Staniszkis: Reformy w Chinach - niedościgniony wzór dla Polski

22.11.2013

Nasze państwo, inaczej niż w Chinach, coraz bardziej się upartyjnia. I skraca horyzont decyzji. Unikając, odwrotnie niż nad Żółtą Rzeką, poważnej dyskusji o fundamentalnych zagrożeniach - pisze prof. Jadwiga Staniszkis w magazynie internetowym "Nowa Konfederacja".

Chińska profesor, pani Wang, założyła w Pekinie nową partię polityczną. Na konferencji prasowej powiedziała, iż jej cele to „socjalizm i konstytucjonalizm”. Socjalizm – bo gwałtownie rośnie rozwarstwienie społeczne, a konstytucjonalizm – bo Chiny mają dobre prawo, ale nie jest ono przestrzegane.

Ta inicjatywa, która zresztą nie spowodowała żadnych represji (mimo że pojawiają się pogłoski, iż honorowym prezesem nowej partii ma być były regionalny boss partii komunistycznej Bo Xilai, przebywający w więzieniu z zarzutami korupcji), jest kłopotliwa dla obecnych przywódców Chin.

Właśnie skończyło się III Plenum Centralnego Komitetu Komunistycznej Partii, które przygotowało program dalszych reform. Będą to m.in. prywatyzacja instytucji finansowych i pełna własność ziemi dla chłopów (z możliwością swobodnego obrotu). I koniec wywłaszczania z ziemi przez lokalny aparat.

Te, konieczne, kroki zapewnie zwiększą jeszcze społeczne rozwarstwienie. I zakończą subsydiowanie inwestycji dzięki – narzucanemu przez władze (po to utrzymuje się nomenklaturę!) systemowemu deficytowi w bankach. Depolityzacja polityki kredytowej i pieniężnej (która dotychczas miała premiować eksport, a zniechęcać do importu) oznacza nowy etap liberalizacji gospodarki.

Jak w tej sytuacji realizować długofalową strategię? I jaka ma być rola partii komunistycznej, której zadania są przejmowane stopniowo przez rynek i administrację państwa – to główne pytania postawione na plenum. Perspektywa, o której się dyskutuje, to wiele lat. A skok rozwojowy (od 1978 r., czyli początku reform Deng Xiaopinga, minęło tylko 35 lat; żyją jeszcze ludzie pamiętający klęskę głodu lat 60.) jest niesamowity.

U nas od 1989 r. minęło 25 lat – i w wielu dziedzinach jest to regres.

Chiny, zgodnie ze swoją tradycją, pilnowały właściwej sekwencji zmian. Otwierały się na nowe technologie, a nie import konsumpcyjny. Inwestowały, broniły miejsc pracy (stając się fabryką świata) i rozwijały edukację i badania naukowe. Kontrolowały – aż do teraz – system finansowy, co pozwoliło utrzymać wysoki wzrost nie zawsze idący w parze z efektywnością. Powoli odpartyjniały państwo. Walczyły (i walczą) z korupcją. Postawiły na eksport, ale i lokalne rynki.

U nas środki na badania kurczą się: to jeden z efektów rozwoju zależnego. Prywatyzację rozpoczęto od banków i w czasie kryzysu widać było, że to, kto jest ich właścicielem, ma znaczenie. Nie dbano o zachowanie miejsc pracy i systemowe efekty reform. Chińskie myślenie o budowaniu równowagi na coraz wyższym poziomie jest nam obce. Udział płac w polskim PKB (poniżej 40 proc.) jest tak niski, że w krajach Unii uznano by to za niebezpieczne dla rozwoju. Mimo nacjonalizacji części środków z OFE załamanie systemu emerytalnego w przyszłości jest nieuchronne.

Niskie płace, nieozusowane umowy i masowa emigracja to strukturalne źródła przyszłego kryzysu. Wzrost podatków jako remedium zdusi kruchy wzrost. A państwo polskie, inaczej niż w Chinach, coraz bardziej się upartyjnia. I skraca horyzont decyzji. Unikając, odwrotnie niż nad Żółtą Rzeką, poważnej dyskusji o fundamentalnych zagrożeniach.

A teraz – począwszy od prof. Wang – w Chinach rodzi się system wielopartyjny. To oznacza dalszy skok do przodu! Być może władze w Pekinie wrócą do koncepcji, aby opróżnić komitety z aparatu, zachowując ich strukturę. I rozpocząć wielopartyjne współzawodnictwo o stanowiska w tej strukturze. Wszystko po to, aby uniknąć implozji państwa-partii, jaka towarzyszyła upadkowi Związku Sowieckiego w latach 90.

Paradoksalnie, o prawdziwych efektach plenum będziemy dowiadywali się stopniowo. Ostateczna interpretacja przyjętych ustaleń nastąpi dopiero wtedy, gdy władze chińskie rozpoznają skalę oporu w aparacie i wojsku. I zmodyfikują swoją wizję tak, aby zachować równowagę. Jedno jest już pewne: zapowiedź likwidacji obozów tzw. wychowania przez pracę (wyroki administracyjne do czterech lat).

Jadwiga Staniszkis

Artykuł pochodzi z najnowszego numeru magazynu "Nowa Konfederacja"

Przeczytaj także
Bezrobocie w Polsce - 7,4 proc.

Według danych Głównego Urzędu Statystycznego stopa bezrobocia rejestrowanego w Polsce w maju tego roku wyniosła 7,4 proc.

USA wypowiadają paryskie porozumienie klimatyczne. Co to oznacza dla Polski?

Podczas szczytu Unia Europejska-Chiny zaplanowanego na 2 czerwca strony mają zaprezentować wspólne stanowisko w sprawie decyzji prezydenta USA Donalda Trumpa o woli opuszczenia przez jego kraj porozumienia klimatycznego. Czy Polska ugra tam coś dla energetyki? - zastanawia się Wojciech Jakóbik, redaktor naczelny BiznesAlert.pl.

Lata dziewięćdziesiąte. Przaśny sklepik z marzeniami

Po ponad ćwierćwieczu na ekrany telewizorów wrócił kultowy serial "Miasteczko Twin Peaks", stworzony przez Davida Lyncha i Marka Frosta. Na początku lat 90. XX w. oglądaliśmy go także w Polsce, pełni nadziei, że teraz będzie u nas jak na Zachodzie. Nie rozumieliśmy lekcji, jaka płynęła z amerykańskiego serialu: Zachód to ...

Łukasz Kobeszko: Niejednoznaczny Zbigniew Brzeziński

Brzeziński nie był ani szczególnym apostołem globalizacji, wartości atlantyckich, ani też amerykańskiej hegemonii. Nie stanowił przykładu nawiedzonego ideologa piszącego zza biurka manifesty o naprawie świata. Widział, że polityka międzynarodowa to rywalizacja, w której warto być elastycznym, działać wielotorowo i grać na kilku fortepianach. W tej optyce rozumiał, że Waszyngtonowi zwyczajnie ...

Hińsko-neońskie obozy reedukacyjne już mamy. Nie jest to może całkiem to, o co nam chodzi, ale od czegoś hińskiego trzeba zacząć.

Może niech neony teraz spróbują na tych skrutyniach jakieś hińskie ajfony kleić oraz inne podrupki. Skoro umieli podrobić katolicyzm tak, że prawie nikt się nie połapał (prócz Koleżanki Basi ofkors, no ale ona jest strasznie inteligentna), to z gupim ajfonem nie powinno być problemu.

a co prof. Staniszkis sądzi o chińskiej polityce proaborcyjnej?

Mnie się jednakowoż wydaje, że pani Staniszkis nie jest ekspertem od Chin i nie potrafi odróżnić procesów istotnych od nieistotnych.

Czy partia pani Wang (z których Wangów?) zmieni oblicze mocarstwa. Przypuszczam, że osiągnie ona tyle co rosyjskie "Jabłko". Albo zostanie wyaresztowana. Albo w ogóle nikt się o niej nie dowie. Co to ma wspólnego z polskim systemem politycznym? Potrzebujemy jeszcze jednej partii? Socjalistyczno-konstytucjonalnej?

Rząd chiński prywatyzuje instytucje finansowe (powątpiewam) i zapewnia swobodny obrót ziemią? Ależ my to to już przeszliśmy. Co miałby jeszcze prywatyzować Tusk, z czego jeszcze powinno się wycofać państwo polskie? Powinniśmy uczyć się od Koreańczyków albo Niemców, a nie od supermocarstwa, w którym Politbiuro - nieśmiertelny cesarz w wielu osobach - dzierży władzę absolutną. Nasza sytuacja jest w ogóle nieporównywalna.

Napisał/a: prof. Staniszkis

Właśnie skończyło się III Plenum Centralnego Komitetu Nowej Konfederacji.

Ostateczna interpretacja przyjętych ustaleń nastąpi dopiero wtedy, gdy jej władze rozpoznają skalę oporu w aparacie i wojsku. I zmodyfikują swoją wizję tak, aby zachować równowagę. Jedno jest już pewne: zapowiedź likwidacji obozów tzw. wychowania przez pracę (wyroki administracyjne do czterech lat).

No, no. Obiecująca wizja.

Załozenie partyi przez tę Wang, która rzeczywiście istnieje (i ma tak na oko 30 lat, jest "associate professor") ma podobny charakter i znaczenie, jak zakładanie państw przez kolesi, którzy przejmowali opuszczoną platformę wiertniczą, wieszali na niej flagę i proklamowali tam republikę Sealandii czy coś podobnego.

a) wzór to był, ale 25 lat temu.
b) Chiny wcale nie były tak znowu dalekowzroczne - zrujnowali sobie demografię. Tego nikt dalekowzroczny nie robi.

Napisał/a: Song JiangZałozenie partyi przez tę Wang, która rzeczywiście istnieje (i ma tak na oko 30 lat, jest "associate professor") ma podobny charakter i znaczenie, jak zakładanie państw przez kolesi, którzy przejmowali opuszczoną platformę wiertniczą, wieszali na niej flagę i proklamowali tam republikę Sealandii czy coś podobnego.

Mniemam, że Sealandia była/jest poważniejsza.

PS. No i cała akcja cuchnie na kilometr prowokacją Gong'anbu.

Jeszcze parę takich wyrazów i "spokój" będzie ostatnim znaczeniem, które kojarzy mi się z "安".

Copyright © 2011 Rebelya.pl Wszelkie prawa zastrzeżone.