Dawid Wildstein z Kijowa (5): Zapach i miłosierdzie rewolucji

15.12.2013

Dużo jest też takiej podstarzałej menel dresiarni. Puchówki, wiele warstw ubrań, napuchnięte gęby, piąchy jak bochny chleba. A w ich twarzach takie oczka, wiecie, świdrujące, oczka drapieżników, które patrzą jak przeżyć. Takie oczka, jak widziałem w północnych, czarnych i arabskich dzielnicach Paryża albo nawet na moim Czerniakowie. Znacie takich na pewno. Reguła jest jedna - brak alkoholu. Jak chcą pić, schodzą do podziemi metra i tam zostają - pisze Dawid Wildstein.

Rewolucja jest też miłosierna.

Noce spędzamy w centrum prasowym i siedzibie sztabu protestów. Razem z nami, na podłogach dziewięciopiętrowego budynku, śpią setki osób. Wielu prosto z ulicy - w końcu ciepło i można dostać kanapki ze smalcem, napić się herbaty. Rewolucja jest bardzo dobrą matką dla takich. Pomaga przetrwać zimę opuszczonym babciom i bezdomnym. Nędzarzom i żebrakom. Upośledzonym fizycznie, świrom. To niesamowite, że na czas rewolucji, pasożytując na niej, zawiesili swoje szaleństwa i koegzystują wspólnie, bez prawie żadnych napięć. Ot tylko raz widziałem jak jedna Pani chciała drugą "ubić", a potem ze wściekłości obrzygała ścianę.

Mam wrażenie, że wielu z nich po prostu czeka na swoje odejście, korzystając z faktu, że nie nastąpi ono na zimnie.

Dużo jest też takiej podstarzałej menel dresiarni. Puchówki, wiele warstw ubrań, napuchnięte gęby, piąchy jak bochny chleba. A w ich twarzach takie oczka, wiecie, świdrujące, oczka drapieżników, które patrzą jak przeżyć. Takie oczka, jak widziałem w północnych, czarnych i arabskich dzielnicach Paryża albo nawet na moim Czerniakowie. Znacie takich na pewno.

Reguła jest jedna - brak alkoholu. Jak chcą pić, schodzą do podziemi metra i tam zostają.

W naszym budynku nastąpiła piętrowa gentryfikacja. Jedne piętra bardziej pachną opuszczonymi babciami, inne bezdomnymi mężczyznami, jeszcze inne dresiarnią. Prasa najczęściej kima w osobnej salce, za to 15 metrów od nas jest stara sala kinowa, gdzie urzęduje wspomniana przeze mnie podstarzała menel dresiarnia. Jest tam dużo zimniej niż u nas. Wczoraj tam spałem. Rzędy foteli - zielonych, obitych jakimś paskudnym materiałem. Zielona podłoga i zielone ściany.

Rano zostawiłem tam swój telefon. Zrozumiałem swój błąd kilka godzin później. Bez nadziei wracam. Przy drzwiach do sali siedzi dwóch typów. Jeden z nich wręcza mi mój telefon, mówiąc, jeśli dobrze zrozumiałem, że ktoś go tam odniósł.

A mi wciąż głupio, że w ogóle jak frajer myślałem, że go nie odzyskam. Niniejszym, na facebooku, proszę o wybaczenie mieszkańców sali kinowej.

*

Zwiałem przed zimnem do kawiarni przy Chreszczatyku, głównym bulwarze Kijowskim. Przy stoliku obok trzy ukraińskie ślicznotki, jakieś 20-25 lat. Kozaczki, futerko na kołnierzach i warkocze. Trochę dalej jakiś typ. Małe to i chude, typ greka, który dodatkowo doprawił sobie i tak ciemną karnację pobytami na solarce. Morda zniszczona i zasuszona, łapy obwieszone złotem. Atłasowy garniak, taki błyszczący jak psu jajca (panie przepraszam).

Typ najpierw głośno się awanturuje przez telefon i kogoś zwalnia. Wrzeszczy po angielsku tak długo, aż dziewczyny obok zwracają na niego uwagę. Typ usatysfakcjonowany dosiada się obok i zaczyna kiepską angielszczyzną nawijkę: "jestem biznesmen, nie bójcie się, ja szanuję waszą rewolucję, ja mam żonę, nie bójcie się, ale nie jest mi z nią dobrze, ale mam masę pieniędzy, chodźmy gdzieś, dajcie swoje numery telefonów". Dziewczyny skonsternowane a typ gestykuluje tak, żeby wyraźnie było widać jego złote bransolety. Ale nic to nie daje, panny zbierają się do wyjścia, chcą płacić. Pociemniały Grek chwyta się ostatniej deski ratunku i wyjmuje trzy różne paszporty. Podnosi je jak talię kart i nawija -"patrzcie ile paszportów, mogę jeździć, chcecie?".

Patrzę na to i zdaje sobie sprawę, że jeszcze 20, 30 lat temu tabuny takich typów polowały po polskich hotelach. Że i dziś takie typy łowią na Kubie, w Tajlandii czy Wietnamie. Zasuszeni Grecy, tłuści Niemcy, pretensjonalni i jakże lewicowi Francuzi i co tam jeszcze. Myślę o tych dziewczynach i nagle bierze mnie potworna ochota, a ja raczej spokojny, podejść do tego typa i wybić mu te jego zęby, za Polskę komunistyczną, za Wietnam, za Kubę...

Ale nagle jedna z dziewczyn wybucha śmiechem. Wszystkie trzy odwracają się i wychodzą zostawiając oniemiałego podrywacza, który nadal nie zrozumiał, że spóźnił się kilka lat, i złe miasto wybrał. Jak zobaczyłem jego minę odechciało mi się go bić i sam wyszedłem.

Choć trochę żałuję...

*

Majdan to już prawdziwa twierdza. Kozacki obóz, acz w wersji bardziej cywilizowanej. Barykady wznoszą się w niebo na wysokość nawet czterech metrów. W toaletach centrum prasowego młodzi chłopcy rozlewają koktajle mołotowa. Pytam się na co im one? „Sami nigdy nie zaatakujemy, ale musimy być przygotowani na wszystko”.

Majdan rośnie w górę. Barykady w niektórych częściach dochodzą do 4 metrów wysokości i bywają u podstawy tej samej grubości. Wybudowano w nich prawdziwe bramy, poprzez które wciąż przybywają ludzie. Barykady składają się najczęściej z lodu, śniegu, piasku, opon, desek a także po prostu śmieci. Utwardzone są dzięki stalowym bądź drewnianym szkieletom. Z niektórych zwisają na zewnątrz grube pęta drutu kolczastego, żeby uniemożliwić zbliżenie się do nich funkcjonariuszom Berkutu. Są też, jeśli temperatura jest odpowiednio niska, polewane wodą.

Te wały obronne są miejscami tak grube i solidne, że obrońcy zdołali wydrążyć w nich jaskinie, w których się chowają przed mrozem. Na szczytach barykad wciąż stoi straż. Zmienia się co ok. czterech godzin, jak i w innych miejscach Majdanu, np. okupowanym Ratuszu. Obrońcy są raz członkami któreś z partii, raz wolontariuszami. Tylko Ratusz został zagarnięty przez jedna partię – widać w nim mocną dominację Svobody. Z konsekwencjami. Pojawia się w nim coraz więcej podejrzanych symboli, szczególnie celtyckich krzyży (jest to jednak wciąż element raczej marginalny).

Majdan może zostać zaatakowany też od dołu. Ze strony wejść do metra. Dlatego protestujący ustawili przy nich beczki z oliwą i benzyną. Możemy się domyślić ich ewentualnej taktyki, gdyby Berkut wpadł na pomysł takiego ataku...

Klimat w środku obozowiska jest niesamowity. Dziesiątki namiotów. W potężnych garach, na wolnym powietrzu, gotuje się ciepła zupa i herbata. Jeśli ten melanż cukru, naparu i cytryny można jeszcze tak nazywać. Wciąż widzę jak ciężarówkami i autobusami dowożone jest zaopatrzenie protestu. Drewno do opału, napoje i żywność. Ich ilość idzie zapewne w kilkanaście ton dziennie.

W różnych punktach Majdanu grają orkiestry. Najczęściej ludowe rytmy, w których ważną rolę grają piszczałki wydające przeciągłe dźwięki. Momentami człowiek ma wrażenie, jakby przeniósł się w czasie. Wrażenia dopełnia postawiony w centralnym punkcie Majdanu namiot, będący kaplicą do modłów. W ciszy i ciemności, pośród powieszonych ikon i rozłożonych na płytach Majdanu dywanów, kapłani modlą się wciąż z uczestnikami protestów.

Atmosfera jest bojowa. Ochrona już bardziej sprawdza wchodzących dziennikarzy, jej zachowania są agresywniejsze. Rozmawiam z dwójką młodych studentów, Aliną i Nazarem – z Lwowa. „Musimy tu być, to nasza przyszłość” mówią. Pytam się ich o plotki chodzące po Majdanie, potwierdzane przez część opozycji – że Janukowycz jest naciskany przez rosyjskie FSB, by użyć gazów wobec protestujących. „To możliwe, on jest zdolny do wszystkiego. Ale nawet jak nas rozpędzi to wrócimy. I będzie nas jeszcze więcej” odpowiada Nazar. Przypominając sobie niesamowite zdolności regeneracyjne Majdanu, zmuszony jestem mu uwierzyć. Alina dodaje – „ale dzięki tym potężnym fortyfikacjom czujemy się bezpieczniej”.

W ratuszu drzwi wejściowych bronią dwa Michały. Potężne chłopy. Wypowiadają się w podobnym tonie - „Berkut już nie zdoła nas roznieść. Raczej my jego. A my będziemy czekać i trzy lata na mrozie jak trzeba będzie”.

Co niesamowite – Majdan rośnie nie tylko w górę ale i wszerz. Powiększył radykalnie swoją objętość. Pożarł ogromną przestrzeń Chreszczatyku, głównego, wielkiego bulwaru kijowskiego. Ratusz który był kiedyś swoistym barbakanem Majdanu stał się jego integralną częścią. Teraz też jest otoczony kilkoma barykadami łączącymi się bezpośrednio z głównym placem. Są one niższe, ale i tak mają często po dwa metry wysokości. W ten sposób Majdan jest już dwukrotnie większy. W tej „nowej” połowie Majdanu znów samochody służą za blokady. Biegają po nim, poza protestującymi, ludzie przebrani za zwierzęta i rozweselają przechodzących. Zupełny surrealizm. Zaś na latarniach Chreszczatyku rozwieszono wielki sztandar - „rewolucja – tak; imitacja – nie”.

Na pewno nie jest to imitacja. W kontekście potęgi obozowiska na Majdanie, można zaufać szczerości Janukowycza, gdy podczas okrągłego stołu, jaki wczoraj odbywał się między władzą a opozycją, ogłosił memorandum na użycie przemocy. Owszem, słusznie Kliczko spuentował tę deklarację słowami „A ile razy on coś obiecywał?”. Ale z drugiej strony, jak to powiedział dla GPC Juszczenko, pytany o możliwość złamania przez Janukowycza memorandum w najbliższym czasie - „chyba nie jest samobójcą”. Faktycznie, ciężko wyobrazić sobie zajęcie Majdanu bez wojska i ostrej amunicji...

*

Spotkałem majdanową wersję Aloszy Karamazowa. Przystojne bydle. Wielkie oczy i morda pełna uduchowienia i naiwności. Członek Kijowskiego Patriarchatu. Kojarzyłem go już wcześniej z widzenia. Był na pierwszej linii frontu podczas walk z Berkutem. Usiłował też ich powstrzymać, gdy katowali w sobotnią noc bezbronnych studentów. Dopiero dzięki niemu zrozumiałem o co idzie gra.
Bóg jest na Majdanie. Ale ze wschodu napiera wiatr. Na gruzach pozostałych po Wielkim Głodzie, w tym zniszczonym świecie powstała inna Cerkiew. Ale wciąż niesie w sobie zło tamtej apokalipsy.

Tymczasem Majdan to świat miłości chrześcijańskiej. Miłości, która może zmienić Europę. Miłości, w której odnajdują się Ci, co tak długo byli wykluczani z kijowskiego społeczeństwa. Biedni, chorzy, zmęczeni, nieudani.

Oj, mój Alosza chce do Europy, ale na pewno nie na klęczkach. Mówi - „owszem, my potrzebujemy Europy politycznie, ale oni nas duchowo. Bo dziś to Majdan, który pokazuje źródło cywilizacji europejskiej. Więc ten fundament, tę chrześcijańską miłość może obronić”. Mój Alosza jest niesamowicie dumny i honorny. A jest taki dzięki swojej wierze. To dzięki niej Ukraina odmieni Europę. „Odnowimy jej ducha! Powstrzymamy laicyzację. Widzisz jak młodzi i biedni tu przychodzą, na Majdan? Tak samo będzie w naszej Europie. Do chrześcijaństwa będą przychodzić, nie do islamu”. „my, z peryferii”.

Przy okazji, wiecie, że św. Piotr był z Galilei? To były peryferie peryferyjnego Izraela...

Alosza opisuje walkę z Berkutem. Nie chce walczyć ale to oni przelali pierwsi krew. Więc on sam musi być na pierwszej linii frontu. Ale nie walczy przemocą, jakżeby mógł? Stoi w pierwszy szeregu i się modli. Opowiada jak głośno się modlił podczas berkutowego ataku i w funkcjonariuszach złamał się duch. Bo to też ludzie, jak mówi mój Alosza, i jak im powiedzieć, że słuzą diabłu, to będą się bali i nie będą chcieli.

Na Majdanie wyrosła kaplica. Jest nią wielki namiot. W środku inny świat. Półmrok, zawieszone ikony, niczym totemy – dwa obrazy – matki Zbawiciela i samego Chrystusa postawione na ziemi, w centralnym punkcie namiotu. Otoczone kwiatami i świecami. Na płytach betonowych trochę zniszczonych dywanów. Przybywają pielgrzymi, protestujący i w pełnej ciszy się modlą. Tylko mnisi półszeptem odprawiają modły. Czasem tylko jakiś polityczny okrzyk przebije się przez gruby materiał namiotu. Wśród mnichów zaś mój Alosza...

Wiem, że znowu zobaczę Aloszę. Jak będzie dostawał pałą od Berkutu, albo, jeśli szczęście dopisze, cieszącego się z pokojowego rozwiązania. I trzymam za Aloszę kciuki z całych sił. Pełen szacunek dla ziomka.

Dawid Wildstein

Tekst pochodzi z profilu Autora na Facebooku

fot. Ewromajdan-Euromaydan, Facebook

Przeczytaj także
92 proc. Polaków deklaruje się jako katolicy

Z badań CBOS wynika, że od roku 2005 do 2012 odsetek osób wierzących i regularnie praktykujących zmniejszył się w Polsce z 58% do 50%, nieznacznie przybyło zaś wierzących i praktykujących nieregularnie (z 32% do 35%), niewierzących i praktykujących (z 1% do 2%) oraz niewierzących i niepraktykujących (z 3% do 6%). ...

Wojciech Stanisławski: Filozofowanie prostownicą

Teza, że nie istnieją prostytutki, są jedynie "sexworkerzy" płci obojga, którym należy się "dekryminalizacja", legalizacja i społeczne uznanie zapuszcza coraz silniejsze korzenie w liberalnym światku.

Żiżek, Badiou i święty Paweł

Żiżek żywi dla Pawła pewien respekt, że jest w stanie on uczciwie zlokalizować swój moment czystej wiary, absolutnie irracjonalnej, ale przecież z rozumowymi konsekwencjami dla dalszego życia - pisze Juliusz Iwanicki w najnowszym numerze "Teologii Politycznej Co Tydzień" pt. "Św. Paweł Apostoł. Interpretacje"

Jakóbik: Orlen zostaje w Możejkach. Wraca geopolityka Lecha Kaczyńskiego

Nie lubię słowa "geopolityka". Ale w kontekście tego, co osiągnął PKN Orlen na Litwie można chyba go użyć. Polska i Litwa dokonują geopolitycznego, nowego otwarcia. Polacy zostają w Możejkach. W tle jest dziedzictwo polityki wschodniej Lecha Kaczyńskiego - pisze Wojciech Jakóbik.

Patologia spoleczna co zrobic .

"Mój Alosza".
Dlaczego "mój"?
Bo jest mesjanistą? Ludzie bywają fascynujący w chwilach uniesień.
Non omnis moriar.
Niestety nie. "Omnis , omnis" . Nieliczni dostępują zaszczytu pamięci.
Ale "trwaj chwilo":)
Takie pełne żaru te Pana reportaże:)
Fajne.

zgadzam się z Emma, Fajne są te reportaże.

Interesujące powinno być dla FR, ale FR ma to gdzieś, bardziej się ekscytuje pudelkiem, np. co powiedział Cejrowski o papieżu, no więc interesujący jest ten mocny rys religijny tych protestów. Jak u nas w 1980 roku. Tam w przerwach między wiecami i koncertami na scenę wychodzą duchowni różnych wyznań wschodnich (choć katolickie zakonnice też widziałem w jednej migawce) i prowadzą modły.
Nie ma tam miejsca już dla femenów i tego rodzaju prowokatorów.
Inaczej niż jak były protesty w Rosji, bez-religijne, bo Cerkiew była po drugiej stronie. Raczej, jak wiadomo, były anty-cerkiewne.
Zaskakujące jest to, bo Ukraińcy i Rosjanie przeszli przez ten sam sowietyzm, a u nich wygląda, że chyba jakby wiara się bardziej odrodziła.
Inne interesujące - Ukraina to chyba jedyny obok Gruzji prawosławny kraj, gdzie większość prawosławnych nie lubi Moskwy,, w tym duchowieństwo.

W ślepej uliczce, czyli PiS a Ukraina
http://www.isakowicz.pl/index.php?page=news&kid=8&nid=8819

"Dziennikarka TVP Info Maria Stepan, pełna egzaltacji, relacjonuje z kijowskiego Majdanu ubrana w czerwono-czarne barwy, symbol Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów-frakcji Bandery (albo Rewolucyjnej). (...) Dziennikarz „Gazety Polskiej” Dawid Wildstein-junior, też pełen egzaltacji, relacjonuje z tegoż samego miejsca, spośród czerwono-czarnych flag. Pisze, że panuje tam wspaniała atmosfera. Wildstein-junior szczerze przyznaje, że czuje się jak w obozie kozackim. To i tak dobrze, że nie w obozie UPA. Zapomniał tylko Wildstein-junior, że gdyby to był rzeczywiście obóz kozacki, to nie wyszedłby stamtąd żywy. Kozacy, szczególnie w czasie powstania Chmielnickiego, dokonywali bowiem masowych pogromów na Żydach. W 1648 roku zgładzili prawie wszystkich wyznawców religii mojżeszowej, których napotkali na swojej drodze. Na całej Rusi uratowało się wtedy tylko kilkuset Żydów, ocalonych przez księcia Jeremiego Wiśniowieckiego – w dzisiejszej Polsce albo przemilczanego albo opluwanego. Od razu widać, że redaktor Wildstein-junior musiał się uczyć historii w szkole zreformowanej przez Jerzego Buzka. "

***
Kaczyński pod czerwono-czarną flagą UPA
http://www.isakowicz.pl/index.php?page=news&kid=8&nid=8820

"Oczywiście można się dziwić i zastanawiać, jak to jest, że mniej więcej 80% sztandarów i flag nad Majdanem to symbole i barwy UPA oraz nacjonalistycznej „Swobody” – przecież partia ta jedynie w obwodzie lwowskim i tarnopolskim w wyborach samorządowych 2010 zdobyła aż 25-35% głosów, a w całej Ukrainie środkowej i wschodniej w przedziale 0 do 3% (średnio w skali całego kraju: mniej niż 5%). Dlaczego więc na podstawie zdjęć i nagrań z Kijowa odnosimy wrażenie, że tłum na Majdanie tworzą niemalże wyłącznie zwolennicy „Swobody”, neobanderowcy i neonaziści spod znaku OUN-UPA i dywizji SS „Galicja”? Odpowiedzi mogą być co najmniej dwie. Pierwsza: obraz tłumu na Majdanie jest mylący, i oceniamy nastroje całego, 45-milionowego kraju na podstawie 100 tysięcy demonstrujących. Druga – zasłyszana od mieszkańca Kijowa: stawka dzienna za demonstrowanie pod flagami UE, „Udaru” pięściarza Kliczki czy „Swobody” wynosić ma 10 Euro… "

Koniec Majdanu. Co teraz rodzimi europatrioci?
http://www.prawy.pl/z-zagranicy2/4494-koniec-majdanu-co-teraz-rodzimi-europatrioci

"Gdyby oceniać niedawne wydarzenia w Kijowie na podstawie przekazów medialnych, przeciętny ich konsument w Polsce mógłby odnieść wrażenie, że cała Ukraina dobija się do bram sytej, cywilizowanej i demokratycznej UE. Wszyscy Ukraińcy widzą w nas ambasadorów ich europejskich aspiracji.
Ten nieprawdziwy obraz jest wynikiem obłędu niemal wszystkich środowisk politycznych, a w ślad za nimi ich medialnych przyjaciół. Tego, co można by określić mianem euroatlantyckiego zaczadzenia. W kwestii bezrozumnego odwoływania się do intelektualno-geostrategicznych wyziewów z ust mocno tęczowego środowiska paryskiej „Kultury”. Romantyczno-insurekcyjnego, a zarazem internacjonalistycznego hasła „Za Waszą i naszą”. Koncepcji, która zaburzyła logikę myślenia i postępowania od okresu rozbiorów do połowy XX wieku, ze wszystkimi tego konsekwencjami dla pozbawionej, jakże często w tym okresie państwowości, substancji narodowej. I która to koncepcja powinna zostać na zawsze ”passe” po 1989 roku.
A jednak nowe uwarunkowania spowodowały jej reaktywację. Przechowywana, jako depozyt i upiększona przez Giedroycia i spółkę została „wyniesiona na ołtarze” przez czołowego światowego iluminata Bronisława Geremka oraz uczniów jego judeo-europejsko-atlantyckiej szkoły myślenia i działania.
Stary układ władzy połączony nierozerwalnym węzłem małżeńskim w świeckiej świątyni w Magdalence, przejęty został pod względem zasobów archiwalnych służb cywilnych i wojskowych przez Waszyngton, Brukselę i Berlin. Czego konsekwencją na polu dyplomacji, zamiast polityki uwzględniającej interes Polski i Polaków, była po 1989 roku, realizacja w oparciu o zaciąg Geremka neokonserwatywnej wizji globalnej jednobiegunowości.
Dla jej adaptacji w Europie Środkowej i Wschodniej potrzebna była realizacja rękami polskich polityków interesów wielkich graczy świata zachodniego, a nade wszystko USA. Interesów, które wcale nie musiały i w dużej mierze nie były zbieżne z naszą pozycją i relacjami z państwami ościennymi. Wałęsa, Kwaśniewski, Kaczyński, Komorowski – wielu prezydentów, wiele partii, wiele interesów. Wewnętrznych – owszem. Zewnętrznych – z zadziwiającą jednomyślnością.

Na odcinku ukraińskim zaczęło się od tzw. „pomarańczowej rewolucji”. Pamiętamy paradowanie z szalikami i innymi wdziankami w kolorze kibiców holenderskich. Zachwyt nad zmianą elity z postkomunistycznej na …. postkomunistyczną, z odcieniem nacjonalistyczno-szowinistycznym.

Przyjacielem Kwaśniewskiego, a potem Kaczyńskiego – bez mrugnięcia okiem - stał się z dnia na dzień nowy prezydent Ukrainy – Wiktor Juszczenko. Postbanderowiec-Europejczyk i miłośnik legendy o UPO-wskich zbrodniarzach..."

Copyright © 2011 Rebelya.pl Wszelkie prawa zastrzeżone.