Ukraina między Europą a Eurazją

29.11.2013

Od stowarzyszenia z Unią Europejską do członkostwa droga jest daleka, do tego nie każdy stowarzyszony kraj liczy na wejście do UE. Wystarczy powiedzieć, że status stowarzyszeniowy, mają państwa takie, jak Albania, Algieria, Egipt, Islandia, Izrael, Macedonia, Czarnogóra, Turcja, Serbia, Syria, Maroko czy sporo krajów Afryki i Karaibów, od czasu skończonego właśnie szczytu Partnerstwa Wschodniego w Wilnie - Gruzja i Mołdawia. W sumie około 70 państw. A jednak kwestia niedoszłego stowarzyszenia z Unią Europejską Ukrainy stała się przyczyną kryzysu politycznego w tym kraju i kością niezgody między krajami UE a Rosją.

Powód jest podstawowy - podpisanie umowy stowarzyszeniowej z Unią Europejską bardzo utrudnia, jeśli nie uniemożliwia, wejście do tzw. unii eurazjatyckiej, czyli Unii Celnej tworzonej przez Rosję i kilka krajów byłego ZSRS. Standardy prawne gospodarczej współpracy z UE i standardy prawne członkostwa w Eurazji w wielu miejscach bowiem się wykluczają. Dlatego Rosja zareagowała wzmożeniem presji zwłaszcza na Ukrainę, gdy okazało się, że władze tego kraju zamierzają podpisać umowę stowarzyszeniową. Ta presja, oprócz medialnej i politycznej, to także wprowadzenie latem obostrzeń i sankcji na import towarów do Rosji z Ukrainy i "szantaż gazowy".

W ostatniej chwili, jak wiadomo, władze Ukrainy się wycofały, najpierw rząd Mykoły Azarowa, przy milczeniu prezydenta Wiktora Janukowycza, a w tych dniach w Wilnie kropkę na i postawił Wiktor Janukowycz, prezydent Ukrainy. - Niestety wygląda na to, że nasze argumenty nie dotarły do prezydenta Janukowycza - powiedziała gospodarz szczytu prezydent Litwy Dalia Grybauskaite - Kraje członkowskie kolejny raz wysłuchały argumentów ukraińskiego prezydenta. W znacznym stopniu prezydent nie mówił o umowie i jej podpisaniu, ale o problemach gospodarczych Ukrainy i konieczności ich rozwiązania (...) chce, aby te problemy zostały rozwiązane zarówno przez Ukrainę, jak i Rosję.

Jeszcze podczas szczytu Janukowycz dostał ofertę podpisania umowy stowarzyszeniowej bez żadnych warunków wstępnych (nawet bez warunku wypuszczenia Julii Tymoszenko), ale też ją odrzucił.

Skoro nie wiadomo, o co chodzi Janukowyczowi, który przecież miesiącami parł do umowy z Unią Europejską, to najpewniej chodzi o pieniądze. Wystarczy wspomnieć słowa premiera Mykoły Azarowa wypowiedziane w rosyjskiej telewizji państwowej na początku tygodnia. - Powiedziano nam, że Ukraina może liczyć na 1 mld euro. Jeden miliard euro to tyle, co nic. Można powiedzieć, że jest to jałmużna dla żebraka w kruchcie.

Wyliczał, że z kolei Rosja obiecała umowy, które przyniosą gospodarce ukraińskiej 20 mld dolarów.Nie wiadomo jednak dokładnie, skąd te wyliczenia, Azarow dawał do zrozumienia, że głównie dzięki nowej umowie gazowej z Gazpromem. Problem w tym, że Gazprom zaprzeczył, że są takie ustalenia. Nie zmienia to jednak faktu, że rzeczywiście, sprawa idzie o to, kto da więcej i widocznie Janukowycz i jego zaplecze ("klan doniecki") uznali, że na razie więcej oferuje Moskwa.

Oczywiście, w tle jest sprawa Julii Tymoszenko, byłej premier, która jak wiadomo została skazana za korupcję. Unia uważa jej proces i uwięzienie za polityczne, więc domagała się i domaga jej uwolnienia, Janukowycz słonny by był do tego, jeśli uzyskałby gwarancję, że czołowa postać opozycyjnej koalicji "Batkiwszczyna" nie powróci już do polityki. Koniec, końców okazało się jednak, że kwestia Tymoszenko zeszła na dalszy plan i nie to było najważniejsze.

Na pierwszy plan wysunęły się właśnie pieniądze.

"Rozmowy o historycznym wyborze Ukrainy zmieniły się w banalną licytację o to, kto ukraińskiej głowie państwa zaoferuje więcej. Wiktor Janukowycz, z prezydenta państwa, którym wydawał się być od około roku, znów stał się prezesem sp. z o.o. „Ukraina”, który musi zadbać o korzyści dla własnej grupy, a także o to, aby nie utracić prezesowskiego stołka po 2015 roku. Państwa Unii Europejskiej rozmawiają z władzami w Kijowie o wartościach, zapominając, że dla ukraińskich partnerów jedyną wartością związaną z Brukselą jest euro, czego najlepszym dowodem jest decyzja o wstrzymaniu przygotowań do podpisania umowy stowarzyszeniowej." - skomentował Piotr Pogorzelski, korespondent Polskiego Radia w Kijowie w tekscie na portalu "Nowa Europa Wschodnia" - "Wiktorowi Janukowyczowi potrzebne są łatwe pieniądze, których trwonienia sponsor nie będzie kontrolował tak skrupulatnie, jak czyni to Bruksela. Hrywny są potrzebne do załatania dziury w budżecie, wypłaty pensji pracownikom sfery budżetowej i przedsiębiorstw państwowych oraz emerytur. Ma to ogromne znaczenie w roku przedwyborczym, gdy obecnemu szefowi państwa potrzebny jest spokój społeczny, a nie manifestacje. I zapewne to właśnie łatwe moskiewskie pieniądze zdecydowały o tym, że Ukraina wstrzymała przygotowania do podpisania umowy stowarzyszeniowej. Podjęta decyzja nie stanowi rezultatu długiej strategicznej gry Wiktora Janukowycza – wynika ze sprawnych ruchów taktycznych."

Można tylko dodać, że balansowanie na linie, ruchy taktyczne, lawirowanie między różnymi opcjami i partnerami to znak firmowy polityki Ukrainy za rządów Wiktora Janukowycza. Stara się uzyskać ile się da, od kogo się da. Od Europy, od Rosji, ale nie tylko - do gry na Ukrainie Janukowycz wpuścił także Chiny,Turcję oraz USA. Ten ostatni kraj poprzez danie zielonego światła dla wydobycia gazu łupkowego.

Chodzi o to jednak, że tym razem Janukowycz sam uwikłał się w wewnętrzne sprzeczności swojej polityki. Jest kryzys, gospodarki i Rosji, i Unii Europejskiej grzęzną powoli w stagnacji, choć oczywiście na każdym z tych obszarów problemy mają inną strukturę. Ekspansja gospodarcza to coś, czego potrzebuje w dobie kryzysu każdy, a rynek ukraiński, z blisko 60 milionami konsumentów i wciąż niewykorzystanym, ogromnym potencjałem, może wydatnie pomóc. Trudno w takiej sytuacji pogodzić do końca gospodarcze interesy zwłaszcza Niemiec i Rosji.

Oligarchowie ukraińscy ze wschodu, zaplecze Partii Regionów Janukowycza, też widzieli korzyści ze zbliżenia z UE. Skoro do niej nie doszło, to albo zaakceptowali jakąś ofertę Rosji, albo Janukowycz postąpił wbrew nim, albo są podzieleni.

Swoim posunięciem, niespodziewaną rezygnacją, Janukowycz stracił resztę zaufania na Zachodzie i znalazł się w sytuacji, na której mu nie zależało. Miały być równy dystans, polityka "pokorne cielę dwie matki ssie", a tymczasem znalazł się w tym momencie de facto w objęciach Moskwy.

Co gorsze dla Janukowycza, społeczeństwo ukraińskie naprawdę chce zbliżenia z UE. I to nawet pokażna część jego elektoratu - według ostatnich sondaży aż 58 proc. Ukraińców chce podpisania umowy. Dlaczego? Może odpowiedzią jest to, że w ostatnich latach liczba Ukraińców pracujących w krajach UE przewyższyła liczbę Ukraińców pracujących w Rosji. Do tego, jak na razie, korzyści ze współpracy handlowej z Rosją są bardziej potencjalne niż realne. Na przykład wszyscy na Ukrainie, od władz przez opozycję, do zdecydowanej większości społeczeństwa, są niezadowoleni z warunków, na jakich kraj ten importuje rosyjski gaz.

Przez ostatnie miesiące Janukowycz parł do umowy, czym rozbudził duże nadzieje. Sam je podsycał swoimi wypowiedziami. I gdy w ostatniej chwili się wycofał, dokonał niemożliwego: zmobilizował do masowych protestów Ukraińców, których już powszechnie uważano za pełnych apatii, rozczarowania wobec polityków po kompromitacji "bohaterów pomarańczowej rewolucji".

W dobie, gdy prawie na całym kontynencie dominuje rozczarowanie i zmęczenie Unią Europejską, tylko u naszych wschodnich sąsiadów twór ten wywołuje tak pozytywne emocje. To zjawisko dość niespodziewane. Do tego stopnia, że inaczej niż w czasie "pomarańczowej rewolucji" 2004 roku można założyć, na przykład jest w Polsce dość duża obojętność na wołania Ukraińców, nie mówiąc o innych krajach. Wystarczy spojrzeć, czym interesują się główne media w naszym kraju.

Dla przeciętnego Polaka, dla którego Unia to w najlepszym razie nic ekscytującego, poza tym, że płatnik środków UE. Z perspektywy takiego przeciętnego Polaka, na przykład dzisiejsza demonstracja polegająca na utworzeniu łańcucha ludzi z Kijowa do granicy z Polską, niosąca przecież duży ładunek emocjonalny, wygląda naiwnie. O ile w ogóle o takiej demonstracji się dowie.

Ale niezależnie od tego fakt, że Ukraińcy kolejny raz w ostatnich latach potrafili się politycznie zmobilizować, jest, zwłaszcza z polskiej perspektywy, pozytywnym zjawiskiem. Pokazuje, że jak głosi tytuł książki byłego prezydenta Leonida Kuczmy "Ukraina to nie Rosja" (choć, zaznaczmy, Kuczma to prekursor polityki, jaką realizuje dziś Janukowycz).

Jak napisał dr Przemysław Żurawski vel Grajewski z Uniwersytetu Łódzkiego, "w bramie Ławry Peczorskiej w Kijowie jest muzeum z ekspozycją listów hetmana zaporoskiego Iwana Mazepy, ostatniego przywódcy samodzielnego Zaporoża, które sprzymierzone ze Szwedami, po klęsce pod Połtawą w 1709 r., utraciło swoją podmiotowość. W listach tych hetman pisze, że po to kozacy mają szable, by praw swoich bronić. Wyraża tym typową dla kultury politycznej Rzeczypospolitej, w której był wychowany, ideę siły w służbie prawa, a nie charakterystyczną dla Moskwy zasadę odwrotną – prawa w służbie siły. To fundament kultury europejskiej, do której Ukraińcy z całą pewnością należą. Zademonstrowali to najpiękniej, gdy po śmierci w 1999 r. dziennikarza Georgija Gongadzego zorganizowali się w ruch polityczny Ukraina bez Kuczmy. W Rosji do tego czasu zginęło ponad 200 dziennikarzy i żaden ruch tam nie powstał. Dziś masy demonstrantów w Kijowie pod unijnymi flagami, w oparach gazów łzawiących to zapewne jedyni ludzie na świecie, którzy ryzykują życie i zdrowie pod tym symbolem. Błękit i żółć to barwy narodowe Ukrainy i one dominują na manifestacjach, ale dobrze wyglądają na ekranach telewizorów w Europie i kojarzą się z barwami unijnymi.Powinniśmy wesprzeć tych Ukraińców i istotę ich dążeń wyrażoną hasłem: Ukraina het' wid Moskwy! (Ukraina jak najdalej od Moskwy!). Dziś droga Kijowa poza moskiewską zonę wiedzie przez Wilno i stowarzyszenie z UE. Warszawa, Kijów i Wilno to dobra trójca. Jak pisano w 1863 r.: W imia Otca, Ducha, Syna ce nasza mołytwa, jako Trójca ta jedyna Polszcza, Ruś (nie mylić z Rosją!!!) y Łytwa. (W imię Ojca, Ducha, Syna, to nasza modlitwa, jako Trójca ta jedyna Polska, Ruś i Litwa)."

Najpewniej te słowa wydają się wielu Polakom przesadzone i za daleko posunięte. Przytoczyłem je jednak, bo dotykają być może sedna sprawy - korzenie obecnego kryzysu politycznego na Ukrainie są kulturowe. Nadzieja na stowarzyszenie Ukrainy z UE była w tym ujęciu podświadomą nadzieją na przełomową zmianę, na przełożenie torów ukraińskiej historii. Pół-mityczna Europa to deska ratunkowa, ostatnia nadzieja na przerwanie dalszego trwania w postkomunistycznym marazmie. My w Polsce wiemy, że Europa nie załatwi za nas naszych problemów, czasem jest w stanie dołożyć kolejne, ale Ukraińcy najwyraźniej chcą spróbować tego, co my.

Problem w tym, że UE i chciałaby, i boi się. Dobrze opisał ten stan niemiecki dziennik "Tagespiegel". "W sporze o umowę stowarzyszeniową z Ukrainą Rosja pokazała eurokratom, czym ci rzekomi globalni gracze są w rzeczywistości: bezzębnymi tygrysami, pozbawionymi znaczenia wojskowego, a w dziedzinie ekonomii tak bardzo zajętymi ograniczaniem szkód wewnątrz Europy, że niezdolnymi do pomocy potencjalnym partnerom spoza UE".

W podobnym tonie lamentował na Twitterze minister spraw zagranicznych Szwecji Carl Bildt. "Polityka brutalnej presji [Kremla] ewidentnie przynosi efekty".

Na razie jednak sytuacja jest taka: jedynym politykiem zachodnioeuropejskim, który wystąpił na w centrum kijowa wspierając demonstracje, jest ... Paweł Kowal. Angela Merkel chce zaś rozmawiać z Rosją o Ukrainie, czemu jednak sprzeciwiają się inne kraje UE.

I na koniec, parę słów o podziałach na Ukrainie. Jak widać z sondaży, zwolennicy stowarzyszenia są we wszystkich partiach, poza komunistami. Nie ma tu więc większego znaczenia wyświechtany podział na "nacjonalistyczną" Ukrainę zachodnią i "postkomunistyczną" Ukrainę wschodnią. Na dodatek, dochodzą sygnały, że w samej Partii Regionów są różne frakcje, ta bardziej prorosyjska i bardziej prozachodnia.

Oczywiście, demonstracje w Kijowie i innych miastach organizuje opozycja - "Batkiwszczyna" pod patronatem Julii Tymoszenko, UDAR Witalija Kliczki i faszyści (tak chyba można ich nazwać) z partii Swoboda. Ale warto zauważyć, że demonstracje ogarnęły również wschodnią Ukrainę, w dużej mierze przecież rosyjskojęzyczną. Sam Kliczko, z racji pochodzenia (jego ojciec był oficerem Armii Czerwonej) to bardziej przedstawiciel  tej Ukrainy uważanej za "posowiecką". Lepiej mówi po rosyjsku niż po ukraińsku.

Dzisiejsza Ukraina to kraj o wielu obliczach, i o bardziej skomplikowanej strukturze niż pokazują go medialne klisze i stereotypy. Oprócz Ukrainy zachodniej i wschodniej można też wyróżnić centralną i południową. To jednocześnie kraj wieloetniczny, myślę, że można go, z zachowaniem proporcji, porównać pod tym względem do przedwojennej Rzeczpospolitej.

Co więc będzie dalej z Ukrainą? Władza podjęła już decyzję, ale  demonstracje nie ustają. Rząd i prezydent chcą je przeczekać, na razie mniej prawdopodobne jest rozwiązanie siłowe - najwięcej ostrzegają przed nim sami demonstranci, którzy co jakiś czas ścierają się z policją albo agresywnymi cywilami, zwolennikami rządu i prezydenta (ich akcje przypominają "aktywy robotnicze" bijące studentów w 1968 roku).

Lider "Batkiwszczyny" Aresnij Jaceniuk powiedział, że można mieć podejrzenie, że Janukowuycz zawarł 9 listo[ada Putinem tajną umowę, co może być podstawą do impeachementu prezydenta. Oznaczałoby to dalszą konfeotnatchę. Jest tęż inna opcja - zgodnie z deklaracją złożoną podczas szczytu w Wilnie Ukraina podpisze umowę stowarzyszeniową wiosną.

Marcin Herman

fot. Wojciech Jankowski

Przeczytaj także
Film fabularny o wojnie na Ukrainie pokazany na festiwalu w Cannes. Polska koproducentem

"Szron" w reżyserii litewskiego reżysera Sharunasa Bartasa - koprodukcja współfinansowana przez Polski Instytut Sztuki Filmowej została pokazana na 70. festiwalu w Cannes w prestiżowej sekcji Quinzaine des Realisateurs. Film podbił serca uczestników festiwalu. 23 maja widzowie oklaskiwali premierową emisję na stojąco.

Jarosław Kaczyński: mój Brat był przyjacielem Ukrainy

Poniżej publikujemy pełną wersję listu, który prezes PiS wystosował z okazji odsłonięcia 20 maja tablicy pamiątkowej prezydenta RP Lecha Kaczyńskiego w Żytomierzu (za: Kresy24.pl).

Jakóbik: Trójmorze i gaz

Jak zwykle pasjonująca konferencja GAZTERM w Międzyzdrojach w tym roku była okazją do refleksji nad potencjałem wykorzystania koncepcji Trójmorza, czyli współpracy między trzema morzami Europy Środkowo-Wschodniej, w sektorze gazowym. Wnioski nie są optymistyczne, ale jednocześnie skłaniają do przemyślenia polskiej strategii.

Wojciech Stanisławski: Fochy i fonty

Kazachstan Nursułtana Nazarbajewa odchodzi od cyrylicy, w Serbii i Czarnogórze wybór alfabetu to kwestia tożsamościowa. A jak sprawy mają się w podzielonej plemiennie Polsce?

".. Ruś (nie mylić z Rosją!!!..)."

I także nie mylić z Ukrainą

http://www.youtube.com/watch?v=I7xzEkSe5Zc

,,Może Kaspijskie jest tak zanieczyszczone''(,że ja p****).

Mała zagadka na piątek ; )

A co do rozszerzenia na wschód.

,,Po spotkaniu z mołdawskim premierem Iurie Leancą, podczas poniedziałkowej rozmowy z dziennikarzami, Rogozin porównał Mołdawię do lokomotywy na niebezpiecznej drodze pełnej zakrętów, na której można zgubić kilka wagonów, co było nawiązaniem do separatystycznego, ciążącego ku Rosji terytorium Naddniestrza.

- Ludzie zamieszkujący Naddniestrze są bardzo zaniepokojeni planami rządu Mołdawii, szczególnie jeśli chodzi o wejście do strefy wolnego handlu z UE - powiedział Rogozin na konferencji w Kiszyniowie.

– Jeżeli Ukraina i Mołdawia podpiszą umowę z UE, Rosja rozważy współpracę z Naddniestrzem, które wybiera euroazjatycki kierunek rozwoju (region autonomiczny Republiki Mołdawii, który od 2 września 1990 niepodległy, ale na arenie międzynarodowej uznawany jedynie przez Abchazję i Osetię Południową) – oświadczył Rogozin. Poza tym przypomniał o dostawach rosyjskiego gazu. - Mamy nadzieje, że nie zamarzniecie. Już za niedługo zima – ironicznie mówi rosyjski wicepremier.''

Ukraina w blisko Rosji, czy tez w UE.. w obu przypadkach dla Polakow/Polski źle,
W tym drugim przypadku Ukraina stanie sie sojusznikiem Niemiec..- o to nam chodzi???
Dlaczego polscy politycy i mainstreamowe merdia znowu zachowuja sie jak U(E) seful idiots..?

Rosja swoje, UE swoje a Ukraina raz tu a raz tu. Tylko pozostaje jeszcze pytanie o to kto rządzi na Ukrainie?

te zdjecia wyznawcow eurosocu sa warte namyslu i wyciagniecia wnioskow

http://wiadomosci.wp.pl/gid,16201737,kat,1356,title,Zamieszki-w-Kijowie,wid,16198242,galeria.html

w szczegolnosci

i.wp.pl/a/f/jpeg/32433/ukraina_protest_epa_600.jpeg
tak rodzi sie tam nowa 'wiara'

Napisał/a: leon.leon

Ukraina w blisko Rosji, czy tez w UE.. w obu przypadkach dla Polakow/Polski źle,
W tym drugim przypadku Ukraina stanie sie sojusznikiem Niemiec..- o to nam chodzi???
Dlaczego polscy politycy i mainstreamowe merdia znowu zachowuja sie jak U(E) seful idiots..?

na razie to Polska jest największym sojusznikiem Niemiec, he!he!

Napisał/a: Redakcja Rebelya.pl

Napisał/a: leon.leon

Ukraina w blisko Rosji, czy tez w UE.. w obu przypadkach dla Polakow/Polski źle,
W tym drugim przypadku Ukraina stanie sie sojusznikiem Niemiec..- o to nam chodzi???
Dlaczego polscy politycy i mainstreamowe merdia znowu zachowuja sie jak U(E) seful idiots..?

na razie to Polska jest największym sojusznikiem Niemiec, he!he!

co szybko moze (moglolby) sie zmienic

czy ktoś w ogóle przeczytał tekst, czy już wszystko wiecie najlepiej i tylko wklejacie teksty z innych portali? Przyznam, że znajduję to dziwnym.
autor.

,,W dobie, gdy prawie na całym kontynencie dominuje rozczarowanie i zmęczenie Unią Europejską, tylko u naszych wschodnich sąsiadów twór ten wywołuje tak pozytywne emocje. To zjawisko dość niespodziewane. ''

ad textum

Dominuje ? Dominuje tendencja wzrostowa rozczarowania i zmęczenia Unią Europejską.

Unia jest atrakcyjna dla biednych państw spoza niej. Zawsze tak było. Na Ukrainie dochodzą kwestie polityczne i tożsamościowe stąd takie rozpalenie emocji, nie wydaje mi się, by było w tym coś niespodziewanego.

Macedonia, Albania, Gruzja, Mołdawia, BiH. Może nie ma tam takich emocji jak na Ukrainie, ale podejrzewam że stopień poparcia dążeń do integracji z UE jak i opinia o tejże, jest podobny.

Napisał/a: zielonyzielarz

,,W dobie, gdy prawie na całym kontynencie dominuje rozczarowanie i zmęczenie Unią Europejską, tylko u naszych wschodnich sąsiadów twór ten wywołuje tak pozytywne emocje. To zjawisko dość niespodziewane. ''

ad textum

Dominuje ? Dominuje tendencja wzrostowa rozczarowania i zmęczenia Unią Europejską.

Unia jest atrakcyjna dla biednych państw spoza niej. Zawsze tak było. Na Ukrainie dochodzą kwestie polityczne i tożsamościowe stąd takie rozpalenie emocji, nie wydaje mi się, by było w tym coś niespodziewanego.

Macedonia, Albania, Gruzja, Mołdawia, BiH. Może nie ma tam takich emocji jak na Ukrainie, ale podejrzewam że stopień poparcia dążeń do integracji z UE jak i opinia o tejże, jest podobny.

nie, dla innych biednych też już mało atrakcyjna http://rebelya.pl/post/2509/widziane-z-bakanow-nowy-porzadek-europejski

Copyright © 2011 Rebelya.pl Wszelkie prawa zastrzeżone.