„W czterdziestym nas Matko na Sibir zesłali”

10.02.2015

75 lat temu, 10 lutego 1940 r., władze sowieckie przeprowadziły pierwszą z czterech masowych deportacji obywateli polskich. Według danych NKWD, do północnych obwodów Rosji i na zachodnią Syberię wywieziono około 140 tys. ludzi (w sumie w czterech deportacjach zesłano wg danych NKWD około 330-340 tys. osób). Związek Sybiraków przyjmuje, że – wraz z deportacjami w latach 1944–1956 – wywieziono w sumie 1 mln 350 tys. osób.

Decyzję o deportacji wydała 5 grudnia 1939 r. Rada Komisarzy Ludowych. Przez następne dwa miesiące trwały przygotowania do jej przeprowadzenia: sporządzano listy i prowadzono „rozeznanie terenu”. Przebieg wywózki 10 II 1940 nadzorował osobiście Wsiewołod Mierkułow – zastępca szefa NKWD Ławrientija Berii.

Polacy stanowili w tym kontyngencie 70% wszystkich wywożonych, pozostałe 30% ludność białoruska i ukraińska. Wywożono przede wszystkim osadników wojskowych, średnich i niższych urzędników państwowych, służbę leśną oraz pracowników PKP. Zabierano całe rodziny bez wyjątku. Zgodnie ze ściśle tajnymi materiałami sowieckimi deportowano ok. 140 000 osób. Zesłańców rozlokowano w Komi ASRR, w północnych obwodach RFSRR: archangielskim, czelabińskim, czkałowskim, gorkowskim, irkuckim, iwanowskim, jarosławskim, kirowskim, mołotowskim, nowosybirskim, omskim, swierdłowskim i wołogodzkim, w Jakuckiej i Baszkirskiej ASRR oraz Kraju Krasnojarskim i Ałtajskim. Wysiedlony kontyngent określono mianem „spiecpieriesieliency-osadniki”. Bardzo złe warunki atmosferyczne, praca ponad siły przy wyrębie lasów, oraz osady o charakterze prawie że łagrowym i takiej dyscyplinie pracy, do których trafiła deportowana ludność, sprawiły, że śmiertelność tego kontyngentu była najwyższa, i wyniosła w już pierwszych miesiącach zesłania około 3-4%.

Deportacja przeprowadzona przez NKWD 10 lutego 1940 r. odbyła się w straszliwych warunkach, które dla wielu były wyrokiem śmierci. W czasie jej realizacji temperatura dochodziła nawet do minus 40 st. C. Na spakowanie się wywożonym dawano od kilkunastu do kilkudziesięciu minut. Bywało i tak, że nie pozwalano zabrać ze sobą niczego.

Deportowanych przewożono w wagonach towarowych z zakratowanymi oknami. Do wagonu ładowano po 50 osób, a czasami więcej. Podróż na miejsce zsyłki trwała nawet kilka tygodni. Warunki panujące w czasie transportu były przerażające, ludzie umierali z zimna, z głodu i wyczerpania.

Mieszkanka Grodna, żona podoficera WP wspominała: „Droga była wprost nie do opisania, gdyż niedość, że podczas snu przymarzały włosy, ubrania i kołdry do ścian, to jeszcze podczas jazdy trzęśli wagonami tak, że ludzie spadali na palące się piecyki i na ziemię, ulegając poważnym uszkodzeniom ciała, po trzy dni nie dawali wody, a gdy łapaliśmy przez okienka śnieg, to gdy milicjant zauważył to bił kolbą po ręku i po naczyniu. Na koniec 4 marca przyjechaliśmy na posiołek Kwitesa, Irkuckiej obłasti, rejonu Tajszet. W barakach, w których nas umieszczono ogłaszano nam, że o zgniłej Polsce mamy zapomnieć na zawsze, a tu mamy dokończyć życia naszego, nie zapominając o tem, że wszyscy musimy pracować …” – („W czterdziestym nas Matko na Sibir zesłali. Polska a Rosja 1939-1942″ – Maria Sz.).

Kolejne deportacje obywateli polskich przeprowadzono w kwietniu i czerwcu 1940 r. Ostatnią rozpoczęto w przededniu wojny niemiecko-sowieckiej pod koniec maja 1941 r. Ich celem była eksterminacja elit oraz ogółu świadomej narodowo polskiej ludności, miały rozbić społeczną strukturę, dostarczając jednocześnie totalitarnemu sowieckiemu imperium siłę roboczą.

W czasie drugiej deportacji (13-14 kwietnia 1940) wysiedleniu podlegały rodziny "wrogów ustroju": urzędników państwowych, wojskowych, policjantów, służby więziennej, nauczycieli, działaczy społecznych, kupców, przemysłowców i bankierów, oraz rodziny osób aresztowanych dotychczas przez NKWD i zatrzymanych przy nielegalnej próbie przekroczenia linii demarkacyjnej niemiecko-sowieckiej. Jednak akcja ta była dużo łagodniejsza od pierwszej. Złożyły się na to zarówno warunki termiczne (wiosna), jak i stopień winy wywożonych. O ile bowiem pierwsza wywózka klasyfikowała się wyłącznie do osad specjalnych, o tyle nowi zesłańcy, określani przez NKWD jako „administratiwno-wysłannyje” podlegali jedynie przymusowemu przesiedleniu na nowe, wyznaczone miejsca stałego pobytu. W ramach tej akcji zesłano ok. 61 000 osób. Wyjątkowo duży był w tym przypadku odsetek kobiet i dzieci, wynosił bowiem do 80% całości transportów. Ludność tę osadzono w Północnym Kazachstanie, w obwodach: aktiubińskim, akmolińskim, kustanajskim, pietropawłowskim, karagandyjskim, semipałatyńskim, pawłodarskim i północno-kazachstańskim, kilka tysięcy skierowano też do obwodu czelabińskiego. W maju 1940, w ramach uzupełniania kontyngentów lutowego i kwietniowego, wywieziono niewielkie grupy Polaków, Żydów i Białorusinów z powiatu białostockiego, lidzkiego i grodzieńskiego.

Trzecia deportacja (maj-lipiec 1940) objęła głównie uchodźców z centralnej i zachodniej Polski przybyłych w czasie działań wojennych na tereny, które znalazły się potem pod okupacją radziecką. Większość deportowanych stanowili Żydzi (do 80% całości kontyngentu), Białorusini i Ukraińcy. 

(...)

Kresy24.pl

Cały tekst tutaj

Przeczytaj także
Łukasz Kobeszko: Niejednoznaczny Zbigniew Brzeziński

Brzeziński nie był ani szczególnym apostołem globalizacji, wartości atlantyckich, ani też amerykańskiej hegemonii. Nie stanowił przykładu nawiedzonego ideologa piszącego zza biurka manifesty o naprawie świata. Widział, że polityka międzynarodowa to rywalizacja, w której warto być elastycznym, działać wielotorowo i grać na kilku fortepianach. W tej optyce rozumiał, że Waszyngtonowi zwyczajnie ...

Jarosław Kaczyński: mój Brat był przyjacielem Ukrainy

Poniżej publikujemy pełną wersję listu, który prezes PiS wystosował z okazji odsłonięcia 20 maja tablicy pamiątkowej prezydenta RP Lecha Kaczyńskiego w Żytomierzu (za: Kresy24.pl).

Wojciech Stanisławski: Fochy i fonty

Kazachstan Nursułtana Nazarbajewa odchodzi od cyrylicy, w Serbii i Czarnogórze wybór alfabetu to kwestia tożsamościowa. A jak sprawy mają się w podzielonej plemiennie Polsce?

Dawid Wildstein: Akcja "Wisła" to zbrodnia komunistyczna. Polska za nią nie odpowiada

Uznawanie Akcji "Wisła" za akcję polską i budowanie paraleli Wołyń- akcja "Wisła" jest kłamstwem historycznym i głupotą polityczną.

Smutne również, jak potoczyła się historia redaktorów tomu, z którego Redakcja zapożyczyła tytuł.

Napisał/a: Camino

Smutne również, jak potoczyła się historia redaktorów tomu, z którego Redakcja zapożyczyła tytuł.

aluzju my poniali

p.s. choć tytuł zapożyczyły zaprzyjaźnione kresy24.pl :)

Napisał/a: Redakcja Rebelya.pl aluzju my poniali

Nie było aluzji, tylko autentyczny smutek - ci ludzie mogli, jak widać, zrobić dużo dobrego dla Polski.
Wybrali inaczej.

Copyright © 2011 Rebelya.pl Wszelkie prawa zastrzeżone.