Od redakcji

Armia polska czasów ciekawych

09.12.2011

Stan wyposażenia polskiego wojska, poza kilkoma jaśniejszymi punktami, jest niezbyt dobry, a potrzeby gigantyczne. Zwłaszcza, że świat znowu staje się niebezpiecznym miejscem - pisze Jan Przybylski.

 Edward Gibbon niezwykle celnie pochwalił panowanie cesarza Antoninusa Piusa stwierdzając, że miarą sukcesu władcy jest fakt, że jego czasy dostarczyły historykom bardzo niewiele materiału.

Końcówka pierwszej dekady XXI wieku była jednak interesująca, niestety w Polsce nawet szczególnie interesująca. Podobnie jawi się początek drugiej. Międzynarodowy układ sił zdaje się ulegać daleko idącym przewartościowaniom, pewniki są kwestionowane, wszystko ma charakter płynny. W takich sytuacjach wzrasta zwykle prawdopodobieństwo konfrontacji zbrojnej. Sądząc po wszystkich wielkich konfliktach ostatnich 20 lat trudno oczekiwać, aby nie dotknęła ona w jakimś stopniu Polski. Wypada tylko mieć nadzieję, że będzie ona jej kontyngentnym współuczestnikiem, a nie głównym teatrem działań. W tej sytuacji warto przeprowadzić pobieżny choćby przegląd panoramy polskiej obronności.

 

Jakie zdolności powinna mieć polska armia?

 

Wojna to według klasycznej definicji akt przemocy mający na celu zmuszenie przeciwnika do spełnienia naszej woli. Wyprowadzenie konkretnych wytycznych z tej definicji napotyka w obecnej sytuacji na zasadnicze trudności, związane z trudnościami w określeniu istnienia oraz treści woli, a nawet bardziej fundamentalne — kim jesteśmy „my”? Sprawy nie ułatwia bynajmniej wszechobecny język poprawności politycznej, takoż koncentracja polskiej klasy politycznej na walce wewnętrznej, która przypominać może batalie langust toczone w restauracyjnym akwarium.

Na użytek bieżących rozważań należy przyjąć jakieś prowizorium. Skonstatujmy zatem, że Polska leży w nieprzyjemnym otoczeniu geostrategicznym, nie znajduje się jednak w stanie realnego konfliktu z sąsiadami, który czyniłby prawdopodobnym agonalny bój o życie, podobny do tego z roku 1792, 1920 czy 1939. Nie można jednocześnie wykluczyć całkowicie poważnego starcia się woli Polski z wolą któregoś z mocarstw ościennych (ze wskazaniem na wschodnie), skutkującego wzrostem napięcia. Jednocześnie Polska jest prawnie i politycznie zobowiązana do świadczeń militarnych na rzecz NATO i Unii Europejskiej, oczekując od nich wzajemności w razie kryzysu. Wynika z tego konieczność utrzymywania armii, która będzie miała jednocześnie poważną, choć z oczywistych względów niecałkowitą, zdolność do obrony własnego terytorium, a jednocześnie będzie dysponowała potencjałem w zakresie zadań ekspedycyjnych, których nie da się zbyć pogardliwym epitetem „wojny kolonialne”. Skutkiem jest pewien dualizm armii, albowiem to, co jest przydatne w Afganistanie czy Czadzie niekoniecznie będzie sprawowało się dobrze w wojnie obronnej Polski. Ponieważ jednak wojsko nie działa w sferze abstrakcji od kontekstu politycznego, nie można tego uniknąć.

 

Co było na końcu historii…

 

Polska wychodziła z epoki realnego socjalizmu z wojskiem uważanym obecnie za potężne. Faktycznie, w roku 1990 armia liczyła, już po niemałej redukcji ilościowej, ponad 260 000 żołnierzy, czołgi w 9 dywizjach zmechanizowanych w kosmicznej dziś liczbie 2830, 352 samoloty bojowe i masy innego sprzętu. Głębsza analiza rozwiewa jednak ten mit. Wojsko Polskie doby PRL-u było chronicznie niedoinwestowane, wysokie stany liczebne były utrzymywane za cenę potężnego udziału przestarzałego sprzętu — dość powiedzieć, że pamiętające II wojnę światową czołgi T-34/85, które jakąkolwiek poważną wartość bojową utraciły jeszcze w latach 50., były utrzymywane w dywizjach do roku 1985, większość czołgów w roku 1990 stanowiły niezmodernizowane T-55 o iluzorycznej już przydatności na polu walki, w linii w tymże roku nie było ani jednego pojazdu zdolnego nawiązać równorzędną walkę czy to z niemieckim Leopardem 2, czy sowieckim T-80U. Podobnie było w innych formacjach, w lotnictwie względną nowoczesność reprezentowało niewiele ponad 100 maszyn. W przeciwieństwie do Czechosłowacji czy NRD Polska nie rozpoczęła procesu zakupów nowych zestawów obrony przeciwlotniczej. Również struktury i siła jednostek odbiegały znacznie na niekorzyść od zalecanych przez Układ Warszawski. Przyczyny takiej sytuacji są zróżnicowane — swoje robiła słabość gospodarki PRL i kryzys, Związek Sowiecki traktował wasali nieufnie i dopuszczał do sprzedaży nowoczesne uzbrojenie z dużym opóźnieniem, w zubożonych wersjach, za to w wysokich cenach, wreszcie od czasu wykluczenia z wojska w latach 60. grupy ambitnych, a przy tym niezbyt prawomyślnych reformatorów, na jego czele stały osobowości o cechach niekoniecznie wybitnych również w zakresie profesjonalnym. Punkt wyjściowy był zatem niezwykle trudny.

 

Zmiany, zmiany…

 

W lata 90. WP wkraczało pod transparentem „Armia mniejsza, ale nowocześniejsza”. Faktycznie, mniejsza się stawała, liczebność pomału spadała, aby osiągnąć na koniec dekady niecałe 187 000 osób, jednak nowoczesność rosła głównie dzięki wycofywaniu najbardziej przestarzałego sprzętu i przyroście udziału procentowego tego, który był chociaż przeciętnie aktualny. W tym dziesięcioleciu, mimo od pewnego momentu nienajgorszej sytuacji ekonomicznej nie dokonywano bowiem żadnych zasadniczych modernizacyj, wyjąwszy wprowadzenie wprowadzenie do linii czołgów PT-91 i pozyskanie drogą barteru 10 ex-czeskich MiGów-29, uzupełniających stan tych maszyn we WLiOP. Świat tymczasem uciekał coraz bardziej dramatycznie. Można uznać, że dziesięciolecie zostało przespane.

 

Żywsze wiatry zaczęły wiać dopiero po roku 2000., kiedy to, po ustawowym zagwarantowaniu (jak się później okazało, nie do końca skutecznym) wydatków MON w wysokości 1,95% PKB przystąpiono do kilku poważnych programów modernizacyjnych, z których jedne, jak kluczowy dla obronności zakup nowych wielozadaniowych samolotów bojowych czy też nabycie nowych kołowych transporterów opancerzonych oraz przeciwpancernych pocisków kierowanych udało się doprowadzić do pomyślnego finału, inne, szczególnie dotyczące Marynarki Wojennej, utkwiły w martwym punkcie. Jednocześnie rosły faktyczne kwoty wydawane na obronność, z poziomu 1,22% w najgorszych latach 2001/2002 do 1,45% w 2007. Należy bowiem pamiętać, że budżet MON dźwiga m.in. poważny garb emerytalny, stanowiący ok. 20% całych wydatków ministerstwa. Bardziej szczegółowy opis obecnego stanu WP zawiera dalsza część tekstu.

 

Cały czas trwały redukcje liczebne, następowała przy tym istotna reforma strukturalna, zwiększał się przy tym udział żołnierzy zawodowych. W ostatnim roku poboru wynosił on 62% przy stanie nieco przekraczającym 129 000, podczas gdy w roku 1990 było ich zaledwie 35%. Rozformowywano przy tym kolejne jednostki, likwidowano garnizony… Bardzo istotną cezurą był tu rok 2008, kiedy podjęto decyzję o profesjonalizacji armii.

 

Niestety, w tym samym czasie naruszono stabilność finansowania obronności, uzasadniając to kryzysem finansowym. W roku 2008 wydatki MON spadły do 1,66 % PKB — „kryzysowo” zablokowano 3 miliardy złotych, w roku kolejnym faktyczne niedofinansowanie w stosunku do założeń ustawowych wzrosło do aż 5,2 mld złotych (chociaż kreatywna księgowość miała wykazać, że wartość ta wynosiła 2 mld). Jednocześnie czynione są zakusy na ustawową gwarancję wysokości finansowania.

 

Jak przy tych niewesołych podstawach finansowych wygląda teraźniejszość i perspektywy polskiej armii?

 

Co możemy mieć?

 

W tym aspekcie sprawa jest dość prosta. Limity polskiego potencjału zbrojnego określa Traktat o Konwencjonalnych Siłach Zbrojnych w Europie (CFE). Są one następujące: 234 000 żołnierzy, 460 samolotów bojowych, 130 śmigłowców bojowych, 1730 czołgów, 2150 bojowych wozów opancerzonych, 1610 dział kalibru powyżej 100 mm. Wyprzedzając nieco tok rozumowania można powiedzieć, że WP posiadające takie ilości nowoczesnego sprzętu byłoby europejskim mocarstwem konwencjonalnym. Wartości te zostały bowiem określone jeszcze w epoce armii masowych, kiedy np. w Polsce królowały MiGi-21, T-55 czy działa pamiętające generalissimusa Stalina. Od 1990 we wszystkich europejskich siłach zbrojnych zaszły gigantyczne redukcje ilościowe, np. Niemcy z dozwolonych 4166 czołgów mają obecnie około… 400, a planowane są kolejne redukcje. Wyjątkiem była tu armia rosyjska, utrzymująca gigantyczne stany liczebne na przykład w zakresie broni pancernej, jednak sprawność tego sprzętu była nad wyraz wątpliwa i ostatnie decyzje idą raczej ku wysłaniu starych, niesprawnych pojazdów na złom. Można więc ze spokojem orzec, że stan prawny w zakresie umów międzynarodowych jest całkowicie zadowalający i nie istnieje potrzeba nawet rozważania jego rewizji.

 

Który rodzaj wojska jest najważniejszy?

 

Przy ograniczonych siłą rzeczy środkach budżetowych nie da się uciec przed takimi rozważaniami. 1,95% PKB przeznaczone na obronność to wbrew pozorom niewiele, szczególnie że na zakupy sprzętu przeznaczanych jest ok. 20% całego budżetu ministerstwa, nie wolno zapominać o garbie emerytalnym, który poważnie zmniejsza faktycznie dostępne kwoty. I tak kluczowe programy muszą być realizowane ze środków specjalnych: tylko tak mógł powieść się zakup F-16, takie narzędzie będzie konieczne przy modernizacji obrony przeciwlotniczej, jedynie w ten sposób może się udać zrewitalizować Marynarkę Wojenną. Nic dziwnego: specjaliści wojskowi konfrontując przewidywane środki budżetowe z potrzebami modernizacyjnymi na lata 2009-2018 orzekli że niedobór wyniesie, bagatela, 150 miliardów złotych. Jednak, skoro kołdra jest tak krótka, trzeba położyć nacisk na któryś z rodzajów broni. Autor na podstawie analizy konfliktów w Serbii, Gruzji, a także Iraku żywi głębokie przekonanie, że tymi rodzajami są lotnictwo i obrona przeciwlotnicza. Zdają się one być szczególnie predestynowane do odparcia czy uniemożliwienia przeprowadzenia krótkiej kampanii interwencyjnej, zachowują również decydujące znaczenie przy ewentualnej długotrwałej wojnie pełnoskalowej. Siły powietrzne mogą realizować najszerszy zakres zadań — obrazowo mówiąc, ten sam F-16 o godzinie 6-tej może lecieć na przechwycenie rosyjskich samolotów nad Krakowem, o 14-tej niszczyć infrastrukturę transportową pod Smoleńskiem, a o 20-tej dokonać dekompozycji kolumn pancernych pod Suwałkami. Warunkiem sine qua non opanowania terytorium jest osiągnięcie panowania powietrznego nad nim — bez tego nie ma co marzyć o działaniach wojsk lądowych, łatwych do wykrycia przez powietrzne systemy rozpoznawcze, skrajnie uzależnionych od wrażliwego na zniszczenie zaplecza logistycznego, kolumn transportowych dowożących wszelkiego rodzaju zaopatrzenie niezbędne w ogromnych ilościach itp. Lotnictwo pozwala ponadto na wypełnianie zadań w ramach zobowiązań sojuszniczych przy w miarę niewielkich kosztach politycznych i ludzkich — pod myśliwiec trudno podłożyć improwizowane urządzenie wybuchowe, ponadto doświadczenia bojowe zdobyte w konfliktach kolonialnych przez lotników wydaje się być stosunkowo najbardziej wartościowe — co prawda przeciwdziałanie przeciwnika jest niewspółmierne do spotykanego przy konflikcie symetrycznym, jednak atak na cel naziemny z zastosowaniem uzbrojenia precyzyjnego będzie w miarę podobny do wykonywanego w trakcie wyobrażalnej wojny z którymś sąsiadów. Służba patrolowo-eskortowa raczej nie... Obrona przeciwlotnicza z kolei siłą rzeczy utrudnia nieprzyjacielskim siłom powietrznym osiągnięcie scharakteryzowanego powyżej panowania nad Polską, może również utrudnić wykonywanie zadań przez armijne środki rażenia szczebla taktycznego czy operacyjnego, czyli pociski rakietowe krótkiego i średniego zasięgu.

 

Jaki model armii

 

W dyskusjach na ten temat ściera się kilka zasadniczych stanowisk. Istnieją zwolennicy armii zawodowej, wojska mieszanego, określanego w uproszczeniu jako poborowe, wreszcie grupa niestrudzonych głosicieli masowej, taniej armii terytorialnej. Złożone zagadnienie „zawodowcy czy pobór” zostało omówione gdzie indziej tak przez autora niniejszego tekstu, jak i osoby dużo bardziej odeń kompetentne. Według autora długi konflikt pełnoskalowy nie jest akurat tym, co stanowiłoby wielkie zagrożenie w wyobrażalnym horyzoncie czasowym, więc problem ten nie jest faktycznie decydujący — możliwe zadania może wypełnić zarówno sensownie zorganizowana, finansowana i uzbrojona armia profesjonalna, jak i wojsko poborowe, pod podobnymi warunkami. A gdyby taki konflikt miał zaistnieć, w polskiej sytuacji i tak rezerwiści mogą niewiele pomóc, przegrana bitwa graniczna (przy rozumieniu granic w sensie largo) spowoduje z uwagi na sprzyjające ruchom wojsk ukształtowanie powierzchni kraju i stosunkowo przecież niedużą wielkość, pozwalającą nieprzyjacielskiemu lotnictwu na osiągnięcie celów na całym obszarze, rychły jego upadek. Kilka słów należy się jeszcze problemowi obrony terytorialnej i armii partyzanckiej, której orędownikiem jest Romuald Szeremietiew i która nieraz pojawia się w publicystyce i polemikach. Dobrze pojęta obrona terytorialna może stanowić bardzo wartościowe uzupełnienie armii „ciężkiej”, operującej skomplikowanym i drogim sprzętem. Jednak pojawiająca się czasem gdzieniegdzie, zniekształcona, z lekka maoistowska koncepcja „weźmy dwa miliony chłopa, dajmy każdemu po Kałachu, kupmy parę Stingerów — nikt nie wejdzie; po co nam czołgi, po co samoloty!” wydaje się być kompletną aberracją. Widać to już po argumentach z Afganistanu, Somalii i Czeczenii (przytaczanych notabene także przez poważnych autorów), pomijających już nawet nie tyle zagadnienie pewnych różnic w ukształtowaniu terenu tamtych krain i Polski, ale zasadniczy problem cywilizacyjny: Afgańczyk, któremu zrujnuje się dom pójdzie mieszkać do lepianki czy jaskini, w niewiele gorszych warunkach niż wcześniej. Polak pozbawiony przez bombardowanie prądu, a wskutek tego kablówki i dostępu do Farmville na Facebooku może zacząć przemyśliwać o samobójstwie. Ma to bardzo konkretne konsekwencje: w czasie wojny o Kosowo nieźle uzbrojeni, doświadczeni i bitni Serbowie na lądzie mogli sprawić wojskom NATO pewne problemy. Dlatego kraj ten zmuszono do klasycznego spełnienia woli napastników przez bombardowania prowadzone za pomocą broni precyzyjnej z wysokości 5 km. Na takie dictum nawet 5 milionów chłopa z Kałasznikowami i kilkoma tysiącami Stingerów stanowi marną odpowiedź. Niestety, wojsko musi mieć kosztujące po niemal 100 milionów dolarów za sztukę myśliwce, czołgi po kilka milionów itp. Ponadto z armią „partyzancką” wiąże się mniej czy bardziej explicite wyrażone założenie, że konflikt będzie się odbywał w głębi terytorium Polski. Autor żywi głębokie przekonanie, że Polska kolejnej fali destrukcji infrastruktury, kultury materialnej i rzezi obywateli, ze szczególnym uwzględnieniem elit, nie przeżyje. Wojna jest ciągiem dalszym polityki, prowadzonym innymi środkami, więc zadaniem tej drugiej jest niedopuszczenie do toczenia pierwszej w skrajnie niekorzystnych warunkach, przy pewności porażki. Niestety, może się to wiązać z koncesjami czy zmianami sojuszy wbrew woli i sentymentom, jeżeli jednak ma być to ceną biologicznego i historycznego przetrwania, warto ją zapłacić.

 

Co mamy

 

Polska dysponuje obecnie armią zawodową liczącą około 100 000 żołnierzy, którą mają wspierać tworzone obecnie z trudem docelowo 20-tysięczne Narodowe Siły Rezerwowe. Omówmy może pokrótce główne rodzaje broni.

 

Lotnictwo odebrało dostawę F-16C/D Block 52+ (odpowiednio 36/12 maszyn), które wspierają MiGi-29/UB (27/7) i Su-22M4/UM3K (37/7). F-16 (mimo bzdurnych stygmatów „gratów z lat 70.”, „psujących się wraków” itp.) stanowią sprzęt w pełni wartościowy, są wręcz jednymi z najnowocześniejszych i odznaczających się największymi możliwościami maszyn tej klasy w Europie. Gorzej z 34 MiGami-29, możliwości bojowe samolotów nabytych pod koniec istnienia PRL czy też pozyskanych z Czech i Niemiec nie zwiększyły się w istotny sposób od końca lat 80. — obecnie są to samoloty bardzo przestarzałe, o niewielkim potencjale w zakresie walki powietrze-powietrze z zakresie BVR, dość dużym w walce manewrowej, ale prawie żadnym w dziedzinie powietrze-ziemia, operujące w dodatku ze starym uzbrojeniem o wątpliwej jakości; modernizacja ich jest technicznie możliwa, ale trudna politycznie (problem producenta — Rosji…). Maszyny te miały zniknąć z linii po roku 2018, jednak prawdopodobnie zostaną poddane pewnej modernizacji, która jednak nie zwiększy skokowo ich możliwości. Ponad 25-letnie, niezmodernizowane Su-22 miała czekać w ciągu najbliższych lat złomowisko albo sprzedaż za granicę — i wydawało się, że to najlepsze, co z nimi w tej chwili można zrobić. Moment na ich modernizację został przespany w latach 90. Jednak najnowsze informacje wskazują na to, że również część tych maszyn ma zostać zmodernizowana. Ogólnie rzecz biorąc jednak stan lotnictwa, dzięki wprowadzeniu do służby F-16 i osiągnięcie przez nie wstępnej gotowości bojowej, można określić jako w miarę przyzwoity, jednak obraz zaciemniają coroczne problemy dotyczące przydziału paliwa, które utrudniają utrzymanie właściwej gotowości bojowej oraz osiągnięcie przez pilotów wymaganych nalotów, a także przestarzałość samego systemu szkolenia.

 

Wojska Obrony Przeciwlotniczej Sił Powietrznych dysponują w zakresie dalekiego zasięgu 12 wyrzutniami rakiet S-200 Wega (250 km). Za zasięg krótki odpowiada 60 wyrzutni S-125 Newa SC (25 km). Wojska Obrony Przeciwlotniczej Wojsk Lądowych mają 80 wyrzutni rakiet 2K12 Kub (24 km) i 64 zestawy 9K33 Osa (10,5 km). Obie gałęzie OPL są uzupełniane przez przenośne zestawy rakietowe Grom i Strzała-2M i działami plot kalibrów 57 oraz 23 mm. Zasadniczy problem polega na tym, że wszystkie wymienione typy wyrzutni rakiet, sprzęt sowiecki o korzeniach sięgających lat 60. a nawet 50., mimo modernizacyj, które dotyczyły zestawów Newa, Kub i Osa, będą musiały zostać niedługo wycofane. Wegi mają zniknąć do roku 2016, Newy — do 2018, Kuby — do 2017, jedynie Osy posłużą nieco dłużej, do 2021. Sytuację pogarsza jeszcze fakt zestarzenia środków bojowych — pocisków rakietowych. Niestety, wyniki prób poligonowych są tu nierzadko mało optymistyczne, pocisków, mimo przejścia przez nie weryfikacji, nie można nieraz odpalić bądź doznają one awarii.

 

Jedynym obok F-16 optymistycznym, niezwykle przy tym ważnym, akcentem jest dobry stan sieci radarowej, opartej o spełniające wszelkie wymogi stacje tak polskie (polskiej produkcji NUR-12M oraz TSR-15), jak i rozlokowane na terenie kraju NATO-wskie, a także istnienie nowoczesnych zautomatyzowanych systemów dowodzenia i kierowania oraz łączności i wymiany danych, w szczególności systemu Dunaj oraz planowanego zautomatyzowanego systemu dowodzenia i kierowania walką, pracującego w protokole Link-11B. Jako całość obrona przeciwlotnicza wygląda jednak bardzo źle i, jako newralgiczny rodzaj broni, stanowi najsłabsze ogniwo polskiego systemu obronnego. Stawienie przez nią czoła ewentualnemu napadowi z powietrza byłoby niezwykle trudne.

 

Zasadniczą siłę Wojsk Lądowych, liczących 3 dywizje i 4 samodzielne brygady, stanowi 900 czołgów, wśród których realną wartość bojową ma 128 Leopardów 2A4 oraz 232 PT-91 (należy pamiętać, że ilości te są teoretyczne, liczba sprawnych jest faktycznie mniejsza); pozostałe T-72M1/M1Z są już bardzo przestarzałe i bez modernizacji mogłyby spełniać jedynie zadania pomocnicze. Jednak nawet oba typy wartościowe wymagają zasadniczego zwiększenia potencjału bojowego — w przypadku Leopardów głęboki jej zakres pozwoliłby uzyskać pojazdy całkowicie spełniające wymagania pola walki 2. i 3. dekady XXI wieku. Problem w tym, że nie tylko modernizacja tych pojazdów nie jest na razie planowana, ale nie została do nich zakupiona nawet nowoczesna amunicja przeciwpancerna. Potencjał  modernizacyjny PT-91, polskiej pochodnej T-72, jest niestety zdecydowanie mniejszy i pojazdy te, jeśli WL myślą poważnie o utrzymaniu w linii 400 wartościowych czołgów, zgrupowanych w czterech brygadach pancernych, będą musiały rychło zostać zastąpione nowym typem. Pojazdy te wspiera 1597 wozów bojowych (we wspomnianych brygadach pancernych oraz sześciu zmechanizowanych), z których 300 KTO Rosomak (zamówionych zostało 890) to sprzęt bardzo nowoczesny i wartościowy. Kilkaset gąsienicowych BWP-1 stanowi jednak niestety już w zasadzie jeżdżący złom, z zupełnie nieefektywnym uzbrojeniem i słabym opancerzeniem.

 

Orszak bogini wojny, artylerii, tworzy 106 armatohaubic samobieżnych 152 mm wz.77 Dana, 524 również samobieżne haubice 122 mm 2S1 Goździk, 24 z 36 zamówionych nowoczesnych, odznaczających się dużymi możliwościami bojowymi wyrzutni rakietowych 122 mm WR-40 Langusta, a także 194 starych BM-21 (które jednak można modernizować do standardu WR-40) i 30 nieco nowszych RM-70. Stan artylerii lufowej jest bardzo zły, relatywnie nowe Dany strzelają przestarzałą amunicją o małej donośności, ledwie 18,5 km, podczas gdy normą dla nowoczesnych dział NATO-wskiego kalibru 155 mm jest 30-40 km — takie parametry ma armatohaubica Krab, której dostaw wojsko nie może się jednak doczekać. Działa 2S1 są przestarzałe i całkowicie nieperspektywiczne.

 

Dzięki zakupowi PPK Spike nienajgorzej wygląda zagadnienie obrony przeciwpancernej WL, chociaż w różnych konfiguracjach pokutują jeszcze całkowicie przestarzałe sowieckie zestawy Malutka.

 

Spośród 143 śmigłowców Lotnictwa Wojsk Lądowych w ciągu najbliższych kilku lat zajdzie konieczność znalezienia następców dla 32 szturmowych Mi-24, których próba modernizacji nie powiodła się, a także 33 wielozadaniowych Mi-8/17. 

 

Ogólny stan wojsk lądowych, tak liczebny, jak i sprzętowy, jest w miarę zadowalający, pozwala myśleć o efektywnym działaniu, programy modernizacyjne są realizowane w dość szerokim zakresie, braki i luki wydają się być dość łatwe do usunięcia. Warto przy tym zwrócić uwagę na sprawę kluczową, acz nieefektowną w porównaniu z kolumnami czołgów i nieraz umykającą uwadze czyli systemy bezpiecznej i szybkiej łączności teleinformatycznej, wspomagania dowodzenia, zobrazowania i zarządzania polem walki (określane magicznym skrótem C4ISR) a także odpowiednie procedury, stanowiące układ nerwowy armii. W tym zakresie szczęśliwie zrobiono bardzo dużo, wdrażając nowe radiolinie, aparatownie oraz oprogramowanie sterujące komunikacją oraz inne wyposażenie. Armia polska konsekwentnie dąży do stworzenia w pełni zintegrowanego systemu C4ISR, wdrożyła NATOwskie procedury operacyjne, co radykalnie zwiększyło jej możliwości bojowe i już na obecnym etapie, mimo pewnych braków w zakresie środków wykrywania, powinno zagwarantować, że w razie ewentualnego konfliktu nie rozsypie się na podobieństwo armii Gruzji w 2008.

 

Najsmutniejszy obraz przedstawia chronicznie niedofinansowana Marynarka Wojenna. W jej skład wchodzą m.in. 2 ex-amerykańskie fregaty typu OHP, 2 korwety rakietowe typu 1241, 3 małe okręty rakietowe projektu 660, 1 duży okręt podwodny typu 877 i 4 małe, ex-norweskie okręty podwodne typu „Kobben”. Niestety, fregaty są bardzo zużyte, mają niesprawne radary i systemy walki, a także są praktycznie pozbawione uzbrojenia; nadają się praktycznie wyłącznie do szkolenia; korwety typu 1241 są zupełnie przestarzałe, okręty typu „Kobben” powinny być wycofywane już od 2008 (ostatni w 2012). Jedynak typu 877, „Orzeł” ma mimo doskonałego stanu kadłuba nieefektywne już systemy walki oraz uzbrojenie. Jedynym jasnym punktem są jednostki typu 660, przenoszące nowoczesne pociski rakietowe RBS-15. Mająca stanowić przyszłość MW korweta „Gawron“ (pierwszy okręt z serii liczącej według założeń 7 jednostek) po 9 latach od rozpoczęcia budowy jest jedynie kadłubem, bez uzbrojenia i wyposażenia, a nawet realnych szans pozyskania go w sensownym czasie z uwagi na brak pieniędzy — budowa prowadzona miała być „bezinwestycyjne”, co stanowi niezaprzeczalny wkład polskiego MON w teorię zarządzania obronnością, a być może i ekonomii. Najprawdopodobniej doczekamy się jakiejś modernizacji fregat, jednak nie przez wymianę systemów rozpoznania, kierowania walką i uzbrojenia, a próbę odbudowy sprawności obecnych, bardzo już przestarzałych. Utrata znaczenia przez Marynarkę Wojenną spowoduje, obok niemożności realizacji zobowiązań sojuszniczych w ramach NATO, zmniejszenie zdolności odpornej wobec działań desantowych, ułatwi uderzenia z morza na obiekty znajdujące są na terenie kraju (przy czym nie chodzi tu o samo wybrzeże, ale, przy zasięgach powszechnie dostępnych pocisków rakietowych, wynoszących 200 i więcej kilometrów, jego głębię), zwiększy wreszcie wrażliwość na blokady morskie, a w razie wojny uniemożliwi dowóz zaopatrzenia drogą morską.

 

Co mieć powinniśmy i co mieć (być może) będziemy

 

Analizy dotyczące pożądanej liczebności lotnictwa w ciągu ostatniej dekady wykazują stopniowy spadek oczekiwań. Na początku lat 00. eksperci głosili, że PSP powinny mieć 160, a nawet 192 wielozadaniowe samoloty bojowe. Obecnie za docelowe optimum uznaje się liczbę 96–112 maszyn w 16-samolotowych eskadrach. Niestety, mimo składanego jeszcze w ubiegłym roku przez dowództwo lotnictwa zapotrzebowania na 32 nowe wielozadaniowe samoloty bojowe w celu wypełnienia luki po wycofywanych Su-22 w programie 2009-2018 nie przewidziano na to żadnych środków, substytutem nowych samolotów bojowych miało być do tego czasu 16 maszyn LIFT (szkolno bojowych, z wymaganą możliwością przenoszenia zaawansowanego uzbrojenia). Jednak przetarg, którego praktycznie pewnym zwycięzcą był koreańsko-amerykański KAI T-50P został właśnie anulowany, MON ma do niego powrócić po zmianie wymagań w taki sposób, aby w ich efekcie pozyskać maszynę szkolną, z li tylko fakultatywnymi możliwościami bojowymi. Ponieważ w obecnej sytuacji polityczno-finansowej szanse na zakup kolejnej partii WSB wydają się być zerowe, wygląda na to, że w trzecią dekadę stulecia PSP wejdą z trzema eskadrami F-16C/D (które zaczną się już powoli starzeć), dwiema eskadrami MiGów-29, z których część poddana zostanie niezbyt głębokiej modernizacji, które radykalnie nie zwiększą ich możliwości bojowych, ale miejmy nadzieję, że chociaż je odbudują, np. dzięki zastosowaniu nowszego, jeśli nie konstrukcyjnie to chociaż kalendarzowo, uzbrojenia rakietowego, oraz prawdopodobnie kolejnymi dwiema latającymi na Su-22, które mają zostać również zmodernizowane, prawdopodobnie w zakresie niewiele szerszym niż przedłużenie resursu i zabudowa nowych środków łączności. Wydaje się, że armia ze względów polityczno-propagandowych zamierza za wszelką cenę utrzymać odpowiednią liczbę eskadr, aby później negocjować wymianę ich sprzętu, może np. za cenę rezygnacji z jednej eskadry, sprzedanej PR-owo jako redukcja, a nie narażać siebie i życzliwe, miejmy nadzieję, czynniki decyzyjne na zarzuty forsowania zbrojeń i popadania w militaryzm (wyobraźmy sobie pełne zgrozy tytuły w prasie jamajskiej, np. „Zagrożenie dla stabilności w Europie! Polska formuje nowe eskadry myśliwców bombardujących”!). Wszystko to jednak nastąpi zapewne już w ramach kolejnego programu modernizacji technicznej sił zbrojnych, który zapewne zacznie obowiązywać po roku 2018. Trudno obecnie wskazać następców MiGów i Suchojów, mogą nimi być F-35, Typhoon, Rafale albo Gripen (z wyjątkiem pierwszego typu wchodziłyby w grę maszyny nowe lub używane), zapewne rozważana będzie opcja nabycia używanych F-16C/D, nie można wykluczyć i kandydatur bardziej egzotycznych, jak koreański F/A-50 (a może stanowiący obecnie studium KF-X, jeśli przyoblekanie się w ciało?), przy zmianie orientacji geopolitycznej nie da się wykluczyć maszyn rosyjskich czy chińskich...

Słowo komentarza do samych liczb: w sytuacji redukcji przez Niemcy docelowego zamówienia na myśliwce Eurofighter Typhoon do zaledwie 137 egzemplarzy PSP liczące np. 192 nowoczesne WSB miałyby status europejskiej potęgi. Jednak nawet 112 samolotów stanowiłoby znaczącą siłę, biorąc pod uwagę fakt, że siły powietrzne najbardziej prawdopodobnego przeciwnika, czyli Rosji, w ciągu nadchodzącej dekady otrzymają 48 Su-35, być może kolejnych 24-48 w ramach następnego kontraktu, który byłby realizowany po roku 2015, kilkadziesiąt z planowanych 120 Su-34, prawdopodobnie pierwsze myśliwce nowej generacji PAK FA/T-50. W ciągu minionych dwu dekad Rosjanie nie kupowali niemal żadnych samolotów ani ich nie modernizowali w znaczącym zakresie, co sprawia, że teoretycznie bardzo liczne floty Su-27, MiG-ów-29 i Su-24 będą musiały trafić niedługo na złom, a docelowy realny stan Wojenno-Wozdusznych Sił Rosji będzie wynosił prawdopodobnie ok. 350-400 maszyn, które będą musiały zajmować się obroną całego gigantycznego terytorium, a w razie wojny z Polską działać w strefie rażenia obrony przeciwlotniczej kraju.

 

W tym miejscu należy powrócić do środków zwiększających świadomość sytuacyjną. W tym zakresie powinny pojawić się umożliwiające uzyskanie przewagi informacyjnej i ułatwiające dowodzenie samoloty wczesnego ostrzegania, choćby z popularnym radarem Erieye, w liczbie kilku sztuk, niestety brak takich planów, mimo pewnych rozważań i przymiarek. Częściowo rekompensuje to działanie na rzecz Polski NATO-wskich AWACSów E-3A. Niedostatek (praktycznie brak) rozpoznawczych bezpilotowych środków latających ma zostać uzupełniony przez zakup do 2018 14 systemów średniego (250 km) i bliskiego (100 km)… Dobre i to. Bardzo przydatne systemy lotniczej obserwacji powierzchni ziemi i obiektów ruchomych klasy JSTARS niestety nie pojawią się w PSP, a rząd w ubiegłym roku wycofał się wręcz z NATOwskiego projektu Alliance Ground Surveillance, mającego zapewnić sojuszowi skokowy wzrost świadomości sytuacyjnej dzięki wielkiej rozbudowie systemu obserwacji obiektów naziemnych z powietrza… Warte pozyskania są zbiornikowce powietrzne, PSP zabiegają o dwie takie maszyny, przyszłość pokaże, z jakim skutkiem.

 

W dziedzinie obrony przeciwlotniczej wiadomo tyle, że zmiany są konieczne. Symulacja z roku 2008 zakładała, że do sprostania zagrożeniom niezbędne będą:

 

1. Brygada Rakietowa Obrony Powietrznej z 6 dywizjonami rakietowymi (bateria rakiet bliskiego zasięgu (25 km) + bateria artyleryjsko-rakietowa, złożona z przenośnych zestawów rakietowych i zestawów artyleryjsko-rakietowych), przeznaczona do obrony baz powietrznych;

 

3. Brygada Rakietowa z 6 dywizjonami rakietowymi (bateria rakiet średniego zasięgu (100 km), bateria rakiet bliskiego zasięgu, bateria artyleryjsko-rakietowa) do obrony kluczowych obiektów;

 

61. Pułk Rakietowy OP z 2 dywizjonami rakiet średniego zasięgu po 3 baterie każdy;

 

78. Pułk Rakietowy OP z 2 dywizjonami rakietowymi dalekiego zasięgu (bateria rakiet dalekiego zasięgu, bateria rakiet bliskiego zasięgu, bateria artyleryjsko-rakietowa).

 

Dywizjony dalekiego zasięgu zostałyby zapewne wyposażone w pociski rakietowe klasy THAAD i zapewniałyby obronę przed pociskami balistycznymi.

 

Niestety, ten model został uznany za nierealny ze względów ekonomicznych. Na obecną chwilę wiadomo tylko tyle, że potrzeby nawet po korekcie wynoszą przynajmniej 12 (a nawet 15 lub 20) miliardów złotych, podczas gdy w programie 2009-2018 zarezerwowano raptem 2,5 miliarda. Można przewidywać, że w walce o kontrakt na kluczowe zestawy średniego zasięgu rywalizacja będzie rozgrywać się między wyrzutniami Aster 30 (francuskiej firmy MBDA) a amerykańskimi Patriotami, nowymi bądź używanymi (euroamerykański zestaw MEADS, który mógłby współzawodniczyć z wcześniej wymienionymi, padł ofiarą cięć budżetowych w rozwijających go USA i Niemczech).

 

Wojska lądowe powinny przeprowadzić modernizację Leopardów, zastąpić PT-91 innym pojazdem, nowym bądź używanym, wprowadzić na miejsce BWP-1 nowy gąsienicowy bojowy wóz piechoty (np. na bazie nowej platformy z Bumaru) kontynuować zakup Rosomaków. Niestety, w programie 9-letnim pewne jest jedynie ostatnie zadanie, prace nad BWP prawdopodobnie zostaną sformalizowane jako 15. program operacyjny planu, nad nowym czołgiem mogą być prowadzone jedynie prace koncepcyjne. Konieczne jest zdecydowane zwiększenie donośności środków rażenia działających na rzecz wielkich jednostek i na szczeblu operacyjnym — szczęśliwie program zakłada pozyskanie wieloprowadnicowych wyrzutni dalekiego zasięgu (300 km) w ramach programu Homar i w końcu zakup Krabów (deklarowano przynajmniej 48 sztuk), a także armatohaubic samobieżnych na podwoziu kołowym Kryl; oba te wzory mają już strzelać inteligentną amunicją o donośności zwiększonej do 60-70 km (oczywiście dla wykorzystania takich parametrów niezbędne będą rozpoznawcze bsl-e, uzasadniają one również posiadanie systemów obserwacji powierzchni ziemi których jednak, jako się rzekło nie będzie). Zarezerwowano również dość znaczne środki na zakup nowych śmigłowców.

 

Najbardziej zawikłana sytuacja dotyczy Marynarki Wojennej. Eksperci nie są zgodni, jaki powinien być jej kształt docelowy. Najbardziej odważni postulują budowę floty w składzie: 4-5 okrętów podwodnych (o większej autonomiczności niż „Kobbeny”), 3-4 fregaty ze śmigłowcami, 6-8 korwet, 6-8 oceanicznych trałowców/niszczycieli min, 1 okręt logistyczny, 1-2 transportowce (z opcją stawiania min), 2-3 okręty ratownicze, 6-8 morskich samolotów patrolowych, 16-18 śmigłowców ZOP (bazowe+pokładowe). Tę wysuniętą w 2006 propozycję jej autor, publicysta i komandor w stanie spoczynku Krzysztof Kubiak, uzasadniał przekonująco koniecznością obrony polskich i unijnych interesów ekonomicznych na dalekich akwenach, zagrożonych przez piractwo lub nowoczesne, ukryte korsarstwo, eskortowania statków z materiałami strategicznymi itp. W miarę realne plany ministerstwa zakładają jednak zaledwie dokończenie do 2017 jednej korwety (przy takim tempie budowy jej koszt może być niestety niemal porównywalny z wielkim niszczycielem) i przynajmniej rozpoczęcie procedury pozyskania jednego okrętu podwodnego. Nawet jeżeli propozycję kmdr. Kubiaka uznamy za zbyt daleko idącą i nierealną ekonomicznie, plany ministerialne de facto spowodują utrwalenie degradacji Marynarki. Skromnym zdaniem autora powinno się w ogóle zrezygnować z dokańczania „Gawrona”, nabyć 2-3 fregaty o wyporności rzędu 5000 ton (np. francuskie FREMM), kilka (ok. 4) korwet mniejszych niż „Gawron”, a także 3 nowe średnie okręty podwodne (wyposażone w napęd niezależny od powietrza i pociski rakietowe przystosowane do rażenia celów lądowych) i jednostki pomocnicze. Pozwoliłoby to na uzyskanie pewnej elastyczności PMW i przyzwoitej siły bojowej.

 

W tym miejscu należy powrócić do kwestii profesjonalizacji armii. Wspomnieliśmy powyżej o trudnych uwarunkowaniach finansowych. Ocenia się, że w przypadku faktycznej profesjonalizacji, wiążącej się ze znacznym wzrostem kosztów osobowych (wojsko musi konkurować na rynku pracy…), liczebność armii musi przy zachowaniu poprzedniego poziomu wydatków zostać w celu uzyskania odpowiedniej efektywności bojowej zmniejszona przynajmniej o połowę. Żołnierz profesjonalny ma być przecież intensywniej szkolony, co wiąże się z wydatkami na paliwo, amunicję itp., dysponować nowocześniejszym sprzętem. Tymczasem w Polsce nadal nie ma pieniędzy na sprzęt, paliwo, amunicję w odpowiedniej ilości. Pojawiają się ponadto opinie kwestionujące sam sposób wykonywania reformy na szczeblu podstawowym i zaangażowanie kandydatów do służby zawodowej. Bardzo możliwe, że Polska uzyskała nie armię faktycznie profesjonalną, a li tylko uzawodowioną, dziedziczącą wady armii zawodowej (koszty, brak uzupełniania rezerw ludzkich) i poborowej (gorsze wyszkolenie, uzbrojenie i efektywność). Jedną z dróg wyjścia z tej sytuacji byłoby zwiększenie wydatków na obronność do poziomu nawet 3% PKB, umożliwiające sprawne funkcjonowanie armii 100-tysięcznej. Przy braku realności politycznej tego rozwiązania pozostaje drugie, bardzo kontrowersyjne: kolejna redukcja, do zaledwie 60 – 70 tysięcy ludzi. Utrudniająca zapewne wypełnienie wielu zadań — wystawienie jednostek ekspedycyjnych, pomoc w sytuacjach kryzysowych, jednak dająca wojsko faktycznie dobrze wyposażone i wyszkolone, profesjonalne w pełnym tego słowa znaczeniu.

 

Przemysł obronny

 

Na krótkie z uwagi na ograniczenia objętościowe zasługuje również problematyka krajowego zaplecza przemysłowego wojskowości, stanowiącego istotny (aczkolwiek teoretycznie niekonieczny, istnieją przecież kraje importujące niemal wszystko, do ostatniej śrubki) element potencjału obronnego. Może ono być również stymulatorem rozwoju gospodarczego, inkubatorem nowych technologij (w przypadku Polski, dodajmy, jednym z nielicznych), wreszcie ma poważne funkcje społeczne. Podobnie jak w przypadku wojska, obecna sytuacja przemysłu została w dużej mierze określona przez historię. W czasach PRLu produkował on szeroki asortyment uzbrojenia: pełen praktycznie zakres broni strzeleckiej, czołgi (acz bez ważnego elementu w postaci armat), pojazdy pomocnicze, śmigłowce oraz samoloty szkolno-bojowe, amunicję, okręty desantowe, urządzenia radiolokacyjne. Ze smutkiem trzeba stwierdzić, że również tu opowieści o bajecznym rzekomo potencjale nie mają zbytniego pokrycia w faktach. Zdecydowana większość wzorów była produkowana na licencjach sowieckich, umowy na które co prawda pozwalały na dostosowanie do lokalnych możliwości wytwórczych, tzw. polonizację, jednak rygorystycznie ograniczały możliwość prowadzenia prac rozwojowych. Licencje dotyczyły oczywiście zwykle wzorów zubożonych w stosunku do tego, co produkował dla siebie Związek Sowiecki, o ile w przypadku karabinka Kałasznikowa nie dało się tego zrobić, o tyle już w przypadku czołgu T-72 i owszem, licencjobiorca nie otrzymywał nowoczesnych technologij produkcji pancerza. Produkcja była spora, eksport poza Układ Warszawski niemały, jednak kierowano go do odbiorców mało wymagających, w dodatku bez osadzenia w rachunku ekonomicznym. Sowieci zezwalali na samodzielny rozwój sprzętu, którego produkcją sami nie byli zainteresowani, stąd na przykład samolot szkolno-treningowy TS-11 Iskra. Cóż z tego, skoro uzyskany tu potencjał bywał zaprzepaszczany, jak w przypadku lotnictwa właśnie i kasacji ambitnego programu naddźwiękowego samolotu szkolno-bojowego TS-16 Grot... Efekt był taki, że schedę po PRLu stanowiły zakłady produkujące sprzęt zwykle niezbyt nowoczesny, w dodatku w fatalny sposób rozproszone organizacyjnie. Przykładem niech będzie przemysł lotniczy i niezależne PZL Mielec (samoloty szkolno-bojowe i lekkie transportowe), PZL Okęcie (samoloty rolnicze, sportowe szkolne), WSK Świdnik (śmigłowce), dwa mniejsze PZL-e silnikowe, a ponadto niezależne wojskowe zakłady lotnicze (WZL), wykonujące bieżącą obsługę i remonty maszyn wojskowych. W tej sytuacji utrzymanie się wielu z tych podmiotów na rynku po zmianie sytuacji ekonomiczno-politycznej stało się niepodobieństwem, kolejne resorty gospodarki nie pomagały (prominentne postaci dążyły wręcz do likwidacyjnej wyprzedaży całej zbrojeniówki) MON, szczególnie w epoce Janusza Onyszkiewicza, bywał wręcz wrogi. Nie było zamówień ani promocji produktów na rynkach zagranicznych (w normalnych krajach o gospodarce rynkowej jest praktyka absolutnie oczywista, w wielu krajach warunkiem sine qua non sukcesu kontraktu na zakup uzbrojenia jest zaangażowanie wysokich oficjeli z kraju oferenta). Niestety, wspomniane uwarunkowania polityczne z czasów komunizmu praktycznie uniemożliwiały poważniejszą współpracę między podmiotami z krajów UW, podczas gdy na Zachodzie programy międzynarodowe stały się w sytuacji gigantycznych kosztów zasadniczym sposobem funkcjonowania tamtejszych zbrojeniówek, pojedyncze państwa z wielką tylko trudnością mogły ponosić trudy samodzielnego rozwoju nowych samolotów bojowych czy okrętów.

 

Szczęśliwie spora część podmiotów przetrwała fatalną dekadę. Po roku 2000 ruszyły procesy konsolidacyjne z utworzeniem m.in. Grupy Bumar, stanowiącej narodowy koncern obronny, udało się uzyskać kilka kontraktów eksportowych (czołgi PT-91 dla Malezji, pojazdy WZT-3 dla Indii, pewna ilość sprzętu dla Iraku itp.). Wraz z zakupami MONu pozwoliło to na dotrwanie zbrojeniówki do dziś. Obecnie oferta jest nadal dość bogata. Przedsiębiorstwa Grupy Bumar mogą produkować czołgi, pracują obecnie intensywnie nad wielozadaniową platformą gąsienicową „Andres”, która może przekształcić się w polski BWP, wytwarzają dobrej klasy radary obserwacji przestrzeni powietrznej średniego zasięgu, czołgowe systemy kierowania ogniem itp. itd. Część militarna HSW oferuje haubicę samobieżną Krab oraz inne systemy artyleryjskie. Siemanowicki WZM produkuje na fińskiej licencji KTO Rosomak. Coraz bogatsza jest oferta nowoczesnej broni strzeleckiej — trwają prace nad systemem broni indywidualnej MSBS, Polska jest samowystarczalna w zakresie produkcji broni wyborowej i dużej części zespołowego uzbrojenia piechoty. Bardzo korzystny jest fakt pojawienia się mocnych podmiotów prywatnych takich, jak firmy WB Electronics (systemy informatyczne i łącznościowe) czy Teldat (sieciocentryczne systemy wspomagania dowodzenia i zarządzania polem walki)… Polskie firmy pracują również nad bardzo perspektywicznymi rozwiązaniami stricte bojowymi takimi, jak bumarowski system żołnierza przyszłości „Ułan 21”, próbują włączyć się aktywnie w grę o modernizację polskiej OPL jako podwykonawcy… Sytuacja teoretycznie jest niezła, jednak przemysł jest bardzo wrażliwy na wahania finansowania przez MON, opóźnienia płatności z 2008 – 2009 postawiły wiele firm w dramatycznej sytuacji (drastyczne zmniejszenie zamówień przez ministerstwo spowodowało redukcję przychodów Grupy Bumar z 3,2 miliarda zł w roku 2008 do 2,6 mld w 2009...). Niestety, uzyskiwanie kolejnych kontraktów eksportowych idzie dość opieszale, z uwagi na brak wsparcia rodzimego przemysłu przez rząd. Niekompetencja, której obecnej ekipie nie brak, zła wola polityczna czy szybka wyprzedaż w celu łatania luk budżetowych mogą polską zbrojeniówkę szybko zniszczyć. Nie istnieje już narodowy przemysł lotniczy — spośród wspomnianych zakładów PZL Mielec został doprowadzony przez podejrzanych menedżerów doprowadzony do faktycznego bankructwa, po restrukturyzacji wegetował kilka lat, aby stać się w kontrowersyjnych okolicznościach nabytkiem amerykańskiej UTC. PZL Rzeszów został w także kontrowersyjny sposób sprzedany w ramach rozliczeń offsetowych sprzedany firmie Pratt&Whitney, PZL Okęcie niejako na siłę „wciśnięty” grupie EADS w ramach rozliczenia za samoloty transportowe C295, wreszcie przynoszący zyski PZL Świdnik sprzedano w ob. roku koncernowi AgustaWestland. Pozostałość po polskim przemyśle lotniczym to obecnie WZL-e i malutkie zakłady inż. Margańskiego. Nie trzeba też dodawać, że pracująca na potrzeby MONu Stocznia Marynarki Wojennej jest w takim samym stanie, jak jej patronka…

 

Si vis pacem para bellum

 

Zaprezentowany obraz jest dość niejednoznaczny. Stan wyposażenia Wojska Polskiego jest, poza kilkoma jaśniejszymi obszarami, niezbyt dobry, a potrzeby gigantyczne. Ich zaspokojenie będzie miało kluczowe znaczenie dla podstaw bezpieczeństwa kraju, newralgiczne znaczenie ma tu kwestia obrony przeciwlotniczej.  Firmowane przez obecny obóz rządzący programy na nadchodzące lata nie niosą rozwiązania problemów, mogą wręcz doprowadzić do faktycznego zaniku niektórych rodzajów sił zbrojnych, zagrożona jest Marynarka Wojenna. Profesjonalizacja sił zbrojnych jest prowadzona w bardzo wątpliwy sposób... Czas tracony może być nie do odzyskania w sytuacji kryzysu, należy pamiętać, że realizację kontraktów na systemy uzbrojenia i jego wdrażanie liczy się w długich latach, vide program F-16. Epoki, kiedy kilka statków z bronią wysłanych przez sojusznika mogło zmienić bieg najbliższej bitwy, dawno minęły. Brak metodyczności i zaniedbania przy istniejącej inercji mogą łacno doprowadzić do zguby.

Niestety, sanacja sił zbrojnych jako kosztowna jest podatna na ataki populistów najgorszego rodzaju i nie pasuje do postpolityki, czytaj kierowania się wyłącznie słupkami sondaży. Obecnie na pewno nie gotujemy się do wojny, czy zatem zemści się ona za to niespodziewanym nadejściem?

Jan Przybylski

Skrócona wersja powyższego tekstu ukazała się w magazynie "Nowy Obywatel" 2/2011 

 

Fot. Wikipedia 

 

Zobacz także:

Polski bohater - powrócił, aby walczyć

  • Count Blah (Otis)
    09.12.2011

    Pełny, całkowity, absolutny szacunek. Szapoba, naprawdę. Wielka szkoda, że takie teksty (na dowolny temat) nie ukazują się w wysokonakładowej prasie.

  • Executor
    09.12.2011

    "Polak pozbawiony przez bombardowanie prądu, a wskutek tego kablówki i dostępu do Farmville na Facebooku może zacząć przemyśliwać o samobójstwie"
    Smutne to, ale prawdziwe.
    "budowa prowadzona miała być "bezinwestycyjne", co stanowi niezaprzeczalny wkład polskiego MON w teorię zarządzania obronnością, a być może i ekonomii."
    Hit dekady po prostu :D.

  • Executor
    09.12.2011

    Otis OK

  • Zjadacz Outsider
    09.12.2011

    eeeeee nie ma co się martwić! Niemcy i Rosja nas obronią! ;]

  • Notoryczna
    09.12.2011

    "Nie jest dobrze" :]

  • Turon
    09.12.2011

    Otis rzekł wszystko. Najlepszy, najmocarniejszy tekst na portalu.

  • kundel1
    10.12.2011

    Jeden z nielicznych tekstów o konkretach.
    A tak przy okazji czy ktoś mi wyjaśni ideę Narodowych Sił Rezerwowych? Co to za rezerwa 20 000 ludzi?

  • MaciekP
    10.12.2011

    Ciekawy materiał, pomijający jednakowoż dość spory komponent, jakim są wojska aeromobilne i specjalne. Szczególnie w tych drugich - a w razie W w skład sił zbrojnych wejdą atecy Straży Granicznej, Policji, Straży Ochrony Kolei, Służby Celnej itp - Polska jest rzeczywiście europejską potęgą. Mamy więcej jednostek specjalnych i służby w nich więcej ludzi, niż w Wlk. Brytanii, Francji, czy Niemczech. Co więcej, w systemie dowodzenia NATO Polska ma odpowiadać właśnie za operacje specjalne. To wskazuje, że jednak podstawową formą obrony będą działania nieregularne.
    Druga kwestia wymagająca rozwinięcia, to sprawa ukształtowania geograficznego. Z kształtu sąsiedztwa Polski wynika, że ewentualne uderzenie ze strony najbardziej prawdopodobnego przeciwnika (Rosji) wyjdzie z obszaru Obwodu Kaliningradzkiego i ew. Białorusi. Obecnie niejasna jest postawa Ukrainy, ale można założyć, że antyrosyjska postawa większości mieszkańców Ukrainy Zachodniej wyklucza na razie ten kierunek zagrożenia.
    Rzecz w tym, że w prawdopodobnym rejonie uderzenia nie ma niczego, o co można by oprzeć obronę, a co za tym idzie nie ma większych szans na stawienie skutecznego oporu. Jeśli dodamy możliwość wykonania konwencjonalnego lub nie uderzenia rakietowego z Obwodu Kaliningradzkiego, to właśnie wpuszczenie na ten obszar agresora i podjęcie z nim walki w formie nieregularnej, w oparciu o siły specjalne i zmilitaryzowane jednostki Straży Granicznej oraz NSR, jest formą ochrony zarówno ludności, jak i infrastruktury (taki paradoks, przeciwnik nie wykona bowiem uderzenia nuklearnego na teren zajęty przez własne siły). Najbardziej prawdopodobną linią obrony są więc koryta rzek Bugu, Narwi i Wisły. Północno-wschodnia ćwiartka Polski, to najbardziej prawdopodobny obszar działań nieregularnych.
    Przy okazji, warto zauważyć, że współczesne środki napadu powietrznego pozwalają wykonać uderzenie w czasie krótszym, niż konieczny do startu pary dyżurnej (szczególnie przy ataku z wysokości 5 km, o czym pisze autor), co istotnie osłabia znaczenie myśliwców, a zwiększa rolę szeroko rozumianej broni p.lot.
    Pozostając przy siłach specjalnych, to właśnie te jednostki, wyposażone w ręczną broń p.lot., a szczególnie p.panc. są w stanie przy użyciu niewielkich środków i nieznacznych stratach zatrzymać kolumny pancerne uderzając w nie w miejscach wrażliwych topograficznie. W przeciwieństwie do myśliwców mogą też utrudniać usunięcie zatoru tworząc wielogodzinną lub wręcz wielodniową blokadę drogi. Dopiero tak wytworzony "korek" staje się wdzięcznym celem dla wszelkich środków ogniowych od myśliwców poprzez bombowce aż do dział i rakiet ziemia-ziemia dalekiego zasięgu.
    Użycie sił specjalnych do likwidacji centrów łączności i dowodzenia przeciwnika, czy też rajdów dywersyjno-sabotażowych na jego terytorium jest poza dyskusją, a stanowić może znaczący element działań bojowych.

    Nie lekceważyłbym także doświadczenia wyniesionego z misji w Afganistanie i Iraku. Działania stabilizacyjno-pacyfikacyjne są odwrotną stroną wojny nieregularnej. Żołnierz wiedzący jak wygląda służba konwojowo-patrolowa i jakie problemy napotyka realizacja działań stabilizacyjnych, wie także jakie są słabe punkty sił okupacyjnych i gdzie uderzyć, żeby działalność stabilizacyjno-pacyfikacyjną sparaliżować. I znowu warto zauważyć, że znaczącą część uczestników obu misji stanowili żołnierze wojsk aeromobilnych i specjalnych, czyli specjaliści od walki nieregularnej. Z takich też tworzy się nową jednostkę specjalną AGAT.
    Zgadzam się, że nie będą oni w pełni wartościowi w konwencjonalnym starciu, gdyż nie mają związanego z tym doświadczenia, ale trzonem polskiego planu obrony wydają się być właśnie działania nieregularne.

    Warto przy tym zauważyć, że polskie jednostki aeromobilne i specjalne można w większej części wyposażyć w sprzęt produkcji krajowej i poza szkoleniem nie wymagają takich nakładów, jak inne rodzaje wojsk.

    Podsumowując, ciekawe opracowanie jest niepełne przez to, że autor skupił się na konwencjonalnych rodzajach wojsk, ignorując komponent, którego znaczenie na współczesnym polu walki radykalnie rośnie. Co prawda wojskami aeromibilnymi i specjalnymi nie da się podbić terytorium, ale skutecznie i niewielkim kosztem można go bronić.

  • akcja bezpośrednia
    10.12.2011

    Na Rebelkę zrzucono desant z Niezależnego Forum o Wojsku (z regimentu Sprzęt i uzbrojenie) i forum Militarium.net :-)

  • Traianvs
    10.12.2011

    Panowie, proszę tu nie dymić kadzidłem, albowiem tekst zasługuje najwyżej na 2 na szelkach w ramach poprawności politycznej i na zachętę...

    Koledze MaćkowiP postaram się niezadługo obszerniej odpowiedzieć.

    Z NSRem problem jest taki, że nie udało się nazbierać nawet tych 20 000, jest kole połowy, w dodatku traktują zwykle wojsko jako poczekalnię. Problem niewątpliwie jest, miała być GN, a trochę nie wyszło.

  • Traianvs
    10.12.2011

    A w ramach uzupełnień, albowiem sytuacja jest mocno dynamiczna...

    Po pierwsze — nie będzie jednak modernizacji fregat OHP. W MONie rozważa się różne pomysły, w tym nawet budowę zamiast nich i korwet patrolowców, które miałyby kosztować, przy wyporności niewiele mniejszej niż Gawrony, czyli przekraczającej 1500 ton, i lądowisku dla śmigłowca, kosztować w założeniach jakieś 200 mln złotych. Czyli jako uzbrojenie zapewne stara armata 76 mm, zdjęta z Tarantul, zestaw przeciwlotniczy Wróbel, ze dwa wukaemy, ze dwie rakiety przeciwokrętowe, a jako środki wykrywania — radar nawigacyjny i lornetka. Wszystko zapewne skonstruowane modułowo i rozwojowo, żeby „w przyszłości” doposażyć, ale standard wyjściowy niewiele przekraczający okręt ochrony obszaru gospodarczego i rybołówstwa, którego przeciwnikami są przemytnicy i kurty ograbiające łowiska, względnie „terroryści”...

    Po drugie: modernizacja MiGów-29 może będzie jednak szersza. Bieżąca wersja jest taka: najpierw pierwszy etap, czyli zabudowa szyny danych MIL-STD 1553B, przebudowa kabiny pilota, której zasadniczym elementem będzie montaż wielofunkcyjnego kolorowego wyświetlacza LCD i komputera misji MDP, poprawa możliwości nawigacyjnych przez wyposażenie maszyny w laserową platformę bezwładnościową zintegrowaną z odbiornikiem EGI (GPS i INS), do tego nowa radiostacja. W zakresie twardych możliwości bojowych: modernizacja radaru, przez zwiększenie zasięgów wykrycia i śledzenia oraz poprawę niezawodności, podobna operacja dla laserowej stacji pomiarowej 13SM (podwojenie zasięgu), zwiększenie możliwości istniejących systemów walki elektronicznej. Następnie ewentualnie etap drugi: dalsza rozbudowa kabiny — HUD, kolejny wyświetlacz, cyfrowy komputer danych powietrznych, sterowanie HOTAS, interfejs integrujący stację radiolokacyjną N019 z nowymi urządzeniami. Na koniec może nastąpić etap 3, radykalnie wpływający na możliwości bojowe: głęboka modernizacja stacji N019, umożliwiająca uzbrojenie maszyny w AMRAAMy i zastosowanie nahełmowego systemu wskazywania HCMS (a za nim idzie integracja maszyny z AIM-9X i AGM-65G).

  • Miłosz Andrzej Lodowski
    10.12.2011

    Cieszę się, że zainaugurowaliśmy poważną dyskusję na Rebelce o przyszłości i potencjale obronnym naszego kraju..., Janek popełnił bardzo istotny tekst ekspercki, cieszę się, że mieliście ochotę go przeczytać mimo znacznej jak na internet długości, co więcej, z jakości komentarzy widzę - że czytaliście go uważnie. Janku dziękuję ;)/.

  • akcja bezpośrednia
    10.12.2011

    Do tej analizy Kolegi dodałbym jeszcze analizę tego elementu, który ocenić najtrudniej - czynnika ludzkiego: organizacji, wyszkolenia, odpowiedzialnosci, kompetencji kadry oficerskiej i podoficerskiej, "geniusza wojny". Z jednej strony wiadomo (od września 39r po katastrofę w Smoleńsku), że tu niekoniecznie najlepiej się dzieje, ale chętnie poczytałbym, jak tu stoimy w porównaniu z innymi Europejczykami: Hiszpanią, Włochami etc. Nie ma tu pewnie jakichś systematycznych badań, ale oficerowie różnych nacji rzecz jasna nawzajem się oceniają i porównują w trakcie ćwiczeń i realnych operacji, i ciekawe, jak my widzimy innych, a inni- nas (pomijając tzw. wypowiedzi dyplomatycze).

  • Jeremiasz
    10.12.2011

    >>"Polak pozbawiony przez bombardowanie prądu, a wskutek tego kablówki i dostępu do Farmville na Facebooku może zacząć przemyśliwać o samobójstwie"
    Smutne to, ale prawdziwe.<<
    Bulszit. Mowcie za siebie.

  • Shork
    10.12.2011

    uwielbiam jak społeczeństwo publicystów dojrzewa do moich wniosków sprzed pół roku. Cóż takie życie wieszcza.

  • Traianvs
    10.12.2011

    @Miłosz: ależ to ja dziękuję za łamy :)

    @kurczątko: no tu jest problem, bez wglądu z samego wnętrza, albo bezpośrednich okolic ciężko coś powiedzieć. Z info dochodzącego: dobrze jest do poziomu kapitana, dobrze na poziomie najwyższego szczebla, niestety pomiędzy betonowy korek od majora go generała brygady.

    @Shork: ukłony dla jeniusza, jednak tekst ma historię sięgającą półtora roku, a wnioski są głoszone od dobrych paru...

  • Shork
    10.12.2011

    Tylko mnie się cieszyć, że w swoim jeniniuszu nie jestem samotny. Więc się cieszę. Bo to nie o nasze twarze chodzi,i tylko o Polskę.

  • Miłosz Andrzej Lodowski
    10.12.2011

    Powstała potężna sugestia, co dziwniejsze zasadna - że należy mocno popracować łopatą - ku chwale Rebelki: http://www.wykop.pl/link/972509/armia-polska-czasow-ciekawych/ :D

  • extraneus
    10.12.2011

    !

  • Nielenin
    10.12.2011

    Dobrze, dobrze. Człowiek po takim czytaniu zaraz ma ambicję żeby mądrzej na forum pisać.

  • mrdataPL
    10.12.2011

    Bardzo sympatyczny i bogaty w szczegóły artykuł. Pożądamy więcej!

  • Miłosz Andrzej Lodowski
    10.12.2011

    Jasiu lud pragnie więcej Ciebie ;) Zaczynay pisać ;)!!! koleyne magnum opus ;)

  • Executor
    10.12.2011

    A, to czcigodny Traianvs jest autorem? Salve temu traianvsv!!!

  • Traianvs
    10.12.2011

    Dobra dobra, Miłosz, zapędźcie do roboty Otisa i Turonia, szczególnie brak do tej pory tekstu tego ostatniego to istny skandal...

  • Miłosz Andrzej Lodowski
    10.12.2011

    Otisu i Turoniu - ruszta dupka... droga ku chwale czeka... ;) zobaczcie na wykop z yakim estymem spotyka się czcigodny Traianvs - akcya łamy dla forumowiczów niniejszym rozpoczęta ;)

  • Turon
    11.12.2011

    @ Traianvs - dziękuję za miłe słowo, ale jak żem powyższy, wątkotwórczy tekst czytał, to jakoś tak naszła mię chęć pokornie czapkę w ręku ściskać, i z nogi na nogę niepewnie przestępować. ;D

    @ Miłosz - raaany, dzięki za propozycję. A czy można na "dzień dobry" coś trochu używanego (opublikowanego w jakimś niszowym piśmie) podrzucić? Bo siedzę ja tera w czymś dużym, terminy mię cisną (jak/jeśli się wyrobię, to wtenczas się pochwalę, obiecuję), i na parę miesięcy w przód mój żywot nadzwyczaj dobrze zorganizowany już jest (chlip, chlip).

  • Miłosz Andrzej Lodowski
    11.12.2011

    Turoniu zapodaway!

  • Turon
    11.12.2011

    Poszło.

  • mrdataPL
    11.12.2011

    Jakby można było i się dało i o ile koledzy zechcą to o tej obronie terytorialnej warto byłoby cosik napisać. Czy ma to w przypadku Polski sens, jak jest z tym na świecie i może jakaś mała dyskusja. W sytuacji aparatu państwowego niemal otwarcie wrogiego polskiej armii może warto przyjrzeć się alternatywom bazującym bardziej na zasobach lokalnych i quasi cywilnych.

  • qiz
    15.12.2011

    jenerał po sowieckich szkołach, Cieniuch, rzecze "- Nawet na wojnie nie osiągniemy pełnych stanów (osobowych - red.) "

    http://wiadomosci.onet.pl/kraj/jak-wyglada-sytuacja-w-wojsku-polskim-gen-cien...

    Po co walczyć, skoro i tak przegramy? Taka jest widać oficjalna narracja.

  • qiz
    15.12.2011

    @mrdataPL - o obronie terytorialnej to ja przy wielu okazjach powtarzam- nie bez powodu jeden z najpewniejszych ludzi Ruskich od "zawsze" trzyma łapę na Ochotniczej Straży Pożarnej. To jest służba, która przy odpowiednim przeszkoleniu i procedurach byłaby w kilka dni / tygodni szkieletem obrony terytorialnej. Sprawni fizycznie mężczyźni w całym kraju, doskonała znajomość terenu, pełne wsparcie lokalnej ludności, zaplecze techniczne, środki łączności- tylko przeszkolenia i sprawnego dostępu do magazynów broni brakuje.

  • gacek
    17.12.2011

    Ja chce Turoniowego teksta o Diagilewej! Najlepiej w wersji rozszerzonej :-D

  • Turon
    19.12.2011

    @ gacek Nu, za kawałek o Diagilewej zdemaskował mnie taki ktoś, że to jest skandaliczno-zbrodnicze rusofilstwo. Witamy w klubie.

  • Marciano
    20.12.2011

    Jeżeli Rosja nie użyje atomówki to ich żołnierze schleją się po wioskach np. na białorusi oraz będą zmęczeni od dupczenia.
    Rozwalimy ich w pył:D

.

Notki

Moje komentarze

17 maja 2012 18:44:56 Rebelyant po zawale

+...

17 maja 2012 08:10:43 [edit] Mój Rodziciel dziś ...

+...

16 maja 2012 22:54:35 Euro-Apteka ... w ostateczności

twarzoksiążkowcy do akcji...

16 maja 2012 22:52:17 Klauzula sumienia farmaceutów ... TOK ...

ja już tam rozrabiam, przybywajcie!...

16 maja 2012 22:20:09 Kilka informacji o HGW

słyszała głosy sądziła że święta a jest PO prostu pieprznięta...

16 maja 2012 21:17:59 P...K...P...

jechałaś pociągiem? Myślałem, że się spieszysz?...