Witold Pilecki mało znany. Człowiek sukcesu, społecznik, pobożny socjalista

08.05.2015

Nie da się całego życia Pileckiego sprowadzić jedynie do walki i ofiary. Może i powinien być też wzorem i inspiracją także na czasy pokoju. W międzywojennej Polsce, startując od zera, odniósł ogromy sukces, i zrobił wszystko, co mógł, by unowocześnić i rozwinąć swój kresowy region.

Wszyscy w Polsce znają Rotmistrza Witolda Pileckiego jako niezłomnego bohatera walki z oboma totalitaryzmami – nazistowskim i komunistycznym. Wielkiego patriotę i swietneo żołnierza z wojny polsko-bolszewickiej, wojny obronnej 1939 roku, żołnierza Polskiego Państwa Podziemnego. Był współzałożycielem i jednym z dowódców utrzymującej dużą autonomie wobec Armii Krajowej Tajnej Armii Polskiej, współtworzył też pod koniec wojny tajną organizację NIE, która po wkroczeniu Sowietów miała zastąpić Armię Krajową. Na ochotnika został więźniem Auschwitz, gdzie zbierał informacje o tym, co się dzieje w obozie i o Holokauście Żydów, tworzył obozowy ruch oporu, potem uciekł z Auschwitz, walczył w Powstaniu Warszawskim, trafił do niemieckiego obozu jenieckiego. Na koniec wojny znalazł się na Zachodzie, ale powrócił do opanowanego przez komunistów kraju na polecenie gen. Władysława Andersa, by budować struktury wywiadowcze II Korpusu Polski Sił Zbrojnych na Zachodzie. Gdy zaczęło być niebezpieczne, mimo rozkazu opóźniał wyjazd z kraju, aż został aresztowany przez UB w 1947 roku. Po brutalnym śledztwie (znane są powszechnie jego słowa wypowiedziane podczas widzenia z żoną: „Oświęcim to była igraszka”) i pokazowym procesie tzw. grupy Witolda został skazany na karę śmierci. Zamordowany 25 maja 1948 roku w więzieniu na warszawskim Mokotowie. Do dziś nie odnaleziono jego szczątków. Najprawdopodobniej wraz z wieloma innymi ofiarami reżimu zostały zakopane na tzw. Łączce na Powązkach. Z różnymi przeszkodami trwają prace ekshumacyjne, ostatnio stanęły z powodu ograniczeń prawnych – nad zbiorowymi grobami ofiar komunizmu w czasach PRL powstawały inne groby, chowano w nich nierzadko zasłużonych komunistów i innych ludzi władzy, w tym samych oprawców.

Ze wszystkich źródeł wynika, że motywacje Pileckiego były jednocześnie patriotyczne i chrześcijańskie. To tym bardziej bardziej czyni go jednym z największych bohaterów w polskiej, a nawet europejskiej historii.

Jeszcze w latach 90. nazwisko Pileckiego było znane głównie historykom i kombatantom. Od kilkunastu lat trwa w całej Polsce proces przywracania pamięci o Witoldzie Pileckim. Dzieje się to nie tylko odgórnie, poprzez instytucje państwa, ale też oddolnie – mnożą się inicjatywy upamiętniające bohatera i jego dorobek. Co zrozumiałe, największe zainteresowanie budzi jego niezłomna postawa podczas II wojny światowej i w czasach stalinowskich.

Urodzony w Karelii

Ale Witold Pilecki to był nie tylko żołnierz i ofiara totalitaryzmu. Nie da się całego życia Pileckiego sprowadzić jedynie do walki i męczeństwa. Ten okres wojenny i powojenny przynosi wzorzec patriotyzmu w heroicznego, na najtrudniejsze czasy. Gdy spojrzeć na wcześniejsze lata życia Pileckiego, okazuje się, że jest też wzorem patriotyzmu codziennego, obywatelskiego i gospodarczego.

Małą ojczyzną rodziny Pileckiego były Kresy, konkretnie „mickiewiczowska” Nowgródczyzna. Józef Pilecki, dziadek Witolda, wziął udział w Powstaniu Styczniowym. Jak wielu polskich szlachciców, zapłacił za to w ramach represji władz carskich utratą majątku (a właściwie kilku majątków na Kresach, które należały do rodziny Pileckich) i został wraz z rodziną, również jak wielu uczestników Powstania, zesłany do północnej Rosji. Ale wywłaszczona, zubożała i prześladowana przez władze carskie za Powstanie Styczniowe polska szlachta w większości nigdy się nie poddała i w nowych warunkach radziła sobie jak mogła, nierzadko odnosząc spore sukcesy.

Julian Pilecki, ojciec Witolda, ukończył studia w Instytucie Leśnym w Petersburgu. Potem przyjął propozycję pracy i został leśnikiem w Karelii, na północy imperium rosyjskiego. Ożenił się z Ludwik Osiecimską, młodzi Pileccy ostatecznie osiedli w Ołońcu. To miejscowość na południu Karelii (fińska nazwa: Aunus, a karelska – Anus. Karelczycy to rdzenni mieszkańcy tego regionu) To właśnie tam urodził się w 1901 roku Witold Pilecki. Do dziś pozostaje jedynym szerzej znanym człowiekiem urodzonym w tej blisko dziesięciotysięcznej miejscowości. Miał czworo rodzeństwa, ale jeden z braci, Józef, zmarł w wieku 5 lat.

Pileccy co roku na wakacje wyjeżdżali w rodzinne strony i odwiedzali krewnych na Kresach. To pomogło w polskim wychowaniu dzieci i zapobiegało ich rusyfikacji, gdyż w dalekiej Karelii nie było zwartej społeczności polskiej. Poza tym w Karelii był niski poziom edukacji i bardzo ograniczony dostęp do kultury. Pileccy byli też głęboko wierzącymi katolikami, i oprócz wynarodowienia, obawiali się też o duchowość swoich dzieci – wszak w Karelii mało było katolików świeckich i duchownych. Dla polskich szlachciców były to spore troski.

Dlatego ostatecznie rodzice, właśnie z powodu braku dostępu do edukacji i języka polskiego, zdecydowali o tym, że powinny wychowywać się wśród Polaków. Ludwika Pilecka z dziećmi przeniosła się do Wilna, ojciec został, by pracować w Karelii.

Obywatel Pilecki

Witold Pilecki chodził do szkoły handlowej, związał się też z podziemnym wówczas, patriotycznym harcerstwem (generalnie, w rosyjskim imperium harcerstwo, czy, jak to się wówczas nazywało, skauting, było zakazane jako podejrzany anglosaski trudny do kontrolowania wynalazek). Po wybuchu I wojny światowej Ludwika Pilecka z dziećmi przeniosła się do swojej matki w Hawryłkowie na Mohylewszczyźnie. Dzieci chodziły do szkoły w Orle. Pilecki tam również działał w nielegalnym harcerstwie. Po upadku caratu, rewolucji lutowej i wstrzymaniu walk na froncie wschodnim Witold Pilecki, jak większość polskich harcerzy z tamtych terenów, przedostał się do odradzającej się Polski, by wziąć udział w tworzeniu się polskiego wojska. Do 1921 roku Pilecki walczył w Wojsku Polskim, w wojnie z bolszewikami, ale także z Litwinami (brał udział w akcji zajęcia Wilna). Jak wynika z książki „Młodość Witolda Pileckiego” Krzysztofa Trackiego, miał typowe dla szlachty z pogranicza polsko-litewskiego dylematy związane z bratobójczą walką z Litwinami.

Młody żołnierz został dwukrotnie odznaczony Krzyżem Walecznych. Po zakończeniu wojny i demobilizacji zdał maturę, potem studiował rolnictwo na uniwersytecie w Poznaniu, krótko był też słuchaczem na wydziale sztuk pięknych na Uniwersytecie Wileńskim. Poza harcerstwem i wojskiem pasją Pileckiego była bowiem sztuka, co wyniósł z domu – miłośniczką malarstwa była matka.

Żył jednak w nędzy, utrzymywał się finansowo na powierzchni dzięki posadzie w Demobilu Wojskowym i w sądzie okręgowym w Wilnie. Już wówczas miał opinię sumiennego i odpornego na łapówki urzędnika – co na Kresach w tamtym czasie nie było niestety częstą postawą.

Rodzina Pileckich rozpoczęła też starania o zwrot podupadłego i rozgrabionego majątku Sukurcze niedaleko Lidy, gdzie od 1918 roku mieszkali już Julian Pilecki i Ludwika Pilecka. Starania te zakończyły się sukcesem. Pileccy byli jednak w ciężkiej sytuacji finansowej, a dodatkowo majątek był zadłużony. Witold Pilecki musiał przerwać studia i przenieść się z Wilna na stałe do Sukurcz, zwłaszcza że ojciec był ciężko chory.

Witold, jak się szybko okazało, miał talent też do zarządzania. Jak pisze historyk Jacek Pawłowicz z IPN, autor albumu „Rotmistrz Witold Pilecki 1901–1948” zarządzanie w Sukurczach zaczął od uprawy koniczyny i hodowli bydła. Namówił też znajomych i sąsiadów na założenia kółko rolniczego i spółdzielni mleczarskiej – to były innowacyjne pomysły na zbiedniałych Kresach. W 1929 roku poznał poznał Marię Ostrowską, która była nauczycielką w pobliskiej szkole w Krupie (pochodziła z Ostrowi Mazowieckiej). Wzięli ślub wiosną 1931 roku, mieli córkę i syna.

Spółdzielnia z siedzibą w pobliskiej Krupie, której był prezesem, poprawiła pozycję miejscowych wytwórców i pomogła w negocjacji lepszych warunków z kontrahentami oraz zarządzanie produkcją.

– Ojciec nie mógł znieść tego, że kupcy z Wilna, Lidy przyjeżdżali do Sukurcz i brali pierwszej klasy towar: masło, śmietanę, mleko, za grosze. A biedna ludność, dla której każdy pieniądz się liczył, godziła się na te narzucone ceny. Kupcy brali towar za pół darmo, a potem sprzedawali za bajońskie ceny w Wilnie. Nasze masło było doskonałe i naprawdę słynne. Przechowywało się te towary w specjalnych pojemnikach, które były spuszczane do studni. Wartość tego towaru była bardzo wysoka. Ojciec nie mógł znieść, że za tak ciężką pracę ludzie otrzymywali śmieszne pieniądze. Założył spółdzielnię mleczarską, ustalił ceny, a ludzie mu tego nigdy nie zapomnieli – opowiadała w 2014 roku w wywiadzie dla „Naszego Dziennika” córka Witolda Pileckiego Zofia Pilecka-Optułowicz.

Pilecki działał też społecznie. Kontynuował zaangażowanie w harcerstwo, zorganizował dwa szwadrony konne przysposobienia obronnego, chętnie współorganizował i brał udział w zawodach jeździeckich. Wspierał budowę szkoły i rozwój ochotniczej straży pożarnej.

-– To był działacz społeczny. Dzisiaj to by chyba był pracownik socjalny. Przy tych swoich ogromnych obowiązkach miał czas, by zorganizować przysposobienie wojskowe, modernizował swoje gospodarstwo, był naczelnikiem ochotniczej straży pożarnej, dbał w niesamowity sposób o ziemię, którą uprawiał. To wiązało się z dodatkową nauką – w Poznaniu kończył studia rolnicze. Założył z okolicznymi rolnikami kółko rolnicze – opowiadała dalej córka Witolda Pileckiego.

Człowiek dobrej roboty

Pilecki był ziemianinem i gospodarzem kompletnym, rozsadzała go energia. Chciał nie tylko rozwijać swoje gospodarstwo, chciał też dawać przykład innym ziemianom i chłopom.

Znajdował czas na pracę, rodzinę, wiarę, i na pielęgnowanie swojej wspomnianej już pasji malarskiej, na pisanie wierszy. W dworku znajdowało się kilka jego fresków, a w kościele w Krupie do dziś są dwa obrazy sakralne namalowane przez Witolda Pileckiego (obrazy Matki Boskiej Nieustającej Pomocy i obraz przedstawiający św. Antoniego). Zachowało się poza tym jeszcze kilka obrazów i rysunków dla dzieci. Z opowieści córki wynika, że starał się wpajać wszystkim również szacunek do ojczystej przyrody, więc, według dzisiejszych kryteriów, nieobca była mu także ekologia. Dbał też o tężyznę fizyczną swoją i swojej rodziny, do tego samego zachęcał innych. Wierzył, że Polak nowych czasów powinien nie tylko być człowiekiem wiary, pracy, angażować się społecznie, dbać i przyrodę i kulturę, ale również powinien być człowiekiem wysportowanym i mieć umiejętności, które przydadzą się i na wojnie, i w czasach pokoju.

- Witold Pilecki zawsze więcej robił niż mówił. Był zaangażowany w wywalczenie niepodległości i cieszył się z wolnej Ojczyzny, dlatego w sposób naturalny równie mocno zaangażował się w budowę kraju – mówi Tadeusz M. Płużański, dziennikarz, autor książek poświęconych żołnierzom Polskiego Państwa Podziemnego i „Żołnierzom Wyklętm” oraz komunistycznemu aparatowi terroru, prywatnie syn Tadeusza Płużańskiego, członka TAP, współpracownika Witolda Pileckiego, wraz z nim skazanego na karę śmierci w czasach stalinowskich. (Tadeusz Płużański nie został jednak stracony, karę śmierci zamieniono mu na dożywocie, a w 1956 roku w ramach „odwilży” wyszedł z więzienia).

- Najważniejsza była dla niego samoorganizacja, jako pochodna dyscypliny wojskowej, potem zorganizowanie innych do działania – mówi o Pileckim Płużański. - Odnośnie poglądów społeczno-gospodarczych można go nazwać pozytywistą. Prowadził gospodarstwo wręcz idealne, wszelkie trudności przezwyciężał stawiając na pomoc i kształcenie pracujących u niego ludzi. Politycznie najbliżej było mu do sanacji. Można powiedzieć, że był piłsudczykiem klasycznym - o poglądach socjalistycznych, tak jak Marszałek. Prócz wspólnej pracy dla Sprawy – w czasie pokoju rozwój Ojczyzny, w czasie wojny – obrona niepodległości, najważniejsza była dla niego wolność jednostki.

Dlatego, mimo że Polską, a szczególnie Kresami, wstrząsały wtedy napięcia i konflikty na tle narodowościowym, Pilecki nie miał względu na pochodzenie etniczne. Dużo pomagał nie tylko polskim, ale też białoruskim chłopom, gospodarczo również współpracował z Białorusinami i Żydami. Białoruscy sąsiedzi odwdzięczyli mu się po 17 września 1939 roku, gdy uratowali rodzinę Witolda Pileckiego przed sowieckimi represjami.

W okresie międzywojennym Pilecki nigdy nie zerwał też kontaktów z wojskiem. Regularnie brał udział w ćwiczeniach rezerwy, dosłużył się stopnia podporucznika rezerwy. Według historyków, krótko przed wojną podjął współpracę z polskim wywiadem (podobno za osobistą namową marszałka Edwarda Rydza-Śmigłego, który odwiedzał okolice, gdzie miał krewnych. Na temat szczegółów współpracy nie zachowały się dokumenty, wiadomo jedynie, że dwukrotnie nielegalnie przekraczał granicę z ZSRS.

Przerwana modernizacja

W 1938 roku Witold Pilecki otrzymał otrzymał Srebrny Krzyż Zasługi, właśnie za swoją działalność społeczno-gospodarczą. Niestety, nie wszyscy ziemianie w latach międzywojennych (a było to kilkanaście tysięcy rodzin) okazali się tacy, jak on, a piłsudczycy z czasem krok po kroku rezygnowali z kolejnych punktów swojego odważnego programu społeczno-gospodarczego

Zresztą, u zarania niepodległości wszystkie właściwie liczące się ugrupowania miały odważne koncepcje i idee społeczne i gospodarcze. Na przykład endecy, wywodzący się z rodzącej się polskiej burżuazji, optowali za industrializacją, ruch ludowy za uwłaszczeniem chłopów, szeroki początkowo obóz piłsudczykowski za solidaryzmem społecznym. Ale piłsudczycy, gdy w 1926 roku w wyniku zamachu majowego przejęli pełnię władzy, zaczęli iść na kompromisy ze skomplikowaną rzeczywistością.

Centralne zagadnienie w kraju rolniczym, jakim była Polska, zajmowała właśnie kwestia reformy rolnej. Jej zwolennicy argumentowali, że pozwoliłaby na rozwój gospodarczy, awans społeczny i większą identyfikację z państwem mas chłopskich. Industrializacja plus reforma rolna to miały być dwa filary rozwoju polskiej gospodarki. Te proces dokonywał się, ale zbyt wolno jak na wyzwania, przed jakimi stała Polska.

W Polsce w latach 20. burżuazja dopiero się rodziła, co więcej, około połowy ówczesnej „klasy średniej” miało pochodzenie niemieckie bądź żydowskie. Na wsi z kolei 45 procent ziemi uprawnej należało do 0,5 proc. latyfundiów. W 1925 roku została uchwalona kompromisowa ustawa, która zakładała parcelowanie 200 tys. ha rocznie. Ale po zamachu majowym i to tempo, które było niewystarczające, spadło. Władzy sanacyjnej zależało bowiem na wsparciu ziemiaństwa. Ostatecznie, do czasów wybuchu wojny, Polska pozostała krajem w większości rolniczym i, mimo niewątpliwych sukcesów, wciąż o przestarzałej strukturze społeczeństwa i gospodarki. W tej sytuacji zarówno ziemianie byli niezadowoleni ze swojej sytuacji, jak i byli ciągle atakowani przez większość sił politycznych.

– Badałem przedwojenną prawicę i z lektury na ogół sprzyjającej ziemiaństwu przedwojennej prasy prawicowej wynika, że w latach 30. ziemiaństwo znalazło się w głębokim i wielowymiarowym kryzysie – mówi dr hab Jarosław Tomasiewicz z Instytut Historii i Wydziału Nauk Społecznych, Uniwersytetu Śląskiego. - Coraz częstsze były oskarżenia ziemian o niechęć do zaangażowania społecznego a nawet o "kolaborację" z żydowskimi lichwiarzami. W krytyce "egoizmu stanowego" ziemian celowała prasa ONR-owska. Ale i w sanacyjnej „Gazecie Polskiej” Witold Antoniewski na początku 1938 roku posunął się do stwierdzenia, że konieczne jest "możliwie szybkie starcie klasy ziemiańsko-szlacheckiej z powierzchni życia społecznego".

- Przyczyną załamania ziemiańskiego etosu mogła być trudna sytuacja ekonomiczna ziemiaństwa w okresie Wielkiego Kryzysu, spadek cen artykułów rolnych – dodaje Tomasiewicz. I przywołuje jeszcze wspomnienia Stanisława Stommy i Ireny Dziwickiej-Sztachelskiej. Związany z Kościołem Stomma wspominał: „Granice wieś - dwór były przeraźliwe. Istniały majątki, w których troszczono się o te kurne chaty i takie, w których nie widziano tego problemu. Jak sięgam pamięcią, moja babka - Adela Stommowa uczyła dzieci. Ale z chwilą gdy ona umarła, to nikt jej trudu nie podjął. A w innych dworach nikt się o to nie troszczył.”

„Będę mówić tylko o tym, co widziałam na własne oczy. Myśmy mieli manię chodzenia na wycieczki. Chodziliśmy piechotą nad Narocz, w zimie jeździliśmy na nartach. Mieliśmy dużo kontaktów z ludnością wiejską. Zachodziliśmy do chat chłopskich. Otóż tam na przednówku nie było już chleba. Oni żywili się albo jakimiś resztkami, albo gotowali zupę z pokrzyw. Dla wsi nie było żadnych ubezpieczeń. Medyczną praktykę studencką odbywałam w Ejszyszkach. W szpitalu nie było nawet prądu elektrycznego. Gdy przyjeżdżała chora z krwotokiem, to lekarz najpierw pytał, czy ma 15 złotych na zabieg. Jeśli nie miała, zabiegu nie było. Dzieci były krzywicze, chodziły z wydętymi brzuchami. Jedynie profilaktyka była bezpłatna. Były stacje opieki nad matką i dzieckiem, były stacje przeciwgruźlicze, ale za leczenie trzeba było płacić.” – wspomina z kolei Irena Dziewicka-Sztachelska, lekarka o poglądach komunistycznych.

Akurat jednak Witold Pilecki zrobił wszystko, by swoją „małą ojczyznę” na Kresach jak najbardziej unowocześnić i zacierać granice wieś-dwór. A potem przyszła wojna, w której wyniku klasa ziemiańska rzeczywiście zniknęła. Po Sukurczach dziś już właściwie też nie ma śladu. Majątek był dewastowany przez cały okres ZSRS, dzieło zniszczenia dokonało się na łukaszenkowskiej Białorusi. Kto wie, kim zostałby Pilecki i jak wyglądałyby te ziemie, gdyby nie wojna, zmiany granic i komunizm.

Marcin Herman

Artykuł pochodzi z kwietniowego numeru "Gazety Bankowej", która dotępna jest w większym nakładzie i niższej cenie.

Na zdjęciu: Witold Pilecki w latach 20. XX wieku, pilecki.ipn.gov.pl

Przeczytaj także
Jak wyglądałaby wojna z Rosją. Rozmowa z Phillipem A. Petersenem

- Rosjanie wiedzą, że bez Polski NATO nie obroni ani państw bałtyckich, ani nawet siebie. Dlatego skupiają się na niej - mówi w rozmowie z "Nową Konfederacją" Phillip A. Petersen, amerykański strateg, wiceszef Fundacji Potomac.

Twarz nowej epoki

Czasy amerykańskiego pokoju się kończą i w roku 2016 Donald Trump nam o tym powiedział. Już nie pytamy czy wojna wybuchnie, ale pytamy gdzie i kiedy. Miejmy nadzieję, że nie u naszych granic - pisze Tomasz Rowiński.

Wojska USA w Polsce. Czy dyslokacja z dala od wschodnich rubieży ma sens? [Analiza]

Większość amerykańskiego potencjału trafi do zachodniej Polski. Powyższe budzi zdziwienie wielu komentatorów. Nie brak też mało fachowych, ale za to politycznie jednoznacznych komentarzy. Jeśli na sprawę dyslokacji sił spojrzeć z wojskowego, a nie emocjonalnego punktu widzenia, podjęte decyzje stają się logiczne - pisze Witold Jurasz z Ośrodka Analiz Strategicznych.

[Sport] [Piłka nożna] Mundial z udziałem 48 reprezentacji

Podczas posiedzenia światowej federacji piłkarskiej (FIFA) w Zurychu rada tej organizacji przegłosowała wprowadzenie od 2026 roku Mistrzostw Świata z udziałem 48 drużyn (obecnie biorą udział 32).

"W dworku wisiało kilka jego fresków,"

Fresków sie nie wiesza. ;-)
A tak w ogóle to pisze kolega Pressing, ze Piluś był socjalistą aby w całym opisie przedstawić kogos kto nim ewidentnie nie jest. Można prosić o eksplikację?

"To był działacz społeczny. Dzisiaj to by chyba był pracownik socjalny."

Czy to jednak nie różne formy działalności?

Napisał/a: Tadeusz Zakrzewski"To był działacz społeczny. Dzisiaj to by chyba był pracownik socjalny."

Ale gdzie w działalności społecznej czy też pracy socjalnej socjalizm??

Ależ ja tak wcale nie twierdzę! Pytam tylko czy praca socjalna nie oznacza jednak czegoś innego niż działalność społeczna? A mianowicie nie ma formy bardziej upaństwowionej?

Bo właśnie też w działalności Witolda Pileckiego żadnego pobożnego socjalizmu nie dostrzegam...

Napisał/a: Tadeusz ZakrzewskiAleż ja tak wcale nie twierdzę!

A ja nie twierdzę, że Kolega twierdzi (-: Nie rozmawiałem do Kolegi, tylko do autora.

Ale to mnie Kolega zacytował :)

No tak jakoś krętą ścieżką moje rozumowanie przebiegło (-:

Oczywiście - działacz społeczny i pracownik socjalny to dwie różne rzeczy. Grubas siedzący za biurkiem w mopsie jest pracownikiem socjalnym, ale działaczem go nie nazwiemy. I odwrotnie, są działacze, którzy zajmują się tymi sprawami bez wynagrodzenia.

Napisał/a: Tadeusz ZakrzewskiAleż ja tak wcale nie twierdzę! Pytam tylko czy praca socjalna nie oznacza jednak czegoś innego niż działalność społeczna? A mianowicie nie ma formy bardziej upaństwowionej?

Nie tylko oznacza coś innego. Praca socjalna, tj. niby to samo co praca społeczna, ale wykonywane nie społecznie, tylko na etacie państwa za pieniądze, to wymysł XX wiecznych socjaldemokratów, który wypiera pracę społeczną - m.in. tę wykonywaną od zawsze przez Kościół katolicki. Praca socjalna zabija w społeczeństwie miłość bliźniego. Pomaganie innym staje się zawodem nielicznych, a nie obowiązkiem wszystkich.

Autor artykułu popisał się piękną manipulacją, wedle najlepszych wzorców Gazety Aborczej.

Napisał/a: ryzykfizykNie tylko oznacza coś innego. Praca socjalna, tj. niby to samo co praca społeczna, ale wykonywane nie społecznie, tylko na etacie państwa za pieniądze, to wymysł XX wiecznych socjaldemokratów, który wypiera pracę społeczną - m.in. tę wykonywaną od zawsze przez Kościół katolicki. Praca socjalna zabija w społeczeństwie miłość bliźniego. Pomaganie innym staje się zawodem nielicznych, a nie obowiązkiem wszystkich.

+2

Największa krytyka wypowiedzi w tekście :) czemu pod adresem autora tekstu? - MH

Copyright © 2011 Rebelya.pl Wszelkie prawa zastrzeżone.