Od redakcji

O co naprawdę chodzi Orbanowi?

23.01.2012

Ambitny plan zerwania z liberalnym status quo proponowany przez premiera Węgier opiera się na politycznej odwadze pójścia pod prąd i przeciwstawienia się dogmatycznym obcęgom zgniatającym myśli i działania wielu polityków. Chociaż przemiana Orbana z radykalnego liberała w socjalnego konserwatystę może budzić wątpliwości - pisze Łukasz Kobeszko.

Zasadnicze pytanie, które należałoby postawić przy ocenie dokonań obecnego premiera Węgier brzmi, czy przywódca wspólnoty politycznej we współczesnej Europie jest w stanie zakwestionować dogmaty nowoczesnej postpolityki. Viktor Orban unaocznił to, o czym od dobrych kilku lat mówili nie tylko Slavoj Žižek i Aleksandr Dugin, lecz również podskórnie czuła znaczna część mieszkańców Starego Kontynentu. Wieszczony pod koniec lat 80. przez Francisa Fukuyamę liberalny koniec historii (skonkretyzowany w politycznej praxis za pomocą idei Konsensusu Waszyngtońskiego) okazał się złudzeniem. Czy w związku z tym, szczególnie dla środowisk oczekujących od polityków przełamania demoliberalnego status quo, głównym kryterium oceny ich działań nie powinna być zdolność do powrótu do arystotelesowskiej definicji polityki, rozumianej jako działanie na rzecz dobra wspólnego?

 

 

Tego rodzaju spojrzenia na fenomen Orbana zabrakło moim zdaniem Krzysztofowi Bosakowi i Łukaszowi Czernickiemu z zespołu Centrum Analiz Fundacji Republikańskiej. Na łamach 15 numeru „Rzeczpospolitej” (czwartek, 19 stycznia br.) opublikowali oni szkic zatytułowany „Orbanomika bez efektów”. Nie zamierzam krytykować prawa jego Autorów do recenzowania prac węgierskiego rządu. Przedstawiona przez nich analiza w dużej mierze wynika z wyznawanych przez nich poglądów na funkcjonowanie gospodarki. Spór pomiędzy liberalizmem (niezależnie od tego, czy wywodzi on się z klasycznego nurtu Adama Smitha, czy też ze szkół Friedricha von Hayeka lub Miltona Friedmana) a kierunkami stojącymi wobec niego w opozycji (dość szeroko określanych mianem solidaryzmu społecznego) jest o tyleż fascynujący, co nierozwiązywalny. Obydwie jego strony dysponują bowiem mniej więcej stałym zestawem pojęć i argumentów, które rzadko są w stanie przekonać adwersarza. Nie chcąc podejmować bezpośredniej polemiki z ekonomicznymi tezami tekstu zamieszczonego w „Rzeczpospolitej”, chciałbym jednakże zwrócić uwagę na poważne ograniczenia przyjętej przez nich metody analitycznej.

 

Niezdrowy podział

Publicyści Fundacji Republikańskiej wyrażają w artykule poparcie dla politycznych działań rządu Orbana, chwaląc ją, jak sami napisali za„odwagę”. W tej samej części wywodu, Bosak i Czernicki dostrzegają jednakże, że na płaszczyźnie monetarnej i fiskalnej Orban „prowadził politykę w istocie lewicową”. Dodają przy tym, iż jest ona całkowicie sprzeczna z „ikonami rynkowej prawicy”, symbolizowanymi przez postacie Margaret Thatcher i Ronalda Reagana.

Pierwszy protest budzi arbitralne rozdzielenie przez Autorów sfery polis oraz oikonomikos, którą Ksenofont określił jako sztukę prowadzenia gospodarstwa domowego i rolnego. Już klasyczna myśl starożytna pokazywała jednak, że obydwie sfery są ze sobą ściśle powiązane i funkcjonowanie oikonomikos nie jest możliwe bez uprzedniego istnienia polis, rozumianego jako tworzona przez obywateli wspólnota polityczna. Rozdzielenie sfery polityki i gospodarki, jakie dokonane zostało w epoce Oświecenia spowodowało postępujące wyobcowanie człowieka wobec ekonomii, owocujące powstaniem antagonizmu pracy i kapitału, podchwyconym tak ochoczo przez millenarystyczną utopię marksizmu.

Postulowana przez Orbana odbudowa autorytetu państwa i przywrócenie jego aktywnej roli w gospodarce nie służy odbudowie sztucznego raju powszechnej równości i wspólnoty dóbr, lecz ma zamiar chronić wolny rynek przed patologiami monopolów, korupcji i działań spekulacyjnych. Powrót do zapomnianych państowych mechanizmów regulacyjnych oznacza właśnie, jakby to górnolotnie nie zabrzmiało, przywrócenie organicznego związku pomiedzy polis i oikonomikos.

 

W obcęgach schematu

W ustach i piórach publicystów jednego z głównych wolnorynkowych think-tanków, samo stwierdzenie niezgodności czyichś działań z praktyką nowoczesnego neokonserwatyzmu stanowi przykład znanej sentencji „Roma locuta causa finita”. Kontestowanie „niewidzialnej ręki wolnego rynku” lub też innych dogmatów ogłoszonego u schyłku amerykańskiej „reaganomics” Konsensusu Waszyngtońskiego – liberalizacji rynków finansowych, prywatyzacji, deregulacji czy też utrzymania jednolitego kursu walutowego „na poziomie gwarantującym konkurencyjność” stanowi w tej optyce groźną herezję. Jej zwolennik staje się błyskawicznie ofiarą „dyskursu wykluczającego” i portretowany jest jako bezrefleksyjny zwolennik „socjalu”.

Wydaje się, że polscy republikanie nie potrafią uwolnić się od rozpowszechnionej w kręgach liberalnych politycznie poprawnej opinii o gospodarczym populizmie rządów FIDESZu. Co gorsza, podpierają się przy tym bardzo krytyczną opinią „węgierskiego Balcerowicza” – ministra finansów w latach 1995-96 Lajosa Bokrosa, autora pakietu ustaw liberalizujących naddunajską gospodarkę. Lajos Bokros, dawny działacz Węgierskiej Socjalistycznej Partii Robotniczej i wysoki urzędnik sektora bankowego w czasach rozpadu „gulaszowego socjalizmu” pozostaje modelowym przykładem elity czasów postkomunistycznej transformacji.

Pomijając nawet problem kontrowersji, jakie budzi powoływanie się na autorytet postaci mogącej być jednym z głównych bohaterów analiz prof. Jadwigi Staniszkis na temat procesów uwłaszczenia postkomunistycznej nomenklatury, warto zwrócić uwagę, iż reprezentujący dogmatyczną szkołę monetarystyczną były minister finansów nie będzie w stanie obiektywnie ocenić polityki swoich politycznych rywali.

Błąd liberalnej krytyki orbanowskich zmian polega przede wszystkim na zachowawczym stanowisku, nie dostrzegającym alternatyw dla pomysłów zawartych w Konsensusie Waszyngtońskim i polityce Międzynarodowego Funduszu Walutowego. Ambitny plan zerwania z liberalnym status quo proponowany przez Orbana opiera się na politycznej odwadze pójścia pod prąd i przeciwstawienia się dogmatycznym obcęgom zgniatającym myśli i działania wielu polityków. Strach przed posądzeniem o sprzyjanie nieliberalnej wizji redystrybucji dochodu narodowego, roli banku centralnego, modelu emerytalnego czy też utrzymywania sektora państwowego, jest w wielu środowiskach  znacznie silniejszy od odwagi, jaką prezentuje Orban.

 

Pójść pod prąd

Który bowiem współczesny europejski polityk, zamiast powtarzać zdarte slogany o „reformach” i wzroście gospodarczym potrafi zakomunikować, że ma nadzieję, iż pod koniec kadencji uda mu się stworzyć silne państwo, gdzie każdy będzie miał świadomość swojej pracy, a sektor publiczny – edukacja, ochrona zdrowia i transport będą cieszyć się powszechnym uznaniem (zob. wywiad V. Orbana dla telewizji Magyar TV2 z okazji pierwszego roku funkcjonowania rządu, 21.06.2011). Który premier poza Orbanem jest dziś w stanie powiedzieć otwartym tekstem, że wzrost makroekonomiczny to nie jedyny i najważniejszy czynnik rozwoju gospodarki, czym wprawił w konsternację unijnych przywódców zgromadzonych podczas negocjacji nad przyjęciem paktu „euro plus” wiosną ubiegłego roku?

Kto potrafi powiedzieć, że racją zniesienia czesnego za studia (co miało miejsce podczas pierwszego rządu Orbana) nie był rachunek ekonomiczny, ale względy moralne i osobiste doświadczenie? W 2000 roku w wywiadzie dla „Gazety Wyborczej” Orban wyraźnie stwierdził, że gdyby nie bezpłatne studia, wielu podobnych do niego młodych ludzi z węgierskiej prowincji nie byłoby w stanie uzyskać wyższego wykształcenia.

Dwukrotny premier Węgier wielokrotnie był w stanie zadziwić swoich europejskich kolegów Po raz pierwszy stało się tak w 1999 roku, gdy podczas światowego zjazdu Międzynarodówki Liberalnej (LI), do której wówczas (co dzisiaj może dziwić) należał FIDESZ, już jako najmłodszy premier w Europie roztoczył przed delegatami wizję ustroju państwa opartego z jednej strony na wolności osobistej i gospodarczej, z drugiej zaś – na zakorzenionej w chrześcijaństwie sprawiedliwości społecznej, opartej o silny sektor publiczny. W niecały rok po tym wystąpieniu, partia Orbana zrezygnowała z członkostwa w Międzynarodówce i przystąpiła do Europejskiej Partii Ludowej (EPP), zrzeszającej ugrupowania centroprawicowe, przynajmniej z nazwy odwołujące się do tradycji chadeckiej.

W ramach największej struktury politycznej UE, jeszcze przed przystąpieniem Węgier do Wspólnoty, Orban wielokrotnie był wyrzutem sumienia dla swoich niemieckich lub włoskich współtowarzyszy, jawnie domagając się umieszczenia w europejskich dokumentach odwołań do Boga i chrześcijańskiego dziedzictwa Starego Kontynentu. W tym miejscu warto przypomnieć zdanie, które ówczesny lider węgierskiej opozycji wygłosił podczas zjazdu „Quo vadis Europo” w 2004 roku w Gnieźnie: „Naszą Europą jest Europa chrześcijańska, oparta nie tylko na demokratycznej większości, ale przede wszystkim na nieprzemijającym fundamencie Prawdy”.

Wielu obserwatorów może jednak okazać daleko posunięty sceptycyzm co do szczerości zaskakującej przemiany Orbana z radykalnego liberała w socjalnego konserwatystę. Dzisiaj niewielu już pamięta, że podczas wizyty Jana Pawła II na Węgrzech latem 1991 roku pismo wydawane przez FIDESZ zamieściło prześmiewczy artykuł na temat katolickiego nauczania na temat antykoncepcji, a przyszłemu premierowi bliżej było wtedy do młodych polskich liberałów z Kongresu Liberalno-Demokratycznego. Gdy jednak pilnie prześledzimy życiorysy polityczne wielu europejskich liderów, znajdziemy w nich częściej raczej odwrotną drogę rozwoju, niż miało to miejsce w przypadku Orbana. Liderom pozostającym na szczycie jest bez wątpienia dużo łatwiej ulec powszechnie obowiązującej poprawności, niż zaryzykować obranie kierunku „populisty”.

 

Ortodoksyjny odstępca

Orban odważył się naruszyć wiele największych tabu współczesnego liberalizmu gospodarczego, przez co naraził się międzynarodowym bankom i korporacjom. Poradził sobie z generującymi wirtualne zyski otwartymi funduszami emerytalnymi, upaństwawiając ich aktywa na poczet wzorowanej na istniejącej w wielu krajach emerytury obywatelskiej. Według danych węgierskiego rządu, nacjonalizacja OFE pozwoliła zmniejszyć dług publiczny w latach 2010-2011 z 81 do 77 proc. PKB. W Polsce z wielkim trudem przebijało się przez ścianę mediów sceptyczne spojrzenie na OFE (prezentowane chociażby przez prof. Józefę Hrynkiewicz). Węgierski lider wielokrotnie podkreślał, że generowanie zadłużenia państwa jest prostą drogą do utraty niepodległości i należy podjąć wszelkie kroki nad jego zahamowaniem, także sięgając do środków zgromadzonych przez prywatne fundusze inwestycyjne.

Wprowadzenie podatku wyrównawczego dla działających na Węgrzech międzynarodowych korporacji kontrolujących kluczowe sektory gospodarki – finanse, energetykę, telekomunikację oraz handel wielkopowierzchniowy również stanowiło element niedogmatycznego myślenia Orbana. Z pewnością lepsze są działania do budowy silnej, krajowej klasy średniej, niż ciągłe tropienie ideologicznych odchyleń od kanonu wypracowanego przez „ikony wolnego rynku”.

Ogłoszony przed kilkoma dniami przez rząd Węgier Plan Daranyi`ego (nawiązujący do postaci ministra rolnictwa z czasów Austro-Węgier) ma wzmocnić budowę krajowej warstwy właścicieli ziemskich i zwiększyć samowystarczalność żywnościową węgierskiej wsi. Podobnie jak wprowadzony za pierwszego rządu Orbana Plan Szechenyi`ego adresowany do drobnych przedsiębiorców. Plany te stanowią wyraz długofalowej strategii budowy Nowych Węgier, osadzonych głęboko w wiejskiej i małomiasteczkowej tradycji chrześcijańskiej.

Z pewnością wielokierunkowy atak napierający dzisiaj na Orbana z różnych stron europejskiej barykady politycznej ma związek z jego zdecydowaną postawą broniącą religijnych korzeni jego ojczyzny i próbą budowy nowego państwa na fundamencie tradycyjnych wartości. Rozpoczynając swoją konserwatywną rewolucję węgierski premier naruszył bardzo wiele złożonych i globalnych interesów. Nie bez kozery kilka dni temu znany pisarz i dramaturg Gyorgy Konrad, cieszący się w Budapeszcie statusem podobnym do Milana Kundery, Vaclava Havla lub Adama Michnika, w wywiadzie dla dziennika „La Repubblica” wezwał Orbana do natychmiastowej dymisji, apelując o utworzenie rządu „w rodzaju włoskiego gabinetu Mario Montiego czy greckiego rządu Lukasa Papademosa, który cieszyć się będzie „zaufaniem Międzynarodowego Funduszu Walutowego i zagranicznych inwestorów”.

Warto, abyśmy pod żadnym pretekstem nie przyłączali się do podobnych głosów.

Łukasz Kobeszko

 

Autor jest dziennikarzem i publicystą Portalu Spraw Zagranicznych. Publikował m. in. w „Obywatelu”, „Znakach Nowych Czasów”, Międzynarodowym Przeglądzie Politycznym i miesięczniku „Sprawy Polonii”.

  • KrzysztofNR
    23.01.2012

    A wystarczyło napisać "Jestem humanistą, nie znam się na gospodarce.". W tych słowach można streścić cały artykuł.

  • Executor
    23.01.2012

    Chałwa za przypomnienie związku polis i oikonomikos!

  • prawydolewego
    23.01.2012

    Możemy poprzeć naszych braci Węgrów na http://www.facebook.com/PolacypopierajaWegrow

  • robertgorgon
    23.01.2012

    Bardzo dobry artykuł. Ekonomia nie jest nauką ścisłą i nie pretenduje do tego, co podkreślają nieraz autorytety z tej dziedziny. Nic nie uzasadnia podejścia apriorycznego, w którym utopię wolnorynkową ustanowiono przedmiotem kultu. Na przykładzie kryzysu z 2008 roku widać jasno, że mechanizm deregulacji doprowadził do powstania symbiozy finansowych gigantów wymykających się regułom jakiejkolwiek konkurencji. Dlatego zgadzam się z autorem, że wpierw te reguły należy przywrócić

  • col. Miles Quaritch
    23.01.2012

    to dobrze, że Orban buduje swoją niezależność w oparciu o państwowy paternalizm zamiast rządów oligarchii finansowej (a nie żadnego tam dogmatu wolnego rynku...)
    ale lepiej byłoby, gdyby budował, wzorem Pinocheta, opierając o krrrrrwiożerczy lyberalyzm
    nie zabrakło by mu wtedy pieniędzy

  • col. Miles Quaritch
    23.01.2012

    to dobrze, że Orban buduje swoją niezależność w oparciu o państwowy paternalizm zamiast rządów oligarchii finansowej (a nie żadnego tam dogmatu wolnego rynku...)
    ale lepiej byłoby, gdyby budował, wzorem Pinocheta, opierając o krrrrrwiożerczy lyberalyzm
    nie zabrakło by mu wtedy pieniędzy

  • Damian Wu
    25.01.2012

    Jak można pisać takie bzdury?

  • Redakcja Rebelya.pl
    25.01.2012

    @DW - A tak konkretnie?

  • Andrew Dalek
    27.01.2012

    Orban nauczajacy Europejczykow o tym jaka powinna byc Europa jest po prostu zalosny, ale jako szef rzadu ustalajacy warunki splaty zaciagnietych kredytow ma szanse zrobic cos dobrego. To ze on probuje zapasc finansowa swojego kraju przedstawiac jako przesladowanie ze wzgledu na wyznawane wartosci to jest ewidentne. Do niedawna odmawial nawet przyznania, ze Wegry maja problem ze splata kredytow. Dopiero gwaltowny spadek wskaznikow finansowych zmusil go do wspolpracy z EU i jej instytucjami finansowymi - glownie IMF.

  • Zen
    29.01.2012

    Wierzący inaczej wierzyli kiedyś w złotego cielca i wiara ta okazała się drogą do nikąd. Ale nienauczalni nie porzucili swej wiary, tylko nadali jej inne imię: ekonomia :) Tak po krótce można streścić całą historię, a i wykazać, że doktrynalna wiara w mechanizmy gospodarcze, które zawsze były, są i będą pochodną polityki, jest po porstu głupotą. O pobudkach może innym razem... :)

.

Notki

Moje komentarze

Feb. 23, 2012, 12:58 p.m. Radio Wnet - program z ...

Dziękujemy, Hakir. Tak, to jest właśnie link...

Feb. 23, 2012, 12:43 p.m. Washington Post - liberalny , czy ...

wszystko naraz...

Feb. 23, 2012, 9:22 a.m. Szatan zaatakowal USA

a propos Santoruma, zrobiliśmy kiedyś wywiad z amerykańskim ekonomistą i demografem z Instytutu Badań nad Małżeństwem i Religią. Niedawno zorientowaliśmy się, że ten ośrodek to zaplecze eksperckie Santoruma. http://rebelya.pl/post/195/rodzina-recepta-na-kryzys...

Feb. 23, 2012, 12:32 a.m. Czy uchwalając Dzień Pamięci ...

e tam, już uchwalili Rok Skargi, Kraszewskiego, wsparli film Czarny Czwartek, nie zlikwidowali IPNu Gesty różne są, o prawą flankę elektoratu też dbają jakoś. I mają z tego profity, Komorowski nie zostałby prezydentem gdyby nie poparcie części środowisk patriotycznych...

Feb. 22, 2012, 2:27 p.m. Czy już wszyscy zdążyli ...

Napisał/a: Pluszak z Jamajki Bosak tam pisze? Nigdy typa nie lubiłam, już wiem, dlaczego. u nas też pisuje. I co teraz? :))...

Feb. 22, 2012, 2:09 p.m. Wyszkowski wieszczy zupełny koniec ...

Napisał/a: harcownik Wałęsa od dawna jest skończony i nic nie znaczy. Nie znam nikogo, kto by go poważnie traktował. Sam swoją megalomanią na to zapracował i nie było do jego kompromitacji potrzeby wyciągania sprawy Bolka. no, ale lotnisko swojego ......