańską retorykę nazistowskich przywódców, ponieważ w jego obecności starali się zachowywać pozory kultury i szacunku. Z jego zapisków wynika, że Himmlera początkowo wyobrażał sobie „raczej jak żądnego mordu czekistę i wielkiego inkwizytora, [gdy] w rzeczywistości jest ograniczonym mieszczaninem i pedantem. Jest rolnikiem, chłopem jak ja, lubi zwierzęta. Nie powiedział ani słowa o niemieckich nadludziach, nieomal przepraszał mnie za to, że przez tak długi czas dał się zwodzić teorii o podludziach”. Ale prawdziwą twarz Himmlera i jego cynizm w stosunku do Rosjanina widać w wypowiedzi szefa SS na naradzie z oficerami Wehrmachtu: „Każdy środek, który przybliża nas do zwycięstwa, jest słuszny. Każdy środek, który powoduje, że dzikie narody wschodnie służą nam, a na froncie ginie za nas Rosjanin zamiast Niemca, jest słuszny (...) Jednakże, jeśli taki przybłęda jak pan Własow, który przedwczoraj był może czeladnikiem i rzeźnika, a wczoraj przez pana Stalina zrobiony został generałem, dziś ośmiela się, z zarozumiałością Słowianina, pouczać nas, że »Rosja [Stalina] może być pokonana tylko przez Rosjan«, to pozwolę sobie powiedzieć, że jest on bezczelną świnią”. Himmler uważał Własowa za skutecznego lidera, który może okazać się przydatny nie tylko w sferze propagandy, jednak przykazał podwładnym, żeby meldować mu „o wszystkim, co wykracza poza ramy propagandowe”.

 

Przez ponad dwa lata od pojmania czerwony generał był trzymany w odwodzie, a wywołaną tym faktem frustrację uśmierzał alkoholem i seksem. Od początku deklarował, że podjął współpracę z Niemcami na gruncie całkowitego równouprawnienia głosząc publicznie, że nie czuje się Untermenschem. Wiosną 1943 roku w mowie na froncie wschodnim wyraził przekonanie o niezależności od hitlerowców: „Kiedy skończy się wojna i będziemy wolni od bolszewizmu i stalinizmu, to wtedy będziemy w naszym Leningradzie podejmować również i oficerów niemieckich jednostek, jako naszych drogich gości...” Jego wypowiedź rozgniewała Führera, który na naradzie sztabowców stwierdził, że „Jeśli ludzie typu Własowa działają na niekorzyść własnego narodu, pozbawieni są honoru. Jeśli działają na korzyść własnego narodu, stają się dla nas niebezpieczni. Nie potrzebujemy żadnych <generałów Własowów>. Żadnych oddziałów wyzwoleńczych <w rękach osoby trzeciej, która może powiedzieć: dzisiaj idę z wami, jutro nie!>”. Zapewne z powodu żywionej do Rosjanina pogardy Hitler nigdy nie raczył się z nim spotkać, a w lipcu 1943 roku kazał umieścić go w areszcie domowym.

Krótki szlak bojowy

Rola wyznaczona Własowowi zmaterializowała się dopiero w listopadzie 1944 roku. Dopiero wtedy Reichsführer SS Heinrich Himmler pozwolił mu na utworzenie Komitetu Wyzwolenia Narodów Rosji (KONR), organu politycznego zawiadującego Siłami Zbrojnymi KONR. 14 listopada w Zamku na Hradczanach Własow odczytał przygotowany we współpracy z nazistami Manifest Praski KONR, zawierający 14 punktów odwołujących się demokratycznej Rosji z czasu rewolucji lutowej 1917 roku – postulujących m.in. przywrócenie praw obywatelskich i własności prywatnej. Był on jednoznacznie wymierzony przeciwko stalinowskiemu reżimowi i zawierał w dużej mierze hasła, które choć znalazły się w sowieckiej konstytucji, były jednak w ZSRS notorycznie gwałcone. Zachęcał również do walki przeciwko mocarstwom zachodnim, ale mimo nacisków ze strony nazistowskich propagandystów nie zawierał retoryki antysemickiej.

 

Inicjatywa Własowa otrzymała od Niemców zielone światło, co jednak nie znalazło poparcia w praktyce. Niemcy tracili kolejne pozycje, a ROA z obiecanych 10 dywizji otrzymała dwie. Jedyne kilkudniowe działania zbrojne z udziałem generała przeciwko Armii Czerwonej miały miejsce w lutym 1945 roku nad Odrą, skąd pod naporem przeważającej siły wroga oddziały Własowa wycofały się w kierunku Pragi. W maju, być może za przyzwoleniem Własowa, jego armia wzięła udział w Powstaniu praskim, w którym przeszła na stronę czeskich powstańców, którzy wystąpili przeciwko Niemcom. Nie czekając jednak na koniec powstania i niechybne wydanie ich Armii Czerwonej, własowcy ruszyli na zachód i oddali się w ręce Amerykanów. Po dwóch dniach generał wraz ze współpracownikami został przekazany Sowietom i repatriowany do ZSRS. W ten sposób Alianci odżegnali się od osądzania podwójnej roli Własowa, a także wyszli na przeciw oczekiwaniom swych sojuszników z frontu wschodniego.

Powieszony na strunie od fortepianu

Czy rzeczywiście Własow był jedynie oddanym współpracownikiem hitlerowskich Niemiec? Kwestia ta do dziś nie przestaje budzić sporów historyków i wydaje się, że była dla stalinowskiej propagandy kłopotliwa od samego początku. Pierwszą przesłankę, świadczącą o próbie usunięcia z sowieckiej historii postaci kontrowersyjnego generała, stanowi nałożenie nań wieloletniej cenzury po ukazaniu się lakonicznej notki informującej o wykonaniu egzekucji na nim i jego 11 towarzyszach broni 1 sierpnia 1946 roku. Pomimo początkowych planów nie zorganizowano jawnych procesów pokazowych własowców, gdyż ci twardo odmówili przyznania się do popełnienia zdrady stanu. Deklaracje powieszonego na strunie od fortepianu (ostatnia egzekucja przez powieszenie) przywódcy KONR byłyby kiepską pożywką dla propagandy: „Wiemy, co zamierzacie z nami uczynić. To straszne. Najgorsze jednak byłoby zniesławić samego siebie. Nie jestem zdrajcą i nigdy się do tego nie przyznam. Nienawidzę Stalina. Uważam go za tyrana i powiem to również podczas procesu. Boję się tortur, ale nie będziemy ich znosić nadaremno. Nadejdzie czas, kiedy naród uczci naszą pamięć”.

 

I choć rehabilitacji jak dotąd nie było i nic nie wskazuje na to, by miała nastąpić, to jednak świat nie pozwolił Rosjanom o Własowie zapomnieć. Temat wypłynął za sprawą Aleksandra Sołżenicyna, którego wydany na Zachodzie „Archipelag Gułag” nie pozostał nieznany w ZSRS. Pisarz zachował sceptycyzm wobec Rosyjskiego Ruchu Wyzwoleńczego, zauważając jednak „niezwykłe w historii świata zjawisko” - „kilkaset tysięcy młodych mężczyzn w wieku od dwudziestu do trzydziestu lat w sojuszu z najgorszym wrogiem powstało przeciwko ojczyźnie”. Uznał, że Armia Czerwona zdradziła swoich żołnierzy po trzykroć – rzucając ich nieprzygotowanych w bój, nie pomagając im w niewoli, a wreszcie po uwolnieniu – osadzając ich w gułagach. Tym niemniej nie poparł współpracy Własowa z Wehrmachtem i SS. Jego zniuansowana ocena sojuszników Hitlera dała sowieckim propagandystom asumpt do zdyskredytowania w mediach ogółu twórczości pisarza (Żylin, „Izwiestia”, 1974, „Jak A. Sołżenicyn opiewał zdradę własowców”).

Głos ludu rosyjskiego?

Wiedzy o Własowie zachodniej opinii publicznej dostarczyli dawni własowscy przywódcy, którzy tuż po wojnie uniknęli represji. W ZSRS uznano za zbrodniarzy wojennych pozbawionych prawa do głoszenia poglądów. Część zachodnich historyków doceniła jednak ruch Własowa. „Jego program całkowicie pozbawiony jest sympatii pronazistowskich, skupia się tylko na demokratycznej Rosji” – pisał wybitny brytyjski historyk Robert Conquest. Amerykanin Meyer Schapiro również docenił niezależność generała od ideologii nazizmu i uznał go za rosyjskiego patriotę. Z kolei polski sowietolog Włodzimierz Marciniak w dwumiesięczniku Arcana zwraca uwagę, że Własow, gloryfikowany przez zdominowaną przez rosyjskich nacjonalistów Rosyjską Cerkiew Prawosławną Za Granicą, stanowi twardy orzech do zgryzienia także dla polityki historycznej Rosji, jako przykład człowieka „wychowanego przez lata w duchu lojalności partyjnej dyktaturze i pomimo tego zdolnego do zbrojnego sprzeciwu”. Gdyby zaś uznać jego postawę za patriotyzm, zwycięstwo z 1945 roku przestałoby legitymizować dzisiejszy porządek Rosji. Wspomina również Marciniak o obecnym w Rosji widzeniu własowców jako elementu ruch wywrotowego, opozycyjnego wobec elity rządzącej i stale się odradzającego: „Historyk i publicysta prawosławny Nikołaj Mitrochin, autor ciekawej książki o historii rosyjskiego nacjonalizmu w Związku Sowieckim, pisze, że Własow to Rosja. A dokładniej, Rosja prowincjonalna gotowa w sprzyjających okolicznościach chwycić za broń i walczyć ze znienawidzoną moskiewską dyktaturą”. Rosja, jaką znamy z wojen chłopskich, buntu marynarzy w Kronsztadzie, powstań kozackich i kaukaskich, a ostatnio z ruchów narodowych i antyfederacyjnych.

 

Mimo zmiany klimatu wokół swojego przywódcy nawet po pierestrojce działacze ROA nie doczekali się w Rosji choćby częściowej rehabilitacji. Sam generał we wspomnieniach swoich byłych towarzyszy, którzy pozostali wierni ZSRS, ukazywany był jako „Judasz tamtego czasu”, a osoby noszące to samo nazwisko dodawały w ankietach wyjaśnienie, że nie są krewnymi generała-zdrajcy. Także próba rehabilitacji Własowa z 2001 roku podjęta przez niewielką grupę monarchistów Za Wiarę i Ojczyznę („Własow był patriotą, który spędził dużo czasu przewartościowując swoją służbę w Armii Czerwonej i istotę stalinowskiego reżimu, zanim poszedł na współpracę z Niemcami”) okazała się bezowocna – Sąd Najwyższy Federacji Rosyjskiej utrzymał werdykt w mocy, uchylając jedynie zarzut „agitacji i propagandy antysowieckiej”, co jednak o niczym nie świadczy, gdyż jest on zdejmowany ze wszystkich wyroków wydawanych w ciągu 80 lat panowania władzy sowieckiej. Wydaje się, że Rosjanom nadal wyjątkowo trudno przychodzi wybaczenie zdrady wojennej wysoko postawionym oficerom, gdyż jak ocenił w „Komunizmie” amerykański sowietolog Richard Pipes, „Druga wojna światowa była jedynym wydarzeniem w historii Związku Sowieckiego, które doprowadziło do pewnego zbliżenia władzy i narodu. (...) Dopiero wojna z hitlerowską inwazją nadała reżimowi komunistycznemu, jako obrońcy narodu, cechy legalności.”

 

W takiej to atmosferze kolejną próbę przewartościowania postaci Własowa podjął protojerej Georgij Mitrofanow, wykładowca petersburskiej akademii duchownej i członek synodalnej komisji, a więc postawiony dość wysoko w cerkiewnej hierarchii, wydając w 2009 roku zbiór publicystyki pod tytułem „Tragedia Rosji. Zakazane tematy historii XX wieku”. W książce gloryfikował wszelkie przejawy białej Rosji, a także Sołżenicyna i prezydenta Jelcyna, co przeszło bez echa, jednak największe kontrowersje na lewicy, wśród historyków i wewnątrz prawosławia wywołał trzema tekstami poświęconymi własowcom, które powstały jako mowy na rocznicowych nabożeństwach cmentarnych wygłoszonych przez protojereja w latach 2006-2008.

Święci Stalin, Żukow, Rasputin...

Mitrofanow rozpoczyna rozmyślanie od pytania, czy we Własowie i jego towarzyszach należy widzieć zdrajców, czy może bohaterów, i odpowiada przewrotnie, że zdrajców, dlatego mianowicie, że w 1917 roku świadomie stanęli po stronie niszczycieli porządku dawnej Rosji i prawie przez ćwierć wieku służyli „neopogańskiemu bogowi, który zasiadał wówczas na Kremlu”. Gdy zaś trafili do niemieckiej niewoli, jak pisze Mitrofanow, na skutek okoliczności, a nie poddawszy się, w rozpaczliwym geście, świadomi swojej winy w budowaniu komunistycznego reżimu i pozbawieni możliwości zawiązania sojuszu z zachodnimi demokracjami, wystąpili przeciwko Stalinowi z tymi, którzy „nie różnili się od niego ani pod względem swej ideologii, ani swej praktyki”. Z kolei ich śmierć w więzieniu tym różni się od śmierci milionów sowieckich żołnierzy na polu walki, że własowcy umierali pozbawieni złudzeń co do zbawienia Rosji, ze świadomością własnego przekleństwa, taka zaś śmierć, jak twierdzi protojerej, oznacza skruchę za 25 lat służenia bolszewizmowi, odkupienie, krwawą kaucję daną na to, by przyszłą czy też obecną Rosję uczynić choć trochę podobną do Rosji sprzed 1917 roku. Nie stali się przez to bohaterami ani zwycięzcami, tym niemniej Mitrofanow widzi w nich rosyjskich patriotów.

 

W kolejnych mowach protojerej daje upust swojemu rozgoryczeniu wobec braku społecznego odzewu na jego rozmyślania. Własowców, którzy jego zdaniem odkupili swoją winę, przeciwstawia obecnym elitom rosyjskim („występującym w charakterze oligarchy-demokraty, kleptokraty, komunopatrioty, czy <prawosławnego stalinisty>”), które za cel postawiły sobie utrzymać ciągłość ZSRS i Federacji Rosyjskiej, i nie są skore do wyznania swoich komunistycznych win. Duchowny w tym właśnie upatruje jednej z przyczyn odrzucenia pamięci o Własowie. „Nasze społeczeństwo składa się bowiem z ludzi w przytłaczającej większości żyjących w kłamstwie, służących złu, a obecnie z uporem udających, że całe ich życie upłynęło na służeniu prawdzie. Oni <służyli Rosji> - czy nazywała się Związkiem Sowieckim, czy nazywa się Federacją Rosyjską – a w istocie ludzie ci, niezdolni (...) do przekreślenia swojego minionego nieprawego życia, nie Rosji służyli i nie Rosji służą, tylko służą sobie. Dlatego właśnie generał Własow i jego towarzysze są dla nich swoistym wyrzutem: przyznanie słuszności tym przegranym generałom oznacza uznanie braku słuszności własnego życia, tak minionego, jak i obecnego.” Dlatego, jak tłumaczy protojerej, niewygodny temat własowców celowo popada w niepamięć, co świadczy o szczerym przeświadczeniu elit, że „w naszym kraju w gruncie rzeczy nic się nie zmieniło”.

 

Mitrofanow kieruje również ostre słowa pod adresem swoich współwyznawców. „Nieprzyjęcie ruchu własowców przez licznych prawosławnych patriotów uwarunkowane jest właśnie tym, że patriotyzm nie jest bynajmniej prawosławnym, tylko dobrze znanym sowieckim. A ich wiara prawosławna stanowi w gruncie rzeczy odmianę nowej ideologii totalitarnej. I ten problem głębokiego upolitycznienia naszego kościelnego życia, naszego kościelnego światopoglądu, przejawia się obecnie właśnie w tym, że w wielu naszych świątyniach mogą odbywać się nabożeństwa żałobne ku czci rzekomego <wielkiego dowódcy> Gieorgija Żukowa, a czasem także <potajemnie skruszonego> <odrodziciela życia kościelnego w naszym kraju” Józefa Stalina, ale prawie nigdy nie odbywają się nabożeństwa ku czci członków ruchu własowskiego. Pamięć o nich przyćmiewa dziś to, że w naszej religijnej świadomości tworzy się nowy panteon <bojowników świątobliwości> już nie <pierwszego na świecie kraju socjalistycznego>, tylko neo-Świętej Rusi: ze <świętymi carami> w osobach Iwana Groźnego i Józefa Stalina, ze <świętym wojownikiem> Gieorgijem Żukowem, z <charyzmatycznym świętym starcem> Grigorijem Rasputinem.” Dobrą ilustracją opisywanej mentalności jest gwałtowna reakcja Rosji na rezolucję OBWE z 3 lipca 2009 roku, która zrównywała ciężar zbrodni dokonanych przez „dwa potężne reżimy totalitarne, nazistowski i stalinowski”. Rosyjska Duma uznała ten akt za „otwartą zniewagę pamięci milionów rosyjskich żołnierzy”, którzy „oddali życie, wyzwalając Europę od nazistowskiego jarzma”.

Zrównywanie komunizmu i nazizmu "zaciera granicę między dobrem i złem"

Na temat rezolucji OBWE wypowiedział się sam patriarcha moskiewski Cyryl twierdząc, że choć „i w nazizmie i w stalinizmie były represje, także przeciwko własnemu narodowi”, jednak nazizm w odróżnieniu od stalinizmu był reżimem wrogim człowiekowi. Apologetów własowców określił zaś mianem postmodernistów, którzy „rozmywają granice między dobrem i złem”.

 

Nic dziwnego, że kontrowersyjne tezy Mitrofanowa spotkały się z ostrą krytyką środowisk humanistycznych, oficjalnych, cerkiewnych i lewicowych. Dla przykładu merytoryczną polemikę w Prawosławnej Agencji Informacyjnej „Russkaja linia” zamieścił docent akademii teologicznej w Petersburgu Władimir Wasilik. Wychodzi w niej od porzekadła, że nie można wypędzać diabła przy pomocy czorta; w tym przypadku zwalczać Stalina Hitlerem. Wśród zarzutów wymienia słabość aparatu naukowego, brak przypisów i kompetencji autora, a także o błędy faktograficzne. Zdaniem polemisty ojciec Georgij w sposób nieuprawniony kreśli obraz Własowa jako obrońcy prawosławia, mimo że w Manifeście Praskim znajduje się jedynie wzmianka o wolności religijnej. Wątpliwości budzi także teza o rzekomej uczciwości i konsekwencji Własowa, który musiał znać doktrynę Haushofera o Lebensraum, a mimo to udawał, że utworzenie niezależnego państwa rosyjskiego z pomocą hitlerowców jest realne. Inni sowieccy generałowie żądali od Hitlera gwarancji i ostatecznie na współpracę z nim się nie zdecydowali. W dodatku Mitrofanow przedstawia niemieckich żołnierzy niemal jak oswobodzicieli Cerkwii, podczas gdy w rzeczywistości poniosła ona z ich rąk ogromne straty. Wasilik obala również tezę o skrusze Własowa, gdyż, jak twierdzi, podwójna zdrada nie może być uznana za skruchę. Uzasadnia to dość kuriozalnie, powołując się na fragment Listu św. Pawła do Rzymian (13, 1-2) mówiący o poddaniu się władzy, gdyż każda władza pochodzi od Boga – skoro więc, pisze filozof, w czasach Apostola chodziło o władzę Nerona, to czy w przypadku nie gorszego od niego Stalina sprawy mają się inaczej? 

 

Szum i oburzenie prawosławnego mainstreamu na tezy, głoszone przez potępionego przez patriarchę protojereja, poskutkowały wydaniem zbioru polemicznych artykułów „Prawda o generale Własowie”. Anatolij Stiepanow, we wstępie do książki tłumaczy, że apologia zdrady przez duchownego prowadzi do dyskredytacji przysięgi żołnierskiej, co z kolei może skutkować utratę zaufania wojska przez Cerkiew. Agitacja na rzecz rehabilitacji generała prowadzi również Cerkiew do konfliktu z państwem, gdyż nosi jawnie antyrosyjski i antypaństwowy ładunek. Obrona własowstwa to wreszcie uderzenie w podstawy rosyjskiego światopoglądu, tym bardziej oburzające, że dokonuje go prawosławny kapłan. Aby więc zapobiec postmodernistycznym przewartościowaniom, jak pisze Stiepanow, „głównym celem tej książki jest wykazanie, że punkt widzenia (...) Mitrofanowa na temat generała-zdrajcy A.A. Własowa i Wielkiej Wojny Ojczyźnianej jest marginalny dla Rosyjskiego Kościoła Prawosławnego. (...) Nawet w trudnych sowieckich czasach cerkiew zawsze stała na patriotycznych pozycjach. Dokonania Kościoła Rosyjskiego na rzecz Ojczyzny podczas straszliwej wojny i jego wkład w zwycięstwo są niezaprzeczalnym faktem”. Dlatego, jak twierdzi historyk, protojereja Mitrofanowa należy traktować jako zdziwaczałego historyka, a historia Własowa słusznie jest uznawana za „temat zakazany” i winna takim pozostać.

 

Michał Jasiński

 

Źródła:

 

Georgij Mitrofanow, Tragedia Rosji. „Zakazane” tematy historii XX wieku, 2009

Joachim Hoffman, Rosyjscy sojusznicy Hitlera. Własow i jego armia, BELLONA, 2008

Nieudana próba rehabilitacji. Własow nadal zdrajcą, Tribuna, 4.01.2002

Włodzimierz Marciniak, Zapleśniała bułka historii, Arcana, 2009

Janusz Maciej Kędziorek, Diabelska alternatywa, Rzeczy Wspólne 1/2010

Rusk.ru

 

Fot.: Andriej Własow (pierwszy z lewej) na spotkaniu z Josephem Goebbelsem (pierwszy z prawej), ministrem propagandy III Rzeszy. Obok Własowa siedzi gen. Georgij Żylenkow, odpowiedzialny za propagandę ROA i KONR (źródło: Bundesarchiv)

 

Zobacz także:

Długi cień Stalina

Matyszkowicz: Szatany smoleńskie

 

 

 

Przeczytaj także
Marek A. Cichocki: Czy przetrwamy?

Nawet jeśli Putin zadowoli się tylko kawałkiem Ukrainy, to będziemy żyli już w innym świecie i jeśli Polska będzie funkcjonować tak jak obecnie, to nie przetrwa - pisze Marek A. Cichocki.

Batalion rosyjskich czołgów wyparł ukraińskie oddziały z lotniska w Ługańsku

Ukraiński minister obrony Walerij Hełetej poinformował, że regularne oddziały rosyjskie są już w Doniecku i Ługańsku. W rejonie lotniska w Ługańsku doszło do starcia między broniącymi go ukraińskimi spadachroniarzami a rosyjskim batalionem czołgowym wspieranym przez rosyjską artylerię. W efekcie Ukraińcy musieli się wycofać.

Dzieje optymizmu w Polsce

Wróciłem do czytanej po raz kolejny Trylogii i uderzyło mnie, że jesteśmy jako naród i Kościół przygotowani do ewentualnej wojny gorzej niż szlachta zgromadzona pod Ujściem w 1655 roku. Zaskakujące jest także to, że nie umiemy odczytywać znaków, które być może zesłane są przez Opatrzność. Naród, który chce być żywym ...

Bartosiak: Ameryka, Eurazja i interes Polski

Waszyngton zdaje się lekceważyć Rosję. Owszem, stara się ją powstrzymywać, ale robi to jakby sięgał lewą ręką do prawego ucha: minimalizując wysiłek i wysługując się sojusznikami. Mimo tego, że środek polityki zagranicznej USA przesuwa się w kierunku Pacyfiku, wciąż jednak kluczowa pod względem geopolitki jest Eurazja. Jest kika scenariuszy rozegrania ...

"odpowiada przewrotnie, że zdrajców, dlatego mianowicie, że w 1917 roku świadomie stanęli po stronie niszczycieli porządku dawnej Rosji i prawie przez ćwierć wieku służyli "neopogańskiemu bogowi"
Prawda. Ale stwierdzenie
"Wasilik obala również tezę o skrusze Własowa, gdyż, jak twierdzi, podwójna zdrada nie może być uznana za skruchę." Też OK, bo Hitler bojownikiem o Świętą Ruś nijak nie był.

Wszystko pomieszane ROA - /czyli coś czego nie było/, RONA - w sumie duża samoobrona lokalna, KONR - czyli coś co istniało ale nie było ruchem czysto rosyjskim.
Trzeba było przeczytać Zapomnianych Żołnierzy Hitlera Jarosława Gdańskiego żeby odniesienia do formacji wojskowych nie przypominały bełkotu.

Własowcy to bandyci. Wsławili się niezwykłym okrucieństwem w pacyfikowaniu Powstania Warszawskiego. Wielu ich wyemigrowało po wojnie do Kanady. Byli tam wielkimi przeciwnikami Polaków.
Niech ich piekło pochłonie.
Że nie lubili Stalina? Co z tego?
Nie zasługują na to by ich "rozumieć" czy się "nad nimi pochylać".
Bandyci , bez czci i wiary!

Emma, ROA i RONA to były dwie różne formacje.

Emmo
Własowcy to takie pojęcie nic nie mówiące!
Kto miał być tym własowcem - żołnierz podległy Własowowi? Takich w Wawie nie było KONR gdzie miał on coś na kształ władzy powstał później.
RONA - szła po podległości SS,
RNNA
były jeszcze Ostlegionen, Osttruppen /ci nosili tarczki naramienne ROA - choć samej armii nie było/, formacje policyjne, Oddziały kozackie Stan Kozacki ze swoimi batalionami - i, Oddziały kozackie podległe bezpośrednio Wehramchtowi, nie liczę oddziałów sformowanych z emigrantów.
Było tego tak dużo że nie można wrzucać wszystkich formacji do jednego worka.

RONA i ROA to różne formacje. Jest o tym w tekście

Retro,
co z tego ,że mieli różne tarczki naramienne?
RONA , RNNA czy inni kozacy.
Współpracowali z mordercami i świrusami.
Tak się nie godzi.
Z polską tradycją się nie godzi . I guzik mnie obchodzi hajadamacka:)

Nie "hajadamcka: a "hajdamacka":))

Well . A nasz udział w wojnie z Hiszpanią za Napoleona... to nie była współpraca z takim małym świrusem, który chciał całą Europę podbić...

Napoleon:)
To był ktoś! Kudy tam Hitlerowi.
A podobno Hiszpanie dobrze wspominają. Może przodkowie najpierw całowali w rękę a potem gwałcili?:)
To nie są czasy , które można porównać.

najciekawsze w tym wszystkim, to nie tyle moralna ocena Własowa, co meandry rosyjskiej historii i rosyjskiej duszy

@ Emma

Nie wiem co Hiszpanie myślą o Polakach ale wojsk francuskich oni szczerze nienawidzili i w okrutny sposób mordowali. Słyszałem historie o nazywaniu Polskich formacji "piekielnymi" ale nie wiem czy chodziło o ich okrucieństwo czy bojową skuteczność.

@Liktor
Chodzi o "los infernos picadores" ? Tu oakurat nie ma żadnej wątpliwości - to określenie nawiązuje do dużej skuteczności polskich ułanów wynikającym między innymi z zaskakującego dla Hiszpanów sposobu używania lanc, które były bronią bardziej uniwersalna niż hiszpańskie piki....

A co do Własowato on osobiście jest przykładem totalnej megalomanii i wynikającej z niej głupoty politycznej. Przecież tak naprawę wiele wskazuje na to, że nie miał on specjalnie pomysłu na ciąg dalszy... I to jest najważniejsza różnica pomiędzy nim a np Kamińskim , który miał nadzieję na powrót "białej Rosji". Oczywiście też była to głupioo naiwne ale przynajmniej w miarę spójne...

@Emma

Hiszpanie nienawidzili wojsk napoleońskich, do czego mieli pełne prawo choćby przez to, że masońskie rządy zaprowadzone tam przesladowały Kościół i katolików, abstrahując od samego podbicia przecież niepodległego państwa. Natomiast ciekawe jest to, że kiedy w czasach restauracji Burbonowie wysłali wojsko do przywrócenia prawowitych władz w Hiszpanii, lud witał je z kwiatami mimo że to też byli przecież Francuzi. Napoleon to był kawał wuja i oportunisty, tyle.

a zanim się zacznie totalnie potępiać własowców, najpierw radze poczytać sobie o tym, jak wyglądało życie w związku sowieckim - jakiegoś Sołżenicyna albo Mackiewicza. Ludzie tak nienawidzili czerwonych, że poszliby na układy z każdym, kto obiecałby im wyzwolenie od bolszewików.

edit: ups, nie zauwazyłem jaki ten wątek stary ;)

Zadnych własowców w Powstaniu nie było,prosze nie powtarzac bolszewickich głupot. Byli natomiast kałmuccy dezerterzy z armii czerwonej. Własow w okresie Powstania nie miał swojej formacji wojskowej.

Napisał/a: RetroA nasz udział w wojnie z Hiszpanią za Napoleona... to nie była współpraca z takim małym świrusem, który chciał całą Europę podbić...

Była:

Marian Kukiel "Dzieje oręża polskiego 1795 - 1815":

"[...] pułk 2-gi pod Kąsinowskim zdobył bramę Carmen, przyległy klasztor zakonnic i gmach, pełen obłąkanych. Nastąpiły sceny straszliwe; żołnierz, pijany krwią, rozbestwiony bojem, dopuszczał się orgii i gwałtów. Były zakonnice, które wobec hańby same przebijały się sztyletem; były inne, które dostawały obłędu; [...]"

Koledzy zapomnieli też o tzw. "dąbrowszczakach" czyli czerwonych Polakach walczących w hiszpańskiej wojnie domowej po stronie republikanów.

Marsz marsz Dabrowski na Państwo Papieskie, po jego skarby i dobra.

To bylo pieklo . Oceny prymitywne sa glupie po prostu .

Napisał/a: Emma EmmaWspółpracowali z mordercami i świrusami.
Tak się nie godzi.
Z polską tradycją się nie godzi.

Co do zasady to nie ma większej różnicy między własowcami a andersowcami. Jedni mieli iść u boku Hitlera, drudzy - Stalina. Dla członków obu armii była to jedyna szansa na wyswobodzenie z sowieckiego łagru (bo ZSRR to był właściwie jeden wielki łagier).
W URz Historia był dobry cytat jakiegoś kozackiego generała, który brzmiał mniej więcej: "Hitler dzisiaj jest, ale jutro może zniknie; za to komuna obalona raz, nie podniesie się już nigdy".

Swojo szoso - czy patriotyzmem było bronić kraju przed niemcami, czy walczyć z bolszewią?

Napisał/a: kefirW URz Historia był dobry cytat jakiegoś kozackiego generała, który brzmiał mniej więcej: "Hitler dzisiaj jest, ale jutro może zniknie; za to komuna obalona raz, nie podniesie się już nigdy".

Mówił tak w sytuacji dla siebie bezalternatywnej. Wiemy jakie perspektywy miał u Stalina rosyjski oficer, który trafił do Niemców (nie tylko jako kolaborant, ale nawet zwykły jeniec). Na wyrozumiałośc czy litość nie było co liczyć. Zresztą, gdyby trafiając do niewoli u Niemców tenże Kozak deklarował swoją wierność Rosji sowieckiej, to by też dostał od nich z automatu kulkę lub śmierć głodową. Krótko mówiąc - tu nie było żadnej możliwości samodzielnego wyboru z kim przeciw komu - pod czyim władztwem się znależli, takie mieć mogli mieć było zapatrywania (rzeczony Własow dopóki nie trafił do niewoli wiernie bronił radzieckiej stalinowskiej ojczyzny).

Napisał/a: japisz (rzeczony Własow dopóki nie trafił do niewoli wiernie bronił radzieckiej stalinowskiej ojczyzny).

Zdaje się, że przed wojną był nawet oceniany na jednego z najzdolniejszych generałów sowieckich, a do niewoli nie oddał się sam, ale wydali go rosyjscy chłopi.

Napisał/a: vanitasju przed niemcami, czy walczyć z bolszewią?

Otóż to. Co poniektórzy zdają się nie rozumieć prostego faktu, że zwycięstwo ZSRR to tak naprawdę klęska Rosjan i wszystkich innych ludów zmuszonych żyć w sowieckim raju.

Ano. W tamtym kraju w tamtym czasie nie było alternatywy. I niemcy i komuniści to okupanci (o okupacji rosji pisał Tuchaczewski...). Rosjanie bronili sowsojuza tylko dlatego, że w razie dezercji rodzina szła do piachu (z głodu, ew w gułagach...)

Copyright © 2011 Rebelya.pl Wszelkie prawa zastrzeżone.