Dziękujemy, Hakir. Tak, to jest właśnie link...
John Le Carré i kret w cyrku
27.01.2012- Zarówno w MI5 jak i w MI6 panowała swego rodzaju powszechna paranoja. Przypominało to szeptanie wywołujące napięcie - wspomina swoją pracę w służbach specjalnych jeden z najwybitniejszych twórców literatury szpiegowskiej John Le Carré. Obsesja zdrady to wątek przewijający się przez całą jego twórczość.
Jedno z warszawskich kin. Po około dziesięciu minutach seansu z sali wychodzi kilkuosobowa grupa nastolatków. Inna grupa dopiero po jakimś czasie, gdy akcja filmu zaczyna się rozkręcać, kończy szeptane rozmowy. W sumie trudno się dziwić tym pierwszym reakcjom.
Widzom, dla których synonimem brytyjskiego szpiega stał się amator „wstrząśniętego, nie mieszanego” martini, bon vivant James Bond, jego rodak George Smiley w jasnym, długim płaszczu i bliżej nieokreślonym wieku może wydać się po prostu śmiertelnie nudny.
Tylko, że to właśnie „ten nudziarz” jak się okazuje jest prawdziwym portretem pracownika wywiadu. Oglądając najnowszą ekranizację jego przygód widz czuje się w kinie, jak w teatrze. Akcja grana w kręgu kilku osób. Wciągające dialogi w harmonijnych, spokojnych ujęciach, gdzie swoje konkretne miejsce ma nawet bzyczenie pszczoły.
Można wyjść z kinowej sali, albo dać się porwać akcji. Krytycy podkreślają, że zespolenie realizmu z pięknem zapewniła bardzo dobra współpraca reżysera z twórcą książki na podstawie, której powstał scenariusz.
Od 25 listopada w polskich kinach grany jest „Szpieg” Tomasa Alfredsona, film nakręcony na podstawie powieści Johna Le Carré „Krawiec, druciarz, żołnierz, szpieg”. Mimo, że grany jest już prawie 2 miesiące, wciąż cieszy się zainteresowaniem polskich widzów.
Zawód szpieg
Moim pierwszym zawodem było szpiegostwo – mówi o sobie David John Moore Cornwell. Uprawiał je w latach 50. I 60. „pod przykrywką” pracownika brytyjskich służb zagranicznych, najpierw jako drugi sekretarz w ambasadzie Wielkiej Brytanii w Bonn, potem jako konsul w Hamburgu.
Rozwijającą się karierę wywiadowcy pracującego dla MI6 (brytyjski wywiad) przerwała najprawdopodobniej zdrada innego Brytyjczyka Kima Philby’ego, który przeszedł na stronę Sowietów. Zdrada we własnych szeregach i dekonspiracja odcisnęły na Cornwellu piętno.
- Zarówno w MI5 (brytyjski kontrwywiad) jak i MI6 panowała swego rodzaju powszechna paranoja. Według mnie przypominało to szeptanie wywołujące napięcie, które zostało we mnie na jakiś czas po odejściu z tego świata – wspomniał później w jednym z wywiadów.
Zaczął pisać książki i tak powstał słynny pisarz, autor thrillerów szpiegowskich John le Carré. Zdrada pojawiała w nich niemal obsesyjnie.
„Piątka z Cambridge”
Szwedzki reżyser zekranizował część tzw. „trylogii Karli”, której motywem przewodnim jest starcie brytyjskiego agenta z szefem sowieckiego wywiadu o pseudonimie „Karla”. Le Carré nie ukrywa, że faktograficznym podłożem jego opowieści jest właśnie historia Phillby’ego, nazywanego najsłynniejszym „kretem” w dziejach służb wywiadowczych.
Philby razem z czterema kolegami został pozyskany do współpracy z Sowietami w myśl innowacyjnego jak na ówczesne czasy scenariusza. Gdy wszyscy uważali, że najlepszymi kandydatami do werbunku są ludzie mający dostęp do informacji, pracownicy łączności, sekretarki w ambasadzie czy ministerstwach, Teodor Maly, sowiecki „nielegał” działający w Wielkiej Brytanii obmyślił i wykonał pracę u podstaw.
Postanowił zwerbować grupkę dobrze zapowiadających się angielskich studentów. Wiedział, że odpowiednie pokierowanie karierą absolwentów Cambridge może okazać się kopalnią złota. Nie pomylił się. Słynna „piątka z Cambridge” weszła w wysokie struktury brytyjskiego wywiadu i korpusu dyplomatycznego. Sam Philby został w 1944 r. postawiony na czele świeżo powołanej Sekcji IX, która miała mierzyć się właśnie z Sowietami (sic!).
Nieufność wobec zdrajcy
Gdy wyszła na jaw prawda o Philbym, Rosjanie wywieźli go z Bejrutu do Moskwy. Amerykański pisarz Robert Littell intersujący się postacią Philby’ego twierdzi, że Brytyjczyk mimo niewątpliwych zasług dla Sowietów był przez niech traktowany z dużą ostrożnością i nieufnością.
– Przyjmowano go w Moskwie ze wszelkimi honorami. Ale nie został nigdy awansowany na oficera i odsunięto go na boczny tor. Przed drzwiami jego mieszkania cały czas stał strażnik. Jego noga nigdy nie postała na Łubiance. A kiedy spotykał się z ludźmi z KGB, dbano, by nie mógł zobaczyć niczyjej twarzy – tłumaczy autor książki „Philby: portret szpiega z czasów młodości”.
Ponadto Littel jest zdania, że aby poznać tajemnicę Philby’ego należy zgłębić jego relację z ojcem. Kim on był? Harry St John Philby był agentem brytyjskich służb na Bliskim Wschodzie. Organizował np. arabski bunt przeciwko osmańskiemu zwierzchnictwu. – Nie przeszkodziło mu to później zdradzić Brytyjczyków dla Amerykanów i ich interesów naftowych – tłumaczy Robert Littell.
Wielu ekspertów zajmujących się służbami specjalnymi twierdzi zdecydowanie, że „piątka z Cambridge” jest najgroźniejszą siatką szpiegowską, jaka działała w Wielkiej Brytanii. Co ciekawe, sam Le Carré w jednym z ostatnich wywiadów przyznał, że poznał „najsłynniejszego kreta” brytyjskiego wywiadu gdzieś na przełomie lat 50. i 60. - Philby wzbudził w mnie tak mało zaufania, że nie powierzyłbym mu nawet swojego kota na weekend – ironizował pisarz.
Na tropie „Karli”
W filmie szwedzkiego reżysera poznajemy agenta Georga Smileya, gdy jest zwalniany ze służby, a jego miejsce zajmują młodsi. Zakupy, spacery, szarość i codzienność. Od zwyczajnego emeryta odróżnia go stary nawyk zaznaczania drzwi wejściowych, aby wiedzieć, czy aby na pewno nie odwiedził go nikt pod jego nieobecność.
Któregoś dnia podsekretarz stanu proponuje mu powrót i chce powierzyć delikatną misję wyśledzenia zdrajcy. Sytuacja jest irytująca dla brytyjskich władz m.in. dlatego, że każdy dzień działania „kreta” podważa zaufanie, jakie do swoich europejskich kolegów mieli Amerykanie. Smiley początkowo nie chce się zgodzić, ale wie, że to sprawa jego pokolenia, a jego rozgrywka z „Karlą” została przerwana, co nie znaczy, że zakończona.
Smiley przystępuje do pracy, a wraz z jej rozwojem widz zostaje wprowadzany w arkana sztuki szpiegowskiej. - Biurokracja, ona właśnie stanowi istotę tajnego świata: analiza zdjęć, słuchanie taśm z podsłuchów, niekończące się narady, krążące teczki z dokumentami po przepastnych zakamarkach bezdusznego urzędu – stwierdził recenzji w „Tygodniku Powszechnym” Bartłomiej Sienkiewicz, analityk, publicysta, na początku lat 90. członek kierownictwa Urzędu Ochrony Państwa i Zarządu Wywiadu UOP.
Poszukując kreta w cyrku
Siłą tego filmu jest realizm, pieczołowicie odtworzony angielski klimat lat 60. i dbałość twórców o szczegóły. Zasługą Le Carré jest też niewątpliwie to, że poznajmy wewnętrzny słownik brytyjskiego wywiadu, według którego możemy powiedzieć, że Smiley otrzymał zadanie „odnalezienia kreta w cyrku”, bo tak pracownicy nazywali MI6 zlokalizowane w Londynie przy Cambridge Circus. Ale, to niejedyne barwne określenia.
"Inkwizytorzy" - to personel przesłuchujący agentów i osoby przechodzące na stronę wroga, "cieciami" nazywana jest kadrą operacyjną Cyrku, która dogląda codziennych spraw organizacji. A „kuzynami” określa się CIA i amerykańskie służby wywiadowcze.
Są też "artyści uliczni" czyli personel Cyrku wyszkolony w śledzeniu podejrzanych w terenie. Dokumenty fałszują „szewcy”, a „latarnicy” zajmują się inwigilacją, dostarczaniem przesyłek i utrzymywaniem bezpiecznych kryjówek. „Szperaczami” nazywani są technicy od wynajdowania podsłuchów.
Aktualność zwyczajności
- Chciałem sprawić, by ten tajemniczy świat stał się przystępny. To są przecież zwyczajni ludzie, którzy wiodą życie prywatne i zawodowe. To, co jest równie aktualne teraz, jak było 30 lat temu i będzie za sto lat to fakt, że ludzie zdradzają nawzajem swoje zaufanie – mówił Le Carré o swoich przygotowaniach do ekranizacji powieści.
Strategię pisarza dobrze wykonali aktorzy. Przede wszystkim Gary Oldman jako George Smiley. – Jego kreacja mnie porwała – przyznał autor książki po premierze filmu. Nic dziwnego. Owszem czuć od niego zwyczajność oraz samotność, ale czasami ujawniają się chłód, dystans i panowanie nad sobą nabyte raczej latami pracy niż specjalnym szkoleniem.
Tego wszystkiego potrzeba Smiley’owi, bo kluczem do znalezienia „kreta” czyli tak naprawdę rozwikłania zagadki konkretnej zdrady są namiętności, relacje między ludźmi. Le Carré mawia natomiast, że według niego tajny świat, to taka metafora wielkiego świata w którym ludzie żyją, czasami dopuszczając się kłamstw, gdzie czasami pojawi się zdrada, a ludzie „odgrywają życie zamiast je przeżywać.” Tak samo kiedyś jak i dzisiaj.
Kiedy pisałem ten tekst, brytyjski „The Sunday Telegraph” podał, że tamtejsze władze ujawniły kolejnego rosyjskiego szpiega, oficjalnie zatrudnionego w rosyjskiej ambasadzie. Według MI5 Michaił Repin próbował rekrutować członków Izby Gmin, pracowników ośrodków badawczych, a także urzędników odpowiedzialnych za bezpieczeństwo narodowe Wielkiej Brytanii. Deportowano go z Wielkiej Brytanii rok temu.
Czy udało mu się ulokować „kreta”, tym razem nie w Cyrku, ale innym ważnym dla bezpieczeństwa Wielkiej Brytanii miejscu? To już problem Brytyjczyków. Niewykluczone, że dowiemy się kiedyś o tym z filmu albo książki. Gdy jakiś inny agent pracujący w służbie Jej Królewskiej Mości postanowi zostać literatem i pod płaszczem literackiej fabuły zechce dzielić się z czytelnikami swoimi doświadczeniami i zadrami. Tak samo kiedyś jak i dzisiaj.
Mariusz Majewski
Powyższy tekst ukazał się pierwotnie w tygodniku "Uważam Rze".
Na zdjęciu: kadr z filmu "Szpieg", reż. Tomas Alfredson, Francja/Niemcy/Wielka Brytania, 2011






Pref de Zoo
27.01.2012
He, znowu Brytole z ich antyrosyjskimi fobiami przejętymi w latach 50. od PiSu.
Sekta smoleńska działa: jesienią 2010 Brytole rzuciły swój coroczny raport nt. bezpieczeństwa itd. itp. i fajne info było: poziom nasycenia Europy Zachodniej przez agentów rosyjskich osiągnął stan z Zimnej Wojny. Czad, Nigeria i Pretoria.
nieliniowy
27.01.2012
w naszym rządzie Smiley byłby kretem
Bartek
28.01.2012
Film widziałem wczoraj :) bardzo żałowałem, że trwał tylko 2 godziny... Kawał świetnego kina z cudownymi zdjęciami i świetnie oddanym klimatem tamtego czasu... I ten citroen DS mmm :D
Hyacinthus Stanislaus
28.01.2012
Wszystko prawda, ale nie całkiem - Le Carre przyznaje, że żargon ("cyrk", "latarnicy", "fretki", "mateczki" etc.) zastosowany przez niego w książce jest głównie jego własnym pomysłem, zatem."nie poznajemy" żadnego "wewnętrznego słownika MI6" :)
Prócz filmu i książki (chyba nie muszę nikomu pisać co lepsze) jest jeszcze mini-serial BBC z Alekiem Guinessem w roli Smileya. Osobiście uważam serial za lepszy od filmu - jest wierniejszy, a postacie mocniej zarysowane (Haydon z serialu jest znacznie lepszy niż kreacja Colina Firtha).
Wanda Wiśnia
28.01.2012
W fascynującym eseju o twórczości Le Carrego z "Literatury na Świecie" (nr 7 z 1989 r.) Ludwik Dorn (tłumacz jego powieści) stwierdził nawet, że terminologia wymyślona przez pisarza, w tym określenie "kret", została uznana i weszła do użytku w anglosaskich służbach specjalnych.
agent
30.01.2012
HS - tym niemniej dla obecnych 20-, 30-latków smiley będzie miał twarz Oldmana. Firth - hm, z nieco innych względów uważam, że to był błąd obsadowy (zwłaszcza dla tych, którzy nie czytali książki).
WW - trzeba będzie zajrzeć do tegoż eseju.
Pressing
01.02.2012
Wanda Wiśnia ok. Ciekawe informacje.
Wanda Wiśnia
01.02.2012
To nie ja poczyniłam ten wpis, tylko mój mąż Zaranek (nie wylogował mnie).