Dziękujemy, Hakir. Tak, to jest właśnie link...
"Rodzinny ekspert" Gruszczyk
24.01.2012Płk. Stefan Gruszczyk, ojczym redaktor Justyny Pochanke z TVN24, najmnocniej przekonuje, że załoga rządowego samolotu, który rozbił się w Smoleńsku, próbowała lądować. Nawet wbrew wydanej przez kapitana komendzie.
Stefan Gruszczyk jest obok Tomasza Białoszewskiego, Jana Osieckiego, Tomasza Hypkiego, czy Roberta Latkowskiego jednym z tych, których wdowa po dowódcy Sił Powietrznych gen. Andrzeju Błasiku nazywa "pseudoekspertami lotnictwa". - To są ludzie, którzy wręcz żerują na śmierci mojego męża – stwierdziła Ewa Błasik w rozmowie z "Naszym Dziennikiem".
Kilka dni temu, w związku z nowymi informacjami odnośnie smoleńskiego śledztwa, płk. Gruszczyka cytował „Dziennik Polski”. Mówił o „odczycie czarnej skrzynki dokonanym o przez biegłych z Instytutu Ekspertyz Sądowych” i komentował zachowanie pilotów. - Oni chcieli wylądować. Proszę przeczytać zapis odczytanych rozmów z kokpitu, by się o tym przekonać – czytamy jego wypowiedź w krakowskiej gazecie.
Gruszczyk wskazuje, że choć najpierw o godz. 8.40 i 51 sekund - czyli na 16 sekund przed katastrofą - kpt. Arkadiusz Protasiuk mówi: "Odchodzimy na drugie", a następnie - dwie sekundy później - drugi pilot mjr Robert Grzywna powtarza to samo, to samolot systematycznie schodzi niżej.
Według płk. Gruszczyka nie ulega wątpliwości, że samolot zniża się do 20 m, to znaczy, że załoga chce wylądować; innego rozwiązania nie ma!
Płk Gruszczyk raport komisji Millera komentował w stacji TVN. - Najważniejsza rzecz, jaka różni te dwa raporty: raport Millera i raport MAK-u, to jest stwierdzenie zawarte w dokumencie komisji Jerzego Millera, że polska załoga nie próbowała lądować, a tylko podchodziła do lądowania. Ja się z tą opinią nie zgadzam. I wychodzi tak, że jestem po stronie MAK-u - powiedział na antenie TVN24.
Znając jego wcześniejsze wypowiedzi, ta opinia nie zaskakuje. - Według mojej oceny po prostu załoga zaryzykowała - zrobiła to, czego jej nie wolno było robić. Na tych 100 metrach podjęli decyzję, a podjął decyzję prawdopodobnie dowódca załogi, że będą szukali ziemi i będą próbowali wylądować – mówił w czerwcu w RMF FM płk Stefan Gruszczyk. Sugerował też mocno, że na pilotów były naciski polityków.
Inna jego wypowiedź, tym razem z telewizji TVN. - W całej jaskrawości wychodzi, że dobór załogi był fatalny, załoga nie znała języka rosyjskiego i nie znała procedur, jakie obowiązują na tego typu lotniskach wojskowych w Rosji. Jedyną osobą, która znała język rosyjski, był kapitan Arkadiusz Protasiuk. Nawigator nie umiał prowadzić korespondencji w języku rosyjskim. Jakbym miał lecieć na takie lotnisko, to bym odmówił lotu – mówił płk Gruszczyk.
Kim jest trzeci lansowany w głównych mediach ekspert? Od długiego czasu jest emerytem. Pracę pilota w 36. Specjalnym Pułku Lotnictwa Transportowego wykonywał w latach 1973-1990. Prywatnie były pilot jest ojczymem Justyny Pochanke, prezenterki TVN, jednej z czołowych twarzy stacji i żony dyrektora programowego TVN24. Dlatego wśród internautów pułkownik bywa nazywany „rodzinnym ekspertem”.
Dr Tadeusz Augustynowicz, wieloletni pracownik PLL LOT, menadżer Cargo Terminal London Heathrow Airport o kompetencjach płk. Stefana Gruszczyka wypowiada się jednoznacznie. - Pośród czysto publicystycznych określeń, takich jak: “samobójstwo!”, “gra w totka!”, “to musiało się tak skończyć!”, “piloci złamali zasady pisane krwią” itp., podsumował swoje szczegółowe wnioski nietrafnym stwierdzeniem: “najważniejsze są inne [niż GPS i radiolatarnie] urządzenia i wzrokowy kontakt z ziemią”. Gdyby piloci polskiego Tu-154M 101 od startu z Warszawy kierowali się prawidłem płk. Gruszczyka, to nie wiadomo, czy zdołaliby dolecieć do Dęblina, co zaś mówić o odległym rosyjskim Smoleńsku – ocenił.
MM






Dar
24.01.2012
Ciekawe1.
mrdataPL
24.01.2012
Też sczeli sobie w policzek?