Dziękujemy, Hakir. Tak, to jest właśnie link...
Matyszkowicz: Szalona Rosja
28.01.2012Gdyby szukać w Rosji czegoś, co naprawdę fascynujące i co stanowi jej największą siłę przyciągania, to będą to dwa zjawiska odziedziczone po kulturze bizantyjskiej. Święte szaleństwo i odwrócona perspektywa. Jednak to, co najbardziej pociągające, bywa jednocześnie największym niebezpieczeństwem.
A więc święte szaleństwo. Zjawisko zupełnie różne od dostępnego nam błazeństwa. Szaleństwu w cywilizacji łacińskiej brakuje sakralnego charakteru. Owszem, pojawiają się szaleni święci, jak chociażby św. Franciszek, który rozbiera się do naga przed biskupem, ale szaleństwo nie stanowi podstawy ich świętości. Jest jakąś pochodną nieprzystosowania, świętości, która wchodzi w konflikt z regułami tego świata.
Cień jurodiwego
W kulturze wschodniej natomiast szaleństwo ma specjalny status. Staliśmy się głupi dla Chrystusa (1Kor 4,10). To nasze szaleństwo jest wyróżnieniem – ono jest zasadą. Zarówno grecki σαλός, jak i ruski юродивый wywodzą się z określenia osoby kalekiej umysłowo. Święty szaleniec jest więc człowiekiem na opak – ale oczywiście w sposób właściwy rzeczywistości nadprzyrodzonej, jest szaleńcem διά Χριστόν, dla Chrystusa. Tylko tak celowo ukierunkowane szaleństwo nabiera charakteru sakralnego.
Oczywiście samo bycie na opak, czyli wyłamanie się z reguł tego świata, jest już dotknięciem innej rzeczywistości. Semiotycy ze szkoły tartusko-moskiewskiej, analizując tzw. antyzachowanie jako stały element kultury Rusi, podkreślali jego zakorzenienie w magicznych czynnościach i wierzeniach, w których odwracanie porządku gwarantowało kontakt z rzeczywistością nadprzyrodzoną. Owe zamiany strony lewej na prawą, niewyraźna, przekręcana mowa pozwalała transcendować reguły otoczenia.
Nie wystarcza to jednak do utrzymania jego sakralnego, a przede wszystkim chrześcijańskiego charakteru. Tu najważniejsze jest połączenie szaleństwa z naśladowaniem Chrystusa, ukierunkowaniem na niego własnego zachowania. Tym różni się zarówno od magicznego rytuału, jak i od zwykłego świeckiego błazeństwa.
Święci szaleńcy żyli więc po swojemu, inaczej; żyli tak, jakby ich reguły były kpiną ze spraw tego świata. Ciągali bogaczy za brody, chodzili rozebrani po mieście, nie oszczędzali duchownych. Nie zawsze cieszyli się uznaniem władzy. W chwilach stabilności politycznej mogli działać w miarę swobodnie, państwo po prostu tolerowało ich obecność jako element kompensacji społecznej. Wystarczyło jednak zachwianie porządku, utrata przez władzę trwałych podstaw, żeby zaczęły się represje. Kiedy trzeba zwierać szeregi, szaleństwo jest na miejscu.
Czy taki społeczny model antyzachowania ma wpływ na postawy zwykłych obywateli, tych pozornie nieszalonych uczestników życia społecznego, poddanych i władców? Wydaje się, że tak. Społeczne przyzwolenie na anytyzachowanie wśród osób świętych, uwznioślenie życia na opak, może skończyć się powszechną akceptacją życia poza, czy też lepiej: ponad normami.
Prawdziwy święty szaleniec, jest poza – bo jego reguły nie są z tego świata. Zarazem jest ponad, bo rzeczywistość, do której się odwołuje jest lepsza, jest ponad naszym światem. Potrzeba jednak wielkiej świętości i prawdziwie szczerego zawierzenia, aby to poza i ponad nie przekształciło się w diaboliczne postępowanie bez żadnych norm i pyszne zawierzeniu własnemu szaleństwu.
Szaleństwo może więc być dwojakie: zakorzenione – gdy ma swój punkt odniesienia w rzeczywistości lepszej i jest διά Χριστόν, dla Chrystusa. Albo niezakorzenione, gdy jedynym odniesieniem jest szalona jednostka.
Ale możliwa jest tez forma hybrydalna: gdy szaleństwo nie jest dla Chrystusa, ale funkcjonuje w ramach zsakralizowanego systemu władzy, jak to było (i w pewnym stopniu jest) w Rosji. Samodzierżawie, ten rosyjski zideologizowany i zsakralizowany despotyzm, jest też zinstytucjonalizowanym szaleństwem. Władza, która w niczym nie jest ograniczona i nic nie stanowi dla niej zapory, nawet prawa przyrody – znajduje się poza i ponad porządkiem tego świata. Kultura nieprzeszkolona przez scholastykę, bez racjonalnego kośćca, staje się łatwa pożywką dla szalonego samodzierżawcy. Władca Rosji jest szaleńcem, ale nie szaleńcem dla Chrystusa.
Bluźniercze szaleństwo
Tu zresztą nastąpiło rozejście się teologii prawosławnej i rosyjskiej koncepcji władzy. Prawosławie bowiem w swojej teologii ikony jest o wiele bardziej wrażliwe niż zachodnie chrześcijaństwo. Kanon pisania ikon i jego teologiczna nadbudowa zabrania wszystkiego, co może prowadzić do przekształcenia się ikony w idola. Ikona ma przenosić poza siebie, być jakby dźwignią, która przeniesie nas w rzeczywistość transcendentną. Idol zatrzymuje wzrok na sobie. Rosyjska władza miała jednak zawsze więcej z idola niż z ikony. I o ile wykorzystywała motyw świętego szaleństwa, to jednak wyrywała je z naturalnego kontekstu, jakim jest ukierunkowanie na Chrystusa.
Prawdziwe święte szaleństwo jest ikoniczne – święty szaleniec nie chce zatrzymania wzroku na sobie, ale wstrząsu i przeniesienia widzów/uczestników zdarzenia w inny porządek. Rosyjskie polityczne szaleństwo przybiera natomiast postać idola, staje się celem samym w sobie, skoncentrowanym wokół nieprzewidywalności władzy.
Być może należy to uzasadnić konfliktem między instytucjonalnością i jej brakiem. Święte szaleństwo było zawsze pozainstytucjonalne, nie mieściło się nawet w dość swobodnych ramach Cerkwii prawosławnej. Władza natomiast, nawet ta najbardziej szalona i nieprzewidywalna, chce swojego utwierdzenia, uwiecznienia tu na ziemi; z natury więc dąży do zinstytucjonalizowania swojego działania. Tylko to daje jej ułudę trwałości własnych działań i przede wszystkim własnej pozycji.
I tu chyba także tkwi sekret rosyjskiego despotyzmu. Władza nie może być szaleństwem, nie do twarzy jej z jurodztwem. Już samo przemienienie się władcy w szaleńca, zanegowanie przez niego praw naszego świata, ma w sobie coś z bluźnierstwa.
Ta sprawa pokazuje także, jak bardzo zachodnie kategorie kultury mogą okazać się nieskuteczne w analizie związków rosyjskiej kultury i polityki. W naszej humanistyce, na przykład, funkcjonuje opisana przez Leszka Kołakowskiego dychotomia kapłana i błazna. Władza ma z natury w sobie coś kapłańskiego, władza niewoli, jest kultem, normą, narzuceniem trwałej i zewnętrznej normy. Błazeństwo zaś wydaje się oazą wolności, wieczną przekorą, wyzwalająca kpiną, która ujmuje kapłańską władze w ramy niepozwalające osunąć się jej w despotyzm.
Do modelu intelektualisty-błazna chętnie odwołują się współcześni zachodni humaniści wychowani na szkole krytycznej. Kapłan ma pewność, błazen ośmiela się wyrażać wątpliwości. Kapłan narzuca, błazen pozostaje w bezpiecznym sceptycyzmie.
Ryszard Legutko zauważył jednak, że o wiele silniejsza pokusa totalitarna tkwi w postawie błazeńskiej – kpiący błazen ustawia się bowiem poza racjonalnością, jego bronią nie jest argument i nie ma on zamiaru wpisywać się w racjonalny dyskurs. Jego postawa, która udaje krytyczną, w rzeczywistości jest próbą pozarozumowego narzucenia odmiennego porządku.
Ta dyskusja jednak jest trudna do zastosowania w odniesieniu do rzeczywistości rosyjskiej. Pozycje kapłana i błazna nie są tu trwałe. Być może wyższość tradycyjnej kultury europejskiej polega właśnie na trwałym i instytucjonalnym ustaleniu ról kapłana i błazna.
I choć europejski błazen wydaje mi się mniej sympatyczny, bo odarty ze świętego szaleństwa, to jednak fakt, że sama władza (przynajmniej w swojej tradycyjnej formie) ucieka od błazeństwa sprawia, że jej działanie wpisuje się w porządek racjonalny. Ten zaś jest najlepszą obroną przed woluntarystycznym nieokiełznaniem, które mogłoby stać się udziałem króla-błazna.
Odwrócić perspektywę
We wspomnianej już teologii ikony, ale też w koncepcji świętego szaleństwa, znajduje się jeszcze interesujący element, ba, zasada, która może mieć ogromny wpływ na polityczną wyobraźnię Rosjan. To odwrócona perspektywa. W nowożytnej kulturze europejskiej przyjęto pespektywę zbieżną i oglądając obraz, widzimy jak wszystko zbiega się w jego głębi. To my jesteśmy obserwatorami przestrzeni i zostaje ona uporządkowana dla nas i ze względu na nas. W ikonie natomiast mamy do czynienia z inna sytuacją. Tam perspektywa zbiega się nie w głębi obrazu, ale w widzu – to ku niemu zmierza cała przedstawiona rzeczywistość.
Widz obrazu w kulturze zachodniej jest tylko pozornie bezstronnym obserwatorem – tak naprawdę jest nieskończonością, która organizuje przedmiot wiedzenia, to on jest absolutem. W prawosławnej teologii ikony natomiast widz jest malutkim punktem, przed którym rozszerza się, rozbiega nieskończoność.
Ta zasada pozwala zachować w prawosławiu unikalną postawę, która stroni zarówno od idolatrii, jak i ubóstwienia patrzącego. Właściwie to widz ikony czuje się obserwowany przez przedstawione postaci – to wrażenie dodatkowo wzmocnione przez takie efekty, jak choćby nienaturalnie powiększone oczy – znosi podmiot, znosi obserwatora, unieważnia go.
Zachodni widz panuje nad obrazem. Natomiast ikona panuje nad widzem. I ta jedna z najpiękniejszych zasad teologii obrazu, jeśli zostanie przeniesiona na idola czyli na władcę, staje się kulturowym mechanizmem, który usprawiedliwia najgorsze samodzierżawie.
Pomyślmy o władzy jako obrazie. My, obywatele, jesteśmy widzami. Władza jest obrazem. W kulturze europejskiej obraz jest uporządkowany ze względu na widza. W rosyjskiej – ze względu na rzeczywistość przedstawioną. W cywilizacji zachodniej władza odwzorowuje strukturę społeczną. Kultura rosyjska odwraca te perspektywę.
Władza i przestrzeń to w ogóle specyficzny problem w rosyjskiej historii. W kraju, który nie ma naturalnych granic- który to się rozszerzał, to zwężał i w którym trudno odnaleźć centrum, przestrzeń stawała się przedmiotem najsilniejszego oddziaływania władzy. Władza rosyjska jest potężna dzięki przestrzeni i za sprawą przestrzeni się realizuje.
To część tego rosyjskiego poszukiwania formy, o którym pisałem poprzednim tekście. Rosja nie ma własnej formy, a każdy władca, każdy jej samodzierżawca, chce Rosji nadać formę i jest to także forma rozumiana przestrzennie. Wielkie przesiedlenia, ciągła zmiana granic, świadomość państwa jako bezkresu do ogarnięcia i uporządkowania, choćby – jak w przypadku Syberii – przeciw temu przemawiały wszystkie siły przyrody…
To, co w innych kulturach jest elementem wyobrażeń o wolności czyli wielka przestrzeń, w Rosji było narzędziem niewolenia. Zamiast ucieczki w wielką przestrzeń, skazanie na nią jako na najcięższą katorgę.
Wszystko na odwrót
Czy można sobie wyobrazić inną Rosję, króla byłaby wierna prawosławiu? Oczywiście!
Rosyjski paradoks polega nie na tym, że jej religijna kultura jest zła. Zupełnie inaczej. Tragedia polega na tym, że ta władza jest za mało prawosławna, za bardzo skupiona na sobie. Każdy z omówionych elementów prawosławnej teologii został odwzorowany w rosyjskiej wyobraźni politycznej, ale właśnie na opak, bez naturalnego kontekstu. Stał się bluźnierstwem.
Rosyjska władza to dziwna mieszanka azjatyckich wzorców i chrześcijaństwa. Mieszanka wyjątkowo niebezpieczna i niestety zakorzeniona, zwłaszcza wtedy, gdy wraz z ludową religijnością znikają transcendentne punkty odniesienia i władza nie tylko jest zsakralizowana, ale tez staje się jedynym sacrum, jedyna świętością i jedyną nadzieją, która pozostała temu narodowi.
Dzięki wyzwoleniu przez Lenina Rosjan z niewoli owego opium, czyli z religii, zniknęły ostatnie bariery przed całkowitą sakralizacją władzy, w sposób szalony i odwrócony.
Mateusz Matyszkowicz
Powyższy tekst ukazał się pierwotnie w "Nowym Państwie" (IV 2011)
Na zdjęciu: Fragment obrazu Wasilija Surikowa "Jurodiwy siedzący na śniegu" (1885)






Executor
28.01.2012
Z ostatniego akapitu można wyciągnąć wniosek, że aż do leninowskiej wojny z religią samodzierżawie mogło być dla Rosji zarówno dobre, jak i złe, w zależności od osoby władcy. Potem już tylko złe.
Ponadto jeśli niedostatek religijności władzy był przyczyną jej wypaczeń, to czy nie ponowne, szczere ochrzczenie władzy, a nie ludu, jest kluczem do powrotu Rosji do dobra?
nielenin
28.01.2012
W przykładzie Niemców mamy, podobny jak w Rosji, bizantyjski, co zresztą bardzo trafnie porównano w tekście do percepcji ikony, styl pojmowania rzeczywistości, państwa i jednostki. Ta teoria z problemem przestrzeni miała uzasadnienie aż do rozwoju środków komunikacji i internetu. Dziś ogrom świata nikogo nie przeraża, natomiast niektórych utwierdza w przekonaniu że istnieje w takiej relacji do nich jaka jest zgodna z ich pkt widzenia. Wydaje mi się że Rosja ani Związek Radziecki nigdy nie stworzył i nie stworzy państwa, rozumianego tak jak na ten przykład my to rozumiemy, ponieważ władzę w ich kraju przejmują ludzie wychowani w "ikonicznym" pojmowaniu. Oni nie są w stanie stanąć w innej perspektywie oglądania rzeczywistości i zaproponować jej obywatelom. A nawet jeśli ktos tam rozumie że rosja musi przeformułować całą kulture społeczeństwa to wszyscy zdają sobie sprawe że jest to proces na lata a żyć trzeba. Więc dokąd maszyna "ledwoprzezycia" pracuje to nikt jej nie zatrzyma, ale z drugiej strony z tego powodu nie ma miejsca na nową. Mam nadzieję że los ten zgotowali sobie i będa upadac w sposób na tyle łagodny że nie zachce im się kolejnej wojny ratunkowej.
ur1
29.01.2012
Jednak Rosja jest Maryjna.
Executor
29.01.2012
Nieleninie, skąd teza, że Rosja *musi* zmienić *całą kulturę*? Zwłaszcza że akurat perspektywa ikony jest rzeczą dobrą i cenną.