Prof. Włodzimierz Marciniak: Dlaczego Rosji potrzebne są wojny

16.02.2016

Polsce potrzebny jest pokój z tych samych powodów, z jakich Rosja angażuje się w wojny. Chodzi o wyjście z tzw. pułapki średniego rozwoju, w jaką wpadły kraje przechodzące wielką transformację- pisze prof. Włodzimierz Marciniak w "Teologii Politycznej".

W ciągu pierwszych dziesięciu lat, które upłynęły od kryzysu finansowego 1998 roku, będącego jednocześnie kryzysem społecznym i politycznym, w Rosji ustabilizował się system rządów bezalternatywnych. Kryzys finansowy 2008 roku Kreml wykorzystał do konserwacji społecznych ruin imperium, nie tylko w wymiarze politycznym, ale przede wszystkim ekonomicznym.

Realizacji rosyjskich projektów integracyjnych sprzyjał kolejny obrót ukraińskiego reżimu oligarchicznego (rewolucja pomarańczowa) oraz stabilizacja podobnych typologicznie systemów w innych krajach postsowieckich. W miarę upływu czasu różne formy współpracy Rosji z Białorusią, Kazachstanem i innymi krajami postsowieckimi okazały się być tylko sojuszami obronnymi (w szerokim tego słowa znaczeniu) przed dwoma projektami modernizacyjnymi – chińskim projektem Wielkiego Szlaku Jedwabnego i Partnerstwem Wschodnim Unii Europejskiej.

Jednocześnie w ciągu 15 lat jakie upłynęły od rotacji władzy od Jelcyna do Putina rosyjski reżim polityczny zaczął nabierać cech gerontokracji. Próba zawarcia umowy stowarzyszeniowej Ukrainy z Unią Europejską w 2014 roku spowodowała głęboki i wszechstronny kryzys Ukrainy, trwający właściwie po dziś dzień. Za kryzys ten ponoszą odpowiedzialność w równym stopniu obie strony – Rosja i Unia Europejska, a właściwie Niemcy. Rosja doraźnie wykorzystała rozpad instytucji władzy do zagarnięcia Krymu i inicjowania rebelii w Donbasie, ale od tej pory toczy boje w ariergardzie o uciekające realia polityki światowej.

Polityka prowadzona na osi Donieck – Damaszek oznacza, że Rosja próbuje siłą przełamać stagnację postsowieckiego systemu społecznego, gdyż nie jest w stanie uczynić tego w żaden inny sposób. Świadczy o tym chociażby realizacja zakrojonego na szeroką skalę programu modernizacji sił zbrojnych oraz reorganizacja wojsk rozlokowanych w zachodnim okręgu wojskowym, a więc w bezpośrednim sąsiedztwie sojuszu północnoatlantyckiego i Unii Europejskiej. Z drugiej zaś strony kryzys ukraiński zakończył zapewne dwudziestoletni okres pojednania niemiecko-rosyjskiego. W relacjach pomiędzy oboma państwami pojawia się więc coraz więcej punktów spornych (np. sankcje), co nie wyklucza współpracy w niektórych sferach, takich jak budowa infrastruktury gazowej lub negocjacje w ramach „formatu normandzkiego”, który z względu na jego uczestników mógłby również nazywać się formatem normańskim. Szczególnym przykładem kooperacji negatywnej w stosunkach niemiecko-rosyjskich jest zainicjowanie przez Rosję działań hybrydowych bezpośrednio na terenie Niemiec. Szerzej na ten temat pisałem niedawno na portalu Arcana.

Polska nie została zaproszona do „formatu normandzkiego”, ale wcześniejsze polskie próby mediacji w konflikcie ukraińskim były spóźnione i nieadekwatne do sytuacji. Nie zapobiegły one obustronnemu niemiecko-rosyjskiemu zaognieniu sytuacji na Ukrainie. W tej sytuacji Warszawa może podjąć rozmowy z Berlinem i Moskwą w celu uspokojenia kryzysu i uregulowania konfliktu na gruncie prawa międzynarodowego. Polsce potrzebny jest pokój z tych samych powodów, z jakich Rosja angażuje się w wojny. Chodzi o wyjście z tzw. pułapki średniego rozwoju, w jaką wpadły kraje przechodzące wielką transformację. Moskwa od czasu wyborów w Polsce wysyła pod adresem Warszawy wiele pozytywnych sygnałów, ale ich walor może być sprawdzony tylko w wielostronnej grze dyplomatycznej prowadzonej o pokój w tej części Europy.

W latach dziewięćdziesiątych rosyjska armia uczestniczyła w wielu konfliktach zbrojnych na terenie Azji Centralnej i Kaukazu. Po operacjach zbrojnych w Afganistanie i Iraku aktywność rosyjskich sił zbrojnych przesunęła się w kierunku zachodnim (Gruzja, Ukraina, manewry na Białorusi). Czy decyzje z Newport i przygotowywane decyzje szczytu NATO w Warszawie mogą zmienić tę sytuację i w jakim kierunku? Z jednej strony, zapowiadane wzmocnienie flanki wschodniej nie wydaje się być proporcjonalne do potencjału rosyjskiego. Z drugiej zaś strony, wszystko zależy od gotowości armii państw bloku północnoatlantyckiego do tego, aby „umierać za Narwę”. Dlatego też nie wystarczy tylko wzmocnienie NATO na skrzydle wschodnim, ale konieczne jest wzmocnienie pozycji Polski i innych państw regionu w NATO.

Włodzimierz Marciniak

Tekst ukazał się na stronie "Teologii Politycznej"

fot. Jakub Szymczuk, polskawielkiprojekt.pl

 

Przeczytaj także
Jakóbik: Awaria Gazociągu Jamalskiego? Zachowajmy spokój (AKTUALIZACJA)

Rosja reaguje siłą spokoju na niezręczny dla niej incydent na Gazociągu Jamalskim. Równie spokojnie odpowiada na niego strona polska. Ma prawo domagać się wyjaśnień, a może i rekompensat, ale nie może sobie pozwolić na pochopne stwierdzenia podważające jej wiarygodność. Polska, podobnie jak Rosja, musi zachować spokój. Nie ułatwiają tego tezy ...

Wojciech Mucha: Głos Europy czy chór Kremla?

Złudna jest euforia polskich internautów oraz części mediów związana z tym, że twarde stanowisko polskiego rządu ws. relokacji emigrantów odbija się szerokim echem wśród "zwykłych Europejczyków". Narracja polskiego rządu coraz częściej staje się bowiem orężem propagandy rosyjskiej, realizującej w ten sposób własne cele.

USA wypowiadają paryskie porozumienie klimatyczne. Co to oznacza dla Polski?

Podczas szczytu Unia Europejska-Chiny zaplanowanego na 2 czerwca strony mają zaprezentować wspólne stanowisko w sprawie decyzji prezydenta USA Donalda Trumpa o woli opuszczenia przez jego kraj porozumienia klimatycznego. Czy Polska ugra tam coś dla energetyki? - zastanawia się Wojciech Jakóbik, redaktor naczelny BiznesAlert.pl.

Problem dla rosyjskiej V kolumny w Polsce

Ukraiński Naftogaz poinformował 31 maja o zwycięstwie z Gazpromem przed trybunałem arbitrażowym. To koniec trzyletniej batalii sądowej z wzajemnymi roszczeniami sięgającymi 80 mld dolarów - pisze Wojciech Jakóbik.

Moim zdaniem:
- o ile Krym był ewidentnie w planach Rosji - to Donbas to już improwizacja.
- modernizacja sił zbrojnych Rosji jest koniecznością - bo ten złom co mieli długo nie pociągnie; Podobnie jak było do niedawna w Polsce zresztą...

Rozwiązywanie problemów domowych polityką zagraniczną - nic nowego.

Napisał/a: vanitas- o ile Krym był ewidentnie w planach Rosji - to Donbas to już improwizacja.

Nie do końca. Od rozpadu Sowietów pewne zakłady wysokiej technologii, potrzebne Rosji militarnie i kosmicznie, pozostawały w Doniecku, bo czemu nie? Dopiero ryzyko trwałego przejścia Ukrainy na stronę zachodu zmobilizowało Rosję o zadbanie, by jej kluczowe linie technologiczne były w całości w jej granicach - wywieziono wszystkie bebechy fabryk do Rosji.
Napisał/a: vanitasmodernizacja sił zbrojnych Rosji jest koniecznością - bo ten złom co mieli długo nie pociągnie; Podobnie jak było do niedawna w Polsce zresztą...

To jak najbardziej.

My i NATO też walczymy, ale głównie w obronie dworców w Niemczech.

Napisał/a: Executor Nie do końca. Od rozpadu Sowietów pewne zakłady wysokiej technologii, potrzebne Rosji militarnie i kosmicznie, pozostawały w Doniecku, bo czemu nie? Dopiero ryzyko trwałego przejścia Ukrainy na stronę zachodu zmobilizowało Rosję o zadbanie, by jej kluczowe linie technologiczne były w całości w jej granicach - wywieziono wszystkie bebechy fabryk do Rosji.

Oczywiście. Ale o ile na krymie widać było, że akcja zaplanowana i wykonana według planu - to Donieck wyglądał na "skorzystanie z okazji". Początek buntu - to była wielka improwizacja. Pomoc sowiecka przyszła dopiero wtedy, kiedy Ukraina o mało nie zdławiła "separów".

Rosja we swoim intelektualnym środku wszystko imituje. Jedna, wielka mimikra. Ale do mimikry potrzebne paliwo - wzory do naśladowania. Zawsze brała je z Zachodu, teraz Zachód be. Nie może więc rozwijać się w środku, sama dla siebie (podnosić standard życia, procedur, infrastruktury etc., bo jw.), więc pozostaje tylko rozwój w postaci podboju.
Proszę zauważyć, że to jest zasadnicza różnica w stosunku do USA. Te prowadzą wojny, ale znaczna część to doktryna Monroe. Idzie bowiem, przynajmniej w sferze narracyjnej, o obronę amerykańskiego stylu życia. To z tym idą na ochotnika młodziaki. Nie po to, żeby budować impierię, ale bronić swojego. Tam jeszcze jest coś wewnętrznego do obrony, innymi słowy, jakieś wartości. W Rosji tego nie ma, mimo ich bajek powtarzanych samym sobie nawzajem bez końca. Oni to gdzieś podświadomie czują, że ta opowieść o wielkiej Rosji to jeden wielki byczy szit. Wielka Rosja realizuje się tylko przez podbój sąsiadów, bo na nic innego ją nie stać.
I to jest jeden z dziesiątków dowodów na mongolskie korzenie mentalności rosyjskiej. Orda mogła rosnąć tylko przez podbój zewnętrzny, nie przez rozwój wewnętrzny, bo nie było czego rozwijać.
Da zdrawstwujet Putin-khan!
Taka tam skromna hipoteza, proszę się powoływać na mnie. :)

PS W tej jakże głęboko naukowej powyższej analizo-syntezie jest nadzieja. Tatar zginał kark przed silniejszym, musiał jeno bat poczuć. Mistrz Henryk ładnie to w "Potopie" ujął.

Napisał/a: Pref de ZooRosja we swoim intelektualnym środku wszystko imituje. Jedna, wielka mimikra. Ale do mimikry potrzebne paliwo - wzory do naśladowania. Zawsze brała je z Zachodu, teraz Zachód be. Nie może więc rozwijać się w środku, sama dla siebie (podnosić standard życia, procedur, infrastruktury etc., bo jw.), więc pozostaje tylko rozwój w postaci podboju.
Proszę zauważyć, że to jest zasadnicza różnica w stosunku do USA. Te prowadzą wojny, ale znaczna część to doktryna Monroe. Idzie bowiem, przynajmniej w sferze narracyjnej, o obronę amerykańskiego stylu życia. To z tym idą na ochotnika młodziaki. Nie po to, żeby budować impierię, ale bronić swojego. Tam jeszcze jest coś wewnętrznego do obrony, innymi słowy, jakieś wartości. W Rosji tego nie ma, mimo ich bajek powtarzanych samym sobie nawzajem bez końca. Oni to gdzieś podświadomie czują, że ta opowieść o wielkiej Rosji to jeden wielki byczy szit. Wielka Rosja realizuje się tylko przez podbój sąsiadów, bo na nic innego ją nie stać.
I to jest jeden z dziesiątków dowodów na mongolskie korzenie mentalności rosyjskiej. Orda mogła rosnąć tylko przez podbój zewnętrzny, nie przez rozwój wewnętrzny, bo nie było czego rozwijać.
Da zdrawstwujet Putin-khan!
Taka tam skromna hipoteza, proszę się powoływać na mnie. :)

+1
Od dawna tak mówię (-:

Napisał/a: Pref de Zoo

Rosja we swoim intelektualnym środku wszystko imituje. Jedna, wielka mimikra. Ale do mimikry potrzebne paliwo - wzory do naśladowania. Zawsze brała je z Zachodu, teraz Zachód be. Nie może więc rozwijać się w środku, sama dla siebie (podnosić standard życia, procedur, infrastruktury etc., bo jw.), więc pozostaje tylko rozwój w postaci podboju.
Proszę zauważyć, że to jest zasadnicza różnica w stosunku do USA. Te prowadzą wojny, ale znaczna część to doktryna Monroe. Idzie bowiem, przynajmniej w sferze narracyjnej, o obronę amerykańskiego stylu życia. To z tym idą na ochotnika młodziaki. Nie po to, żeby budować impierię, ale bronić swojego. Tam jeszcze jest coś wewnętrznego do obrony, innymi słowy, jakieś wartości. W Rosji tego nie ma, mimo ich bajek powtarzanych samym sobie nawzajem bez końca. Oni to gdzieś podświadomie czują, że ta opowieść o wielkiej Rosji to jeden wielki byczy szit. Wielka Rosja realizuje się tylko przez podbój sąsiadów, bo na nic innego ją nie stać.
I to jest jeden z dziesiątków dowodów na mongolskie korzenie mentalności rosyjskiej. Orda mogła rosnąć tylko przez podbój zewnętrzny, nie przez rozwój wewnętrzny, bo nie było czego rozwijać.
Da zdrawstwujet Putin-khan!
Taka tam skromna hipoteza, proszę się powoływać na mnie. :)

PS W tej jakże głęboko naukowej powyższej analizo-syntezie jest nadzieja. Tatar zginał kark przed silniejszym, musiał jeno bat poczuć. Mistrz Henryk ładnie to w "Potopie" ujął.

zawsze nas zastanawiało, że sportowcy rosyjscy noszą na międzynarodowych zawodach dresy z napisem po angielsku: Russia

Kto wie, czy pierwszy nie opisał tego zjawiska "pustki wewnętrznej wielkiej Rosji" znany skądinąd poeta Mickiewicz Adam. Poetycko opisał, bo poeta, ale zawsze.
Pisze o tym znana literaturoznawczyni Ewa Thompson z Rice University. :)

Imperia zawsze potrzebują wojen. Vide USA. Min. co 8-10 lat wojna.

Wojny zewnętrzne są jedynie niepełną manifestacją nieustannej wojny wewnętrznej. Brzmi mistycznie, nie ma co:-)

Ciekawe, czy da się wskazać korelację między poziomem przemocy wewnątrz społeczeństwa z poziomem jego agresywności na zewnątrz. Zdaje mi się, o ile pamiętam dane i na ile one były wiarygodne, że bezpieczniej jest być Polakiem niż Rosjaninem.

Napisał/a: x Jan bezpieczniej jest być Polakiem niż Rosjaninem.

A to na pewno, nigdy nie rozumiałem dumy Rosjan z siły ZSRR, z potęgi atomowej. Wiadomo, dobrze jak państwo jest silne, ma silną armię, ale to są środki żeby zapewnić dobrobyt społeczeństwu, a nie odwrotnie. To ekspansja kulturowa, a nie militarna, w rzeczywistości świadczy o sile danego narodu, a kto niby oprócz patologii w stylu różnych Wielomskich chciałby być Rosjaninem?

O, Raskolnikow, zgadzam się z Tobą.
Jeszcze raz odsyłam do historycznej, w podwójnym sensie, książki E. Thompson "Trubadurzy imperium".

Tylko czy na tych wszystkich wojnach Rosja rzeczywiście coś konkretnego zyskiwała?

Okresy największej ekspansji Rosji występowały chyba po tym jak sami byli najeżdżani (Żółkiewski, Napoleon, Hitler). Oczywiście sami te sytuacje sprowokowali, ale jednak.

A ja proponywam piosneczkie

https://www.youtube.com/watch?v=-5cjn0KHGeM

Obywatel-zapiewajło zaposiadewał wączas sześdziesiontaka.

zapewne przyczyny są prostsze
zapewne towarzysze z bezpieczeństwa, z Wielkim Pachanem na czele, weszli w biznes zbrojeniowy i teraz sami u siebie składają zamówienia
ruski podatnik płaci i jeszcze się cieszy, że Krym nasz, Cyryl pokropi, konto rośnie....
dla kasy wywołają wojenkę w jakiejś Syrii czy innym Pirerdzistanie - ale nie zaryzykują globalnej rozpierduchy

przynajmniej taką mam nadzieję....

Copyright © 2011 Rebelya.pl Wszelkie prawa zastrzeżone.