Mój manifest wyborczy!
Korzystając z faktu rozdrażnianie politycznego ku ukojenia strapionych serc, które szukając elektoratu tu i ówdzie by tylko chodź trochę podnieść sondażowe słupki i wepchnąć się i swoim kumpli do ław sejmowych piszę manifest. Jestem wstrętny. Politycznie wykorzystuje politykę do złapania myśli mych sprzymierzeńców.
Myśl, że "trzeba, muszę iść na wybory" ostatnimi mi czasy spędza mi sen z powiek. Po co?! Żeby wrzucić pustą kartę? I po cholerę? Bo jeśli na wybory nie pójdę to stanie się coś strasznego. Zniszczę Polskę, pozwolę na to by rządzili nią nieodpowiedzialni ludzie, zniszczę kraj, doprowadzę do bankructwa, oddam pod zabory i w ogóle ciąg dalszy takich i podobnych jeremi w telewizji, na forach internetowych.
Ustalmy coś.
Myśl herbertowska jest mi niezwykle bliska. Wybory to nie jest nie wybieranie pięknoduchów, najlepszych synów narodu, wybory to nie jest nawet wybieranie świń, które żebrzą nas o ciut większe koryto - chodź koryto to dość mocny argument. Wybory - pozwolę sobie zdefiniować - to sondaż do jakiego stopnia społeczeństwo dało się zniewolić, do jakiego stopnia jest zmęczone, ogarnięte niewiarą, niewiedzą o stanie rzeczy i bezradnością wobec tego co się dzieje. Nie mam zamiaru poprzeć żądnego rządu. Jestem obywatelem Polski własnego rozumienia i jako obywatel ... więcej »









